Witajcie Panie,,
Coż pisać.... po nicku się orientujecie że nie jestem kobietą. Nie mam z kim porozmawiać, gdzie się udać, nie wiem co czynić a problem mega poważny.
Jestem/byłem w dość udanym związku przez 6 lat, wiadomo - czasami kłótnie ale szybko gaszone. Jakiś czas temu wykryłem u partnerki zdradę, która po zebraniu dowodu być może by rozkwitła na dobre. Ona ze mną, On po 40 z żoną i dobrą pozycją zawodową.
Co zrobiłem? - w dniu prawdy - piekło w mieszkaniu, obiecałem jej że piekło dla niej się właśnie zaczęło i że zapragnie pójść do piekła. Resztę przemilczę. Tłumaczyła się, tym że brakowało jej tego co było między nami na początku a problemy z wzięciem kredytu mieszkaniowego, i zbliżającym się ślubem przyczyniły się do sytuacji. Do tego z mojej strony ciągłe stresy w pracy. Tak drogie Panie, za 2 miesiące miał być ślub/przygotowania są na max.
Na drugi dzień wziąłem wolne w pracy, nie dałem rady. Dzień spędziłem w domu. Ona też skończyła bardzo szybko swoją pracę. Zaczęliśmy rozmawiać. Prosiła, błagała, płakała, o wybaczenie, powtarzając w kółko że to wszystko się skupiło i nie dała rady.
Ja nie wiem co mam zrobić. Nie umiem jej zaufać, jest na ciągłym podglądzie, szpieguję ją jak tylko mogę. Ale po co? Co mi to da?
Kochałem ją bardzo do pamiętnego dnia. Teraz nie wiem.... ślub się zbliża, kocham ją wciąż ale negatywne emocje są wszendobylne. Nie umiem sobie poradzić. Nie jem. Za to dużo palę, Nawet sobie zdążyłem żyły podciąć, tylko nie udolnie - bo nożem kuchennym - i to tępym. Reka pocharatana a ja dalej żyje. .... Jestem jedynakiem wychowywanym tylko przez matkę, w życiu dawałem sobie radę sam, swoje problemy rozwiązywałem w sobie. Ale teraz... czuje jak bym po raz kolejny dostał szmatą w twarz. Rana jest świeża a czasu nie wiele. .... Sam nie wiem w co wierzyć. Czy w ogóle wierzyć drugiej stronie? ...
Mój każdy dzień to ból i cierpienie, a najgorzej jest w pracy, kiedy przychodzi godzina w której cała sytuacja miała miejsce. Skąd wiem? - pamiętnik. Namacalny dowód.
Nie umiem sobie poradzic z tym. Sam nie wiem co dalej...