The Thin Line Between Love and Hate ... :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » The Thin Line Between Love and Hate ... :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

Witam,
Wiem że to forum dla kobiet ale to jedyne sensowne miejsce, które znalazłem :(
Ten post to historia 9 letniego związku i ogromnej miłości. Historia faceta, który podświadomie miał w jej jedynej oparcie, zaufanie, wsparcie. Była dla mnie wszystkim co miałem. Dla niej byłbym w stanie oddać swoje życie (i chociaż wiem, że wiele osób w to wątpi to tak jest - zresztą zbyt często spotykam się z nią żeby w to wątpić)
Nasz związek trwał 9 lat zaczęło się gdy była jeszcze w szkole średniej. Ja uczyłem się w szkole wyższej. Wszystko układało się cudownie tyle że trzy lata temu miałem świadomość tego że nie wiem czego chce i nie jestem zdecydowany. Potrzebowaliśmy rok przerwy - to była moja decyzja. Po roku wróciliśmy do siebie. Od tamtej pory wiedziałem, że jest kobietą jedyną kobietą mojego życia i utwierdziła mnie we wszystkim w co wcześniej wierzyłem. Plan był taki żeby zaręczyć się w sposób najpiękniejszy na świcie (sam sposób zaręczyn zahaczał o złamanie prawa) Miało być spektakularni przy wielu nieświadomych tego co się dzieje świadkach.
Zaręczyny były wyznaczone na określony termin. Pierścionek musiał być wyjątkowy, sam go zaprojektowałem wiedziałem, że jest zwieńczeniem czegoś co ma dla mnie najwyższą wartość i chciałem żeby sobą sam to reprezentował.
12 dni przed datą zaręczyn wszystko zaczęło się komplikować - zaczęło się od złamania ręki :( Moja sytuacja w pracy zaczęła być niepewna. W między czasie ta "najważniejsza na świecie" znalazła pracę (3 m-ce wcześniej skończyła studia). Dostała posadę w dużej firmie - nowe obowiązki, znajomości, nowe życie. Za wszelką cenę chciała jak najszybciej wyprowadzić się z domu. Prosiłem żeby zaczekał aż będę wiedział na czym stoję - zawsze racjonalnie podchodziłem do życia wiedziałem że jak tylko będę wiedział jak będzie wyglądała moja sytuacja z pracą podejmę tą decyzję - to była kwestia 4 miesięcy (nie mieszkaliśmy wcześniej razem).
Uparła się i zaczęła szukać mieszkania (pokoju do wynajęcia) .. znalazła. Drugim lokatorem był chłopak.. trzy tygodnie później dowiedziałem się w rozmowie z nią że chciała listownie poinformować mnie o tym, że mamy inne charaktery, nie rozumiemy się, że każde z nas oczekuje czego innego od życia :(
Załamałem się. Oferowałem jej wszystko. Wiedziałem, że dla niej jestem w stanie zrobić wszystko - tym bardziej że moje postępowanie i gorsze dni spowodowane były tym co się stało. Ze swojej strony zachowałem twarz, zrobiłem i powiedziałem wszystko co mogłem, wszystko co czułem. Podziękowałem jej, jej rodzicom. Zachowałem się z honorem przyjmując wszystko tak jak facet powinien przyjąć.
.. niestety ona wybrała inaczej. Zerwała kontakt ze wszystkimi wspólnymi znajomymi, których mieliśmy. Wiem, że to co robi wynika tylko i wyłącznie z zachłyśnięcia się samodzielnością - "nowym" życie. Wiem na 100%, że to tak naprawdę nie jest ona. Póki co po naszej ostatniej rozmowie nie mamy ze sobą najmniejszego kontaktu. Mam do niej żal o wiele rzeczy, które zrobiła, wiele pretensji. Jestem wrakiem psychicznym. Nie wiem co mam zrobić. Mimo wszystko wiem, że to jedyna osoba na ziemi, na której mi zależy. Nie zależy mi tak na nikim innym. Kocham ją i wiem, że jesteśmy sobie przypisani. Pomimo tego co się stało wiem, że potrzebowałbym trochę czasu i to co się stało nie miałoby dla mnie żadnego znaczenia.
Nigdy nie dostałem takiego kopa a przeżyłem już wiele w związku z nietypową pracą, którą wykonuję :( Nie potrafię żyć normalnie. Jestem rozchwiany i niestabilny emocjonalnie aczkolwiek dobrze udaję, że wszystko jest w porządku.
Kiedyś żałowałem, że nie potrafię płakać (chłodno analizowałem wszystkie najcięższe psychicznie sytuacje, racjonalnie i chłodno)
... dzisiaj żałuję tego, że w ciągu jednej minuty nauczyłem się płakać. Wszystko zaczyna się w momencie jak zostaję sam na sam ze swoimi myślami. Nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony wiem, że każdy normalny facet zostawił by taką dziewczynę a po tym co się stało nie miałby najmniejszych wątpliwości... ja chyba tak nie potrafię.
To jedyna sytuacja z dotychczasowego życia, z którą nie potrafię sobie poradzić i nie widzę żadnego rozwiązania. Gdzieś podświadomie wiem, że nic nie dzieje się przez przypadek, że ludzie mają gorsze problemy, że pół życia teoretycznie przede mną. Ale świadomość mówi zupełnie coś innego.
Dzisiaj wiem jak cienka jest granica między prawdziwą miłością a nienawiścią.
Pozdrawiam wszystkich, którym chciało się to czytać i są w tym miejscu. .

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

Inni będą Ci pisać żebyś się nie poddawał, żebyś nie tracił nadziei, że jest masa innych dziewczyn, że nie była Ciebie warta, że masz całe życie przed sobą, żebyś się czymś zajął. I coś w tym jest. Ja Ci powiem, że Cię rozumiem. Sam to przeżywałem. Wiem jak ciężko to przeżyć, jak ciężko się z tym pogodzić. Nie tylko Ty takie rzeczy przeżywasz, nie tylko Ty tak mocno cierpisz. Jest tu masa ludzi którzy czują się tu tak samo jak Ty.

Z własnego doświadczenia powiem Ci żebyś nie prosił, nie żebrał o miłość, pozostaw wszystko czasowi. Bo tak jak mówią czas leczy rany, choć wydaje Ci się teraz, że już zawsze będziesz cierpiał, to w rzeczywistości tak nie będzie.

3

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

Jak sie bardzo kocha to nawet najbystrzejszy umysł pojąć nie może co się stało i dlaczego tak boli. Czas napewno jest potrzebny ale wiem że to jest cholernie trudne. Trzymaj się

4

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

"Wiem, że to co robi wynika tylko i wyłącznie z zachłyśnięcia się samodzielnością - "nowym" życie. Wiem na 100%, że to tak naprawdę nie jest ona."

Bzdura, nie poznałeś dobrze swojej kobiety i prawdopodobnie byłeś jej zbyt uległy. Po co żyjesz wyobraźnią? Nie kochała Cię tak jak Ty ją i po prostu zostawiła Cię. Troszkę spróbowała jak to jest mieć faceta, jak to jest trochę porządzić i zdecydowała, że jej stabilizacja przy Tobie nie jest potrzebna.

To Twój pierwszy związek? Wyglądasz na porządnego faceta, a niestety - tacy porządni się nie bawią i ich pierwsza dziewczyna staje się automatycznie tą jedyną i ostatnią. A przynajmniej tak byśmy chcieli.

Boli i będzie bolało, ale im szybciej pozbędziesz się jej z Twojej głowy tym lepiej dla Ciebie. Poszukaj kobiety, dla której związek będzie ważniejszy od fruwania po świecie i robienia kariery.

Poza tym - wyciągnij wnioski i nie daj się wykorzystywać. Jak kobieta widzi, że nie potrafisz jej odmówić nawet wtedy, gdy to jest przeciwne Twojej woli albo masz wątpliwości, to zawsze Cię kopnie.

Nie poddaj swojego życia dla kogoś, kto Ciebie wcale nie kochał. Przetrwaj żałobę a później rozejrzyj się i zobacz ile jest wartościowych dziewczyn nie żyjących wybujałymi marzeniami i szukających normalnego faceta.

5

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(
mikoj napisał/a:

Wszystko układało się cudownie tyle że trzy lata temu miałem świadomość tego że nie wiem czego chce i nie jestem zdecydowany. Potrzebowaliśmy rok przerwy - to była moja decyzja. Po roku wróciliśmy do siebie.

A może to ona potrzebuje teraz przerwy żeby sobie wszystko przemyśleć? Tego nie bierzesz pod uwage? Może różnica wieku między Wami sprawiła, że ona teraz dopiero doszła do momentu, w którym Ty byłeś 3 lata temu?

6 Ostatnio edytowany przez mikoj (2012-03-02 22:29:17)

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(
Austerlitz napisał/a:

Bzdura, nie poznałeś dobrze swojej kobiety i prawdopodobnie byłeś jej zbyt uległy. Po co żyjesz wyobraźnią? Nie kochała Cię tak jak Ty ją i po prostu zostawiła Cię. Troszkę spróbowała jak to jest mieć faceta, jak to jest trochę porządzić i zdecydowała, że jej stabilizacja przy Tobie nie jest potrzebna.

To Twój pierwszy związek? Wyglądasz na porządnego faceta, a niestety - tacy porządni się nie bawią i ich pierwsza dziewczyna staje się automatycznie tą jedyną i ostatnią. A przynajmniej tak byśmy chcieli.

Nie do końca się zgadzam. W ciągu 9 lat poznałem ją bardzo dobrze. Wiedziałem, że mogę jej zaufać w 100%. Była przy mnie zawsze wtedy kiedy powinna być :( na mnie również mogła liczyć zawsze. tyle, że chroniłem ją prosiłem żeby nie chodziła nocami sama (powroty od koleżanek itd.) tylko wsiadała do taksówki. Chodziło mi tylko i wyłącznie o bezpieczeństwo osoby , którą kocham. Z mojej strony zawsze miała pomoc zarówno materialną jak i psych. Zawsze mogła na mnie liczyć. Wiem,  że kochała mnie równie mocno.
Konflikt, który prawdopodobnie narastał to kwestia nadopiekuńczości z mojej strony. Wynikało to tylko i wyłącznie ze  świadomości tego co dzieje się na co dzień w życiu (z racji tego co robię widzę dużo więcej, życie które otacza normalnych ludzi to jedno, to drugie jest dużo mniej przyjemne).  Ale czy to, że facet dba o bezpieczeństwo dziewczyny oznacza, że jest mniej wartościowy ? (to nie była opieka na zasadzie inkubatora i trzymania pod kloszem) Wszystko odbywało się, racjonalnie z uwzględnieniem wielu rzeczy (całe życie zawsze staram się być krok z przodu, dzięki temu mniej rzeczy mnie zaskakuje .. ale to było jak nieoczekiwane porażenie prądem - mocniejsze niż wszystko inne).
Nie mam słabej psychiki. Twardo stąpam po ziemi ale nigdy nie uwierzyłbym w to co się stało :( .. ratuje mnie tylko samoświadomość .. :(

7

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

A mi się wydaje, być może się mylę, że boli Cię to tylko dlatego, że to ona odeszła i że stała się samodzielna i nie masz kontroli nad nią... do tej pory Ty konczyles kiedys potrzebowales czasu i pewnie poprzednie związki Ty tez konczyles a tu nagle takie zaskoczenie... być może najbardziej cierpi tutaj nie Twoje serce a Twoja męska duma..... i najprawdopodobniej odeszła bo kogos ma i druga kwestia gdyby Cie kochala naprawde nie zostawiłą by Cię ... Ktos kto kocha nie odchodzi nie potrzebuje czasu, choć Ty niby kiedys tak zrobiles...

8

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(
alena napisał/a:

A mi się wydaje, być może się mylę, że boli Cię to tylko dlatego, że to ona odeszła i że stała się samodzielna i nie masz kontroli nad nią... do tej pory Ty konczyles kiedys potrzebowales czasu i pewnie poprzednie związki Ty tez konczyles a tu nagle takie zaskoczenie... być może najbardziej cierpi tutaj nie Twoje serce a Twoja męska duma..... i najprawdopodobniej odeszła bo kogos ma

Podejrzewam, że przeczytałaś co drugie zdanie z tego co napisałem. Tak odeszła bo kogoś ma i to nie najprawdopodobniej tylko z całą pewnością. Nie, akurat w moim przypadku nie ma czegoś takiego jak "męska duma".

alena napisał/a:

i druga kwestia gdyby Cie kochala naprawde nie zostawiłą by Cię ... Ktos kto kocha nie odchodzi nie potrzebuje czasu, choć Ty niby kiedys tak zrobiles...

Nie odszedłem to była nasza wspólna decyzja. Nie miało nic wspólnego z zostawieniem drugiej osoby tak po prostu z dnia na dzień. Każda decyzja była przemyślana, racjonalna, uzasadniona. Nie było możliwości żeby była podejmowana bez przedyskutowania jej wcześniej z drugą osobą.
Ktoś kto kocha nie odchodzi ale ktoś kto jest odpowiedzialny i  chce mieć 100% pewność tego co czuje jak najbardziej tak. Nigdy nie przestawałem jej kochać. Po przerwie jaką mieliśmy wiedziałem, to osoba dla której jestem w stanie zrobić wszystko (dosłownie i w przenośni) - był to czas niezbędny dla mnie. W innym przypadku oszukiwałbym ją samą jak również samego siebie a nigdy tego nie zrobiłem i nie zrobię jeśli kiedykolwiek nasze drogi skrzyżują się w przyszłości. Silne uczucia wobec drugiej osoby są bardzo subiektywne i wg. mnie między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka granica a to drugie wcale nie musi zaprzeczać temu pierwszemu ..

9

Odp: The Thin Line Between Love and Hate ... :(

... między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka granica ... zgadzam się z Toba w 100 % bo sama tego doswiadczyłam. Całkeim nie dawno odszedł ode mnie ktos, kto praktycznie do ostatniej chwili mowil, ze kocha, ze teskni.... Wiec jesli kochałes prawdziwie i poczules ze to ta jedna jedyna to niestety teraz bedziesz cierpiał ale skoro się to rozpadło skoro ona uznala cos innego tz ze nie byliscie sobie pisani..a pisz etak bo przezywałąm to i wiem ze ja tez uwazalam ze to ten jeden jedyny na cale zycie... przyciągło mnei do niego cos magicznego on tez tak uwazał az nagle zerwał i mimo ze bolało mnie to tak bardzo i nadal boli to niestety nie ma wyjscia trzeba nauczyc się z Tym zyc... I Ty tez musisz zacząc myslec inaczej, musisz dać czasowi czas bo an siłę i tak nic nie zdziałasz a jesli po rocznej przemyslanej przerwie zeszliscie sie a teraz ona Ci podziekowała to juz uwazam, ze jest to powazna i przemyslana sparwa z jej strony. I naprawde im szybciej tym lepiej jak zaczniesz się z tego leczyć... tylko podstawowe pytanie czego Ty chcesz ? czy chcesz pomocy, chcesz otrząsnąc się z tego czy znów ją do siebie przyciągnąc???
W takich momentach wydaje nam się, ze juz nigdy nie spotkamy osoby, która bedziemy potrafili pokochac a tak naparwdę nie wiesz co Cie czeka i może stac sie tak ze pokochasz kogos jeszcze bardziej...i jeszcze bardziej bedzie Ci zależało na kims innym. Czasmi jedna rzecz jakis jeden jedyny moment zmienia nasze spojrzenie na wszystko. a jesli jest to wszystko swieże to normalne ze będzie Ci ciezko myslec , ze może byc inaczej- wiem bo przeżyłam...

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » The Thin Line Between Love and Hate ... :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024