Moja historia jest dość skomplikowana. Ale spróbuje ją choć pokrótce przybliżyć.Jestem mężatką 6 lat. Pierwsze 1,5 roku mieszkaliśmy z moimi rodzicami (ale przez wybuchowy charakter i niewyparzony język męża wyprowadziliśmy się na stancje) i tam mieszkaliśmy 2,5 roku (było mniej kłótni, ale mąż wracał tylko na noc- cały czas spędzał z kolegami lub w garażu przy aucie). Z braku pieniędzy zrezygnowaliśmy ze stancji i ja z córką wróciłam do swoich rodziców a mąż do swojej mamy (2 bloki dalej). Plan był taki że zasuwamy i odkładamy na mieszkanie. Niestety po zmianie pracy mąż zaczął pić. Nie często, ale za to mocno a im więcej wypije tym większa pojawia się u niego agresja. Potrafi w środku nocy przyjść i wykrzykiwać pod drzwiami takie rzeczy że "uszy więdną". Tak jakby wyładowywał na mnie wszystkie swoje niepowodzenia. Na drugi dzień jest żal i skrucha, że on nie wie co robił itp... Przez pół roku rozbił 2 samochody... Pieniądze zamiast odkładać wydaje na kolejne zachcianki typu łódka, przyczepka, sprzęt wędkarski - jak tylko coś wspomnę że mieliśmy odkładać zawsze mówi że to już ostatnia rzecz i tym sposobem po kolejnych latach nic nie odłożył. Poza tym ciągle mi wypomina że jestem gruba - tak właśnie prosto z mostu , nie delikatnie. Po ciąży zostało mi z 15kg nadprogramowo i mimo że całe życie byłam szczupła nie mogę się tego pozbyć. po całym roku codziennych wizyt na siłowni schudłam tylko 4kg a jem zdrowo, dobrze rzadko jakieś słodycze bo nie przepadam. Proponowałam rozwód skoro jest nieszczęśliwy ze mną i potrzebuje "chudszej" żony. Myślę jednak, że on wie, iż ma trudny charakter i ciężko komukolwiek będzie z nim wytrzymać. Wie też że może zawsze na mnie liczyć - pomogłam mu niejednokrotnie w wielu sprawach. Nawet teraz pomagam mu w pracy... Nie wiem już co robić. Wątpię by się zmienił...O dziecku nie wspominam, bo dla niego praktycznie nie istnieje. Czasem ma przebłysk i kupi jej zabawkę, ale czasu nie spędza z nią w ogóle.Rozmawiałam z nim milion razy, niby słucha, niby przytakuje i twierdzi, że mam rację. Nie mniej jednak chwila moment i znów jest tak samo. Jest egoistą i myśli że tylko jego potrzeby są ważne. Teraz jak to napisałam, myślę, że nie ma dla mnie miejsca w jego życiu. Że jest ze mną bo tak mu wygodnie. Ma obiadek podany, pomoc na wyciągnięcie ręki. A ja mam czasem miłe słowo i "puste obietnice". Nie wiem czy napisałam to wszystko bo chcę rady czy po ty by się wyżalić... A może faktycznie jeszcze coś powinnam robić, czego ja nie widzę, a co zmieniło by nasze stosunki...?
Podobne tematy
Samotna zadaj sobie czego byś chciała w życiu. Dla siebie i córki.
Jak odpowiesz sobie czego i jakiego mężczyzny będziesz chciała, wtedy będzie ci łatwiej zrozumieć co się dzieje w twoim życiu, oraz jaki masz na to wpływ.
Jak każda z kobiet wiadomo chciała byś odpowiedzialnego ,zaradnego mężczyzny żebyś mogła mu ufać mieć w nim oparcie.
Twój mężczyzna taki nie jest, możliwe że wie jakie są twoje oczekiwania ale zwyczajnie nie umie ich spełnić. Urodził się widać już taki niespokojny , do tego rodzice ukształtowali go nie wiadomo jak.
Z twojego opisu wynika że jest taki rozchwiany, chciałby mieszkanie ale nie umie odłożyć kasy, chciał rodzinę pobawił się w dom ale za dużo obowiązków. Jak małe dziecko pobawi się i rzuca zabawkę i biegnie do innego.
Twój facet jest nie zaradny, nie można mu ufać, jest kiepskim ojcem , nie wypełnia swoich obowiązków. Jest samolubny kapryśny i już.
Ty zaś chcesz partnera troskliwego, dającego oparcie, dorosłego mężczyzny który będzie podtrzymywał cie na duchu i dał miłość córce.
Dwa rózne wizje, twój mąż się nie zmieni, jest lekkoduchem nawet dziecko nic go nie zmieniło.
Wiec sama zobacz że nie ma sensu szukać sposobu by mąż wrócił.
Zacznij sama myśleć o swoich sprawach, myśl o dobru swoim i córki. Dajesz sobie sama radę, więc dawaj dalej. Wykreśl męża z swojego życia i albo się otrząśnie albo niech spada.
Dziadkowie pomogą ci stanąć na nogi, znajdź pracę i nie oglądaj się na męża, on tylko przeciąga cie w lata, potem czym będziesz starsza tym trudniej ułożyć sobie nowe życie.
Gdyby mąż dał argument ze dziecku zabierasz ojca odraz powiedz że i po rozwodzie tatą zawsze będzie.
Nie dawaj się życiu bo krótkie, córka uczy się od ciebie jak żyć i postępować daj jej dobry przykład.
Dziękuję. ładna odpowiedź.
Co do pracy to ją posiadam. Przez moment nawet to ja pomagałam mężowi wyjść z kłopotów finansowych.
Masz rację chciałabym mieć u boku mężczyznę, w którym ma się oparcie. Mój mąż jak córcia była mała super się nią opiekował , ale i tu masz chyba rację znudziło mu się...
W tym sęk , że nie umie odnaleźć się w życiu. Dzieciństwo miał trudne wychowywany przez matkę (tata zmarł wcześnie), która sama nie radzi sobie z życiem (i powinna mieć żółte papiery) i bratem na 30m2. Potem problemy z prawem i kilka lat wyciętych z życia. Myślałam że we dwójkę damy radę, bo się kochamy bo liczy się dla nas to samo. Tak było krótko. Teraz kiedy stoimy lepiej finansowo wydaje mi się że M. chce od życia tego, czego nie dostał w dzieciństwie i podczas młodzieńczych lat.
Ja rozumiem że czas biegnie dalej i z wiekiem zmieniają się priorytety.
W sedno trafiłaś z tekstem "jest rozchwiany"- chwilami myślę że to jak choroba bo jeden miesiąc ciągle mówi o mieszkaniu i stara się robić co w jego mocy by to zrealizować a po miesiącu twierdzi że nie będzie żył tylko dla pracy i złudnych nadziei... To się przenosi na mnie. Niestety nie dam rady wszystkiego sama udźwignąć...
Wlasnie dlatego nie radzie nikomu zenic sie bo to tylko ladna przykrywka dla otoczenia, oddychaja z ulga ze ktos "ustatkowal" sie i nie trzeba tak pilnowac swego partnera jesli obiecalo sie komus byc przy nim na zawsze a to nierealne. Jak komus nie zalezy to nie bedzie staral sie, zreszta ile mozna jesli nie widzisz efektow czy nie umiecie razem cieszyc z sukcesow?
Wolny zwiazek zas ma racje bytu dzis gdy tyle pokus, jedno ze latwiej odejsc, nie ma dzielenia majatku (poki zwiazki partnerskie nie sa rownowazne malzenstwu) a dzieci mozna miec, sa takie pary i jesli chca byc razem pokonaja rozne trudnosci, za to przymus w postaci pisemnego zobowiazania jest nienaturalny dla zdrowej relacji - cos jak kontrakt wiec chce sie czasem od tego odpoczac skoro godzilo sie na to w dobrej wierze i z wlasnej woli...