Jestem po rozwodzie już jakiś czas. Ja mam swoje życie, on swoje. Jednak znowu zaczyna wysyłać mi sms-y - jak to on mnie kocha, jak tęskni..., dzwoni o przeróżnych porach. Nie odpisuje, nie odbieram... i okłamuje swojego obecnego partnera.... Nie chcę aby mój ex zepsuł to co staramy się zbudować i to co już zbudowaliśmy. Kiedyś już prawie udało mu się zniszczyć nasz związek. Nie chcę aby znowu to się miało stać. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego, ale też nie chcę okłamywać swojego partnera.
I nie piszcie o zmianie numeru... niestety jestem zobowiązana umową, a numer zmieniałam już dobrych parę razy. Zastrzegałam... ale jak sie dowiedziałam, jeżeli ktoś zna adres zameldowania i pesel... zawsze mu numer podadzą... i niestety właśnie tak za każdym razem było...
Życie...
Podobne tematy
Najlepiej nie ukrywaj niczego przed swoim obecnym partnerem. Powiedz mu o jego smsach, opowiedz o wszystkim. Będzie pewnie zły, ale na niego, nie na Ciebie. W końcu to nie Twoja wina, nie masz na to wpływu. Jeśli dowie się o jego telefonach w jakiś inny sposób, czyli nie od Ciebie, wtedy możesz być pewna, że pomyśli, że coś knujesz. Poczuje się oszukany, ciężko mu będzie Ci ufać. Może to właśnie rozmowa Twojego partnera z Twoim byłym załatwi sprawę. Może dotrze do niego, że nie chcesz utrzymywać z nim kontaktu.
Słusznie,powinnaś opowiedzieć.Jeśli były jest uparty to i tak Twój obecny prędzej czy pózniej się dowie i nie będzie Ci ufać
Nie oklamuj swojego partnera... ty nic zlego nie robisz, wiec nie niszcz sobie zycia, bo klamstwem sugerujesz swöj wklad w zainteresowanie exa twojä osobä.
Proponuję olewać to tak zwanym ciepłym moczem - nie reaguj, zdystansuj się... A niech pisze! I co z tego, że pisze?
Nie rozumiem też, dlaczego nie mówisz o tym swojemu partnerowi - przecież to nie Twoja wina, że ten buc do Ciebie wydzwania.
6 2012-08-19 22:06:30 Ostatnio edytowany przez mena77 (2012-08-19 22:08:27)
Witam po prostu musze sie komus wygadac!!!Moj maz znow zrobil mi scene i to w parku kiedy bylismy z nasza coreczka na spacerze i obiecalam sobie ze to koniec i juz nie bedzie juz widywal corki jak nie wywalczy tego w sadzie bo wlasie sie rozwodzimy. Rozwod trwa juz drugi rok a ja niemoge tego alkocholika i cpuna bo tez potrafi i to, pozbyc sie z naszego zycia.A zaczelam juz wprawdzie wracac do siebie byc szczesliwa majac swoje sloneczko przy sobie.Samej jest troche ciezko ale wole byc sama niz z tym nieudacznikiem a zreszta chociez bylismy razem to ja wszystko robilam sama bo go wiecznie po pracy nie bylo w domu tylko siedzial i chlal z kumplami.Wyzucilam go z domu dwa lata temu zalozylam sprawe o rozwod i tak to sie ciagnie znienawidzilam go tak bardzo ze nie moge na niego patrzec ale ze wzgledu na coreczke nie utrudnialam mu z nia spotkan bo ona ma 3 latka i oczywiscie kocha tate.Ale dzisiaj przegiol wyzywajac mnie na ulicy dobrze ze mieszkamy w innym kraju to nikt nie rozumial naszych krzykow i wyzwizk bo i ja niestety dalam" popis" z czego nie jestem z tego dumna wrecz przeciwnie nerwy mi puscily.Niechce znow przechodzic tej nerwowki i wracac do 45kg ktore warzylam wywalajac go z domu bo tak jego dlugi i wybryki daly mi popalic wygladalam jak cien czlowieka i nerwow nie moglam utrzymac na wodzy ,
a teraz gdy juz bylo mi i mojej coreczce tak dobrze on znowu zaczol tyranizowac telefonami i nachodzic pod pretekstem odwiedzin corki probuje namowic abysmy znow byli razem jest meczacy bardzo rozwla mnie to psychicznie. jak pozbyc sie go ze swojego zycia juz nie mam sil stwiac mu ciagle czola to mnie meczy i odbiera sily do normalnego zycia ![]()
Witam kobitki.... Mam ciut podobny problem... Jeśli macie jakieś sugestie, bądź wiecie dlaczego on tak postępuje... W skrócie: Jestem 2 miesiące po rozwodzie. 13 letni związek się rozpadł... Pozew złożył były mąż, podobno chciał być sam, ale powodem była inna "kobieta". Kazał mnie i dzieciom wyprowadzić się z jego mieszkania. Byłam wtedy bez pracy, nie miałam gdzie się podziać z dwoma małymi coreczkami, ale dałam sobie radę. W grudniu orzeczono rozwód za porozumieniem stron, nie chciałam z nim walczyć, nie było po tym wszystkim o co. Znalazlam pracę, pomału układam sobie życie, staram się zapewnić dzieciom stabilizację... Teraz po 2 miesiącach od rozwodu były mąż ciągle ma do mnie jakieś prośby, a to żeby mu pomóc w zrobieniu jakiejś tabelki w arkuszu Excel, a to w napisaniu cv etc... Mówię mu, tlumaczę, że skoro wybrał inną, niech ona mu pomaga, ja chcę się odciąć. Nie dociera... Ostatnio napisał sms, że po wszystkim to on mnie szczerze przeprasza, że zachował się jak "ku**s", że chciał się za coś niby odegrać i pokazać ile jest wart. Nie rozumiem jego zachowania. Nasze córki wozi do swojej nowej kobiety, która też ma dzieci i które z kolei mówią moim dzieciom, że to jest tatuś tamtych a nie moich... 4,5 letnie oraz 3,5 letnie dzieci mają mieszane w głowie. Prośby nie pomagają, a chcę by miały kontakt z ojcem... On nie pytany wmawia, że to nie jest poważny związek, po czym pyta czy ja kogoś mam. Nie mam, jest za wcześnie dla mnie na związek... Wypytuje córkę o mojego przyjaciela. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Dlaczego skoro chciał rozwodu i go uzyskał nadal szuka kontaktu? Dlaczego wypytuje dzieci czy się z kimś spotykam? Dlaczego mnie prosi o rady i szuka u mnie pocieszenia? Kilka razy stanowczo powiedziałam aby spadał, że nie życzę sobie kontaktu. Przez kilka dni jest spokój, a potem znowu... Rozdrapuje takie zachowanie stare rany. Nie bardzo wiem jak to wszystko rozumieć...