Witam serdecznie. Jestem nową użytkowniczką, właściwie przed chwilą się zarejestrowałam. Powiem wprost, szukam wsparcia, otuchy, ponieważ w codziennym życiu jej mi brak.
8 miesięcy temu stwierdzono u mojego synka autyzm, oczywiście musiałam sama zapłacić za diagnozę 1500 zł, ponieważ lekarze nie widzieli żadnego sensu w diagnozowaniu go mówiąc mi "chłopcy później zaczynają mówić" lub (i to jest moje ulubione) "niech Pani nie robi z syna wariata". Więc wziełam sprawy w swoje ręce, diagnoza : autyzm dziecięcy. Okazując to lekarzom, starając się o pomoc na NFZ słyszłam i nadal słysze "a co tak późno? nie zauważyła Pani wcześniej?", początkowo się tłumaczyłam, teraz odpowiadam "koledzy po fachu nie zauważyli, skierowania nie dali, zbagatelizowali moje obawy". Więc czekając w kolejce na terapie "darmową" (na którą każdy z nas płaci podatki) mam oczekiwanie od pół roku do dwóch lat.
Tak więc, kierując się dobrem i zdrowiem mojego syna, wypruwam sobie co miesiąc flaki wydając 1800 zł na przedszkole, terapie oraz dowozy. Nikt, nie zastanawia się z czego mam żyć, nikt absolutnie nie pyta się mnie "jak sobie radzisz?". Mój mąż wszelkie problemy i troski całkowicie opiera na mnie, teściowa, moja mama, ogólnie cała rodzina z problemami przychodzi do mnie, i nie zwraca uwagi na stan mojego ducha, psychiki. Czasmi wieczorem myśle, że jutro to się chyba wykończe bo musze dźwigać wszystko sama i nikt nie chce mi pomóc nawet rozmową. Mówią tylko "rozumiemy, no ale musisz.." i tyle.
Brakuje mi rozów w stylu "jak się z tym czujesz, będzie dobrze, porozmawiajmy o tym" itp.
Ja już nie wiem gdzie mam swoje łzy chować oraz obawę o to, iż mój syn w przyszłości może być skazany na pomoc od innych, którzy nie koniecznie będą mu pomocni.
Podobne tematy
Witaj Silent.
Ja też od niedawna a właściwie od kilku godzin jestem na tym Forum:)
Jeśli chodzi o Twojego synka, to być może mogliby Ci pomóc w Ośrodku Pomocy Społecznej.Tam, jest możliwość "załatwienia" usług opiekuńczych, być może za niewielką dopłatą, gdyż może będą w jakiś znaczny sposób refundowane przez OPS.Tak jest przynajmniej w większości OPSow.
Co do rodziny. Myślę, że oni są przekonani, że dajesz sobie psychicznie radę, że jesteś silna.Nie mówisz o tym więc pewnie według nich tak jest. Napisałaś "Brakuje mi rozów w stylu "jak się z tym czujesz, będzie dobrze, porozmawiajmy o tym" .Powiedz im o tym, po prostu wykorzystaj jakiś moment i zwyczajnie powiedz im czego Ci brakuje.Być może popłaczecie się razem, ale to też oczyszcza i pomaga... W niektórych miastach są grupy wsparcia lub stowarzyszenie dla rodzin dzieci chorych na autyzm.Poszukaj, spróbuj się z nimi skontaktować...
Być może nie doczytałam, ale nie piszesz nic o ojcu dziecka.Czy on Cię wspiera?
Pozdrawiam cieplutko i uwierz będzie dobrze!!
3 2012-02-10 18:13:50 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-02-10 18:20:48)
Szanowna Pani,
ja przeciwnie, od dawna jestem na tym forum, więc trochę nie pasuję do towarzystwa
ale mam nadzieję, że to nie przeszkoda.
Jeśli tylko ma Pani ogólnie dobre układy z rodziną, proszę bez skrupułów obdzielić ją obowiązkami.
Z tego, co Pani pisze, wynika, że jest Pani typem człowieka działającego, aktywnego i zaradnego. Proszę nie spodziewać się, że nagle ktoś przejmie część obowiązków, bo to zwykle odbywa się raczej na zasadzie: "skoro tak dobrze sobie radzisz, to sobie radź, a my z wielką przyjemnością nie będziemy ci przeszkadzać".
Co do problemów zdrowotnych Syna - jeśli sformułowanie diagnozy miało miejsce niedawno, być może osoby bliskie nie bardzo się z tym zdążyły oswoić. Zwłaszcza mąż, bo takie rzeczy dla faceta bywają bardzo trudne (czasem nawet przeżywane są jako porażka - "to ja chciałem, żeby był piłkarzem, a tu masz - autyzm!"). Jeśli tak nie jest, to proszę się nie obrazić, teoretyzuję, bo mam zbyt mało informacji.
Co więcej - taki problem, jak autyzm, to nie skrzywienie kręgosłupa ani brak jednej nogi, nie jest tak oczywisty i widoczny, proszę więc przygotować się na komentarze, że robi Pani z igły widły, a dziecku przecież nic nie jest.
Sugerowałbym podjęcie stanowczych kroków w kierunku włączenia rodziny do sprawy. Dopóki Pani tego nie zrobi, pozostaną w błogim przekonaniu, że Pani sama da radę (no bo przecież Pani daje, nie?).
Co do kosztów - nie wiem, gdzie Pani mieszka, ale czy nie myślała Pani o skorzystaniu z pomocy studentów na zasadzie wolontariatu? Takie rzeczy stały się, na szczęście, bardzo modne - student(ka) psychologii czy pedagogiki, albo innych kierunków społecznych, z pewnością chętnie Pani pomoże (nieodpłatnie, trzeba tylko poszukać) a Pani w zamian wystawi piękne referencje, które każdy rozsądny młody człowiek bardzo sobie ceni.
Pozdrawiam i proszę się trzymać ![]()