Witam.
Tak jak w temacie jak poradzić sobie z dzieckiem kiedy dosłownie wszystko wymusza krzykiem ( bardzo piskliwym) i od dwóch dni ma napady płaczu histerycznego. Dziecko ma 15 miesięcy, proszę o jakąkolwiek pomoc iż jestem już u kresu wytrzymałości ![]()
Podobne tematy
Myślę,że musiałaś kilka razy ustąpić małemu terroryście i teraz to wykorzystuje.Po prostu nie reaguj,powiedz kilka razy stanowczo,że nie wolno albo,że nie może czegoś dostać i wyjdź np na chwilę do innego pomieszczenia,albo weź gazetę i poczytaj.niech dziecko widzi,że nie reagujesz a jednocześnie,że jesteś spokojna.
Bądź konsekwentna ale przygotuj się na wiele takich akcji.Maluch nie od razu ustąpi.Ale w końcu go złamiesz:)
Witam.
Tak jak w temacie jak poradzić sobie z dzieckiem kiedy dosłownie wszystko wymusza krzykiem ( bardzo piskliwym) i od dwóch dni ma napady płaczu histerycznego. Dziecko ma 15 miesięcy, proszę o jakąkolwiek pomoc iż jestem już u kresu wytrzymałości
Jeśli jest to płacz, aby coś wymusić, a mamy doskonale rozpoznają przecież różne jego rodzaje, to absolutnie musisz to zdusić w zarodku.
Dzieci bardzo umiejętnie potrafią manipulować rodzicami/opiekunami i wymuszać na nich odpowiednie zachowania.
Oczywiście należy obserwować dyskretnie, czy dziecko jest bezpieczne, ale oczywiście ignorować.
Nazbierać pokłady cierpliwości i przeczekać.
Dziecko musi dostać bardzo wyraźny sygnał, że nic takim zachowaniem nie zdziała.
Tak jak radzi Gojka, ze spokojem i opanowaniem.
Ignorować. Mój synek jak miał 1,5 roku usiłował wymuszać różne rzeczy waleniem głową w ścianę lub podłogę. Początkowo byłam zszokowana, ale przyjęłam taktykę odwracania się wtedy w drugą stronę albo wychodzenia z pokoju. Parę dni chodził z posiniaczonym czołem (walił na prawdę mocno) ale w końcu przestał w ten sposób wymuszać. Wyrósł na mądrego, fajnego i grzecznego chłopca, więc mózgu sobie raczej nie uszkodził
.
Dziękuję za odpowiedź
Tak, musiałam kilkakrotnie ustąpić, zresztą cały czas to robię
Wiem, że powinnam być stanowcza, ale kiedy on np wygina się w pałąk, to delikatnie kładę go na podłodze żeby się uspokoił ale to wywołuję u niego taką furię, że jeszcze jest gorzej i nawet nie daję się wtedy przytulić
Najgorsze jest to, że doprowadza się do takiego stanu, że pod wpływem płaczu, krzyku zaczyna dusić się własną śliną co mnie bardzo przeraża
Sama nie wiem co ja mam z nim począć
Jedynie co go uspokoi to cyc ale w ten sposób też nie mogę postępować
Kizia podziwiam cię, że potrafiłaś wytrwać ja bym chyba oszalała gdyby mi takie cyrki robił, choć sama nie wiem czy czasami nie idziemy w tym kierunku ![]()
Dziękuję za odpowiedź
![]()
Tak, musiałam kilkakrotnie ustąpić, zresztą cały czas to robię
Dobrze, że masz tego świadomość. Z nią łatwiej o pracę nad zmianą ![]()
Wiem, że powinnam być stanowcza, ale kiedy on np wygina się w pałąk, to delikatnie kładę go na podłodze żeby się uspokoił ale to wywołuję u niego taką furię, że jeszcze jest gorzej i nawet nie daję się wtedy przytulić
Ty masz go utulić, jak się uspokoi, a nie jak się wygina i napina.
Nie przytula się w momencie, gdy chce się pokazać, że takie zachowanie nie jest przez mamę akceptowalne.
Dopiero jak się wykrzyczy, masz wejść z nim w interakcję. Jak jest w furii, ignorujesz.
Też popieram rady dziewczyn. Zajmie to trochę czasu, ale dziecko zrozumie, że za każdym razem jak się będzie tak zachowywało da to odwrotny skutek do zamierzonego i przestanie. Mama się nim zajmie jak już przestanie robić cyrk i w końcu mu się odechce.
Dzisiaj znów wymuszał, ale tym razem ja się nie ugięłam. Powiedziałam mu tylko, że jak się uspokoi to ma do mnie sam przyjść. Płakał, podnosił główkę i na mnie patrzył, a ja nie odezwałam się do niego ani słowem po 15 min sam się uspokoił, przyszedł i go przytuliłam.
Więc chyba mogę powiedzieć, że wyszłam teraz ja zwycięsko, tylko, ze w tym momencie on nie dławił się śliną, bo wtedy na pewno bym mu uległa.
Mam nadzieję, że znajdę w sobie siłę, że odzwyczaję go tych swoich "przyzwyczajeń" ![]()
Teraz pozostała mi kwestia krzyku, jak mu wytłumaczyć, że nie wolno tak reagować??
Może podam przykład. Kiedy starszy syn wchodzi do pokoju, albo się chcę pobawić to młodszy drze się na niego, że ma wyjść, no i ja dla świętego spokoju, każę starszemu zejść mu z oczu, wiem, strasznie to brzmi, ale to są takie kwiki, że można nabawić się bólu głowy ![]()
Teraz pozostała mi kwestia krzyku, jak mu wytłumaczyć, że nie wolno tak reagować??
Może podam przykład. Kiedy starszy syn wchodzi do pokoju, albo się chcę pobawić to młodszy drze się na niego, że ma wyjść, no i ja dla świętego spokoju, każę starszemu zejść mu z oczu, wiem, strasznie to brzmi, ale to są takie kwiki, że można nabawić się bólu głowy
Faktycznie postępujesz okropnie niepedagogicznie, karząc starszemu wyjść (uczysz go, że młodszy może więcej) a ulegając młodszemu. Za krzyki do konta lub w inne ustronne miejsce. Trzeba go tam zaprowadzić nawet siłą i kazać pozostać przez dwie trzy minuty, albo dopóki się nie uspokoi. Gdy będzie z tego miejsca uciekał (a będzie na początku na pewno) zaprowadzić go bez emocji ponownie, i tak do skutku. Wytłumaczyć mu dlaczego musi być w odosobnieniu sam ze swoją złością - "żebyś się uspokoił, bo krzyczeć absolutnie nie wolno". Najważniejsza w tym wszystkim jest konsekwencja. Nie można się złamać, a zobaczysz jak szybko pojawią się efekty. Jeśli pozwolisz teraz na wymuszanie, będzie coraz gorzej. To nie minie z wiekiem tylko zmieni formę.
Faktycznie postępujesz okropnie niepedagogicznie, karząc starszemu wyjść (uczysz go, że młodszy może więcej) a ulegając młodszemu. Za krzyki do konta lub w inne ustronne miejsce. Trzeba go tam zaprowadzić nawet siłą i kazać pozostać przez dwie trzy minuty, albo dopóki się nie uspokoi. Gdy będzie z tego miejsca uciekał (a będzie na początku na pewno) zaprowadzić go bez emocji ponownie, i tak do skutku. Wytłumaczyć mu dlaczego musi być w odosobnieniu sam ze swoją złością - "żebyś się uspokoił, bo krzyczeć absolutnie nie wolno". Najważniejsza w tym wszystkim jest konsekwencja. Nie można się złamać, a zobaczysz jak szybko pojawią się efekty. Jeśli pozwolisz teraz na wymuszanie, będzie coraz gorzej. To nie minie z wiekiem tylko zmieni formę.
Popieram. Dodam jeszcze, że powinnaś uważać, aby starsze dziecko nie poczuło się krzywdzone. Zasady są dla wszystkich takie same. Nie może być tak, że starszy musi się usunąć dla świętego spokoju.
W dodatku to totalna niesprawiedliwość. Mały się wydziera, a to duży dostaje za karę eksmisje.
No chyba, że młodszy krzyczy, bo starszy w jakiś sposób go nagabuje, ale to już musisz poobserwować.
Karaniem młodszego za dzikie wrzaski, dasz wyraz temu, że dzieciom krzyczeć w celu wymuszenia, po prostu niewolno.
Nauczka dla jednego i drugiego, a dla Ciebie w efekcie cichy i przyjazny dom ![]()
Wiem, że podlę się zachowuję, że krzywdzę tym starszego synka, albo byc może poprzez moje zachowanie, że on ma się usunąć wzbudzam w nim niechęć do młodszego, tym bardziej, że przez 7 lat starszy był jedynakiem.
Ale naprawdę po całym dniu ( jestem obecnie sama z chłopcami) mam wszystkiego dosyć
A starszy raczej nie robi mu na złość, młodszy po prostu tak na niego reaguję
Od rana drze się, mam spokój kiedy jest w szkole ale później mam taki meksyk że brak słów. Przecież nie jest to normalna sytuacja, przecież są rodzeństwem...
Radzicie zaprowadzać do kąta?? Ale czy takie 15 miesięczne dziecko zrozumie po co ma tam iść?? Zresztą to mało prawdopodobne żeby sie to udało gdyż to dzieciątko robi dosłownie co chcę.
Karać?? A w jaki sposób??
Sama nie wiem gdzie ja popełniłam błąd, a raczej błędy, bo naprawdę on jest "rozpieszczony"
Przykro mi z powodu starszego bo on nie zasługuję na to żeby we własnym domu, pokoju nie mógł się swobodnie poruszać ![]()
12 2012-04-19 22:21:22 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-19 22:27:29)
Rozumiem, że jesteś zmęczona opieką nad dziećmi i zajmowaniem się nimi bez przerwy.
Nie możesz skorzystać, choć co jakiś czas z pomocy koleżanki, przyjaciółki, sąsiadki, kogokolwiek? Pomoc ta polegać miałaby na przejęciu opieki nad młodszym dzieckiem, gdy starszy jest w szkole. Ty mogłabyś w tym czasie: przespać się, iść na spacer, do kina, na plotki z kolejną przyjaciółką, by zrealizować podstawową zasadę BHP - ODPOCZYNEK od pracy (wszak opiekowanie się własnym dzieckiem jest też pracą).
(...)A starszy raczej nie robi mu na złość, młodszy po prostu tak na niego reaguję
Od rana drze się, mam spokój kiedy jest w szkole ale później mam taki meksyk że brak słów. Przecież nie jest to normalna sytuacja, przecież są rodzeństwem... (...)
Bycia rodzeństwem też trzeba się nauczyć. Tymczasem Twój najmłodszy syn nauczył się jednego: jak być domowym terrorystą. I nie łudź się, że on tego nie rozumie. Rozumie doskonale, zna sposób działania terrorystycznego i opanował go do perfekcji.
Z Twych postów wynika jedno: najważniejszą i decyzyjną osoba jest... najmłodszy członek rodziny. Sytuacja postawiona na głowie.
Z Twych postów wynika jedno: najważniejszą i decyzyjną osoba jest... najmłodszy członek rodziny.
I tu jest "pies pogrzebany"
Od samego początku młodszego specjalnie traktowaliśmy ( urodził się chory) i nikt nie miał prawa go denerwować. Z czasem tak to nam weszło w nawyk, że nie zauważyłam kiedy on zaczął nami rządzić, aż do ostatnich dni, kiedy już naprawdę przegina. Jeszcze tak niedawno były krzyki, wrzaski ale nieliczne, dało sie wytrzymać, ale teraz przechodzi sam siebie i do tego doszło wymuszanie płaczem, histeria
i czasami nawet bicie
A teraz muszę jak najszybciej to odkręcić bo wiem że z czasem będzie gorzej.
Mam w sobie postanowienie, że nie ugnę się - zobaczymy co mi jutrzejszy dzień przyniesie.
Wielokropku pomimo, że zajmuję się dziećmi praktycznie 24h na dobę, bo jakby inaczej młodszy nie przesypia mi nocy, nie jestem aż tak zmęczona, żeby go komuś podrzucać, zresztą on i tak z nikim nie chcę zostać. Po prostu chciałabym mieć normalny dom.
I żeby chłopaki w końcu potrafili się dogadać.
(...)Wielokropku pomimo, że zajmuję się dziećmi praktycznie 24h na dobę, bo jakby inaczej młodszy nie przesypia mi nocy, nie jestem aż tak zmęczona, żeby go komuś podrzucać, zresztą on i tak z nikim nie chcę zostać. Po prostu chciałabym mieć normalny dom.
I żeby chłopaki w końcu potrafili się dogadać.
JEŚLI chcesz mieć normalny dom, to tym bardziej znajdź opiekę nad młodszym choć raz w tygodniu przez 2-3 godziny. Twój młodszy syn nauczy się w ten sposób (przyzwyczajać do nowej opiekunki można i trzeba stopniowo), ze poza mama istnieją sympatyczni, dobrzy ludzie, a Ty nabierzesz więcej sił, które wykorzystasz do wprowadzenia zmian przede wszystkim U SIEBIE.
To, co wg mnie, jest najważniejszą rzeczą do zmiany, to Twój sposób widzenia dzieci, ich wzajemnych relacji i swej osoby. Jeśli Ty zmienisz swoje postępowanie, Twój młodszy syn będzie musiał się do niego dostosować, a starszy wreszcie odetchnie z ulgą.
15 2012-04-20 08:41:04 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2012-04-20 08:44:46)
Ideen napisał/a:(...)Wielokropku pomimo, że zajmuję się dziećmi praktycznie 24h na dobę, bo jakby inaczej młodszy nie przesypia mi nocy, nie jestem aż tak zmęczona, żeby go komuś podrzucać, zresztą on i tak z nikim nie chcę zostać. Po prostu chciałabym mieć normalny dom.
I żeby chłopaki w końcu potrafili się dogadać.JEŚLI chcesz mieć normalny dom, to tym bardziej znajdź opiekę nad młodszym choć raz w tygodniu przez 2-3 godziny. Twój młodszy syn nauczy się w ten sposób (przyzwyczajać do nowej opiekunki można i trzeba stopniowo), ze poza mama istnieją sympatyczni, dobrzy ludzie, a Ty nabierzesz więcej sił, które wykorzystasz do wprowadzenia zmian przede wszystkim U SIEBIE.
To, co wg mnie, jest najważniejszą rzeczą do zmiany, to Twój sposób widzenia dzieci, ich wzajemnych relacji i swej osoby. Jeśli Ty zmienisz swoje postępowanie, Twój młodszy syn będzie musiał się do niego dostosować, a starszy wreszcie odetchnie z ulgą.
Wielokropku, nie sądzę, żeby pozostawienie dziecka z inną osobą na krótki czas mogło wpłynać na jego zachowanie, a tym samym rozwiązać problem Ideen. Ponadto nie zawsze się ma kogoś takiego, by z nim zostawić dziecko. Ja np. nie miałam i nadal nie mam.
Ideen, dziwisz się jak mozna postawić do przysłowiowego kąta 1,5 roczne dziecko i czy ono zrozumie o co chodzi. To nie musi być kąt, to może być jakikolwiek spokojne odosobnione miejsce, może być całkiem wygodne np. z poduszką do siedzenia. Chodzi o to, żeby go wyciszyć, odsunąć jego uwagę od tego co go zirytowało i dać mu WYRAŹNY znak, że wrzasków nie akceptujesz. Wypróbowałam ten sposób na swoich dzieciach gdy były mniejsze, a podsunęła mi go niania z tv, chyba Dorota Zawadzka w swoim programie albo inna z brytyjskiej wersji programu "super niania". Na początku trzeba bardzo pilnować, żeby dziecko przez te dwie minuty nie uciekało, możliwe są wrzaski, wyrywanie się, ale nie wolno dawać za wygraną i z tego co pamiętam ważne było, żeby samemu nie okazywać zdenerwowania, nie mówić dużo tylko krótki komunikat - "krzyczysz, bijesz, musisz iść na karną poduszkę/krzesełko na dwie minuty" . Za którymś razem mój syn jak narozrabiał, sam poszedł na "karne krzesełko"
. To jest metoda właśnie dla tak małych dzieci, starsze można pozbawić np. słodyczy czy oglądania tv. Młodsze dziecko musi otrzymać karę natychmiast i nieuchronnie, to jest zasada, bo po kilku minutach już nie skojarzy za co jest ukarane. No i oczywiście nie wolno dziecka bić, bo to go nauczy, że przemoc jest akceptowalna, skoro stosuje ją nawet mama.
Wielokropku, nie sądzę, żeby pozostawienie dziecka z inną osobą na krótki czas mogło wpłynać na jego zachowanie, a tym samym rozwiązać problem Ideen. Ponadto nie zawsze się ma kogoś takiego, by z nim zostawić dziecko. (...)
To, że pozostawienie z kimś dziecka, raz na jakiś czas, nie rozwiąże problemów z zachowaniem dziecka, pisząc te słowa wiedziałam doskonale. To pozostawienie nie temu miało służyć. Miało służyć Ideen, by choć raz na jakiś czas odpoczęła od bezustannej opieki.
Jeśli Ideen przekonałaby się, że synowi pozostawionemu bez jej opieki (problem "niezastąpionych" mamuś) nic złego się nie dzieje, mogłaby zwiększyć swoje wychodne. Z korzyścią dla siebie i dziecka.
Opiekowałam się kiedyś moją małą siostrzenicą, która stosowała podobne metody wymuszanie na swojej mamie, jak Twój synek. Wypróbowała to również na mnie. Na jej świdrujący w uszach krzyk reagowałam podziwem i śmiechem mówiąc: - Och, jak ty pięknie krzyczysz! Zrób to jeszcze raz!
-Teraz ja spróbuję! Usiłowałam ten krzyk naśladować. Widziałam jej zdumienie, zaskoczenie. Prosiłam ponownie: - A możesz to zrobić jeszcze raz? Ja też chciałabym się tego nauczyć. Po kilku takich próbach stało się to naszą zabawą.
Próbował też rzucać się na podłogę, waląc przy tym nogami o podłoże. Posłużyłam się ta samą metodą. Kładłam się obok niej naśladując jej ruchy i pytałam, czy dobrze to robię. Pokazywałam inne "wyczyny" ruchowe, taneczne kroczki, zachęcając ją do naśladowania. Pokazywałam jej, że to mnie bawi, a nie denerwuje. Myślę, że nie trwało to dłużej niż tydzień i nastąpił błogi spokój.
Przede wszystkim nie wolno pokazać dziecku, że wszystkie te metody nacisku trafiają w próżnię. I nade wszystko KONSEKWENCJA.
Życzę powodzenia!
Opiekowałam się kiedyś moją małą siostrzenicą, która stosowała podobne metody wymuszanie na swojej mamie, jak Twój synek. Wypróbowała to również na mnie. Na jej świdrujący w uszach krzyk reagowałam podziwem i śmiechem mówiąc: - Och, jak ty pięknie krzyczysz! Zrób to jeszcze raz!
Pierwszy raz słyszę o takiej metodzie, ale skoro poskutkowała, to chyba nie ma co komentować.
Ja jednak nie polecałabym czegoś takiego.
Na nieakceptowalne zachowania najlepiej jednak reagować adekwatnie, czyli ignorować, karać. Jakoś nie bardzo pasuje mi podziw i śmiech, bo to uzmysławia dziecku, że na jego zachowanie jest przyzwolenie!
Od samego początku młodszego specjalnie traktowaliśmy ( urodził się chory) i nikt nie miał prawa go denerwować. Z czasem tak to nam weszło w nawyk, że nie zauważyłam kiedy on zaczął nami rządzić, aż do ostatnich dni, kiedy już naprawdę przegina. Jeszcze tak niedawno były krzyki, wrzaski ale nieliczne, dało sie wytrzymać, ale teraz przechodzi sam siebie i do tego doszło wymuszanie płaczem, histeria i czasami nawet bicie
Mali terroryści, to zapewne fajne charakterne dzieciaki, których zapędy przywódcze należy jednak lekko utemperować
Akcja i reakcja to podstawa. Za każde powtarzalne nieakceptowalne zachowanie maluch otrzymuje karę (izolacja na krześle, poduszce - jakieś stałe wyizolowane miejsce).
Jednocześnie należy uwrażliwiać dziecko i uczyć rozmawiając o tym, co mu wolno a czego nie.
Należy tłumaczyć, że nie wolno nikogo bić, że nie wolno krzyczeć. Stanowczo wyznaczać granicę poprawnego zachowania.
To wymaga nakładu pracy. Zdecydowanie jest to jednak praca jednorazowa, choć skumulowana
Jak dzieciak zaskoczy, o co mamie chodzi, to potem będzie jak aniołek ![]()
Bardzo ważne jest też, aby Twój mąż i inni opiekunowie reagowali w taki sam sposób na złe zachowanie synka. To musi być wspólny front, bo inaczej nic z tego nie będzie, a malec zgłupieje od tej niekonsekwencji.
Ideen, na prawde sie nie dołuj... Jako mama 15 miesiecznej bardzo mądrej i aktywnej dziewczynki potwierdzam, ze duuzo wiecej mam ma ten sam problem:) to taki etap, dzieci probuja co im wolno... ugielas sie kilka razy, Erys to wykorzystuje... ale najwazniejsze, ze wiesz ze jest nie tak jak byc powinno i chcesz to zmienic:) i na pewno sie to uda! nie bedzie lekko! ale to jest do spelnienia! u nas bardzo fajnie sprawdzila sie metoda wlasnie ignorancji na takie wyglupy, czesto tez zanim Julia wybuchla na dobre zabawialam ja czyms.. no teraz po zabkowym okresie jej bolow znowu jej popuscilam ale zamierzam wdrozyc znow plan naprawczy w zycie, bo juz raz mi sie udalo, trwalo to niecaly tydzien... plakala, krzyczala, bila mnie ale w koncu minelo to i duzo latwiej nam sie zylo razem:) mam nadzieje, ze i teraz tak dobrze pojdzie... ja tez jestem sama caly czas z Julka, dlatego musze ja jakos do porzadku doprowadzic:)
Witajcie ![]()
Dziękuję wszystkim za porady
Od dwóch dni synuś zrezygnował ze swojej (jedynej) drzemki w dzień i dosłownie jestem wykończona ![]()
Wielokropku, rozumiem że podrzucenie komuś dziecka miałoby mi pomóc nabrać nowej energii ale ja nie mam z kim go zostawić, męża nie ma, moja rodzina nie mieszka w Polsce a jak jakaś jest to raczej szkoda gadać. A więc muszę sama sobie jak na razie poradzić
Nadzieja szczerze mówiąc ja też pierwszy raz słysze o takim sposobie, ale ja chyba się na niego nie zdecyduję dosyć mam wrzasków, no chyba, że już aż tak bardzo bedę zdesperowana
Kamilko, żeby to tylko kilka razy było, że sie ugięłam
ja praktycznie cały czas mu ustępowałam, bo chory, bo maleńki bo taki kochany.... mam nadzieję, że to taki etap, ale chciałabym mu już więcej nie ulegać, bo przecież on już powinien znać swoje miejsce tym bardziej, że swoim zachowaniem krzywdzę starszego. Bo jak nigdy nie krzyczałam na starszego to teraz łapię się, że to robię bo gdy Eryś się wydziera to ja obwiniam starszego, że się mu psoci ( w sytuacji kiedy nie ma mnie z nimi w pomieszczeniu)
Co do tłumaczenia mu, że źle się zachowuję to nie wiem sama czy on mnie w ogóle słucha, a jeżeli tak to robi mi chyba na złość albo może bawi go takie zachowanie?? Np dzisiaj rano przytulaliśmy się, a on ni stąd walnął mnie w twarz, tłumaczyłam mu, że tak nie wolno, że nikt nikogo nie biję, że mamusie to bolało, a on tylko popatrzał, uśmiechnął się i znów ręka mu poleciała
No i chyba tu powinnam zareagować?? tzn nie wiem ukarać?? ( jejku jak to brzmi)
Co do wymuszania płaczem to metoda ignorowania naprawdę działa, jak na razie Eryk płaczę popłaczę i nie trwa to godzinę choć były momenty, że chciałam mu ulec, przytulić ale powtarzałam sobie, że to jest dla jego dobra, no i dla mnie również
Dziękuję ![]()
Ideen ciezko jest cholibcia jak nie mozna liczyc na pomoc bliskich, bo samo to ze samotnie siedzisz w domu jest dolujace ( wiem po sobie ) - my sie przeprowadzilismy w zupelnie obce miejsce, daleko od rodziny wiec tez jestem tylko z julia;/
co do tej sytuacji, ktora opisujesz ja po prostu jeszcze raz i jeszcze raz tlumaczylabym, ze nie wolno bic mamy... kurcze, no ciezka sprawa... chyba eryczek po prostu sprawdza twoje reakcje, a do tego jest jeszcze barzdzo dociekliwy:)
ja od jutra biore sie do dziela z julia, mam nadzieje, ze wytrwam:)
aaa! i co do spania to sie nie martw! moja corcia przez dwa tygodnie nie spala w dzien ale na szczescie wszstko wrocilo do normy, teraz spi okolo 30 minut do 1,5 godziny, choc najczesciej okolo 40 minut, ale to i tak lepiej niz nic... ale onanigdy dlugo mi nie spala:) to taka drzemka zeby mama sie choc sekunde zregenerowala:)
mysle, ze twojego synka i moja corke dosc duzo laczy:] haha, damy rade!
Ideen :*
Mam rówieśnika- wiesz ![]()
Czasem mam podobny problem z moim małym- taki wiek, taki etap rozwoju.
Czytając Twoje posty jedno chodzi mi po głowie- musisz zacząć od siebie kochana, bo niestety jako rodzice popełniamy błędy i ty też popuściłaś małemu, do czego świadomie się przyznajesz, a to wiele znaczy
Kochana nic nie wskórasz jak nie będziesz konsekwentna! Modulacja głosu i stanowczość to podstawa! Poćwicz na osobności- pomaga
Bez tego ani rusz!
My w zasadzie od samego początku tłumaczymy Hubertowi, gdy robi coś źle. Oczywiście nie tłumaczymy długo, ale krótko i stanowczo. Gdy w zabawie uderzy- nie ma śmiechu, jest moje "spojrzenie", komenda "nie wolno tak, boli", mały od razu reaguje (albo się zawstydzi albo mu się głupio zrobi albo po prostu udaje nagle że mnie głaszcze).
Gdy wpadnie w jakiś płacz i złapie focha, nie zwracam na niego uwagi, ALE zachowuje się tak jakbym tego nie słyszała, patrze w książkę, tv lub staje sobie w oknie. Czasem sadzam małego w narożniku, siadam obok i czekam, czasem sadzam do krzesełka od karmienia i też przy nim czekam patrząc np w książkę lub udając ze coś robię w kuchni. Hubek wie że taki płacz na nas nie działa, choć wiadomo zdarzają sie takie sytuacje, bo nasze dzieci są w takim przekornym wieku
Gdy przestaje płakać lub fochować oczywiście tule go i się uśmiecham.
Pracuje z różnymi dziećmi, dzieciaki czasem naprawdę dają nam w kość. Gdy jakiś młody małolatek zaczyna mnie bić- informuje go że tak się nie robi, że tak nie wolno, że to boli. Uprzedzam tak ok 3-4 razy, po czym gdy dziecko nadal mnie obkłada rękami, UPRZEDZAM "jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, zrobię to samo"- jeśli pomaga- ok, a jeśli nie - delikatnie uderzam w dziecka rączkę (nie po to by je bolało, ale po to by poczuło się sfrustrowane)- bardzo często pomaga. ALE ważne jest by zanim zastosujesz takie coś, kilka razy dać dziecku WYRAŹNĄ KOMENDĘ że tak nie wolno robić.
Jeśli dziecko np mnie pluje, lub pluje gdzie popadnie (specjalnie)-uprzedzam, że tak się nie robi itd a jeśli tłumaczenie nie pomaga- po prostu wkładam do ręki dziecka papierowy ręcznik i dziecko samo wyciera swoją "mokrą robotę".
Ideen, nie możesz pozwolić by ktoś tak maleńki rządził Twoim domem. To Ty ustalasz reguły, zasady. Niech Ci się nie wydaje, że mały nie rozumie, nie słyszy co mówisz. Dzieci są mega inteligentne. A jeśli chcesz mieć pewność że coś do niego dotarło- złap małego jak robi coś źle, schyl się do jego poziomu, popatrz mu głęboko w oczy i stanowczo zakomunikuj co masz mu do powiedzenia.
Na pewno dasz sobie radę
Dzieciom żadna krzywda się nie dzieje :* Jesli mały będzie terroryzował wasz dom, będzie robił to samo w przedszkolu, czy szkole. Im wcześniej zaczniesz działać tym lepiej :*
I pamiętaj! że nie możesz mieć przegranej miny wychowując małego :* Dzieci doskonale "czytają" z naszej mimiki twarzy. Kochana konsekwencja i stanowczość ! zobaczysz że to nie jest trudne :*
Co do tłumaczenia mu, że źle się zachowuję to nie wiem sama czy on mnie w ogóle słucha, a jeżeli tak to robi mi chyba na złość albo może bawi go takie zachowanie?? Np dzisiaj rano przytulaliśmy się, a on ni stąd walnął mnie w twarz, tłumaczyłam mu, że tak nie wolno, że nikt nikogo nie biję, że mamusie to bolało, a on tylko popatrzał, uśmiechnął się i znów ręka mu poleciała
No i chyba tu powinnam zareagować?? tzn nie wiem ukarać?? ( jejku jak to brzmi)
Nie bój się karać w rozsądny sposób. Przecież nie wyrządzasz mu fizycznej krzywdy. Nie wolno krzyczeć, szarpać, bić. Natomiast karać poprzez niezadowoloną minę, stanowczy głos, czy odseparowanie jak najbardziej ![]()
A wszystko po to, żeby w domu panowała miła atmosfera. Abyś nie była sfrustrowana i zła.
Karaniem nie wyrządzasz dziecku krzywdy. Budujesz granice pomiędzy złym a dobrym zachowaniem. Dzięki temu synek ma poczucie bezpieczeństwa, bo uczy się, czego wolno a czego nie.
To wszystko na pewno zaprocentuje ![]()
witam was bardzo serdecznie moim problemem jest to ze moj syn za pare dni konczy rok ale niestety jest nieznosny na wszystko na co mu nie pozwole to reaguje placzem czasami jest tak ze juz nie wytrzymuje i szarpne go pare razy naprawde nie mam juz sil
nie chce dla niego zle ale widze ze nie jestem cierpliwa nie umiem sobie z tym poradzic
pozdrawiam wszystkie mamusie z tym problemem
Jeśli nic nie przynosi efektu, to chyba jednak zostaje ta cierpliwość. Spróbuj tak jak poradzone było "Ideen", dasz tym dziecku do zrozumienia, że tak nie wolno.
witam was bardzo serdecznie moim problemem jest to ze moj syn za pare dni konczy rok ale niestety jest nieznosny na wszystko na co mu nie pozwole to reaguje placzem czasami jest tak ze juz nie wytrzymuje i szarpne go pare razy naprawde nie mam juz sil
nie chce dla niego zle ale widze ze nie jestem cierpliwa nie umiem sobie z tym poradzic
pozdrawiam wszystkie mamusie z tym problemem
To, że dziecko reaguje początkowo płaczem, gdy się mu czegoś zabroni, to normalne. Trzeba się na ten płacz uodpornić, nie zwracać na to uwagi (tylko w takim wypadku gdy chodzi o wymuszanie oczywiście). To nie tak, że trzeba dążyć do tego, aby dziecko nie płakało a jak już płacze, to robić wszystko, żeby przestało. Dziecko, które nie umie jeszcze mówić, nie potrafi inaczej wyrazić swego niezadowolenia, swoich emocji. Nie podoba mu się, że coś mu zabroniłaś, niech płacze. Wkrótce nauczy się, że tym sposobem nic nie wskóra.
27 2012-04-23 12:55:10 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2012-04-23 12:55:28)
Pracuje z różnymi dziećmi, dzieciaki czasem naprawdę dają nam w kość. Gdy jakiś młody małolatek zaczyna mnie bić- informuje go że tak się nie robi, że tak nie wolno, że to boli. Uprzedzam tak ok 3-4 razy, po czym gdy dziecko nadal mnie obkłada rękami, UPRZEDZAM "jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, zrobię to samo"- jeśli pomaga- ok, a jeśli nie - delikatnie uderzam w dziecka rączkę (nie po to by je bolało, ale po to by poczuło się sfrustrowane)- bardzo często pomaga. ALE ważne jest by zanim zastosujesz takie coś, kilka razy dać dziecku WYRAŹNĄ KOMENDĘ że tak nie wolno robić.
Dajesz wyraźną komendę, że tak nie wolno robić, ale sama uderzasz??? Jakoś nie kumam...
To jest karanie cielesne małego dziecka, poza tym nic w tym wychowawczego, bo dajesz mu zły przykład. W dodatku uczysz, o zgrozo, że jak ktoś uderzy, to trzeba mu oddać!
Czy pracujesz w przedszkolu? Z ciekawości, czy rodzice wiedzą o metodach jakie praktykujesz?
28 2012-04-25 06:46:08 Ostatnio edytowany przez iziaaaaak (2012-04-25 06:50:35)
iziaaaaak napisał/a:Pracuje z różnymi dziećmi, dzieciaki czasem naprawdę dają nam w kość. Gdy jakiś młody małolatek zaczyna mnie bić- informuje go że tak się nie robi, że tak nie wolno, że to boli. Uprzedzam tak ok 3-4 razy, po czym gdy dziecko nadal mnie obkłada rękami, UPRZEDZAM "jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, zrobię to samo"- jeśli pomaga- ok, a jeśli nie - delikatnie uderzam w dziecka rączkę (nie po to by je bolało, ale po to by poczuło się sfrustrowane)- bardzo często pomaga. ALE ważne jest by zanim zastosujesz takie coś, kilka razy dać dziecku WYRAŹNĄ KOMENDĘ że tak nie wolno robić.
Dajesz wyraźną komendę, że tak nie wolno robić, ale sama uderzasz??? Jakoś nie kumam...
To jest karanie cielesne małego dziecka, poza tym nic w tym wychowawczego, bo dajesz mu zły przykład. W dodatku uczysz, o zgrozo, że jak ktoś uderzy, to trzeba mu oddać!Czy pracujesz w przedszkolu? Z ciekawości, czy rodzice wiedzą o metodach jakie praktykujesz?
Wszystko odbywa się przy rodzicach, a Ty czytaj uważnie i ze zrozumiem
Nie uderzam dziecka w sposób by go zabolało fizycznie, ale klepie w rączkę by poczuło, że nie jest to przyjemne. Jak napisałam nigdy nie robie tego od razu. Najpierw pada z mojej strony kilka komend.
A Ty Dorotko chyba nie do końca znasz metody i sposoby wychowania pedagogicznego, dlatego nie rozumiesz przesłania i źle interpretujesz.
Powiem Ci tylko tyle, że metoda w 99% skuteczna. Zazwyczaj kończy się na komendach.
Dla Twojej ciekawości, nie stosuje tego gdy nie muszę, ale gdy maluch "wchodzi mi na głowę", wyrywa się bije, kopie itd a ja odpowiadam za jego bezpieczeństwo na sali ćwiczeń, stosuje się czasem takie otóż twoim zdaniem "niepedagogiczne metody".
29 2012-04-25 11:40:04 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-04-25 20:18:26)
Droga Iziaaak,
mam pojęcie o metodach pedagogicznych,planowałam otworzyć przedszkole i jakiś czas temu zrobilam studia podyplomowe z wychowania przedszkolnego- to tak w razie gdybyś miała zarzucić mi,jak Dorocie nieznajomość metod pracy z dzieckiem.
W życiu nie słyszałam ani nie spotkałam się z tą "pedagogiczną" metodą, o której napisałaś.Zdaje mi się,że twórca tej "metody" nie jest w kanonie pedagogów czy psychologów,którzy powinni być znani studentom pedagogiki przedszkolnej.
To,że metoda jest skuteczna doraźnie nie oznacza,że jest dobra.Jak sama powinnaś wiedzieć -jako pedagog, żeby stwierdzić czy metoda pracy z dzieckiem jest dobra trzeba wielu lat obserwacji i sprawdzenia czy metoda nie ma szkodliwych skutków ubocznych.
Kara fizyczna jest obecnie traktowana jako agresja niszcząca,upokorzenie.Kiedyś była stosowana jako metoda wychowawcza.
Z pewnościa jako pedagog znasz przyczyny zachowań agresywnych.Jedną z nich jest właśnie frustracja.Jak więc można zaradzić frustacji frustrując dziecko jeszcze bardziej?
Masz fuksa,że pracujesz z dziećmi mało świadomych albo nie radzących sobie z wychowaniem dziecka rodziców.Nie chce mi się wierzyć,że świadomy rodzic pozwala stosować takie metody na swoim dziecku.
Śmiem nawet twierdzić,że jesteś ewenementem pedagogicznym na skalę ogólnopolską.
30 2012-04-25 19:10:49 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2012-04-25 19:13:24)
Pod tym, co napisała Gojka wystarczy mi się jedynie podpisać, bo zgadzam się w 100 %.
Od siebie dodam jeszcze tylko kilka rzeczy.
Po pierwsze, off top - nie nazywaj mnie Dorotką, bo nie jestem ani małą dziewczynką, ani tym bardziej kimś Tobie bliskim. Mąż mnie tak nazywa, rodzice i bliscy co jest słodkie, ale w Twoim poście to jakoś tak protekcjonalizmem powiało.
Wszystko odbywa się przy rodzicach, a Ty czytaj uważnie i ze zrozumiem
Nie uderzam dziecka w sposób by go zabolało fizycznie, ale klepie w rączkę by poczuło, że nie jest to przyjemne. Jak napisałam nigdy nie robie tego od razu. Najpierw pada z mojej strony kilka komend.
Mogę sobie czytać to i po 10 razy. Fakt, że na agresję odpowiadasz agresją jest jednak przytłaczający. Sama piszesz o NIEPRZYJEMNYM KLEPNIĘCIU!
A jeśli dzieciaki podpatrzą swoją Panią i zaczną się nawzajem doprowadzać poklepywaniem do porządku w sytuacjach konfliktu, bo część nie dostrzeże subtelnej różnicy pomiędzy lekkim a mocniejszym dotykiem, to jak będziesz interweniować?
A Ty Dorotko chyba nie do końca znasz metody i sposoby wychowania pedagogicznego, dlatego nie rozumiesz przesłania i źle interpretujesz.
To, że ja nie mam wykształcenia pedagogicznego, to pół biedy. No mogę się trochę mylić.
Ale mnie przeraża fakt, że Ty je masz i moim zdaniem PODSTAWOWYCH zasad karania nie rozumiesz.
Powiem Ci tylko tyle, że metoda w 99% skuteczna. Zazwyczaj kończy się na komendach.
Świetna argumentacja. Czyli do wystarczająca przesłanka za tym, że to dobra metoda?
Dla Twojej ciekawości, nie stosuje tego gdy nie muszę, ale gdy maluch "wchodzi mi na głowę", wyrywa się bije, kopie itd a ja odpowiadam za jego bezpieczeństwo na sali ćwiczeń, stosuje się czasem takie otóż twoim zdaniem "niepedagogiczne metody".
Nie wiem, co cytujesz, bo ja ich tak nie nazwałam.
Dla mnie to nie są metody, tylko jakaś pokraczna droga na skróty.
A tak dla dopełnienia obrazka, to dzieci w jakim wieku masz przyjemność poklepywać?
Świat się zmienia co
kiedyś za przeskrobanie czegoś dostało się po tyłku i problem się rozwiązał, a dzieci wyrosły na ludzi ![]()
A wracając do tematu - Ideen - i jak, czy coś nowego próbowałaś, coś się zmieniło?
Dziewczyny, widać, że nie macie żadnej praktyki w pracy z dziećmi.
Jeśli liznęłyście trochę literatury powinnyście wiedzieć, że metody dobiera się indywidualnie do danego dziecka. Nie wszystko działa tak jakbyśmy chcieli.
Podkreślam, absolutnie nie stosuje żadnego bicia, jak sugerujecie. Ale same pracując z dziećmi spotkacie się z tym, że czasem będziecie musiały zadziałać np. mocniejszym przytrzymaniem ręki dziecka, zwłaszcza gdy będzie chodziło o bezpieczeństwo swego podopiecznego czy innych dzieci.
Popracujecie, zobaczycie ![]()
Dodam, że pracuje już sporo lat z dziećmi, wraz z innymi pedagogami, psychologami, terapeutami itd. Nie zamierzam bronić się i tłumaczyć osobom, które nie mają styczności z pracą z dziećmi i zero doświadczenia.
Osobiście zbieram i wyciągam wnioski z własnych doświadczeń zawodowych. Za każdym razem, z każdym "dzieckiem" człowiek uczy się czegoś nowego, jak działać, jak radzić, nie chwaląc się- dzieci zawsze wychodzą uśmiechnięte i zadowolone.
Rodziców trzeba uczyć konsekwencji. Od tego wszystko się zaczyna.
Na koniec dodam, że nim kogoś osądzicie i obrazicie, zastanówcie się nad tym
bo to, na pewno pedagogiczne nie jest ![]()
Artka, trochę się z tym zgadzam. Wiadomo granice trzeba znać, trzeba znać dziecko. I wtedy działać. Uczyć, wychowywać. Dobierać metody.
33 2012-04-26 10:19:14 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-04-26 10:32:48)
Iziaaak- praktykę- owszem mam.
Zaraz po studiach pracowałam w szkole podstawowej we wszystkich klasach.I uwierz- wiem co potrafią dzieci.Ale nigdy nie posunęłabym się do uderzenia jakiegokolwiek dziecka bo wtedy jako nauczyciel byłabym niewiarygodna.Poza tym- nie każdy nadaje się do pracy z dziećmi bo nie każdy sobie z nimi radzi.
A czym jest według Ciebie uderzenie,czy klepnięcie po ręce?Jak zrozumiałam intencja jest taka: ty mnie bijesz więc i ja cię uderzę,żebyś zobaczył/zobaczyła jak to boli.
Mam również własne dziecko- sporo starsze od Twego więc wmawianie mi,że nie mam żadnej praktyki jest trochę niepoważne:)
Wciąż pracuję w szkole- od 1999 roku więc nie ma sensu,żebyś licytowała się ile to już lat pracujesz.No ale chyba już się wyczerpały powody do licytacji.Najpierw była nieznajomość metod pedagogicznych,następnie brak praktyki.Mam pojęcie o jednym i drugim.
Ja Cię nie obraziłam ani nie osądziłam.Ja osądziłam Twoje metody.Chyba nie obraża Cię fakt,że ktoś ma inne zdanie?
Iziaak- jestem za tym,żeby kształcić się całe życie.Skoro napisałaś,że to co stosujesz jest metodą pedagogiczną to czy mogłabyś mi podać źródło- chętnie poczytam.
Dziewczyny, widać, że nie macie żadnej praktyki w pracy z dziećmi.
Na jakiej podstawie wniosek? Bo mamy inne zdanie?
Ja też akurat mam doświadczenie.
Obecnie nie pracuję z dziećmi. Natomiast przez kilka lat współpracowałam z kilkoma rodzinami (kraj i USA) jako opiekunka i psycholog. Pracowałam również w przedszkolu, gdzie była również grupa żłobkowa.
Jeśli liznęłyście trochę literatury powinnyście wiedzieć, że metody dobiera się indywidualnie do danego dziecka. Nie wszystko działa tak jakbyśmy chcieli.
Nie tylko liznęłam, ale przyswoiłam tego sporo.
Oczywiście, że metody dobiera się indywidualnie, natomiast twierdzę, że podstawowe zasady/normy są w bazą w każdym modelu.
Podkreślam, absolutnie nie stosuje żadnego bicia, jak sugerujecie. Ale same pracując z dziećmi spotkacie się z tym, że czasem będziecie musiały zadziałać np. mocniejszym przytrzymaniem ręki dziecka, zwłaszcza gdy będzie chodziło o bezpieczeństwo swego podopiecznego czy innych dzieci.
No jasne, stosujesz "poklepywanie". Dla mnie to jednak ładniejsza nazwa dla uderzania. Biciem tego nie nazwałam. No chyba, że ktoś poklepuje więcej niż raz, wtedy można byłoby to tak zakwalifikować pewno.
No jasne, że jak malec robi nagle szybki wymyk i leci w stronę niebezpieczeństwa (ulica, rower w ruchu, huśtawka), to nie zastanawiasz się, tylko mocniej przytrzymujesz.
My jednak nie.mówimy o sytuacjach awaryjnych. Ty opowiadasz o metodzie jako sposobie wychowywania, korygowania złych zachowania.
Skoro napisałaś,że to co stosujesz jest metodą pedagogiczną to czy mogłabyś mi podać źródło- chętnie poczytam.
Też bardzo chętnie poczytam ![]()
I jeśli mogę to poproszę jeszcze o odpowiedzi na moje pytania z poprzedniego post.
Teraz, jak już wiesz, że rozmawiasz z kimś z doświadczeniem, to chyba możesz coś w temacie skrobnąć?
Jeszcze jedno, która moja wypowiedź Cię obraziła? Nie miała takich intencji i bardzo mnie dziwi, że się tak poczułaś.
Ojej ale się porobiło
Widzę, że poruszyliście kwestię bicia, poklepywania i tym podobne.... Ja osobiście też nie jestem za takimi metodami.
A wracając do tematu.... u mnie sprawy wyglądają następująco.
Co do wymuszania krzykiem, tak jak już wcześniej pisałam, sprawy idą w bardzo dobrym kierunku. Ja staram się nie reagować a Eryczek chyba załapał, że nic tym nie zdziała bo jego płacz trwa króciutko, a od dwóch dni nie było już takiego incydentu ![]()
No i pozostała mi kwestia tego krzyku, pisku.... kurczę, tłumaczę mu, że tak nie wolno a on i tak swoje
Nie mam pojęcia jak do niego dotrzeć, choć doskonalę wiem, że on wie, że tak nie wolno, bo zauważyłam, że jak on drze się na starszego ( tak jak by on mu coś robił) a ja wparuję do pokoju i krzyczę co się stało bo można by było pomyśleć, że tamten coś mu zrobił, Eryczek stoi, uśmiecha się tak jakby był zadowolony z tego, że starszemu się obrywa. No i te jego spojrzenie.... ja mu tłumaczę a on oczami przewraca, rozumiecie... Mały, kochany urwisek.
Monja, widzę, że i u Ciebie jest problem z wymuszaniem. U mnie poskutkowała metoda, którą mi dziewczyny poradziły- ignorancja. Naprawdę polecam!! A co do cierpliwości ja też nie należę do osób cierpliwych, tylko, że ja jak jestem u kresu wytrzymałości, to po prostu wkładam małego do kojca, starszy idzie do swojego pokoju, a ja wychodzę na klatkę schodową i płaczę. Może dziwna metoda, ale mi jakoś pomaga. A może za radą wielokropka, zostaw szkraba z kimś, a sama odpocznij, zregeneruj siły ![]()
36 2012-04-27 12:06:57 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-04-27 12:09:27)
Ideen gratuluję:).Prócz ignorancji jak w każdej relacji z dzieckiem konieczna jest konsekwencja.I już jesteś na wygranej pozycji.
Co do przeraźliwych pisków- może pomogłaby metoda mojej siedmiolatki?:)
Miałam kiedyś pod opieką jej dwuletnią kuzynkę,która właśnie w ten sposób postępuję z rodzicami.Kiedy mała zaczynała piszczeć najpierw oczywiście przybiegałam,żeby sprawdzić co się dzieje.Młoda widziała,że postawiła na swoim.Spokojnie jej powiedziałam,że jak coś chce ode mnie ma przyjść i powiedzieć.Moja córka jak tylko jej kuzyneczka zaczynała piszczeć zatykała uszy i wychodziła z pokoju.Gdy mały "pisklak" przybiegał do nas piszcząc jeszcze głośniej i nie reagował na moją prośbę by mi powiedziała o co chodzi,obie z córką zatykałyśmy uszy i zajmowałysmy się swoimi sprawami.
Mała nauczyła się,że w naszym towarzystwie niewiele zyska krzykiem bo nie robi on na nas wrażenia.Mało tego,była chyba wściekła,że z córką tworzymy wspólny front przeciwko jej zachowaniu.
Przy okazji naczyła się,że moja córka nie będzie chętnie się nią bawić bo jej takie zachowanie nie odpowiada.
Może Ty też weź stronę starszego syna,żeby młodszy się powkurzał ale żeby zobaczył,że takim zachowaniem nic nie zyskuje.
Po kilku wizytach u nas panienka przestała stosować tą metodę ale w jej domu ona nadal działa więc z upodobaniem jej używa:). U Ciebie ta metoda też działa dlaczego więc mały terrorysta miałby ją zarzucić?:)
Temat się dynamicznie rozwinął
))
Ideen - no to fajnie, że metoda przynosi skutek i jest lepiej. Kroczek po kroczku i wkrótce problem zniknie całkiem
tego życzę i wytrwałości, można nią zdziałać cuda ![]()
Moja córka przechodziła tzw. bunt dwulatka pół roku temu, wtedy też próbowała wszystko wymusić płaczem i krzykiem. Mówiłam że nie ma mowy, aby krzykiem na mnie wymusiła, że nie zmienię zdania i czekałam cierpliwie aż zakończy "występ". Przykład: byłyśmy na spacerze, przechodziłyśmy obok ruchliwej ulicy, poprosiłam aby dała rękę a on że nie i w ryk. Więc mówię że albo daje rękę albo stoimy w miejscu i obejmuję ją i trzymam. Początkowo stałyśmy po 15-20 minut a ona ryczała i próbowała uciekać. Po kilku próbach kiedy widziała że nic nie zyska coraz krócej to trwało, po 2 tygodniach już nie próbowała tylko podawała rączkę.
jaka to trzeba miec cierpliwosc! czasami mi jej brakuje...
Moja córka przechodziła tzw. bunt dwulatka pół roku temu, wtedy też próbowała wszystko wymusić płaczem i krzykiem. Mówiłam że nie ma mowy, aby krzykiem na mnie wymusiła, że nie zmienię zdania i czekałam cierpliwie aż zakończy "występ". Przykład: byłyśmy na spacerze, przechodziłyśmy obok ruchliwej ulicy, poprosiłam aby dała rękę a on że nie i w ryk. Więc mówię że albo daje rękę albo stoimy w miejscu i obejmuję ją i trzymam. Początkowo stałyśmy po 15-20 minut a ona ryczała i próbowała uciekać. Po kilku próbach kiedy widziała że nic nie zyska coraz krócej to trwało, po 2 tygodniach już nie próbowała tylko podawała rączkę.
Przy wprowadzaniu zasad, np. tych dotyczących zachowania podczas przechodzenia przez ulicę, warto jest dokładnie i na spokojnie dziecku wszystko opowiedzieć. Należy na spokojnie wytłumaczyć, co i kiedy będzie musiało ono zrobić i dlaczego. Dziecko będzie wtedy wiedzieć, że jest to reguła i jakie zachowanie w jakiej sytuacji jest od niego wymagane.
Bunt przed rzeczą nieznaną jest częstszy niż przed czymś, co dokładnie opisane ![]()
Tak nie pamięta się swojego zachowania z tamtych lat to by pomogło. Przytoczę zachowanie siostrzeńca. Walił głową w ścianę, drzwi lub padał na podłogę czy to w domu czy sklepie i przy tym ryk i walenie głową. Należało nie reagować bo inaczej chcąc go uspokoić to ten jeszcze mocniej i głośniej. Coś mu chyba klepki poprzestawiało bo jest intelektualista indywidualistą , któremu nie chce się pracować.
Kochane a czy to jest możliwe żeby dziecko w wieku 10 miesięcy już zaczęło coś wymuszać? Najgorzej jest z czapką, która ciągle ściąga z główki. Płacze, krzyczy i oczywiście ściąga. Nie chce mi się wierzyć, że to już jest wymuszanie... chyba za małe dziecko na takie numery.
Nie musi od razu chodzić o "wymuszanie" przez dziecko czegoś, po prostu mu może to nie pasować, nie lubi, nie wygodne i odruchowo jak tylko czapka na głowie ląduje to dziecko ją ściąga. U nas było podobnie, przeszło z czasem ;-)
Ja uważam, ze do każdego dziecka należy podejść w sposób indywidualny. Wiedza "książkowa" i schematyczne myślenie nie pomaga, bynajmniej nie zawsze.
Najważniejsze jest to, żeby intencje były szczere i dobre, dzieci to natychmiast wyczuwają. ![]()
Ja uważam, ze do każdego dziecka należy podejść w sposób indywidualny. Wiedza "książkowa" i schematyczne myślenie nie pomaga, bynajmniej nie zawsze.
Najważniejsze jest to, żeby intencje były szczere i dobre, dzieci to natychmiast wyczuwają.
Nie przypominam sobie,żeby ktoś tu cytował książkę.Nie zauważyłam też postępowanie według schematu.No może jedynym było ignorowanie.Ale to najlepszy "schemat" w tej sytuacji.
Witam!
Proszę o pomoc was mamy i kobietki, mam problem z dzieckiem który wymusza krzykiem płaczem wielkim darciem, jak był młodszy bardziej rozumiał że mu nie wolno a teraz wszystko w taki oto sposób wymusza, a ma dopiero 16 mscy wiem że nie powinnam reagować, bo jak nie reagowałam to było skuteczne bo on po jakiejś godź sie uspokajał, a teraz on bardziej się drze i czeka aż ktoś zareaguje, gdyż przez teściów kilka razy mu popusciłam dla świetego spokoju.....
A teraz nerwowo już nie wytrzymuję, gdyż dodatkowym problemem są teście zawsze gdy mały wymusza i krzyczy to się wtrącają i są wielkie awantury z nimi a mały to wykorzystuje bo podczas kłotni z teściami on jest brany na ręce i już jest ok, ale potem znów powtórka z rozrywki. Teściom ilekroć sie nie powie by się nie wtrącały, to staną za naszymi drzwiami i do małego czemu placzesz itd a on tylko czeka kiedy ktoś zareaguje na jego wymuszanie. I padają w naszą stronę teksty typu że nerwowo wychowujemy małego że przez nas jest taki że mordujemy go... mam dość ile już kłotni to masakra- zapomniał wól jak cielęciem był.... oszaleć idzie.....
Witam!
Proszę o pomoc was mamy i kobietki, mam problem z dzieckiem który wymusza krzykiem płaczem wielkim darciem, jak był młodszy bardziej rozumiał że mu nie wolno a teraz wszystko w taki oto sposób wymusza, a ma dopiero 16 mscy wiem że nie powinnam reagować, bo jak nie reagowałam to było skuteczne bo on po jakiejś godź sie uspokajał, a teraz on bardziej się drze i czeka aż ktoś zareaguje, gdyż przez teściów kilka razy mu popusciłam dla świetego spokoju.....
A teraz nerwowo już nie wytrzymuję, gdyż dodatkowym problemem są teście zawsze gdy mały wymusza i krzyczy to się wtrącają i są wielkie awantury z nimi a mały to wykorzystuje bo podczas kłotni z teściami on jest brany na ręce i już jest ok, ale potem znów powtórka z rozrywki. Teściom ilekroć sie nie powie by się nie wtrącały, to staną za naszymi drzwiami i do małego czemu placzesz itd a on tylko czeka kiedy ktoś zareaguje na jego wymuszanie. I padają w naszą stronę teksty typu że nerwowo wychowujemy małego że przez nas jest taki że mordujemy go... mam dość ile już kłotni to masakra- zapomniał wól jak cielęciem był.... oszaleć idzie.....
kobieta2,strone wczesniej i jeszce na tej sa wpisy co dziewczyny radza ,i co robily gdy napotkaly sie z tą sytuacją
Kilka rzy ustąpilas, uleglas i teraz masz.Absolutnie nie chce tutaj sie wywyzwszac ale dziwi mnie aby 15 mieiseczniak czy kilkui latek zdominowal doroslego czlowieka
Beztresowe wychowanie, ustepowanie i cackanie sie z dzieckiem jak z jakiem kiedy trzeba ostro i i konkretnie zareagowac jest zgubne , a brak koinsekwencji jeszcze bardziej oglupia dziecko,bo widzi ze 10 razy moze sie "zle" zachowac czy broic,wymuszac cos histerią, bo na was to dziala, a nast razem mama sie denerwuje, i ponownie w czyms mu ustąpicie bo wrzeszczy
Przykro mi,ale karcenie jak i nagradzanie jest niezbedne w wychowaniu dziecka, a bezkarnosc to dogoa do piekła jakie wam dziecko bedzie zgotowywac,na wasze wlasne zyczenie
Dziecko nie wazne w jakim wieku musi czuc respekt do rodzica ,a rodzic musi egzekwowac jego posluszenstwo wprowadzając jasne i konkretne reguly i zasady w waszym domu jakie dziecko obowiązują
kochana, troszke cierpliwosci i konsekwentnego zachowania:) wszystko wyklaruje sie powolutku:) dzieci wbrew pozorom lubia i potrzeuja miec granice... jezeli twoi tesciowie sobie na to pozwalaja, ich broszka... sami odczuja zaraz rezultaty swojego zachowania...a ty musisz byc twrda i czy przy nich czy sam na sam z dzieckiem nie pozwalaj na takie zachowania, trzeba mowic dlaczego nie pozwalasz na pewne rzezy dziecku a przy atakach warjacji po prostu ignoruj, przy twojej konsekwencji az sie zdziwisz jak szybko sprawa sie rozwiaze:) powodzenia!!
Kobieto2, Ty masz problem przede wszystkim z teściami. Dopóki nie weźmiesz ich na dywanik i nie wytłumaczysz, jak postanowiłaś wychowywać SWOJE dziecko, to nic z tego nie będzie. Nie można wprowadzać chaosu, że każdy sobie wychowuje na swoją modłę, bo to często początek katastrofy wychowawczej.
Zacznij więc od wzięcia teściów na dywanik i solidnej rozmowy.
Wbrew temu, co radzi Kamila, zachowanie teściów to nie jest ich broszka. W wychowywaniu konsekwencja oraz spójność reakcji całego otoczenie to kluczowe kwestie.
Dorota.f moze zle sie wyrazilam, ale pisalam pod kątem tego, ze Kobieta2 nie moze dojsc do ladu z tesciami i w tej sytauacji radzę zeby chociaż ona byla konsekwentna na tyle ile się da:) oczywiscie, najlepiej zeby dorosli sie dogadali, jednak wiem, ze czesto tesciowie i tak zrobia swoje:)
jak on drze się na starszego ( tak jak by on mu coś robił) a ja wparuję do pokoju i krzyczę co się stało bo można by było pomyśleć, że tamten coś mu zrobił, Eryczek stoi, uśmiecha się tak jakby był zadowolony z tego, że starszemu się obrywa. No i te jego spojrzenie.... ja mu tłumaczę a on oczami przewraca, rozumiecie... Mały, kochany urwisek.
Mały kochany urwisek? Jak będzie się dale starszemu obrywało na życzenie kochanego urwiska, wyrośnie z Eryczka potwór. Oczywiście że jest zadowolony. Steruje mamą.
A jak się czuje Twój starszy synek?