Witam wszystkich,
Jestem tu po raz pierwszy, a mianowicie szukam pomocy, tak samo jak wiele tu zalogowanych gości.
Mam problem z wymazaniem z pamięci swojej "pierwszej miłości". Może na samym początku opowiem wam z bliższa swoją, a może "naszą" historię, otóż mam 19lat i jestem jeszcze młodą osobą, która chciałaby korzystać z życia jak tylko się da, ale niestety z wynikłej sytuacji nie mam takiej możliwości, ponieważ mój były chłopak mieszka bardzo blisko mnie i bardzo często się spotykamy w gronie wspólnych znajomych. Moje uczucie do niego ujawniło się już w gimnazjum kiedy to po raz pierwszy go ujrzałam. Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, myślałam że to bzdura, ale to jest czysta i szczera prawda. W głębi siebie kiedy to go widziałam czułam jak w środku rozsadza mnie szalejące stado motyli. Mateusz na samym początku w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, byłam dla niego obojętna zamiast zainteresować się mną, zainteresował się moją koleżanką z klasy. Cierpiałam przez to bardzo, nie wiedziałam gdzie mam szukać miejsca, byłam strasznie przybita, bo zaczęli być ze sobą. Sami dobrze wiecie jak to jest, może to i śmieszne co teraz pisze, ale lata gimnazjalne myślę, że pamięta każde z was, bo tak naprawdę w tym czasie odkrywamy swoje życie i między innymi cele do których zamierzamy dążyć. Wracając do tematu, rozstali się i Mateusz zaczął zwracać na mnie większą uwagę i z racji tego w III kl gim, byliśmy już parą. Później poszłam kształcić się dalej do miasta, bo pochodzę tak samo jak i on z małego miasteczka, uczyliśmy się potem w tym samym mieście, spotykaliśmy się jeszcze może przez 3 miesiące i mnie zostawił. Potem poznałam chłopaka, który był starszy ode mnie o niespełna 6lat, myślałam że zakochałam się ponownie,że zapomniałam już o Mateuszu, bo myślałam że jestem naprawdę szczęśliwa,że znalazłam w końcu mężczyznę swojego życia, lecz na pozór, myliłam się. Pewnego wieczoru siedząc w fotelu i oglądając telewizje, odezwał się Mateusz a wraz z nim odezwało się we mnie znowu stare uczucie. Pisaliśmy ze sobą bardzo często, a nawet się spotkaliśmy raz i ten jeden raz wystarczył by obudziła się we mnie stara miłość. Oczywiście zostawiłam Piotrka z którym byłam prawie 2 lata, mieliśmy co do siebie poważne plany, nasze rodziny bardzo dobrze się znały. Było mi bardzo ciężko go zostawić bo wiedziałam że bardzo mocno mnie kocha i tak jest do tej pory, chociaż nie mamy ze sobą już kontaktu. Tak więc po jakimś czasie wróciłam znowu do Mateusza, który jak uważał dorósł w końcu do tego aby poważnie się ze mną związać. Spotykaliśmy się ze sobą przez 7 miesięcy, przyjeżdżał do mnie codziennie po szkole i pewnego dnia czekałam na sms-a od niego, którego nie dostałam, zaczęłam się martwić o niego,ale co potem się okazało niepotrzebnie, mianowicie była godzina 23.oo i dalej cisza w końcu zaczęłam wydzwaniać i dalej nic, przyszła do pokoju moja współlokatorka z nasza wspólną koleżanką i zapytały co się stało, opowiedziałam im wszystko, a one zaproponowały że to one zadzwonią i tak też zrobiły. Odebrał..... usłyszałam jak ledwie rozmawiał był tak pijany że ledwo można było go zrozumieć... poczułam się okropnie, zaczęłam bardziej płakać, a dziewczyny bardziej go podpuściły i podały się za byłą jego dziewczynę Anetę, która rzekomo chciała się z nim spotkać na piwo, więc jedna z nich przedstawiła mu propozycje a on się zgodził... wybuchłam wtedy płaczem,, a one też nie wytrzymały i strasznie z tego powodu go zrugały,że jak on może się bawić kiedy ja płacze i się tak o niego martwię. Było mi ciężko, myślałam,że mój świat się zawalił bo on był całym moim światem... Tamtego dnia pomyślałam sobie że dosyć już i tak łez przez niego wylałam bo to nie był jego taki pierwszy incydent, było ich o wiele więcej, a ja głupia i ślepa jego miłością za każdym razem mu wybaczałam... Wtedy zrobiłam to po raz kolejny, znowu dałam mu szansę, przyjechał do mnie na 4 dzień bo w ogóle się nie odzywałam i wyjechałam na małą wycieczkę do Estonii z koleżanką i jej chłopakiem, bo nie mogła patrzeć dłużej jak się męczę, w prawdzie był to krótki wyjazd, ale trochę mi pomógł... chociaż ciągle o nim myślałam. Gdy przyjechał do mnie do mieszkania otworzyłam mu bez słowa i położyłam się na łożu i tak jakby go nie było obok oglądałam dalej telewizje, zaczął mnie przepraszać i wtedy po raz pierwszy w jego oczach pojawiły się łzy... gdy to zobaczyłam nie wytrzymałam i sama się rozpłakałam i wtedy on mnie przytulił... byłam na niego wściekła, a jednocześnie cieszyłam się z jego obecności... dałam mu ostatnią szansę. Myślałam że to będzie już koniec naszych kłótni i rozstań, lecz się myliłam. Dzień przed najważniejszym dniem świata, dzień przed Wigilia się rozstaliśmy już na poważnie już na zawsze... Byłam kompletnie załamana, a wiecie jaki był powód? Przygotowywałam miejsce na sylwestra wraz ze swoimi dwoma braćmi oraz dwoma ich najlepszymi kumplami. Pisałam w tym samym czasie z Mateuszem, który twierdził,że jest w domu, Mateusz ogólnie miał małe kłopoty z alkoholem bo nie wywodził się z pięknej rodziny, lubił też szukać zaczepki, a kiedy był ze mną strasznie się zmienił, każdy tak twierdził byłam takim jego Aniołem Stróżem. Przeze mnie stał się innym człowiekiem, był lepszy. No i oczywiście tego wieczoru nie był w domu tak jak twierdził , bo pił z kolegami i moją najlepsza przyjaciółka, która straciła dla mnie wtedy swój iloraz. Poczułam się oszukana przez obie osoby które były dla mnie bardzo ważnymi w moim młodym życiu... Napisałam mu wtedy sms-a że to koniec że nie chce go znać... i od tamtej pory strasznie cierpię bo nie potrafię o nim zapomnieć, nie ma dnia kiedy bym nie uroniła przez niego chociażby jednej łzy... Bardzo mocno go kocham... Teraz też mamy ze sobą kontakt, widzieliśmy się wiele razy ale jak on to powiedział że już nie będziemy razem ( bo on już mnie nie kocha ).To są słowa które często nie pozwalają mi zasnąć. Jestem bardzo wrażliwą osobą, która w życiu straciła bardzo dużo osób na których bardzo mi zależało, min straciłam ojca w wieku 6 lat, zostałam sama z mamą i dwoma braćmi (6lat , 7 lat). Mało też nie padłam ofiarą gwałtu. Ta kolej rzeczy sprawiła że stałam się innym człowiekiem, pytanie czy lepszym... sama nie wiem. Wiem tylko tyle że dla własnego dobra chciałabym zapomnieć o Mateuszu. Wielokrotnie pisałam mu żeby już do mnie nie pisał żeby dał mi spokój, ale na próżno. Ilekroć pisał, to mu odpisywałam. Jestem naiwna i głupia.... ale to przez tą głupią miłość.
Proszę pomóżcie mi, bo ja tak już dalej nie mogę :,(
Pozdrawiam.