Witam was wszystkich,jestem tu nowa i tak naprwde nie wiem juz co zrobic dlatego pisze.Moze to przyniesie mi ulge.Moze ktos pomoże zrozumiec i podpowie jak odejść,zapomnieć.A moze jednak dać szansę i próbować ratować?Sama nie wiem,tak bardzo się pogubiłam.Ale zacznę od początku.Jesteśmy 4 lata,a może byliśmy bo właśnie dziś powiedziałam dość.On młodszy o jakieś 7 lat ja po przejściach z dwójką fajnych urwisów.Odkąd pamiętam gra na maszynach ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji.Myślałam że to tylko zabawa.Z perspektywy czasu wiem że już wtedy miał poważny problem,a ja brnełam w to dalej by pomóc,ratować itp.Nie dość że walczyłam z masznami od początku to i również z kobietami.Niby tylko koleżanki,tylko smsy,nocne telefony.Wielokrotnie czytałam jak pisał że mu siępodobają,że chciał by sie spodkac na fajny seks ale chyba tego nie zrobił.Te koleżanki trwały do dziś,ale to tylko namiastka wszystkiego.3 lata temu powiedział ze potzrebuje pieniedzy na adwokata bo ma problemy,ja wziełam pozyczke i dalam,a za pare dni oznajmił ze jedzie na tydzien do pracy do innego miasta.Okazało się że za moje pieniądze pojechał z koleżanka nad morze,zaczoł przegrywac kolosalne kwoty,zgineło złoto corki,pieniadze syna i wiele innych rzeczy.Wybaczałam to wszystko i chciałam pomóc.Nowe koleżanki były co miesiac inna.Straciłam zaufanie.Całkowite.Zaczeła sie kontrola tel.pieniedzy ,wszystkiego co mozliwe,az w pewnym momencie kazałam mu sie wyprowadzic z mieszkania które wynajmowałam.Nie dawał na nic,tylko grał.Czasem żucił śmieszny grosz bym sie nie czepiała.Mam 30 tyś.długu,zryta psychike i nie potrafie o nim zapomniec.Uzaleznil mnie od siebie?Ja z tych długów rownież zrezygnowałam z meszkania i poszłam do rodziców,on wynajął kawalerke w czym pomógł mu jego ojciec.Dodam że mieszkając razem za wszystko obwiniał mnie,ze gra ze nic mu w zyciu nie wychodzi,ubliżał,wyzywał jak chciałam pieniadze lub zadawałam pytanie które mu wadziło.w tej kawalerce dalej byłam ,pomagałam zaniedbujac własną rodzine,ale poczuł sie wtedy panem.Robiłam zakupy,dokładałam do opłat bo on dalej grał,gdzie potrafił jednego dnia miec 3 razy kase na czynsz i to tez poszło,były dalej koleżanki,sąsiadki wpadajace na piwko wtedy gdy mnie nie było,smsy telefony w nocy.Jak nie dawałam kasy to mówił ze ma w dupie taka pomoc i potrafił jak psa wyzucic z mieszkania a ja wracałam jak tylko zadzwonił,dalej wyzywał nawet zaczął łapać za gardło.Stracił panowanie nad soba,nad emocjami,popadł w długi ale dalej gra.Od momentu wyprowadzki zmienił sie strasznie,twierdzi ze ma prawo do wszystkiego.Tak zgadza sie ale sa jakies zasady w zwiazku ktorych sie nie łamie.Z sasiadka na piwko,do kosciola,na zakupy ze mna i dziecmi nigdzie.Weekendy przespane bo zmeczony,zero spaceru i czego kolwiek.Az pewnego dnia spodkałam jego ojca na zakupach i zapytałam czy mozemy porozmawiec,a nie miałam z nim kontaktu gdyż odcioł mnie od rodziny bym nie powiedziała ze gra bo utne dojscie do kasy ktora ja tez w pewnym momencie przestałam dawac i byłam juz tylko popychadłem,jak mu pasowało to dzwonił.Opowiedziałam ojcu co sie dzieje,ze gra ze nie chodzi zaocznie do szkoly,ze dał mu na swieta 2,5tys.i je przegrał,ze nie kupił samochodu bo pod tymi pretekstami brała kase od ojca,a on zapytał mnie To wy dalej jestescie razem bo słyszałem ze od 8 mies,jest z anka (sasiadka),byłam w szoku.Jak dzwoniłam to mowił mu ze to ona,jak bylam uniego mowił ojcu ze to ona a jak zapytałam czemu to zrobil ,bo tak było mu wygodnie.Dzis zapytałam czy powiedział ojcu prawde.Nie bo po co tak jest dobrze.Spytałam czemu to robi ,tak mnie traktuje,bo sprzdałas mnie ojcu jak stara prostytutka to dzis rano usłyszłam i wyszłam proszac by nie pisał,nie dzwonił dał mi zyc.Upokożył mnie strasznie a ja nadal tesknie tylko nie wiem za czym.Wyzywał przy wszystkich nawet przy znajomych.Temat rzeka.Potem pisał ze kocha,teskni ,ze jestem kobieta jego zycia,ze nikomu mnie nie odda,ze jest w stanie zmienic cale swoje zycie dla mnie a ja wracalam i potem za 3 dni to samo.Dzis powiedzialam dosc ale boje sie ze zadzwoni i zmiekne.Uzalezniłam sie? Nie umiem sobie pomóc.Prosilam by poszedł na terapie od uzaleznien,stwierdził ze jest w stanie sam nad tym zapanowac,ale wiem ze nie.
Podobne tematy
Nad uzależnieniem nie jest w stanie "zapanować samemu", bo to choroba. Choroby sie leczy. Tyle, ze uzależniony musi poczuc na własnej d... że to ten czas.
Ty, jako uwikłana w uzależnienie (to choroba rodzinna), jako współuzależniona potrzebujesz pomocy. I to, co mozesz teraz zrobić - to poszukac jej dla siebie.
W związkach uzależnioniowych słowa "miłość" i "kocham" mozna odmieniac przez przypadki i... niec z tego nie wynika. Dla uzależnionego są to słowa-klucze dajace mu usprawiedliwieniedla trwania w nałogu i innych świństw, które nie wszystkie są związane z nałogiem bezposrednio.
Ratuj sie kobieto!
Próbuję się ratować odchodzac,gdyż ranie siebie ale najbardziej dzieci których nigdy nie tolerował tak naprawde.Ale mam gdzies wyżuty że zostawiam go z tym samego ale niemam juz innego wyjscia.Jest to trudne ale czas z tym skonczyc tylko czy bede miała na tyle siły w sobie.Są mysli teraz z kim gdzie po co dlaczego?
Samo odejście, to dopiero zrobienie pierwszego kroku.
To, co dla Ciebie najważniejsze - kotłuje sie w Twojej głowie.
Wiem mam milion myśli na minute,i nie mogę ich poewstrzymac.Czasem tylko mysle ze moze niepowinnam go z tym teraz zostawic,ale tez wiem ze mimo iz chcialam pomoc to tak naprawde nie pomagałam tylko dawałam przyzwolenie,a pomoc ktora chcialam dac ostatnio w sensie leczenia poprostu odrzucił,najzwyczajniej jej nie chce.Ciezko sie po tym wszystkim ogarnąć.
Idź do najbliższego ośrodka leczenia uzaleznień i porozmawiaj ze specjalistą, na czym polega pomoc osobie uzależnionej, będziesz wiedziała, co dalej.
No właśnie i tu pojawia się problem.Przez te długi pracuje w firmie bez ubezpieczenia bo sie obawiam komornikow i wiem ze mnie to nie ominie ,ale bym na pewno skozystała z pradni dla współuzależnionych.A tak mam splątane ręce i nie wiem co dalej.Dzis wstałam i nie mam chęci na nic,opadłam z sił całkowicie.
Jesteś współuzależniona. Zetknęłam się z tym problemem, tez byłam na etapie "chcę pomóc", współczułam, bo on nie chciał, tylko uzależniony... itp. Ale na szczęście byli wokół ludzie, którzy mną potrząsnęli. I jeszcze te kobiety...Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś w pierwszym poście i zastanów się na co pozwoliłaś...na jakie traktowanie, nie szanuje Ciebie, nie akceptuje Twoich dzieci.
Taki człowiek jest zablokowany na wszelkie pozytywne uczucia, a nastawiony JEDYNIE na eksploatację drugiej osoby...Nie wiem,czy jesteście w formalnym związku, ale jeśli nie to tym lepiej, odetnij się od niego jak najszybciej, zajmij się dziećmi - one są (przynajmniej powinny) najważniejsze dla Ciebie! , a Ty tęsknisz za TYM kimś...
On nie chce Twojej pomocy, chce Cie wykorzystywać i brać brać...
Potrzebujesz spokoju, a tylko odcięcie się od niego Ci go zapewni.
Potem pomyśl o terapii.
Pozdrawiam.
Na szczęście nie jesteśmy małżeństwem i o tyle dobrze,ale był moment że bardzo tego chciał,jak również dziecka.Dziś wiem że popełniła bym najgorszy błąd w życiu.Odzyskałam dawne koleżanki które mną również trząchają,ale na wszystko trzeba czasu.Najgorsze jest to że wygladam jak wrak człowieka,nerwy mnie poprostu zjadły.Jak ważyłam 75 kg.a mam 176 wzrostu tak teraz 52 i wygładam jak wieszk na ubrania.Czasem myslę że uzależnił mnie od siebie,od tej ciągłej adrenaliny(awantury.wyzwiska itp.)nie znam spokojnego życia.
Cześć. Jestem tu nowa,też jestem żoną hazardzisty. Mój mąż gra od 4lat,mamy długi mimo iż on dobrze zarabia,ja mam swoje pieniądze to i tak jest mało. Mój mąż przyznał że ma problem i sam znalazł dla siebie miting na który dziś pojechał po raz pierwszy. Problem w tym że zamknął się z tym tematem i nie chce ze mną o tym rozmawiać,znalazł dla siebie forum hazardzistów i tylko z nimi o tym rozmawia a mnie traktuje jak wroga w tym temacie. Wie że mi na nim zależy i chce mu pomóc,że nie zostawię go z tym samego ale w żaden sposób nie mogę do niego dotrzeć. Czy dać mu samemu uporać się z demonem czy naciskać i walczyć z tą ciszą. Ps. On ogólnie nie jest wylewny do rozmów ale to co teraz się dzieje mnie przeraża i trochę irytuje.
Hazard jest chorobą psychiczną tak???-Jedni są już tak zaślepieni,wciągnięć że stają się agresywni,wulgarni a inni są uzależnieni ale mają spokojne usposobienie i nie są agresywni. I jedni są chorzy i drudzy???? To tylko tym drugim należy pomagać???
dziunka33 też jestem żoną hazardzisty,owszem mnie nigdy mój mąż nie uderzył,w kłótniach też usłyszałam wiele przykrych słów,ale nie byłam mu dłużna(słowo za słowo) Fakt mój mąż mnie nie zdradzał ale w Twoim przypadku myślę że robił to żeby mieć od kogo ciągnąć kasę,jak Ty nie dałaś parę groszy to inna mu dała. Może jestem romantyczką i tylko bujam w obłokach ale śmiem twierdzić że Twój partner jest jeszcze głębiej uzależniony niż mój mąż i dla tego zaczęło dochodzić do zdrad,rękoczynów(tylko nie myśl że go usprawiedliwiam)ale z życia wiem że im głębsza przyczyna większy skutek. Czy od samego początku wyzywał Cię,zaczął wyciągać ręce???? Po jakim czasie zaczął się zmieniać??? Jeśli od początku tak było to przykro mi ale byłaś tylko(przepraszam że Cię nazwę)bankomatem jak te pozostałe. Jeśli jednak było inaczej i po jakimś czasie (dłuższym niż miesiąc czy cztery)zmieniał się to było czerwone światło do działania,do walki,bo w takim stadium byłaś w stanie wpłynąć na niego,bo jego psychika zachowywała resztki uczucia jakim Cię zapewne na początku darzył gdy byś wtedy dotarła do jego rodziny,zaczęła namawiać nawet nie od razu coś wielkiego,ale np.jedną wizytę u psychologa lub osoby duchowej jak woli i stopniowo wkręcała go że tak to nazwę w to uzdrowienie,bo tak to się nazywa może dziś było by inaczej. A teraz usuń się,nie dawaj kasy,bądź silna(moja rada dotyczy Cię jeśli chcesz próbować ratować ten związek,ale pamiętaj ja Cię nie oceniam i nie mówię co masz zrobić,to tylko ma Cię naprowadzić i pomóc). Daj wyraźnie do zrozumienia że
a)to jego ostatnia szansa
b)że bez konkretów z jego strony nie macie o czym gadać
c)że Ty możesz mu pomóc(NIE SPŁACAĆ DŁUGÓW tylko WYJŚĆ Z CHOROBY)
d) że nie wracasz jak tylko powie że się będzie leczył ale dopiero jak będziesz widziała efekty jego pracy nad sobą
e)że jeśli chce porozmawiać zawsze może liczyć na Ciebie,ale musi być opanowany
f)i w końcu że go kochasz(jeśli tak jest),ale od Twojej miłości ważniejsze jest czucie bezpieczeństwa i stabilności Twoje i Twoich dzieci
Daj mu czas na przemyślenie,a przez ten czas zrób coś dla siebie(fryzjer,psycholog,zamknięcie się nawet na weekend tylko z dziećmi żeby się wyciszyć,porozmawiać z nimi o ich problemach,uspokoić trochę swoje wnętrze i dzieci też bo one wiedzą że coś jest nie tak i też z pewnością utraciły poczucie bezpieczeństwa) zrób co tylko chcesz i wiesz że to przyniesie Ci pożądany efekt. Nawet powiem że lepiej by było żebyś w czasie jego przemyśleń nie kontaktowała się z nim i nie odbierała jego prób kontaktu. Umówcie się na konkretny czas.Tylko nie dzień czy tydzień,bo to mało. I czekaj,jeśli jest w nim jeszcze odrobina tego kogo poznałaś i zauważysz to,myślę że wart próbować a jak nie zrobi nic a co najmniej nie zgłosi się do specjalisty lub na miting to nie warto,nie marnuj życia i spróbuj być szczęśliwą bez niego,masz dzieci i jest dla kogo
Ja to tak widzę
Pozdrawiam i trzymam kciuki za wytrwałość bez względu co zrobisz
Próbuję się ratować odchodzac,gdyż ranie siebie ale najbardziej dzieci których nigdy nie tolerował tak naprawde.Ale mam gdzies wyżuty że zostawiam go z tym samego ale niemam juz innego wyjscia.Jest to trudne ale czas z tym skonczyc tylko czy bede miała na tyle siły w sobie.Są mysli teraz z kim gdzie po co dlaczego?
Ja mniej więcej tak zaczęłam działać i to całkiem niedawno zaczęłam i coś się dzieje,nie mówię że już jest super fajnie i wiem że to długa droga ale lepsze to niż rezygnacja z kogoś kogo się kocha od tak,nikt też nie mówi że będzie lekko,bez załamań i chwilowych zwątpień,że po tygodniu będą mega rezultaty ale to jest tak że partner/partnerka są wsparciem dla chorego a sami muszą poszukać wsparcia dla siebie i tyle. Tylko z tym że rozumiem że twoja sytuacja jest gorsza i nawet jeśli podejmiesz taką czy inną decyzje to i tak uważam Cię z mądrą i silną kobietę która próbowała,ale do tanga trzeba dwojga