Witam,
Chciałabym poprosić o radę, bo jestem bardzo zagubiona i potrzebuję obiektywnego spojrzenia na sprawę.
Postaram się opisać wszystko dość skrótowo.
Byłam w długim związku, w którym już pod koniec nie układało się.
Podjęłam decyzję o zerwaniu, co było dla mnie bardzo trudne, bo był to mój pierwszy partner.
Później poznałam wielu facetów, z dwoma było to coś poważniejszego. Ale jednak okazało się, że nie zależało mi na nich.
1,5 roku byłam praktycznie sama, z przerwami na randkowanie, które nie zadowalało mnie, bo nie mogłam poznać nikogo kto, by mi pasował.
Byłam naprawdę zrozpaczona. Koleżanki związane nie miały dla mnie czasu, a ja każdą chwilę spędzałam sama. Jednocześnie ciągne broniłam się przed związaniem na siłę, bo doświadczenie mówiło mi, że nie daje mi to w ogóle szczęścia.
I nagle bardzo spontanicznie i przypadkowo wpadłam na pomysł- Erasmus.
Wybór kraju, miejsca zupełnie nieprzemyślany i tak wyjechałam na pólnoc Hiszpani.
Nastawiona byłam na zabawę, poznanie ludzi, relaks. Absolutnie wykluczałam możliwość związku, gdyż nigdy w życiu nie chciałam być związana z obcokrajowcem.
No i jak pewnie się już domyślacie.... taaak niestety właśnie to tak poznałam osobę, w której się zakochałam.
Chłopak jest z Portugalii. Wszystko działo się bardzo szybko. Poznaliśmy się, początkowo zakładałam, że to tylko dla zabawy, relaksu, zapomnienia -wiadomo.
Spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę. No i po miesiącu w sumie mieszkaliśmy razem.
I tak trwało to 4 miesiące. Idealnie naprawdę. Nie mogę mu nic zarzucić. Chociaż przesiąknięta stereotypami o latynosach bardzo byłam nieufna.
On też początkowo wiaodmo nie planował się angażować, ale niestety spędzając tyle czasu razem musiało tak to się skończyć.
I teraz jak pewnie się domyślacie jestem w Polsce.
On miał wracać do Portugalii, ale zosdtał tam na 2 semestr, bo powiedział, że będzie nam łatwiej, bo ma tam pokój i plan jest taki, że mam teraz do niego jechać na 2 miesiące.
Chciał odwiedzić mnie w Polsce, ale kompletnie nie mam warunków, żeby tu był, więc wolę jechać tam. Szczególnie, że zostało tam dużo znajomych, a ja nie mogłam przedłużyc wyjazdu
Nie mam żadnych zajęć tylko pisanie licencjatu.
On mówi, że jeśli nam się ułoży może prze4nieść się do Polski (opczywiście jeśli znajdzie pracę)
Ale nie wiem...
Wszystko było pięknie. Ale wróciłam i moja mama jest bardzo przeciwna. Mówi, ze to marzenia. Że mam poznać polaka. Że stracę czas, kasę. Że on na bank tu pracy nie znajdzie. Że to inna kultura.
Rozumiem ją. Zawsze negatywnie podchodziłam do takich par. Uważałam, że laski są naiwne.
I teraz moje pytanie.
Czy zaryzykowałybyście. I popjechałybyście tam z powrotem na te 2 miesiące i potem zobaczyły czy faktycznie on się przeprowadzi.
Czy z góry założyły, że to sensu nie ma.
Bop ciągnąc tego tak teraz pół roku na odległość to ja nie chcę. Bo będę bardzo tęsknić.
Proszę o rady ![]()
Może ktoś miał podobną sytuację?
Podobne tematy
Witaj,
Przede wszystkim nie podchodź do niego jak do stereotypowego "Latynosa", który na pewno miałby być niestały w uczuciach, kobieciarz i te pe. Jak to mówią: "nie każdemu psu Burek". Zobacz, że jeśli obcokrajowcy myśleliby stereotypowo o Polakach to na pewno byśmy byli złodziejami-alkoholikami, którzy w przerwach między patologią rodzinną dorabiają w Anglii na zmywaku... Popatrz na niego po prostu jak na faceta - czy Cię szanuje, czy dogadujecie się bez problemów, czy rozumiecie się. A potem się zastanów czy akceptujecie różnice kulturowe, które na pewno już dostrzegłaś. Poza tym z tego, co się orientuję Portugalczycy to wcale nie tacy wyuzdani imprezowicze - na pewno bardzo się różnią od Hiszpanów czy Włochów. Są bardziej spokojni i w większości oddani religii.
Też byłam na Erasmusie, gdzie poznałam jednego Portugalczyka, który był nadzwyczaj spokojny. Teraz z kolei pracuję z Portugalką, która jest bardzo zrównoważona i grzeczna ![]()
Powracając do Erasmusa.... Gdy wyjeżdżałam, byłam świeżo po zakończeniu toksycznego związku, więc miałam podobne podejście - aby nie angażować się emocjonalnie, żeby potraktować to jako zabawę. I wiesz jak to się skończyło? Teraz jestem w szczęśliwym związku z obcokrajowcem, już od dwóch lat ![]()
Faktem jest, że nigdy wcześniej nie dopuszczałam do siebie myśli, żeby wiązać się z kimś z innego kraju - inna mentalność, bariery językowe itp. Ale nie ma rzeczy niemożliwych do nauczenia
Zaraz po Erasmusie też miałam ciężko, bo wróciliśmy do swoich krajów i praktycznie przez cały następny akademicki rok widzieliśmy się zaledwie kilka razy.. Ale jak to mówi moja mama: uczucie jest jak ogień, a rozłąka jak wiatr - zgasi mały płomyk, ale podsyci duży płomień ![]()
Niestety to przykre, że Twoja mama nie akceptuje takiego wyboru, bo również myśli stereotypowo: nie wydziwiaj i znajdź sobie Polaka jak każda porządna polska dziewczyna. Szczerze, ja bym się nie sugerowała jej opinią tylko własnym uczuciem. Jeśli masz przeczucie, że przetrwacie próbę czasu, just go for it!
No i Lidka_87 ma rację, podpisuję się
Tez przeżyłam love do obcokrajowca- nie skonczyło sie to slubem
... ani nawet niczym poważniejszym tu zadziałał stereotyp :d ale nieoniecznie tak bedzie. potraktuj go jak potencjalnego partnera, nie jak obcokrajowca- gdyby był Arabem to bym ci go odradzała, ale Portugalczyk może mieć kulturę zbliżoną do naszej ![]()
Dzięki za rady ![]()
Chciałam wczoraj kupić bilety, ale moja mama bardzo mi odradza. Mówi, że polecę za facetem jak pies. Że to on powinien mnie odwiedzić. Jasne ma rację, ale on chce mnie odwiedzić tylko ja nie mam totalnie warunków żeby go przenocować, a nie wiem jaki sens ma żebyśmy wynajmowali hotel na 2 tygodnie skoro mogę polecieć tam i spać u niego w mieszkaniu. Chciałabym lecieć na miesiąc, bo i tak nie mam zajęć żadnych w tym czasie. A potem to się zobaczy czy wszystko będzie dobrze.
Tęsknię za nim strasznie. Rozmawiamy na skype, ale jednak to ciężko tak. No ale jak widzę nastawienie mojej rodziny to mi bardzo przykro. Mówią mi że tracę czas, kasę i jestem naiwna. Że nic z tego nie będzie. Przykre to. Wiadomo chcieliby, żebym jak moje siostry starsze poznała gościa z kasą i ustawionych.
(
gadanie! twoja mama ma poglądy z czasów kiedy to facet "zachodził" pod dom z naręczem kwiatów i zdobywał wybranke. to starocie. teraz wazne jest partnerstwo. wiesz co.....nie grasz/ nie wygrywasz. co sie przekłada: jesli nie zaryzykujesz to nigdy sie nie dowiesz co mogło z tego byc
jestem za pójsciem na całość .
kupiłam bilet. zobaczymy co będzie. Na razie było serio super. W najgorszym wypadku będą to wakacje za małą kasę z latynoskim kochankiem
Chociaż nie oszukuję, że wolałabym inną wersję. Trzymajcie kciuki.
Lidka_ 87 z jakiej narodowości mężczyzną jesteś związana jeśli mogę spytać ![]()
Też uważam, że Twoja mama ma podejście trochę bardziej "klasyczne", my jesteśmy następnym pokoleniem kobiet, bardziej równouprawnionych
ale z drugiej strony ona też ma trochę racji, bo w niektórych sytuacjach dobrze by było, gdyby to facet wykazywał inicjatywę - to oczywiście moja subiektywna opinia. Może moje podejście też trochę wynika z tego, że moja mama wydaje się być podobna w tych sprawach do Twojej - kwestie zabiegania mężczyzn o nasze względy itp. Wg mnie moja mama czasem z tym przesadza, ale w niektórych sytuacjach chyba ma rację - kobieta czasem powinna pokazać klasę... Nie uważam natomiast Twoich odwiedzin za jedną z tych sytuacji - to jest właśnie współcześnie rozumiane partnerstwo, a nie zabawa w rycerzy podjeżdżających z mandoliną pod wieże księżniczek
Według mnie dobrze postępujesz, bo kierujesz się uczuciem, a to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu, pamiętaj ![]()
W odpowiedzi na pytanie - obecnie jestem w związku z Czechem (nic egzotycznego, nuuuuda
), zaraz po studiach przeprowadziłam się do Pragi i tutaj teraz pracuję. W przeszłości zdarzyło mi się jeszcze być w związku z Finem (o zgrozo, co za polarny chłód!) i dla odmiany z chłopakiem z Chile (istny upał!) - ale to było tylko przelotne i na szczęście krótkie zauroczenie, bo takiego żadna kobieta nie jest w stanie usidlić
Trzymam za Ciebie kciuki - poleć i przekonaj się co na jego widok powie Twoja pikawa
jeśli przez ten czas będzie się Wam nadal dobrze układało (wiadomo, rozłąka czasem potrafi rozluźnić relacje i ostudzić zapał), uważam że powinniście dać sobie szansę na dłuższy dystans. Niech Twój mężczyzna zacznie szukać pracy w Polsce - jeśli się nie uda to potem będziecie się wspólnie martwić. A rodziną się nie przejmuj - z czasem się przekonają, gdy zobaczą, że ich gderania nie przynoszą rezultatów. Ważne, żebyś nie zaczęła się nimi sugerować, bo to TWOJE WŁASNE ŻYCIE I WŁASNE SZCZĘŚCIE ![]()
Bierz tego Portugalczyka i bądź z nim szczęśliwa ![]()
naprawdę nie wiem już co robić. Z nim wszystko jest ok, kupiłam bilety. Ale moja mama ciągle mi mówi., że jestem beznadizjena, że jade za facetem. Że on by tu nie przyjechał, że wydam tyle kasy, a i tak zostanę sama. Nie wiem nie mam na nic już siły. Może mają rację, może to nie żadnej perspektywy. Wracając byłam pełna optymizmu, ale teraz ciągle tylko takie gadanie i jednak mi strasznie przykrość robi. Boję się, że serio starcę czas i potem usłyszę "a nie mówiłam"
((
A rodziną się nie przejmuj - z czasem się przekonają, gdy zobaczą, że ich gderania nie przynoszą rezultatów. Ważne, żebyś nie zaczęła się nimi sugerować, bo to TWOJE WŁASNE ŻYCIE I WŁASNE SZCZĘŚCIE
A widzisz, zaczyna się spełniać moja obawa - widać, że jesteś podatna na wpływy osób trzecich - zaczynasz wierzyć w to, co mówi rodzina, która odradza z uwagi na stereotypy... Jeśli polecisz i będziesz z nim szczęśliwa, to rodzinie będzie głupio. A jeśli faktycznie ten związek nie wypali - oby nie dlatego, że teraz ktoś siłą Ci to wkłada do głowy - to trudno, mama będzie wypominać, ale jestem pewna, że ona te popełniała błędy i nie zawsze słuchała rad innych - wiadomo, że człowiek uczy się na WŁASNYCH błędach. Kupiłaś bilet - poleć, bo inaczej się nie przekonasz...
A poza tym o ile dobrze doczytałam, ten chłopak by przyleciał, gdyby nie studia, tak? A z tego, co piszesz to Ty masz teraz "czas wolny", więc to chyba i tak lepsze rozwiązanie niż żeby on zawalał szkołę i leciał po to, abyście się kisili wszyscy razem w domu..
I tak polecę bo już mam bilety haha. On chciał przylecieć teraz przed moją wizytą, ale mam teraz dużo egzaminów i nie miałabym czasu go nigdzie zabrać. Wolę żeby przyleciał później. Bo teraz nie mam gdzie nawet go przenocować za bardzo. Mam obawy, bo wiem, że lata lecą i mogę zostać sama co usilnie podkreśla moja rodzina. Że już kurcze nie ma czasu na zabawy. Ale nie wiem naprawdę mi z nim fajnie. Z opinią mamy bardzo się liczę. Tymbardziej mi ciężko.Ale im nigdy żaden facet nie pasuje ;/
Ja tez bym poleciała, tym bardziej, że nic nie tracisz, a możesz zyskać. Nie wiesz jak się sprawy potoczą. Potem wrócisz i zobaczysz co dalej. Wszystko jest możliwe
Zerwać zawsze zdąrzysz. Swoją drogą ja teraz jestem na Erazmusie na Krecie, ale raczej wielka miłość mi się tutaj nie szykuje, więc Ci zazdroszczę, bo w sumie to byłoby miłe
Jedź dziewczyno, bo potem możesz żałować całe życie, że nie dałaś temu szansy. Nie słuchaj mamy, to ty masz być szczęśliwa, to twoje życie.
Wiesz u nas na Erasmusie też raczej pary się nie tworzyły. Może oprócz nas była z jedna, dwie. tak naprawdę ja też nie chciałam, bo jednak tam nie ma ta to miejsca. Potem wszyscy jadą do swoich krajów i co? Jest taki problem jak teraz mamy my. Ale kontaktujemy się stale. On chce przyjechać do Polski od września. Powiedzcie mi myślicie, że szanse na znalexienie pracy dla obcokrajowca są dobre w Polsce. Zna 3 języki (portug, hiszp, ang) ale poslkiego nie ;/
Z pracą - zależy w jakim mieście. Wiem, że w Warszawie nie ma takiego problemu jak np w Łodzi (skąd ja pochodzę). Zależy to oczywiście jeszcze od branży. Myślę, że spróbować zawsze może. Widać, że chłopak się stara, żeby być z Tobą, zależy mu! Doceń to, że podjął decyzję wyjazdu do obcego, dalekiego kraju, bez znajomości języka - robi to tylko i wyłącznie dla Ciebie. Jakby był egoistą to by powiedział, żebyś Ty się przeprowadzała do niego albo ewentualnie do Hiszpanii. Szkoda, że Twoi bliscy też nie dostrzegają takiego poświęcenia z jego strony...
Saaya, może znaleźć! chociażby jako lektor -native w szkole językowej, na warsztatach językowych- na początek. A zawsze możecie wyjechać gdzies zupełnie indziej ,np.na Majorkę, Ibizę, do Ameryki Południowej
Kto powiedział, że macie do wyboru tylko Polskę lub Hiszpanię? Wcale nie trzeba siedzieć tu i zapierdalać do emerytury, której nie będzie, można wyjechać GDZIEKOLWIEK! Nie róbmy barier, których nie ma ! ![]()
Nie, no muszę coś napisać, zobaczcie jak strasznie gmatwamy sobie życie , ktore moze być naprawde proste.
Nie wiem czemu masz takie obawy, jesli sie kogoś kocha i widać,ze druga strona tez sie stara to nie ma co sie zamartwiac na zapas.
Mam koleżankę, która poznała swojego męża na Skype, on mieszkał w dalekiej Algierii a ona w Polsce, oboje wykształceni ,chcieli od zycia coś wiecej i nie bali sie stawić mu czoła.
Ile było gadania wokół, bo Arab z pochodzenia, a bo mu przejdzie , a bo ja wykorzysta...w rezultacie są po ślubie, początkowo mieszkali w Polsce, teraz oboje maja dobra prace i mieszkają w Paryżu.
Ja sama mieszkam w Wielkiej Brytanii i mogę Ci powiedziec,ze to prawdziwy kraj bez barier, my Polacy powinnismy sie tutaj uczyć otwartości, wyjścia z cienia naszych uprzedzeń i obaw, tutaj ludzie gdy chcą być razem to nie patrzą na pochodzenie,czy kolor skory. Widze,ze Twój chłopak okazuje sie być bardzo odpowiedzialny w związku, bo zabiega o Ciebie,chce przyjechać, a przecież miłość na odległość nie jest łatwa, kilometry naprawde oddalają.
To naprawde swietnie wróży, jedz do niego i nie myśl co bedzie potem, wszak jesteście młodzi i życie przed Wami,będąc wyksztalconymi ludźmi a on jeszcze hiszpański Nativ speaker spokojnie znajdziecie dobra prace, czy w Polsce czy w jakimś innym kraju.
Lunafly no właśnie toż to napisałam
I teraz z perspektywy czasu wiem, że znów zrobiłabym to co lata temu: wyjechała do innego kraju, tak po prostu. Życie jest za krótkie na takie wątpliwosci, na LĘK.
a ta ....>polskość< po prostu zabija niejedno pragnienie.......
jak już wyjedziesz, zobaczysz, jak wygląda życie gdzie indziej.
Lunafly no właśnie toż to napisałam
I teraz z perspektywy czasu wiem, że znów zrobiłabym to co lata temu: wyjechała do innego kraju, tak po prostu. Życie jest za krótkie na takie wątpliwosci, na LĘK.
a ta ....>polskość< po prostu zabija niejedno pragnienie.......
jak już wyjedziesz, zobaczysz, jak wygląda życie gdzie indziej.
Zdecydowanie nie ma co juz komentować, jak najbardziej sie z Tobą zgodzę, wyjazd to naprawde to co wiele mnie nauczyło o sobie samej, wyprostowalo kręgosłup i nauczyło naprawde samodzielnie sobie radzić, nie wspomnę o innych pozytywach,np Moj Maz, to wlasnie za granica go poznałam.
Naprawde warto być odważnych, nawet jesli nie wszystko pojdzie tak jak sobie wymarzylismy to jednak ubogaca nas bardzo o kolejne zdobyte doświadczenie.
wyjedź
na reszcie coś w Tobie zaskoczyło ![]()
lepiej żałować że coś się zrobiło, niż że się czegoś nie zrobiło ![]()