Witajcie, na wstępie uprzedzam, że z pewnością się rozpiszę... ale proszę - POMÓŻCIE.
Z Czarkiem jestem już prawie 6 lat, od 2 mieszkamy razem. Zawsze wydawało mi się, że to związek idealny. A matka? Zawsze miałyśmy dobry kontakt. Jednak po śmierci taty (4 lata temu) bardzo się zmieniła... Przedtem bardzo aktywna katoliczka, spokojna, skromna. Od śmierci taty w przeciągu roku faceta, potem wymieniła na "model" 8 lat młodszy... Ubiera się wyzywająco, "rzuciła" kościół... Gdy tata żył -nie okazywali sobie z matką publicznie uczuć. W tych sprawach byli raczej powściągliwi... Teraz matka swojego nowego partnera potrafi publicznie WYBITNIE głęboko całować, dotykać w intymne miejsca. Już sam fakt, jak się zachowuje - irytuje mnie... Ale nie o irytację w sumie chodzi, a o ogromny żal, a nawet NIENAWIŚĆ?? Dodam, że mama jest na etapie klimakterium...
_____________________________________________________
Ale nie potrafię sobie poradzić z tym:
7 miesięcy temu obroniłam magistra i z tej okazji rodzina urządziła przyjęcie. Ja wprawdzie nie piję, ale alkohol był na stole... Pili członkowie rodziny, matka i Czarek. W pewnej chwili pozbierałam ze stołu brudne talerze, by umyć je w kuchni... Wchodzę. Nogi ugięły się pode mną i czułam, że cała się trzęsę. Moja matka i Czarek całowali się...
To był cios... Spakowałam się i uciekłam do przyjaciółki. Na dwa tygodnie całkowicie przestałam istnieć dla świata. Wyłączyłam telefon, bo ciągle dzwonił Czarek. Nie chcę rozpamiętywać tego, co się ze mną działo. Postanowiłam w końcu porozmawiać z matką... Najpierw się wypierała, mówiąc że było to jedynie rodzinne cmoknięcie. Rozpłakałam się i krzyczałam. Chyba nie wiedziała, co ma robić. Chciała obrócić to w żart i stwierdziła: "Co w rodzinie, to nie zginie". Płakałam długo... Nie usłyszałam do dziś z jej ust przepraszam. Czarek bardziej się starał. Przepraszał, codziennie nachodził moją przyjaciółkę i pytał jak się czuję. Błagał i płakał... Długo, bo prawie dwa miesiące minęły zanim mu wybaczyłam i wróciłam do naszego mieszkania... Do dziś ciągle mnie przeprasza, tłumaczy, błaga, żebym nie odeszła i że był pijany... Wybaczyłam mu, ale NIE ZAPOMNIAŁAM. Z matką prawie wcale się nie widuję, jedynie na jakiś rodzinnych okazjach... Ostatnio na roczku mojej chrześniaczki znów dała mi popalić... czy ona nie da mi zapomnieć? Chwyciła Czarka za pupę, na co on zwrócił jej dosyć ostro uwagę... Ale sprawa zakończyła się kłótnią...
____________________________________________________________
Straciłam zaufanie do Czarka, choć nadal bardzo mocno go kocham. Boję się jednak (mimo jego ciągłych zapewnień i przeprosin) że kiedyś np gdy więcej wypije, zrobi w kimś "coś więcej". Za rok w lipcu ma być nasz ślub... na razie nie umiem sobie go wyobrazić i wcale się nie cieszę.
Z matką nie rozmawiam, co też bardzo mnie boli. Ale matka zaczęła mnie separować od reszty rodziny. Opowiada, że "mam problemy". Nie umiem jej wybaczyć. Nawet nie wykazała skruchy... Kiedyś tak dobrze się rozumiałyśmy, a teraz czuję, jakby ze mną rywalizowała i próbowała zrujnować moje życie... Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić, choć minęło już trochę czasu... Zamknęłam się i nie dopuszczam do siebie nikogo, prócz kilku przyjaciół...
Być może uważacie, że pocałunek - to jeszcze nie zdrada, a ja przesadzam. Może rzeczywiście tak jest, że wyolbrzymiam całą sytuację, może to moja wina, że tak właśnie jest... Może to ze mną jest coś nie tak...
POMÓŻCIE MI ZROZUMIEĆ...
BŁAGAM...