Witam, bardzo proszę o wypowiedzenie się na temat sytuacji w której się dzisiaj znalazłam.
Więc tak dzisiaj spotkałam się z chłopakiem, z którym od bardzo dawna mi się nie układa, kilka dni temu zerwałam po 2 latach poważnego związku ale on starał się dzwonił, przyjeżdżał... mimo tego, że był cudowny ja nie pękłam. Mimo iż jeszcze kocham to nie umiem z nim być. Jest człowiekiem zaborczym, zazdrosnym do granic możliwości, kimś kto przez 90% czasu jest romantyczny, kochany ale za chwile w nerwach potrafi wyzwać od najgorszych a kilka razy nawet popchnął czy uderzył.
Ale przechodząc do konkretów dzisiaj się z nim spotkałam na mieście, powiedziałam bardzo spokojnie, że ja nie umiem z nim być, że nie chce dłużej tego ciągnąć. On strasznie się zdenerwował, zaczął krzyczeć, walić w samochód rękoma, wyzywać mnie "szmato, głupia dupo" w ogóle nie dawał dojść do słowa, mi puściły nerwy i do spoliczkowałam. On wpadł w szał, zaczął płakać okropnie wręcz wyć, wyzywać mnie jeszcze bardziej, nie pozwalam odjechać do domu. Krzyczał ( miejsce publiczne) że go pobiłam O.o że miał kiedyś problemy z tym okiem i teraz kiedy go uderzyłam, to przestał widzieć, że powieka mu opadł - uszkodziłam mu nerw. Oczywiści krzycząc to wszystko, bluźnił i przerywał wyzywaniem mnie : szmata, wulgaryzm, wulgaryzm, zniszczę Cię, zdechnij, zobaczysz zostanę przez Ciebie kaleką, nie wybaczę Ci tego, będziesz mieć wyrzuty sumienia do końca życia. Oczywiście w tych cierpieniach i rzucaniu się na samochód, szarpał mnie krzyczał że mi zaraz wulgaryzm i oczywiście że mi nie odpuści, że zrobi sobie obdukcje, pojedzie na policje. Kiedy chciałam już jechać to groził, że pojedzie za mną do domu i przy rodzicach zrobi mi awanturę...
Generalnie wiem że źle zrobiła uderzając go ale znowu mnie obraził za nic, puściły mi nerwy, teraz trochę boje się że może on nie udawał i jemu coś się faktycznie stało z tym okiem. Nie pobiłam go, to był jeden policzek ale kilka lat temu po tym jak w clubie się z kimś pobił, leczył się długo na to oko, brał sterydy bo miał problem z widzeniem i powieka mu opadała. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, o obdukcje... nie boję się bo wiem że tylko straszył ale o sam fakt, że mogłam mu coś poważnego zrobić martwi mnie. Nie chce z nim być nasz związek od 6 miesięcy był ruina, mamy inne wartości i chyba inaczej przyszłość sobie wyobrażam,y zresztą kilka razy pokazał swoje drugie oblicze, kiedy dostał jakiś napadów szału. Jednak nie życzę mu źle a myśl, że może mieć nawrót choroby z mojej winy powoduje u mnie straszne wyrzuty sumienia. Czuje się strasznie
Co teraz jeśli coś się stało, w ogóle napiszcie coś bo wariuje w domu ![]()
Na forum obowiązuje zakaz umieszczania wulgaryzmów w postach.
moderatorka apoteoza