netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Miłość skończyła się z dnia na dzień?

29 odpowiedzi5 802 wyświetleniazałożony przez rilla, 03.03.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Zdaję sobie sprawę, że to, co napiszę, będzie bardzo długie. Po prostu - dużo opowieści, dużo osobistych wynurzeń. Dlatego - nie zmuszam nikogo do czytania:)

W każdym razie... na sam początek: on (nazwijmy go Michał) ze mną zerwał... A teraz retrospekcja:

Poznaliśmy się, jak jeszcze byłam z innym facetem - nazwijmy go Krzysiek;]. Związek z Krzyśkiem opierał się głównie na zafascynowaniu, bardziej był to pewnego rodzaju pociąg fizyczny (choć nigdy nie uprawialiśmy sexu) niż unia dusz, ze tak to nazwę:> właściwie, nie rozmawialiśmy ze sobą wiele, nie mieliśmy ze sobą wielu wspólnych tematów, różniliśmy się od siebie diametralnie. Nigdy nie byłam przy nim do końca wyluzowana, zawsze musiałam perfekcyjnie wyglądać, itd. Wracając do Michała - jak już wspomniałam, poznaliśmy się, jak byłam z Krzyśkiem. Michał był kompletnie inny niż Krzysiek. Może nie tak przystojny, właściwie kompletne zaprzeczenie mojego ideału (jakim z wyglądu niewątpliwie był Krzysiek)... Ale za to z charakteru... optymista, żywiołowy, potrafił mnie rozbawić. Rozumieliśmy się doskonale, bez słów, nadawaliśmy na tych samych falach. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że może coś z tego wyjść, traktowałam go po prostu jak przyjaciela... To dlatego właśnie przy nim byłam sobą. Nie starałam się specjalnie, żeby ładnie wyglądać, mieć zawsze umyte włosy... Nie musiałam się bać, że powiem coś nie tak... (zresztą, Krzysiek często nie rozumiał mojego poczucia humoru, jeśli chodzi o Michała - w tej kwestii też doskonale się dogadywaliśmy)... Minęło trochę czasu. Michał w pewnym momencie mi powiedział, że zaczyna mu na mnie zależeć - a skoro mam faceta, to lepiej będzie, jeśli na chwilę przestaniemy się kontaktować. Nie chciałam się na to zgodzić, nie chciałam tracić przyjaciela. W końcu, nic z tego "braku kontaktowania się" nie wyszło. Tymczasem zaczęłam go odwiedzać w jego domu. Jego mama od razu mnie polubiła, myślała, że jestem jego dziewczyną - i nie dało się jej tego wyperswadować:) W każdym razie - zaczął być między mną a Michałem pociąg fizyczny... Nie uprawiałam z nim sexu, ale całowałam się z nim, przytulałam - itd. Tak, wiem, zdradzałam w ten sposób Krzyśka. Michał coraz bardziej angażował się w związek (?!) ze mną. Ja wciąż nie czułam do niego nic, poza pożądaniem i przyjaźnią (głupio brzmi, ale widać jest jednak możliwe). Po jakiś dwóch miesiącach, wydarzyło się coś w życiu Michała, co kazało mu (jak mi to potem powiedział) dostrzec, że nie warto zwlekać z mówieniem ludziom, co się do nich czuje, bo w każdej chwili może dopaść nas lub ich śmierć... Powiedział mi, że mnie kocha. Nie wiedziałam, jak na to zareagować, z jednej strony się cieszyłam, z drugiej było mi źle, bo wiedziałam, że sprawiam mu ból - nie kocham go, mam faceta...
Mijały dni, Michał mówił mi, jak bardzo mnie kocha. Widziałam, jak cierpi, czasem, kiedy myślał, ze nie patrzę, widziałam łzy w jego oczach...
Po jakimś czasie Krzysiek ze mną zerwał. Byłam zrozpaczona, nie dlatego, że go kochałam, ale dlatego, że uważałam się za tak beznadziejną, że nie potrafię nawet rozkochać i zatrzymać przy sobie faceta... Michał mnie wtedy pocieszał, jak mógł. Pamiętam, że rzucał wszystko, by do mnie przyjść i ze mną pogadać. Kiedyś otworzyłam mu drzwi w dresie, brudna, zapłakana, z przetłuszczonymi włosami, a on popatrzył na mnie z zachwytem i powiedział: "Pięknie wyglądasz!":)
Kiedy emocje trochę ze mnie opadły, Michał poprosił mnie o to, żebyśmy mogli ze sobą być. Nie chciałam się zgodzić,w końcu go nie kochałam... Postanowiłam dać mu jednak szansę.
I faktycznie, nie żałowałam tego... po miesiącu czy dwóch, zakochałam się w nim.
Zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą, dużo ludzi mnie w życiu zraniło. Dlatego trudno mi było mu zaufać. On się o to złościł... Ale w końcu, jak się przemogłam, pokochałam go bezgranicznie. Nigdy nikogo nie kochałam tak, jak jego. On to samo mówił o mnie. Miał przede mną kilka dziewczyn, ale żadnej nie powiedział, że ją kocha.
Mieliśmy wzloty i upadki, jak to w związkach bywa. Ja jestem złośnicą, więc bywały kłótnie. On z kolei jest leniem, więc czasem mu się nie chciało starać o nasz związek - starałam się go zmienić pod tym względem, on się też o to wściekał... Fakt, może za bardzo na niego naciskałam, może było w tym za mało luzu i spontaniczności momentami... Ale ogólnie było dobrze, byliśmy naprawdę szczęśliwi...
Aż do zeszłego tygodnia. Wszystko było wspaniale. Mówił mi, że mnie kocha, wyszliśmy gdzieś ze znajomymi. Długo rozmawialiśmy, planowaliśmy wakacje. Ale dzień później wybuchła awantura właściwie z niczego. Po prostu wiele się rozdmuchało. On się obraził, nie chciał ze mną rozmawiać, ja go znów naciskałam, prosiłam o rozmowę. On raczej w takich przypadkach woli posiedzieć sam i pomyśleć, mnie to irytuje, bo nie lubię czekać np. tydzień, aż on dojdzie do siebie. Dlatego wymogłam na nim rozmowę. I to chyba był błąd. Powiedział mi, bardzo spokojnie zresztą, wręcz z uśmiechem, że to już definitywny koniec. Że chyba mnie nie kocha, widać to nie była ta miłość. Że męczy się ze mną, starał się ratować nasz związek, ale nic nie wyszło. Że nie czuje potrzeby kontaktu ze mną, że go irytuję. Na początku byłam w szoku, nie spodziewałam się tego. Zabrzmiało tak, jakby on nad tym myślał od kilku miesięcy. Jakby niepewny był już dłuższy czas i naprawdę zrobił wszystko, żeby uczucie wróciło. Ale później, po dokładniejszym przeanalizowaniu wszystkiego i wypytaniu go o niektóre szczegóły miałam pewność że: 1. jeszcze 10 dni wcześniej mnie kochał (sam to przyznał) 2. o odświeżaniu naszego związku wspominał jakiś tydzień wcześniej 3. w dzień awantury jego kolega napisał mi (?!), że "Michał mnie naprawdę kocha i żebym się niczym nie martwiła"...
Rozmawiałam z przyjaciółką (naszą wspólną zresztą, która zna go bardzo dobrze) i ona powiedziała mi, że jak Michał zwykle miał zrywać ze swoją dziewczyną, to wszyscy jego znajomi to widzieli. To po prostu widać. Ale jeśli chodzi o mnie - to nic tego nie zapowiadało. Ja sama też nie dostrzegłam zmiany w jego zachowaniu w ciągu ostatnich kilku tygodni czy też miesięcy - a przecież na pewno odbiłoby się to na naszym życiu sexualnym na przykład. Nie mówiłby mi wtedy tak często, że mnie kocha, nie chciałby się ze mną spotykać. Owszem, czasem potrzebował odpoczynku, ale każdy potrzebuje kilku chwil dla siebie, więc tego akurat nie traktuję jako czegoś dziwnego.
W każdym razie, wyszło, jakby zerwał pod wpływem chwili. Sam zresztą użył zwrotu "Nie dałaś mi czasu, żebym pomyślał, ale z tego, co zdążyłem pomyśleć, to na dzień dzisiejszy widzę, że nic z tego nie będzie"... Z drugiej strony, jak powiedziałam - wydawał się doskonale przekonany o tym, ze dobrze postępuje. Jakby nad tym myślał naprawdę długo.
To było 3 dni temu. Od tamtego czasu jest wobec swoich znajomych radosny, na gg też ma opisy, jaki to on jest szczęśliwy (?!)...
Nie rozumiem, czy jego miłość skończyła się w ciągu tygodnia? Tak z dnia na dzień?
Za radą naszej przyjaciółki, chcę dać mu czas, żeby zaczęło mu mnie brakować. Wciąż mam nadzieję, szczerze mówiąc - w końcu, jest tyle nieścisłości w jego zachowaniu... W końcu z kimś, z kim chce się zerwać, nie planuje się przyszłości, co jeszcze całkiem niedawno robiliśmy...
Myślicie, że uda mi się go odzyskać? Że naprawdę, dałam mu za mało czasu do namysłu? Że za mną zatęskni po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością?
Jak coś jest niejasne, piszcie, postaram się wytłumaczyć:)

2

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

ile macie lat ?

3

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Tak, dość standardowe pytanie, ale nie, nie jesteśmy małolatami, którzy biorą każde zauroczenie za wielką dozgonną miłość:) ja mam 20 lat, on 22.

4

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

sądzę że to było tak że on walczył o ciebie walczył, a jak ciebie zdobył to już osiągnął cel i powiedział nara. Nie trać na niego czasu pokaż mu że sobie radzisz bez niego i jest ci całkiem dobrze (tak jak jemu). i nie dawaj mu kolejnej szansy już raz ciebie zawiódł

5

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Może po części tak jest, że potem już przestał się trochę starać... ale z drugiej strony dla niego to też był poważny związek, przede mną nikogo nie pokochał i ze mną był najdłużej... planował ze mną wspólną przyszłość, itd...

6

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Rilla...to wszystko jest jeszcze bardzo świeże...
trudno wysnuwać jakieś wnioski...też mi się wydaję, że tak szybko człowiek się nie odkochuje...moze tylko udawać...
faceci już tak mają, że jak potrzebują trochę czasu dla siebie to powinniśmy to uszanować...
ale mimo wszystko to bardzo dziwnie się zachowuje...

a próbowałaś się z nim jakoś skontaktować? pisałaś, dzwoniłaś od tego czasu?

7

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

hmmm dłuuuuga historia wink wiesz tak szczerze mówiąc i z dystansu patrząc to nie widzę szansy dla Was.. wg mnie on to może być prawda że on już dłuższy czas myślał o tym byście się rozstali.. starał się ale nie udało się.. wydaje mi się, że on zakochał się w Tobie już dawno, gdy byłaś z innym, a Ty wtedy do niego nic nie czułaś.. a gdy Ty zauważyłaś jaki jest wspaniały to jego uczucia były już słabsze.. po prostu może nie była to miłość, może zauroczenie.. i nie minęło z dnia na dzień, ale był to powolny proces.. wiesz, trudno odejść od kogoś bliskiego tak po prostu, czasem lepiej gdy się zdarzy coś złego, albo bolesnego bo można sobie jakoś to wyjaśnić, uzasadnić a w Twoim przypadku.. nie da rady, Michał przestał czuć do Ciebie to co czuł na początku.. i to się zdarza, boli Cię to na pewno ale wydaje mi się że to jego wybór, jeśli był szczery i mówiąc że nic do Ciebie nie czuje mówił prawdę to nie pchaj się w to, daj mu odejść.. nic na siłę, nie zmusisz nikogo do miłości..

i nie myśl że to krytyka ale moja opinia nie mająca na celu Cię urazić albo zranić..

8

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Nie pisałam, nie dzwoniłam, nie zamierzam na razie pierwsza się odzywać...

noelle87, nie sądzisz, że to by się jakoś odbiło na naszym życiu? choćby na seksie? nie wiem, ale jak coś jest nie tak, to niekoniecznie trzeba mówić o tym, żeby było widać, że jest źle... czuć wtedy niechęć tej drugiej osoby, niechęć do kontaktu, rozmowy... psuje się po prostu coś... oraz, nie odbija się to tylko na nas, ale np. na otoczeniu - a otoczenie nie zauważyło, żeby jakoś specjalnie mówił o mnie źle, rozglądał się za inną, czy coś...

9 Ostatnio edytowany przez sueno6 (2009-03-03 18:26:03)

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Masz rację rilla...to się czuje...
Chyba nie pozostaje Ci nic innego jak czekać jak się sprawy potoczą...
najlepiej gdyby Wasza wspólna przyjaciółka z nim pogadała...bo może rzeczywiście nie ma na co czekać...

10

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

wydaje mi się że nie zawsze to widać... i można udawać doskonale, że wszystko jest ok. poza tym on Ci powiedział ŻE SIĘ STARAŁ RATOWAĆ WASZ ZWIĄZEK a gdy się ratuje związek to człowiek stara się, nie odsunie się od tak i już, bo wtedy od razu chciałby się rozstać.. a on walczył, ze sobą, chciał próbować, być blisko, seks też łączy, w końcu to moment gdy jest się najbliżej siebie! wg mnie on chciał i próbował ale po prostu nie wytrzymał i odszedł, miłość potrafi wygasnąć.. niestety..

11

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

sueno6 witaj smile tym razem się nie zgodzę, znam osobiście parę ludzi, byli ze sobą ponad 10 lat... i ona była tak zaślepiona miłością że nie zauważyła jak on się od niej oddala, nie zauważyła momentu gdy od niej odszedł.. z jej serca. zranił ją, to fakt bo przez ten cały czas, spotykali się, byli blisko, więc dla niej było nadal tak samo. a on też myślał że to minie, że to kryzys, jednak w końcu nie wytrzymał i odszedł. a ona została sama, potem "płaszcząc" się przed nim, prosząc by wrócił, angażowania w to jego i swoją rodzinę.. była w szoku że odszedł, nie spodziewała się, a jednak.. i nie są razem. on nawet chciał dać im szansę ale po spotkaniu z nią mówił że nic do niej nie czuje, nie chce z nią być.. mogą być znajomymi ale nie będzie już jak dawniej.

12

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

rilla nie życzę Ci by z Tobą było tak samo, ale w mojej opinii nie zmusisz nikogo do miłości..

13

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

tak, ale co z tym, że jeszcze te 10 dni wcześniej mówił, że mnie kocha? i sam przyznał w rozmowie (podczas "zrywania"), że wtedy mnie jeszcze kochał?

14

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

rilla ale powiedz tak szczerze, bardziej boli Cię że zostawił się tak nagle, czy Ci powiedział że Cię nie kocha? nie oceniam ani Ciebie ani jego.. każde rozstanie boli.. i współczuję Ci, ale ja na Twoim miejscu dała mu wolną rękę. trzeba być honorową, nie chce być z Tobą, to nie, kochał a już nie kocha.. trudno.. nie zmusisz go do niczego, nie da się tego tak ot sobie załatwić.. ja bym dała mu spokój, może to za mało czasu...

15

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

najbardziej zabolało mnie to, że mówił mi, że jestem jego jedyną miłością i ja mu uwierzyłam. brałam tę miłość bardzo poważnie, zresztą ja nie zakochuję się w pierwszym lepszym - jestem osobą, która kocha raz i tyle.
i tu nie chodzi nawet o to, że ja mam nadzieję na to, że do mnie wróci.
chodzi mi o to, że stało się to wszystko tak nagle, że nie mogę w to uwierzyć. tak jak mówię - jeszcze kilka dni wcześniej mówił, że mnie kocha, i wiem, że to było szczere!

16

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

wierzysz w to że to było szczere ale czy było, tego się nie dowiesz, bo tylko Michał wie jak jest... 

nie rozumiem tylko jednego, skoro zakochujesz się "raz i tyle" to co było z Krzyśkiem? fascynacja tak, może z Michałem tez tak było tylko w jego odczuciu.. kochasz go ale nie pomoże Ci to sprawić by wrócił. zdecydował tak a nie inaczej, widać miał swoje powody, nie obwiniaj siebie, nie wiń go.. żyj dalej. wszystko się jakoś ułoży, czy z nim czy bez niego.

17

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Ja myślę tak, że przy podejmowaniu przez niego decyzji o rozstaniu dużą rolę odegrały silne emocje, które z czasem ochłoną i wtedy może uda Ci się dowiedzieć jaki był prawdziwy powód jego wycofania się.
Cierpliwości Rilla.

18

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

noelle87, z Krzyśkiem było zauroczenie i cały czas miałam tego świadomość. Michał sam mi powiedział nawet przy zrywaniu ze mną, że "nigdy nikogo nie kochał jak mnie" - i tu mu wierzę, dotychczas żadnej nie powiedział nic o miłości...
Nola, na razie daję mu czas, nie piszę do niego ani nic...

19

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

skąd możesz wiedzieć że żadnej tego nie powiedział, wierzysz mu ale na co Ci to teraz? skoro powiedział Ci że nie ma siły z Tobą dłużej być, i to jest możliwe że kocha Cię, ale nie chce z Tobą już być, nie chce już z Tobą dzielić życia.. powinnaś to uszanować. Pomyśl sobie co by było gdybyś była na jego miejscu, mówiąc chłopakowi że nie chcesz z nim być a on nie chce Ci uwierzyć i twierdzi że go kochasz i jak to możliwe że odszedł. ja uważam że mial do tego prawo i wg mnie powinnaś dać mu wolną rękę, sama napisałaś że uważasz że jest teraz szczęśliwy, jeśli go kochasz to nie powinnaś tego psuć i słusznie się do niego nie odzywasz..

20

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Dziwne.
Ja na Twoim miejscu bym sie nie odzywala, poczekalabym co czas pokaze.
Nie rozumiem, jak mozna kochac, a za chwile przestac hmm
Musisz czekac, ale nie pokazywac po sobie jak go spotkasz, ze Cie to boli i za zadne Skarby swiata nie miej opisow na gg w stylu "jaka to ja jestem nieszczesliwa"
smile

21

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

to jasne, nie mam żadnych opisów, albo jestem niewidoczna:) chcę mu dać więcej czasu, żeby ochłonął troszkę:)

22

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Racja zgadzam sie z kasiula poczekaj bo przeciez milosc nie mija jak katar,dajcie sobie troche czasu a zateskni .A ta jego wesolosc to moze byc poza .Poczekaj i nie pokazuj ze ci zalezy .niejednego obojetnosc partnerki skruszyla .Facetom sie wydaje ze sa pepkiem swiata tym bardziej jak partnerce na nich zalezy .nie daj mu tej satysfakcji

23

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Być może w chwili waszej rozmowy, był jeszcze zły, potrzebował czasu i może być tak, że w ten sposób chce Tobą potrząsnąć, bo skoro nie skutkowały rozmowy, a ciągle coś było nie tak miedzy wami, to nie widział już innego wyjścia. Ja też myślę, że teraz najlepiej zaczekać, aż emocje opadną, żeby poczuł jakie jest życie bez Ciebie. To on Tobie powiedział koniec i TY nie zrobisz nic, nie będziesz go prosić by wrócił, bo to bez sensu. Nawet jakby wrócił (bo wyprosiłaś na nim), to będzie dumny i pewny siebie, Jeśli Cię naprawdę kocha wróci...a jeśli nie, to po co Ci związek bez miłości? na siłę...

24

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?
Samanta napisał/a:

Być może w chwili waszej rozmowy, był jeszcze zły, potrzebował czasu i może być tak, że w ten sposób chce Tobą potrząsnąć, bo skoro nie skutkowały rozmowy, a ciągle coś było nie tak miedzy wami, to nie widział już innego wyjścia. Ja też myślę, że teraz najlepiej zaczekać, aż emocje opadną, żeby poczuł jakie jest życie bez Ciebie. To on Tobie powiedział koniec i TY nie zrobisz nic, nie będziesz go prosić by wrócił, bo to bez sensu. Nawet jakby wrócił (bo wyprosiłaś na nim), to będzie dumny i pewny siebie, Jeśli Cię naprawdę kocha wróci...a jeśli nie, to po co Ci związek bez miłości? na siłę...

Zgadzam sie calkowicie smile
Bardzo trafnie to napisalas i madrze smile
Pozdrawiam smile

25

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Dziękuję Wam za rady i  w ogóle... cóż, teraz czekam... to jest straszne uczucie, z jednej strony mam nadzieję, ze przemawiało przez niego może znudzenie, może złość... i że zatęskni za mną, zechce spróbować jeszcze raz.... a z drugiej strony - boję się, wręcz panikuję, że on mnie naprawdę już nie kocha, że faktycznie tego nie dostrzegałam (choć przecież go znam, a on tak naprawdę udawać nie potrafi, a nawet mu się nie chce - sam mówił: jak nie mam na coś ochoty, to tego nie robię; pamiętam, jak się go czasem pytałam: "masz ochotę się ze mną zobaczyć? jak nie, to spoko..." a on odpowiadał: "jakbym nie miał ochoty się z tobą widzieć, to bym ci to powiedział"... całkiem niedawno rozmawialiśmy o szczerości w związku, powiedział że nigdy mnie nie okłamał w sprawach dotyczących nas...)

26

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?

czemu nie chcesz przyjąć do wiadomości że on odszedł? powiedział Ci wiele słów które Cię zraniły.. gdy się nie kocha kogoś nie da się dalej ciągnąć związku... czasem nawet gdy jest miłość to jest także coś co nie pozwala dłużej ze sobą być! może rzeczywiście zmęczył go Wasz związek, może nieświadomie robiłaś coś czego on nie znosi.. skoro już zrozumiałaś że to koniec po co dajesz sobie samej nadzieje że on mówił to i tamto.. mówił o szczerości i co?? i Cię zostawił! wniosek jest taki że nie mówił prawdy.. zapomnij o tym, może mu się odwidzi a jak nie to znajdź sobie innego faceta- w końcu na nieszczęśliwą miłość najlepszym lekarstwem jest nowa miłość smile

27

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?
rilla napisał/a:

Tak, dość standardowe pytanie, ale nie, nie jesteśmy małolatami, którzy biorą każde zauroczenie za wielką dozgonną miłość:) ja mam 20 lat, on 22.

Jesteście małolatami. Bawicie się sobą nawzajem. Miłość nie zaczyna się i nie kończy się z dnia na dzień. Na jedno i na drugie pracujemy. I może zbyt pochopnie używamy słowa miłość na opisanie przeżywanych emocji.

28

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?
noelle87 napisał/a:

czemu nie chcesz przyjąć do wiadomości że on odszedł? powiedział Ci wiele słów które Cię zraniły.. gdy się nie kocha kogoś nie da się dalej ciągnąć związku... czasem nawet gdy jest miłość to jest także coś co nie pozwala dłużej ze sobą być! może rzeczywiście zmęczył go Wasz związek, może nieświadomie robiłaś coś czego on nie znosi.. skoro już zrozumiałaś że to koniec po co dajesz sobie samej nadzieje że on mówił to i tamto.. mówił o szczerości i co?? i Cię zostawił! wniosek jest taki że nie mówił prawdy.. zapomnij o tym, może mu się odwidzi a jak nie to znajdź sobie innego faceta- w końcu na nieszczęśliwą miłość najlepszym lekarstwem jest nowa miłość smile

Nie da się tak odrazu przyjąć do wiadomoscim,że ktoś odszedł.....W każdym tego słowa znaczeniu....Zawsze jest ten moment wyparcia....I poprostu trzeba go przeżyć....Łatwo powiedzieć "znajdź sobie innego faceta"ale to nie jest takie proste.....Trzeba sobie dać czas....nie ma sensu wchodzić w nowy związek ze starym bagażem.....

29

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?
beatkam63 napisał/a:
rilla napisał/a:

Tak, dość standardowe pytanie, ale nie, nie jesteśmy małolatami, którzy biorą każde zauroczenie za wielką dozgonną miłość:) ja mam 20 lat, on 22.

Jesteście małolatami. Bawicie się sobą nawzajem. Miłość nie zaczyna się i nie kończy się z dnia na dzień. Na jedno i na drugie pracujemy. I może zbyt pochopnie używamy słowa miłość na opisanie przeżywanych emocji.

Nie, nie jesteśmy, i nie mówię w tym momencie o wieku. Można miec 15 lat i kochac dojrzale, a mozna miec 80 i wciąz postępowac jak właśnie małolat.
Ja się nim nie bawię. Wspomniałam już, że jestem osobą, która ma problemy z zaufaniem komuś. Jak już raz zaufałam i pokochałam, to już tak prawdziwie. Tak, wiem - jak nie ten, to następny, co? Niestety, ja nie mam takiego podejścia. Po prostu go KOCHAM - a miłośc jest z reguły jedna, człowiek nie zakochuje się co miesiąc...I nie mówcie mi, że nie rozróżniam miłości od zakochania - bo rozróżniam. Miałam wystarczająco dużo czasu w życiu (z pewnych powodów byłam zmuszona, żeby wcześniej wejśc w dorosłośc), że nauczyc się, czym jest prawdziwa miłośc...
I nie potrafię przyjąc do wiadomości tego, że on mnie zostawił, fakt... Pomyśl, noelle, co byś zrobiła na moim miejscu? Nie wierzę, że kochając kogoś całym sercem, stwierdziłabyś na luzie "Eee, w sumie co tam, zaraz trafi się inny"...
Prawda jest taka, że mam nadzieję, że w nim tli się jeszcze choc trochę miłości do mnie... a jeśli nie, to mam nadzieję, że uda mi się rozkochac go w sobie raz jeszcze... może nie teraz, od razu, ale za jakiś czas. Był dla mnie wszystkim, najlepszym przyjacielem i wielką miłością.

30 Ostatnio edytowany przez Rytta (2016-01-22 20:19:40)

Odp: Miłość skończyła się z dnia na dzień?
rilla napisał/a:

Zdaję sobie sprawę, że to, co napiszę, będzie bardzo długie. Po prostu - dużo opowieści, dużo osobistych wynurzeń. Dlatego - nie zmuszam nikogo do czytania:)

W każdym razie... na sam początek: on (nazwijmy go Michał) ze mną zerwał... A teraz retrospekcja:

Poznaliśmy się, jak jeszcze byłam z innym facetem - nazwijmy go Krzysiek;]. Związek z Krzyśkiem opierał się głównie na zafascynowaniu, bardziej był to pewnego rodzaju pociąg fizyczny (choć nigdy nie uprawialiśmy sexu) niż unia dusz, ze tak to nazwę:> właściwie, nie rozmawialiśmy ze sobą wiele, nie mieliśmy ze sobą wielu wspólnych tematów, różniliśmy się od siebie diametralnie. Nigdy nie byłam przy nim do końca wyluzowana, zawsze musiałam perfekcyjnie wyglądać, itd. Wracając do Michała - jak już wspomniałam, poznaliśmy się, jak byłam z Krzyśkiem. Michał był kompletnie inny niż Krzysiek. Może nie tak przystojny, właściwie kompletne zaprzeczenie mojego ideału (jakim z wyglądu niewątpliwie był Krzysiek)... Ale za to z charakteru... optymista, żywiołowy, potrafił mnie rozbawić. Rozumieliśmy się doskonale, bez słów, nadawaliśmy na tych samych falach. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że może coś z tego wyjść, traktowałam go po prostu jak przyjaciela... To dlatego właśnie przy nim byłam sobą. Nie starałam się specjalnie, żeby ładnie wyglądać, mieć zawsze umyte włosy... Nie musiałam się bać, że powiem coś nie tak... (zresztą, Krzysiek często nie rozumiał mojego poczucia humoru, jeśli chodzi o Michała - w tej kwestii też doskonale się dogadywaliśmy)... Minęło trochę czasu. Michał w pewnym momencie mi powiedział, że zaczyna mu na mnie zależeć - a skoro mam faceta, to lepiej będzie, jeśli na chwilę przestaniemy się kontaktować. Nie chciałam się na to zgodzić, nie chciałam tracić przyjaciela. W końcu, nic z tego "braku kontaktowania się" nie wyszło. Tymczasem zaczęłam go odwiedzać w jego domu. Jego mama od razu mnie polubiła, myślała, że jestem jego dziewczyną - i nie dało się jej tego wyperswadować:) W każdym razie - zaczął być między mną a Michałem pociąg fizyczny... Nie uprawiałam z nim sexu, ale całowałam się z nim, przytulałam - itd. Tak, wiem, zdradzałam w ten sposób Krzyśka. Michał coraz bardziej angażował się w związek (?!) ze mną. Ja wciąż nie czułam do niego nic, poza pożądaniem i przyjaźnią (głupio brzmi, ale widać jest jednak możliwe). Po jakiś dwóch miesiącach, wydarzyło się coś w życiu Michała, co kazało mu (jak mi to potem powiedział) dostrzec, że nie warto zwlekać z mówieniem ludziom, co się do nich czuje, bo w każdej chwili może dopaść nas lub ich śmierć... Powiedział mi, że mnie kocha. Nie wiedziałam, jak na to zareagować, z jednej strony się cieszyłam, z drugiej było mi źle, bo wiedziałam, że sprawiam mu ból - nie kocham go, mam faceta...
Mijały dni, Michał mówił mi, jak bardzo mnie kocha. Widziałam, jak cierpi, czasem, kiedy myślał, ze nie patrzę, widziałam łzy w jego oczach...
Po jakimś czasie Krzysiek ze mną zerwał. Byłam zrozpaczona, nie dlatego, że go kochałam, ale dlatego, że uważałam się za tak beznadziejną, że nie potrafię nawet rozkochać i zatrzymać przy sobie faceta... Michał mnie wtedy pocieszał, jak mógł. Pamiętam, że rzucał wszystko, by do mnie przyjść i ze mną pogadać. Kiedyś otworzyłam mu drzwi w dresie, brudna, zapłakana, z przetłuszczonymi włosami, a on popatrzył na mnie z zachwytem i powiedział: "Pięknie wyglądasz!":)
Kiedy emocje trochę ze mnie opadły, Michał poprosił mnie o to, żebyśmy mogli ze sobą być. Nie chciałam się zgodzić,w końcu go nie kochałam... Postanowiłam dać mu jednak szansę.
I faktycznie, nie żałowałam tego... po miesiącu czy dwóch, zakochałam się w nim.
Zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą, dużo ludzi mnie w życiu zraniło. Dlatego trudno mi było mu zaufać. On się o to złościł... Ale w końcu, jak się przemogłam, pokochałam go bezgranicznie. Nigdy nikogo nie kochałam tak, jak jego. On to samo mówił o mnie. Miał przede mną kilka dziewczyn, ale żadnej nie powiedział, że ją kocha.
Mieliśmy wzloty i upadki, jak to w związkach bywa. Ja jestem złośnicą, więc bywały kłótnie. On z kolei jest leniem, więc czasem mu się nie chciało starać o nasz związek - starałam się go zmienić pod tym względem, on się też o to wściekał... Fakt, może za bardzo na niego naciskałam, może było w tym za mało luzu i spontaniczności momentami... Ale ogólnie było dobrze, byliśmy naprawdę szczęśliwi...
Aż do zeszłego tygodnia. Wszystko było wspaniale. Mówił mi, że mnie kocha, wyszliśmy gdzieś ze znajomymi. Długo rozmawialiśmy, planowaliśmy wakacje. Ale dzień później wybuchła awantura właściwie z niczego. Po prostu wiele się rozdmuchało. On się obraził, nie chciał ze mną rozmawiać, ja go znów naciskałam, prosiłam o rozmowę. On raczej w takich przypadkach woli posiedzieć sam i pomyśleć, mnie to irytuje, bo nie lubię czekać np. tydzień, aż on dojdzie do siebie. Dlatego wymogłam na nim rozmowę. I to chyba był błąd. Powiedział mi, bardzo spokojnie zresztą, wręcz z uśmiechem, że to już definitywny koniec. Że chyba mnie nie kocha, widać to nie była ta miłość. Że męczy się ze mną, starał się ratować nasz związek, ale nic nie wyszło. Że nie czuje potrzeby kontaktu ze mną, że go irytuję. Na początku byłam w szoku, nie spodziewałam się tego. Zabrzmiało tak, jakby on nad tym myślał od kilku miesięcy. Jakby niepewny był już dłuższy czas i naprawdę zrobił wszystko, żeby uczucie wróciło. Ale później, po dokładniejszym przeanalizowaniu wszystkiego i wypytaniu go o niektóre szczegóły miałam pewność że: 1. jeszcze 10 dni wcześniej mnie kochał (sam to przyznał) 2. o odświeżaniu naszego związku wspominał jakiś tydzień wcześniej 3. w dzień awantury jego kolega napisał mi (?!), że "Michał mnie naprawdę kocha i żebym się niczym nie martwiła"...
Rozmawiałam z przyjaciółką (naszą wspólną zresztą, która zna go bardzo dobrze) i ona powiedziała mi, że jak Michał zwykle miał zrywać ze swoją dziewczyną, to wszyscy jego znajomi to widzieli. To po prostu widać. Ale jeśli chodzi o mnie - to nic tego nie zapowiadało. Ja sama też nie dostrzegłam zmiany w jego zachowaniu w ciągu ostatnich kilku tygodni czy też miesięcy - a przecież na pewno odbiłoby się to na naszym życiu sexualnym na przykład. Nie mówiłby mi wtedy tak często, że mnie kocha, nie chciałby się ze mną spotykać. Owszem, czasem potrzebował odpoczynku, ale każdy potrzebuje kilku chwil dla siebie, więc tego akurat nie traktuję jako czegoś dziwnego.
W każdym razie, wyszło, jakby zerwał pod wpływem chwili. Sam zresztą użył zwrotu "Nie dałaś mi czasu, żebym pomyślał, ale z tego, co zdążyłem pomyśleć, to na dzień dzisiejszy widzę, że nic z tego nie będzie"... Z drugiej strony, jak powiedziałam - wydawał się doskonale przekonany o tym, ze dobrze postępuje. Jakby nad tym myślał naprawdę długo.
To było 3 dni temu. Od tamtego czasu jest wobec swoich znajomych radosny, na gg też ma opisy, jaki to on jest szczęśliwy (?!)...
Nie rozumiem, czy jego miłość skończyła się w ciągu tygodnia? Tak z dnia na dzień?
Za radą naszej przyjaciółki, chcę dać mu czas, żeby zaczęło mu mnie brakować. Wciąż mam nadzieję, szczerze mówiąc - w końcu, jest tyle nieścisłości w jego zachowaniu... W końcu z kimś, z kim chce się zerwać, nie planuje się przyszłości, co jeszcze całkiem niedawno robiliśmy...
Myślicie, że uda mi się go odzyskać? Że naprawdę, dałam mu za mało czasu do namysłu? Że za mną zatęskni po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością?
Jak coś jest niejasne, piszcie, postaram się wytłumaczyć:)


Rilla! Jak się skończyła ta opowieść?? wink Jestem w podobnej sytuacji! Z góry dzięki za odpowiedź wink

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość skończyła się z dnia na dzień?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026