netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

8 odpowiedzi3 432 wyświetleniazałożony przez aagnees7, 31.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Przez parę ostatnich dni dręczy mnie bardzo jedna sprawa, z któej zupełnie nie wiem, jak wybrnąć, dlatego bardzo prosiłabym o jkaąś radę. Problem jest następujący:

Od paru lat pracuję z pewnym mężczyzną (33 lata). Właściwie od pierwszego dnia znajomości złapaliśmy wsólny język i dośc szybko zakumplowaliśmy się. Pomagaliśmy sobie w obowiązkach służbowwych, a z czasem zaczęliśmy się sobie zwierzac z różnych problemów, czasami doradzałam mu w kupnie koszuli czy krawata (On nie ma żony ani dziewczyny), takie tam zwykłe sprawy. Potrafiliśmy długo wieczorami rozmawiać przez gg, ogólnie świetnie się dogadywaliśmy, On nawet powiedział kiedyś, że chyba "za bardzo" mnie lubi, ale ja byłam wówczas zaręczona (obecnie mam męża), więc oboje ustlilismy, że nie było tematui tyle. Wszystko było super, traktowałam Go jak kogoś bliskiego, choć musze przyznać, że po jakis dwóch dlatach od nawiazania znajomości, zaczeły się czasem zdarzać dziwne sytuacje, tzn. On nagle "ofukał" mnie z byle lub bez powodu, czasem zdarzyło się, że był w stosunku do mnie bardzo złośliwy, ale to były jakieś pojedyńcze incydenty, które tłumaczyłam jego dosc trudnym charakterem (ale ja to tolerowałam, bo kto nie ma wad). Ogólenie dawał mi do zrozumienia, nawet po moim ślubie, że mu się podobam, jak czuł się źle to prosił, zebym go przytuliła albo i sam się przytulał bez pytania. Ja zawsze byłam w stosunku do niego "wierna jak pies". W pracy zawsze trzymałąm Jego stronę, nawet jak nie miał racji, kiedy było trzeba, kryłam przed szefem, mówiłam mu o wszystkim, jak potrzebował pomocy rzucałam swoje obowiązki i robiłam Jego robotę> Myslę, ze jakby zadzwonił w środku nocy z jakimś problemem, to bym zostawiła męża i poleciała mu pomóc. A teraz sedno sprawy:
Jakiś czas temu, na polecenie szefa, napisałam pewne pisma, które mają związek z Jego sprawami sprzed kilku lat. Zaznaczam, że pisma te nie szkodzą Mu, w ogóle są potrzebne tylko po to, żeby w Wydziale Finansowym naszej firmy zgadzały się pewne płatności, była to (w mojej ocenie) formalność. Na dodatek szef ich jeszcze w ogóle nie podpisał, jest to na razie raczej propozycja, bo zastanawiamy sie jeszcze nad innym rozwiązaniem tej sprawy.Ponato, nawet nie przywiązywałam wagi do tego, że wiążą się one akurat z Jego sprawami (chyba nawet w ogóle o tym nie myślałąm), bo to stare dzieje (z 2007r.) Co ważne - pisma te najpierw leżały u mnie na biurku chyba przez parę dni, potem zaniosłam je szefowi i połozyłam na samym wierzchu (tak, że każdy mógł je spokojnie przeczytać) i w ogóle nie robiłam z tego żadnej tajemnicy, nawet dyskutowałam o nich z innym kolegą z pokoju, bo Jego akurat nie było. No ale kiedy przypadkiem On zobaczył te papiery wąłśnie w pokoju szefa, to się wściekł i zarzucił mi, że robię coś, co ma związek z jego dawnymi sprawami za Jego plecami. Rzeczywiście, wtedy zdałam sobie sprawę, że powinnam go uprzedzić, ale to były takie krótkie pisemka, po prostu napisałam bez zastanowienia, jak to człowiek nieraz robi w pracy schematycznie pewnie rzeczy, troche jak robot. Oczywiście przeprosiłam Go, próbowałam wytłumaczyć, że nie miałam zamiaru niczego ukrywać, że wszystko lezy na wierzchu, że jeżeli mu to prseszkadza, to może znajdę inny sposób, żeby tych pism nie pisać i niech Finanse same sobie radzą, że przecież celowo nic bym nigdy w życiu przeciw niemu nie zrobiła i takie tam. Ale On na to, że nie wie, czy to nie jest celowo (!!!). No i od tamtej pory nie oddzywa się ani słowem, traktuje mnie jak powietrze. Nie wiem czemu, nie wierzy mi, że nie chciałam go ani oszukiwać, ani nniczego ukrywać. Sytuacja ta staje się nie do zniesienia, również dla reszty współpracowników (do tej pory byliśmy świetnym zespołem, niemal drugą rodziną), którzy wierzą mi i uważają, że nic złego nie zrobiłam (chociaż ja sama mam do siebie pretensję, że byłam taka bezmyślna i nic mu nie powiedziałam). Ponieważ rozmowa z Nim nie ma sensu, bo i tak mi nie wierzy (nie mam pojęcia dlaczego, nigdy go nie okłamałam, byłam aż do bólu lojalna), wpadłam na pomysł, że może by dać (moze przez kogos, bo ode mnie nie weźmie pewnie) mu do przeczytania mój pamiętnik (przynajmniej z tych istotnych dla sprawy dni). Co prawda są tam bardzo osobiste zapiski, jak to w pamietniku, ale może uwierzy, jeśli to przeczyta, no bo przeceiż nie okłymawałabym samej siebie (!). Nie wiem tylko czy to dobry pomysł i czy to cos pomoże??? Badzo chciałąbym, żeby On wiedział, jak było naprawdę, a już nie widze innego wyjścia.
Jeżeli ktoś dotrwał do końca, za co bardzo dziękuję, to proszę o poradę. Myslicie, że jeżeli On pozna moje najskrytsze myśli z tamtych dni, to może uwierzyć w moje dobre intencje???

2

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Nie bądź naiwna. Nie zmieni to sytuacji a jeszcze może ją pogorszyć.

Ja mam wrażenie, że masz do czynienia z firmowym wyścigiem szczurów. Zachowanie Twojego "kolegi" to klasyka z gatunku manipulacji.

Moja rada: Rozdziel życie firmowe od prywatnego.

3

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Dziękuję za radę, może faktycznie nic to nie zmieni, przemyślę to jeszcze.
Wiem, że może to wyglądac właśnie jak "wyścig szczurów", myslałam o tym, tylko że jest jedna rzecz: my nie pracujemy w prywatnej firmie, gdzie ludzie prześcigają sie w drodze do awansu czy premii - to jest mały urząd gminy, gdzie na jakikolwiek rozwój zawodowy raczej nie ma perspektyw, zajmujemy takie same stanowiska, a premie dostaja wszyscy mniej więcej po równo bez względu na wyniki pracy. Dlatego tez mam zupełny mętlik w głowie, nie wiem po co On miałby tak mną manipulować i to przez kilka lat, tym  bardzie, że parę razy naprawdę mi pomógł.
Nie potrafię do Niego dotrzeć, a nie wyobrażam sobie dalej współpracy w takiej atmosferze. Zastanawiakm się jeszcze, czy nie spotkac się z naszym wspólnym kolegą, który do zeszłego roku z nami pracował i swojego czasu bardzo sie z Nim przyjaźnił (później tez ta przyjaźn z jakis powodów się rozleciała, ale nigdy sie nie dowiedziałam, dlaczego) i który dłużej niz ja sie z Nim zna i spróbowac porozmawiać, czy rzeczywiście Jego byłoby stać na takie manipulacje i zbawę uczuciami drugiej osoby, bo jeżeli tak, to nie ma sensu sie w ogóle starać.

4

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Zaraz, moment, bo trochę mi nie pasuje to Twoje zachowanie. Z tego co napisałaś bardziej lojalna jesteś w stosunku do swojego kolegi - współpracownika niż do szefa. Twój kolega robi Ci awanturę o dokumenty, które KAZAŁ Ci napisać szef. Obawiam się, że masz złe priorytety. Przyjaźń przyjaźnią, ale Twoja służalczość względem kolegi jest aż bolesna. Radze wyjść z tych omamów i rozdzielić życie zawodowe od prywatnego.
Poza tym masz męża czy chęć wyskakiwania w nocy o północy w celu ratunku działa w obie strony? Czy tylko Ty jesteś taką oddaną przyjaciółką? Bo mi się wydaje, że on raczej palcem by nie kiwnął. Uważaj i rozdzielaj priorytety mądrze.

5

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę
aagnees7 napisał/a:

Ogólnie dawał mi do zrozumienia, nawet po moim ślubie, że mu się podobam, jak czuł się źle to prosił, zebym go przytuliła albo i sam się przytulał bez pytania. Ja zawsze byłam w stosunku do niego "wierna jak pies". W pracy zawsze trzymałąm Jego stronę, nawet jak nie miał racji, kiedy było trzeba, kryłam przed szefem, mówiłam mu o wszystkim, jak potrzebował pomocy rzucałam swoje obowiązki i robiłam Jego robotę. Myslę, ze jakby zadzwonił w środku nocy z jakimś problemem, to bym zostawiła męża i poleciała mu pomóc.

Wygląda to na przyjaźń. Z podtekstem. Z jego strony podtekst erotyczny, z Twojej lojalność ponad miarę.

aagnees7 napisał/a:

Jakiś czas temu, na polecenie szefa, napisałam pewne pisma, które mają związek z Jego sprawami sprzed kilku lat. (...) No ale kiedy przypadkiem On zobaczył te papiery wąłśnie w pokoju szefa, to się wściekł i zarzucił mi, że robię coś, co ma związek z jego dawnymi sprawami za Jego plecami. (...) Oczywiście przeprosiłam Go, próbowałam wytłumaczyć, że nie miałam zamiaru niczego ukrywać, że wszystko lezy na wierzchu, że jeżeli mu to prseszkadza, to może znajdę inny sposób, żeby tych pism nie pisać i niech Finanse same sobie radzą, że przecież celowo nic bym nigdy w życiu przeciw niemu nie zrobiła i takie tam. Ale On na to, że nie wie, czy to nie jest celowo (!!!). No i od tamtej pory nie oddzywa się ani słowem, traktuje mnie jak powietrze. (...) Ponieważ rozmowa z Nim nie ma sensu, bo i tak mi nie wierzy (...), wpadłam na pomysł, że może by dać (...) mu do przeczytania mój pamiętnik (...). Co prawda są tam bardzo osobiste zapiski, jak to w pamietniku, ale może uwierzy, jeśli to przeczyta, no bo przeceiż nie okłymawałabym samej siebie (!). Nie wiem tylko czy to dobry pomysł i czy to cos pomoże??? Badzo chciałąbym, żeby On wiedział, jak było naprawdę, a już nie widze innego wyjścia.
Jeżeli ktoś dotrwał do końca, za co bardzo dziękuję, to proszę o poradę. Myslicie, że jeżeli On pozna moje najskrytsze myśli z tamtych dni, to może uwierzyć w moje dobre intencje???

Po co miałby zmieniać swoją idealną wersję, w którą wierzy, na Twoją?
Może wolałby ukryć coś, co się wydarzyło w 2007 r., schiza taka - ktoś w jego obecności powie "2007 rok" i on dostanie niezrozumiałego szału. A wyjaśnić sobie nie da, bo musiałby zrezygnować z wersji, w którą wierzy dla zachowania dobrego mniemania o sobie.
Pamiętnika nie dawać w żadnym razie. Nie rozmawiać już o tym. W ogóle rozmawiać z nim tylko przy świadkach: Ciebie uchroni to od poniżania się a jego od popadnięcia we wściekłość.
Rozumiem, że zalezy Ci na przyjaźni, ale zależy Ci za bardzo. Jeśli będziesz w to brnęła, stracisz szacunek dla siebnie, a on będzie wykorzystywał to, że zależy ci bardziej.
Po prostu poczekaj i sprawdź, czy jemu zależy.

6

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Ja też to odbierałam jako przyjażń i miałam świadomość tego podtekstu erotycznego z jego strony i na pewno jest moja winą to, że nigdy jasno nie postawiłam pewnej granicy w naszych relacjach. Jeżeli chodzi o te papiery z 2007 r., to zbyt zawiłe, żeby to tutaj opisywać (z reszta nie każdy czytający to forum musi znać się na kwestiach prawnych, a tego wymagałoby zrozumienie tematu), ale on nie ma żadnego powodu żeby jakoś "alergicznie" na nie reagować, bo nic złego nie zrobił, papiery były w porządku, tylko nasz wydział finansowy niepotrzebnie popbrał z ich tytułu pewne nalezności i teraz niejako trzeba przedłużyć "zywotność" tych dokumentów. Jest to sprawa trochę zawiła, ale dla "kolegi" nie rodzi żadnych konsekwencji (pomijam fakt, że on się przecież pod niczym nie podpisuje, za wszystko odpowiada szef, który sam wydał takie a nie inne polecenie), chociaż faktycznie rozumiem, że mógł się poczuc urażony, że mu o tym nie powiedziałam, ale, jak już wspomniałam, wytłumaczyłam i przeprosiłam. Dobra - popełniłam błąd, ok. Tylko powiedzcie, czy naporawdę nie mamy prawa zrobic czasem czegoś nieprzemyslanego czy głupiego?? Wydaje mi się, że nie ma człowieka, który by w swoim zyciu błędu nie popełnił, ale również ważne jest późniejsze zachowanie. Jak powiedziałam, ze mi przykro, że faktycznie zrobiłam to bez zastanowienia itd., to wydawało mi sie, że chociaż na chwile normalnej rozmowy mogę liczyć. Bo czy to jest normalne, że dorosły człowiek przy pierwszym lepszym konflikcie zachowuje się na zasadzie "jesteś be, juz się z toba nie bawię"? Mnie się taki sposób rozwiązywania nieporozumień wydaje dziecinny, ale może nie mam racji?? Juz sama nie wiem.....

7

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Bo czy to jest normalne, że dorosły człowiek przy pierwszym lepszym konflikcie zachowuje się na zasadzie "jesteś be, juz się z toba nie bawię"? Mnie się taki sposób rozwiązywania nieporozumień wydaje dziecinny, ale może nie mam racji?? Juz sama nie wiem.....

Dobrze to ujęłaś - też mam wrażenie, że Twój znajomy zatrzymał się na etapie dojrzałości "dziecka" i w ten sposób się mści.

Ja też to odbierałam jako przyjażń i miałam świadomość tego podtekstu erotycznego z jego strony i na pewno jest moja winą to, że nigdy jasno nie postawiłam pewnej granicy w naszych relacjach.

Nie wiem czy dobrze zrozumiałam: Ty go prowokowałaś seksualnie i obiecywałaś "coś więcej" niż przyjaźń?
Jeśli nie - to nie musisz brać na siebie winy za to, że on sobie coś "wyobrażał"..bo to jego wyobraźnia. Skąd u Ciebie to poczucie winy? Dlaczego ofiara zawsze szuka winy u siebie.. ale jeśli lubisz się umartwiać to jest wiele kataklizmów na świecie które też możesz wziąć na swoje barki... np taki kryzys eh

8

Odp: Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Nie, niczego mu nie obiecywałam, z cała pewnością zadawał sobie sprawę, że nie zdradzę męża ani go nie zostawię. Co do prowokowania, to byc może nie tyle go prowokowałam, co pozwalałam np. na przytulenie się, pogłaskanie po włosach, dlatego mam poczucie winy z powodu niepostawienia jakiejś jasnej granicy w naszych relacjach. Poza tym on z cała pewnością nie byłby zainteresowny byciem ze mną w jakimkolwiek związku. Owszem, pociągam go w jakis sposób, ale to raczej nie ma nic wspólnego z głębszym uczuciem.

Tyle tylko, że ja w ogóle nie łączyłam tych spraw z jego "obrażeniem się". Mnie się raczej wydawało, że skoro on jest w jakiś sposób mna zainteresowany, zalezy mu na mnie czy cos w tym rodzaju, to nie będzie takim formalistą, dla którego nagle jeden słuzbowy konflikt (wczesniej nigdy sprawy zawodowe nas nie porózniły) przekreśla parę lat znajomości. Po prostu chciałabym zrozumieć jego tok myślenia, dlaczego jest taki nieugięty i absolutnie nieskory chociaż do podjęcia próby rozmowy ze mną??? Mam wrazenie, że np. koledze lub komus innemu z biura prędzej by wybaczył. Może mi się wydaje, że traktuej mnie jakoś bardziej surowo, nie daje prawa do popełnienia pomyłki czy błędu. No ale, na litośc Boską, nie ma przecież ludzi idealnych, a nie myli się tylko ten, co nic nie robi.

Dobrze, że kiedyś nie dostałam się na psychologię....chyba bym się nie sprwdziła w tym zawodzie....

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak przekonać kolegę, że mówię prawdę

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026