Na urodzinach u koleżanki Poznałam fajnego chłopaka, przystojnego, miłego, z szacunem do kobiet... Od razu zaiskrzyło, calowalismy się chodź on liczył na coś więcej, ale ja nie mogłam się na to zgodzić... Myślałam że go więcej nie zobaczę... Mylilam się... Małym zaskoczeniem było gdy go zobaczyłam na mojej własnej studniowce... Póki był trzeźwy rozmawialiśmy jak kumple, gdy się napil robił się z niego napalony ogier.. Chciał żebym poszła z nim do niego do domu, ale ja byłam nie ugieta, powiedziałam mu, że nie chce tego robić z kimś kogo nie kocham, a on to potrafił zrozumieć. Wymieniliśmy się numerami i tyle... Myślałam że na tym się skończy... Kolejny raz się mylilam, na drugi dzień dzwonił, rozmawialiśmy długo, przepraszał mnie i takie tam... Było miło... Utrzymywalismy kontakt telefoniczny, poprzez portale spolecznosciowe i gg... Zaprosił mnie do siebie, pomyślałam fajnie, chociaż domyslalam się o co mu może chodzic, jednak mówiłam sobie że się nie dam... Miło było, rozmawialiśmy, piliśmy, miło spędziliśmy że sobą czas... Za dużo wypilismy, calowalismy się I ''mizialismy'', no i niestety doszło do stosunku, m.in. uleglam dlatego, że zapewniał mnie, że mnie kocha... Było cudownie, mi się podobało, jemu chyba też, przynajmniej tak powiedział... Rano gdy obudzilismy się praktycznie nic nie rozmawialiśmy. Potem też jakoś nic nie pisał, ani nic... Boję się tego, że chodziło mu tylko o sex i tyle... Wygarnac mu co myślę?? Spytać się go czy ma zamiar nic nie robic??
P.S. Dla tych co mają wątpliwości - jestem dziewczyna, być może popelnilam błąd w pisaniu...
Dziękuje bardzo wszystkim, którzy udzielili odpowiedzi na mojego posta... Za te krytyczne wypowiedzi również. Cenie sobie każde zdanie. Niektóre wzięłam sobie do serca... Byłam naiwna - dzięki Wam przejrzalam na oczy...