Cześć, chciałam krótko opowiedzieć swoją historię. Nie oczekuję od Was złotych rad, jedynie odrobinki pocieszenia, zrozumienia. Mam 21 lat, mój były chłopak 23. Rozstaliśmy się po sześciu latach. Był to czas wypełniony zarówno wspaniałymi chwilami, jak i ogromnym smutkiem i żalem. Przeżyliśmy zdrady, przerwy, bycie na odległość. Przetrwaliśmy razem jego wyjście z alkoholizmu, śmierć jego ojca, moją chorobę. Nie była to burzliwa, namiętna miłość, tylko coś spokojnego. Stworzyliśmy swoją małą bezpieczną ostoję. Jednak w pewnym momencie coś zaczęło się walić, ja jednak nie zauważyłam nic. Mój przyjaciel (bo jak najbardziej chcemy być przyjaciółmi) ma bardzo duże trudności w wyrażaniu swoich uczuć i pragnień, jest mało asertywny, nie potrafi określić swoich priorytetów. Ja natomiast jestem bardzo stanowcza, asertywna, zbyt zaborcza. Oboje popełniliśmy błędy, które się pokryły - on nie mówił czego chce, zatem robiliśmy to czego chciałam ja. Zaczęłam to zmieniać w pewnym momencie, gdyż wydawało mi się, że przeze mnie mój P. traci swoją indywidualność. Szkoda, że tak późno zrozumiałam, że za dużo mnie w tym związku, chciałam uszczęśliwiać go na siłę, zatem całą moją miłość, pragnienie, tajemnice miał na tacy. Mówią, że jak kobieta jest zołzą, to będzie nią przez całe życie. Mam nadzieję, że zmienię te złe cechy, które dopiero teraz zobaczyłam z całą jaskrawością, aż dziwię się sobie jakie miałam klapki na oczach. Wierzę, że to rozstanie i wnioski z całego związku nauczą mnie, że żaden człowiek nie jest niczyją własnością, a jego, że trzeba mieć swoje zdanie i trzeba walczyć o to czego się pragnie do ostatnich sił. Oboje płakaliśmy nad swoimi błędami, długo milczeliśmy, przytuleni patrząc sobie w oczy. W tym milczeniu
znalazłam więcej zrozumienia, miłości do drugiego człowieka i poszanowania uczuć niż w jakiejkolwiek rozmowie. Boli mnie jego ból, to że tak bardzo zagubił się w swoim życiu, boli mnie moje niedojrzałe zachowanie. Jednak cieszę się, każda zmiana, nawet ta najboleśniejsza jest jak otwarte drzwi do nowego świata, wierzę, że przejdziemy przez nie i znajdziemy szczęście, bo tylko tego mu życzę. Pragnę go i kocham, kibicuje nam jego i moja rodzina, zatem jeżeli jesteśmy sobie pisani, pręczej czy później uda się. Wierzę w to.
PS.
Prosiłabym też by nie osądzać naszej relacji jako coś "mniejszego", ponieważ jesteśmy młodzi. Uczucia są czymś co cieszy, jak i niszczy zarówno dziecko, jak i starca.