Przez parę ostatnich dni dręczy mnie bardzo jedna sprawa, z któej zupełnie nie wiem, jak wybrnąć, dlatego bardzo prosiłabym o jkaąś radę. Problem jest następujący:
Od paru lat pracuję z pewnym mężczyzną (33 lata). Właściwie od pierwszego dnia znajomości złapaliśmy wsólny język i dośc szybko zakumplowaliśmy się. Pomagaliśmy sobie w obowiązkach służbowwych, a z czasem zaczęliśmy się sobie zwierzac z różnych problemów, czasami doradzałam mu w kupnie koszuli czy krawata (On nie ma żony ani dziewczyny), takie tam zwykłe sprawy. Potrafiliśmy długo wieczorami rozmawiać przez gg, ogólnie świetnie się dogadywaliśmy, On nawet powiedział kiedyś, że chyba "za bardzo" mnie lubi, ale ja byłam wówczas zaręczona (obecnie mam męża), więc oboje ustlilismy, że nie było tematui tyle. Wszystko było super, traktowałam Go jak kogoś bliskiego, choć musze przyznać, że po jakis dwóch dlatach od nawiazania znajomości, zaczeły się czasem zdarzać dziwne sytuacje, tzn. On nagle "ofukał" mnie z byle lub bez powodu, czasem zdarzyło się, że był w stosunku do mnie bardzo złośliwy, ale to były jakieś pojedyńcze incydenty, które tłumaczyłam jego dosc trudnym charakterem (ale ja to tolerowałam, bo kto nie ma wad). Ogólenie dawał mi do zrozumienia, nawet po moim ślubie, że mu się podobam, jak czuł się źle to prosił, zebym go przytuliła albo i sam się przytulał bez pytania. Ja zawsze byłam w stosunku do niego "wierna jak pies". W pracy zawsze trzymałąm Jego stronę, nawet jak nie miał racji, kiedy było trzeba, kryłam przed szefem, mówiłam mu o wszystkim, jak potrzebował pomocy rzucałam swoje obowiązki i robiłam Jego robotę> Myslę, ze jakby zadzwonił w środku nocy z jakimś problemem, to bym zostawiła męża i poleciała mu pomóc. A teraz sedno sprawy:
Jakiś czas temu, na polecenie szefa, napisałam pewne pisma, które mają związek z Jego sprawami sprzed kilku lat. Zaznaczam, że pisma te nie szkodzą Mu, w ogóle są potrzebne tylko po to, żeby w Wydziale Finansowym naszej firmy zgadzały się pewne płatności, była to (w mojej ocenie) formalność. Na dodatek szef ich jeszcze w ogóle nie podpisał, jest to na razie raczej propozycja, bo zastanawiamy sie jeszcze nad innym rozwiązaniem tej sprawy.Ponato, nawet nie przywiązywałam wagi do tego, że wiążą się one akurat z Jego sprawami (chyba nawet w ogóle o tym nie myślałąm), bo to stare dzieje (z 2007r.) Co ważne - pisma te najpierw leżały u mnie na biurku chyba przez parę dni, potem zaniosłam je szefowi i połozyłam na samym wierzchu (tak, że każdy mógł je spokojnie przeczytać) i w ogóle nie robiłam z tego żadnej tajemnicy, nawet dyskutowałam o nich z innym kolegą z pokoju, bo Jego akurat nie było. No ale kiedy przypadkiem On zobaczył te papiery wąłśnie w pokoju szefa, to się wściekł i zarzucił mi, że robię coś, co ma związek z jego dawnymi sprawami za Jego plecami. Rzeczywiście, wtedy zdałam sobie sprawę, że powinnam go uprzedzić, ale to były takie krótkie pisemka, po prostu napisałam bez zastanowienia, jak to człowiek nieraz robi w pracy schematycznie pewnie rzeczy, troche jak robot. Oczywiście przeprosiłam Go, próbowałam wytłumaczyć, że nie miałam zamiaru niczego ukrywać, że wszystko lezy na wierzchu, że jeżeli mu to prseszkadza, to może znajdę inny sposób, żeby tych pism nie pisać i niech Finanse same sobie radzą, że przecież celowo nic bym nigdy w życiu przeciw niemu nie zrobiła i takie tam. Ale On na to, że nie wie, czy to nie jest celowo (!!!). No i od tamtej pory nie oddzywa się ani słowem, traktuje mnie jak powietrze. Nie wiem czemu, nie wierzy mi, że nie chciałam go ani oszukiwać, ani nniczego ukrywać. Sytuacja ta staje się nie do zniesienia, również dla reszty współpracowników (do tej pory byliśmy świetnym zespołem, niemal drugą rodziną), którzy wierzą mi i uważają, że nic złego nie zrobiłam (chociaż ja sama mam do siebie pretensję, że byłam taka bezmyślna i nic mu nie powiedziałam). Ponieważ rozmowa z Nim nie ma sensu, bo i tak mi nie wierzy (nie mam pojęcia dlaczego, nigdy go nie okłamałam, byłam aż do bólu lojalna), wpadłam na pomysł, że może by dać (moze przez kogos, bo ode mnie nie weźmie pewnie) mu do przeczytania mój pamiętnik (przynajmniej z tych istotnych dla sprawy dni). Co prawda są tam bardzo osobiste zapiski, jak to w pamietniku, ale może uwierzy, jeśli to przeczyta, no bo przeceiż nie okłymawałabym samej siebie (!). Nie wiem tylko czy to dobry pomysł i czy to cos pomoże??? Badzo chciałąbym, żeby On wiedział, jak było naprawdę, a już nie widze innego wyjścia.
Jeżeli ktoś dotrwał do końca, za co bardzo dziękuję, to proszę o poradę. Myslicie, że jeżeli On pozna moje najskrytsze myśli z tamtych dni, to może uwierzyć w moje dobre intencje???