Od siedmiu lat tkwię w małżeństwie z alkoholikiem, który mnie poniża i przede wszystkim nie kocha. Miałam 28 lat, gdy zaszłam z nim w ciążę i ,,zmusiłam" (ze strachu przed opinią publiczną oraz samotnością) do ślubu, choć tylko cywilnego. Przez ten cały czas walczyłam o rodzinę, chodziłam po pomoc do psychologa, próbowałam pokonać jego nałóg. Koleżanki radziły, żebym odeszła i szukała kogoś innego. Ja nie chciałam, bo przecież to on jest ojcem mojego dziecko, a dzieci są najważniejsze i nie wolno rozbijać rodziny. Co z tego mam- zszargane nerwy i niskie poczucie wartości, brak chęci do życia. Niedawno się to zmieniło, zakochałam się w koledze z pracy, który ciągle w mojej obecności mówił, że jego małżeństwo to jeden wielki kryzys i musi w końcu się rozwieść. Przez dwa miesiące było cudownie. Rozkochiwał mnie w sobie, narzucał szybkie tempo, planował wspólną przyszłość. Obiecywał, że nigdy mnie nie skrzywdzi i ze mnie nie zrezygnuje, uwierzyłam. Tak bardzo potrzebowałam miłości, mój mąż nigdy mi jej nie dał, nie przytulił, nie pocałował, nigdy razem nie spaliśmy w sypialni, bo on tego nie chciał. Przecież ja też jestem człowiekiem a nie maszyną, ja nie potrzebuję pieniędzy, luksusów, zagranicznych wczasów, tylko odrobiny miłości. Mój ukochany mi ją dał, był taki szczęśliwy. A teraz stwierdził, że musimy zostać przyjaciółmi, bo choć żony nie kocha, to dzieci jednak nie porzuci. Ja to rozumiem, bo sama mu mówiłam, że nie możemy uciekać za granicę, bo on musi mieć kontakt z dziećmi, ale on twierdził, że bez niego im będzie lepiej, nie będzie kłótni i będą mieć spokój. Dlaczego tak nagle zmienił zdanie? Czy wcześniej mnie okłamywał? Ja teraz nie umiem o nim zapomnieć, ciągle płaczę, wyję z bólu i ciężko mi jest wstać z łóżka. Gdyby nie dziecko, dawno by mnie nie było. Dlaczego on mi to zrobił, czy można tyle obiecywać a potem zostawiać człowieka z niczym? Jestem pokiereszowana przez dwóch mężczyzn i nie umiem sobie z tym poradzić. Dlaczego to spotyka mnie, a nie wyrachowane kobiety, którym chodzi tylko o pieniądze? Jak mam o nim zapomnieć? Jak mam żyć bez miłości?
Podobne tematy
Lenko posluchaj.wiem co teraz czujesz.wiem jaki jest twoj stan.jestem dokladnie w tym samym polozeniu co ty teraz.szukam odpowiedzi na wiele pytan tak samo jak ty...szukam i szukam ale nie moge na nie sobie odpowiedziec???dlatego ze to nasze mysli doprowadzaja nas do obsesji.zylesz z alkoholikiem...wiem co to oznacza-bo ja mam ojca alkoholika...tego nie moge zmienic ale ty mozesz zmienic swoje zycie.caly sens tego jest w tobie.od twoich mysli ktore saam przywolujesz zalezy chec do zycia...wiem strasznie boli.ale nie zapominaj o tym ze jestes kobieta...ze jestes delikatna wewnetrznie jak i zewnetrznie...masz dziecko zyj dla tego dziecka...co ja moge doradzic w sprawie kolegi z pracy???on tak samo jak ty ma rozwalone zycie...trzymaja go dzieci.wiesz co tobie moze pomoc???wiara w siebie.chcec dobrego wygladu...dbanie o siebie.nie dla meza nie dla kolegi dla samej siebie.uwierz mi ze stac cie na to.masz dwie mozliwosci albo wyciagnac teraz kosmetyczke z szminka puderkiem i reszta twoich gazdzetow albo dalej mozesz lezec myslac o tym co cie spotkalo.ile tak wytrzymasz Lenko???tydzien dwa???zaraz sama wpadniesz w depresje/leki/zaburzenia snu/zawroty glowy...ja to mam.ale ja jestem mlody i wiele jest przede mna.to jedyny dobry argument choc uwierz mi ze gdyby byla pigulka abym sie nigdy juz nie wybudzil bym ja zazyl.ale tak sie nie da...nie mozna isc na skroty.milosc jest piekna ale do czego prowadzi ludzi???prosze teraz przemysl wszystko.zbierz resztki sil.nie placz juz i nie zadawaj sobie pytan...dobry wyglad to teraz 50% twojego sukcesu.musisz zaczac budowac swoje zniszczone przez alkoholika drugie "ja"...korzystaj z forum.to pomaga.wyrzucaj wszystko tutaj...ja w ciebie wierze i ile razy tutaj bede tyle razy odpowiem...przesylam pozytywna energie i sciskam mocno...
Porządki w swoim życiu, moim zdaniem, warto zacząć od uporządkowania swego myślenia.
Uznałaś, że nie wolno rozbijać rodziny.
Szczytny cel, tyle tylko, że w Twym przypadku chodzi o związek z alkoholikiem. Związek zawarty na siłę, bez miłości z obu stron. Uważasz, że dziecko lepiej wychowywać w towarzystwie alkoholika, bez miłości i szacunku między rodzicami niż samotnie, w spokojnej atmosferze? Czego wasze dziecko uczy się żyjąc z ojcem, który poniża jego matkę? Czego wasze dziecko uczy się żyjąc z matką, która ma zszargane nerwy i nie ma ochoty do życia? Jaki wzór rodziny mu oboje przekazujecie?
Rozpoczęłaś romans z żonatym.
Uwierzyłaś w jego zapewnienia o kryzysie w jego małżeństwie, bo chciałaś wierzyć. Gdyby powiedział Ci na samym początku prawdę, czyli że nie odejdzie od żony i dzieci, poszłabyś z nim do łóżka? Wątpię, byś zdecydowała się na ten krok. Pytasz, czemu zmienił zdanie? Nie zmienił, wreszcie powiedział prawdę. Czemu teraz? Być może coraz częściej mówiłaś o wspólnym życiu, coraz częściej układałaś scenariusze, snułaś marzenia na głos, nalegałaś, by podjął konkretne kroki. Dziwisz się, że kochanek Cię okłamywał. A jednocześnie nie widzisz (?), że sama okłamywałaś męża. Też kiedyś jemu coś obiecałaś. I też nie dotrzymałaś danego słowa.
Co proponuję?
Zamiast chodzenia do psychologa, podejmij własną terapię. Terapię, dzięki której przestaniesz bać się samotności i przestaniesz uciekać przed nią wikłając się w różne nieciekawe związki.
Dziękuję za słowa otuchy.
Dlaczego on mi to zrobił, czy można tyle obiecywać a potem zostawiać człowieka z niczym?
Nie pomyślałaś o tym, że gdyby ten romans się udał, to wtedy Ty zostawiłabyś dwie osoby z niczym? Czy to byłoby w porządku??? Na dłuższą metę nie da się zbudować szczęścia na krzywdzie innych ludzi, więc lepiej może odpuść sobie żonatych mężczyzn?
Bezradny23 napisałeś mi tyle ciepłych i mądrych słów, że aż dziwi mnie, że jesteś tak młodą osobą, ale właśnie tego ci zazdroszczę, jeszcze tyle życia i miłości przed tobą. Przeczytałam sobie twój wpis z okresu świąt, więc wiem jaki masz problem. Widzę, że niezależnie od płci i wieku tak samo odbieramy świat, tak samo mocno kochamy, jesteśmy słabi i dajemy sobą manipulować. Ta dziewczyna, którą kochasz nie jest dobrym człowiekiem i w przyszłości nie byłaby dobrą matką dla twoich dzieci. Po ślubie ciągle to ty musiałbyś o nią zabiegać, dbać o wasz związek. Na dłuższą metę tak się nie da, wykończyłbyś się i na pewno nie byłbyś szczęśliwy, a zasługujesz na to. Nie marnuj czasu- tak jak zrobiłam to ja - na toksyczny związek, znajdź w sobie siłę i otrząśnij się z tego. Za kilka lat popatrzysz wstecz i podziękujesz Bogu, że się od tej dziewczyny uwolniłeś. Ja wiem, że łatwo jest komuś radzić, ale ja, wchodząc w dorosłe życie, przeżyłam podobne rozczarowanie. Dziś wiem, że choć bardzo go kochałam, to nie byłabym z nim szczęśliwa. Ale ponieważ miałam trudne dzieciństwo, ojca tyrana, więc zawsze miałam problemy z wchodzeniem w związki i ciągle dokonywałam złych wyborów, aż w końcu zostałam z alkoholikiem. Dziś idę do lekarza po leki, bo już drugi miesiąc nie radzę sobie ze sobą, mam lęki i nerwicę nad którą nie panuję. Radzisz mi, żebym o siebie zadbała. Ja dbam, podobno jestem atrakcyjna, nawet moi uczniowie z gimnazjum chcą się ze mną umawiać, ale inni mężczyźni się mnie boją, myślą, że jestem wyniosła i mam wymagania- takie robię wrażenie na ludziach, którzy bliżej mnie nie znają. A prawda jest taka, że ja nie chcę pieniędzy, luksusów, tylko miłości i bliskości drugiej osoby. Mieszkam w małym miasteczku na Podkarpaciu, w którym wiele się nie dzieje i prawie wszyscy się znają. Nie wiem jak mogłabym odmienić swoje życie? Ale ty masz jeszcze wiele przed sobą, nie popełniaj moich błędów, uwierz, że będziesz szczęśliwy. Podobno co nas nie zabije, to nas wzmocni. Musisz być twardszy i tak mocno nie angażować się w kolejny związek. Bo w związku zawsze ktoś kocha mocniej- życzę ci, żebyś następnym razem to ty kochał mniej.
Lena76 czesc. masz naprawdę wiele racji w tym co piszesz ale jest naprawde bardzo ciezko z tym wszystkim sobie poradzic to takie trudne odejść nazawsze.ona kiedy chce napisze a ja lece jak piesek do niej bo raczyla napisac cos milego?i znowu slepo wierze ze może się udac.tak za każdym razem.trwa to już od tak dawna,tak dlugo?i nadal tak samo.potok mysli?stalo się tak ze zabito we mnie resztki pewności sobie/ zmiażdżono we mnie samoocen o sobie.pomimo tego ze mam swietna prace itd.nie ma we mnie wiary w siebie?duzo starsi ludzie ucza się ode mnie?daje mi to jakas satysfakcje ale tylko na chwile?gdy wracam do domu wszystko wraca od nowa.i tak już od bardzo dlugiego czasu.wiele bym pisal o tym jak było i o tym co było?ale wiemy ze opisac jest latwo a w Glowie Az dudni od mysli.wszystko wraca.tak jak było w grudniu tak samo jest teraz.wiesz Lenko byłem już wolny od tego wtedy w tym marcu-wlozylem w siebie sporo pracy?nie wiem dlaczego dalem się namowic na spotkanie i zaczęło się od nowa-to takie straszne do opisania.wiem z boku wyglada to ze nie jestem facetem ze jestem miekki ze tak nie powinno być ze nie mam do siebie szacunku za to co ze mna robi wlasnie kobieta?dalem wszystko co moglem co umialem dac?otrzymałem dyktature z gory co chce i to ma być?wiedzac ze bardzo kocham robilem to wszystko?chciałbym wyjsc z tego-brakuje mi sposobow tym bardziej ze jestem teraz poza domem i nie bardzo mam tutaj z kim pogadac o tym.szczerze nie wiem co robic?bo tak się sklada ze mam kontakt z ta kobieta?mowi mi rozne rzeczy.np.ze wszystko pamieta i ze będę zawsze jej jedyna prawdziwa miłością-bo te wspaniale chwile do niej tez wracaja?ze walczy z tym?ale ze poukładał to i ze to nie ma przyszłości?raz mowi wylecz się z tego a będziemy razem?a po chwili ze będzie co będzie itd.nie wiem co jest co.raz gada ale mam ochote się do ciebie przytulic nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciala?ale ty jestes tak daleko.szczerze widze jakis promyk nadziei ze może cos będzie?ale gdy widze ze ona tak potrafi ze mna zabija mnie to w srodku a ja trzymam w sobie to żeby nie poznac po sobie jak mnie to boli.ja ja tak jeszcze kocham i to jest takie trudne.wiem najlepiej urwac kontakt?ale moja silna wola trwa kilka dni?potem znowu szukam kontaktu i to stalo się bez sensu żeby szukac na nowo cos budowac i Nagle znowu usowac?tak wlasnie jest.nie wiem co mam robic-proszę was podpowiedzcie co robic i jak to wyglada waszym okiem???z obiektywnego punktu widzenia???bo ja nie mogę wszystkiego dobrze ocenic bedac pod wpływem tego wszystkiego.dziekuje za wszystko.Lenko76 gdybys chciał rozmowy a wiele wiem o tym jak zyje z alkoholikiem napisz do mnie?bo o takiej tragedii wiele ludzi nie ma pojecia-bo to nie jest tylko picie?sciskam mocno i bardzo dziekuje za twoja wiadomość-to wiele znaczy dla mnie?
Bezradny23...
Te tematy toksycznych związków i problemów ludzi z DDA i etc. nie mają prostego i łatwego rozwiązania. Chciałoby się odmienić tą brutalną rzeczywistość na pstryknięcie palcami - tylko żeby to było takie proste. Łatwo to powiedzieć a trudniej, masakrycznie trudniej jest to zrobić.
Jesteś w podobnej sytuacji jak ja, związek w separacji z widmem rozwodu, rozwodu którego oboje nie chcemy. Ja cały czas szukam porad, pomocy, wskazówek jak sobie z tym toksycznym problemem poradzić. Gdyż jestem tego zdania, że gdyby partnerce tak na prawdę zależało na rozwodzie, to nie doszło by do separacji, tylko od razu bym dostał papiery pod nos.
Znalazłem stronkę, na której może i Ty coś znajdziesz dla siebie:
http://www.kryzys.org/printview.php?t=7739&start=0&sid=fa15df9041f47af026f1e08161e166bc
Teraz się nastawiłem na szukanie pomocy u psychologa, by zarówno pomóc sobie i fachowo przygotować się od tej strony, by pomóc wyjść z tego problemu partnerce. Być może walczę z wiatrakami w tym toksycznym temacie, nie wiem ale przynajmniej szukam takich rozwiązań, by w końcowym etapie nie mieć do siebie pretensji, że oddałem związek walkowerem teściowej i nic nie robiłem. Najprościej jest się poddać bez walki ale jeśli mam cień nadziei na pozytywny aspekt i pomoc duchowną to próbuję szczęścia do samego końca.
Po tym co piszesz tutaj, u mnie i w swoim wątku, to na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad pomocą psychologa. Ten problem robi niezłą rozpierduchę na psychice i trudno jest się samemu z tego pozbierać.
"raz mowi wylecz się z tego a będziemy razem?a po chwili ze będzie co będzie itd.nie wiem co jest co.raz gada ale mam ochote się do ciebie przytulic nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciala?ale ty jestes tak daleko.szczerze widze jakis promyk nadziei ze może cos będzie?"
Może coś faktycznie z tego być ale musisz być silniejszy psychicznie od niej a póki co masz demolkę.
Silniejszy, stanowczy, czuły ale nie taki agresywny jak ona, odbijanie takiej piłeczki nic nie daje.
Śp. Mirek Breguła z Uniwersu śpiewa bodajże 2 utworki o nadziei - one jak i reszta jego utworów mają przesłanie i dają do myślenia. A nadzieja... umiera ostatnia.
Lena76 dobry wieczór. Wracajac do twojego problemu?wiesz nie dziwie się tobie ze szukalas ciepla u boku kogos innego a fakt ze kolega się w pracy znalazł co sam ma kryzys? w sumie to sama znalazłaś się w akcie desperacji ze tak można powiedziec?nie wiedziałaś co robic,co się dzieje,pogubilas się w tym wszystkim. Ale do czego doszlo przez to pogubienie się? Masz problem z mezem?facet pije pewnie totalnie jest zimny,nic go nie intersuje itd.znam to?zero odpowiedzialności i zainteresowania. Ja i moje rodzeństwo widzialo tragedie alkoholika przez prawie cale Zycie jak do tej pory.pomimo tego ze mam 24 lata wiem wiele bo wiele widziałem i słyszałem na wlasne uszy?takiego czegos nie da się opisac.tak nawiązując moja mam tez jest nauczycielka-uczy matematyki i fizyki. Wracając do ciebie Lenko.powiem tak masz dziecko?wiem jak ciezko jest oderwac się od tego?od tych mysli?od tego co cie otacza z tym co kojarzy ci się z dobrem i zlem?dodatkowym problemem tego jest to ze kolega który się zabawil twoim kosztem pracuje razem z Toba.to jest o tyle trudne dla ciebie ze widujecie się,on widzi ciebie ty jego?rozne nastroje?kurcze co ja mogę wiecej powiedziec?jestes kobieta która dba o siebie która na pewno ma powodzenie a chce isc na skroty,dlaczego???nie tedy droga.wiesz mi się wydaje tak-ze chcesz być skromna osoba?ale jest tak ze możesz być postrzegana za osobe która uwaza się za kogos wiecej niż inni?z opisu mogę wyciągnąć ze tak może być.wiesz co ja tobie cos polece tak z glebi duszy-żeby zaczynac czuc się lepiej?zrob 2 dobre rzeczy każdego dnia dla innej osoby?uwierz mi ze jedno co wiem to to ze Zycie jest sprawiedliwe.faktem jest ze i jedno i drugie nie było dobrych zachowaniem?poprzez romans nie wyjdzie się z problemow?może jedynie nas pogrążyć tak samo jak alkohol?itd.nie ucieknie się od tego.ja wlasnie dlatego nie pije ani grama?ponieważ drugi dzien jest wtedy gorszy o wiele bardziej?nasz papież Polak ?JAN PAWEŁ II? wiele pisal o tym?jak ludzi się rania i jak postępować żeby było inaczej.zauwazylem ze idac wedlug zasad które niesie wiara-naprawde wtedy wszystko układa się inaczej?ale to jest każdego indywidualna sprawa.ja nie zycze nikomu zle?chciałbym aby każdemu który ma tutaj problemy z ludzmi których kochamy-udalo się naprawiac to wszystko aby nikt nie cierpial?ale miejmy na uwadze ze każdy z nas jest człowiekiem i drugiemu gwarantujemy takie Zycie?nie potrafie zrozumiec dalczego?czlowiek( czy to kobieta czy facet) robi sobie takie świństwa które maja potezny kaliber?po co tak sobie Zycie marnowac?po co się wiazac skoro po 2-3 latch np. wszystko jedna z osob skresla...?po co truc drugiej osobie Zycie???wiadomo jest na swiecie duzo pokus które każdy każdego dnia chce spróbować?nie o to chodzi.pokusy zawsze będą-zacznijmy myslec o konsekwencjach a wszystko będzie inne.zdrada/odejście/samotność/strach/lek?wszystko dobija do dna?podajmy sobie dlonie abyśmy stawali się lepsi bo jeśli tak będzie dalej się dzialo za kilka lat nie będzie ?miłości?miedzy ludzmi?Lenko odbieglem od tematu dzis nie mam Glowy do napisania czegos mniej chaotycznego?osobiście wierze ze będzie u ciebie dobrze.ze widzisz sens swojego zycia.masz dziecko?zyj dla syna?rob dla siebie wiecej niż do tej pory.to bardzo wazne.wierze w ciebie?wiecej się musisz wygadywac tutaj?albo jakiejs bliskiej osobie trzymanie tego w sobie doklada mysli?wyrzucaj je a będzie dobrze-zobaczysz.chodz wiem ze latwo się mowi.osobiscie sam nie mam lzej?ani latwiej.sciskam mocno.wiara nr.1
Mam świadomość tego, że nasze dzieciństwo, atmosfera w domu w dużej mierze wpływa na nasze późniejsze decyzje życiowe. Ja miałam ojca despotę, ciągłe kłótnie w domu i weszłam w toksyczny związek. Ty (bezradny23) żyłeś z ojcem alkoholikiem i też wszedłeś w niezdrowy związek. Najpierw rodzice wpędzili nas w kompleksy, w poczucie, że nie zasługujemy na to, by ktoś nas kochał i dlatego naszych partnerów kochamy zbyt mocno, za bardzo się dla nich poświęcamy, zbyt dużo z siebie dajemy, zabiegamy o miłość, bo przecież mamy poczucie, że musimy na nią zasłużyć. Druga osoba traktuje nas jak trampolinę, wysysa z nas energię życiową, bo wygodnie jest żyć, mając świadomość, że ktoś bezgranicznie nas kocha, łatwo taką osobą manipulować,bawić się jej uczuciami. Myślę, że twoja ukochana (podobnie jak mój kolega z pracy, mąż) bawi się tobą, do końca nie rezygnuje z ciebie, bo twoja miłość dodaje jej poczucia wartości. Działa asekuracyjnie, dopóki kogoś nie spotka, a zapewne szuka, będzie cię trzymać przy sobie, by w razie czego mieć do kogo wrócić. A jeśli wróci, pobierzecie się, będą dzieci, a za jakiś czas ona znów zacznie szukać, to co wtedy. Jeśli teraz jest niepewna swoich uczuć, to nie warto w to brnąć. Wiem, że łatwo się mówi, bo przecież ja też całe życie jestem niepewna i nie potrafię podjąć żadnej decyzji, wziąć życia w swoje ręce- a wszystko przez kompleksy wyniesione z domu i pogłębione przez męża alkoholika. Przez siedem lat walczyłam z jego nałogiem, chodziłam na spotkania grup wsparcia, za radą psychologa wyprowadziłam się od niego na dwa lata, ale wróciłam, bo dziecko chciało. On twierdzi, że swojego jeszcze nie wypił, pije, bo lubi, przecież wszyscy mężczyźni piją- sąsiedzi, koledzy z pracy. Zastanawiam się, co jest lepsze dla dziecka. Czy ty, bezradny23, miałeś żal do mamy, że nie odeszła od męża? Dlaczego, choć tyle razy się sparzyłam, ciągle chcę miłości? Może nie miłość w życiu jest najważniejsza.
Moim sposobem na zapomnienie o ukochanym jest doszukiwanie się u niego wad, uświadamianie sobie, że mimo miłości, którą czuję, nie byłabym szczęśliwa u jego boku, nie sprostałabym jego wymaganiom. Może ty (bezradny23) też tak spróbuj, nie wspominaj pięknych chwil, tylko te złe. Czasem w życiu lepszy jest święty spokój niż ciągłe szarpanie się i walka. Moja siostra ma męża, który nosi ją na rękach już 9 lat i w końcu to się jej znudziło. Im więcej on się stara, tym ona bardzie go nie chce, traci szacunek wobec niego jako mężczyzny. Kobiety nie lubią mężczyzn, którzy dają się wodzić za nos. Spróbuj więc nie kontaktować się ze swoją ukochaną, jeśli cię kocha, sama zacznie się starać, gdy zobaczy, że cię traci. Życzę ci więcej wiary w siebie i lepszą przyszłość. Pisząc te słowa , słucham sobie piosenkę Moniki Brodki ,, Znam cię na pamięć" , śpiewa- ,,może to nie nam pisana jest, taka miłość ,aż po życia kres".
Smutne to, ale myślę, że on się nie zmienił- on już taki był jak się poznaliście, tylko że Ty tego nie dostrzegałaś:(
Witam wszystkich, jestem pogrążona po czubek głowy. ten psychol wraz ze swoją mafią mnie osaczył. Nigdy ze mną nie rozmawiał, ma jakiś problem- nie wyjaśnia niczego ze mną, tylko wraz ze swoja mafią mnie sprawdza, manipuluje. Gdy mam jakieś wątpliwosci (nie chcę sama podejmować decyzji w niektórych sprawach) zazwyczaj odradza mi, a przy rozmowach z trzecimi osobami- zupełnie odwraca sytuację, bym była tą najgorszą.
Już się boję z nim gdziekolwiek jeżdzić, bo ma tak ustawionych ludzi, że zrobi z siebie ofiarę. jego mafia jest tak silna, że prześladuje mnie nawet za pomocą mediów, wszystkich sobie podporządkował. Najgorsze jest to,że chyba ma po swojej stronie również moją rodzinę, która ma rozległe kontakty- nawet w środowiku. gdzie pracuję. Noszę jeszcze ubrania sprzed 20 lat, bo jak sobie coś kupię z lumpexu (jeszcze po obniżonych cenach), to widzę, że czuje się pokrzywdzony. Jemu kupuję raczej rzeczy nowe. Z jego pensji na 5-osobową rodzinę zostaje mi 1500zł , z czego jeszcze ściąga mi na benzynę kartą kredytową. Zawsze zarabiałam od niego więcej, a swoje srodowisko ustawia tak, że to ja jestem rozrzutna , a on oszczędza, bo rzucił palenie. Potrafię gospodarować pieniedzmi tak, by jeszcze zaoszczędzić, lecz to chyba raczej jest jego zasługa. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w ogóle nie rozwiązuje swoich problemów , wątpliwości ze mna, tylko wysługuje się trzecimi osobami. Już nie wiem, gdzie mam się schować, bo odnoszę wrażenie, że mnie wszyscy wytykają palcami i prześladują. Nie mogę tak dalej żyć. Jest jedynakiem, miał ojca bardzo zasadniczego, który był dominujący. Chciał zawsze wyrwać się ze swego domu i z miejscowości, w której mieszkał Myślę, że tylko dlatego się ożenił, bo od początku małżeństwa ze mną nie rozmawiał , przez 8 miesięcy go utrzymywałam, bo stwierdził, że ,,dawno już nie miał wakacji". Moja rola polegala tylko na dogadzaniu jemu, a on jest,, dobrym, cichym, bo się nie odzywa mężem". Tak tkwię w tym związku 17 lat, na rozwód nie mam siłyi żal mi tylko dzieci, bo to one mają takiego dobrega tatusia. Wszystko mogłabym znieść, tylko nie to publiczne wytykanie, gdy tylko wyjdę z domu, to drzwi sąsiadów już ..klepią". Nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Wszystko co robię, to jest złe. Perspektywa mojej pracy już też się kończy, jest coraz gorzej pod każdym względem, już dłużej sięnie daje tak życ.
Bezradny23 i Lena76. Zwracam się do was i proponuję : weźcie się w garść, tak nie można! Jesteście młodymi ludźmi i wiele możliwości przed wami. Miłość jest w życiu ważna, ale nie za wszelką cenę! W trudnych chwilach najlepiej znaleźć sobie /choć się nawet nie ma na nic ochoty/, jakieś zajęcie, hobby które sprawia przyjemność. Nawet na siłę, ale zająć się czymś, żeby nie myśleć o przykrych sprawach. To jest stary, sprawdzony sposób. Ja wypróbowałam go również na sobie. Nawet coś takiego jak zrobienie w domu generalnych porządków, pozwala oderwać myśli. A potem jest już łatwiej podejmować konkretne decyzje i zaczynać wychodzić z dołka. Życzę wam właśnie wyjścia z niego i żeby dalej było już tylko lepiej. Pozdrawiam!
Marsylka, jak dałaś radę wytrzymać tyle lat?! Moim zdaniem - uciekaj! I to jak najszybciej! Szkoda życia.
15 2012-08-27 17:13:38 Ostatnio edytowany przez marsylka (2012-08-27 17:50:01)
Mój mąż jest taki, jaki jest. Błąd w tym, że zbyt bardzo wierzy plotkom. Przyjmuje wszystko, co usłyszy, a nie potrafi wypracować własnego zdania. Natomiast co do tego, co się dzieje w mieście i w mediach to jestem pewna, że jest to robota kogoś ,, bardzo życzliwego " z mojej pracy lub rodziny. Te osoby mogą być również ze sobą w kontakcie i stąd te problemy. Jednak dziekuję za rady i pozdrawiam
Leno, Twoje życie nie funkcjonuje, ale może zacząć. Wszystko zależy od Ciebie. Rozwiedź się, wtedy będziesz miała szanse poznać kogoś wartościowego, kto teraz nawet na Ciebie nie patrzy, bo jesteś mężatką.
Marsylko, jeśli Twój mąż ulega wpływom, zacznij Ty wpływać na niego. Skończ z oszczędzaniem na sobie, bo to szkodzi Wam obojgu.
Od początku nasze małżeństwo tak nie wyglądało. Owszem, jego samotnicze przyzwyczajenia (np: wpatrywanie sie bez słowa w telewizor po powrocie z pracy) bardzo mnie drażniły, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Nasz spokój zburzyły jakieś bezpodstawne plotki i ,,węszenie" wokół mojej osoby. Z nim nie mogłam o tym rozmawiać, bo mnie zbywał. Bojąc się wyśmiania, gryzłam się w sobie. Te jekieś pomówienia wypływały również z pracy.
Jednak, gdy w końcu sam coś zaczął przeczuwać (lub może ktos mu coś powiedział), podczas rozmowy doszliśmy do wniosku, zę może ktoś nam chce zniszczyć życie. Mówi, że musimy trzymać sie razem i się nie dać. Jednak do końca nie był szczery. W obecności osób trzecich zachowuje się dziwnie, jakby nie pamiętał co wcześniej powiedział. Odnoszę wrażenie, że zachowuje się ostatnio tak, jakby chciał zebrać na swoim koncie jak najwięcej plusów. Widzę, że już jest ostrożny i przygotowany na śledzenie, więc zachowuje do mnie bezpieczny dystans, jakby chciał potwierdzenia plotek. Dostawałam jakieś głupie sms-y rzekomo od tajemniczego wielbiciela, jakby ktoś mnie sprawdzał (dzisiaj do końca nie jestem pewna, czy od niego, czy od tej osoby życzliwej). Ktoś się nieżle mną bawi . Już mam dosyć tych prześladowań, boję się wychodzić z domu.
18 2012-08-30 09:58:41 Ostatnio edytowany przez marsylka (2012-08-30 10:01:02)
Faceci nie są warci naszych poświeceń, oni kierują się swoimi potrzebami, tylko po to jesteśmy im potzrebne. A nie ma nic gorszego, jak jeszcze swoją rodzinkę angażują w te swoje interesy. Dostaną co im trzeba, a pózniej i tak jesteśmy tymi najgorszymi, potrfią wykorzystać każde nasze złe słowo wypowiedziene na swój temat w chwilach słabości. A są takimi życiowymi aktorami, jakich nie znajdziesz w teatrze.
Nie wiem od czego zacząć... Jest mi bardzo ciężko i nie wiem, jak żyć... Wiem, że dla niektórych osób moje problemy są błahe, ale ja już czasami nie daje rady. Boję się, że kiedyśzrobięcoś głupiego...
przperaszam.to nie tu miało trafić..