Witam. Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego się stanie. To był mój 1 poważny związek, kiedyś byłam przekonana, że na zawsze. Od dłuższego czasu nie czułam do niego "popędu fizycznego", unikałam zbliżeń, pocałunków, stałam się zimna. Wmawiając sobie zwalałam winę na tabletki antykoncepcyjne, by ratować związek odstawiłam je. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że go nie kocham, pomimo, że coraz bardziej mnie irytował nawet błachymi rzeczami i nie miałam ochoty się z nim widywać. Podejmowałam różne próby, wyjazdy, by zatęsknić itp. ale tęsknota nie przychodziła. Nie czułam, że chce mi się do niego wracać. Gdy patrzyłam na niego, czułam już jak bym patrzyła na kolegę, brata, moja obojętność wobec niego mnie przerażała. Długo w tym trwałam, czekając aż może coś się zmieni, w końcu zaczęli interesować mnie inni faceci... i wtedy poczułam się podle. Nigdy bym nie zdradziła, jestem kobietą z zasadami, więc gdy pojawił się facet do którego pociągnęła mnie "jakaś chemia", rzuciłam obecnego partnera, choć serce mi pękało, bo pomimo wszystko czuję się za niego odpowiedzialna i nienawidzę ranić innych.
On nie był dla mnie zły, nigdy mnie nie uderzył, starał się ale... Czasami miał odchyły, jak wypił. Panicznie się tego boję, bo jestem dzieckiem DDD. Uświadomiłam sobie, że nie chciałabym za niego wyjść ani mieć z nim dziecka, bo nie jestem pewna czy by nas szanował "pod wpływem". Kolejna sprawa jest taka, że praktycznie nie rozmawialiśmy o większych problemach, ja wstydziłam się mu o niektórych rzeczach powiedzieć, bo gdzieś w głębi czułam, że by mnie nie zrozumiał.
Jak myślicie, czy kiedyś będę żałować tej decyzji? Mój były bardzo mnie kocha, mówi że zrobi wszystko żeby mnie odzyskać. Ale ja już chyba nie potrafię z nim być. Bardzo dużo nas łączy, po takim czasie związku, momentami już chyba sama nie wiem, co czuję...
Podobne tematy
Ja zostawiłam faceta po 6 latach. Podobne byly moje odczucia jak Twoje. Ale w moim przypadku, było nie tylko wypalenia, ale glównie brak zdolności do podjecia decyzji o wspolnym zyciu, zamieszkaniu i malzenstwie przez mojego ex.
Ja zostawiłam faceta po 6 latach. Podobne byly moje odczucia jak Twoje. Ale w moim przypadku, było nie tylko wypalenia, ale glównie brak zdolności do podjecia decyzji o wspolnym zyciu, zamieszkaniu i malzenstwie przez mojego ex.
Ja wiem, że nie chciałabym z nim zamieszkać, tylko nie wiem, czy do tego nie dorosłam czy to przez niego. Nie chciałam z nim zajść w ciążę, wręcz wpadałam w panikę na samą myśl.
Poukładałam sobie życie, najpierw studia, potem stabilizacja. Uświadomiłam sobie, że nie z nim.
Drugą kwestią jest, że on nie szanuje swoich rodziców, zawsze był u mnie, ja jego rodziny na dobrą sprawę, po ponad 5 latach, prawie nie znam.
To zrobilas dobrze. skonczony temat. skoro nie chcialas z nim mieszkac, miec dzieci. poukladalas swoje zycie. Teraz mozesz albo szukac innego, albo byc singlem.
Jak myślicie, czy kiedyś będę żałować tej decyzji?
Z takim pytaniem to do jasnowidza najlepiej;)
A na tu i teraz moge Ci jedynie powiedziec ze slusznie zrobilas.
Postawilas sprawe jasno i jestes uczciwa wobec siebie i drugiego czlowieka.
Nie ma z Twojej strony uczucia, nie ma szczerych rozmow - wiec nie ma tak naprawde bliskosci,
wiec co to za zwiazek ?
a ze Cie nigdy nie uderzyl... wybacz, dla mnie to kwestia poza dyskusyjna wogole.
Wiesz, ja mam w zyciu takie motto - nic na sile.
Sprawdza sie:)
No jezeli kompletnie nic do niego nie czujesz to dobrze ze odeszłas i go nie oszukiwałaś, ale skoro piszesz tutaj to chyba masz jednak wątpliwości. Moim zdaniem powinnaś dać sobie czas na to żeby dowiedzieć się czego tak naprawde chcesz. Trudno zatęsknić za kimś kiedy wiesz że masz go na wyciągnięcie ręki bo nadal byliście razem, więc jesli weszłaś już w nową relację to trudno mi tu coś doradzić. Ja na Twoim miejscu dałabym sobie czas zeby móc ze 100 % pewnością powiedzieć czego chcę.
No jezeli kompletnie nic do niego nie czujesz to dobrze ze odeszłas i go nie oszukiwałaś, ale skoro piszesz tutaj to chyba masz jednak wątpliwości. Moim zdaniem powinnaś dać sobie czas na to żeby dowiedzieć się czego tak naprawde chcesz. Trudno zatęsknić za kimś kiedy wiesz że masz go na wyciągnięcie ręki bo nadal byliście razem, więc jesli weszłaś już w nową relację to trudno mi tu coś doradzić. Ja na Twoim miejscu dałabym sobie czas zeby móc ze 100 % pewnością powiedzieć czego chcę.
Dlatego właśnie powiedziałam mu, że potrzebuję czasu. Chociaż zawsze twardo trzymałam się zasady, albo się jest razem i to jest pewniak, a jak się ma wątpliwości, to się odchodzi na dobre i nie ma czegoś takiego jak powroty. A teraz... już sama nie wiem, jak to naprawdę jest, chyba za długo byliśmy razem, żeby sprawę tak jasno postawić.
8 2014-01-28 19:12:05 Ostatnio edytowany przez onna (2014-01-28 19:14:55)
Nie no. Postaw jasno. Twierdzisz ze nic nie czujesz do niego. a teraz chcesz go traktowac jak kolo ratunkowe? to tez nie fair, ile miesiecy czy lat mozna trzymac kogos w niepwnosci czy z nadzieją ze jednak tak. Kilka miesiecy tak, ale nie cale lata. czy jest to jednak strach przed tym ze nie znajdziesz innego?
daj sobie kilka miesiecy na samotnosc i zastanowienie sie.
Nie no. Postaw jasno. Twierdzisz ze nic nie czujesz do niego. a teraz chcesz go traktowac jak kolo ratunkowe? to tez nie fair, ile miesiecy czy lat mozna trzymac kogos w niepwnosci czy z nadzieją ze jednak tak. Kilka miesiecy tak, ale nie cale lata. czy jest to jednak strach przed tym ze nie znajdziesz innego?
aj sobie kilka miesiecy na samotnosc i zastanowienie sie.
Nie, nie. Nie należę do dziewczyn które boją się samotności, wręcz przeciwnie, pomimo, że jestem towarzyska i lubię ludzi, to jestem też typem samotnika i lubię cokolwiek robić sama.
Nie chcę traktować go jak koło ratunkowe, bo nawet bym tak nie potrafiła.
Sęk tkwi w tym, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i nie wiem, czy istnieje taka możliwość, że jak dowiem się że nie mam go już "na wyciągnięcie ręki" to czy coś może nie wróci?
Sęk tkwi w tym, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i nie wiem, czy istnieje taka możliwość, że jak dowiem się że nie mam go już "na wyciągnięcie ręki" to czy coś może nie wróci?
Bardzo możliwe że wróci tylko nie wiadomo czy to bedzie miłosc czy strach przed tym ze coś Ci sie wymyka, dlatego to musi troche potrwać.Napiałaś że trzymałaś się zasady że jeżeli nie jesteś czegoś pewna to powinno się odejść, moim zdaniem trudno o taką pewność w miłości szczególnie po tylu latach, wydaje że gdzie indziej to na pewno jest lepiej. Tylko czas może Ci pomoc. Pozdrawiam i życzę dobrej decyzji.
Również zostawiłam faceta po 6 latach poniekąd z takich samych powodów jak Ty. Uczucie się wypaliło, zostało tylko przywiązanie które wcześniej nie pozwoliło mi na podjęcie tego kroku. Chyba bałam się być sama (tak myślę). Ale on nie wykazywał nawet najmniejszej chęci na pójście ze mną o krok dalej i myślę, że to przeważyło na mojej decyzji o rozstaniu. I powiem Ci jedno NIE ŻAŁUJE jedyne może czego żałuję to tego, że nie odeszłam dużo szybciej. Także głowa do góry ![]()
poczytaj o teorii miłości wg Sternberga.
O trzech czynnikach miłości, dynamice ich zachowań w czasie trwania związku, naszym wpływie na te czynniki.
Twój związek, chyba dobrze przystaje do tej teorii.
poczytaj o teorii miłości wg Sternberga.
O trzech czynnikach miłości, dynamice ich zachowań w czasie trwania związku, naszym wpływie na te czynniki.
Twój związek, chyba dobrze przystaje do tej teorii.
Nie mozna malzenstwa czy zwiazku ukladac na podstawie ksiazki czy tez teorii .kazdy zwiazek to dwoje ludzi o roznych charakterach .to nie auto ze masz napisane taka czesc wymien i jedziesz do przodu.jednym ludziom beda odpowiadaly kolacje przy swiecach a innym w kuchni z talerzem na kolanach .
14 2014-01-29 22:48:12 Ostatnio edytowany przez yessa (2014-01-29 22:49:12)
Każdy kolejny dzień, skłania mnie w stronę decyzji, że już do niego nie wrócę. Nie mam jeszcze sił się z nim zobaczyć i pogadać, rozważam, czy mu tego nie napisać? Nie wiem czy wypada o takich rzeczach rozmawiać przez internet czy smsa, ale byłoby mi łatwiej.
Druga sprawa, facet którego poznałam - z całych sił staram się go trzymać na dystans, ale w jego obecności, jak na niego patrzę, to czuję się jak naćpana. On mówi, że czuje to samo, prawi mi masę komplementów, ale dla mnie na dzień dzisiejszy to wszystko zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Nie potrafię pozbyć się obaw, ale i nie potrafię przestać o nim marzyć.
Jasne, że wypada, wyślij mu smsa o treści "z nami koniec ;P", z całą pewnością poczuje się dowartościowany, i że zależy ci na jego dobru ![]()
A mnie zastanawia jeden fakt,piszesz że jesteś pewna swojej decyzji i nie chcesz powrotu ale nie masz sił na spotkanie??? Jeżeli czegoś nie chcę to nie i koniec a Ty dziś masz dzień nie chce być z nim a jutro może jednak chce?
Ja po prostu, przyznam szczerze, nie mam odwagi. Mam za dobre serce i jest mi go tak niesamowicie szkoda, ale jednocześnie nie jestem w stanie poświęcić się na tyle żeby być z nim z litości.
Jak czytam takie wątki to nóż otwiera mi się w kieszeni.
Mam do Was Panie pytanie.
Kim dla Was są mężczyźni?
On Was kocha, a Wy go pięć, sześć lat trzymacie w ciemnocie, zwodzicie a potem kopa w doopę
.
To jest nie do przyjęcia.
Ale jest takie powiedzenie " los nie nierychliwy, ale sprawiedliwy"
Dlatego wierzę, że Was spotka to samo. Żałosne
Powodzenia
Ja po prostu, przyznam szczerze, nie mam odwagi. Mam za dobre serce i jest mi go tak niesamowicie szkoda, ale jednocześnie nie jestem w stanie poświęcić się na tyle żeby być z nim z litości.
Nie poświęcaj się, tylko szybko z nie rozstań się. Nie zwódź go.
Ja tez mam podobno sytuację do Cb ! Z tym że ja go nie chciałam, odpychałam tyle czasu On i tak wracał i zrodziło się przywiązanie. Los nierychliwy ale sprawiedliwy ?! Ha ! a to dobre, i że niby jesteśmy żałosne ?! Chyba Ty, jakby nie chciał to by z Nią nie był na siłe go nie zmuszała ! Ja tez zostawiłam mojego ex po 4 latach tez mam takie chwile zeby wracać, ale nie układało sie to dla Mnie było wręcz męczarnia ale On wciaz nalegał na nasz związek. Koniec to koniec nie ma zadnej zostawionej furtki.
Lexpar facet, zawsze stanie za facetem. Ideałem nie jestem, może i moja wina, że tak długo z nim byłam chociaż już nie czułam, że to miłośc, cóż, człowiek całe życie uczy się na błędach. Powiem jedno, mi ciężko było odróżnic przyzwyczajenie od miłości i w tym tkwił problem, że nie zerwałam z nim wcześniej, a dopiero po 5,5 latach związku.
Nie poświęcam się i rozstałam się, raz na dobre, już go nie "zwodzę". Sorry, że taka beznadziejna byłam.
olenka332 nie ma sensu wracac, tylko dlatego, że on tego chce, jeżeli Ty nie chcesz.
Teraz napiszę tak na chłodno, bo chwilę minęło, emocje trochę opadły. Wcześniejsze wątpliwości były chyba normalne, przy takiej emocjonalnej dawce. Dziś troszkę inaczej na to patrzę, nie tęsknię, nie kocham, nie żałuję, z dnia na dzień przekonuję się, że dobrze zrobiłam. I to właśnie jest odpowiedź na moje pytanie, czy kiedyś będę żałowac? Już wiem, że nie.
Posłuchałam trochę ludzi, którzy z boku patrzyli na nasz związek i miło mnie zaskoczyli. Myślałam, że każdy na mnie naskoczy, że będę ta najgorsza, niezrozumiała, ale wygląda na to, że dobrze zrobiłam. Posłuchałam siebie, w końcu i zrobiłam po swojemu, nie pod czyjeś dyktando, nie pod niego, jak to zwykle bywało. Dziękuję za wszystkie dobre rady!
Ja też czułam się jako ta najgorsza, w domu ciągle słyszę że jesli się nie umie kogoś szanować to się z Nim nie jest.. Nikt nie może z boku ocenić sytuacji, Ty sama doskonale wiesz jak było. Masz całkowitą racje, bardzo ciężko odróżnić przywiązanie od miłośći ale miłość jest troszczeniem się o drugą osobę bycie z Nią na dobre i na złe, a ja ? ja zwyczajnie byłam z Nim bo byl dobry kochał Mnie nad zycie. Zerwałam 3 miesiące temu od tamtej pory miałam wiele myśli a moze wrócic przeicez On taki dobry, moze nie znajde nikogo a przeciez już mam 21 lat, niektórzy w tym wieku się żenią. Bzdury bzdury i jeszcze raz bzdury ! Straciłam 4 lata na faceta którego chyba nawet nigdy nie kochałam ! dobrze się rozumieliśmy byliśmy wczesniej przyjaciółmi i tak to się zrodziło. Bardzo się bałam tego że właśnie ten los o którym Pan wspomniał wyzej odwróci się i będę sama lub zakocham się nieszcześliwie. Ale o dziwo narazie mi się układa chodze na randki, poza tym to totalna głupota wierzyć w takie rzeczy, i to ex nalegał na związk wręcz zmuszał Mnie groził ze sobie coś zrobi a nawet raz zrobił. Brak słów by opisać jego zachowanie. Głowa do góry po jakimś czasie znów się zakochamy a moze i tym razem na dobre
Życze dużo szczęśliwych dni i uśmiechu bo trzeba wierzyć ze teraz będzie tylko lepiej
Pozdrawiam :*