netkobietyWszystkie działy
Psychologia

nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

10 odpowiedzi6 453 wyświetleniazałożony przez bombbbbelek, 15.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Witam nie mam sie do kogo zglosic wiem ze jest multum gorszych sytulacji odemnie i sa wieksze problemy niz moje ale ja juz nie daje sobie rady ... mam dopiero 20 lat nazeczonego i 10 miesiecznego syna .... ntlok zajec i obowiazkow zaczyna mnie przytlaczac szkola praca dziecko dom.... wszyscy maja caly czas do mnie pretensjie. Nazeczony caly czas wygaduje mi ze mnie utrzymoje choc ja pracuje ale kokosow nie zarabiam ... i tak dzis dowiedzialm sie ze mam szukac sobie innej pracy poniewasz jestem chora mam wade serca wrodzona . Dziecko caly tydzien jest u mojej mamy poniewasz jak ja pracuje na popoudniu to nie mial by kto z nim byc moj naze pracuje tylko w trybie nocnym ... cieszko mi bardzo ze tak jest ciagle pretensjie ze nie zrobilam tego czy tamtego ze nie moge zajac sie dzieckiem ... ze nie potrafie wielu zeczy ... ale cholera ja mam dopiero 20 lat .. poinam sie bawic i szalec ... a ja co mam gary pranie sprzatanie i przewijanie choc nie zaluje ze mam dziecko kocham go nad zycie starlismy sie ponad rok o dziecko bo moj nazecz jest starszy o 7 lat odemnie az wkoncu sie udalo zagrozona ciaza porod z awantura bo nie chcieli mi zrobic ciecia choc z moja choroba nie wolno mi rodzic normalnie ... nagle swiat sie "schowal" byl tylko dom i dziecko dla mnie piekny okres ... ale chcialm sie rozwijac byc aktywna zawodowo pracowac i zarabiac uwazam ze kobieta powina byc niezalezna ... wiadomo kobiety zazwyczaj zarabiaja mniej od mezdzyzn ... moj zarabia 3 krotnie wiecej odemnie i uwaza ze z tego powodu ma na demna przewage ... dziecko zrobi przy nim wszysko jak ja w weekedny pracuje on sie nim zajmuje pewnie sie zastanawiac o co mi tak naprawde chodzi ?? chodzi o to wyzucili mnie z pracy bo choruje , slysze czesto ze jestem utrzymanka , ze nie potrafie wielu zeczy , mama moja uwaza ze mam faceta idealnego nie pije nie pali zarabia a ja tylko nazekam ale nie wiem jaka jest zeczywistosc naprawde ze on psuje mnie psychicznie ubliza mi wyzywa wysmiewa traktuje jak szmate ze kiedy chce to ma dostac wszysko bo pracuje i przynosi pieniadze ... cigle suchanie czemu nie zrobilas tego czy tamtego jak dziecko jest w domu to czemu nie robisz mu tego czy suchanie ood niego dlaczego znowu ja musze do niego w nocy wstac no sorry tak samo chcial dziecka jak ja ja spedzam z nim kazda wolna chwile on nieeeee ciagle klutnie sa zazwyczaj o malego o to ze kasa najwazniejsza. Zerwalam kontakt ze swoimi znajomymi bo stwierdzil ze maja na mnie zly wplyw zostala sam sobie ... wiem ze pisze bardzo chaotycznie ale mam straszny natlok mysli ... mam dos brania na barki wszyskich zalow od kazdego ... w pracy moja zmieniczka tez ma ciezka sytulacje maz alkocholik bije ja itp... oczywiscie co zale do mnie moja mama ma problemy wszyskie zale do mnie szef ma zly dzien wszyskie zale do mnie moj nazecz co zale do mnie jak a kto wysucha moich nikt bo kogo to obchodzi to ja mam byc ciocia dobra rada nikogo nie obchodzi ze bym chciala usiasc i tez pogadac i sie wyzalic ... ja mam byc caly czas zwarta i gotowa do wysuchania ... ale ile moja glowa ma zniesc ?? mam 20 lat dopiero a co bedzie za 5 lub 10 lat ?? bardzo szybyko sie denerwuje i krzycze i kluce ... jestem baaaaaardzo pyskata i mam nie wypazona buzie ... moze dlatego mam tak cieszko w zyciu niewiem ... moze dlatego ze wychowywalam sie bez ojca zmarl gdy mialam 7 lat poprostu nie radze juz sobie z tym wszyskim z tym natlokime wszyskiego ... chyba sie zglosze do psychiatry moze chociasz nerwy mi uspokoi ....

2 Ostatnio edytowany przez fammefatale (2011-06-15 03:06:35)

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Witaj,

Piszesz,ze jestes mloda ,ze  powinnas bawic sie , a nie stac przy garach albo pieluchy zmieniac.
Pozniej,ze nie zalujesz,ze masz dziecko, staralas sie dlugo.
Czegos tu nie rozumiem, skoro dziecko bylo zaplanowane , to chyba zdawalas sobie sprawe z tego , ze bedzie to duzy obawiazek. Ze bedziesz jednak musiala zmieniac te pieluchy i prawdopodobnie stac przy garach?
Dziecko to nie zabawka przeciez.
Jesli zle zrozumialam,to co chcialas przekazac , to przepraszam, ale tak mi sie to wlasnie w oczy rzucilo.

Co do zarobkow,oczywiscie w Polsce sa smieszne , ale druga sprawa,to gdzie Ty chcesz miec przyzwoite zarobki, jak z tego , co widze, to nie jestes po studiach jeszcze?

Troche dziwie sie Twojemu narzeczonemu, jesli macie male dziecko, a Ty masz jakies problemy z sercem , to w tym wypadku  chyba jego rola jest zarabianie na dom?
Mowilas mu chociaz , ze Ci nie odpowiada jego zachowanie?jak Cie wyzywa i nie pomaga przy dziecku?(chociaz z tego , co napisalas , ono ciagle jest u Twojej mamy).

Jeszcze wroce do pracy. Mieszkasz w malym , czy duzym miescie , jesli mozna wiedziec?
W duzym jest troche mozliwosci i mozna sie zalapac do jakiejs lekkiej pracy , np biurowej.
W malym to wiadomo.. ale zawsze mozna odbyc jakis staz w urzedzie.Male pieniadze co prawda,ale zawsze cos wink

3

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

A mi Cię żal, dziewczyno. Prosto z dzieciństwa wskoczyłaś w dorosły kierat i próbujesz sobie radzić z wyzwaniami dorosłości, choć sama nie jesteś jeszcze zupełnie dojrzała. Myślę, że uległaś presji narzeczonego, żeby mieć dziecko w tak młodym wieku i mimo Twojej choroby. To było lekkomyślne. I nie zdawałaś sobie sprawy z tego, jaki to obowiazek.
Ale cóż, nie da się tego zmienić.  Pocieszę Cię, że synek rośnie, będzie coraz starszy, samodzielniejszy, będzie sie mozna z nim porozumieć, nie będzie wymagał takiej bezustannej troski. Potem pójdzie do przedszkola, potem do szkoły. Jasne, bedzie wymagał uwagi, ale nie takiej fizycznej krzątaniny.
Inna sprawa to Twój narzeczony. Przebiłam się przez Twój chaotyczny opis i wywnioskowałam, że nie masz w nim oparcia, że Cię poniża i traktuje jak służącą, z góry. Że wykorzystuje swoją finansową przewagę, wypomina Ci małe zarobki itd. To że nie pije i nie pali to za mało, by kogoś na pomnik stawiać! Żyjąc z kims takim można czuć się nienajlepiej. Zastanów się, czy naprawdę chcesz z nim spędzić życie!
Jesteś w bardzo trudnym okresie swojego życia. Nie dziwi mnie Twoja frustracja, bo życie spadło na Ciebie jak śnieżna lawina. Szkoła, praca, dziecko, dom i jeszcze narzeczony z pretensjami. To zbyt wiele dla 20-letniej dziewczyny. 20 lat to czas na zabawę, a nie na taki kierat. Idź do lekarza, zadbaj o siebie, wycisz nerwy. Musisz uzbroic się w cierpliwość. Za kilka lat, gdy synek podrośnie, a Ty skończysz szkołę, odetchniesz. Ale nie daj sobie drugiego dziecka zrobić i nie wychodź za mąż. Poczekaj!

4

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Wiesz, nie do końca Cię chyba zrozumiałam...Przepraszam, ale nie mogę pojąć, jak dziewczyna, mająca niespełna naście lat, może świadomie podjąć decyzję o macierzyństwie. Piszesz, że staraliście się długo, a dziecko ma prawie rok, więc decydując się, byłaś nastolatką. Może jestem okrutna, ale naprawdę nie pojmuję. Nie zdawałaś sobie sprawy, że dziecko to obowiązek przede wszystkim? że nie będzie jak przedtem? Jeżeli naprawdę zdecydowałaś się świadomie, powinnaś mieć na względzie, że Twoje życie się zmieni. Teraz natomiast robisz sobie wyrzuty, na które niestety jest za późno. Brzmi to trochę brutalnie, ale taka jest prawda, a całkiem serio to Twoim problemem jest brak wsparcia. Nie masz go kompletnie, ani w narzeczonym, ani w rodzinie. I ciągle się starasz udawadniać, że jesteś coś warta (mam ten sam problem, więc wiem, co mówię). Z jednego kieratu uciekłaś w drugi...To smutne. Przede wszystkim poczekaj z zamążpójściem i drugim dzieckiem, skup się na sobie. Pracę w końcu znajdziesz, tylko w to uwierz. I powiedz narzeczonemu, żeby przestał się z Ciebie naśmiewać, powiedz szczerze, jak się czujesz, z czym masz problem, może po prostu on tego nie wie lub nie rozumie? Porozmawiajcie szczerze, to podstawa. Spróbuj również szczerej rozmowy z mamą. Powinno pomóc. Zacznij myśleć więcej o sobie, a mniej, żeby kogoś bez przerwy zadowalać. Ciesz się drobiazgami, uśmiechaj się do synka, a przede wszystkim do siebie. I nie daj się zapędzać w kozi róg słowami, że nic jesteś nie warta, bo nie robisz tego czy tamtego...Znam to, wiem ,że taki kozi róg do pułapka, z której uciec ciężko. Reaguj więc póki czas..! Warto byłoby również pójść do lekarza, ewentualnie może zacząć jakąś terapię. Trzymam za Ciebie kciuki:)

5

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem
bombbbbelek napisał/a:

(...)mam dopiero 20 lat nazeczonego i 10 miesiecznego syna (...)
ale cholera ja mam dopiero 20 lat .. poinam sie bawic i szalec ... a ja co mam gary pranie sprzatanie i przewijanie

Nie oceniam tego, że mając 20 lat masz 10-miesięczne dziecko. Twoje życie, Twoja decyzja, Twoja sprawa.
Ale narzekanie na to, że w związku z tym nie możesz się bawić i szaleć, jest kuriozalne.
Gdybyś nie zdecydowała się na dziecko byłabyś wolna i swobodna. Mogłabyś się bawić i szaleć.
Jest wybór, jest decyzja, są konsekwencje.

Kolejna sprawa, nie jesteś osobą do wysłuchiwania żalów wszystkich osób. Nie chcesz, nie masz siły - nie słuchaj.

Powiedz (ale powiedz, a nie krzycz) też swemu partnerowi, czego Ty oczekujesz od niego, co Tobie przeszkadza.

6

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Mam 22 lata i chyba jestem osoba ktora cie naprawde rozumie. Kazdy tu tak naskakuje ze 20lat macierzynstwo krotko mowiac bezmyslnosc! Uwazam ze nie kazdy czasem potrafi kontrolowac swoje zycie tak idealnie by nie dalo w kosc. Gdybysmy wiele rzeczy przewidzialy to bysmy w to cos nie brnely co ma negatywne konsekwencje. Jestes mloda a to ze nie mialas ojca to oznaka braku opiekunczosci i tak ten obraz uzyskalas od narzeczonego. Uleglas wszelkimi emocjami i skupilas sie z jest tak jak z bajki . Z czasem poznalas prawdziwego swojego mezczyzne ktory tak naprawde napieral na dziecko bys byla przy nim to ze zarabia wypomina i bedzie wypominal to rodzaj takich facetow "jestes moja wlasnoscia ja tu rzadze". Nie lam sie poki co ja bym poczekala z ta praca skupila sie na dziecku pielegnuj je podrosnie i bedzie latwiej. Powierz Bogu modlitwe napewno wyslucha cie i pomoze. Nie wychodz za maz to nie jest mezczyzna dla ciebie tylko klebek twoich nerwow . Daj sobie czas poukladaj co jest dla ciebie najwazniejsze a dalej samo bedzie ukladalo sie . Modlitwa duzo pomaga.

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-18 19:35:10)

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem
Biała Gejsza napisał/a:

Kazdy tu tak naskakuje ze 20lat macierzynstwo krotko mowiac bezmyslnosc!

Ponieważ, jako jedna z czterech osób piszących do tej pory  w tym wątku, zostalam wywołana, to odpowiadam.
Nie oceniłam ani nie oceniam (ani pozytywnie, ani negatywnie) faktu posiadania dziecka przez kogokolwiek w młodym wieku. Wiem, że różne są decyzje i każdy podejmuje je na własny użytek. Poza tym, autorka wątku w chwili poczęcia była już osoba dorosłą, więc też nie przesadzajmy z bardzo młodziutkim wiekiem.

Oceniłam natomiast jako kuriozalne, i zdania nie zmienię, narzekanie na brak możliwości zabaw i szaleństw. Ten brak możliwości (choć przy odrobinie planowania dałoby się to zrobić) jest prostą konsekwencją posiadania dziecka.

8

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Moim zdaniem nie ma tu mowy o żadnej dorosłości, ponieważ ono po prostu Ciebie nie dotyczy. Ciągle tkwisz w "szczenięcym" (wybacz kolokwializm) momencie swojego życia. Dziecko nie sprawi, że nagle jeszcze nastolatka stanie się prawdziwą kobietą. Nie oceniam Ciebie, to była Twoja (czy też Wasza decyzja), ale wierz mi, że dziwię się trochę.. Rzeczywistość bywa okrutna, a kiedy nie ma się pewności, że da się radę, to czy warto tak ryzykować? (chodzi mi tu o osobę trzecią, czyli dziecko). Bo prawda jest taka, że wychowuje je babcia. Ok, można powiedzieć, że jest jeszcze małe, nie rozumie itp. Ale wierz mi, że teraz jest najważniejszy czas nawiązywania się więzi między nim a Tobą.. A weekendy to jednak trochę za mało.
fammefatalep ma rację - dziecko to nie zabawka... A Ty ciągle szukasz emocji (wnioskuję z tego, co napisałaś w poście - że to Twój czas na zabawy itp).

Co do żalenia się itp, to sama pozwoliłaś ludziom na takie zachowania. Skoro słuchałaś, to oni przychodzili i mówili. A, że nie ma w nich empatii w stosunku do Ciebie, to już inna broszka.

Jeśli bolą Cię słowa i zachowania narzeczonego - powiedz o tym głośno! Przecież chcesz się komuś wyżalić, a kto jest bardziej odpowiednią osobą niż on? Przecież macie dziecko, zapewne planujecie wspólną przyszłość..

9 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-06-18 20:54:57)

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Współczuję Ci. I rozumiem, ze teraz Ci ciężko. Ale niestety to wyłącznie twoja wina. Na wszystko jest czas. Nikt Ci pistoletu do głowy nie przystawiał.
Chciałaś chłopaka do siebie przywiązać za pomocą dziecka. Nie przewidziałaś, że nie będzie to bajka.
Bo wybacz - jak można planować dziecko i nie przewidywać, że trzeba będzie mu poświęcić swój czas? Nie dla mamy go przecież planowałaś - a to ona je wychowuje przez większość tygodnia. Chłopak zajmuje się nim w weekendy kiedy Ty pracujesz.
Zrezygnuj z pracy. Bo czasu rozwoju twego dziecka nie cofniesz. Przegapisz jego pierwsze kroki. Nie można mieć wszystkiego - przynajmniej nie NA RAZ.
Przerosło Cię to wszystko. Idź to psychologa i poukładaj sobie priorytety. Niech to wszystko potoczy się po kolei i z sensem. Skończ szkołę, odchowaj dziecko. Gdy pójdzie do przedszkola będzie więcej czasu. Wtedy będzie czas na realizowanie siebie i ewentualnie zabawy... Skoro zmieniłaś normalną kolejność, to trzeba przez to przebrnąć.
Da się, uwierz. Też urodziłam pierwsze dziecko w wieku 20 lat (a dzieci mam 4) i nie przeszkodziło mi to skończyć studiów a staż pracy to już 26 lat.
Da się, choć jest trudno. Dziecko już jest, czasu nie cofniesz. Pomoc rodziny też istnieje. Musisz tylko uładzić się sama ze sobą. Psycholog pomoże smile

10

Odp: nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Niestety zgodzę się z przedmówczyniami, ale w myśl zasady jak sobie pościelesz tak się wyśpisz . Sama podjęłaś decyzje o założeniu rodziny świadomie wybrałaś dziecko , gary i brak zabawy który za tym idzie. Wiem również że jest ci ciężko sama miałam zaledwie rok więcej jak ty gdy zostałam żoną, matką  , studentką i kobietą aktywną zawodowo było bardzo ciężko i gdyby nie moja mama zapewne nie ukończyła bym studiów i nie mogła bym pracować. Dla pocieszenia dodam że na początek uporządkuj swoje życie nie wszystko na raz, a z czasem będzie lepiej jednego dnia gotuj na cały tydzień drugiego sprzątaj itd. Mój syn ma dziś 8 lat a my od 2 lat szalejemy na dyskotekach teraz już możemy więc nic straconego tylko cierpliwości.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » nie radze sobie z dorosloscia i zyciem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026