Witam, nie wiem czy Wy też zauważyliście, że ludzie tak naprawdę nie chcą słyszeć co u nas słychać. Kiedy zaczynamy opowiadać co nam jest, albo tym bardziej, że u nas coś nie tak, z samopoczuciem, czy zwyczajnie w życiu. W zamian po czasie możemy się dowiedzieć, że jesteśmy marudni i ciągle niezadowoleni z życia.
Rozumiem, że pozytywne myślenie i nastawienie jest ważne, ale czy prawdziwie możemy już tylko porozmawiać z psychiatrą czy psychologiem?
Podobne tematy
2 2012-04-25 07:56:46 Ostatnio edytowany przez november (2012-04-25 07:57:37)
Witam, nie wiem czy Wy też zauważyliście, że ludzie tak naprawdę nie chcą słyszeć co u nas słychać. Kiedy zaczynamy opowiadać co nam jest, albo tym bardziej, że u nas coś nie tak, z samopoczuciem, czy zwyczajnie w życiu. W zamian po czasie możemy się dowiedzieć, że jesteśmy marudni i ciągle nie zadowoleni z życia.
Rozumiem, że pozytywne myślenie i nastawienie jest ważne, ale czy prawdziwie możemy już tylko porozmawiać z psychiatrą czy psychologiem?
Na pewno masz rację z tym, że z bliskimi ludźmi powinno się móc rozmawiać o wszystkim. Moim zdaniem - odnosząc się do tego, co piszesz - to zaistniała tu jedna z dwu sytuacji (lub obydwie): 1) albo Twoi znajomi mają mało empatii i w gruncie rzeczy dbają o czubek własnego nosa 2) albo faktycznie dużo uwagi poświęcasz na opowiadanie o przykrych rzeczach, które Cię spotykają. Wiadomo, że trudno jest ukrywać nieprzyjemne rzeczy a bliskim też nie jest łatwo tego słuchać, ale zbyt częste mówienie o tych przykrych sprawach nie jest korzystne dla nikogo - szczególnie dla kogoś, kto o tym opowiada.
Jak jest u Ciebie?
Jak jest u Ciebie?
U mnie jest tak,że muszę mocno zaufać by tak szczerze powiedzieć co u mnie, jak się czuję, co mi dolega.Zazwyczaj ograniczam się do zwykłego "u mnie ok?" i dopytuję co tam u mojego rozmówcy. W środowisku znajomych uchodzę za osobę optymistyczną, otwartą i może nawet troszkę szaloną-nie za marudę- jestem osobą na którą można liczyć i która zawsze posłuży wsparciem i dobrym słowem. Nigdy nikomu nie mówiłam o moich niepowodzeniach, o złym samopoczuciu, a kiedy już się otworzyłam spotkałam się z opinią "że marudzę", jest mi przykro, bo mam wrażenie, że wszyscy mogą liczyć na mnie, a ja mogę liczyć tylko na mojego partnera i nikogo poza nim.
Nie mam chyba takiego problemu bo ja nie mówię "ludziom" co u mnie słychać:).A mam takich znajomych,którzy marzą o tym,żeby ode mnie jakąś sensacyjkę usłyszeć bo chyba ich życie jest nudne.Więc myślę,że oni to by chcieli usłyszeć co u mnie.
Ja mówię co u mnie szczerze i więcej niż jedno,zdawkowe zdanie osobom zaufanym i tym,którzy także tym samym mi się odwdzięczają.
Wydaje mi się,że trzeba wiedzieć,żeby mówić tylko tym,którzy chcą słuchać i nie będą się doszukiwać w tym co mówimy niezdrowych sensacyjek.
więc właśnie! ludzie nie spodziewają się po twoim życiu i osobie negatywów:)
Nie mam chyba takiego problemu bo ja nie mówię "ludziom" co u mnie słychać:).A mam takich znajomych,którzy marzą o tym,żeby ode mnie jakąś sensacyjkę usłyszeć bo chyba ich życie jest nudne.Więc myślę,że oni to by chcieli usłyszeć co u mnie.
Ja mówię co u mnie szczerze i więcej niż jedno,zdawkowe zdanie osobom zaufanym i tym,którzy także tym samym mi się odwdzięczają.
Wydaje mi się,że trzeba wiedzieć,żeby mówić tylko tym,którzy chcą słuchać i nie będą się doszukiwać w tym co mówimy niezdrowych sensacyjek.
Całkowicie się z tym zgadzam
I mam tak samo - nie potrafię szybko otworzyć się przed znajomymi czy nawet dobrymi kolegami/koleżankami, zajmuje mi to wiele więcej czasu niż innym - ale przejechałam się parę razy na zbyt szybkim otwieraniu się przed rzekomo super koleżankami i nie chcę popełniać tego błędu po raz któryś.
Tylko czasami zastanawiam się, czy to jest w porządku i czy wszystko jest ze mną ok pod tym względem - no bo np. koleżanki z grupy już się mocno zbliżyły do siebie pod względem właśnie zwierzania się czy też opowiadania o problemach, a ja tak nie umiem - więc mimo tego, że niby wszystko jest ok i fajnie, i czego więcej chcieć ,tak naprawdę mam wrażenie, że jestem przez to trochę z boku. Ale co ja poradzę na to, że tak naprawdę otworzyć się potrafię tylko przed przyjaciółmi, za to prawdziwymi. Niewiele ich jest, ale wolę mieć 3 zaufanych przyjaciół, na których mogę liczyć w każdej sytuacji, niż masę "przyjaciółek", które sa ze mną tylko w dobrych chwilach..
wolę mieć 3 zaufanych przyjaciół, na których mogę liczyć w każdej sytuacji, niż masę "przyjaciółek", które sa ze mną tylko w dobrych chwilach.. no chyba o to chodzi w życiu:)
Ci "pokątni" znajomi czesto chcą słuchać tylko tego co nam się w zyciu nie udaje, żeby się podbudować.
Witam, nie wiem czy Wy też zauważyliście, że ludzie tak naprawdę nie chcą słyszeć co u nas słychać. Kiedy zaczynamy opowiadać co nam jest, albo tym bardziej, że u nas coś nie tak, z samopoczuciem, czy zwyczajnie w życiu. W zamian po czasie możemy się dowiedzieć, że jesteśmy marudni i ciągle nie zadowoleni z życia.
to zależy dokąd sięga to wynurzanie się na temat swojego życia...jesli to tylko zdawkowe "hej co tam słychać" to przecież nikt nam nie każe robić streszczenia z ostatnich kilku lat ![]()
Poza tym spotykam się najczęściej z tym...że owszem ludzie lubią ale opowiadać o sobie ,wpadają w jakiś dziwny trans snucia planów i chwalą się tym nadmiernie
zupełnie nie dając dojść do głosu.
Rozumiem, że pozytywne myślenie i nastawienie jest ważne, ale czy prawdziwie możemy już tylko porozmawiać z psychiatrą czy psychologiem?
Z tym pozytywnym nastawieniem uważam, iż to lekka przesada...z tego co zaobserwowałam, co niektórzy z tak głęboką naiwnością wyrażają swe pragnienia jakby co najmniej od tych ich pobożnych życzeń ,wszystko miało się odmienić w ich życiu na super lepsze, ot tak jak za przysłowiowym dotknięciem czarodziejskiej różdżki ![]()
Sądzę ,że co nie którym to pozytywne myślenie dostarczyło sporej dawki rozczarowań a co za tym idzie przyprawiło dodatkowo o depresję.
Racjonalne logiczne myślenie uważam za pozytywniejsze jak wmawianie sobie na siłę ...jaka/i to ja zaje....bista/y nie jestem
Znam takich co trwają w tych przeświadczeniach do dzisiaj....tyle że poza tym, nic w ich życiu się nie zmienia
wolę skrycie pomarzyć jak żyć złudzeniami.
a ja sądzę, że ludzie wolą słuchać o cudzych porażkach niż sukcesach, bo można dywagować, dawać rady, poczuć się lepiej........
A ja, wolę porozmawiać o codzienności,pogodzie oraz pożartować jak słuchać przechwałek z których i tak nic nie wynika oraz żalów.
Od problemów i moich planów na przyszłość mam najbliższych ,więc nie mam potrzeby wdawania się w tak szeroką dyskusję zwłaszcza z kimś kogo lata nie widziałam albo jestem na stopie tylko czystej znajomości.
Owszem zdarza się ,że z kumpelą umawiamy się raz na jakiś czas na babskie pogaduchy gdzie przerabiamy wszelakie tematy z naszego życia..ale wówczas jest to konwersacja na zasadzie ja wysłucham Ciebie, Ty mnie
Wówczas wspólnie podyskutujemy o tym czy o tamtym.
w ogóle wiadomo: z każdym znajomym, przyjacielem, kolegą, relacje mogą wyglądac zupełnie inaczej! ja mam na przykład przyjaciółkę, z którą w 90% rozmawiam na temat literatury i filmów, z inną na temat wiary tyle samo czasu, z jeszcze innym, na tematy życia codziennego- i z każdym jest fajnie ![]()
w ogóle wiadomo: z każdym znajomym, przyjacielem, kolegą, relacje mogą wyglądac zupełnie inaczej! ja mam na przykład przyjaciółkę, z którą w 90% rozmawiam na temat literatury i filmów, z inną na temat wiary tyle samo czasu, z jeszcze innym, na tematy życia codziennego- i z każdym jest fajnie
Oooo i oto właśnie chodzi ![]()
więc właśnie! ludzie nie spodziewają się po twoim życiu i osobie negatywów:)
Myślę, że i w moim przypadku jest to strzał w 10
.
Moja przyjaciółka(przynajmniej za taką ją uważam)nie umie sobie poradzić z tym,że i ja mogę mieć życiowe potknięcia, pomimo, że jej problemy często rozwiązujemy wspólnie.
Catwoman napisał/a:więc właśnie! ludzie nie spodziewają się po twoim życiu i osobie negatywów:)
Myślę, że i w moim przypadku jest to strzał w 10
.
Moja przyjaciółka(przynajmniej za taką ją uważam)nie umie sobie poradzić z tym,że i ja mogę mieć życiowe potknięcia, pomimo, że jej problemy często rozwiązujemy wspólnie.
Poza tym....jeśli przyzwyczaiłaś ludzi, że to Ty jesteś tym, który zawsze słucha, doradza, zaraża optymizmem, ludzie z Twojego otoczenia będa to wykorzystywać, to znaczy źle to zabrzmiało...no ale tak jest; od Ciebie dostają, czerpią.
15 2012-04-25 13:45:50 Ostatnio edytowany przez sto_kro_tka (2012-04-25 13:46:33)
Poza tym....jeśli przyzwyczaiłaś ludzi, że to Ty jesteś tym, który zawsze słucha, doradza, zaraża optymizmem, ludzie z Twojego otoczenia będa to wykorzystywać, to znaczy źle to zabrzmiało...no ale tak jest; od Ciebie dostają, czerpią.
Powiem szczerze, że nie byłam tego aż tak świadoma,pomimo że mój partner często mi powtarza, że nadaremnie zbawiam świat i ludzi... ale rzeczywiście taka jest prawda. Teraz przede mną praca, by nie dać się za dużo "wykorzystywać", albo przynajmniej nauczyć się czerpać m.in. "pomocy" czy też zyskać możliwość zwykłego wygadania się, od innych... od niej. W końcu przyjaźń powinna być obustronna
.
No powinna być. Oczywiście czasem bywa tak, że nasz przyjaciel potrzebuje być wysłuchany, ma gorszy czas i może to nie byc chwila, ale dni, tygodnie, miesiące. Ale ogólnie nie z tego powinna być ulepiona przyjaźń: z jednostronnego oddania.
Catwoman napisał/a:Poza tym....jeśli przyzwyczaiłaś ludzi, że to Ty jesteś tym, który zawsze słucha, doradza, zaraża optymizmem, ludzie z Twojego otoczenia będa to wykorzystywać, to znaczy źle to zabrzmiało...no ale tak jest; od Ciebie dostają, czerpią.
Powiem szczerze, że nie byłam tego aż tak świadoma,pomimo że mój partner często mi powtarza, że nadaremnie zbawiam świat i ludzi... ale rzeczywiście taka jest prawda. Teraz przede mną praca, by nie dać się za dużo "wykorzystywać", albo przynajmniej nauczyć się czerpać m.in. "pomocy" czy też zyskać możliwość zwykłego wygadania się, od innych... od niej. W końcu przyjaźń powinna być obustronna
.
Często swoim znajomym powtarzam, że tak zwany zdrowy (!) egoizm jest w naszym życiu bardzo ważny, bo on pozwala nam złapać równowagę, nigdy też nie czujemy się wykorzystywani. Podobnie jak każda zdrowa relacja powinna być dwustronna - czyli nie może być tak, że jedna strona tylko daje, a druga bierze.
Dlatego warto nauczyć się wymagać od innych zrozumienia i szacunku dla naszych własnych potrzeb przy równoczesnym zachowaniu prawa do odmowy. Ludzie niestety bardzo szybko przyzwyczajają się do tego, co jest dla nich wygodne, jeśli więc Twoi znajomi widzą, że jesteś kiedy tego potrzebują, ale nie wymagasz od nich tego samego, to chętnie to wykorzystują. Niestety nie przyjdzie im już do głowy, że Ty też masz czasem gorszy dzień i potrzebujesz się wyżalić czy nawet wypłakać, a jeśli już to robisz, to nagle okazują się tym faktem zdziwieni i reagują w sposób dosyć dla Ciebie przykry. Jest jednak nadzieja - metodą małych kroczków możesz nauczyć się asertywnie odmawiać, co ważne - asertywnie, czyli bez poczucia dyskomfortu, że zawiodłaś, a jednocześnie nauczyć ich, że czasem i oni powinni poświęcić Ci trochę swojej uwagi. To naprawdę jest do zrobienia
. Powodzenia!
18 2012-04-25 19:51:52 Ostatnio edytowany przez K_r_o (2012-04-25 19:53:14)
W dzisiejszych czasach JA ma większą moc niż TY i spotykam się z tym cały czas. Inni chcą mówić mówić mówić i nie mają najmniejszej ochoty nastawić się na SŁUCHANIE ..... bo słuchanie wymaga koncentracji, ZAINTERESOWANIA drugim człowiekiem, a to trudne z punktu widzenia sposobu życia - mocniej! więcej! teraz! aż można pier*****ć z tego "szczęścia"
To samo dotyczy związków. Nastawienie na "JA".Nie wiem, z czego to wynika, czy chcemy tak bardzo się różnić od babć i matek, które całe życie żyły dla kogoś, zapominając o sobie?
W dzisiejszych czasach JA ma większą moc niż TY i spotykam się z tym cały czas. Inni chcą mówić mówić mówić i nie mają najmniejszej ochoty nastawić się na SŁUCHANIE ..... bo słuchanie wymaga koncentracji, ZAINTERESOWANIA drugim człowiekiem, a to trudne z punktu widzenia sposobu życia - mocniej! więcej! teraz! aż można pier*****ć z tego "szczęścia"
Bo to o czym ty mowisz "AKTYWNE SLUCHANIE" to umiejetnosc ktora nie kazdy posiada ![]()
Aktywne sluchanie to kontakt wzrokowy, to zadawanie pytan adekwatnych do tematu, to jednym slowem wysilek umyslowy
A ilez razy zdazalo nam sie rozmawiajac z kims jednoczesnie malowac paznokcie czy patrzec przez okno? ![]()
Mnie takie cos odrzuca. Jesli ktos gada, gada i gada a ja nie moge wtracic slowa.Albo jak juz sie nagada to automatycznie rozmowa skonczona. Gdzie w tym miejsce na moja wypowiedz? Mam tak ze ludzie mi wszystko powiedza, lubia do mnie mowic ale jak ja bym chciala z kims porozmawiac na jakis temat to jakos nikt nie jest zainteresowany. Albo slucha mne jednoczesnie wycierajac kurze. Dla mnie to zniechecajace.
Sadie witaj ![]()
Kontakt wzrokowy... kurczę nie wyobrażam sobie rozmowy nie patrząc prosto w oczy, naprawdę ! Jasne, że jak się z kimś gdzieś spaceruje itd. to wiadomo, że permanentne "lookanie" nie wchodzi w grę, ale gdy rozmowa toczy się twarzą w twarz, nie ma takiej opcji żeby gdzieś "uciekać" ze wzrokiem ![]()
Na co dzień spotykam się z ogólną znieczulicą, szczerze mówiąc prawie nie spotykam się z pytaniem- takim zwyczajnym : " jak tam twoje samopoczucie " itd - pytanie proste, jak rzemyki w sandałach Mojżesza, ale jakby się przyjrzeć bliżej to wcale nie jest to takie oczywiste....i takie proste w wykonaniu.
Ale....
na szczęście.... przeciętnie raz na 10 lat
spotyka się osobę, która czuje, myśli i postrzega świat podobnie do nas ![]()
cóż, znieczulica postępuje, niestety.
Sadie witaj
Kontakt wzrokowy... kurczę nie wyobrażam sobie rozmowy nie patrząc prosto w oczy, naprawdę ! Jasne, że jak się z kimś gdzieś spaceruje itd. to wiadomo, że permanentne "lookanie" nie wchodzi w grę, ale gdy rozmowa toczy się twarzą w twarz, nie ma takiej opcji żeby gdzieś "uciekać" ze wzrokiem
Na co dzień spotykam się z ogólną znieczulicą, szczerze mówiąc prawie nie spotykam się z pytaniem- takim zwyczajnym : " jak tam twoje samopoczucie " itd - pytanie proste, jak rzemyki w sandałach Mojżesza, ale jakby się przyjrzeć bliżej to wcale nie jest to takie oczywiste....i takie proste w wykonaniu.Ale....
na szczęście.... przeciętnie raz na 10 lat
spotyka się osobę, która czuje, myśli i postrzega świat podobnie do nas
Nie no pewnie ze sa sytuacje ze sie nie wlepia w druga osobe bo mozna wyladowac na zaparkowanym samochodzie
Ale nie uwierzysz jak czesto mialam wlasnie "przyjemnosc" rozmawiac z kims kto wiecznie gdzies biegal po pokojach albo cos sprzatal. Ja rozumiem wszystko ale kiedy ktos zaprasza mnie na pogaduchy to skoro ja poswiecam cala moja uwage tej osobie to nie rozumiem czemu nie moge dostac tego samego w zamian?
Poza tym zauwazylam ze ludzie nie umieja sie cieszyc z nami z naszego szczescia. W kazdym razie w pl. W pl cos ci wyjdzie i chcesz sie pochwalic to dostajesz jakis taki teks ze piescia miedzy oczy. W uk moze i nie skacza z radosci razem z toba ale przynajmniej pogratuluja, zapytaja o cos wiecej i nawet jesli zazdrosc strzela w istote miekka to nie daja po sobie poznac.
Zupelnie inaczej wyglada sprawa jak jest ci zle...To wtedy w pl dostajesz ramie do wyplakania i od razu druga osoba zaczyna mowic "ze ona ma gorzej bo..." licytacja komu lepiej, znaczy sie gorzej. Ja w ogole nie rozumiem o co w tym chodzi.
W uk nie dostajesz ramienia do placzu ale cos w rodzaju "nie poddawaj sie" rady. A czasem nawet jakas pomoc...
W uk nie dostajesz ramienia do placzu ale cos w rodzaju "nie poddawaj sie" rady. A czasem nawet jakas pomoc...
Dokładnie i tego "nie poddawaj się" bardzo mi brakuje, bo co mnie obchodzi, że "inni mają gorzej",skoro ja w tym momencie czuję się beznadziejnie. Choć uważam się za silną osobę, raczej pewną siebie i swoich poczynań, to i ja czasami mam prawo do chwili zwątpienia... no cóż, tak jak radzicie, czas nauczyć się asertywnie odmawiać, jak również wymagać czegoś od innych dla siebie
. Najważniejsze, że to sobie uświadomiłam. Dziękuję ![]()
Mnie takie cos odrzuca. Jesli ktos gada, gada i gada a ja nie moge wtracic slowa.Albo jak juz sie nagada to automatycznie rozmowa skonczona. Gdzie w tym miejsce na moja wypowiedz? Mam tak ze ludzie mi wszystko powiedza, lubia do mnie mowic ale jak ja bym chciala z kims porozmawiac na jakis temat to jakos nikt nie jest zainteresowany. Albo slucha mne jednoczesnie wycierajac kurze. Dla mnie to zniechecajace.
I ja właśnie dlatego takie jednostronne kontakty nazywam toksycznymi, bo wyciskają z nas soki, nie dając nic w zamian, a tu powinna przecież panować symbioza. Z tych samych zresztą powodów kiedy widzę, że coś mi zaczyna nie grać, to myślę sobie ,,po co mi to?" i ograniczam te spotkania do minimum. To przecież nie może być tak, że poświęcając swój czas mam to robić za karę.
Sadie, masz rację, ja też zauważyłam, że cieszyć się u nas i dzielić sukcesami, to tak jakby się innym zdrowo narażać. Maskara! Czasem to normalnie czuję się winna, że jest mi w życiu dobrze. Na szczęście są wokół mnie również osoby, które kiedy coś mi się udaje i cieszę się tą radością, to one szczerze cieszą się razem ze mną, a kiedy życie mi dokopie, to razem ze mną płaczą. I na tym właśnie polega prawdziwa przyjaźń
.
w Polsce jest ten problem, że wszyscy wszystkich próbują sprowadzić do parteru, żeby przypadkiem się nie chwalił, żeby się jawnie nie cieszył. Też nie lubię, jak się ktoś chwali, natomiast lubię gdy ludzie mówią bez przechwałek o swoich sukcesach- fakt, to fakt i warto mówić o pozytywach.
Olinka no to zazdraszczam bo ja na chwile obecna wyladowalam bez takich przyjaciol ![]()
Bo szczerze powiedziawszy nie zamierzam umniejszac swoich osiagniec tylko dlatego aby ktos nie poczul sie zle i nie zamierzam dolowac swoich postepow osiagnietych moja i meza ciezka krwawica tylko dlatego zeby kogos w istote miekka nie ukulo. ![]()
I jesli mam ochote krzyczec o moim sukcesie to bede. ZAzdrosc jest glownie problemem odbiorcow a nie moim
wiec czemu ja mam sobie z tym radzic?
Wiesz.....jest takie powiedzenie, poprawione , że : Prawdziwych przyjaciół poznaje się w bogactwie
I coś w tym jest ![]()
mysle że nie tyczy to się wszystkich osób
ja tam lubie słuchac o czyms miłym a jak trzeba to i smutne sprawy trzeba wysłuchac,dodac otuchy,pogratulowac
nie wszyscu=y mówią aby tylko się pochwalic ,jesli mają czym to czemu nie!
PIGWA zostan moja przyjaciolka ![]()
Olinka no to zazdraszczam bo ja na chwile obecna wyladowalam bez takich przyjaciol
Bo szczerze powiedziawszy nie zamierzam umniejszac swoich osiagniec tylko dlatego aby ktos nie poczul sie zle i nie zamierzam dolowac swoich postepow osiagnietych moja i meza ciezka krwawica tylko dlatego zeby kogos w istote miekka nie ukulo.
I jesli mam ochote krzyczec o moim sukcesie to bede. ZAzdrosc jest glownie problemem odbiorcow a nie moimwiec czemu ja mam sobie z tym radzic?
Sadie, jest jeden plus tej sytuacji - przynajmniej już dzisiaj wiesz, że kiedy znajdziesz się w biedzie (czego absolutnie Ci nie życzę), to możesz liczyć tylko sama na siebie, zatem też unikniesz ewentualnego rozczarowania w chwili, kiedy naprawdę będziesz kogoś potrzebować. A ci pseudo-przyjaciele, którzy nie udźwignęli świadomości, że jest Ci w życiu dobrze, to tak naprawdę nie byli warci funta kłaków, nie masz więc nawet powodu, aby żałować ich straty.
Mam tego swiadomosc Olinko po prostu ciezko jest sie pogodzic z faktem ze obdarowalam zaufaniem niewlasciwych ludzi ![]()
Ale jak mysle mozna to dodac do mojej Listy Zalow ![]()
Widzisz ja nie oczekuje od moich przyjaciol ze mi nagle przezyja moje zycie za mnie i rozwiaza moje problemy za mnie. Ja bym chciala czasem do kogos pogadac, chocby tylko po to zeby uporzadkowac wlasne mysli
A i tak zawsze licze na siebie bo ktoz sie lepiej zaopiekuje moimi sprawami niz ja sama? ![]()