Witajcie, opowiem moją historie z J. Poznaliśmy się przez neta, ja pierwsza do niego napisałam,znamy sie z widzenia, mamy wspolnych znajomych, kilka razy sie spotkalismy, konczylo sie na pocałunkach i nie tylko, spotkalismy sie tez na kilku imprezach z ktorych wyszlismy razem. często to ja pierwsza sie odzywałam,denerwowało mnie to. postanowiłam raz przestac sie odzywac,po miesiacu przerwy spotkalismy sie przypadkiem i od slowa do slowa powiedzialam mu co o tym mysle ze tak milczy,jego reakcją było zdziwienie ze czas tak szybko zlecial,teraz mamy juz przerwe ponad dwa miesiace,jest cisza, myslalam ze juz mi przeszlo, dwa razy sie przypadkiem mijaliśmy na ulicy, był wpatrzony we mnie,usmiechal sie i powiedzial czesc, ale zero inicjatywy.
nasz dobry kolega ostatnio mi powiedzial zebym nie rezygnowala,ze myslal ze cos miedzy mna a J bedzie, kiedy powiedzialam ze J chcial sie tylko zabawic i mnie olał to kolega przekonywal mnie ze tak nie było. nie wiem czy coś wiedzial a nie chcial powiedziec czy to tylko taka sciema.
a na dodatek kilka dni temu od cioci J dowiedzialam sie ze jest on niesmialy do dziewczyn i potrzebuje takiej dziewczyny ktora go pociagnie,będzie sama napierała. ale czy takie wciskanie się na siłe ma sens?
mój dylemat polega na tym ze od kilku dni odkąd ta jego ciocia tak powiedziala to zastanawiam sie i korci mnie czy nie napisac do niego jak mysli czy mozemy sie jeszcze normalnie spotkac na piwo. z jednej strony chcialam zamknąc juz ten rozdzial,ale nadal cos mnie ciągnie, generalnie boję się upokorzenia, bo raz juz się skompromitowałam no i boję się jego odpowiedzi, czy bedzie poprostu grzeczny i powie ze spoko,ale potem juz nie wyjdzie z propozycja konkretnej daty spotkania.