Pomóżcie mi bo już na prawdę nie wiem co robić ;/
Mojego faceta poznałam kilka miesięcy temu w Warszawie, para jesteśmy od pięciu. Początkowo wszystko było w porządku, on pracował w Warszawie, widywaliśmy sie w weekendy jak miałam zjazdy na uczelni (nie jestem z wawy). Poświęcał mi sporo czasu, smsy, rozmowy. Sprzeczki były jak w większości związków, ale o nic poważnego. Dla mnie rzucił papierosy, ponieważ przeszkadzało mi że palił. Dodam, że zatrudnił sie w niej w Warszawie ze względu na mnie.
Gdy firma budowlana w której pracował skończyła zlecenia w Warszawie sporo się zmieniło. Wrócił do rodzinnego miasta bo tam miał pracę. Zaczęłam czuć się zbędna, zepchnięta na dalszy plan. Czepiałam się czasu jaki poświęca kolegom, bo był to praktycznie cały czas po pracy. Ze mną pisał przed snem, a i to trwało krótko, ponieważ zaraz padał zmęczony. Twierdził cały czas że się go czepiam. Owszem, niekiedy się czepiałam, ale on również mnie się czepiał nieraz o głupoty. 2tyg temu byłam u niego pierwszy raz i odkryłam, że faktycznie jest u niego bardzo kiepsko z pieniędzmi. Pokłócilismy się bardzo poważnie o Kościół. Pochodzę z rodziny wierzącej, a mój facet nie bardzo, mieszkam z rodzicami, babcią i dziadkiem. Moj chlopak mial przyjechac do mnie w poprzedni weekend i zeszło na temat kościoła. Chciałam żeby ze mna poszedł, on stwierdził że nie czuje Kościoła i dla niego to wszystko kłamstwo i udawał nie będzie że lata co niedziele do kościoła. Dla mnie to oznaczało że mu słąbo zalezy, skoro nie moze sie poswiecic zeby pojsc ze mna na ta godzinke, tym bardziej że chodziło tu też o opinie mojej rodziny. Prawie z nim wtedy zerwałam, bo dla mnie było jasne, że nie zalezy mu na mnie i zwiazku ze mna. Stanelo na tym ze jak bedzie ze mna to bedzie chodzil raz w miesiacu i w swieta. Pogodzilismy się i do konca wizyty u niego bylo juz w porzadku.
Tydzien pozniej mial przyjechac w niedziele do Warszawy zebysmy sie spotkali. W sobote wieczorem jeszcze pisal mi smsy ze jeszcze kilka godzin i sie zobaczymy kochanie itp. Pisal tez ze sie chyba przeziebil bo ma nos jak kartofel i katar straszny. Pytalam czy na pewno bedzie, odp :Tak bede. W niedziele napisal ze jednak nie przyjedzie bo sie zle czuje ale za tydzien na pewno bedzie.
Wszytko bylo niby w porzadku, nie gniewalam sie bo ma w koncu prawo sie zle czuc. Pisalismy smsy jak zawsze, pn sie nawet zagalopowal piszacsmsy typu ze szkoda ze lezy w swoim lozku a nie w NASZYM. W srode sie poklocilismy, w sumie to on mial zly dzien od rana a wieczorem jak mi napisal na facebooku ze idzie sie myc itp to odpisalam mu "a to spadaj ;p" i sie obrazil. I od srody tak to trwa. W weekend poczatkowo pisal w czwartek ze planuje jechac pociagiem nocnym w piatek zeby na sobote rano byc u mnie. Nastepnie wyzszlo ze to nieoplacalne i pojedzie rano w sobote. W piatek napisal mi ze prosili go z pracy zeby zostal w pracy (mimo ze ustalone bylo ze ma miec co 2 weekend wolny), zeby zostal bo chca wykonczyc 2 mieszkania na raz. Poprosil go brat i kierownik. No i oczywiscie on nie wiedzial co zrobic i jak ma do mnie jechac. Zdenerwowalam sie i powiedzialam ze ide jesc i wyszlam z fb. Napisal ze idzie myslec i napisze mi sms jak bedzie wiedzial. Smsm napisal, owszem, ze bedzie w moim miescie najpozniej o 21 i jak nie bede chciala lub mogla sie z nim spotkac to sie spotkamy rano w niedziele. Znow sie posprzeczalismy, że jak go poprosza to zawsze leci a do mnie to mu nie po drodze. W niedziele napisal ze nie przyjedzie bo sie zle czuje i bedzie jak sie poczuje lepiej. Kiedy nie napisal. Zapytalam co mu jest to napisal ze chyba grypa bo mu sie ciagnie 2 tyg juz prawie. Zdenerwowalam sie juz bo dla mnie to wygladalo jakby mu nie zalezalo. Poklocilismy sie powaznie. Napisalam mu ze nic do mnie nie czuje i zeby mi wprost napisal ze to koniec to napisal mi cos w stylu "Nie pisz tak". O uczuciach nie mowil nic. Jak mu pisalam zeby zerwal a nie ciagnie to w taki sposob to mi pisal zebym skonczyla sobie w koncu dopisywac. Wczoraj mial byc o 21 na fb zebysmy porozmawiali bo "Ty i Ja mielismy dosc czasu na przemyslenia i wyciagniecie wnioskowm czas je skonfrontowac". Z tego co pisal ciezko bylo cos wywnioskowac. Raz tak jakby pisal co mu nie pasuje, ale pisal o w taki sposob jakby chcial to przedyskutowac zeby cos naprawic. Potem mi pisal ze "mamy rozne swiaty..." Przestalismy pisac o 20.40. Na fb juz nie wszedl, tel nie odbieral a na pytanie czy bedzie nie odpisal nic. Podejrzewam ze usnal tak jak to ma w zwyczaju a na fb nie wszedl z przekory, bo przeciez on jest :panem sytuacji". Napisalam mu co o tym mysle,ze czuje ze jego kumpel macza palce w tym jak jest teraz miedzy nami, podziekowalam za wszystko itp. Napisalam ze wiecej nie bede go meczyc sms bo to i tak bez sensu. Dzis rano napisal mi tylko "dzien dobry", jak mu odpisalam po kilku godzinach (Przyjaciel mi radzil zeby go olac, bo to dziala na facetow), to odpisal od razu ze nikt nie maczal palcow w tym co jest teraz. Popisalismy chwile i jak pisalam ze mnie meczy sytuacja i zeby zerwal bo ja nie bede go trzymac na sile a chce wiedziec co dalej to na ta czasc smsa nie odpisywal. Pisal tylko cos znow ze sie zawsze czepiam i inne tego typu. Jak zapytalam w sms ze chce wiedziec czy cos ratujemy czy nie i w sms nic wiecej nie napisalam to odpisal "a jest co ratowac ja juz nie mam sily na Twoje awantury". Odpisalam mu ze ja uwazam ze jest co ratowac, ale to nie do mnie nalezy decyzja a blagac go na pewno nie bede. Napisal mi ze caly czas ten sam schemat. Ze ja sie go czpiam, jest mi z nim zle, ze co chwila mnie rani to po co on ma sie starac, zeby mu ktos awanture wieczorem robil. To mu napisalam ze znow unika odpowiedzi na pytanie czy jestesmy razem czy nie, napisal ze porozmawiamy w 4 oczy tak jak chcialam. Odpisalam mu co ja o tym mysle i jak widze ratowanie tego wszystkiego. Nie odpisal nic. Pisal wczesniej ze kolo 18 bedzie na fb zeby porozmawiac.
Ja juz na prawde nie mam sily na to wszystko. Taka sytuacja sie ciagnie od tygodnia prawie, a mnie wykancza. Wolalabym zeby zerwal ze mna jesli ma taki zamiar a nie ciagnie taka chora sytuacje. Nie wiem na prawde co robic. Opisalam tu wszystko w miare dokladnie, chociaz pwnie duzo waznych rzeczy pominelam przez nieuwage. Prosze o jakies rady, czy tez chociaz zwykle wsparcie. Wiem ze wina nie lezy tylko po mojej stronie. Pisze tu do was, zeby otrzymac jakies wsparcie, a moze i odpowiedz na pytanie co bedzie dalej i co on ma w glowie w tej chwili. Moze jakis mezczyzna bedzie umial mi odpowiedziec na to pytanie. Zrodzila mi sie mysl ze moze on po prostu nie chce zerwac pierwszy zeby nie bylo na niego, ale tyle razy mu dalam zielone swiatelko podczas tej klotni, ze sama nie wiem co o tym myslec. Jego odpowiedzia zawsze bylo milczenie, albo stwierdzenie ze sobie dopowiadam... Pomozcie