Powiem ci jak ja to widzę, na przykładzie mojego znajomego z pracy i jego przyjaciółko- kochanki.
Zaczęło się oczywiście niewinnie- jakies pogaduchy w przerwie w pracy, na imprezie firmowej, pracowali na codzień ze sobą, często bywali całymi dniami sami w pokoju biura, więc mogli sobie pogadać.
A że facet nie był do końca szczęśliwy w małżeństwie (jak 90% innych małżeństw- zawsze są jakies problemy), to zaczął zwierzać się delikatnie koleżance- że żona leniwa, że źle opiekuje się dzieckiem, że nadpobudliwa i kłoci się jak on późno wraca z pracy, że on jej nie kocha, ale coś tam czuje, że przecież on tak sie stara utrzymać rodzinę, dlatego nie ma go całymi dniami, a ona ma pretensje.
No i jeszcze wtedy koleżanka, jak to koleżanka- "oj jaki by biedny, taki fajny facet jesteś, a tak się męczysz, dziwna ta twoja żona, ojej to straszne jak ty się z nią masz"
i tak się zaczęło- potem było coraz bliżej, a po roku okazało się, że mamy w pracy niezłą telenowelę i romans.
Ja obawiam się, czy mój mąż nie popadł w takie coś- studiuje w innym mieście, gdzie dojeżdzał w sobotę i wracał tego samego dnia, w niedzielę znów jechał. Póki ja się uczyłam i jeździliśmy razem, nigdy nie chciał zostawać tam na noce, imprezować z koleżankami. Jak tylko zaczął sam jeździć zaczęły się chęci nocnych libacji, a to on przespi się u kumpla albo koleżanki, a to on został i wrócił o 3 nad ranem, bo siedział u kolezanki ze znajomymi. Przestał interesowac się mną i dzieckiem, zaczął dbac o siebie, nowe ubranka zakładał tylko na studia, bo przecież tam musiał się stroić. i nagle odszedł ode mnie, bo coś się wypaliło i już nie kocha. I nie kochał od roku.. Pomijam fakt, że mamy 4-letnie dziecko, ale co tam dla niego rodzina, wazne że teraz ma wolność.
Nie sądze, że sam na to wpadł. Może "przyjaciółka" mu doradzała, może tam się w kimś zauroczył. Nie wiem już sama. Nie zostawia się rodziny od tak. Takie sa więc te całe "przyjaciółkI"