Witam:) otóż od jakiegoś miesiąca spotykałam się z chłopakiem którego poznałam 5 lat temu przez internet. Przez te 5 lat utrzymywaliśmy kontakt. od 3 miesięcy pisaliśmy codziennie ze sobą po kilkadziesiąt SMS-ów no i spotkaliśmy się w końcu. pierwsze spotkanie było bardziej takie sprawdzające, pogadaliśmy na żywo itp. było okej;) drugie spotkanie podobnie tylko o wiele dłuższe(dogadywaliśmy się, dużo śmiechu itp) 3 spotkanie to był totalny spontan. poszliśmy na kebaba i przechodząc koło kina stwierdziliśmy ze idziemy na film . a ze było jeszcze trochę czasu do seansu to udaliśmy się do parku. no i tam pierwszy raz mnie pocałował.. poprzytulaliśmy się i uśmiechnięci poszliśmy do kina. W kinie było coś takiego jak bezwarunkowe złapanie za rękę, czy tez buziak
po spotkaniu odprowadził mnie do domu postaliśmy chwile i rozstaliśmy się;) po 5 dniach napisał mi SMSa, ze mam się nie przyzwyczajać. spotkaliśmy się na drugi dzień i znów było jak z bajki . po tygodniu nastało coś czego się nie spodziewałam. po spotkaniu ( nie było już całowania ) powiedział ze nie, ze to nie jest to.. nie odzywałam się 3 dni napisał SMSa , dobranoc , wczoraj popisaliśmy wczoraj i napisał ze coś go do mnie ciągnie, ale sam nie wie i woli dać mi spokój.. co robić? starać się dalej czy olać to po prostu. zależy mi na nim bo w końcu znamy się nie od dziś. i jego jak sam napisał tez do mnie ciągnie. dodam ze chłopak jest po 2 długich związkach i 2x się przejechał. różnica wieku to 2 lata, jestem starsza. tak wiem ze to bardziej elektroniczna znajomość ale nie mieszkamy w jednym mieście, zresztą on pracuje na kopalni i tez nie widujemy się codziennie. co poradzicie dziewczyny? nakręcać dalej siebie i jego czy po prostu olać to? ja jestem bardziej za pierwsza opcja ale wole zapytać, może ktoś miał podobną sytuacje. Pozdrawiam
P.S na spotkaniu 3 i 4 było dużo czułosci jak i w SMS-ach przed snem;)