netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Walczyć?

42 odpowiedzi5 681 wyświetleńzałożony przez czasami, 08.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: Walczyć?

Witam...jestem nowa na forum wlasciwie to mój pierwszy wpis...postanowiłam zarejestrowac się tutaj bo czytałam kilka wpisów o podobnych problemach jak mój i stiwerdziłam, że warto podzielić sie problemem gdyż nei jest to forum na którym uzyskuje sie glupie, banalne czy niemile odpowiedzi...jesteście tu naprawde po to zeby pomoc...ale do rzeczy...


Mam 25lat...Jestesmy z S.(27l) razem nie dlugo...jakies pół roku...obydwoje mamy za soba ciezkie zwiazki...pierwszy raz w zyciu czuje, że naprawdę się zakochałam, potrafie robic dla niego rzeczy o ktorych wczesniej nawet bym nie pomyslała...ciagle czuje to samo zauroczenie co na samym poczatku a jednoczesnie miłość ktora staje sie coraz bardziej dojrzała...ale nie jestem też aniołkiem...mój problem polega na tym, ze jestem jedynaczka, której trzeba poswiecać duzo uwagi, czuje sie nie raz jak mała dziewczynka ktora trzeba sie zaopiekowac, przytulic i pogłaskac...troche to kloci sie z moim wizerunkiem twardej, zaradnej kobiety bo tak naparwde mało osób wie jaka jestem na prawde ale to nie ma teraz znaczenia...wazne jest to, ze nie raz zarzucałam S. że o mnie nie dba, ze sie nie stara itd jednoczesnie sama dawałam z siebie wszystko...ostatnio czesto sie kłocilismy...głownie o to, ze on nie poswieca mi uwagi...własciwie to tylko o to...wczoraj poszło o błachostke, sama nie wiem o co...w pewnym momencie S. nie wytrzymał i powiedział ze nie jest i nigdy nie ebdzie dla mnie tym kogo potzrebuje, z enie potrafi taki byc i lepiej bedzie jesli sie rozstaniemy...powiedzialam ze ma mi powiedziec wprosct ze nie chce ze mna byc a nie zwalac na to ze "nie daje rady"...powiedzial to..powiedział "nie chce z Toba byc" a wtedy moje serce pekło na pół...poczulam jakby mi ktos własnie powiedzial ze ktoś mi bliski nie zyje...wpadlam w histerie...zaczelam go prosic zeby tego nie robil "nie...prosze cie nie zostawiaj mnie"...płakałam, zrobiło mi sie nie dobrze...on zaczał mnie przytulac i trzymał mocno przy sobie nawet gdy prosilam by mnie puscił...gdy sie nieco uspokoiłam zaczelismy rozmawiac...uslyszalam od S. że on ciagle cos zawala, ze taki juz jest i nie potarfi inaczej i nawet gdy sie stara to dla mnie to za malo...zaczelam go przepraszac za swoj egoizm na co uslyszalam ze to nie moja wina...zapytałam czy mnie kocha...odpowiedzial że tak...ale " M. Ty nie bedziesz ze mna szczesliwa....bedziesz sie meczyc, moze teraz tego nie dostrzegasz ale ja nie jestem w stanie ci dac tego czego potrzebujesz". Wiem czego chce, wiem czego potrzebuje i wiem ze tym kims jest on...po kilku godzinnej rozmowie i płaczu postanowilismy dac sobie jeszcze jedna szanse...spalismy ze soba, zasnaelismy objęci

Nie wiem co robic...wiem ze ciagla krytyka z mojej strony go niszczy...nie chce tego robic...ale tez nie jest ta ze czepiam sie bez przyczyny...

Dostałam dzis rano smsa od niego...ze przeprasza za wczoraj, ze nie wie co mu (mówiac kolokwialnie) odwaliło i ze widzimy sie wieczorem...

Mam taki metlik w głowie, taki bałagan, nie wiem co robic...walczyc, zmenic sie, czy odpusic...

2

Odp: Walczyć?

Witaj, podaj jakieś konkretne przykłady, co on zawala albo o co ty masz do niego pretensje.
Bo może obydwoje musicie się postarać coś zmienić w swoim zachowaniu, najważniejsze że obydwoje widzicie problem i chęć go rozwiązania.

3

Odp: Walczyć?

"Zawala" błache sprawy...jak np ostatnia niedziela kiedy to bylismy umowieni na wspolny obiad u niego...dzien wczesniej byl u kolegi i troche wypili...S. na kacu jest nie do zycia...dzownie do niego pol godziny przed umowionym spotkaniem...budze go telefonem...mowie ze jestesmy umowieni za pol godziny ale chyba nic z tego sadzac po glosie...mowilam to z pretensja...uslyszalam " przyjed zpozniej teraz chce spac. narazie" poczulam sie jak szmata...

czesto tez jest tak, ze jesli ja sie nie odezwe do neigo w ciagu dnia pierwsza to on tego nie zrobi wcale...chociaz z tym sie ostatnio poprawil po ktores z kolei awanturze...

Nie raz tak bylo, ze bylismy umowieni na wieczor (widzimy sie prawie codziennie, mozna powiedziec ze pomieszkuje u niego) a on na pol godziny przed spotkaniem pisze/mowi "M. przyjedz jutro bo dzisiaj chcialbym pomalowac ok"? (artysta) nic wielkiego...ale sposob w jaki to mowi...ehhh jak to pisze to coraz bardziej dochodzi do mnie ze sie czepiam...

Czuje ze to wszystko moja wina...nie wiem jak sie zachowywac...

4

Odp: Walczyć?

To nie jest Twoja wina, nikt nie czuł by się dobrze, gdyby bliska osoba na której ci zależy odwołuje spotkanie na pół godziny przed, to nieodzywanie się jeśli Ty nie zadzwonisz też nie jest przyjemne. Piszesz,że to się strochę naprawiło i sam od siebie zadzwoni, Wy macie być częścią swojego życia i jedno ma się liczyć z drugim, każde  z Was z osobna też ma swoje życie, zrozumiałe, ale on też musi się liczyć z tym,że jeśli jesteście umówieni to co? masz się upewniać jeszcze 15 minut przed spotkaniem czy aby jest nadal aktualne? raczej nie, z tego co piszesz to nie była chyba jedna taka sytuacja.
musicie to wyjaśnić i dojść do porozumienia bo takie szarpanie nie ma sensu.

5

Odp: Walczyć?

Nie wiesz, jak masz się zachować?
Proponuję dojrzeć. W wieku 25 lat to najwyższa pora.
To, że jesteś jedynaczką i zostałaś, niestety, wychowana w przeświadczeniu, że jesteś pępkiem świata, w żadnym razie nie upoważnia Cię do żądania takiego traktowania przez innych, w tym zakochanego człowieka. Co prawda, masz tutaj niezłe osiągnięcia. Facet przeprasza Cię za to, że Twego zachowania ma dosyć. Nieźle go już zbucikowałaś.

Nie napisałam tego, by dokuczyć Tobie, tylko po to, byś uczciwie przyjrzała się swemu zachowaniu.

6 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-08 14:31:08)

Odp: Walczyć?

już nie raz o tym rozmawialismy...naprawimy jedna rzecz to zaraz wychodzi druga...dlatego on powiedzial ze nie ma juz sily i nigdy nie bedzie taki jak aj chce zeby był...

nie wiem czy dobrze zrobilam proszac go o "jeszcze jedna szanse"... nie wiem jak mam sie teraz zachowywac...czy nieco "odpuscic" zeby on nie czul sie przytlumiony moja miloscia (mowil ze im bardziej sie staram tym wyzej podnosze poprzeczke ktorej on nie jest w stanie dosiegnac) ? Popracowac nad soba i przestac sie czepiac? ale tlyko ja mam nad soba pracowac? nie wiem co robic, boje sie tego co bedzie...nie chce go stracic

7

Odp: Walczyć?

wielokropek -> dziekuje, chyba potzrebuje takiej terapii wstrzasawej zeby wreszcie przestac go obwiniac a skupic sie bardziej na praca nad soba...

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 14:35:03)

Odp: Walczyć?

Przeczytałam wszystkie twoje posty.
Przecież Ty doskonale wiesz, jakie błędy popełniasz w swoim zachowaniu!

Masz do wyboru trzy drogi, wybór należy do Ciebie:
1. nie zmieniać swego zachowania, być tylko jeszcze bardziej cwaną niż dotychczas, czyli robić z siebie malutką, bezbronną, nierozumiejącą, zadziwioną, przepraszającą i podkręcać ukradkiem wymagania - przy Twym umiejętnym zachowaniu zrobisz z zakochanego w Tobie podporządkowanego i wpatrzonego, niemogącego oddychać bez Twego pozwolenia
2. dorośniesz do związku partnerskiego i traktowania drugiego człowieka z szacunkiem
3. odejdziesz od niego i poszukasz wychowanego zgodnie z Twymi potrzebami faceta.


***
Widzisz?
Wyprzedzam Twe oczekiwania. tongue

9

Odp: Walczyć?

Rozumiem że denerwuje Cię fakt,że on odwołuje wasze spotkania pół godziny przed....może po prostu zrób mu raz na złość? niech się postawi na Twoim miejscu. Ale nie wytykaj mu wszystkich błędów,skoro chłopak się stara....jednym słowem jest u Ciebie pod pantofelkiem.

10 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-08 14:44:56)

Odp: Walczyć?

nie chce byc taka jaka jestem...
chce sie dla niego zmienic...
ale nie wiem jak mam sie zachowac gdy sie spotkamy? przeprosic? nic nie mowic tylko zaczac dzialac? czuje sie koszmarnie...jest mi przed nim wstyd...


smutna-> nie chce grac w zadne gierki;/

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 14:48:07)

Odp: Walczyć?

Witaj w krainie ludzkich uczuć.
Nie nabieram się na te Twoje "nie wiem, jak się zachować".


I a propos zmian.
Aby przyniosły one zauważalny rezultat trzeba zmieniać się dla siebie. Ot, niespodzianka.




****
Jeśli nie chcesz zachowywać się w określony sposób, to... przestań się zmuszać do tychże zachowań.
Nie musisz nic robić.
Wystarczy, że przestaniesz.

12

Odp: Walczyć?

Miałam podobnie, prosiłam o czułość a słyszałam "trzeba mieć zimną krew, chyba potrzebujesz mięczaka a nie faceta,którym ja jestem.."
Bolało, ale psycholog u którego wylądowałam uznał,że to manipulacja,że to niezdecydowanie z jego strony, bo facet który prawdziwie kocha na rzęsach stanie kiedy mu mówisz,że brakuje Ci czułości..Przecież nie pokochałabyś go gdyby był nieczuły,a tu nagle przestaje pomału? I zamiast wziąć to sobie do serca, to się tłumaczy,że nie będziesz przy nim szczęśliwa?! ;O przeszłam przez to i wiem jaki był efekt końcowy, im więcej ja się starałam tym więcej on się wycofywał i manipulował, a jak przestawałam się tak starać to mówił "jestem taki jak Ty teraz, nie dajesz nic to ja też nie będę.." paranoja;/

13 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-08 14:51:47)

Odp: Walczyć?

Wielokropek-> problem w tym ze ja naprawde nie wiem jak sie zachowac...chcialabym go przeprosic za wszystkie wyrzuty, naprawde zaczynam rozumiec (szkoda ze dopiero teraz) ze cholernie go krzywdze...ale jak pokazac mu swoja zmiane...

wiesz...szczerze mowiac to naprawde ciesze sie ze znalazl sie ktos kto mna potrzasnał...dziekuje.


Aliah -> on mowi ze nie potrafi wicej dac...nie ze nie chce poporstu nie potrafi...i trudno mu sie dziwic skoro ma taka jedze ktora chce ciagle wiecej:/ jestem na siebie wsciekla...

14

Odp: Walczyć?

Jeśli chcesz go przeprosić, bo Twój rozum wrócił z długiej przechadzki, to... przeproś go. Najwyżej będzie zaskoczony tym, ze zmieniłaś swoje zachowanie.

Co zmienić?
Swój sposób myślenia o sobie, o innych, o świecie. Przestać być rozkapryszoną nastolatą, a stać się świetną kobietą, partnerką mężczyzny, osobą znającą swą wartość, kochającą siebie i innych, życzliwą. Ot, taki plan minimum. tongue

15

Odp: Walczyć?

NIe nie moja droga, jesteś trochę zbyt surowa wobec siebie..najwyraźniej on Ci tak wmówił i Ty w to wierzysz...Facet,który kocha potrafi się zmienić i zrobić wszystko zeby było lepiej a nie iść na łatwiznę i mówić " nie będzie Ci ze mną dobrze", tak jest mu łatwiej..
Moim zdaniem powinnaś trochę przystopować z okazywaniem swoich uczuć, dlaczego? Bo dajesz mu poczucie,że starasz się za dwoje i on nie musi Ci w tym pomagać.. Daj mu trochę "oschłości" i zobacz jak zareaguje, oczywiście w granicach rozsądku;)

16

Odp: Walczyć?

By uniknąć nieporozumień.

Jestem przeciwna manipulowaniu z obu stron.

Jestem przeciwna jakimkolwiek grom stosowanym z obu stron.

Jestem za związkiem partnerskim stworzonym przez   d o j r z a ł e   osoby (ich wiek nie jest istotny).

17

Odp: Walczyć?

mam ochote odwołac dzisiejsze spotkanie...jest mi tak cholernie wstyd przed nim...

18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 15:22:46)

Odp: Walczyć?

Nie odwołuj!
Idź i jak najszybciej powiedz to, co masz mu do powiedzenia. Z takimi sprawami, jak z wizytą u stomatologa, nie warto czekać, bo odwlekane powoduje narastanie tworów wyobraźni.

Nie spotykasz się z obcym człowiekiem, tylko z kochającym Ciebie i kochanym przez Ciebie.

Weź swój strach (wstyd) pod rękę i idźcie wspólnie. Razem, raźniej. smile

19 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-08 15:28:29)

Odp: Walczyć?

dochodzi do mnie jak bardzo on musi mnie kochac skoro to wszystko znosil...i mimo to nadal chce z emna byc  choc sie podlamał wczoraj...jestem okropna:( czuje sie strasznie, mam okropne poczucie winy...

powiem mu o tym wszystkim...on zrozumie...pewnie bedzie mowil ze to nie tylko moja wina...jest wspanialy...nie zasluzyl na kogos takiego jak ja...zmienie sie! musze!

DZIEKUJE.

20

Odp: Walczyć?

Pamiętaj o tym, że on Cię kocha mimo. Mimo takiego zachowania. tongue

Skończ z samobiczowaniem, ono nie wychodzi nikomu na dobre.

Trzymam kciuki za Twe mądre decyzje. smile

21

Odp: Walczyć?

Witam wszystkich cierpiących. Moja historia jest bardzo dluga ale postaram się ją skrócic. Połtora roku temu poznalam męzczyzne z którym świetnie nam sie ukladalo, mielismy razem zamieszkac, po czym okazalo sie ze zamieszkalismy jednak u mnie przez jakis czas, potem wyjechal za granice, ja ciągle czekalam na niego, z miesiaca na miesiac powtarzal i obiecywal ze tym razem przyjedzie do mnie, nie mial wtedy żadnej dziewczyny ani z nikim sie nie spotykal, wracal do swojego rodzinnego domu na zjady, nie przyjezdzal do mnie bo za kazdym razem byla jakas wymówka, ciagle mielismy kontakt ze soba na skypie duzo rozmawialismy i ciagle smsowy, ja wspieralam go caly czas i on mnie rownierz pocieszał duchowo. Choc nie bylismy blisko czulam jakby caly czas byl przy mnie, czulismy swoja bliskosc na odleglosc. Niedawno wrocil na zjazd, chcial przyjechac do mnie lecz potem stwierdzil ze jednak jedzie do siebie bo bedzie zmeczony. Kilka dni temu powiedzial mi ze od kilku dni jest z kims. Ze nic nie czuje do mnie ale szkoda mu tego co miedzy nami bylo. Cierpie i nie wiem jak mam sobie pomóc, bo przez ten caly czas 6 miesiecy obiecywal mi ze tym razem przyjedzie, ze wyjedziemy razem, ze nie bedziemy sie rozstawac, ze znajde sobie tam gdzie on za granicą i bedziemy  zyc i mieszkac razem. Zawsze bylam przy nim czy bylo źle czy dobrze owszem na odleglosc ale duchem i milym slowem. Wczesniej powtarzal mi ze chce byc sam ze nie chce innej dziewczyny, ze nie chce byc z nikim, ale minelo i znow miedzy nami bylo dobrze, w sumie co miesiac mielismy taki etap ze on ubzdural sobie cos ze chce byc sam, a potem wielkie obietnice ze przyjedzie ze spedzimy czas razem, ze wyjedziemy.. Tym razem napisal mi ze jak tylko przyjechal przypadkowo poznal kogos i ze z nia jest.. Nie wiem jak mam sobie poradzic, i jak z tym zyc jest mi cieżko, płacze i jak wspominam nasze wspolne wycieczki i mile chwile i to co bylo nasze to sciska mnie w gardle i wpadam w placz.. Dzisiaj wyszlam z pracy bo nie potrafilam sie pozbierac i skupic na pracy.. Prosze o jakiekolwiek rady o wsparcie milym slowem. Pozdrawiam

22

Odp: Walczyć?

Zalozylas swoj watek wiec nie pisz w udzym.

23

Odp: Walczyć?

widziałam sie z nim wczoraj...nie było tak zle jak myslalam...wlasciwie to było normalnie, jakby nigdy nic sie nie stało...ale ja nie chcialam tego tak zostawic...powiedzialam ze "wiem ze nie chcemy, bo to meczace ale musimy porozmawiac"...przeprosilam za swoje zachowanie, wzielam duza czesc winy na siebie ale zeby nie robic z siebie meczennicy poprosilam by on zauwazyl tez swoja mała- ale jednak- czesc...usłyszałam ze on am taki charakter ktory nie daje sie ustawic...ze im bardziej mam o cos pretensje tym bardziej go to "motywuje" do brniecia w "błąd"...poprosilismy siebie o wzjamne zrozumienie...chce zeby czuł ze ma we mnie oparcie, że nie musi sie tłumaczyc z każdego wyjscia, czy z tego że czasami poprostu nie ma humoru i chce posiedziec sam...nie wiem dlaczego do tej pory miałam do niego pretensje i czułam za kazdym razem ze to cios wymierzony przeciwko mnie...

czuje, ze jesli ja bede bardziej wyrozumiala to on zauwazy moje zmiany i to naturalnie wywoła tez zmiany w jego postepowaniu...chce zeby widział we mnie ta sama usmiechnieta, spontaniczna i wyrozumiała dziewczyne w ktorej sie zakochał...nie wiem dlaczego byłam taka zołza...jest mi z tym źle...teraz bede inna tylko...czuje ze nie powinnam mu tego pokazywac "na sile" i z zołzy ktora czepia sie o wszystko stac sie teraz osoba ktora na wszystko sie godzi i nie ma wlasnego zdania...musze znaleść złoty środek...i przede wszystkim juz mu nie mowic o tym jak bardzo chce zeby bylo dobrze,on nie lubi  rozmów w ktorych oboje mmamy sie zapewniac o wzajemnej miłosci...

przestan gadac zacznij działac taka uwaga ode mnie dla siebie:)

24

Odp: Walczyć?

Czasami ja Cie rozumiem. Myślę, że nie ma tu Twojej winy, wcale za dużo nie wymagasz. Mam ten sam problem, zerwałam, bo nie reagowal na to o co prosiłam. Teraz jest mi strasznie smutno i nie wiem czy dobrze zrobiłam... Myslalam, że się przejmie, zrozumie, że źle zrobił ale jednak tak nie jest więc probuje zrozumieć, że gdyby mu zależało to by przyszedł do mnie porozmawiać. Też się odzywał dopiero po południu, w dodatku jego sms codziennie były prawie takie same, mało kiedy dzwonił, spóźniał się. O to były wieczne wojny ale spóźniał się dalej bez uprzedzenia, że sie spóźni. Nic Ci nie doradze bo sama nie wiem co robić. Z taką osobą trudno jest żyć i na wszystko przymykać oko. Wiem, że nie jest się szczęśliwym jak ktoś ma gdzieś, że czekasz.

25

Odp: Walczyć?

czasami. Muszę dodać coś od siebie. Byłem kiedyś z jedynaczką 4 lata i szczerze powiem że to ja wtedy zawaliłem.mniejsza z tym wracając do wątku. Wiesz moja była jedynaczka była bardzo ładna i fajnie ułożona ale za to że od malutkiej miała mówione że jest najpiękniejsza, najlepsza, najmądrzejsza w szkole dużo miała wrogów przy swoich rówieśniczkach...mnie osobiście było z nią wspaniale. wtedy  nie byłem dorosły ale gówniarz. po niej byłem z kimś dwa lata o podobnym temperamencie do ciebie... dostawałem za nic od eks...ciągłe uwagi... problemy za to że nie chwalę za obiad...za to że nie chwalę za umyte podłogi...za to że z pracy wróciłem 10 minut później...zrezygnowałem dla niej z wszystkich znajomych skreśliłem marzenia... ja to wszystko widziałem- rozmawiałem z nią o tym ale ona sama tego nie widziała. w tobie jest inaczej TY to wiesz i powiem tobie że to sukces bardzo duży. znaczy że znasz problem wiesz że to złe przykre. ale wydaje mi się że sama sobie z tym nie poradzisz. zaciśniesz pasa na jakiś czas do momentu kiedy nagromadzi się w tobie tyle emocji że wybuchniesz i wszystko wróci. W takich przypadkach są dwa wyjscia. 1-albo dać sobie spokój ze sobą na jakiś czas...i zrozumieć co robimy źle ( to bardzo trudne) 2-terapia dla par( sumienne chodzenie) inaczej bedzie dobrze jakis czas. uwierz mi.ucz sie na kogoś błędach. Ja bynajmniej chce aby wam się udało. wiem jaka jest miłość... terapie są wspaniałe- tyle dają. to co tobie wydaje się codziennością czyli wspólne spanie budzenie się  na nowo staje się piękne...nie da się tego opisać słowami. gdy ma się osobę którą się kocha w łóżku obok...osobiście jestem sam nie udało mi samemu uratować naszych relacji...to mnie zniszczyło...kolejna sprawa. nie obwiniaj siebie samej nie jesteśmy ideałami...nie mamy wgranego Windowsa którego można formatować i wszystko jest od nowa. popełniamy błędy jak każdy-ważnym krokiem jest zauważenie tego. Ty to zrobiłaś. to jest wiele. druga sprawa twój partner tez troszkę przesadza...jeśli się umawia powinien dotrzymać słowa... tobie mogę powiedzieć tyle że nie możesz uważać się za pępek świata...to strasznie utrudnia relacje międzyludzkie ( dużo krytyki wobec innych). wszystko da się rozwiązać ale o tym trzeba najpierw porozmawiać z partnerem...dojść do wspólnego konsensusu i wygrać ten trudny okres...będzie dobrze zobaczysz. ale posłuchaj głosu forumowiczów i rad które tobie dają...to bardzo ważne...3mam kciuki za was. za twoje samozaparcie w tym wszystkim, wytrwanie i skrupulatność.powodzenia.3mam kciuki.

26

Odp: Walczyć?

No, no...
Jakie zmiany!
Jakie wnioski!
Jakie rezultaty!

Gratuluję! big_smile


Jedna drobna uwaga. Bądź uczciwą.
Nie musisz być uśmiechniętą, gdy jest Ci smutno.
Nie musisz być spontaniczną, nie zmuszaj się.
Bądź prawdziwą.



Ale by na forum samej ze sobą gadać? tongue


Powodzenia. smile

27 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-10 09:26:02)

Odp: Walczyć?

Wiecie..to nie jest tez tak ze mi od malego wszyscy mowili ze jestem super extra i w ogole...było wrecz przeciwnie...rodzice wiele ode mnie wymagali i ciagle uwazali ze staram sie za mało...glownie chodzilo tu o szkole...dostalam 4 pytali dlaczego nie 5...dostalam 5 to nic nie powiedzieli...a z 3 to bałam sie wrocic do domu...dodatkowow w moim domu był tez alkohol i problemy z nim zwiazane ale nie chce sie teraz tłumaczyc...bo oprocz tego ze byly złe momenty to tak naprawde zawsze mialam wszystko czego potzrebowalam itd.

Jestem ogomnie wdzieczna za Wasze rady i chcialaby abyscie mi udzielili jeszcze jednej...

Od "tamtego" wieczoru czuje sie naprawde zle...to boli kiedy ukochana osoba mowi ze "nie chce z Toba byc" wiem ze sobie na to zalsuzylam...dalismy sobie druga szanse i czuje potrzebe zmian i walki o ten zwiazek...ale rownoczesnie czuje cos na kształt wycofania...czuje jakbym poniekad zmusila S. do tego zeby ze mna zostal...rozmawialamz  nim o tym ale  powiedzial ze naprawde chce sprobowac...jednak moj cholerny charakter ktory potzrebuje ciaglych zapewnien nie daje mi spokoju...ciagle mysle o tym ze "cholera a co jak on stwierdzi ze tamta decyzja byla sluszna?" nie wiem jak mam sie zahcowywac...wiem z enie moge z nim o tym ciagle gadac bo go to meczy...mnie z reszta tez...jak rozwiac swoje obawy i nie meczyc tym partnera?

bezdradny23...co on teraz czuje? co czuje facet w takich sytuacjach i czego oczekuje od kobiety?

28

Odp: Walczyć?

Może Twój chłopak wie, co myśli i co mówi?
Może być uwierzyła, że nie ma on powodu, by Cię oszukiwać?

Jeśli Twoje poczucie własnej wartości, z różnych przyczyn, sięgnęło poniżej jakiegokolwiek  poziomu; jeżeli mimo swej całej mądrości (a jesteś mądrą osobą) ciągle potrzebujesz zapewnień; jeżeli mimo wiedzy masz ochotę bycia bluszczem, to może ostatnia chwila na podjęcie decyzji o własnej terapii?

Przez swoje zachowanie prawie rozpadł się Twój związek. Twoje deficyty emocjonalne są spore. Masz do wyboru albo pracować samej nad zmianami w swym sposobie myślenia, albo skorzystać z pomocy profesjonalisty (psychologa). Nie ma jednej drogi. Wybierz tą, która jest odpowiednia dla Ciebie. smile

29

Odp: Walczyć?

na psychologa mnie przede wszystkim nie stac:)

30

Odp: Walczyć?

czasami. Mimo że jestem w pracy odpisze tobie teraz. doskonale wiem co przeżywasz...wiem co on czuje.wszystko go złości ty boisz podjąć się rozmowy bo uważasz że to go męczy...ty chcesz ciągle gadać o tym a on ma dosyć...to w takich etapach normalne jest.nie jest inaczej chyba każdy ma tak samo gdy coś się sypie tak szybko.uważam co jest niezmiernie ciężkie i może WAM pomoc to "rozłąka" na jakiś czas.Nie bój się że on znajdzie sobie kogoś.nie czuj tego lęku.tak się nie stanie...w nim są uczucia ale zamknięte przed światłem dziennym...aby odbudować to co było miedzy wami trzeba wspólnych sił...to nie jest tak że to ty jesteś winna całej tej sytuacji. Ja siebie tez obwiniałem za to np.że z grzeczności przepuszczam kobietę na chodniku, bo mówiono mi kobieciarz" tak nie wygląda życie. tzn powiem ci co "być może czuje twój facet" a nie co czuje? tego nie wiem. całkiem możliwe że dzieli się tym problemem z kimś z rodziny...słucha podpowiedzi osoby która nie jest między wami i nie zna twojej oceny sytuacji...doprowadza go to do tego że się boi, że zaczyna czuć większy dystans do ciebie i nie mówi tobie o tym tylko trzyma to w sobie. w takich sytuacjach spokój od siebie wam pomoże.to strasznie trudne bo na pewno czujesz chęć bycia przy nim 24 h. Znam to uczucie. Bezradność jest czymś czego nie idzie zmienić.Ja pomimo wszystkich sposobów pokazania że jestem źle traktowany że jest mi ciężko samemu nie uratowałem tego...jak się okazało sam sobie wiele wmówiłem...jej uczucia były chore, toksyczna relacja jest zawsze silna zrozumiałem to dopiero gdy kontraktu już zupełnie nie było...na te chwilę mogę powiedzieć jest dobrze...ale odbudować znajomości kolegów, koleżanki których się skreśliło dla dobra tej miłości jest ciężko. dlatego doskonale wiem co Ty czujesz.ze chcesz ale to wszystko nie jest takie proste...naprawdę. musisz sama wiedzieć co będzie lepsze.jeśli jest miedzy wami szacunek do siebie to bardzo duży plus...że nie macie chęci sobie głowy urwać.ja np.jestem taki ze nie lubię kłótni...gdy już ona jest i po niej chce się już pogodzić i pewnej nocy właśnie za to że chciałem się przytulić dostałem łokciem w wargę i krew poleciała"piszę to tylko po to abyście nie dopuścili do tego aby wasze błędy odbiły się na waszym dobru i spokoju...o tym należy rozmawiać w 4 oczy.powiedz sobie "słuchaj Kochanie wiesz ja od pewnego czasu widzę takie coś miedzy nami...uważam że jest dużo mojej winy...dla ciebie pragnę to zmienić...to nic złego mówić o tym dorośle otwarcie...ważne aby te słowa były szczere...a chęci do zmiany były stałe...zrozumiesz to wszystko.i się nie martw zbyt wiele.nie możesz teraz myśleć tylko o związku...musisz tak samo dbać o siebie,tak samo spełniać się aby nie popaść w uzależnienie od tej osoby...musisz czuć się dobrze we własnej skórze.i będzie dobrze.zobaczysz.

31

Odp: Walczyć?

Cholera...nie chce grac teraz roli "zbitego psa"...ale nie potrafie tez zachowywać sie normalnie jezeli tak sie nie czuje...to on teraz umawia spotkania...ja sie od niego odsuwam bo nie chce go "zameczac" swoja osoba...ale wiem ze takie zachowanie tez jest dla niego meczace no i jestem w kropce;/
na szczescie w zblizajacym sie tygodniu nie bedziemy mieli dla siebie duzo czasu - on ma wyjazd sluzbowy, w nastepnym tygodniu ja- troche od siebie odpoczniemy...ciagle jednak zastanawiam sie czy warto walczyc o ten zwiazek czy lepiej to zostawic bo predzej czy pozniej znow bedzie burza i predzej czy pozniej ten zwiazek i tak sie posypie a wtedy moze bolec jeszcze bardziej...

32

Odp: Walczyć?

a Powiedz mi masz tyle siły w sobie aby wytrwać w tym że to koniec???teraz???to że dziś czujesz siłę na to nie znaczy że ona będzie jutro za tydzień za miesiąc za dwa...nie myśl chwilą...dużo osób popełnia ten błąd...a jeśli nie spróbujesz się zmienić to nie wybaczysz sobie tego...za jakiś czas.powiedz mi jak jest z szacunkiem do siebie???jest czy go nie ma???

33 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-10 12:13:38)

Odp: Walczyć?

Rozstanie teraz to chyba byłoby mniejsze zło...sam przekonywał mnie o tym ze "lepiej sie rozstac teraz niz po 6 latach"(ostatnia jego dziewczyna odeszla od niego wlasnie po takim okresie) mowil " teraz tego nie widzisz, ale za jakis czas zaczniesz sie ze mna meczyc...tak bedzie lepiej bo ja nie bede nigdy taki jak Ty chcesz...i albo za jakis czas Ty to dostrzeżesz albo ja to oleje bo ciagle bedzie Ci czegos mało"

Potrzebuje go...pierwszy raz tak kogos kocham ale nie chce zeby powiedzial mi za jakis czas ze "nie czuje juz tego zwiazku od dluzszego czasu ale zmuszalem sie do niego myslac ze mi przejdzie"(jak to zrobil moj ex) dlatego tez jestem neico przerwazliwona na punkcie przekonywania do siebie...

Szacunek do siebie? napewno wiem ze nie jestem głupia...ale jestem strasznie zakompleksiona osoba z niskim poczuciem wartosci...ludzie mowia ze ejstem atrakcyjna kobieta jednak ja notorycznie sie odchudzam i ciagle widze w sobie jakies wady...ale to chyba nei ma nic do rzeczy w tym wypadku...chyba.

dodano->najwiekszy metlik w głowie robi mi to, ze z takim przekonaniem mówił o tym ze lepiej bedzie jeśli sie rozstaniemy a po jakis 2 godiznach rozmowy nagle zmienił zdanie...i jak mam wierzyc w to, ze on naprawde sie nie zmusza? że to szczere?

naprawde odstawiłam przedstawienie w ten wieczór...ale to nie było udawane...serce mi pekło wtedy...

34

Odp: Walczyć?

najwiekszy metlik w głowie robi mi to, ze z takim przekonaniem mówił o tym ze lepiej bedzie jeśli sie rozstaniemy a po jakis 2 godiznach rozmowy nagle zmienił zdanie...i jak mam wierzyc w to, ze on naprawde sie nie zmusza? że to szczere?

naprawde odstawiłam przedstawienie w ten wieczór...ale to nie było udawane...serce mi pekło wtedy...

35

Odp: Walczyć?

I tutaj właśnie wyciągnęliście wnioski z byłych związków...to bardzo dobrze.teraz to już sam nie wiem co mam tobie doradzić???wiesz kochać można na kilka sposobów...albo kochamy osobę za to jaka jest czyli calutka akceptujemy taka jaka jest i nie wytykamy sobie ciągle wad jakie ma bo to bez sensu aby się męczyć i zmieniać dla kogoś.ty się zmienisz dla niego a ktoś teraz szuka ciebie taką jaka jesteś...sama siebie wykończysz w tej walce.ty się będziesz zmieniać on będzie taki sam...później odwrotnie i tak ciągle non stop. miłość nie może nas wykańczać męczyć...doprowadzać do obsesji na punkcie jeden osoby...to wszystko później zamienia się w horror. jeśli jesteś gotowa odejść zrób teraz tak: dajcie sobie czas ale nie zrywajcie ze sobą...jeśli i jedno i drugie zrozumie co robi źle znajdziecie wspólny język...tak będzie lepiej dla was teraz.a jeśli zrozumiecie ze lepiej jest zakończyć zróbcie tak...w zgodzie jak dorośli ludzie...miłość jest zbyt piękna aby na sile robić z siebie ideał dla kogoś-CZEGO NIE DA SIĘ ZROBIĆ"...ja byłem uzależniony od mojej eks...była dla mnie idealna mimo tylu podłych rzeczy...nie szanowałem siebie poniżałem siebie...masakra.nie warto zatracić głowy dla jednej osoby.tyle ode mnie.po tych wnioskach. <uśmiech.

36

Odp: Walczyć?

Nie chce sie z nim rozstawac...ale co innego mowi serce a co innego rozum...nie wyobrażam sobie życia bez niego ale nie chce zeby ten zwiazek stał sie czyms toksycznym o ile juz taki nie jest...dam nam czas...wytrwam w postanowieniu zeby nie zarzucic sobie w przyszlosci ze nie walczylam o kogos kogo kocham.

dziekuje.

37

Odp: Walczyć?

Wiesz lepiej zrozum co napisałem.rozłąka wam pomoże zrozumieć co robicie źle...ile kto ma winy...to nie jest tak że tylko ty nad tym się zastanawiasz...on może tego nie mówić ale tez myśli o tym ciągle...i też wszystko sobie przemyśli.lepiej jest zrozumieć to wszystko teraz i zmienić coś aby było dobrze.niż za jakiś czas gdy relacja zamieni się w coś innego...obsesje,uzależnienie,przywiązanie itp.ja stawałem na nogi jakiś czas...pomogło mi w tym dużo motywacji... i mimo że nie miałem ojca całe życie teraz jestem szczęśliwy sam ze sobą...uwierz mi tak jest.choć w głębi duszy jeszcze coś myślę jeszcze układam to wszystko odzyskałem spokój ducha który zniszczył nasz związek z eks.miłość bardzo szybko się przeradza w rutynę siedzenie w domu bo jeden uważa mam ciebie i nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne kiedy to drugie chce wyjść do kina teatru na basen itp. ale w takich stanach emocjonalnych my tego nie widzimy.wtedy warto jest zastanowić się czego chce od życia czy to jest to czego szukałem/am ? warto jest ratować to co się ma i pielęgnować to każdego dnia bo to jest bardzo ważne.gdy ktos nie zawalczy i znajdzie sobie kogoś innego często popełnia ten sam błąd i znowu okazuje się porażka...przemyśl sobie wszystko.poukładaj sobie w głowie...przyjdzie czas na szczerą prawdziwą dorosła rozmowę i to powinien być początek czegoś nowego...życze żeby wam się to udało...aby zbudować to wszystko jak najlepiej solidnie bez tajemnic,bez kłamstw itp.wszystko musi być szczere.powodzenia.pozdrawiam.

38

Odp: Walczyć?

Cholera...nie wiem juz co o tym myslec ale chyba  wogole przestane to robic...spedzilismy ze soba caly weekend - nie z mojej a z jego inicjatywy...duzo rozmawialismy na temat tego co sie stalo...atakowal mnie argumentami, ze jestem dla niego "za dobra", ze reprezentuje inny poziom zycia niz on itd...ok...moze i mam studia i lepiej usytuowanych rodzicow ale skad nigdy nie dałam mu tego odczuc...niejednokrotnie mowilam ze nie stac mnie na cos, czy ze poprostu wole zostac w domu niz isc na impreze bo zwyczajnie nie mam pieniedzy...probowalam obalic te argumenty ale on ciagnal dalej...ze niby jestem inteligentna, ladna dziewczyna ktora moze miec kazdego a wybrala sobie takiego szaraka jak on ktory "nie potrafi reprezentowac soba takiego poziomu jak ja"...nigdy nie chciałam i mam nadzieje ze nie dałam mu odczuc ze niby jestem w czyms "lepsza" bo wcale tak nie uwazam...w dodatku "oskarzyl'(mowil to usmiechajac sie) mnie o to, ze smioeje sie z jego planow dotyczacych zalozenia firmy...cholera! 3mam za niego kciuki i bardzo chce zeby mu sie udało!! Głupio sie czuje z tym wszystkim...co prawda sytuacja 'lryzysowa" została opanowana- ten weekedn to jedne z przyjemniejszych naszych weekendow...naprawde czułam ze oboje ząłujemy sytuacji jaka miala meisjce kilka dni temu...tylko ze ona sie z niczego nie wzieła...marwti mnie to co powiedział...

39

Odp: Walczyć?

Rozmawiacie, a raczej mówicie do siebie, wzajemnie nie rozumiejąc słów wypowiadanych przez drugą osobę.

Kiedy on opowiada Tobie o  s w o i m  sposobie myślenia, Ty ustawiasz się w pozycji obronnej, odpierając jego słowa, nie przyjmując ich do wiadomości, udowadniając, że Ty nigdy...

Gdybyś nie była nastawiona tak obronnie, może usłyszałabyś to, co on mówił do Ciebie o sobie.

To, co ja, będąc obiektywna osoba zauważyłam, nazywa się niskim poczuciem własnej wartości, albo niską samooceną. On mówi o sobie, że on nie jest Ciebie wart. Ty zaś, z uporem godnym lepszej sprawy, upierasz się przy myśleniu o sobie, nie o nim. W związku z tym, jego ważne słowa o nim samym, przekręcasz na zarzuty wobec Ciebie.

Czy możesz, choć przez chwilę zająć się jego sposobem myślenia, czy też musisz być tak skoncentrowana na sobie?

40 Ostatnio edytowany przez czasami (2012-02-13 16:08:59)

Odp: Walczyć?

Niską samoocene mamy oboje akurat...

Piszac o tym nie chcialam uslyszec odpowiedzi na pytanie "co mam zrobic zeby tak o mnie nie myslal" tylko raczej 'co zrobic zeby on przestal sie tak czuc.."

41

Odp: Walczyć?

Co zrobić, by przestał się tak czuć?
Musiałby zmienić swój sposób myślenia o sobie.
Twój partner tak myśli o sobie. Myśli, bo tak wiele osób wokół niego pracowało nad tym, by mu się w głowie nie pomieszało. Tak wiele osób, chcąc go zmotywować do pracy wskazywało na błędy, niedociągnięcia, niedoróbki zamiast zachwycać się nim, pokazywać jego możliwości. W ciągu pół roku chcesz usunąć skutki wieloletniego sposobu wychowywania? Oczekujesz niemożliwego. Powoli i cierpliwie.
Rozumiem, że według Ciebie jego sposób myślenia o sobie jest idiotyczny, bo gołym okiem widzisz absurdalność. Za to Twoje myślenie o sobie jest zasadne. tongue


Co jednak możesz robić:
1. zastanów się, co Tobie jest potrzebne do zmiany swojego sposobu myślenia o sobie. Jemu, bardzo prawdopodobne, potrzebne jest dokładnie to samo. smile
1. nie zaprzeczaj jego słowom.
2. wspieraj go tak, jak on tego oczekuje i potrzebuje (wcześniej go zapytać)
3. mów mu, jak go cenisz, jak dla Ciebie jest ważną osobą, jakie cechy widzisz u niego
4. wspólnie porozmawiajcie nad swoim problemami, pamiętając o tym, że partner nie jest terapeutą.

42

Odp: Walczyć?

Kolejna awantura...własciwie o nic...

Prosze mojego chłopaka  by zrobił dla mnie pewna rzecz...sprawa odwleka sie i ciagnie juz prawie 3 miesiace...kilka dni temu z usmiechem powiedzialam ze moze z okazji dnia kobiet zrobi to o co tyle prosze...stwierdzil ze" mam to juz w pracy, przyniose to" szerze mowiac nie liczylam na to ze to zrobi... przyszlam wczoraj do niego nieco wczesniej niz bylismy umowieni...rozmawialismy jak zawsze az znow usmiechajac sie powiedzialam " kochanie a Ty nie zpaomniales o czyms?:>"  ten na mnie wyskoczył, ze nie ma dla mnie tego o co prosiłam ze przyszlam nie zapytałam jak on sie czuje tylko od razu czy przyniosl co mial, ze mysle tylko o sobie i ze mam isc do domu. Nie wiedzialam ze sie zle czuje,skad niby mialam wiedziec...prosilam go tylko o to zeby przyniosl to co rzekomo juz zrobil...wbił mi do głowy ze "mysle tylko o swojej d....", ze mam go gdzies itd. To dziwne bo jeszcze nie dawno powiedzial ze zabardzo sie staram i mam wyluzowac...

Siedziałam u niego w kuchni na podlosze, płakałam bo rzucał naprawde strasznymi oskrażeniami, chcialam zeby mi wytłumaczyl o co tak naprawde chodzi...siedziałam tak dwie godziny a on tlyko powtarzal z emam isc do domu bo sie zle czuje...własciwie nie wiem po co...ale siedzialam...gdy w koncu postanwoialm wyjsc, pojechalam do apteki, kupilam mu leki, przywiozlam polozylam na stoliku , zapytał 'dlaczego ty to teraz robisz?" odpowiedziałam  "  Ty pewnie masz wytlumaczenie przeciwko mnie, ze robie to na sile albo zeby cos udowodnic...mi tak naprawde chodzi o to zebys był zdrowy" wyszlam zapłakana...

Nie wiem co mam robic...nie chce po raz kolejny brac wszystkiego na siebie...za kazdym razem to ja wyciagam reke...był wczoraj taki agresywnyw tym co mwoil ze az zaczelam sie go bac...teraz sie nie odzywa a ja walcze z soba zeby po raz kolejny nie napisac ze go przepraszam...

Nie chce sie z nim kłocic, chce zbey bylo dorbze, nie lubie "cichych dni" ale czuje ze daje sobie wesc na glowe,,,czulam sie wczoraj jak smiec siedzac na ziemi, placzac, i proszac zeby mi wytlumaczyl dlaczego na mnie naskoczyl i kazał mi wyjsc...jak idotka...

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026