netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

19 odpowiedzi3 840 wyświetleńzałożony przez niedoszczęśliwa, 18.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Krążę i krążę nad tym forum od kilku miesięcy, szukałam ludzi z podobnymi problemami (aby znaleść rozwiązanie swojego bez otwierania się), było dużo problemów bardziej banalnych jak i tych poważniejszych, ale jakoś nie pomogło mi to z moimi zmaganiami. Chociaż czasami wydaje mi się, że sobie już radzę, ale potem znowu jest gorzej. Dlatego w końcu spróbuję się jednak otworzyć, może to mi pomoże... Mam nadzieję, chociaż nie wiem czy odważę się przeczytać Wasze odpowiedzi...

Do rzeczy. To jest taki "problem bez problemu", dla niektórych naprawdę błahostka do której nie przyłożyli by większej wagi, a mi to spędza sen z powiek, czas mija a ja czuję się co raz gorzej. Bardzo możliwe, że wyolbrzymiam, przesadzam. Jednak to nie zmienia tego jak źle się czuję, więc takie wyjaśnienie sprawy mi za bardzo nie pomoże wink
Jesteśmy z mężem już kilka lat po ślubie, mamy rocznego maluszka, dobrze nam się układa, bardzo się kochamy, jesteśmy co raz bardziej zgrani, często czuję się przy mężu tak jak te 9 lat temu kiedy go poznałam. Fakt, jest oszczędny w okazywaniu uczuć, mało romantyczny (raczej z lenistwa), potrafi nmnie naprawdę rozczarować niektórymi zachowaniami... Ale to tak jak w każdym innym związku szczęśliwym i nieszczęśliwym.
Jest jedna rzecz, którą mój mąż zrobił, a raczej bardzo źle zrobił przed ślubem. (I teraz proszę się dokładnie wczytać by nie było nieporozumień, że jestem materialistką, albo niepoprawną marzycielką) Z moim mężem rozmawialiśmy o ślubie już rok po poznaniu się, on nalegał, ja chciałam "dorosnąć", bo bylisy jeszcze gówniarzami. Ale ogólnie podchodziłam entuzjastycznie do tego pomysłu. Czasami potrafił mi opowiadać jak pięknie mi się oświadczy (nie wdawając się w szczegóły), ja sobie marzyłam, cieszyłam się na tą chwilę. Mijały lata, przeszliśmy bardzo dużo przez ten czas w naszym związku, głównie przez mojego męża, ale radziliśmy sobie z trudnościami, mimo że było mi przykro, że on je na nas sprowadzał. Ale każdy popełnia błędy. Byliśmy już na wysokim (nie wiem jak to napisać? high lvl? tongue ) etapie związku, tyle razem przeszliśmy jak niejedno małżeństwo z długim stażem, czekałam na jakąs deklarację, że on myśli o mnie poważnie, że już nie będzie więcej problemów (powodowanych przez neigo) i możemy iść dalej razem przez życie, potem oświadczyny (skoro tak dużo o tym opowiadał), ślub itd. Oczywiście bez żadnego założenia czasowego, po prostu chciałam wiedzieć, czy dalej idziemy razem przez życie czy stoimy w miejscu (w tym mialam dużo ważnych powodów dla których chciałam wiedzieć na czym stoję). No ale sobie tak czekałam (tak jak wiele kobiet nieszczęśnic wink he he ). W końcu po długim czasie usłyszałam jak mój wtedy chłopak zasugerował mi, że "za rok bierzemy ślub". Potem chciał żebyśmy zaczęli się oglądać za salami, zespołami itd. Następnie znów temat ucichł, a ja sobie czekałam. W końcu się zapytałam o co chodzi, to się tak pokrętnie dowiedziałam, że musimy powiedzieć rodzicom o ślubie, ale najpierw on musi mi kupić pierścionek itd. Oczywiście cały czas czekałam na oświadczyny, przestałam sie interesować organizowaniem "ślubu widmo", czułam się żałośnie. Czekałam. Znowu rozmawialiśmy na ten temat. Nic. Przestałam rozumieć o co chodzi, chciałam odejść bo myślałam, że on po prostu nie potrafi się ze mną rozstać. Ale on nie chciał sie rozstać, dalej mówił że chce mi się oświadczyć. No do cho*ery, ile można tak zwodzić? Już nie wspomnę o tym jak się głupia cieszyłam jak gdzieś wychodziliśmy razem, malowałam się, szykowałam, wyobrażałam sobie jak mi się oświadczy skoro tak dlugo to odklada, pewnie coś szykuje pomysłowego itd. A tu nic. W końcu sobie wymyślił, że pojedziemy na miasto, on kupi mi pierścionek, potem mi się oświadczy. Głupio się zgodziłam, chyba przez to całe zamieszanie, po prostu już chciałam mieć to z głowy, było mi strasznie przykro, że tak się dzieje, ale nie wiedziałam co mam zrobić, teraz bym wiedziała, ale wtedy moje poczucie wartości było już na takim niskim poziomie... Nie sądzę by zrozumiał to ktoś kto nie był w podobnej sytuacji. Koniec końców, te jego zapowiadane "cudowne" oświadczyny, odbyły się bez jakichkolwiek starań z jego strony, nie miał na nie żadnego pomysłu. Było mi przykro, rozmawialiśmy o tym. Myślałam, że mi to wszystko wynagrodzi jak zrozumie jak było mi przykro, ale nic z tych rzeczy. Potem już do ślubu za dużo o tym nie myślałam, były problemy z jego rodziną (nie byli przeciwko, inne problemy robili), to  przez nich miałam ochotę sie wycofać, bo całą radość przygotowań mi psuli. Ale przecież nie z rodziną brałam ślub tylko z ukochanym, więc dalej radziliśmy sobie z problemami. Ukochany dużo pomagał mi w przygotowaniach, był bardzo zaangażowany, mówił mi o swoim szczęściu itd (więc nie miałam powodu by się zastanawiać, że to ślub z "musu"). Dzień ślubu był piękny, chociaż moja nowa rodzina go trochę sabotowała... Ale ja nie o tym wink Najpierw długi czas była poślubna euforia, potem znów było mi przykro bo nie odbyliśmy podrózy poslubnej, chociaż to było jedno z moich największych marzeń, nigdy nie byłam za granicą, kasy za dużo nie mamy i prawdopodobnie podróż poślubna to była jedyna okazja do takiej wycieczki sad Przed ślubem dużo wtedy przyszłemu mężowi opowiadałam o tym jak bardzo bym chciała żebyśmy wyjechali, szukałam ofert, ale on stwierdził, że nie musimy nigdzie jechać sad Potem znów o tym wszystkim nie myślalam, bo miałam pisanie i obronę pracy dyplomowej. Potem ciąża. Gdzieś z tyłu głowy cały czas miałam żal o to, jak to wszystko się odbyło. A teraz od jakiegoś czasu to wszystko do mnie wraca. Rozmawiałam wiele razy o tym z mężem. Jest mu przykro, mówi że nie wie dlaczego takie przykrości mi robił, że mnie kocha, że mi to wynagrodzi. Niestety jak zwykle kończy się na słowach. Mimo, że jesteśmy szczęśliwi, kochamy się, dogadujemy się itd to kładzie to cień na naszym związku. To znaczy ja sobie nie mogę z tym poradzić niestety sad A bardzo bym chciała przejść nad tym do porządku dziennego. Ale jak wracam do tego myślami to czuję się tak mało warta. Staram się nie przyrównywać do innych, ale jak widzę jak koleżanki się zaręczają i jak ich narzeczeni się starają o ich rękę ( po prostu robią cokolwiek, albo robią  to z zaskoczenia w odpowiednim momencie), to zaczynam płakać, ciężko mi się o tym rozmawia z kimkolwiek, poza mężem z nikim o tym nie potrafiłam rozmawiać, nie chcę widzieć współczucia na twarzy przyjaciółek. Kilka razy w towarzystwie na imprezie ktoś powiedział coś w stylu "jak może się facet w ogóle nie postarać, nie okazać szacunku kobiecie", prawie pod stół weszłam dosłownie...


No to się "wygadałam". Bardzo prosiłabym o jakąś radę kobiety które były lub są w podobnej sytuacji, nie za bardzo wierzę, że inna potrafiłaby mnie zrozumieć. Chcę tylko wiedzieć, jak sobie z tym poradzić? Jak o tym nie myśleć? Jak się z tym pogodzić?
I błagam żadnych opisów pięknych oświadczyn, bo po prostu będzie mi przykro.

2

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Jesteś w związku już 9 lat. I przez te lata ciągle wracasz myślami do "nie takich" oświadczyn. Zastanawia mnie, czemu ciągle to swoje rozczarowanie hodujesz.

Wspomniałaś o trudnych chwilach w przeszłości spowodowanych zachowaniem Twego męża. I ani słowa o przeżywanych uczuciach. Czyżbyś te właśnie uczucia "dokleiła" do oświadczyn?

Pytasz, jak sobie poradzić.
Zobacz, jakie naprawdę uczucie jest pod tym żalem i... daj mu ujście. Wówczas będziesz mogła o tamtej sytuacji przejść do porządku dziennego.

3

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Wielokropku, jestem pod wrażeniem, że przeczytałas mojego tasiemca smile Dzięki wielkie.

przez te lata ciągle wracasz myślami do "nie takich" oświadczyn.

raczej do tej całej otoczki, lata obietnic, długie oczekiwanie, zwodzenie... a potem "taki" finał.


Czyżbyś te właśnie uczucia "dokleiła" do oświadczyn?

Można tak powiedzieć, że gdzieś tam w podswiadomości myślalam, że piękna deklaracja miłości będzie zadośćuczynieniem za wcześniejsze problemy. Że w końcu mnie doceni, skoro na codzień za bardzo się nie stara to chociaż ten jeden raz w historii naszego związku pokaże tak namacalnie jak mu zależy.

A czemu tak długo w sobie hoduję takie żale? Tak jak pisałam, cały czas miałam nadzieję, że mi to wynagrodzi, a ta chwila nie nadeszła, lata cierpliwości... w końcu człowiek pęka.

Myślałam, że mam to za sobą już dawno, ale to było po prostu zakopane pod dywan, bo były inne sprawy ważniejsze. Niestety zawsze wszystko niezałatwione prędzej czy później wraca.

A jakie uczucie jest pod tym żalem? To chyba za bardzo złożone, częściowo napisanie na forum pomogło mi sobie to usystematyzować, poczułam się lepiej, rozmawiałam jeszcze z mężem, ale przy nim chyba każdy by cierpliwość stracił do rozmowy. Na większość pytań odpowiada "nie wiem", a od siebie nie chce powiedzieć nic.
Tak myślę, że może to jest niedowartościowanie? Ile jestem dla niego warta skoro mnie tak potraktował i caly czas mnie zwodzi. Możliwe. Ale na pewno również wiele innych uczuć jest również w tym żalu.
Nie wiem tylko czy będę mogła przejść do porządku dziennego nawet po zrozumieniu własnych żali, bo mózg chce cały czas mieć już z tym spokój, a serce mi rozdziera, obojętnie co sobie poukładam w głowie na ten temat.

4 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-18 21:39:30)

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.
niedoszczęśliwa napisał/a:

(...)Tak myślę, że może to jest niedowartościowanie? Ile jestem dla niego warta skoro mnie tak potraktował i caly czas mnie zwodzi. Możliwe. Ale na pewno również wiele innych uczuć jest również w tym żalu.
Nie wiem tylko czy będę mogła przejść do porządku dziennego nawet po zrozumieniu własnych żali, bo mózg chce cały czas mieć już z tym spokój, a serce mi rozdziera, obojętnie co sobie poukładam w głowie na ten temat.

A ile jesteś warta dla SIEBIE? To jest ważniejsze.
Czemu swoją wartość uzależniasz od jego oceny?
Dlaczego nie uniezależnisz się psychicznie?

Rozumem uczuć nie uspokoisz. By nie przeżywać żalu, zawodu, rozczarowania (swoją drogą, ciekawe, czemu nie chcesz pozbyć się tych niezbyt przyjemnych uczuć), musisz zamrozić serce. Przestać przeżywać, cokolwiek. Miłość też. Szczęście również.

5

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Ile jestem warta dla siebie to wiem smile Swojej wartości nie uzależniam od jego oceny, ale mimo wszystko jest dla mnie ważna, w końcu to mój mąż.

6

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Niedoszczęśliwa, tak to już jest, że kobietom zależy na romantycznej otoczce, na formie, a faceci z reguły kompletnie tego nie czują sad. Twój mąż wcale nie jest wyjątkiem.  Żebyś widziała jak wyglądały moje zaręczyny sad.  Właściwie to ja się oświadczyłam smile, ale wspominam to raczej z uśmiechem, bo znam mojego męża, i wiem, że to nie wynikało z jego wahania. Przyzwyczaiłam się, że romantyczne gesty są nie w jego stylu, ale wiem, że pomimo tego jestem miłością jego życia. Taki typ.
Nie zadręczaj się tym. Znam pary które miały zaręczyny jak z bajki, ślub jak marzenie, podróż poślubną, a po ślubie bajka się kończyła i po paru latach był rozwód.

7

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Wydaje mi się, że Cię rozumiem.
Czujesz sie mało warta, bo On Cię zwodził, coś obiecywał i nie dotrzymywał słowa, przeciagał sprawę, rozbudzał oczekiwania i......nic się nie działo. A jak się juz zadziało, to było to takie od niechcenia, jakby nie trzeba było się o Ciebie starać. Tak samo z podróżą poślubną. Ty zachęcałaś, marzyłaś, zależało Ci. On o tym wiedział i powiedział NIE, czym "oznajmił" Ci jak niewiele znaczą dla niego Twoje oczekiwania. Myslę, że tak to zrozumiałaś.
Miał to wynagrodzić, ale nie robi tego, bo jest "...oszczędny w wyrażaniu uczuć i mało romantyczny (z lenistwa)...".
Myślę sobie, że oddałaś całkowicie inicjatywę w ręce swojego męża, że ustawiłaś siebie w roli petenta, który czegoś chce, ale o tym nie mówi. A jesli już, to w sposób bardzo niejasny i okrężny. Tak jak z tą podróżą. Ty tego pragnęłaś, ale  on zadecydował, że nie, więc uszy po sobie. I zostałaś z urazą. Myślę, że to uczucie, które leży na samym dnie to URAZA.
I hodujesz urazę w sobie od lat, a to nie jest dobre. Piszesz wprawdzie, że jesteście szczęśliwi i sie kochacie, ale ta uraza psuje szczęście tak jak łyżka dziegciu psuje smak całej beczki miodu.

Coś Ci powiem. Do mężczyzn trzeba mówić prostym, konkretnym językiem. Mówić czego się oczekuje. Co się kryje pod słowem wynagrodzenie. Jeśli chcesz jechać w spóźnioną podróż poślubną, to powiedz to głośno do niego. Jesli chcesz romantycznego wyjazdu na weekend, to go zorganizuj. Weż inicjatywę w swoje ręce. Nazywaj swoje pragnienia i oczekiwania.
Największym błędem kobiet jest oczekiwanie, że mężczyzna będzie czytał w ich myślach i zgadywał pragnienia.  Mężczyźni myślą, że skoro kobieta nie mówi konkretnie czego chce, to znaczy, że nic nie chce i jest zadowolona z tego co jest. Ona zaś, niezrozumiana i rozczarowana niedomyślnością swojego partnera, dokłada kolejną warstwę urazy do swojego serca.

8

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.
niedoszczęśliwa napisał/a:

Ile jestem warta dla siebie to wiem smile Swojej wartości nie uzależniam od jego oceny, ale mimo wszystko jest dla mnie ważna, w końcu to mój mąż.

Tyle tylko, że cały czas mówisz o swoim wyobrażeniu. Wyobrażasz sobie, jak Twój mąż Cię ocenia. Nic tutaj nie wspomniałaś, by swą ocenę wyartykułował. A wyobrażenia mogą być mylne. Być może jego ocena Twej osoby jest diametralnie różna od Twego wyobrażenia tejże.
Będąc na Twoim miejscu, sprawdziłabym swoje wrażenia.

Powodzenia. smile

9

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.
marena7 napisał/a:

Największym błędem kobiet jest oczekiwanie, że mężczyzna będzie czytał w ich myślach i zgadywał pragnienia.  Mężczyźni myślą, że skoro kobieta nie mówi konkretnie czego chce, to znaczy, że nic nie chce i jest zadowolona z tego co jest. Ona zaś, niezrozumiana i rozczarowana niedomyślnością swojego partnera, dokłada kolejną warstwę urazy do swojego serca.

Otóż to, trafiłaś w samo sedno, przy czym niektórym trzeba to mówić aż nadto wyraźnie wink.  Chcesz romantycznego wyjazdu to najlepiej sama go zorganizuj, a jego tylko na koniec powiadom i przypomnij żeby się spakował smile.

10

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Dzięki dziewczyny za zrozumienie smile

Wielokropku, chyba nie do końca zrozumiałam. Co masz na myśli "sprawdzilabym swoje wrażenia" ? Jakaś otłumaniona jestem dzisiaj i z kumaniem ciężko wink

marena, Kizia, ależ ja mu mówię bardzo wyraźnie o swoich oczekiwaniach smile o podróży poślubnej rozmawialiśmy przed ślubem, opowiadałam mu że bardzo chce pojechać, zastanawialiśmy się wspólnie gdzie pojedziemy, a jak chciałam zarezerwować wycieczkę to on mi powiedział, że nie pojedziemy. Cały czas mu mówię wprost o swoich potrzebach, pragnieniach... Tylko czasami do niego mówić to jak grochem o ścianę. Jakbym nie mówiła mu o swoich oczekiwaniach to prawdopodobnie zapłakałabym się na śmierć, bo on jest bardzo niedomyślny.
Czy żywię do niego urazę... Nie wiem czy bym to tak nazwała, czy jest mi po prostu przykro. Muszę sie nad tym zastanowić. Chociaż wydaje mi się, że nie, nie potrafię hodować w sobie urazy, a już na pewno nie do mojego męża... ostatnio nawet swoim wrogom postanowiłam wybaczyć wink Jak sobie o tym wszystkim przypominam, to jest mi zwyczajnie przykro, nie łączę tego wszystkiego bezpośrednio z moim mężem, raczej z sytuacją. Jedyne o co faktycznie mam żal do męża, to o to że nie próbował mi tego wszystkiego wynagrodzić, kiedy już wiedział, że wcześniej popełnił błąd, źle sie zachował itd. A teraz jak do tego wracamy, to on mówi, że nie wie co ma z tym zrobić. Chciałam mu powiedzieć co mógłby, ale on nie chce, twierdzi, że sam na to w końcu wpadnie. I tak wpada już trzeci rok.

W ogóle to chciałam Wam napisać, że bardzo mi pomogło samo napisanie tutaj, naprawdę. Inaczej już do tego podchodzę, najgorsze chyba w tym wszystkim bbyło to, że nie mogłam się nikomu wygadać. Nie chciałam o tym opowiadać ani siostrze ani przyjaciółkom, tak jak już pisałam, nie chciałam by im było mnie żal, ale nie chciałam też by sobie źle myślały o moim mężu, by go oceniały z takiej perspektywy.
W każdym razie wielkie dzięki jeszcze raz za zrozumienie i pomoc smile Pomogło, bardzo, to że w końcu ktoś mnie wysłuchał smile

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-19 16:51:00)

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.
niedoszczęśliwa napisał/a:

(...)Wielokropku, chyba nie do końca zrozumiałam. Co masz na myśli "sprawdzilabym swoje wrażenia" ? Jakaś otłumaniona jestem dzisiaj i z kumaniem ciężko wink(...)

Witaj w klubie dzisiaj otumanionych. tongue
Pocieszam się tylko, że jest to wina pełzającego ciśnienia.

Nie napisałam o "wrażeniach" lecz o "wyobrażeniach". To mała, lecz istotna różnica.
Wyobrażasz sobie, myślisz, że Twój mąż ma kiepską opinię o Tobie. Proponowałam sprawdzenie tego u źródła. Być może (tak sądzę) Twój mąż zdziwiony będzie takim Twym myśleniem.


***
Ups!
Przeczytałam ostatnie zdanie z mojego poprzedniego postu. TY miałaś rację. Miało być "wyobrażenia".
Cóż, ciśnienie. wink

12

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Otóż on twierdzi, że sam fakt bycia moim mężem powinien świadczyć o jego ocenie mojej osoby. Taki cwaniak wink Najlepiej się nie starać, on stara się samym swoim "istnieniem" cool

13

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Rozumiem, że trudno od niego "kupić" dobre słowo. Oszczędnego masz męża. tongue
Zastosuj może podobną taktykę.

14

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Minęło trochę czasu, starałam się wcielić Wasze rady w życie. Ostatecznie zdałam sobie sprawę z tego, że te "oświadczyny" oczywiście były tylko jednym z czynników dołujących. Próbowałam dokopać się do problemu przewodniego.
Szczerze, nie mam gdzie się wyżalić, wypłakać... Nie umiałabym w rzeczywistości nawet wydusić z siebie połowy tego co piszę. Chyba bardziej potrzebuję pocieszenia i "przytulenia" niż rady. (bo chyba i tak żadna rada na to by się nie znalazła)
Tak jak już pisalam, jest mi dobrze z mężem, a równocześnie czasami brakuje mi niektórych rzeczy w naszym związku. Jestem szczęśliwa, a zaraz nie jestem. Rozmawiam z nim, mówię o swoich potrzebach, co mnie boli itd. On mówi, że rozumie, obiecuje, ale tak jakby potem nie pozwala mi tego "wyegzekwować" tzn. czuję się jakby mydlił mi oczy i czekał aż mi "przejdzie". A ja przez jakiś czas się czuję dobrze, bezpiecznie, a potem czuję się oszukana, a mąż mówi "że przecież się stara". Pewnie to ja jestem ślepa, albo on sie nei wysila. Nie zmierzę tego, nie zważę, nie stwierdzę. Chce mi się płakać, bo nie wiem jak postępować, jak wyegzekwować obietnice. Jestem zmęczona ciągłymi rozmowami, które i tak nic nie dają. Miękne przy nim, pozwalam mu na wiele, ale kocham go i nie umiem inaczej. Wiem, że piszę ogólnikami, że ciężko się połapać o co mi chodzi wink Na dodatek jestem strasznie chaotyczna bo nie umiem się uzewnętrzniać.
Nie umiem grać z nim w żadne gierki, udawać brak zaintersowania, stroić fochy, grozić itd. Nie dla mnie żadne kobiece gierki, nie świadczą one o miłości do faceta wg. mnie... No ale ja nie o tym. Rzecz w tym, że czuję się zagubiona, chcę rozwiązać problem, a równocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że jestem chyba już całkiem bezsilna. A mój mąż jest chyba rówocześnie sfrustrowany moim zachowaniem, a z drugiej strony moim zdaniem nie robi nic oprócz szumu w okół tego, że "się stara".

15

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

On się stara, Ty nie dostajesz tego, na czym Ci zależy.
A gdybyście tak ręka w rękę poszli na terapię małżeńską?

16

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Nie, odpada. Nasze małżestwo nie jest w żadnym stopniu zagrożone, na całe szczęście. Poza tym pewnie byłoby to niewykonalne byśmy znaleźli kogoś do zajęcia się dzieckiem itd. Gdyby rozpadało się nasze małżeństwo to na pewno byśmy poszli, ale w takiej sytuacji mam nadzieję ułożyć to sobie w głowie samemu. Skala problemu nie jest wcale duża, chociaż mi przeszkadza, szczególnie dlatego że nie mam komu się wyżalić sad

17

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

To może, jeśli problem leży w Twym odgadywaniu się od czasu do czasu, znajdź sobie przyjaciółkę?

18

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Mam przyjaciółki smile problem w tym, że nie umiem wydusić z siebie co mnie boli, nie jestem dobra w mówieniu, zazwyczaj jak chcę coś konkretnego powiedzieć to język mi się plącze. Jedyną osobą z jaką potrafię rozmawiać jest mój mąż, chociaż też się trochę plączę przy tym.

19

Odp: Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Witaj skarbie, dobry nick sobie wybrałaś, odzwierciedla Twoje samopoczucie.
Niby jesteś szczęśliwa, a jednak nie jesteś i to z błahego powodu.
Tak, świadomie napisałam, że powód jest błahy, bo tak to odczuwam.
Piszesz, że się kochacie, że jesteś w związku szczęśliwa, wszystko się dobrze układa, tylko te Twoje dawne "marzenia" nie dają Ci spokoju.
Kochasz, tak na prawdę, to zapomnij o tym, że nie było takich oświadczyn, jak się spodziewałaś.
Nie było podróży poślubnej, trudno, zapomnij, bo nawet, gdybyś teraz z mężem pojechała, to zawsze byś w podświadomości myślała, że to jednak nie była "ta poślubna".
Przecież przez tyle lat przebywania razem, wiesz już, że Twój mąż ma inne priorytety, a dla świętej zgody, przytakuje Tobie i obiecuje to, czego od niego w danej chwili oczekujesz..
Dziewczyno, szanuj to co masz, bo kiedyś może dojść do tego, że sama sobie zatrujesz życie jakąś drobnostką, wyrzuć ze swojej głowy to, co tam siedzi i przeszkadza Ci myśleć logicznie.
Bo czytając Twoją wypowiedź, mniemam, że to nie jedyny powód, który Ciebie dręczy.
Kilka razy napisałaś, że mąż w przeszłości popełnił wiele błędów, wyraźnie męczy Cię to, ale na razie na pierwszym miejscu stawiasz te nieszczęsne oświadczyny i nie odbytą podróż poślubną.
Zapomnij o tym co było lub nie zdążyło być, żyj teraźniejszością i szanuj to co masz, bo w dzisiejszych czasach utrzymać małżeństwo to los na loterii.
Życzę Ci głównej wygranej, tylko nie zapomnij, że aby wygrać, trzeba mieć ważny kupon, którym w Twoim przypadku jesteś Ty sama.
Myślę, że powinnaś pójść do dobrego psychologa, tak, Ty, a nie Twój mąż.
Gdy zrozumiesz siebie, zrozumiesz też jego.
Życzę Wam obojgu, abyście swoją podróż poślubną zrealizowali na 25-lecie swojego małżeństwa.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dobre małżeństwo, szczęśliwi rodzice a problem z przeszłości.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026