Witajcie,
Na początku z racji,że dopiero co się zarejestrowałam wspomnę w skrócie o sobie.
Na imię mam Klaudia, mam 25lat, za parę tyg mam obronę inżyniera. Moją pasją są zwierzęta i samochody,stąd też ukończenie mechanicznych studiów. Jestem osobą wrażliwą,uczciwą,a zarazem nerwową, bezczelną,szczerą do bólu. Umiem być szalona oraz stonowana i poważna. Uwielbiam się śmiać. Pochodzę z patologicznej rodziny, mimo iż nie ma u nas przemocy fizycznej,alkoholu ani narkotyków. Typowa dysfunkcyjna rodzina. Moje pochodzenie utrudnia mi relacje z ludźmi i wychodzi mi bokiem. Chodziłam na terapię do psychologa przez wiele lat,niestety mój psycholog już nie pracuje,a ja jestem na tyle silna,bym mogła pracować sama nad sobą,moja psycholog mnie zdążyła tego nauczyć.
No i tutaj pojawia się problem,z którym zawsze miałam problem. A mianowicie chodzi o mojego partnera. Mój kochany jest ode mnie 3lata starszy,jezdzi na tirach,pochodzi ze wzorowej rodziny, jest strasznie rodzinny,pracowity i obowiązkowy. Ma swoje wady jak każdy,ale tu nie o to chodzi. Byliśmy parą przez 5 lat,wiele przeszliśmy, były chwile wspaniałe, były ciężkie,zdarzyło się też coś tragicznego. Radziliśmy sobie z tym wszystkim trochę lepiej,czasem gorzej,ale bardzo się kochamy. Niestety 2lata temu pękłam,nie radziłam sobie z rozłąką gdy był w trasie i faktem,że gdy zjeżdżał musiał wypełniać swoje rodzinne obowiązki. Mieszkałam u niego w rodzinnym domu. Zapomniał o nas,byłam w pobliżu,więc to mu wystarczało. A ja jako młoda osoba czuć się zaczęłam jak "stare babsko" wiecznie w domu,żadnych rozrywek,kina,wakacji. Tylko dom,obowiązki. Odeszłam. Przez 1,5 roku nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Zmieniłam nr,by nie mieć z nim nic wspólnego. Nie przestałam go kochać i nie było dnia bym o nim nie myślała. Po jakimś czasie dowiedziałam się,że związał się z samotną matką 2ki dzieci starszą od siebie o 2 lata. Załamałam się. Czułam złość,zal,ból. Wszytstko na raz. Byłam pewna,że on z nią bedzie na zawsze, wiedziałam,że jest łakomym kąskiem tymbardziej dla samotnej matki,która stanie na rzęsach by mu dogodzić w zamian za pomoc w wychowaniu dzieci. Myliłam się. Szukał kontaktu ze mną,aż w końcu tak zakręcił i zamotał,że zdobył mój nr tel,dowiedział się gdzie pracowałam i zaczął do mnie przychodzić. Na początku zapewniał,że on nie chce się schodzić,że tak po koleżeńsku wpadł do baru, gdzie dorabiałam,na przysłowiowe piwko. Oczywiście chodziło mu o powrót. No i dałam się namówić,bo tak naprawdę marzyłam o tym od dnia jak od niego odeszłam. Spotykamy się już 5 miesięcy. Od razu widać jego zmianę,zarówno w stosunku do mnie jak i jego osoby. Zrozumiał swój błąd, przeprosił, no i najważniejsze, ze się zmienił. No ale co z tego...
No właśnie,co z tego,skoro wspaniałomyślna Klaudynka,nauczona w domu złości,chamstwa i zgrywania twardziela schrzaniłam to wszystko. 3 tyg temu mój kochany chciał troche czasu dla siebie,chciał pojezdzić na motorze, odwiedził go kuzyn,jakieś obowiązki w domu. Ale ja głupia nie mogłam tego zrozumieć. Zaczęłam się awanturować,z dnia na dzień bardziej. Krzyczałam,ze mnie olewa,że jak się natychmiast ze mną nie spotka to wyjade do Holandii. Wstyd mi.... Nie wiem co we mnie wstąpiło!
Wiem, jakie większość ludzi ma podejście do powrotów,ale ja naprawdę czuję,że było warto nawet, jeśli to będzie faktyczny koniec. Przez te 1,5 roku uswiadomiłam sobie,że nie ważne co ja robie ze swoim życiem,a on swoim kocham go i toz nim chcę żyć. Gdy upewniłam się,że i on tak uważa,byłam najszczęśliwsza na świecie,ale oczywiście dla niego oschła i wymagająca ![]()
Odszedł... Stwierdził,że to bez sensu. Kupił mieszkanie specjalnie po to,by ze mną być,ponieważ powiedziałam mu,ze powrót do siebie nie ma sensu,dopoki razem nie zamieszkamy,bo czas jaki jest mi w stanie poświęcić spotykając się "po kątach" mi nie wystarcza. Stracił we mnie wiarę,doszedł do wniosku,ze ja się nigdy nie zmienię. Że on się bardziej już nie zmieni,ja ciągle narzekam i się z nim kłócę,a on jest za stary na kłótnie. W sierpniu mieliśmy się tam wprowadzać. Wczoraj mi powiedział,że ma już lokatorów na to mieszkanie.
Nie chcę się usprawiedliwiać i nie myślcie,ze to robię,ale zachowałam się tak,bo tak zostałam wychowana. Nigdy mnie nie chwalono,a im mniej sprawiałam problemów tym bardziej mnie strofowano,wyzywano,itd. Gdzieś w głębi mi to zostało. Walczę z tym i wiem,że potrafię to powstrzymać. Gdybyśmy tylko razem sami zamieszkali miałabym szansę mu to udowodnić. Niestety doprowadziłam do tego,że ta szansa czmychnęła mi koło nosa.
Przez ostatni tydzień nękałam go telefonami,po kilkanaście pod rząd,smsami. Standardowo takie parcie z mojej strony działało odwrotnie i on wyłączał tel,zaczynał się gorzej do mnie odzywać. Przystopowałam leciutko i udało mi się go nakłonić do wczorajszego spotkania. Nie dokończyliśmy rozmowy (może i dobrze,bo byłam już w takim stanie,ze później byłoby jeszcze gorzej),bo miał coś do załatwienia,ale powiedział,że postara się jeszcze przyjechać i że się odezwie. Oczywiście ja niecierpliwa zaczęłam znów wypisywać, poganiać go,no i wydzwaniać,aż w końcu jego tel odebrała jakaś kobieta i kazała odwalić się od jej faceta. Oczywiście wiem,że to nie jego dziewczyna,że zrobił to żebym mu dała spokój. Podczas rozmowy widziałam,że istnieje cień szansy i wiedziałam,że nie mogę teraz na to naciskać. Im bardziej pre tym on ostrzej się wycofuje.
Dlatego proszę Was moje drogie o pomoc. Jak? Jak go odzyskać. Nakłonić do spotkania,później powrotu. Dziś pojechał na zlot,planowałam dać mu się pobawić i odezwać się w poniedziałek,tak zwyczajnie spytać jak się bawił, jak było. Ale z drugiej str nie chcę,aby poczuł,że znów go osaczam,że znów będzie miał ze mną problem,że znów będzie wysłuchiwał pretensji,krzyków i płaczu.
Pewnie coś pominęłam,jak będzie 3ba na bieżąco to dodam lub sprostuję. Uwierzcie,kochamy się i jesteśmy dla siebie stworzeni,schrzaniłam i wiem o tym. A że nie wiem jak się zachować,gdyż walczyć umiem tylko krzykiem błagam o pomoc!
Podobne tematy
Napisz mu list, taki prawdziwy i szczery. Wyjaśnij wszystko, zapisz, że pracujesz z całych sił nad swoim zachowaniem i starasz się panować nad sobą. Przeproś za nękanie, poproś aby się odezwał, gdy będzie na to gotowy. Potem wyślij go i zamilknij. I choćby pasy z Ciebie darli, choćbyś się żywym ogniem paliła od środka nie wolno Ci się do niego odezwać. Musisz sama tę próbę przejść i jak z tym dasz sobie radę to powinnas poradzić sobie później. Oczywiście musisz uświadomić sobie fakt, że on może nie chcieć się odezwać i nie chcieć wrócić. Muisz się z tym pogodzić i nie nalegać. Nie dziwi mnie taka reakcja z jego strony, nikt nie chce być z histeryczką. Dobrze, ze zdajesz sobie z tego sprawę.
3 2012-07-13 14:23:19 Ostatnio edytowany przez Claudia87 (2012-07-13 14:26:44)
Zdaję sobie z tego doskonale sprawę,nie lubię tego w sobie,wiem że inni też nie lubią i dlatego z tym walczę.
Muszę Ci powiedzieć,że o tym liście myślałam od kilku dni,ale nie miałam pewności, czy nie pomyśli sobie,że już całkiem mi odbiło.
Teo, dziękuję za zainteresowanie i pomoc
Jakieś jeszcze podpowiedzi?
Hej Klaudia.rozumiem co masz na mysli mówiąc ze pochodzisz z patologicznej rodziny?mam ojca alkoholika i powiem szczerze ze tez widze w sobie pewne wady?ale nie wmawiaj sobie ze mas zpowazny problem z soba.jedyne co na pewno jest w tobie to to ze kochasz za bardzo?przywiązujesz się do ludzi,w zasadzie do jednej osoby.twoim sukcesem już jest to ze mowisz o tym ze cos jest nie tak?ja cos powiem tobie.nie zmieniaj się.badz soba.nawet nie wiesz jak trudno jest zmienic charakter/temperament?jedynie co możesz zmienic to to żeby nie krzyczec na osoby które kochasz.mszczeniem się niczego nie zdołasz zrobic.badz dobra dla siebie.badz dobra dla innych i zobaczysz jak będzie super.pamietaj ze kochasz za bardzo i ze to nie jest tak ze cos dzieje się bez przyczyny.mialas 1,5 roku na namysłu?wiele zrozumiałaś .na pewno był ktos inny?w tym czasie.jesli zrozumiałaś jak wazny jest dla ciebie twój aktualnie były facet?musisz teraz zbastowac.nie pchaj się na sile.daj sobie czas.emocje opadna.uwierz mi.list w twoim wieku nie wiem czy jest wskazsany???zostaw wiadomość typu.?zawsze będę cie kochac?-?i zawsze będę na ciebie czekala??oczywiście w realnym swiecie nie ma to zastosowania?bo z czasem pewne punkty widzenia się zmieniaja?nie wmawiaj sobei tylko ze cos z Toba nie tak.pamietaj jedno ze dobrem zrobisz wiecej niż zlem.tez stalem jeszcze jakis czas na rozstaju drog.rozeszlismy się?kazde z nas w koncu puściło swoje dlonie i zawsze jest tak ze jedno z dwojga nie obejrzy się za siebie?gdy jeden będzie stal?spowodowane jest to bliznami które sobie wyrzadzamy?one nie mogą się zagoic nagle?musi upłynąć troche czasu aby znowu można było spojrzec na to wszystko inaczej?nie pchaj się.pamietaj i miej na uwadze ze ty kochasz za bradzo.nie wmawiaj sobie ze ktos ma idealna rodzine a ty nie?ze z Toba jest zle a innymi jest okej.zycie nie dziala w ten sposób.one plynie swoim tepem i swoim korytem my jedynie możemy dodac sobie zakrętów na ten rzece?wychodzenie z takich sytuacji lezy w 99 % w psychice każdego z nas.podam tobie przykład?pewnie nie raz znalazłaś się w sytuacji kiedy się rozchodziliście i wracaliście do siebie?emocje były silne/tesknota/złość minela/i nagle wracacie do siebie i nagle ten bol/apetyt/chec zycia wraca?czemu tak się dzieje???bo jest z nami osoba która kochamy czy dostaliśmy to czego szukamy?prawda jest taka ze nadal jesteśmy to my nikt inny.jesli będziesz dodawac sobie problemow będziesz dalej w dolku.wiem rady SA latwe sam nie mam lekko?teraz ale musze dac rade.nie mam wyjscia.nie jetes sama w takiej sytuacji?wiem nadzieja daje tobie checi do zycia.chcesz walczyc.ale powiedz sobie teraz sama czy ty jestes desperatka???czy nic innego dobrego cie nie czeka???nie chce być prekursorem tych mysli?chce jedynie nakierowac cie na właściwe myslenie.daj ujsc emocja.one SA zgubne.i im bardziej będziesz go nagabywac tym bardziej będziesz takreacac mysli/wyobraznie itd.daj sobie i jemu czas?uwierz w jedno nie każdy facet chce mieć 2 dzieci od razu i w dodatku nie swoje?to nie takie proste.skoro ta kobieta jest sama i maz odszedł od niej to cos z nia tez jest nie tak.twoj facet widocznie uciekl bo go odpychasz swoim podejściem do niego?swoim zachowaniem?to on poszedł na łatwiznę?slowa czasem to zbyt Malo.licza się czyny w zyciu.pamietaj ze dobro jest lepsze niż zlo.wszyscy jesteśmy ludzmi-nie robmy sobie zle.czasem kieruja nami emocje i to niszczy.ale musisz nauczyc się połykać gorzkie pigulki.daj sobie teraz czas?i nie oszukuj siebie zbyt mocno.pozdrawiam Sergiusz
Bezradny23, napisałeś:
"ta kobieta jest sama i maz odszedł od niej to cos z nia tez jest nie tak".
Uważasz, że jak kobieta jest sama i mężczyzna od niej odchodzi to z kobietą od razu musi być coś nie tak? Wydaje mi się, że zabrnąłeś za daleko w swojej ocenie...
faktem jest...zwracam honor.nie mialo to byc tak ujete...nie znam sytuacji kobiety samotnej z 2 dzieci???bo moglo byc wiele historii i tego nie wiem?mialem na mysli to ze skoro on zdecydowal sie na zwiazek z kobieta z 2 dzieci musi cos byc nie tak w tej sytuacji calej...po prostu wybieglem za daleko.wybacztsz nadzik25???
7 2012-07-13 18:24:01 Ostatnio edytowany przez koleandra85 (2012-07-13 18:43:00)
Claudia87 ja też Cie rozumiem. Taka niby normalna rodzina, nie alkohol, nie przemoc, nie narkotyki, a jednak jakaś dysfunkcja jest, jednak zostaje w nas skaza, która utrudnia dorosłe życie.
Tez pochodzę z takiej rodziny - nie wiem czy kiedyś ułożę sobie dorosłe życie.
Wydawało mi się, ze to wina mężczyzn, którzy byli ze mną: jeden pił za dużo, drugi playboy i lovelas, a teraz już-ex sam z rodziny mocno dysfunkcyjnej.
I tak kiedyś myślałam, ze może facet totalnie spokojny i ułożony do mnie pasuje.
Ale teraz trafiłam na Twoja historie i widzę, że niekoniecznie. To my powinnyśmy pracować i panować nad sobą, ale to nie jest taki łatwe. Jak to zrobić? Tak często ponoszą nas emocje, tak trudno je opanować. Ja do swoich bliskich nie potrafię już normalnie się odnosić, ciągle tylko wrzeszczę, chyba sama z sobą bym nie wytrzymała a co ma powiedzieć druga osoba?
Claudio87, chyba trzeba odpuścić. Może tak jak pisał bezradny23, napisz krótkiego smsa i nic więcej. Poczekaj. Uspokój się, odpocznij, pobądź z sobą. Czas pokaże, co będzie.
Jestem z Tobą całym sercem
Bezradny23 wybaczam
ale troszkę mnie zirytowałeś tym stwierdzeniem, bo przecież prawie każda z nas tutaj jest "naznaczona" porzuceniem;)
kazde z nas"czyli osoba z rodziny gdzie ojciec pil albo matka bedzie miala w sobie pewna blizne jaka goi sie cale zycie.ale w zyciu nie jest tak ze teraz jestesmy skazani na niepowodzenia z zyciem osobisty...moja eks aktualnie tez uwazaz ze pochodzi z dobrego domu...a jednak jest troszke inaczej.czasem wygladajace rodziny pelne szczescia milosci itd.sa zupelnie inne...koszmar dzieje sie w domu.moze nawiąże do tematu.moja eks siadal prawie kazdego dnia z matka ojcem do drinka...i uwazala ze to normalne.moja eks uwazala ze slusznie mi powiedziala np.gdy byly jej mamy imieniny...wyjechala z tekstem"z badziewiastym winem sie nie pokazuj"(nie bylem na imieninach-jako narzeczony)moja eks uwazala ze robi dobrze-ja ciezko pracowalem aby nas utrzymac a ona w piatke jak jechala do domku polowe np.swiezo zrobionych zakupow brala do siebie do domu...:) zeby pokazac ze coreczka ma dobrze...no a ja sam pracowalem ona studiowala w tym czaeie...w sumie nie mailem slowa do powiedznia jako facet...gdy jej zwrocilem uwage potrafila mnie uderzyc,zagrozic ze sie wyprowadzi...osaczyla mnie swoja miloscia...nie wiecie co sie dzieje z wami kiedy sprawy zaczynaja przybierac inny tor.zapewn teak jest z toba klaudia...ja przezylem koszmar dzieki temu ze zupelnie poddalem sie uczuciu...ze oddal bym zycie za te kobiete...ale co z tego skoro ona tego nie widziala wrecz przeciwnie-odpychala ja to.ze tak mocno ja kocham-a o to chodzi w milosci...prawda?jedyne co popsulo moj zwiazek to to ze zupelnie musialem sie podporzadkowac jej zdaniu...jesli powiedzialem co mysle-od razu byla wojna...nie macie pojecia jakiego kalibru.jestem nadal wrakiem emocjonalnym.pogubionym.smutnym teraz facetem...ale wiem ze nadejdzie ten moj dzien...ten dzien kiedy sie obudze i zacznie byc lepiej...pomimo tego ze mam swietna prace,ze spelnilem swoja pasje...ktora byla dla zawsze wszysktim...nie cieszy mnie teraz...zupelnie.tak wyniszczyla mnie kobieta z ktora bylem ponad 2 lata.dla ktorej zrobilbym wszystko...tak sie ma gdy "kocha sie za mocno"drogie panie nie ma idealow na ziemi.jestesmy tylko ludzmi.cieszmy sie z tego co mamy...a pomocy szukajmy za wczasu a nie gdy juz jest zbyt pozno...pozdrawiam wszystkich cieplo.
Drogi bezradny,
, myślę że troszkę zagalopowałeś się ze swoim postem. Nie wiem skąd Ci przyszło do głowy,że kocham za mocno,że chcę się zmieniać. Napisałam wyraźnie,że chcę zmienić w sobie tą złość, krzyki i wybuchowość bo najnormalniej w świecie źle się z tym czuję,a w dodatku nie dogaduję się z najbliższymi,część z nich ranię. Co do jego rodziny,wiem co mówię, w końcu mieszkałam tam pare lat. Wiadomo,że mają problemy,itp. Ale generalnie funkconują jako typowa,zdrowa polska rodzina. Moja taka nie jest. Staram się być dobra dla siebie i innych, ale często niszczę to niepotrzebnymi awanturami. Nie potrafię rozmawiać,gdy towarzyszą mi jakiekolwiek emocje. Przystopowałam teraz,wiem że to najwłaściwsze. Zastanawiać się w sumie nie mam co, facet się zmienił,dba o mnie,to ja nawaliłam nie pierwszy raz i jestem tego świadoma. Niczego sobie nie wmawiam i wbrew temu,co mogłoby się wydawać myślę trzeźwo,lecz szukam rady.
Koleandro85
Dokładnie,ja nie potrafię rozmawiać z członkami rodziny. Tylko krzyki. Szczerze nie rozmawiam z nimi,moi rodzice nic o mnie nie wiedzą,nie zwierzam im się,oni mnie. U nas każdy sobie rzepkę skrobie. Łączy nas wspólny adres,więzy krwi,przyzwyczajenie i to podstawowe uczucie do rodziców/dziecka.
Facet jest dobry i był cierpliwy,dawał sygnały,ja miałam to w nosie i teraz mam. Napisałam ten list,jak radziła Teo. Co reszta sądzi o tym pomyśle? W liście zawarłam powod mojego zachowania,przeprosiny i skruchę. Napisałam,że daję czas do namysłu,a dłuże milczenie uznam za jasny przekaz iz zdania nie zmienil. No i powiedziałam co o nim myślę,bo ostatnio faktycznie tylko wyrzucałam mu wady bez powodu.
Wybacz nie chcialem ciebie urazic?ja tez gdy już ostatecznie odchodzilem od swoejje kobiety a ona widziala ze sobie swietnie radze tez pisala do mnie emaile i okazywala skruche?a gdy dostala to czego chce czyli namiętny dlugi seks?po czasie wszystko wracalo do normy.tez dokladnie dbalem o nia?dawalem jej co moglem i co miałem.np.chcoala kino-miala kino,chciala basen-miaal basen,miala ochote na pizze-miala pizze?itd.co dostalem w zamian?wieczne pretensje,wyrzuty jaki to ja kiedys byłem dla niej,ze nic nie doecnilem itd.ogolnie rzecz biorac koszmar zycia?a pozbierac się jakos ciezko mimo ze tyle ran mam na sobie.czemu tak się dzieje???trudno okreslic.mniejsza z tym.rozumiem ze nie umiesz się dogadac z innymi-ale problem wydaje mi się jest tez w tym ze zaczynasz krzyczec kiedy ci się ktos sprzeciwi,jest tak?czy ogolnie każdy podjety temat konczy się krzykiem???ciezko okreslic twój stosunek?a co do listu zrob jak secre tobie mowi.ale daj sobie teraz czas.odetchnij,odetnij emocje,one cie wykoncza?wiem co mowie.
Z tym krzykiem zależy od osoby. W domu, wsytarczy że ktoś się odezwie,a ja to obieram jako atak i automatycznie krzyczę. Poza domem krzyczę,jak coś jest nie po mojemu-tak twierdzi mój facet, ale krzyczę też gdy jestem czegoś niepewna,gdy czuję się zagrożona. A problem tkwi w tym,że w kółko u każdego szukam zagrożenia byle się w porę obronić i za wczasu zaczynam się awanturować. Nie zrozum,że w naszym związku było wszystko pod moje dyktando,chciałam i dążyłam do tego oczywiście,ale z jego zawodem i charakterem to nie możliwe. Raaczej się dogadywaliśmy,chociaż on uważa,że zawsze było po mojemu,a ja że zawsze tak jak on chciał tak było ![]()
13 2012-07-13 19:44:49 Ostatnio edytowany przez koleandra85 (2012-07-13 19:45:20)
Napisałam,że daję czas do namysłu,a dłuże milczenie uznam za jasny przekaz iz zdania nie zmienil. No i powiedziałam co o nim myślę,bo ostatnio faktycznie tylko wyrzucałam mu wady bez powodu.
Nie pisz ze dajesz mu czas do namysłu, żadnych oskarżeń w liście, nie osadzaj go, nie oceniaj, nie zarzucaj niczego, nie obwiniaj. Nie wyznaczaj mu tez czasu na przemyślenie wszystkiego, w ogóle o tym nie pisz.
Napisz tylko co czujesz, dlaczego tak a nie inaczej, ew. przeproś....
Ok,napisałam, poczekam jeszcze parę dni i wtedy list trafi w jego ręce. Mam nadzieję,że to coś zmieni
15 2012-07-14 14:28:38 Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-14 14:31:14)
Bezradny23...
Czytając Twoją historię na podstawie Twojego posta, to możemy sobie podać rękę na znak "wspólników" w tej związkowej makabry i niedoli.
Ty miałeś sajgon ze swoją jedną partnerką, ja mam czeski film w brazylijskiej telenoweli z 3 wojną światową w jednym z 2 swoimi "dziewczynami". Przeczytasz mój wątek to zobaczysz.
A wracając do wątku autorki - miedzy Wami jest trochę "zgrzytu", gdyż Ona jest - bez urazy dla Ciebie Klaudia - kopią naszych partnerek.
Żebyś zrozumiał Jej problem, musiałbyś się postawić na Jej miejscu. A to jest nie lada trudne zadanie. Ona w pewnym sensie zrobiła ze swoim partnerem to samo, co nasze dziewczyny z Nami, z tą różnicą, że swoje emocje - pozytywne czy tez negatywne - wyrażała krzykiem.
Teraz już doskonale wie w czym i gdzie popełniła błąd, potrafi to określić i odpowiednio ubrać w słowa. Wie, że musi popracować nad sobą w tej kwestii, odzyskać w jakiś sposób partnera poprzez list skoro on nie chce z Nią porozmawiać w 4 oczy. On -poniekąd tak jak My do swoich Pań - ma do niej wielki żal z to jaka była, ma urażoną swoją godność i etc. przez Jej zachowanie.
I za to Ją podziwiam, odważyła się za wszelką cenę naprawić to, co spartoliła w swoim związku. Wie, że za ten rozpad związku to Ona w większości ponosi winę a teraz pozostaje Jej czekać na ruch i dalszą decyzję partnera po przeczytaniu listu.
Musi się też przygotować na to, że partner już do Niej po tym nie wróci.
Zauważ Bezradny23, że ona się odważyła na krok, w którym Nasze partnerki Jej do pięt nie dorastają, bo Ich zdaniem za rozpad i niepowodzenia w związku, to wina leży w Nas a nie w Nich.
Spójrz z perspektywy nie siebie a swojej partnerki na Wasz związek a zobaczysz, w czym jest "pies pogrzebany" w wątku Klaudii.
Ty - podobnie jak ja - jesteś tym pokrzywdzonym a Klaudia - krzywdzącym swojego partnera. Ona dostrzega to, czego Nasze kobitki nie widzą i nie chcą widzieć, bo... facet to podła świnia z Ich punktu widzenia ![]()
Bags, dziękuję za te wszystkie słowa.
Po tym, co napisał bezradny mogę śmiało stwierdzić, że daleko mi do kobiety z którą był i nie dlatego, że wiem gdzie popełniłam błąd, a dlatego,że nie zniszczyłam mojego faceta. Ja nie przedstawiłam tutaj całej Naszej historii, ale to on mi zniszczył kiedyś życie, był taki jak wasze partnerki. Wybaczyłam mu wiele, zrobił mi już chyba każde świństwo, jakie mężczyzna mógł kobiecie wyrządzić. Schodząc się z nim teraz zaryzykowałam wszystko, co osiągnęłam przez 1,5roku rozłąki. Dlatego też gdy tylko poczułam się choć troche niepewnie napadała na mnie fala emocji, z którymi sobie nie radziłam i stąd te awantury.
TAK-przegiełam pałę i wiem o tym. Pragnę to naprawić
NIE- nie mam ni wspólnego z kobietami, które Wam zniszczyły życie, poza tym, że też skrzywdziłam ukochanego
Bags, mam pytanie skierowane bezposrednio do Ciebie...
Co Ty o tym sądzisz, gdybyś był na miejscu mojego partnera, dostał ode mnie szansę,starałbyś się,a ja bym ci podcinała skrzydła i nie okazywała ani tego,że widzę zmianę i mnie ona cieszy,ani tego,że też się dla Ciebie potrafię zmienić. W jaki sposób mogłabym Cię odzyskać? Mamy pewność,że mnie naprawdę kocha,powiedział mi to już po całym zajściu, kocha,ale już mu nie zależy,bo ja się nie umiem zmienić.
Claudia87 pytanko do ciebie...powiedz czy przez te 1,5 roku bylas z kims innym????
Spotykałam się z 2 mężczyznami, z jednym sypiałam przez krótki okres czasu,raczej z zemsty,bo wiedziałam, że mój ma kogoś. Chciałam zobaczyć, jak zareaguję na sex z kimś innym. W oficjalnym związku nie byłam. Zależało mi nawet na jednej znajomości,chociaż nie wiem czy można mój stosunek tak nazwać. Ale nic z tego nie wyszło. Dlaczego pytasz?
Claudia87 wiesz pytam bo cche wiedziec co sprawilo ze po 1,5 roku rozlaki chcesz wrocic do bylego???ja powiem tobie tak...dla faceta seks z innym facetem oznacza cos wiecej jak tylko seks dla kobiety...dla nas to cos innego.faktem jest nie byliscie razem ale skoro decydujesz sie na kroki w ktorych chcesz sie mscic w taki sposob...to miej na uwadze ze to cos jakbys oddala komus "swoja perelke"...to nie znaczy cos zwyklego.co mysli teraz facet?chcesz uslyszec?brak zaufania bedzie,gdybyscie sie kochali myslalby ze przez ten czas ktos cie dotykal ktos cie mial...to nie jest cos zwyklego.kobieta mysli inaczej i facet inaczej.ale ten krok jest ostatecznym i nie ma czegos gorszego jak wlasnie ten krok...wiem co mowie.choc moja eks nie przynala sie do tego...osobiscie ja wiem ze robila to z kims innym...a ja po prostu znaczylem cos wiecej i cos wiecej dawalem podczas...tak jest.ale dla mnie skoro oddala sie komus innemu oznacza koniec.co oznacza gdy ludzie sie rozchodza?nie chca ze soba byc?okej kazdy ma prawo robic co chce...zycie przeciez jest przewrotne...ale czyny czasem sa nie do przebicia nie fizycznie ale psychicznie...to jest ta przeszkoda.ty jestes kobieta...pamietaj dla ciebie kochanie sie z kims musis oznaczac cos wiecej...tak samo w druga strone.seks nie jest po to aby zaspokajac swoje rzadze ale po to aby zblizyc do siebie bardziej...dusza staje sie wtedy jedna.dla mnie to nie jest cos zwyklego...i wiem ze nie jestem jedyny ktory tak mysli...musisz przemyslec swoje zachowanie.emocje toba targaly ale ja nigdy z zemsty bym nie rzucil sie innej w ramiona.tak juz mam.i tak bede mial i nie chce tego zmieniac...pozostaje jedno...w twoim przypadku.poukladanie sobie tego w dwóch plaszczyznach...pierwsza co jesli wroci???czy bede wstanie wytrwac w tym przkonaniu-nie miesiac nie dwa ale zawsze...a co jesli nie wroci...aczkolwiek wiem z zycia ze zawsze najpierw zaklada sie najgorsza mozliwosc...bo wtedy moze byc tylko odwrotnie czyli-lepiej.wiec wszystko jest w twojej psychice teraz umieszczone...odpowiadajac na pytanie do Bagsa...jak odzyskac...???moja odpowiedz brzmi-gydbym wiedzial ze kochalas z innym-nie wrocilbym po prostu.kochanie sie to cos wiecej-niz potrzeba!!!
Słuchaj Bezradny, ja nie ukrywałam tego nigdy przed moim. On to zrozumiał. W końcu też miał kogoś,żył z nią. Ja musiałam sprawdzić jak to jest, czy potrafię to zrobić z kimś innym,jak to smakuje,jakie wywoła we mnie emocje. Gdzieś w głębi siedziała we mnie myśl "on to robi,to i ja mogę". Ten facet nie był dla mnie byle kim,spotykałam się z nim,coś nas łączyło,sex był pozniej i przez chwile.Nie żałuję tego, bo pomogło mi to poznać siebie i wiem,że takie coś absolutnie nie jest dla mnie. Sex bez miłości nie sprawia mi przyjemności. Co sprawiło? Pojawił się, zrozumiał błąd, a co najważniejsze zmienił się. Ja w tym czasie wiele zrozumiałam i też się zmieniłam. Przede wszystkim zaczęłam patrzeć na siebie i swoje potrzeby. Kiedyś liczył się tylko on. Wróciliśmy do siebie i było naprawdę dobrze. Ja go poprostu kocham. Nie kocham za mocno, tak jak podejrzewałeś na początku, nie przepłakałam całego okresu rozłąki,nie siedziałam 1,5roku w pokoju czekając na niego. Żyłam z myślą,że już nigdy z nim nie będę. Starałam się tak myśleć. Ale gdy opadły emocje,żal,cierpienie zniknęło, uświadomiłam sobie,że naprawdę tego mężczyznę kochałam,ale pogodziłam się z tym,że z jego pracą,a moim charakterem i potrzebami to się nie uda. Facet wziął się w garść,pokazał że umie nad sobą pracować,pracować nad naszym wspólnym szczęściem. My do siebie pasujemy,kochamy się i uszczęśliwiamy. Naszym największym wrogiem był brak czasu. Teraz było o niebo lepiej i mogło być dużo lepiej,ale schrzaniłam. Odnoszę wrazenie,że absolutnie nie rozumiesz istoty mojej sytuacji ani tego co napisałam. My już zeszliśmy się po tym długim rozstaniu i było nam ze sobą dobrze. dopóki nie dałam się ponieść emocjom i wyszło jak jest.
klaudia chcesz pogadac normalnie to masz moje gg 4310844 jesli chcesz.to wymienimy sie pogladami.byc moze uda mi sie pomoc a moze nie???jak cos to zapraszam.
Klaudia...
Na początek małe sprostowanie. Określiłem Cię z szacunkiem jako kopię Naszych partnerek i że w pewnym sensie "sponiewierałaś" swojego partnera jak Nasze damy Nas. Zaznaczam, że w pewnym sensie - nie dosłownie. Różnica przykładowo między Tobą a moją żoną jest ogromna. Ty masz awanturę z krzykiem, ja toksyczny układ i niekiedy ciężki do zrozumienia dla kogoś z zewnątrz.
"nie mam ni wspólnego z kobietami, które Wam zniszczyły życie, poza tym, że też skrzywdziłam ukochanego" - rację masz bez cienia wątpliwości i jakiejkolwiek dalszej dyskusji. Poza tym, że im daleko do Ciebie w porównaniu do Twojego podejścia do Waszego problemu w związku.
"Co Ty o tym sądzisz, gdybyś był na miejscu mojego partnera, dostał ode mnie szansę,starałbyś się,a ja bym ci podcinała skrzydła i nie okazywała ani tego,że widzę zmianę i mnie ona cieszy,ani tego,że też się dla Ciebie potrafię zmienić. W jaki sposób mogłabym Cię odzyskać? Mamy pewność,że mnie naprawdę kocha,powiedział mi to już po całym zajściu, kocha,ale już mu nie zależy,bo ja się nie umiem zmienić."
Dobre pytanie, a odpowiem w oparciu o swój problem trzymając się Twojej wersji związku po reanimacji i otrzymaniu szansy. Zakładam że zaufanie między Wami też dostało po ogonie.
Przede wszystkim trzymałbym Cię na dystans i bacznie obserwował Twoją przemianę w inną "Ty". Uczuciowo byś różnicy między "naszymi" 2 związkami nie odczuła, gdyż przykre doświadczenia dają wiele do myślenia i potrafię już wyczuć co jest na rzeczy. Wsparcie z mojej strony byś miała na pewno w pracy nad sobą, ale do wykonania od samej siebie miała byś ogrom - praca nad sobą (by mi udowodnić swoją zmianę) i praca nad poprawą relacji w związku. Zapewne zastanawiasz się dlaczego. Otóż - co prawda jest to pojęcie partnerstwa z odniesieniem do toksycznego związku, nie mniej jednak daje do myślenia - podstawą w związku dwojga ludzi jest partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura - awantura z krzykiem
- to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku.
Nie ukrywam, że masz ciężki orzech do zgryzienia przed sobą i sama sobie w tym dobrze nie poradzisz. Partner Cię jeszcze kocha i zapewne jest gotów Ci w tym problemie pomóc, ale musisz mu jakoś udowodnić - stając nawet na czubku włosów - że już jesteś inna i panujesz nad sobą.
Spokój i wytrwałość w dążeniu do swojego celu siłę woli oznacza; pozytywne myślenie daje pozytywne efekty a optymizm w tym wszystkim jest motorem postępu. Nic na siłę...
Powodzenia...
No tak, tylko jak go przekonać do tego,by dał mi szanse, by dał mi odrobinę czasu przy sobie bym mogła mu to pokazać. Z tym mam problem,by go przekonać do podjęcia próby. Nie chcę wydzwaniać i smsować,zatruwać mu życia prośbami. Dostanie ten list,ale czy to wystarczy? Czy powinnam zrobić jakiś jeszcze krok?
Wczoraj list trafił na jego ręce... Teraz to dopiero odczuwam niepokój i nerwy...
Odkąd trafiłam tutaj pierwszy raz, tak zaglądam codziennie. Odnoszę ostatnio wrażenie,że takie młode osoby jak ja są na swój sposób ignorowane...Nie rozumiem tylko dlaczego, jest tu wiele wątków osób ode mnie młodszych,ale mających dziecko...No właśnie, czy dziecko to dla Was, drodzy forumowicze wyznacznik dojrzałego związku,bądź tej gorszej sytuacji? Czy młoda osoba,bez obrączki na palcu i dzieciaczka na rękach wydaje się Wam mniej wrażliwa, niedojrzała, będąca zawsze w łatwiejszej sytuacji? Trafiłam na pare wątków takich młodych jak ja i sytuacja była podobna,albo osoba była ostro krytykowana,albo jej wątek "olano".
Nie piszę tutaj z pretensjami, czy złością. Zastanawia mnie to po prostu,czy moje obserwacje są trafne. Oczywiście do myślenia skłonił mnie tak mały odzew na moją prośbę o pomoc, dlatego też zaczęłam zwracać uwagę na resztę i do takich wniosków właśnie doszłam. Mam nadzieję,że nie wywołam burzy z piorunami tym wpisem, chociaż nie zdziwię się, jak nikt tu nawet nie zajrzy ![]()