netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

55 odpowiedzi13 698 wyświetleńzałożony przez yoghurt007, 11.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 ]

1

Temat: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Blisko rok temu, w innym dziale, opisywałem moje różne perypetie w związku. Najpierw bajecznie, później problemy. Rozstanie - jej łzy, smutek, obietnica poprawy. No nic - wróciliśmy do siebie. W końcu serce nie sługa, a że się oświadczyłem to podchodziłem do sprawy poważnie. W życiu różnie bywa - posypało się zdrowie, pracy brak, choć usilnie szukam. Znowu problemy w związku. Kiedy usłyszałem "nie ma pracy - nie ma seksu" nerwy mi puściły i powiedziałem "dość - to koniec". Nie przemyślałem tego za bardzo i mówiłem w złości. Minęło kilka tygodni, kilka spokojnych rozmów, lecz na pytanie czemu na dobrą sprawę nie chce być ze mną odparła, że poza miłością nie mam jej nic do zaoferowania. Czuje się jakby mi ktoś napluł w twarz.....

Prawdę mówiąc cała sytuacja rozstania (akurat w momencie, kiedy najbardziej potrzebuję wsparcia), problemy zdrowotne i brak pracy przyprawiają mnie o taką frustrację, że chodzę non stop wkurzony (co odbija mi się też na zdrowiu) i z wielkim trudem powstrzymuję się, aby czegoś nie rozwalić. Jestem młody - niedawno skończyłem 26 lat, ale po ponad 6 latach związku i w ogólnie nie za ciekawej sytuacji finansowej nie umiem sobie poradzić z natłokiem emocji, w których dominującą rolę odgrywa bezradność. Na pewno wiele (i wielu) z Was miało gorzej. I tu moje pytanie do Was - jak sobie z tym poradziliście?

2

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Słwa powiedziane w złości mają ranić. Nie zawsze dzwierciedlają rzeczywistść. Coś nie gra w Waszym związku i to musicie wyjaśnić. Bez oczyszczenia atmosfery nie macie przyszłości.

3

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

wiem , że to jest dla Ciebie jak naplucie w twarz, bo właśnie w problemach potrzebuje się wsparcia tej drugiej ukochanej osoby, właśnie jak są problemy miłość wystawiona jest na próbę. Wasza miłość tego nie przetrwała, więc widocznie nie była tak silna.
Z drugiej strony z pozycji kobiety mogę Ci powiedzieć czego potrzebujemy:
mężczyzny, który zapewni kobiecie stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, przy którym możemy czuć się bezpieczne i chronione.
Jest to: wysłuchanie, oparcie w partnerze w trudnych chwilach ale również poczucie bezpieczeństwa materialnego tzn brak lęku, że jutro przy moim mężczyźnie nie będzie co jeść.
Widocznie to ostatnie u niej wzięło górę, a pominęła inne czynniki...

4

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

troche mi to przypomina moja obecna sytuacje, nie powiadziono mi w twarz ze niczego nie moge zaoferowac, ale tego nie trzeba mowic aby to zrozumiec....  jak ci zalezy to wez sie w garsc... nie ma co plakac, staraj sie znalezc cokolwiek, nawet jak to bedzie skoszenie trawy u sasiada, żadna praca nie hańbi smile
pokaż jej że sie starasz a jak ona tego nie doceni to znaczy ze jej nie zależy...
Z drugiej jednak strony jak kocha to powinna zaakceptowac to jak jest i jaki ty jestes smile
Powodzenia....

5

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Jak na 6,5 roku związku i rok bezrobocia (przerywanego krótkimi zleceniami) to ten lęk dla mnie jest pozbawiony podstaw, bo w takich sytuacjach raczej powinno się wspierać wzajemnie, prawda?

6

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

jak Ci napiszę, że na taki staż bycia razem powinna Cię wspierać a tego nie robi.... to zapewne nie będzie pocieszające.
Jak widać ma w życiu ważniejsze priorytety.

7

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

troche mi to przypomina moja obecna sytuacje, nie powiadziono mi w twarz ze niczego nie moge zaoferowac, ale tego nie trzeba mowic aby to zrozumiec....  jak ci zalezy to wez sie w garsc... nie ma co plakac, staraj sie znalezc cokolwiek, nawet jak to bedzie skoszenie trawy u sasiada, żadna praca nie hańbi smile
pokaż jej że sie starasz a jak ona tego nie doceni to znaczy ze jej nie zależy...
Z drugiej jednak strony jak kocha to powinna zaakceptowac to jak jest i jaki ty jestes smile
Powodzenia....

Problem w tym, że na łapanie czegokolwiek nie bardzo pozwala mi stan zdrowia, choć na krótką metę (jak jest lepiej) i tak robię. Z tym braniem się w garść to słyszałem to od paru osób, ale.....co to w ogóle znaczy? Przecież nie siedzę z założonymi rękami czekając na cud. Leczę się i aktywnie szukam okazji do zarobienia. Chciałbym coś odłożyć, aby móc zainwestować w swój rozwój (studia, kursy i szkolenia zawodowe itp). Łatwo nie jest, a bywają dni kiedy ból jest tak silny, że ledwo przechodzę z kuchni do pokoju. Dlatego nie specjalnie rozumiem stwierdzenie "weź się w garść".

Z tym "jak kocha" to właśnie największy problem. Twierdzi, że kocha, a zachowuje się niczym pogoda w marcu: raz tak, raz inaczej. Najpierw mnie drażni, testuje, sprawdza, a potem się dziwi, że zachowuje się tak, a nie inaczej i się obraża. Wymaga zaufania, ale robi wszystko, abym był zazdrosny, podejrzliwy i nieufny - po czym też się obraża, bo przecież ona nie będzie psem zamkniętym w klatce. A niestety nie do końca jestem w jej typie, bo najlepiej by było, abym był wysokim brunetem o śniadej cerze, a w dodatku obrzezanym romantykiem. No sorry, ale jestem totalnym przeciwieństwem, choć na brak zainteresowania nigdy nie narzekałem.

madnes - pocieszające czy też nie to mnie to rybka. Jako takiego pocieszenia nie potrzebuję. Nie jestem tym typem człowieka, który potrzebuje się wypłakać. Potrzebuję raczej jakiejś rady, jak uporać się z narastającym gniewem i złością oraz jak się zachowywać, aby (już nie) moja kobieta spojrzała na mnie jak na mężczyznę, a nie zagubionego chłopca......

8

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Kobiety mają różne priorytety. Jak nie miałam co jeść i moje życie było w totalnej rozsypce to zjawił się rycerz na koniu gotów mnie karmić, pocieszać, kupować mi podręczniki i buty na zimę. Kochałam go do szaleństwa i wierzyłam głęboko, że nawet gdyby wszystkie jego dary znikły to kochałabym go tak samo.

Dary nie znikły, ale ja zniknęłam, bo on chciał także uszczęśliwiać inne. Tak się często kończą podobne związki w przypadku kobiet. Ciekawe, czy Twoja dama tego właśnie by chciała.

Mojego obecnego męża przez długi czas utrzymywałam na bezrobociu. Nawet wtedy, gdy byliśmy jeszcze narzeczeństwem. Do głowy by mi nie przyszło mówić mu o tym, co ma mi mieć do zaoferowania, ale z drugiej strony sama wiele dostałam od poprzedniego, co nauczyło mnie, jak dawać.

Jeśli kobieta oczekuje, że będzie sielankowo to pragnie bajki nie partnerstwa. Innymi słowy - jest nie dość dojrzała. Lepiej dowiedzieć się tego teraz niż po ślubie. A wierzę, że nawet w sytuacji gdy jesteś chory i bezrobotny może okazać się, że znajdzie się kobieta która będzie chciała Ciebie takim jakim jesteś.

9

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Zrobiło mi się smutno..po przeczytaniu tego ....a niby  miłość jest taka ważna???... najważniejsza.. sraty pierdaty? .. ja na bank zwariuje.... nie ma innej opcji..

10

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Miłość vs. Mamona:

        0:1

11

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Koniec świata musi stac się faktem... bo jesli nie miłośc ma sie liczyc to co?  to jak życ? w związku?  gdzie poczucie beżpieczeństwa? jestem z Tobą dopóki są pieniądze? dopóki pracujesz? dopóki jesteś zdrowy? dopóki nie znajde kogoś " lepszego" ??

12

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Z drugiej strony spróbuj uczuciem zapłacić rachunki, wyjść do kina, czy wyjechać gdzieś na wakacje....

13

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Nie no oczywiście... ale... powiem Ci na moim przykladzie; mój mąż gdy go poznałam był dyrektorem w dużej korporacji, zarabiał duże pieniądze i miał wszystkie mozliwe profity... stac nas było na wszystko. Po kilku latach losy jego stanowiska niestety potoczyły sie xle i odszedł z firmy. Długo miał zawirowania bo: a to kwalifikacje za duże, a to przyjmujacy go ewentualnie do pracy mieli obawy czy im nie zagrozi swoim doświadczeniem i td.. nieważne.. Nasz status popikował ostro w dół.. i co? miałam go rzucić? bo mnie TYLKO kochał? bo ograniczylismy wszyyystkie wydatki ktore tylko sie dało? więc zero wyjazdów na narty, zero restauracji, kina i innych uciech? .. sorry ale nie rozumiem... dla mnie wazne jest uczucie i lojalność.

14

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Różnie to bywa z tą miłością i pieniędzmi.Ja pierwszy raz zakochałam się na ślepo,nie patrząc że 27letni facet,7 miesięcy związku i jest bezrobotny.Patrzyłam z zazdrością na koleżanki których mężowie wożą je autami,które mają wc w domu itd.Pużniej szukając partnera patrzyłam już na to czy ma prace.Potem się angażowałam.Może wystarczy byś znalazł coś ,jakieś zajęcie by jej pokazać że przy tobie będzie bezpieczna.I swoją drogą-jej miłość już trochę przetrawił rozsądek jeśli mówi tak jawnie o pieniądzach.Smutne

15

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Z pracą dla młodych ludzi w Polsce jest jak z pogodą w marcu. Jak jest słonce, to raczej krótko. Generalnie zawirowania i ciągła mieszanka. I od roku tak jest u mnie, choć usilnie szukam.

Z tym rozsądkiem....no nie wiem czy tak można to nazwać. Według mnie to fanaberie i wymówka. Rozumiem, że nie mam pracy i nie jest za wesoło generalnie. Ale to nie jest stan, który utrzymuje się nie wiadomo jak długo. "Dopiero" rok z niewielkim okładem tak jest, a po drodze różne zlecenia się łapie - choć stałego nic nie ma. Teraz czeka mnie kilka tygodni codziennej rehabilitacji, więc kolejna przerwa. W międzyczasie i tak będę szukał. Idzie sezon, więc może coś się ruszy....

Smutne jest to, że stawia dobrobyt materialny i pieniądze (w kontekście możliwości jakie dają, a nie samych w sobie) stawia ponad uczuciami. Mówi o rodzinie, o wspólnym mieszkaniu, ale jeśli odstawia mnie na bok przy pierwszych poważnych kłopotach, to jak to będzie wyglądało w przyszłości?

16 Ostatnio edytowany przez pechowa29 (2012-03-12 19:13:06)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Hm...przyszłość....cóż ,jeśli teraz jej milość do Ciebie nie jest powodem by dawać Ci wsparcie to kiedyś może być różnie.nie rozmiem kobiet które niby kochają a w taki dziwny sposób.Czy to jest miłość?Już rozumiem te związki z rozsądku.Tam są warunki-ty dajesz,masz a ja wtedy jestem.Nie miej żalu ale wydaje mi się że ona nie kocha Cię za mocno.A ten tekst...nie ma pracy,nie ma seksu....okrutny.Chyba lubisz ostre kobietki...

17

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Jakież to wymowne - nie ma pracy = nie ma ciupciania. Jak Tobie się wydaje, że ona Cię kocha..to weź się chłopie obudź. W związkach bywa różnie. W małżeństwie - tym bardziej, a już jak są dzieci - to w ogóle. Rozumiem że kobieta, która kocha, chce założyć rodzinę z tym jednym, jedynym - zwraca uwagę na to czy jej ukochany jest facetem zaradnym. Czy nie jest leserem i obibokiem, a brak pracy - jest incydentalny i tymczasowy. Jeśli incydentalny i tymczasowy - nie ma powodu czuć się nie-bezpiecznie.

Mało tego. Mamy tak cudowne czasy że KOBIETY MOGĄ PRACOWAĆ. I tu jest ogromne WOW. Tę kwestię należy podnieść przy każdej pannie, która leżąc do góry tipsami ma zakusy na modę na sukces. Chcesz lala wozić dupę super furą - to sobie kup! Chcesz mieć na odjechane wakacje all inclusive - nic prostszego - idź i zarób! Są mozliwości. Na pewno dzidzia masz studia co najmniej na dwóch kierunkach skończone, może jakiś dodatkowy kursik, do tego języki, a jakże, obce. W mowie i piśmie. Za granicę nie na zmywak - a na robotę senior managera co najmniej. I wtedy laska - wymagasz. Żebyś się wstydzić za nieroba nie musiała. Proste? Jak najbardziej. Tyle w kwestii kasy.

W kwestii uczucia jestem pewna; kobieta która kocha, nigdy nie powie: nie masz kasy, to Cię nie dopuszczę. Tak mówią prostytutki.

18 Ostatnio edytowany przez busiu (2012-03-13 14:55:15)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
Kriss napisał/a:

W kwestii uczucia jestem pewna; kobieta która kocha, nigdy nie powie: nie masz kasy, to Cię nie dopuszczę. Tak mówią prostytutki.

Yoghurt, jak dla mnie to jest podsumowanie całego Twojego problemu. Już wcześniej opisywałeś jaj wyskoki- flirty na sympatii, kłamstwa, marudzenie, seks od wielkiego dzwonu, a teraz jeszcze to. Dlaczego tak kurczowo się jej trzymasz? Jak dla mnie jej postępowanie jest objawem braku miłości i szacunku do Ciebie. I nie sądzę, żeby znalezienie pracy czy nawet wygrana w lotto miało Ci pomóc w tym zakresie...

19

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Uważam że jeśli kobieta tak mówi do faceta to albo facet jest leser i nie szuka pracy lub udaje że "dla osób z jego wykształceniem nie ma w tym kraju roboty" albo go nie kocha. Gdy mój mąż stracił pracę ja byłam bez pracy wychowując chore dziecko to wiesz co zrobiłam - po informacji świat mi zawirował poszłam do łazienki wyryczałam się ale nie ze zlości na męża ale z własnej bezsilności a potem wróciłam do męża przytuliłam go i powiedziałam "kochanie damy sobie radę" - choć za chińskiego Boga nie miałam wtedy pojęcia jak. Ale moje wsparcie było mu bardzo potrzebne bo wiedziałam jak bardzo przeżywa to że stracił pracę jedyne nasze źródło dochodu - to jest miłość!

20

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Dlaczego tak kurczowo się jej trzymasz?

Serce nie sługa, a w złości w sumie różne rzeczy się mówi. Też parę przykrych rzeczy powiedziałem....

21

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
yoghurt007 napisał/a:

Dlaczego tak kurczowo się jej trzymasz?

Serce nie sługa, a w złości w sumie różne rzeczy się mówi. Też parę przykrych rzeczy powiedziałem....

Znam to mistrzu. Ja też tak miałem, ale powinna Cię akceptować takim jakim jesteś.
Co to wogóle za mówienie "nie ma pieniędzy, nie ma seksu". To chyba jakiś żart...

22

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

"Nie ma pracy, nie ma seksu" - ręce opadają. Co to w ogóle za związek, czy można tutaj mówić o prawdziwej miłości, jak można być z kimś tylko wtedy jak jest dobrze, a jak zaczyna coś się psuć - zwyczajnie uciekamy? Wstyd mi za takie kobiety.

23

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
sweil napisał/a:

"Nie ma pracy, nie ma seksu" - ręce opadają. Co to w ogóle za związek, czy można tutaj mówić o prawdziwej miłości, jak można być z kimś tylko wtedy jak jest dobrze, a jak zaczyna coś się psuć - zwyczajnie uciekamy? Wstyd mi za takie kobiety.

podpisuje się rękami i nogami. Jak praca jest to wszystko ok a jak coś się psuje to spadaj ? Co innego jakby komuś rzeczywiście nie chciało się pracować ale przecież problemów ze zdrowiem nikt nie wybiera

24

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

yoghurt007, mialam bardzo podobna sytuacje. Nie chcialabym jednak rozmawiac o niej na forum publicznym. Jesli chcialbys wysluchac mojej historii i tego, jak sobie z tym radze, pozostaw jakis kontakt do siebie (najlepiej GG, bo wole rozmowe, niz wymiane mailami).

25

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

I pomyśleć, że to mnie brakuje romantyzmu.....na swój dziwny sposób to nawet śmieszne.

Prawda jest taka, że bogaty nigdy nie byłem, więc o jakimś materializmie też mówić nie można. Po prostu w którymś momencie załączyła na mnie (nieświadomie) tryb przyjaciela i pomimo deklarowanych prób z jej strony zmiany nie uświadczyłem - choć się starałem na tyle, na ile potrafiłem. Wiem, że potrzeby seksualne ma, ale nie wiedzieć zupełnie czemu, tak jak na początku podniecałem ją do szaleństwa, tak zacząłem działać na nią studząco. Nie jestem w stanie stwierdzić czy i jak się zmieniłem. Widzę natomiast jak zmieniła się ona, jej podejście do mnie. Nie jest dla mnie okrutna czy niesprawiedliwa, w rozmowie daje mi do zrozumienia, że zależy jej na mnie. Zmieniły jej się priorytety. Już nie jestem na pierwszym miejscu, bo praca (jej, moja) jest ważniejsza. Najgorsze jest to, że w sumie nawet nigdy nie mieszkaliśmy razem. Oświadczyłem się już blisko 2,5 roku temu, ale ślubu nie było - z braku pieniędzy. Przez tych kilka lat bardzo wiele się zmieniało - zarówno w naszych domach, u naszych rodzin, zmieniło się zdrowie i sytuacja finansowa. Taka jedna wielka huśtawka. Może gdybyśmy zamieszkali razem, to inaczej by to wyglądało? Gdybać można....

Czy warto odsapnąć, nabrać dystansu i mimo wszystko walczyć dalej?

26 Ostatnio edytowany przez Azahiel (2012-03-13 22:26:38)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Z przykrością muszę stwierdzić że ja mam to samo nie chodzi o sex ale o uczucie które przegrało z kasą, po mimo że mam prace ale za małe dochody smile więc papa ..
Jesteś w dośc dobrej sytuacji nie macie ślubu, jeśli bardzo kochasz i jak twierdzisz Ona też czuje coś do Ciebie WALCZ, tylko zadaj sam sobie pytanie. Co będzie po ewentualnym ślubie Jak znów stracisz pracę, a będzie dziecko czy dzieci co wtedy, czy warto podjąć takie ryzyko i zaufać partnerce ?

27

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
Azahiel napisał/a:

Z przykrością muszę stwierdzić że ja mam to samo nie chodzi o sex ale o uczucie które przegrało z kasą, po mimo że mam prace ale za małe dochody smile więc papa ..
Jesteś w dośc dobrej sytuacji nie macie ślubu, jeśli bardzo kochasz i jak twierdzisz Ona też czuje coś do Ciebie WALCZ, tylko zadaj sam sobie pytanie. Co będzie po ewentualnym ślubie Jak znów stracisz pracę, a będzie dziecko czy dzieci co wtedy, czy warto podjąć takie ryzyko i zaufać partnerce ?

Nie zgadzam się. Yoghurt piszesz cały czas "ona to, ona tamto". A gdzie w tym wszystkim ty?
Człowieku. Kobiet mających potrzeby seksualne jest mnóstwo. Spróbuj z jakąś się zaprzyjaźnić i zakręcić. Może wtedy doceni...

28

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
fuorviatos napisał/a:

A gdzie w tym wszystkim ty?

Dla mnie największą radością jest widok szczęśliwej partnerki....

29 Ostatnio edytowany przez sweil (2012-03-13 23:46:06)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
yoghurt007 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

A gdzie w tym wszystkim ty?

Dla mnie największą radością jest widok szczęśliwej partnerki....

Przejrzyj na oczy, zobacz jak ona przejmuje się Twoim szczęściem. Mówicie, że kobiety są naiwne i zaślepione, ale coraz częściej zauważam też to wśród mężczyzn.

To wspaniałe, że największą radością jest dla Ciebie szczęście partnerki, ale przy tym wszystkim myśl też o sobie.

30 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-14 00:06:00)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
yoghurt007 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

A gdzie w tym wszystkim ty?

Dla mnie największą radością jest widok szczęśliwej partnerki....

Dla mnie też była i właśnie dlatego mnie zostawiła..

31 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-04-28 23:19:35)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Trochę ciągu dalszego...

Wątek założyłem w marcu, ale było to już po rozstaniu....

Dziś pokłóciliśmy się, "wycisnąłem" z niej prawdę. Po naszym rozstaniu poszła do łóżka z innym - jak mówiła, aby mi zrobić na złość, bo byłem zazdrosny, nie ufałem, bo sugerowałem jej, że ma problem, z którym powinna pójść do seksuologa, a jak włamała się na moje konto (gg/mail/facebook) to się okazało, że nie jestem całkiem bez winy. Z frustracji spowodowanej brakiem seksu i rozstaniem zaliczyłem "cyberek" z nieznajomą mi osobą, której nigdy nie poznałem osobiście i prawdopodobnie nigdy nie poznam. No i z powodu zarzucanego mi braku wyobraźni, braku namiętności itp. Od początku było to wirtualne i wirtualne pozostało, bo na żywo, nie byłbym w stanie uprawiać seksu, czy choćby miziać się z inną. Dopiero później zaczęliśmy pracować nad nami. Były rozmowy, tulenie, seks, "kocham" padało z obu stron. W międzyczasie znalazłem (naprawdę dobrą) pracę, zmieniłem kilka rzeczy w swoim zachowaniu, które jej przeszkadzały (acz nie wszystkie....na to potrzebuję trochę więcej czasu jednak). Niby nie byliśmy razem, ale w sumie zachowywaliśmy się jak para....lecz ona w tym czasie poszła przespać się z innym...


Zawsze miałem problem z emocjami (z ich rozróżnianiem, z okazywaniem i to od małego, co w sumie mam potwierdzone badaniami psychologicznymi) - wszystkie negatywne emocje zmieniają się u mnie w szeroko pojęte "wkurwienie". To co teraz czuję jest dla mnie zagadką. Z jednej strony owo "wkurwienie", a z drugiej dziwny spokój. Niby świata poza nią nie widzę i nie byłbym w stanie dotknąć innej kobiety, a przynajmniej dopóki żyje we mnie ta miłość, ale z drugiej, bez mrugnięcia okiem podpaliłbym świat, a faceta, z którym spała bym po prostu utłukł na amen w pacierzu gołymi rękami. Wiem, że powinienem to wszystko zakończyć już dawno temu....ale jestem słaby, bo jak kocham, to całym sobą i uważam, że póki jest uczucie, póty jest nadzieja. Choć sam jestem winny, to czuję się zdradzony i muszę przyznać, że sobie z tym nie radzę, że to mnie przerasta....bo przez ten związek niemal całkowicie straciłem kontakt ze wszystkimi znajomymi i niewielu ich zostało. Pierwszy raz w życiu "jutro" jest dla mnie zagadką, której się boję...

32

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

przebrnęłam przez ten cały wątek i wniosek mam niestety smutny: Ona CIe NIE kocha. Zoabacz jak któtka i krucha była ta wasza "zgoda". Mój facet jest po prostu biedny, ma prace w budowalnce,  a wiec to nie jest praca na wieki i do glowy by mi nie przyszlo zeby go z tego powodu zostawic albo ograniczyc sex. Bo go kocham, bo jest wazny, bo OBOJE chcemy swojego szczescia.

Gdzie jej wsparcie? Pomoc? Oddanie? Gdzie jej milosc? Jak mogla sie przespac z innum?To jest dla mnie obce, wrecz niepojete. Dla mnie ta dziewczyna sie bawi Toba i jak znajdzie odpowiedniejszego partnera to się nawet nie zawaha i pojdzie z nim w tany. Przepraszam za te brutalne słowa, aletaka jest prawda. W calym temacie widze jedno, postawiles ja na piedestale swojego zycia, a ona tam byc nie chce. Nie liczy sie teraz z Toba i Twoimi uczuciami. Zagubiles w tym siebie, najpierw zawalcz o SIEBIE a potem mysl o NOWYM zwiazku,anie z Ta kobieta. Umialbys jej zaufac, skoro nie ufasz juz teraz? Zdradzila Cie i zakpila sobie z CIebie. Prosze, otrzasnij sie bo to sie odbija wlasnie na TOBIE, nie na niej. Potrzebujesz porzadnego kopniaka w pupe, żeby ocenic sytuacje na trzezwo i stanac na nogi.
Pozdrawiam i bede tu wpadac.
Dasz rade;)

33 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-04-29 00:22:49)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Yoghurt, uch, współczuję Ci bardzo. To prawda, niby bez winy nie byłeś, cyberek też dobry nie jest, kobietę może to zaboleć (zresztą chyba nie tylko kobietę), no ale żeby potem iść do łóżka z innym? Poniosło ją i to bardzo. To musi być okropny ból.
W sumie wiem jak boli, bo sama zostałam zdradzona w poprzednim związku, a sama, nigdy nie zdradziłam.
Widać, że uczuciowy z Ciebie facet, kochasz tę jedną i póki tak jest, myślisz o niej, innej nie dotkniesz. To na pewno na plus, przynajmniej dla mnie by było. Tylko, że jak czytam, co piszesz o niej, to mam wrażenie, że nie ma o kogo walczyć. Rozumiem, że jesteś miękki, bo Ci zależy, ale kiedyś jednak trzeba odpuścić. Chodzi o to byś nie pozwolił siebie ranić. O to, by nie tracić czasu dla kogoś, kto źle traktuje. No i poczuć znów jak wiele jest się wartym smile.
No bo nie dość, że długi brak seksu, brak porozumienia, to jeszcze "nie masz pracy- nie będzie seksu"? Ja rozumiem, gdybyś Ty nic nie robił w kierunku pracy, ale przecież Ty starasz się robisz wiele. Zresztą, skoro tak jej to przeszkadzało, to po co była z Tobą tyle lat? A jeżeli już nawet chciała końca, to po co utrzymuje kontakt?

34 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-04-29 00:47:26)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Mam trudny charakter: jestem arogancki, chamski, opryskliwy, nieufny, mam tendencję do bycia upierdliwym zrzędą i szukania dziury w całym* - nie jestem więc bez winy. Niemniej jednak pracuję nad tym, choć w ostatnim roku było mi niezmiernie ciężko - nie tylko z powodu kobiety, ale również zdrowia i braku pracy (jak mówiłem już znalazłem). Zawsze byłem bardzo aktywny (forma relaksu, wyrzucenia stresu, hobby/pasji), a nagle musiałem zmienić styl życia na bardziej dupiasty, co nie pomaga w walce z własnymi wadami. Przy tym wszystkim jestem uparty jak osioł i nie raz drążę to, co powinienem był zostawić w spokoju. I jak każdy mam jakieś swoje kompleksy, wewnętrzne problemy.

Czy zagubiłem siebie? Siebie to raczej nie. Zagubiłem gdzieś wizję (na czym powinien polegać i jak wyglądać) związku. Im bardziej obstawałem przy swoim (jednocześnie pracując nad własnymi wadami) tym gorzej było w związku. Brak mi dystansu do wielu spraw, a brak zrozumienia ciągów przyczynowo-skutkowych tylko potęguje moją frustrację. Ze względu na duży bagaż emocjonalny i pisanie w sile owych emocji nie jestem obiektywny. Oczywiście w związku wina zawsze leży mniej lub bardziej, ale gdzieś pomiędzy "nim" a "nią". Nie mogę wypowiadać się za "nią", więc tylko piszę jak to wygląda z mojej strony. Równie dobrze mogę być w błędzie, bo moje problemy i kompleksy mogą być silniejsze niż mi się wydaje i mogę nie dostrzegać potrzeb czy dobrych intencji drugiej strony....



Truskaweczko - pytania, które zadajesz i mnie nurtują. Nie znam na nie odpowiedzi, ale wiem, że nie jest to z jej strony wyrachowanie, ani chęć zgnojenia mnie psychicznie. Owszem, ona również gdzieś się musiała zagubić, popełniła wiele błędów.....ale pomimo moich błędów była ze mną. A rozstanie było jednak moją inicjatywą. Nie potrafię jednak rozróżnić co w jej zachowaniu jest jedynie efektem moich błędów, a co jej własnymi. Niby nie byliśmy razem, więc (teoretycznie) mogła uprawiać seks z kim chciała....jednak z drugiej strony mówiła cały czas o swojej miłości do mnie, o wierności....



Czy zdradziła? Czy może to ja zdradziłem pierwszy? Czy miała prawo tak się zachować? Czy mam prawo czuć się oszukany i zdradzony?






*nieskromnie powiem, że nie jestem w ciemię bity i niekiedy czytam z ludzi jak z otwartej księgi, a rozmowa ze mną nie raz przypomina przesłuchanie (kilka razy mi to wypominano) w sensie, że wyciągam więcej informacji niż rozmówca chce przekazać. Co nie zmienia rzeczy, że trudno jest mi zrozumieć motywy jakimi kierowała się dana osoba.

35

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

No właśnie.. Niby nie była z Tobą, ale zapewniała o swoim uczuciu, dlatego dla mnie przespanie się z innym było nie fair, nawet w ramach zemsty, bo co zresztą taka zemsta daje? Jasne, że ją też ten cyberek mógł zaboleć, no ale lepiej nie działach w takich emocjach.. Niby dobrze, że się przyznała, ale sam widzisz, czasem pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi. Myślę, że też właśnie masz tak, że chcesz na wszystko znać odpowiedź. Moim zdaniem tak się nie da. Pewnie, że każdy z nas chciałby wszystko zrozumieć, ale niektóre sprawy są na pewno zbyt skomplikowane i często niewarte zachodu.Jeżeli nie mówiła z wyrachowania tego, że 'nie ma pracy- nie ma seksu', to jak sądzisz, dlaczego? Zresztą o to wszystko najlepiej byłoby ją zapytać.. ale jak mniemam, mimo wszystko Wasze relacje nie polegają już na tak dobrej komunikacji. Zdaję sobie sprawę, że problemy związkowe to sprawa dwóch stron, ale uporczywie przypisujesz sobie winę, gdy znacznie więcej złych rzeczy, jak sądzę, znajduje się na jej niekorzyść. I może warto przejrzeć na oczy, że ona nie jest taka wspaniała? A jeżeli nie chcecie, i nie wiem, chcecie coś odbudowywać, to ustalcie sobie wtedy raz na zawsze, jak wyobrażacie sobie dalszy związek. W końcu byliście razem 6lat, musicie wtedy iść naprzód, a nie ciągle zastanawiać się co począć i jak to naprawiać. Sam chyba kiedyś pisałeś, że nie wierzysz, że nie kocha, że kiedyś tak kochała. Sobie myślę, że może i tak, ale uczucia tez nie są niezmienne, może coś się wypaliło, z czasem łączyło Was bardziej przyzwyczajenie? Jeżeli byście chcieli odbudować związek, to na pewno czeka Was niełatwa przeprawa, między Wami było wiele przykrych sytuacji, ona spała z innym.. To nie będzie łatwe. No niemniej, w każdym wypadku, życzę powodzenia.

36

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Zabawne w tym jest to, że większość uważa iż postawiłem ją na piedestale, a ona sama, że traktuję ją jak szmatę (dosłownie tak mi powiedziała). I bądź tu mądry...


Owszem, chciałbym znać odpowiedź...ale nie na wszystko, ale na tych kilka najbardziej bolących pytań. Chciałbym zrozumieć, aby móc wyciągnąć wnioski. Czy to tak wiele żądać, aby powiedziała w końcu jasno jakie są jej oczekiwania? Czy to tak wiele żądać otwartości i szczerości? Czy to tak wiele żądać, abym ja również czuł się atrakcyjny i kochany? Tylko z drugiej strony może to moja nieufność i zazdrość nie pozwala mi tego odczuć pomimo jej starań i uczucia, które po czasie przygasło, a ona sama straciła grunt pod nogami i się zagubiła? Ale czy to wystarczający powód (oraz fakt naszego rozstania) do usprawiedliwiania faktu, że poszła z innym?

37

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Nie no, oczywiście, powinna Ci to wszystko wyjaśnić, masz do tego prawo. Dlatego w miarę możliwości, spotkajcie się, postarajcie się pogadać szczerze. Tu nie mam pojęcia, czemu ona uważa, że traktowałeś ją jak szmatę, nie pojmuję.

38

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Rozmawiać ona o trudnych tematach nie potrafi. Sama z siebie się nie przyznała, że spała z innym. Widziałem po jej postawie, że kłamie, że nie mówi wszystkiego i powiedziałem to wprost, że znam ją na tyle dobrze, że wiem kiedy kłamie w bolących i problematycznych kwestiach. Dopiero wtedy się przyznała....

Mój problem jest taki, że pierwszy raz w życiu boję się tego, co przyniesie mi jutro. Jest to dla mnie całkowicie obcy stan. Z jednej strony chce zrobić wszystko, aby móc przez to przejść wraz z nią i zbudować coś od początku. Z drugiej zaś boję się, że jest to ponad moje siły - nawet jeśli jej intencje miały być szczere, bo bardzo to wszystko przeżywała, a zalew łez i sposób w jaki mówiła świadczył jednak o szczerości. Jeśli się jednak nie uda to nie wiem jak się nauczyć żyć bez niej. Kiedy zaczęliśmy się spotykać miałem 19 lat. Dziś mam 26. Nie znam dorosłego życia bez niej. Fakt, to dość dziecinne i naiwne, bo jednak powinienem pokazać kto ma jaja i podjąć pewne decyzje.....ale paraliżuje mnie strach, że stracę bezpowrotnie to, co było dla mnie najważniejsze, coś czego wcześniej nie czułem. I nie mówię tu o uczuciach w kontekście zakochania, czy miłości, ale w kontekście odnalezienia swojego miejsca w świecie, którego się zawsze szukało.

39 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-04-29 02:52:26)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

No rozumiem. Przy niej osiągnęłeś pewną stabilizację, razem chcieliście zbudować coś pięknego, dlatego jest to takie trudne. No i 6 lat, to na pewno niemało. Tak jak ją z tym spaniem przycisnęłeś tak zrób z innymi sprawami, żebyś wiedział. Dobrze, że masz tę umiejętność, swoją drogą mój partner też umie wszystko ze mnie wyczytać, choć w tym przypadku to nie jest nic strasznego, ale nawet, gdybym chciała skłamać w niby błahej sprawie, to wyczuję. Ale to nic, i tak bym powiedziała co trzeba, czyli prawdę. No i właśnie, nie znasz życia bez niej, to może przerażać.. bo wtedy nie wiesz co dalej, nie wiesz wtedy do czego dążyć i jest to trudne. No i jest na pewno to poczucie, że ta osoba jest najważniejsza i szkoda nam jest kończyć to, nawet, jeżeli widać, że cięzko będzie wszystko odbudować bądź nawet niewykonalnie. Jednak, wiesz, teraz nikt za Was tego nie załatwi. To już razem podejmiecie decyzję czy chcecie być razem czy jednak rozstanie. Tylko po prostu najlepiej, żeby była to już stanowcza decyzja. Jeżeli będziecie razem, to na pewno będzie to wymagało wiele pracy, na pewno będzie musiało być więcej rozmowy, ona będzie musiała w końcu się otworzyć, więc muszą być też chęci z jej strony. No i będziecie musieli wybaczyć sobie to co się wydarzyło, żeby potem nie było spięć na tym polu.No i niezależnie co się stanie, na pewno odnajdziesz swoje miejsce na ziemi.Tak sądzę.  Życzę powodzenia. Dobrej nocy.

P.S Myslę, że w tak długim związku kwestia jest też taka, że po prostu wiele oddało się drugiej osobie, wiele czasu było się w związku, więc na początku ciężko też pewnie wyobrazić sobie siebie "nie-w związku". Wtedy robiło się wiele dla tej drugiej osoby, a teraz trzeba znaleźć siłę, by robić wszystko dla samego siebie. No i na pewno idealizujemy tę druga osobę.. choć wiadomo ideałów nie ma. Co do tego co wcześniej napisałam.. nie oznacza oczywiście to tego, że będąc w związku nie robimy nic dla samych siebie, bo robimy, ale jednak wiele jest dla tej drugiej osoby, wiec tu trzeba się "przestawić".

40

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Nasuwają mi się dwa pytania:

1) Jak mam zawalczyć o miłość?

2) Jak mam sobie poradzić z odrzuceniem/świadomością wypalenia się uczucia drugiej strony?

41

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Twoje dwa pytania wzajemnie się wykluczają...

1. O miłość można walczyć jedynie pod warunkiem, że druga osoba też chce podjąć próbę ratowania związku. W przeciwnym wypadku nic nie wskórasz, choćbyś na uszach stawał i nimi tupał. Nie widzę w Twoich postach chęci drugiej strony.

2. Poradzenie sobie z odrzuceniem oznacza rezygnację z punktu pierwszego. Nie da się tego prowadzić jednocześnie. Jeśli dojdziesz do punktu drugiego to lekarstwo jest jedno: czas. Polega to na uświadomieniu sobie, że wszystko skończone i trzeba czekać aż przestanie boleć. Po jakimś czasie przestaje.

42

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Przejrzałam cały wątek. Zgadzam się ze wszystkimi odpowiedziami,które tutaj padły, zatem nie będę powielać. Z Twoich postów wynika, że Wasz związek nie był, że tak to ujmę "sielankowy" Ty i ona macie swoje za uszami, i tak jak napisała Truskaweczka, żeby wrócić do siebie i zacząć wszystko od nowa, należy najpierw dostrzec WSZYSTKIE swoje błędy, postanowić poprawę i nigdy ich nie popełniać!Należy wszystko przekreślić grubą krechą i zacząć płynąć innym prądem - inaczej, wszystko spali na starcie.

I odpowiadając na Twoje pytania powyżej:

1. O prawdziwą miłość nie trzeba walczyć - banalne, ale to prawda. Bolesna, ale jednak. To jak jakbyś walczył z wiatrakami. To są uczucia, ich nie wywalczysz. Możesz jedynie pokazać, że Ci cholernie zależy, co już robiłeś niejednokrotnie, a jej jak widać - nie zależy.

2. Trudno sobie poradzić z takim faktem, jeśli się kocha osobę, która nas odrzuciła. Ale da się zrobić, trzeba po prostu chcieć, trzeba mieć na uwadze, to że zrobiło się już wszystko co w naszej mocy, aby naprawić to co się zepsuło, a jednak się nie udało. To również bolesne. Trzeba sobie uzmysłowić, że do miłości nikogo się nie zmusi..tak po prostu. Każdy ma wolną wolę. Trzeba to sobie wbić do głowy i powtarzać codziennie jak mantre - ona mnie nie kocha, zatem muszę pogodzić się z tym, muszę dać czasowi czas i wszystko będzie dobrze. Bo będzie.

43

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Oczywiście, że te dwa pytania siebie wykluczają. Chodzi o to, że sytuacja jest pod tytułem "na dwoje babka wróżyła".

Mówicie, że o prawdziwą miłość nie trzeba walczyć. Uważam, że to podstawowy błąd, który popełniłem i przez który zaczęło się u mnie psuć. Wszak co by nie było, to będziemy razem, więc za bardzo nie muszę się starać, wystarczy, że jestem, że kocham.... Tylko, że to tak nie działa, bo starać się trzeba cały czas - różnymi gestami, różnym zachowaniem...

Nie wiem jak mam się nauczyć ufać, skoro czuję się zdradzony i niedoceniony. Są przecież związki, które przeszły dużo gorsze problemy, a mimo wszystko wyszły na prostą i jakoś sobie radzą. Jak tego dokonali?



Co do drugiego, to chyba faktycznie jedynym lekarstwem może być czas....

44

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

O miłość się nie walczy. Miłość się pielęgnuje. Dopóki jest. Jeśli już jej nie ma to tak jak próba reanimacji trupa.

45

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

No tyle tylko, że twierdzi, iż wciąż mnie kocha....dlatego mam taki mętlik w głowie.

46 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-04-30 16:57:27)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Jeśli mogę...

Wydaje mi się że robisz błąd wchodząc drugi raz do tej samej rzeki. Mało tego - moim zdaniem nie tylko strach Cię napędza, ale również zdeptana męska duma. I to są dwie rzeczy na których możesz polec sromotnie. No bo czego Ty się człowieku boisz? Sam nie zostaniesz - kupa lasek lata po świecie luzem. Że zaprzepaścisz 7 lat z życia, jakiegoś zaangażowania w związek, coś zbudowałeś - i legalnie Ci szkoda. Tyle że tutaj trzebaby zbudować od początku, a Ty nie jesteś na to w ogóle gotowy. Że nie wspomnę o exowej, która generalnie ochoty nie ma.

Masa w Tobie negatywnych uczuć - do których masz jak najbardziej prawo, bo i czujesz się zdradzony, i laska odmawiala Ci seksu bo nie miałeś roboty, etc. A i tak to jest moim zdaniem tylko takie "gdybanie", bo dopóki z kimś nie zamieszkasz, to se można zamki z piasku budować do woli. A Wy polegliscie na randkowaniu już.

Co do cyberseksu - dla mnie jest to identykos, tyle że facet mi francy nie przywlecze do domu. Ot i cała magia albo i "niska szkodliwość społeczna czynu". Jesteście kwita. Tyle że mnie co innego frapuje - Ty się pochyliłeś nad cyberseksem, bo potrzebowaleś coś sobie udowodnić. I tu jest pies pogrzebany. Bo laska podkopała w Tobie poczucie wartości na maksa. I coś Ci powiem - to podkopanie widać właściwie w większości Twoich postów. No jesteś na kobiety wścieknięty, bo jedna Ci się taka trafiła - a jedziesz po calaku. I teraz się boisz, ze Twoje czarnowidztwo dotyczące płci przeciwnej - może się spełnić, i że jak wszystkie takie są, to generalnie po psi zbój pakować się w coś nowego, jak stare da się odkurzyć.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby ona tego chciała, a gdybyś Ty nie miał do niej całych pokładów żalu. A masz. I pamięć dobrą też masz. Więc czy jest sens? Zawsze z tyłu głowy będzie Ci dzwonić przeszłość i nawet jak odkurzysz - to i tak zepsujesz. Daj spokój. Szkoda fatygi. Mało tego - być może marnując czas na exową tracisz jakiś magiczny moment w którym mógłbyś poznać kogoś naprawdę fajnego.

Co do pytań - nie uznaję walki o uczucie. Jak jest uczucie, to się pracuje. Praca jest najlepiej widoczna w momencie podwinięcia nogi którejś ze stron; typu: brak pracy, choroba, etc. I wtedy wychodzi z kim ma się do czynienia. Bo jak wszyscy młodzi, piękni i bogaci - to tak naprawdę nie jesteś w stanie o niczym konkretnym się przekonać.

Jak się wypaliło - to się wypaliło. I już. Poboli i przestanie. Trywialnie to zabrzmi, ale nie Ty pierwszy lądujesz ze złamanym sercem i poharataną psychiką. Moim zdaniem czas jaki teraz masz lepiej wykorzystać na coś twórczego i perspektywicznego niż na wskrzeszanie trupa. Uważaj żebyś nie został "pogotowiem".

47

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

i laska odmawiala Ci seksu bo nie miałeś roboty, etc

Tak gwoli ścisłości - to ona nie miała ochoty. Ja w zasadzie mam każdego dnia. Dla niej z jednej strony seks jest dopełnieniem miłości, a z drugiej jest całkowicie zbędną czynnością, bez której może się obejść.

Uważaj żebyś nie został "pogotowiem".

A tego to nie rozumiem.


Generalnie...trudno mi się z tobą nie zgodzić. Brak w moim życiu osób, które pomogłyby mi się z tego wszystkiego wyrwać, a samemu nie jestem pewien czy dam radę. Niestety owe pokłady żalu, smutku, frustracji, zdeptanego ego i jednocześnie głębokiej miłości są niemałe. Ale mimo wszystko, nie wydaje mi się, aby przekładało się to na postrzeganie przeze mnie całej płci....nie uważam, aby każda taka była.

48

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

"Pogotowie" - jak już mnie wszyscy olewają (myśli ona), mają mnie serdecznie dosyć, nikt ze mną nie chce gadać a ja mam potrzebę wsparcia się na ramieniu, o którym wiem iż posiada dla mnie wciąż więcej niż ciepłe uczucia - to walę na "pogotowie".
Pogotowie zawsze przytuli, a może i coś więcej jak już mi nigdzie indziej nie wyjdzie. Pogotowie jest czynne 24/7 i daje się wykorzystywać "z urzędu". Potem rano wstaję, otrzepuję piórka, stwierdzam że "wciąż jesteś milutki ale to jeszcze nie TO" i wracam do swoich zajęć. Pogotowie zaś myśli że skoro ona wciąż pamięta i wie gdzie się zwrócić - to znaczy że nie wszystko stracone. Ot taka smycz. To jest właśnie instytucja "pogotowia". Uważaj więc byś takim "pogotowiem" nie został.

A co do odmawiania seksu - jakie to ma znaczenie? Wielokrotnie pisałeś że szukała najdurniejszych wymówek - a jedną z nich miała być "mobilizacja zawodowa" Twojej osoby (sarkazm). A to że ona tak naprawdę wcale na seks z Tobą nie miała ochoty - no to właśnie po to były te wymówki. I koło się zamyka. Albo laska ma wyjątkowo niskie libido tudzież jakieś problemy o których nie wiesz, albo po prostu manipulowała seksem - bo przecież po rozstaniu z Tobą poszła z innym kolesiem prawda? Z tego wynika ze jednak taką całkiem oziębłą nie jest.

Szczerze? Moim zdaniem uzależniłeś się od toksyny. Ponieważ Cię odpychała - całą energię pochłaniało Ci sprostanie oczekiwaniom (chociaż w głowie) a na zewnątrz oczywiście żeby nie dać nic po sobie poznać, bo miłość jak jest to generalnie nie potrzebuje żadnych "durnych" dowodów ani "durnych" deklaracji. I raz pod górkę a raz z górki. Teraz jak Ci to zostanie odebrane - to o czym Ty będziesz myślał? Na czym się skupiał? Ano właśnie. Może tak trochę o sobie? Popracować, żebyś następnym razem nie popełniał tych samych błędów w związku. Bo jak naprawdę chcesz jakichś zmian, a potrafisz uczciwie przyznać, że to nie tak całkiem 100% winy za skuchę ponosi exowa - to nawet nad tym 1% Twojej winy warto popracować. O charakter mi chodzi. Bo prawda jest taka, że kobiety są i takie fajne, i pewne siebie, i potrafiące nieba przychylić. Ale Ty musisz się odpłacić dokładnie tym samym. A nie że jak przyjdzie Twoja "kolej", to zarzucisz "roszczeniowość", bo Ty myślałeś że to z serca a nie z chęci "handlu wymiennego".

49

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Rozmawiałem z nią o tym i postawiłem sprawę jasno - ja się będę starał, aby pokazać, że potrafię się zmienić, ale w zamian oczekuję szczerości i wierności w czasie, który ona potrzebuje na przemyśle swoich/moich/naszych błędów i podjęcie decyzji co do ewentualnej wspólnej przyszłości. Jednak te resztki dumy nie pozwalają mi być zapchajdziurą jej wolnego czasu, czy ramieniem, w które może się wypłakać z braku innego, lepszego ramienia. Stwierdziła, że nie planuje z nikim się spotykać, ale jeśli zacznie się z kimś innym umawiać to mi to powie. Wygodne i zachowawcze, nie zobowiązujące na dobrą sprawę do niczego. Ale biorąc pod uwagę problemy jakie przeszliśmy to odnoszę wrażenie, że wystarczająco uczciwe. Zmusza mnie to do zaufania i starania się - zapewne stąd takie podejście do tematu z jej strony. Staram się wierzyć i ufać, bo jak twierdzi, to coś do mnie jeszcze czuje. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że może to być zwykłe wygodnictwo z jej strony, bo ma przyjaciela i wsparcie we mnie, a jednocześnie może się umawiać i spotykać z innymi, bo do niczego się nie zobowiązała....ale staram się tych myśli do siebie nie dopuszczać. Zobaczymy ile ten stan potrwa. Spodziewam się, że od kilku tygodni w górę. Jeśli sytuacja się nie zmieni przez pierwsze 2-3 miesiące to ja pasuję. Wydaje mi się, że tyle czasu wystarczy, aby upewnić się, że zmiany w zachowaniu tej drugiej osoby (czyli moje) są raczej trwałe, a nie jednorazowe. Wystarczy też, aby przemyśleć wszystkie swoje problemy. Jeśli to będzie trwało, albo jeśli wyczuję, ze ma kogoś na boku....ciężko to zniosę i nie wiem co zrobię, ani jak to przeżyję, ale nie będę jej, jak to ładnie określiłaś, "pogotowiem".

Owszem nie jestem bez winy. Dałem ciała na kilku płaszczyznach i zdaję sobie z tego sprawę. Wydaje mi się jednak, że przyczyną moich błędów było jej zachowanie, a nie ja sam w sobie. Choć może jest to mylne przekonanie. Tak czy inaczej chcę pracować na swoimi wadami, czyli głównie z nieufnością, opryskliwością i arogancją oraz złośliwością. Ale też nie jest tak źle. Z poznawaniem nowych ludzi jakoś do tej pory nie miałem nigdy problemu (i zawsze byłem duszą towarzystwa), ale z utrzymaniem więzi już tak, ale to ze względu na ciągłe przeprowadzki, zmiany szkół/pracy itp, a nie ze względu na jakieś rażące wady w moich charakterze.


Co do sprawy seksu....wiele o tym myślałem. Naprawdę dużo. Od dawna ma problemy z okresem - a to jakieś upławy (popławy?), a to jakieś nadżerki, a to torbiele na jajnikach itp. Sam okres też jej się zawsze wahał - od tych dwudziestu kilku do niemal 40 dni i potrafiła go mieć niemal przez dwa tygodnie i to masakrycznie obwity. Długi czas byłem jej jedynym, a ja przed nią miałem kilka partnerek i to też było dla niej bardzo trudne. Podobnie jak to, że wszystkie jej koleżanki* (podobno, bo nie chce mi się w to wierzyć) dochodzą waginalnie, a ona jedynie poprzez stymulację łechtaczki (na szczęście bez problemów i orgazm wielokrotny nie jest wyzwaniem). Z tego wszystkiego jakieś półtora roku bierze pigułki, ale znowu coś się dzieje nie tak, jakieś czopki dopochwowe bierze, niedługo jakieś badania (kolejne) ma mieć. Zdaję sobie sprawę, że to może męczyć, podminowywać, ale pomimo tego wszystkiego to nie ma aż takiej tragedii jak mogłoby się wydawać. W tych trudnych chwilach starałem się być dla niej wsparciem, choć nie zawsze się to udawało, bo moja frustracja spowodowana brakiem seksu spowodowała, że momentami nie chciało mi się wierzyć w te jej problemy. Tym bardziej, że ona nie przejawiała zainteresowania, aby pobawić się w inny sposób w momencie jeśli seks nie jest możliwy. Swoim zachowaniem spowodowałem na pewno, że się na mnie wyłączyła. A przynajmniej tak przypuszczam. I to też mnie bardzo boli. Świadomość, że to ja sam mogę być przyczyną jej problemów, które odbijają się na mnie i naszym związku mnie przytłacza.




Tych fajnych kobiet to nie spotkałem jeszcze. Słyszałem o nich w opowieściach, ale nie spotkałem. tongue Nie jestem w ich typie niestety...




* szczerze mówiąc to zawsze mam wrażenie, że im częściej się z nimi spotyka tym gorzej jest potem między nami. Może to subiektywne uczucie, ale widziałem jak one (zwłaszcza jedna, akurat jej najbliższa koleżanka) były zazdrosne o nas, bo my byliśmy wtedy zakochani i szczęśliwy, a one same, albo w toksycznych związkach gorszych niż to co teraz jest między nami. JA się oświadczyłem, to one zaraz szybciutko też, albo łapały mężulka na wpadkę. Przynajmniej takie są moje odczucia.....

50

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Yoghurt, opowieści koleżanek jasne, że też mogą być zmyślone. Raczej większość kobiet dochodzi poprzez stymulację łechtaczki. Widzę, że bardzo ambitny jesteś, skoro dajesz jej orgazm wielokrotny. Ja akurat mam jeden i finito na pewien czas, bo usypiam albo muszę odpocząć choć z godzinę wink. Nie łapałabym się tak bardzo tej opcji, że wahania hormonalne sprawiają, że nie ma ochoty na seks. Ochota jest najczęściej w głowie. Dlatego ja, mimo że okresu potrafiłam nie mieć AŻ przez 3 miesiące, to i tak generalnie zawsze na spotkaniu ochotę miałam, na początku związku widywaliśmy się częściej, to i seks był prawie codziennie.. no i mógłby być nadal, gdybyśmy widywali się częściej, wiem to. Choć nie przeczę, pewne problemy ginekologiczne, na pewno mogą osłabić ochotę. No ale wtedy powinno się to partnerowi powiedzieć otwarcie.

Tak, jak napisałeś, nie bądź pogotowiem ratunkowym i właśnie, nie dawaj tego czasu zbyt wiele, bo i tak miała go duzo. Co będzie, to już będzie. To, że nad sobą pracujesz to dobrze, bo ogólnie będzie Ci się lepiej żyło, miej z tego satysfakcję dla samego siebie smile.

Wiesz, dziewczyna to też istota myśląca i nie można tego zwalać na koleżanki. Ja też miałam nieciekawą koleżankę, z czasem to zrozumiałam i zerwałam kontakt. No, ale wcześniej nie dopuszczałam, by psuła moje relacje związkowe. Ona też była z typu bardzo zazdrosnych i nie dość, że poświęcałam jej kilka dni w tygodniu, to i tak miała pretensje, że nie widuję się z nią codziennie. Nie była w stanie zrozumieć, że mam też faceta i jemu także chce poświęcić czas. Wydzwaniała potem non stop, przeszkadzała nam. To wtedy naprawdę miarka się przebrała i mimo jej błagań i starań kontakt zerwałam, choć łatwo nie było, nie przeczę.

51 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-04-30 22:00:14)

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Nie no, wielokrotny orgazm to żadna ambicja, już bez przesady....najczęściej twierdzi, że jeden jej wystarcza i tylko sporadycznie chce więcej. Ja nie mam z tym problemów, ale trochę to trwało na początku zanim nauczyłem się ją pieścić i zanim ona nauczyła się akceptować mój dotyk.

Co do koleżanek - widzisz, ty zrozumiałaś, a i sama sytuacja była inna. Do niej nie wydzwaniają, nie mają pretensji itp. Raczej starają się udowodnić, że są lepsze/szczęśliwsze/mają lepszych partnerów itp. No, ale to jest moje subiektywne odczucie i mogę być w błędzie.

Z tymi problemami ginekologicznymi - oprócz nich wiele innych problemów regularnie się dokłada i bywało wcześniej jak i teraz (dosłownie 5 min temu), że dzwoniła roztrzęsiona (czasem nawet płacząc), bo z czymś nie daje rady - bo to albo praca, albo rodzina dała jej w kość. Tutaj zawsze służę wsparciem i ona wie, że może na mnie liczyć. Wysłucham i pomogę na tyle, na ile potrafię i mogę. Tutaj nigdy nie dałem plamy jeszcze.

52

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

No właśnie, o to mi chodziło, że niektórym wystarcza jeden i nie są w stanie więcej naraz, wtedy na pewno nie trzeba na siłę kilku orgazmów tongue. No, ale jak ktoś chce więcej, to jak najbardziej smile.


No wiem, że sytuacja inna. No widzisz, zazdrośnice ogromne. Ta moja koleżanka też niby a to tam kogoś miała, ale ciągle coś jej nie wychodziło. Jak już miała faceta, to byłam przerażona, bo dzwoniła do niego co 5 minut, pewnie bała się, że inaczej go straci (takie głupie myślenie).

No to dobrze, wsparcie jest bardzo ważne, to dobrze, gdy wtedy wysłuchujesz jej i porozmawiasz z nią.

53

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Z jednej strony to prawda że kobiety oczekują od meżczyzny czegos wiecej niż miłość, perspektyw zyciowych, bezpieczeństwa egzystencjalnego itp. I trudno dziwić sie temu. Jednak zarówno meżczyżni jak i kobiety potrzebują od partnera wsparcia w trudnych chwilach. Ty zapewne chwilowo nie masz pracy, a wiec w tym momencie nie zapewniasz jej tego bezpieczeństwa egzystencjalnego, jednakze ona dała Ci lekcję że w trudnych chwilach nie możesz na nią liczyć.

Szczerze Ci powiem, ta odpowiedz "nie ma pieniedzy - nie ma seksu" to błogosławieństwo dla Ciebie. Tak, tak. Błogosławiństwo. To że uslyszałeś ją właśnie teraz, kiedy nie jest jeszcze za pózno. Wiesz dzieki temu, że w trudnych chwilach nigdy nie bedziesz mogl na nia liczyc, a wiec poznałes ja taką jaka jest. Wiesz wiec, ze nie warto sie z nia na dluzsza metę wi,ązać, wiazac z nia swojego zycia. Odpusc wiec - na pewno nie jest to kobieta z ktora chcialbys związac się na całe zycie, i poswiecic jej swoje zycie. Patrz realnie i na chłodno. Nie tylko przez rozporek. Tego kwiatu jest poł swiatu, i na pewno spotkasz jeszcze nie jedną dziweczynę dla ktorej owszem - bezpieczeństwo materialne jest rowniez wazne, ale bedzie potrafi,la takze dac Ci wsparcie w trudnych chwilach zyciowych. I o to w tym wszystkim chodzi.

54

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
yoghurt007 napisał/a:

Jak na 6,5 roku związku i rok bezrobocia (przerywanego krótkimi zleceniami) to ten lęk dla mnie jest pozbawiony podstaw, bo w takich sytuacjach raczej powinno się wspierać wzajemnie, prawda?

Powinno, tym jest właśnie miłość. Wsparciem, pomocą tej 2 osobie.
Ale widocznie dziewczyna ma inaczej poukładane w głowie. Zgodzę się z tym, że dla nas bezpieczeństwo materialne jest ważne, ale nie najważniejsze, no ale do cholery, jak są problemy to trzeba się wspierać! A jeśli ona Cię olewa w najgorszych dla Ciebie momentach to co to za dziewczyna?
Na pewno jest Ci ciężko, ale uwierz, minie trochę czasu i staniesz na nogi. Najwidoczniej już bez niej, ale może to i lepiej.
Zawsze możesz się zwrócić o pomoc do rodziny, znajomych, na pewno pomogą.

55

Odp: Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania
Gadzikowa napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

Jak na 6,5 roku związku i rok bezrobocia (przerywanego krótkimi zleceniami) to ten lęk dla mnie jest pozbawiony podstaw, bo w takich sytuacjach raczej powinno się wspierać wzajemnie, prawda?

Powinno, tym jest właśnie miłość. Wsparciem, pomocą tej 2 osobie.
Ale widocznie dziewczyna ma inaczej poukładane w głowie. Zgodzę się z tym, że dla nas bezpieczeństwo materialne jest ważne, ale nie najważniejsze, no ale do cholery, jak są problemy to trzeba się wspierać! A jeśli ona Cię olewa w najgorszych dla Ciebie momentach to co to za dziewczyna?
Na pewno jest Ci ciężko, ale uwierz, minie trochę czasu i staniesz na nogi. Najwidoczniej już bez niej, ale może to i lepiej.
Zawsze możesz się zwrócić o pomoc do rodziny, znajomych, na pewno pomogą.

Dla niej jest problem, ale nie w związku ze swoim partnerem... ale w związku z brakiem kasiorki. Nie ma kasy - nie ma intymnych przyjemności. Paranoja.

Ktoś kiedyś powiedział, że w miłości do drugiej osoby są teraz krótko i dalekodystansowcy a pogoń za prawdziwą miłością to mają... ale za pieniędzmi i karierą w tym popularnym teraz określeniu "wyścigu szczurów". Świat oszalał a ludzie zatracili się we właściwym określeniu czymże jest miłość i z czym to się je.

Posty [ 56 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Poza miłością nie masz mi nic do zaoferowania

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026