Witam
Na początku chciałbym wyjaśnić i opisac moje nieudane życie i do czego potrafi doprowadzić kobieta(chciałbym też otworzyć oczy WAM - drogie panie, kobiety, dziewczyny - dla niektórych z Was nie liczy się uczucie , oddanie - tylko jesteście jak modliszki- myślicie tylko o sobie). wiem , że zaraz zakrzyczycie mnie , ze się użalam nad sobą , że powinienem pozbierac się do kupy itp.... ale psychika każdego człowieka jest "INNA" - roztania , zdrady itp po niektórych ludziach "spływają" a niektórzy głęboko to przeżywają i nie potrafią sobie z tym poradzić (raczej w 100% należę do tej drugiej grupy) czyli do ludzi którzy jak się przywiązuja , pokochaja to oddaja sie całkowicie "związkowi" (może to błąd ale taki juz jestem)- to tyle w ramach wstępu a teraz do rzeczy!!!!!
Niestety moje życie pomimo starań nie potoczyło się jak należy . Nie potrafię go ułożyć lub trafiam na niewłaściwe osoby na mojej drodze. Niestety po odejściu kobiety (o niej powiem później) , która niestety kochałem nie potrafię dalej ciągnąć tego wiec postanowiłem skończyć z tym wrednym życiem!!!! Ale zanim to nastąpi chce przestrzec innych (rówieśników a przede wszystkim ludzi młodszych) aby każdą decyzje w życiu dokładnie przemyśleli, nie podejmowali pochopnie, spontanicznie decyzji a każdy swój krok dokładnie przemyśleli.
Nie wiem ile czasu tu zagrzeję i czy kto ktokolwiek to przeczyta ale muszę dać upust temu co mnie gnębi. Może bariera pęknie za dzień, dwa , a może za tydzień....sam nie wiem ale psychikę mam kompletnie rozjechaną (na razie wytrzymałem 4 tygodnie ale już widze że nie mam siły myśleć o tym , żyć z tym , - z każdym dniem jest gorzej!!!)
Może teraz się przedstawię
Mam 52l , mieszkam w małym miasteczku na południu polski. Do tej pory byłem osoba pracujacą na pełnym etacie, oraz prowadziłem od lat 90-tych dodatkowo działalność gospodarczą. Ożeniłem się w 84 r ale niestety - bedąc osobą "zagonioną" (jak wspomniałem etat+biznes) - pracując niejednokrotnie 24/24 (w zakładzie praca zmianowa np.noc a w dzień własny biznes) nie zwróciłem uwagi że życie rodzinne mi się rozpada i tak w 1997 roku żona odeszła (przy wspaniałej pomocy mojego "przyjaciela" - który okazał sie być bardziej jej przyjacielem - wiecie na pewno o co chodzi.
To rozstanie przeżyłem potwornie - nawet doprowadziło mnie do tego że wylądowałem w szpitalu na OIOM-e z zawałem serca a potem popadłem w cholerną depresje - już wtedy miałem dość życia ale jakoś powoli z tego wyszedłem.
Fakt - nikt nie jest doskonały i niestety byłem osoba nerwową , tzw "raptusem" ale za to nigdy nie latałem z koleżkami po knajpach a wręcz przeciwnie - uwielbiałem przebywać w domu (jak nie pracowałem), ceniłem ciepło rodzinne, uwielbiałem cos w domu własnoręcznie zrobić (a znam sie praktycznie na wszystkim począwszy od murarki,kładzenia gipsu, elektryce, gotowaniu, pieczeniu a skończywszy na biegłej obsłudze komputera
Po tych przejściach z byłą żona (ona może miała nadzieje że się nie podniosę)- postanowiłem poznać kogoś (nie cierpię samotności a od rozstania z poprzednią żona skończyłem wszelkiego rodzaju "koleżeńtwa") ..... i to był chyba największy błąd w życiu. Poznałem wówczas bardzo atrakcyjna blondynkę ale niestety o 13 lat młodszą. Byłem wówczas zdesperowany , przybity samotnością (do tego znacznie młodszy)i nie przemyślałem tego kroku.....
Po kilku spotkaniach przeprowadziła sie do mnie a po jakimś czasie ściągnęła swoją córkę - była wdową. Najpierw nic specjalnego do niej nie czułem ale po jakimś czasie po prostu zakochałem się w niej jak dzieciak. Fakt.... nauczyła mnie wiele a przede wszystkim wspaniałego sexu . Po jakimś czasie urodził się nam syn i wówczas zaczęła pokazywać "pazurki" . Dowiedziałem się o jej przeszłości (potrafiła sypiać z facetami zaraz po śmierci męża - którego też zdradzała np.potrafiła rzucić jego- jak jeszcze żył, córkę i wyjechać do przypadkowo poznanego włocha) Problemy się zaczęły jak przestały (trochę dziwne ale fakt..) jak przestały mi wychodzić jak ja poznałem wszelkie interesy - zaczęło brakować gotówki - bo co to przy młodej kobiecie jedna pensja ....... ech dokończę później bo jak sobie to przypominam to wyć mi sie chce i z chęcią aby o tym nie myśleć skończyłbym ze sobą dzisiaj.......
Załatwiłem sobie na razie 4 opakowania relanium..... ciekawe ile trzeba wziaść aby skutecznie odejść? 100-200 tabletek?
jak zaczął się kryzys z finansami wręcz wymuszała na mnie abym wziął jakiś debet, kredyt ....... ja głupi - możecie mi to w twarz powiedzieć - STARY I GŁUPI..... zapetliłem się w kredyty .... i padłem (i pomyśleć że to robiłem dla niej) a jak juz wszedł na moja pensje Mr.Komornik (obecnie kilkadziesiąt tysięcy wierzytelności)-otrzymałem "propozycję nie do odrzucenia" - ona postanowiła i wymusiła na mnie zgodę że będzie się "puszczać" za pieniądze - jak nie to odchodzi bo nie jest stworzona do skromnego życia a że była wówczas atrakcyjna kobietą, klientów podłapała natychmiast (kur....a i ja musiałem jej w tym pomagać) ponieważ była "ciemna" odnośnie komputera i internetu musiałem (żeby jej nie stracić) założyć profile, pocztę itd.
Boże - tylko ja wiem przez co przechodziłem przez te lata ..... jakie upokorzenia, nerwy, załamania.......... ale jej było tego mało!!!!! Zaczęła flirtować z facetami , umawiać się i oczywiście "pieprzyć" - chociaż w domu jej tego nie brakowało - trafiałem na to przez przypadek bo miałem dostęp do jej poczty , nk itd - taki był mój warunek. Co kilka miesięcy pojawiał się inny facet (oczywiście młody i bogaty) w jej życiu. Doszło do tego , że nie pogardziła księdzem z pobliskiej parafii. Jak trafiałem na ślad jakiegoś romansu potrafiłem jakoś ją wyprostować i przestawała romansować na jakiś czas ale to wracało jak zły sen co kilka miesięcy. Od jakiegoś czasu trafiłem na kolejny ślad nowej przygody erotycznej mojej kobiety - oczywiście przysięgała , że zerwie kontakty z tym facetem ale kilka dni temu gdy wróciłem z pracy (po nocnej zmianie) dom był pusty - nie było jej ,syna i ich rzeczy. Wyjechała niby do matki ale ja niestety wiem że prawda jest całkiem inna..... kur..a jak o tym myślę .... sam nie wiem czy to skończyć już , teraz czy jakoś pożyć jeszcze kilka dni - rozjechała mi psychikę całkowicie - może - jakbym do niej nic nie czuł to by było inaczej , może jakbym nie miał długów, był młodszy to może jakoś ułożyłbym jeszcze życie a jaka kobieta zechciałaby się związać z takim człowiekiem?Co z tego że mam dom,ogród,pracę jak nie ma przy mnie jej i syna.:(
Zacząłem pisać nawet bloga też ku przestrodze innym.... ale niestety.... odezwali się do mnie tzw "sekciarze" - czując łatwy kasek do przejęcia .
Powiedzcie mi kochani czy jest jakieś inne wyjście z tej sytuacji? Zaznaczam , że zażywam środki antydepresyjne i niestety kompletnie nie działaja wręcz pogłębiają mój stan, ktoś mi doradził , że najlepszym lekarstwem jest poznanie kogoś ale...... po pierwsze nie potrafię wyjść z domu nawet wyjście na zakupy jest dla mnie "katorgą" a po drugie KTÓRA KOBIETA CHCIAŁABY SIE ZWIĄZAĆ Z CZŁOWIEKIEM "ZRUJNOWANYM"? Chyba żadna!!!!
Pozdrawiam wszystkich