jestesmy 4 miesiace po slubie na dniach urodzi sie nam synus i jak narazie gniezdzimy sie w 3 pokojach w bloku z moimi rodzicami..maz pochodzi z innego miasta i tam tez dojezdza do pracy ok 40km w jedna strone..nie wspomne ile miesiecznie idzie na paliwo heh..maz ma prace taka ze 24h jest dyspozycyjny pod telefonem wiec nigdy nie wiadomo kiedy zadzwonia i bedzie musial jechac(najgorsze zimy..snieg..zaspy..oblodzenia)..juz nie wspomne ze w tych 3 pokojach na 52m totalny brak miejsca..a jak teraz jeszcze dziecko to juz wogole kaszana...zdecydowalismy sie na kupno mieszkania w rodzinnym miescie meza..z rata kredytu i czynszu wyjdzie tyle samo co wydawane pieniadze teraz na paliwo...no i tu zaczely sie schody..po poinformowaniu o tym moich rodzicow nasluchalam sie jaka to jestem zla..ze uciekam od nich..ze na starosc beda.musieli isc do domu starcow bo nikt sie nimi nie zaopiekuje..zaczely sie ciche dni..trzaskania drzwami. Jest jeszcze jeden mankament..moja babcia ma swoje.mieszkanie no i swoje lata..rodzice opowiadaja po sasiadach i znajomych ze jak babcia umrze(rownie dobrze moze umrzec jutro albo za 10lat) to oni sie przeprowadza tam a my dostaniemy to mieszkanie...tylko nikt z rodzicow nam tego.nie powiedzial dowiedzielismy sie tego od znajomych...w sumie podjeli decyzje za nas...mam 30 lat a czuje sie jakbym byla nadal trakyowaana jak.dziecko ktore nie podejmie swoich decyzji...czuje sie jakby psychicznie mnie uzalezniali..wzbudzali jakoms odpowiedzialnosc u mnie ze musze zostac zeby sie nimi opiekowac (maja po 60 lat)...mam dylemant z jednej strony chce sie wyprowadzic zaczac zyc po swojemu..czuc sie jak hmm zona...a z drugiej czuje sie psychicznie zwiazana z rodzicami a raczej mam poczucie winy przez ich gadanine...mam jeszcze starsza siostre ktora zalozyla swoja rodzine..w sumie kontakt z nia jest znikomy (wiele by opowiadac)maja coreczka ktora moi rodzice nie widzieli na oczy (mala juz ma 7lat) no i mieszkaja 300km od nas..mam wrazenie ze przez te relacje z nimi wszystko sie odbija nnie...im wiecej mysle tym bardziej jestem wykonczona psychicznie...a na dniach czekanie jeszcze porod synusia..masakraa..dobrze ze znalazlam to forum i moglam przynajmnie wyrzucic z siebie to wszystko
Podobne tematy
mam jeszcze starsza siostre ktora zalozyla swoja rodzine..w sumie kontakt z nia jest znikomy (wiele by opowiadac)maja coreczka ktora moi rodzice nie widzieli na oczy (mala juz ma 7lat) no i mieszkaja 300km od nas..
Widzisz, Twoja siostra wybrała inne, być może mądrzejsze rozwiązanie - uciekła od toksycznych rodziców. Jeśli rodzice nie rozumieją, że ich dorosła i zamężna córka ma swoje życie i musi się odpępowić, to nie Twój problem, tylko ich. To oni nie umieją sobie poradzić z czymś, co jest naturalnym porządkiem rzeczy. Na Twoim miejscu kupowałabym to mieszkanie i ucięła toksyczną relację. Nie mówię o całkowitym ucinaniu kontaktów z rodzicami, ale o psychicznym i emocjonalnym odcięciu się od pretensji i żali.
a nie mozna aby rodzice teraz wyprowadzili sie do babci?
tym samym mieli by ciebie w swoim miescie a tu miala bys mieszkanie bez kredytu
mysle ze to najlepsze rozwiazanie
zgadzam sie z poprzedniczkami,pogadaj z rodzicami,jeśli chca żebys została,niech przeprowadzą się do babci,a wy bedziecie mieć mieszkanie,chodziaż z drugiej strony twoja siostra dobrze zrobiła że mieszka tak daleko,ma spokój i nie bedzie wysłuchiwać lamentów waszych rodziców,może też powinnaś się ,wyprowadzić gdzieś dalej,w końcu załozyłaś rodzinę i pora od rodziców trochę się odseparować
narazie przeprowadzka moich rodziców do babci też byłaby niemożliwa, gdyz babcia nie mieszka sama tylko ze swoim synem kawalerem..
To na razie coś wynajmijcie. Wynajem będzie kosztował Was w przybliżeniu tyle, ile rata kredytu.
uciekaj od rodzicow bo powinniscie byc z mezem sami na swoim a nie ciagle za sciana z nimi.
moi rodzice sa strasznie nadopiekunczy, przewrazliwieni na moim punkcie, rozpieszczali mnie do granic mozliwosci i tez mi sie to odbilo na zwiazku. zeby miec szanse na lepsza przyszlosc z mezem wyjechalismy setki km od moich rodzicow, jest nam cudownie i tez niedlugo nam sie synus urodzi i kochamy sie jak nigdy wczesniej. rodzice moi jak dotychczas odwiedzili nas 2 razy (a jestesmy juz rok po slubie) i dzieki temu zaspokoilismy ich ciekawosc i mamy z glowy ich dominacje.
uwierz mi odetchniecie z ulga i nie bedziesz sie przejmowac, ze maz ma daleko do pracy. przeprowadzcie sie a na mieszkanie po babci tez nie wiadomo czy mozna liczyc przeciez jest jeszcze wujek kawaler tak? twoi rodzice wyrzuca go z domu jak babcia umrze? dziwne to troche...
____________________________________
Wieczne Miasto BG
A dlaczego Twoi rodzice sie wyprowadzili od Babci?
Z pewnością chcieli mieć "własne" życie więc niech Tobie tego nie zabraniają.
właściwie skoro babcia mieszka z synem w dodatku kawalerem pewnie mieszkanie przypadnie jemu,ja tam bym uciekła na swoje,co innego gdyby Twoi rodzice mieli duży dom,ale gnieździć się na 52 m, jest tragedią, wiem bo mieszkałam tak 5 lat(z dzieckiem w pokoju)teraz mieszkam od mojego rodzinnego domu 20 km i jeżdżę tam raz na miesiąc,nie powiem na początku jeździłam tam często i potrafiłam siedzieć tydzień,teraz nawet jednej nocy tam nie spędzę,Twoi rodzice nie mają prawa od Ciebie wymagać abyś z nimi mieszkała
A czemu tak od razu zamieszkaliście? Trzeba było najpierw szukac mieszkania, ślub, dziecko, a nie od końca.
Albo coś wynajmiecie, albo kupcie mieszkanie. Rata kredytu to tyle co wynajem.
Jest projekt rodzina na swoim. Trzeba kombinowac, a nie siedziec przed kompem i wylewac swoje żale.
A czemu tak od razu zamieszkaliście? Trzeba było najpierw szukac mieszkania, ślub, dziecko, a nie od końca.
A co Ciebie to interesuje przepraszam?
Nie problem jest w dziecku i mezu.
Problemem są rodzice, więc pytam po co od razu się w to wszystko pchali.
Skoro wiedziała jak jest, to mogli coś wynająć.
uwazam ze rodzice wcale nie pojda do babci mieszkac, skoro jest kawaler to on bedzie tam mieszkac, owszem po smiwrci kawalera pewnie mieszkanie bedzie wolne ale sama policz za ile to bedzie lat.
poza tym czy kredyt dostaniecie??
jesli tak to kupcie mieszkanie, nawet jesli za Xlat przypadnie wam mieszkanie zawsze jedno moze byc dziecku, lub sprzedac a kasa wiadomo zawsze sie przyda.
mieszkalam 4lata sama z mezem i dziecmi, teraz od ponad pol roku mieszkamy z dziadkami(dobre warunki, duzy dom, mamy 3 pokoje i cala gore sobie) ale to nic nie zmienia, jest wtracanie sie, "madre rady" i jednak nie mozna wiele bo sa oni.
wiem ze mieszkac samemu jest moze ciezej finansowo ale tak jak w przyslowiu "jak sie poscielisz, tak sie wyspisz"
Sama wiesz co powinniście zrobić ale szukasz "przyzwolenia"
Nie krytykuje bo sama miewam podobnie, na szczęście coraz rzadziej.
Szukajcie mieszkania i wyprowadzajcie się od rodziców. Macie prawo żyć gdzie Wam się podoba, nawet na księżycu:P a to czy się to rodzicom podoba czy nie to jak ktoś napisał ich problem nie Wasz.
Ciesz się ciążą, planuj swoje nowe przyszłe życie bez nich i zaczynaj działać:) Nie skupiaj się na tym, czy oni będą szczęśliwi, bo uwierz, że nawet jak z nimi zostaniesz szczęśliwi nie będą i też znajdą powód do narzekania.
Jeśli się wyprowadzisz, będziesz miała szansę na budowanie szczęścia wg własnego przepisu:)
Oczekuję na następny wątek w stylu "kupiliśmy mieszkanie, jakie firanki do salonu:)
Pozdrawiam:)
Jeśli tylko macie możliwość to kupcie to mieszkanie i się wyprowadźcie. Pamiętaj, że nawet jeśli rodzice kiedyś przeniosą się do mieszkania po babci a to Wam odstąpią, to Wasze kupione mieszkanko (lub mieszkanko po rodzicach) możecie wynajmować, rata będzie się spłacać. Ale to tylko gdybanie, bo macie dość dziwną sytuację (do podziału mieszkania babci jest wujek i są Twoi rodzice, a do podziału mieszkania po rodzicach jesteś Ty i Twoja siostra - przynajmniej ja tak to rozumiem), wiadomo że zawsze lepiej być na swoim. Nie przejmuj się fochami rodziców, przecież logiczne, że nie będziesz ich niańczyć do śmierci, mają jeszcze drugą córkę, czemu Ty masz brać pełną odpowiedzialność zamiast układać sobie życie???? Siostra nie miała skrupułów to dlaczego Ty masz je mieć kosztem swego szczęścia??
Jesteś dorosła, jesteś żoną, matką..... szanuj rodziców ale rób po swojemu.
Uciekaj bo zmarnujesz sobie życie. Tacy rodzice, którzy chcą sobie podporządkować dziecko tylko po to, żeby mieć darmową opiekunkę na starość nie zasługują na opiekę 24 na dobę ze strony dziecka.
To oni są samolubni tak odnosząc się do Ciebie, a nie Ty chcąc się wyprowadzić. To oni są czarnymi charakterami tej historii. Nie podporządkuj się im bo na tym ucierpi i Twoje małżeństwo i relacja z dzieckiem- na pewno będą się wcinać, ze robisz nie tak jak powinnaś ich zdaniem.
Uciekaj bo zmarnujesz sobie życie. Tacy rodzice, którzy chcą sobie podporządkować dziecko tylko po to, żeby mieć darmową opiekunkę na starość nie zasługują na opiekę 24 na dobę ze strony dziecka.
To oni są samolubni tak odnosząc się do Ciebie, a nie Ty chcąc się wyprowadzić. To oni są czarnymi charakterami tej historii. Nie podporządkuj się im bo na tym ucierpi i Twoje małżeństwo i relacja z dzieckiem- na pewno będą się wcinać, ze robisz nie tak jak powinnaś ich zdaniem.
zgadzam się,ja chociaż mam małe dzieci i stara jeszcze nie jestem, ale na starość w razie choroby takiej która wymagałaby z ich strony całodobowej opieki,powiedziałam że mogą mnie oddać do domu opieki,za dużo się napatrzałam ile takim osobom trzeba poświęcić,ile mieć siły nerwów i zdrowia,męczy się opiekujący i męczy chory,obecnie mieszkam z teściami,niestety może jestem wredna ale w razie takiej sytuacji niech własne dzieci się nimi zajmują albo co innego wymyślą
zgadzam się,ja chociaż mam małe dzieci i stara jeszcze nie jestem, ale na starość w razie choroby takiej która wymagałaby z ich strony całodobowej opieki,powiedziałam że mogą mnie oddać do domu opieki,za dużo się napatrzałam ile takim osobom trzeba poświęcić,ile mieć siły nerwów i zdrowia,męczy się opiekujący i męczy chory,obecnie mieszkam z teściami,niestety może jestem wredna ale w razie takiej sytuacji niech własne dzieci się nimi zajmują albo co innego wymyślą
Moja mama tez tak mówi, że woli żebym ją oddała jak będzie w takim stanie, że nie chce być ciężarem dla mnie. Ale to jest właśnie kwestia wychowania, ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, chyba, że bym nie mogła sama, nie stać by mnie było na opiekunkę domową, pielęgniarkę. Dobrzy rodzice to tacy, którzy potrafią wpoić podstawowe zasady moralne, dzięki czemu wiedzą, że ich dzieci się nimi zajmą, a nie tacy co zmuszają innych i podporządkowują sobie.
ja nikogo do niczego nie zmuszam,po prostu gdybym była naprawdę ciężarem dla dzieci,nie będę miała pretensji jak mnie oddadzą,chociaż nie powiem pielęgniarka lepsza by była:)za dużo się na oglądałam,widziałam jak mój tato,opiekował się swoim ojcem,jak ciotka swoją mamą,po prostu nawet najtwardszemu człowiekowi w pewnym momencie siadają nerwy i siły