Moja historia: znam go ponad 2 lata, pracujemny razem, od niecałego roku nasza znajomośc rozwineła sie, na poczatku na facebooku, a po 3 mcach umówilismy sie na piwo, dodam, ze jest o 2 lata młodszy ode mnie, ma 27 lat, na piwie w sierpniu 2011 przegadalismy ponad 4 godz, miał byc ciąg dalszy ale z racji tego że on ma bardzo duzo obowiązków nie poświęcił mi czasu wtedy gdy tego chciałam urwało sie, po 3 mcach napisałam do niego czy możemy spotkac się ponownie, nie chciał ale w końcu sie zgodził, dodam że w międzyczasie pisałam do niego, zdawkowo odpowiadał, w listopadzie spotkalismy sie ponownie, zapytałam dlaczego nie porponował wyjścia skoro tak fajnie nam jest razem, powiedział, ze sie z kims spotyka, w złości powiedziałam mu że ja tak naprawde nic od niego nie chciałam oprócz romasnu, zdziwił sie i odpowiedział że on też tego chce, udawałam że w ogóle mi na nim nie zalezy, że chce tylko seksu, że jego i uczucia mam gdzieś, udawałam...., i tak się zaczeło, od tamtego czasu sypialismy ze soba,nie wierzyłam że kogos ma bo nikt nigdy nie widział go z kobietą, aż w grudniu przeczytałam na facebooku że ta dziewczyna naprawde istnieje....
jednak głupia nadal w to brnełam, nie wiem na co liczyłam, czego chciałam, nie wiem, wiem że bałam sie samotności do tego stopnia że chwila z nim sam na sam dawała mi mnóstwo energii i ciepła na jakis czas.
w styczniu pierwszy raz się zdenerwował, powiedziałam mu że moja kolezanka z pracy o nas wie, a jakiś czas wczesniej sama prosiłm go aby nikomu nic o nas nie mówił, zdenerwował się że komus powiedziałam, powiedział że stracił do mnie troche zaufania, po czym odszedł, za tydzien zadzwoniłam do niego (w trakcie tego tygodnia był ze swoja dziewczyną w górach ...) po czym powiedział ze sama miał zadzwonic ale go uprzediłam, spotkalismy sie, zaczelismy sie znowu spoytkac, znowu było fajnie
nastepna kłótnia a raczej jego wsciekłośc na mnie za to że poprosił mnie abym wieczorami nie pisał tyle smsów bo nie zawsze może odpisac, zdenerwowałam się, ale jakos rozeszło sie po kościach
wczoraj wynajał nam apartament, na pcozątku było super, seks był boski, i tutaj juz głupota maksymalna nastpiła,jestem kobietą która w łózku jest dośc ostra, zapytał mnie czy możemy pokochac sie namiętnie i powoli, zdziwiłam się, myslałam że lubi tak jak zawsze to robilismy, poszlismy do sypialni, nie potrafiłam, spaliłam
potem był jeszcze namiętny seks po mojemu, natomiast powiedziałam mu że poczułam się xle z tym że nie potrafiałm sprostac temu o co poprosił, czyli o namięty normalny seks, poczułam sie jak mezczyzna który nie stanął na wysokosci zadania, kłótnia, odszedł ...
wiem wiem jestem głupia, latałam za facetem który kogos miał i kilka miesięcy spotykał się ze mna miałam tylko ochłapy, zapytałam go dlaczego zdradza swoją dziewczyne? odp że dlatego że jest: poje...ny ....
nie potrafie zrozumiec dlaczego odszedł, dlaczego mnie zostawił, nie potrafie sobie przetłumaczyc że to nie miało sensu, ze xle ulokowałam swoje uczucia, jest mi xle, jutro spotkam go w pracy, jak sie zachowac?
dlaczego jestem taka głupia? prosze przemówcie mi do rozsadku abym do niego nie pisała, nie prosiła... nie moge tak zyc ale lece do tego ognia jak ćma chociaz wiem, ze mnie spali ;(((((
jest mi źle
przepraszam, musiałam sie wygadac bo nie mam komu i dusze to w sobie ;(