Dziewczyny, wybaczcie, że tak prosto z mostu, mój pierwszy post i od razu z problemem, ale nie mam komu się wygadać, a już nie radzę sobie z tą sytuacją ;/ od kilku miesięcy chodzę do klubu fitness, poznałam tam, no właśnie nie do końca w ogóle można tak powiedzieć... chodzi o instruktora, prowadzi tam zajęcia.
Wiem, że to może banalne, ale ja jestem bardzo samotna, dlatego też chyba się tak bardzo w to wkręciłam...
Chodzę codziennie na jego zajęcia, to się stało moją obsesją, ale też powodem do życia tak naprawdę...
Nigdy nawet z nim nie gadałam tak normalnie...o czymś, zawsze tylko "cześć- cześć" i tyle...
Nie jestem jakąś wylaszczoną laską, ale zwracam na siebie uwagę... tylko, że nie chce są tam prężyć, pokazywać, że mi się podoba, bo nie chcę być spalona i nadal chcę tam chodzić...
Dodam, ze on ma narzeczoną... wiem, wiem, ze jestem głupia, ale tak się zafiksowałam, nie moge przestać o nim myślec, nie mogę przestać tam chodzić... doradźcie...;//
Podobne tematy
Szukasz ukojenia w niewłaściwy sposób, czy jeśli nawet on nagle zacząłby spotykać się z Tobą- czułabyś radość? z tego, że dzięki wytężonej aktywności odebrałaś innej kobiecie mężczyznę? niedojrzałe bardzo. Obyś nigdy nie musiała przez to przechodzić. Otwórz lepiej swoje serce i umysł po prostu na nowy początek w swoim życiu, ZMIEŃ SIŁOWNIĘ, nie określaj celów jak rzut lotką w DARTy, ludzie to nie rzeczy, które się nabywa bo się spodobały. Pomyśl sobie, że czeka Cie wspaniały nowy etap w życiu, poznasz kogoś ciekawego- uwierz mi- jeśli zaczniesz "fiksować" w zdrowy sposób, to ktoś ciekawy sam pojawi się w Twoim życiu, niepostrzeżenie. Pamiętaj otwórz serce, nie traktuj ludzi jak rzeczy!
poczytaj maksymę poniżej i postaraj się to zrozumieć, pozdrawiam ![]()
Eh, ja to wszystko wiem, ale on mi daje jedyną radość w tym okropnym życiu... ta godzinka jest dla mnie ukojeniem, nie potrafię zrezygnować...
Ideał?
Skąd wiesz, że ideał?
Przecież nawet z nim nie rozmawiałaś.
Może prostak? Półinteligent?
To tylko fascynacja powierzchownością...
Zmień instruktora.
A zatem wybrałaś. Ta droga będzie wyboista i tylko chwilowo satysfakcjonująca. Dosłownie tak jak te pyszne cukierki o smaku zielonego jabłuszka, które pachną pięknie i mają super smaczek- ale już po krótkiej chwili tracą smak. Zostawiają uczucie rozczarowania. Jeśli czegoś bardzo chcesz -> zawsze znajdziesz sposób. Jeśli czegoś bardzo NIE chcesz -> zawsze znajdziesz powód.
No to prawda, może i tak jest, ale ja bym tak bardzo chciała go poznać, łatwo się mówi, zmien, ale ja nie wiem czy dam rade, naprawdę jestem samotna w wielkim mieście zdala od rodziny, a jestem nieśmiała, nie mam szczęścia do ludzi, po prostu od kiedy tam chodzę mam przynajmniej na co czekać... wiem to złudne, ale ehh... taka juz moja chora psychika..
Nastolatkaa jestes..jak to rozumiem ....jak ktos wczesniej napisal..zmien silownie...moze tam znajda sie fajneeeeeeeeeee ciachaaa...
Niezupełnie nastolatką, jestem po 20... wiem, ze to wynika z mojej nieśmiałości, braku otwartości...nie byłam nigdy w poważnym związku, zawsze jakies takie chore akcje, po prostu bardzo mi kogoś brakuje, ale mam dosc juz tego, że to ja muszę szukać, ja muszę się starać, nigdy nikt o mnie tak naprawdę nie zabiegał, nie pokazał , ze mu na mnie zależy... wiem, że jestem żałosna...
Wiesz ...nie warto biegac za facetami...znajdzie sie taki ktory bedzie biegal za Toba..Szczesciu musisz pomoc, wiec szukaj...ale nie na sile..po co chcesz tracic czas, robic sobie nadzieje ze moze kiedys ten koles z silki sie w Tobie zakocha...
Niezupełnie nastolatką, jestem po 20... wiem, ze to wynika z mojej nieśmiałości, braku otwartości...nie byłam nigdy w poważnym związku, zawsze jakies takie chore akcje, po prostu bardzo mi kogoś brakuje, ale mam dosc juz tego, że to ja muszę szukać, ja muszę się starać, nigdy nikt o mnie tak naprawdę nie zabiegał, nie pokazał , ze mu na mnie zależy... wiem, że jestem żałosna...
Nie jestes zalosna. Przeciez masz prawo do fascynacji, zauroczenia i mysle, ze wiek nie gra tu roli. Jesli dobrze rozumiem to brakuje Ci mezczyzny do ,ktorego bedziesz mogla sie przytulic, porozmawiac i ogolnie dzielic zycie, dlatego jestes chetna i otwarta na poznanie kogos fajnego. Niestety tez bardziej podatna na zauroczenia. Z racji tej, ze on ma narzeczona nie powinnas ingierowac w ich zwiazek, czysto moralnie. Mysle, ze dobrze by bylo jakbys zrezygnowala z tego klubu fitness, bo lepiej odpedzec od siebie te mysli, a dopoki bedziesz na niego patrzala to ta platoniczna milosc bedzie brnela dalej do nikad kosztem Twoich uczuc. Na pewno uda Ci sie poznac faceta, ktory bedzie odpowiedni i wolny. Mysle, ze pasuje tu zasada ''latwo przyszlo, latwo poszlo''
Przyznaj wprost,że chcesz poderwać tego faceta i nie obchodzi Cię,że kogoś możesz skrzywdzić.Nie tędy droga.Mam nadzieję,że gdy zaczniesz go podrywać,powie Ci co tak naprawdę o Tobie myśli..Nie mam szacunku do kobiet,które wiedzą,że facet nie jest wolny,a pomimo to zarzucają sidła.Stara prawda:na nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz.
Wiem, że macie racje, ale to jest dla mnie takie trudne, poza tym lubię tą siłownię, te zajęcia, to najlepszy klub w mieście. Poza tym tak naprawdę dzięki niemu schudłam z rozmiaru 40 do 36, zapomniałam dodać, że on mnie inspiruje. Byłam taka nieszczęśliwa z powodu mojej wagi, już nie raz kupowałam karnet zaczynałam dietę i nic, przerywałam, nie udawało się, całe życie borykałam się z nadwagą, cierpiałam... to dzięki temu platonicznemu uczuciu, zafascynowaniu mi się udało! Inna sprawa czy to, że schudłam rozwiązało moje wszelkie problemy tak jak myslałam, ze sie stanie, no ale i tak jestem z tego powodu zadowolona, że nie mam problemów z kupnem ubrań, czuje sie bardziej atrakcyjna ![]()
Przyznaj wprost,że chcesz poderwać tego faceta i nie obchodzi Cię,że kogoś możesz skrzywdzić.Nie tędy droga.Mam nadzieję,że gdy zaczniesz go podrywać,powie Ci co tak naprawdę o Tobie myśli..Nie mam szacunku do kobiet,które wiedzą,że facet nie jest wolny,a pomimo to zarzucają sidła.Stara prawda:na nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz.
Ale ja nie rzucam sideł, ja tam tylko chodzę, ćwiczę, patrzę sobie na niego, czasem się uśmiechnę, nie ingeruje w związek...
Ale czy nie nakrecasz sie za bardzo na cos co nie cma racji bytu?
Dobra nic zlego, zdarzylo sie podoba Ci sie tan facet, ale za chwile nie wystarczy Ci patrzenie na niego. Wiec sa dwa wyjscia albo bedziesz go podrywac albo bedziesz sie ranic. Udalo Ci sie pozbyc kompleksow/pozbyc nadwagii a wpedziesz sie w kolejnego dola...
masz racje, juz sie wpędzam, nie wiem chyba po prostu jedynie poznanie kogos pozwoli mi sie z tego wyleczyc...
podrywac, chyba sie nie odważę, za bardzo boję sie kompromitacji, nie chce żeby wiedział ze mi zależy, bo przecież gdybym ja go interesowała to by mi to pokazał, a skoro nie to nie chce z siebie robic idiotki, ale tak ranie sama siebie...;/
16 2012-06-03 21:53:42 Ostatnio edytowany przez aggy (2012-06-03 21:54:33)
masz racje, juz sie wpędzam, nie wiem chyba po prostu jedynie poznanie kogos pozwoli mi sie z tego wyleczyc...
podrywac, chyba sie nie odważę, za bardzo boję sie kompromitacji, nie chce żeby wiedział ze mi zależy, bo przecież gdybym ja go interesowała to by mi to pokazał, a skoro nie to nie chce z siebie robic idiotki, ale tak ranie sama siebie...;/
wiesz kiedys moj maz mial taka kolezanke w pracy. poznala mnie nawet, wiedziala, ze jestem jego narzeczona. nie przeszkadzalo jej to w ogole. moj maz (wtedy narzeczony) byl mi wierny i mocno zakochany, zaczelo mu to nawet przeszkadzac to jak mu sie narzucala przynosila kawe chodzila kolo niego krecila tylkiem zeby tylko zwrocic na siebie uwage. do innej kolezanki powiedziala, narzeczona to jeszcze nie zona i ze kazdego faceta mozna odbic nawet meza zonie. moj maz mnie zapewnial ze nie zwraca na nia uwagi i w ogole go nie interesuje. ale mnie to meczylo.
w tydzien po slubie poszlam do niego do pracy zeby wspolnie zaprosic kolegow i kolezanki na drinki po pracy z okazji naszego slubu i wzielam ja na bok i powiedzialam jej ze jesli jeszcze raz zobacze ja krecaca sie kolo mojego meza (juz wtedy meza) to poczuje moj polski charakter i zawziecie (nie mieszkamy w PL)
przykro mi sie robi jak czytam twoj post. niby zdajesz sobie sprawe, ze zle robisz a masz dylemat. a mimo to ciagle o nim myslisz. odpusc sobie. przestan miec dylemat
Ja o tym wiem, tylko, że ja nie podejmuje zednych działań, nie narzucam sie nawet z nim nie gadam... Wychodze z założenia ze gdyby cos miało byc to on powinien dać jakis sygnał a takiego nie było i nie bedzie, takze nie mam zamiaru nic rozbijać. Po prostu mam problem z sobą i nie chciałam tutaj usłyszeć potepienia za rozbijanie związku, bo ja tego zwyczajnie nie robie... jedyne co to katuje siebie i nie moge sobie z tym poradzic...
Justyss - jedyne co można Ci doradzić, to właśnie zmiana siłowni na inną. Nie wiem czego oczekiwałaś zakładając temat tutaj? Ze powiemy Ci, żebyś była cierpliwa, bo na pewno zerwie z narzeczoną i zwróci na Ciebie uwagę? Bo jeśli nawet zerwie nią (w co wątpię, skoro się z nią zaręczył), to są jeszcze inne kobiety, na które może zwrócić uwagę, a Ty jesteś jedną z wielu i wcale nie masz gwarancji, że mu się w ogóle podobasz. Zatem moja rada, może banalna - zaciśnij zęby i odpuść sobie go i rozejrzyj się za czymś innym.