Witam.
Mam 19 lat i od 9 miesiecy spotykam sie z chłopakiem. JEst to moja jak i jego pierwsza milosc.
Bardzo duzo przez ten czas przezylismy, a mianowicie; zaplanowalismy cale zycie razem, studia mieszkanie. Mowił ze nie moze beze mnie zyc no i ja bez niego. Kupilismy obraczki . Ja jak i on jestesmy pewni na 100% ze chcemy byc ze soba.
Ale mowiac ze duzo przezylismy to bylo tak; on jest niesmaowice zazdrosny, wkurzal sie o partnerow z ktorym sie spotykalam przed nim. kazał mi skasowac numery telefonow i inne numery moic byłych znajomosci- chłopakow, przyzwyczailam sie do tego i staram sie unikac z plcia przeciwna. Ja natomiast nie jestem taka zazdrosnah bo wierze w to ze mnie kocha, i chce pozwolic na TROCHE wolnosci w zwiazku.
Ale od kilku miesiecy non stop sie klocilismy, kilka dni temu ustalilismy ze juz wiecej ja sie nie wkurze i nie obraze o byle co i on wyluzuje.
Bo mi powiedział, ze boji sie odpowiedzialnosci za mnie- ze sobie keidys nie poradze bez niego. Ze czasami jak sie kłocimy ma wrazenie ze do siebie nie pasujemy. Ze kłotnie moja nas wypalic.
Czuje sie tak jakby cos sie popsuło. On powiedział ze sie zagubił, zamiast spotkac sie ze mna, chce z kolegami- jak nie on. Rozumiem potrzeba troche wolnosci. ale czuje ze kiedys mu bardziej zalezało był gotow zrobic dla mnie wszystko a teraz jakby nie?
Boje sie konca.. bo wczesniej jakos nie zdawałam sobie sprawy ile on dla mnie znaczy po tym jak zaczeły sie małe przeszkody ktore nigdy sie nie zdarzały np pierwszy zakoncza rozmowe(mimo tego ze zawsze to ja robiłam), nie mowi tak czesto ze mnie kocha.
I boje sie ze to ja zniszczyłam nasza milosc, tymi fochami, kłotniami. Bo on bardzo to przezywal. chciał nawet popelnic samobojstwo. mial zawroty głowy z nerwow.
a teraz ja to przezywam.
Obiecalismy sobie bardzo duzo, obiecał mi całe zycie. Jest to silne przezycie bo to jest ta PIERWSZA i pozwoliłam uwierzyc ze na cale zycie..
nie wiem co robic.. odpuscic sobie, wyluzowac ? tylko czy to mozliwe..