Witam,
Jest to mój pierwszy post na tym forum więc wszystkich serdecznie witam.
Zaczynając pisać ten wątek miałem zamiar opisać szerzej swoje życie, ale obawiam się, że mogłoby to nikogo nie zainteresować więc postanowiłem skrócić to do minimum.
Powiem tylko, że mam 36 lat i od ponad roku staczam się na dno, a najgorsze jest to, że to dno już widzę i boję się, że niedługo go dotknę i nie będę się mógł od niego odbić. Miałem wszystko i wszystko straciłem i nie mam nic oprócz głupich myśli, aby zniknąć z tego padołu łez.
Powodem są pieniądze, a w zasadzie ich brak. Brak na spłatę kredytu, opłaty, utrzymanie domu. Zawsze uważałem się za zaradnego człowieka i zawsze bez trudu znajdowałem pracę, a pracodawcy mnie chwalili, dziś nie mam pracy choć jestem ambitnym, uczciwym, pracowitym człowiekiem i szukałem już wszędzie. Schowałem honor do kieszeni i prosiłem nawet o pracę dawnych pracodawców - bezskutecznie.
Wydaje mi się, że los sprawdza moją cierpliwość tylko pytanie jak długo jeszcze wytrzymam? Dzień, tydzień, miesiąc? Mam wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Z żoną się rozstaliśmy, po dom zapewne niedługo zgłosi się komornik, a przyjaciele (teraz wiem, że nie byli prawdziwi) odwrócili się ode mnie, bo po co im taki stracony dla świata kumpel.
Co mam robić? Jak wyjść z patowej sytuacji? Jak ustrzec się przed coraz bardziej zaciskającą się na mojej szyi pętlą? Gdzie szukać pracy i udowodnić światu, że jestem jeszcze coś wart?
Proszę pomóżcie, bo sam sobie nie poradzę. Dodajcie mi otuchy i wiary, że uda mi się wyjść z tego życiowego zakrętu na prostą.
p.s.
a tak na marginesie to życie potrafi płatać figle. Całe życie pomagałem innym, a teraz sam potrzebuję pomocy.
Pozdrawiam
Piotrek