Witam, jestem nową osobą na forum. Postanowiłam sie zarejestrować, bo nie mam się komu wygadać a naprawdę jestem załamana moją sytuacją... 1,5 roku temu wyszłam za mąż, mamy 7 miesieczne dziecko - wspólnie podjęliśmy decyzję o dziecku. W chwili obecnej jest masakra.. tak naprawdę po ślubie poznałam męża jaki jest naprawdeę a znaliśmy się 7 lat wcześniej. Teraz gdy razem mieszkamy i założyliśmy rodzinę wyszła prawda na jaw że mąż jest maminsynkiem i nie dojrzał do tego by być mężem i ojcem. Nie współżyjemy ze sobą odkąd zaszłam w ciąże ( nie mam szczerze mówiąc ochoty na seks z nim), nie ma do mnie szacunku i słucha tylko tego co jego mamusia powie... Jak urodziła nam się córeczka teściowa we wszystkim "doradzała" i nawet jeśli ja nie chciałam tego zastosować to mąż się obrażał i nalegał bo jego mamusia tak kazała. nigdy nie przyzna mi racji tylko zawsze jej. Nawet to ze olewa nasze dziecko i wiecznie przyrównuje do dziecki córeczki nie przeszkadza mu. Mam dosc.. jak mam z nim żyć? gdybym btyła sama to rozwiodła bym sie ale nie chce dziecku psuć dzieciństwa..
Podobne tematy
Taaak..i 7 lat znalas meza? Czy tylko mijaliscie sie w drodze do sklepu? A moze to byla znajomosc korespondencyjna, Internetowa? Bo jakos tak rachu ciachu i po zabawie. Slub, zaraz po nim ciaza i nagle wszyscy wokol ulegaja metamorfozie, i maz i teciowa i szwagierka zapewne tez. A moze to szanowna autorka nie dojrzala do malzenstwa i niepotrzebnie tak sie spieszyla z tym sakramentalnym "tak"?
Witaj.
Tak się składa, że ja również po 7 latach bycia razem wzięłam ślub. Tylko nie wyobrażam sobie, że przez te 7 lat miałabym nie poznać swojego faceta, jego wad, zalet, przyzwyczajeń i jego rodziny.
Jest to trochę dziwne co piszesz....
To, że teściowa Wam się wtrąca we wszystko to już jest do przegadania między Wami, a jak chodziliście jeszcze kiedyś ze sobą to tak nie było? Nie wieże, że nagle wszystko przewróciło się o kilka stopni. Jeżeli jest wścibska to była raczej i wcześniej.
Dużo zmienia dziecko, nowe obowiązki, chodzenie na kompromisy, codzienne przemęczenia to przecież wszystko wpływa na Wasze relacje. Może to Was przerosło i stąd dalsze problemy.
Witam, jestem nową osobą na forum. Postanowiłam sie zarejestrować, bo nie mam się komu wygadać a naprawdę jestem załamana moją sytuacją... 1,5 roku temu wyszłam za mąż, mamy 7 miesieczne dziecko - wspólnie podjęliśmy decyzję o dziecku. W chwili obecnej jest masakra..
Mam dosc.. jak mam z nim żyć? gdybym btyła sama to rozwiodła bym sie ale nie chce dziecku psuć dzieciństwa..
Hmmm - jakby tu delikatnie...?
A gdzie tu jakakolwiek miłość? Po co wychodziłaś za mąż? Z miłości, czy dlatego by nie odstawać od otoczenia?
I do czasu ślubu, przez 7 lat mąż NIE BYŁ maminsynkiem? Nie do wiary....
Myślę, że jak zaczęła się proza życia i szara rzeczywistość z pieluchami i nieprzespanymi nocami to wyszło szydło z worka.
Dzieci nawet mimo woli są porównywane, co nawet czasem jest wskazane dla dobra dziecka. Łatwiej wyłapać ewentualne niuanse rozwojowe. Co najmniej dziwny zarzut - raczej słychać wkoło narzekania, że ojcowie niezbyt wnikliwie obserwują rozwój pociech. Zastanów się dobrze co Ci tak w tym twoim mężu przeszkadza, że AŻ do rozwodu to mogłoby doprowadzić.
Czas na dojrzałe decyzje - małżeństwo to poważna i odpowiedzialna decyzja a nie zabawa w bycie we dwoje i utarczki nt. kto tu rządzi. Trzeba w końcu dorosnąć ![]()
Rozumiem jedno.
Nie kochasz męża.
Wszystkie uwagi dotyczące zachowania męża i teściowej traktuję jako przykrywkę podstawowego problemu, który sama nazwałaś w tytule wątku. A zasłanianie się dobrem dziecka, to wykręt służący do zaakceptowania stanu rzeczy. Wiedz tylko jedno, nie ma dziecka, które podziękowało rodzicom za to, że byli nieszczęśliwi ze sobą i się nie rozstali ze względu na nie.
Wiem, że to mozliwe.. ze takie rzeczy mogą wyjsc na swiatło dzienne po slubie. Szczególnie jesli nie mieszkaliscie ze sobą wczesniej.
Mussuka myśle, że powinnyśmy wesprzeć a nie dobijać.. jakie by nie były powody kinia26 znalazła sie w ciezkiej sytuacji, ja ją rozumiem.
Kinia26 nie kochasz go ? Czy o miłosci w tej sytuacji mozesz zapomniec? Bo jesli miłosci nie ma, a cała sytuacja sie nie poprawia i czujesz ze sie nie poprawi, to uwierz mi, że dziecinstwo mozesz popsuć maluchowi będąc w tym zwiazku, jesli on Cie nie szanuje, dziecko bedzie na to patrzec, Ty go znienawidzisz a nikt nie chciałby wychowywac sie w takim domu. Moze jak juz nic nie zadziała to podejmiesz decyzje o odejsciu, jeszcze wtedy jest szansa ze cos w nim pęknie..
Najgorsze co moze byc to wlasnie maminsynek.. mamusia zawsze bedzie lepsza..
Kolezanka wzieła slub, co prawda dlatego ze pojawiło sie dziecko, ale strasznie zaczał ją traktowac, rodzinka stała po jego stronie, ona robila wszystko zeby sie udało chociaz juz nawet go nie kochała.. rozwiedli sie.. została sama z dzieckiem, podziwiałam ją za odwagę..
pół roku pózniej spotkała super faceta, zaakceptował dziecko i pokochał jak własne, są szczesliwi, a tamten płaci alimenty..
trzymaj sie i powodzenia..
Przecież 7 lat to mnóstwo czasu na poznanie drugiej osoby i relacji z bliskimi. Nic wcześniej nie zauważyłaś?! Trudno powiedzieć co masz teraz robić... może warto szczerze pogadać?
Dziewczyna napisala na forum z prosba o rade, przedstawiajac swoja niewatpliwie trudna sytuacje, a Wy rzucanie w nia kamieniami. Zadna z nas nie wie, jak naprawde wyglada ta sytuacja, wiec nie powinnysmy oceniac. Tym bardziej, ze autorka nie przymierza sie do zdrady swojego meza ani go nie oszukuje.
Ja jednak wolalabym poznac wiecej szczegolow. Jak wygladal Wasz zwiazek przed malzenstwem? Jak maz sie wtedy zachowywal? Czy naprawde nic nie wskazywalo na to, ze mogloby byc tak, jak jest?
popieram Iskre1221 !
Tu nie chodzi o poparcie jak również nie można od razu stwierdzać, że wszystkie dziewczyny chcą ukamienować autorkę tekstu.
Pewne rzeczy też warto komuś uświadomić i jeżeli ktoś otwarcie mówi i bez ogródek to nie znaczy, że od razu chce zaszkodzić.
To już nie są te czasy jak kiedyś, że się brało ślub np z polecenia rodziny, nie wiedząc o danej osobie prawie nic a co dopiero mówić o sferze łóżkowej. A w tym przypadku taka długoletnia znajomość musiała wręcz ukazać wiele różnych sytuacji.
Bardzo dużo młodych małżeństw właśnie z powodu narodzin dziecka zaczyna się nie dogadywać.
Tu jest tylko jedna rada: konieczna szczera rozmowa oparta na argumentach a nie na "maśle maślanym". Coś musiało między Wami narastać od pewnego czasu. Wiele kryzysów da się rozwiązać tylko trzeba nauczyć się rozmawiać. Problem polega na tym, że wiele małżeństw rozmową bądź próbą rozmowy nazywa ciągłe pretensje i osądy. Małżeństwo to sztuka kompromisów.
Widziały gały, co brały. 7 lat to bardddddzooo długo, a już na pewno wystarczająco długo, by rozpoznać "piotrusia pana" i sporo dowiedzieć się o jego relacjach z mamą. Nie zmienisz go, więc albo zaakceptujesz ten stan rzeczy ( choć pewnie męki nieziemskie) albo rozstańcie się, też dla dobra dziecka !
Tacy faceci się nie zmieniają... przykro to pisać, ale tak jest.....
12 2012-01-23 18:16:22 Ostatnio edytowany przez K_r_o (2012-01-23 18:16:44)
Małżeństwo to sztuka kompromisów.
No właśnie, ale muszą chcieć dwie strony, a nie tylko jedna.....
Tu nie chodzi o poparcie jak również nie można od razu stwierdzać, że wszystkie dziewczyny chcą ukamienować autorkę tekstu.
Pewne rzeczy też warto komuś uświadomić i jeżeli ktoś otwarcie mówi i bez ogródek to nie znaczy, że od razu chce zaszkodzić..
chcialam to tez napisac wiec sie pospisuje, ...zreszta wystawiajac swoje problemy na forum puliczne trzeba liczyc sie ze wszystkimi wypowiedziami , bo nawet jak nie zawsze sa po mysli autora watku, to tez nie koniecznie po to zeby zaszkodzic ...a czasem ostre slowa obudza z uspienia...
A ja, jak inne dziwie sie ze przez siedem lat sie nic nie wydalo, byla jak w niebie ...a teraz buch zmienil sie okrutnie - oj slepa to byla milosc ... a teraz co ?
nie kochasz to sie rozwiadz , kochasz to sprobuj znalesc kompromis pasujacy tobie i mezowi.... a na dziecko nie zwalaj ... i tu cytuje zeby nie pisac dwa razy tego samego :
Wszystkie uwagi dotyczące zachowania męża i teściowej traktuję jako przykrywkę podstawowego problemu, który sama nazwałaś w tytule wątku. A zasłanianie się dobrem dziecka, to wykręt służący do zaakceptowania stanu rzeczy. Wiedz tylko jedno, nie ma dziecka, które podziękowało rodzicom za to, że byli nieszczęśliwi ze sobą i się nie rozstali ze względu na nie.
14 2012-01-23 19:08:18 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-01-23 19:33:52)
Witam, jestem nową osobą na forum. Postanowiłam sie zarejestrować, bo nie mam się komu wygadać a naprawdę jestem załamana moją sytuacją... 1,5 roku temu wyszłam za mąż, mamy 7 miesieczne dziecko - wspólnie podjęliśmy decyzję o dziecku. W chwili obecnej jest masakra.. tak naprawdę po ślubie poznałam męża jaki jest naprawdeę a znaliśmy się 7 lat wcześniej. Teraz gdy razem mieszkamy i założyliśmy rodzinę wyszła prawda na jaw że mąż jest maminsynkiem i nie dojrzał do tego by być mężem i ojcem.
KINIA a ja doskonale rozumiem co masz na myśli. Liczyłaś na partnerski związek, a okazało się, że to twój mąż z mamusią tworzą małżeńswo a nie Wy.
Nie współżyjemy ze sobą odkąd zaszłam w ciąże ( nie mam szczerze mówiąc ochoty na seks z nim), nie ma do mnie szacunku i słucha tylko tego co jego mamusia powie...
nie dziwię się, że nie masz ochoty na konatkty intymne z mężem, skoro za dnia nie liczy się z Twoim zdaniem. Bliskość dusz za dnia, powoduje, że ma się ochotę na bliskość ciał wieczorem i nie tylko ![]()
Jak urodziła nam się córeczka teściowa we wszystkim "doradzała" i nawet jeśli ja nie chciałam tego zastosować to mąż się obrażał i nalegał bo jego mamusia tak kazała. nigdy nie przyzna mi racji tylko zawsze jej. ..
nie dziwię się, ze masz dość. Ile można znosi, ciągłego pouczania i robienia tego co ktoś Ci mówi. Każdy ma prawo robić to na co ma ochotę i po swojemu wychowywać dziecko.
Moim zdaniem, zależy Ci na mężu, ale nie jesteś w stanie zaakceptować jego obecnego zachowania. Może porozmawiaj z Nim szczerze, aby zaangażował się bardziej w wasze życie, w życie waszej trójki - Ty, on i dziecko. Powiec, że teraz to Wy stanowicie rodzinę i masz prawo samej decydować o waszym związku i dziecku. Teściowej powiec, że dziękujesz za jej dobre chęci i doradzania, ale to Ty jesteś matką i niech pozwoli Ci nią być i po swojemu wychowywać dziecko. Powiec, że jeśli będziesz potrzebowała jej pomocy czy doradzenia, to napewno ją zapytasz.
DZIEWCZYNY, czy poznała czy nie poznała, jakie ma znaczenie. Czasami człowiek nie zwraca na coś uwagi, nie zauważy, albo nie dogada. Kinia26 oczekuje porady, co zrobić w sytuacji jaka jest teraz.
Witam, jestem nową osobą na forum. Postanowiłam sie zarejestrować, bo nie mam się komu wygadać a naprawdę jestem załamana moją sytuacją... 1,5 roku temu wyszłam za mąż, mamy 7 miesieczne dziecko - wspólnie podjęliśmy decyzję o dziecku. W chwili obecnej jest masakra.. tak naprawdę po ślubie poznałam męża jaki jest naprawdeę a znaliśmy się 7 lat wcześniej. Teraz gdy razem mieszkamy i założyliśmy rodzinę wyszła prawda na jaw że mąż jest maminsynkiem i nie dojrzał do tego by być mężem i ojcem. Nie współżyjemy ze sobą odkąd zaszłam w ciąże ( nie mam szczerze mówiąc ochoty na seks z nim), nie ma do mnie szacunku i słucha tylko tego co jego mamusia powie... Jak urodziła nam się córeczka teściowa we wszystkim "doradzała" i nawet jeśli ja nie chciałam tego zastosować to mąż się obrażał i nalegał bo jego mamusia tak kazała. nigdy nie przyzna mi racji tylko zawsze jej. Nawet to ze olewa nasze dziecko i wiecznie przyrównuje do dziecki córeczki nie przeszkadza mu. Mam dosc.. jak mam z nim żyć? gdybym btyła sama to rozwiodła bym sie ale nie chce dziecku psuć dzieciństwa..
a ja coś o tym wiem i doskonale rozumiem autorkę tego postu, sama trafiłam na takiego "tatusiosynka" że masakra i w dodatku aseksualnego, o czym się dowiedzialam po slubie właśnie.... tak to już jest, że wychodzi zawsze szydło z worka po slubie.... a do Ciebie kochana apel, twój mąż się nigdy nie zmieni i zawsze będzie stał murem za matką niż za Tobą i nie będzie Cię szanował, tak więc proponuję rozwód a potem uniewaznienie małżeństwa...sama przechodzę przez ten koszmat ale poszłam krok dalej, bo złożyłam pozew a wcale nie było łatwo... a swojej córeczce oszczędź tych przykrości, bo lepiej żaden ojciec, niż taki zwyrodniały...
pozdrawiam Cię
Ja myślę, że zastanawianie się nad przyczynami takeigo stanu rzeczy nie ma większego sensu - lepiej zastanowić się, co w tej sytuacji można zrobić, jak działać - jak dla mnie, warto spróbować naprawić Wasze relacje - powiedz mu otwarcie (ale nie nerwowo) o wszystkim, co Cię martwi, o tym, jak chciałabyś, żeby wyglądąło Wasze życie, że przeszkadza Ci to, że teściowa wtrąca się w każdą Waszą decyzję. Może poradźcie się psychologa albo idźcie na terapię małżeńską? Albo zostawcie dziecko teściowej (pewnie się ucieszy), a sami wyjedźcie gdzieś na weekend, gdzie będziecie tylko sami? Spróbuj powalczyć o Wasze małżeństwo - chyba, że faktycznie go nie kochasz - wtedy odejdź...
witam jestem tu nowa ale bardzo zaciekawila mnie wypowiedz autorki poniewaz doskonale ja rozumiem... jestem w podobnej sytuacji mam meza jestesmy po slubie 4.5 roku mamy wspolnego synka i ja mam z poprzedniego zwiazku przed slubek byl kochany naprawde zlego slowa nie moglam na niego powiedziec ideal nie znalam jego rodziny tesciowej rodzenstwa ojca... a szkoda mieszkalismy od siebie kilkanascie kilometrow i ja nie jezdzilam do niego jak poznalam jego matke wydawala sie spoko po jakims czasie zdecydowalismy sie na slub moze to tez dlatego ze w domu mialam zawsze pieklo z rodzicami i chcialam sie wyrwac dzisiaj rozumiem ze to byl blad... na samym weselu moj tesciu zaczal robic jakies wypominki i rozpowiadal ze to on zrobil cale wesele ze moi rodzice nic sie nie dolozyli... nie znalam tescia z tej strony choc byla to nie prawda... uwierzcie mi ze maz zszokowal mnie swoja wypowiedzial 2 dni po slubie do dzis jego slowa tkwia mi w pamieci, a mianowicie 2 dni po slubie poniedzialek normalny dzien odrazu przeprowadzilam sie do tesciow meza nie byo caly dzien w domu pomagal mamusi w ogrodku a ja nie potrafilam sie odnalesc na WSI... wieczorek chcialam porozmawiac z mezem mowilam mu dlaczego nagle tak jest ze ledwo zamieszkalismy razem a on nie ma dla nas czasu a on mi odparl A CO TY MYSLALAS ZE JAK WEZNIEMY SLUB TO BEDZIEMY ZE SOBA SPEDZAC CZAS... JA MAM ROBOTE... normalnie jak bym w morde dostala noi tak jak powiedzial tak bylo clymi dniami pomagal mamusi bratu komu bylo niespedzalismy ze soba wogole czasu po 3 miesiacach pomyslalam ze jak bym mu urodzila jego dziecko to moze znajdzie czas mylilam sie owszem zaszlam w ciaze. mieszkalismy pol roku u tesciow poniewaz powiedzialam mu ze tak dalej nie bedzie przeprowadzilismy sie do mieszkanie w miescie ale mieszkalismy tak miesiac bylo mi ciezko bo jego zycie wygladala tak w tyg. szedl do pracy np na 18 wracal o 1 w nocy spal do 16 w poludnie wstal zjadl pomkrecil sie i szedl na 18 do pracy a w weekendy jezdzil do mamusi nie dosc ze ja w 4 miesiacu ciazy z 2 letnim synkiem musialam radzic se sama bylo mi bardzo ciezko wiec postanowilam ze sie przeprowadzimy do mouich rodzicow bylo ciezko go przekonac ale sie zgodzil...u rodzicow w piwnicy wyremontowalismy se pokoj i bylismy jak by na osobnym... poczatki byly trudne poniewaz rodzice mi wszystko wypominali ale coz musialam to znosic poniewaz do tesciow nie poszlabym juz na wynajem nas nie stac a kredytu na mieszkanie nie dostalismy... maz sie nie zmienil nawet jak sie urodzil jego synek nie mial czasu wiekszosc czasu spedzal u mamy swojej albo calymi dniami spal nie rozmawialismy wogole mijaly dni miesiace a ja sie wkoncu przyzwyczailam minelo 3.5 roku i stwierdzilismy ze pojdziemy na wynajem mieszkamy na wynajmie od poczatku lutego maz jak zwykle nawyki mu zostaly albo spi albo jest w pracy albo u rodzicow z dziecmi wogole nie spedza czasu nie mowie tak zeby nie wiadomo co z nimi robil ale nie potrafi poswiecic im 15 minut dziennie. moj synek jest innaczej traktowany niz jego rodzony syn patryka potrafi udezyc i to nie lekko jak mu zwroce uwage to w zywe oczy sie wypiera ze on go nie zbil wyklina na niego bardzo mnie to boli patryk wiele razy mowil ze go nie lubi nie wie ze nie jest jego prawdziwym tata a z biologicznym niema wogole kontaktow... mi na mezu juz nie zalezy przestalam go kochac juz dawno temu ale myslalam ze cos sie zmieni nie chce ze mna rozmawiac uwaza ze on nic zlego nie robi ze jak jego rodzinka na mnie najedza oczernia to on nie bedzie mnie bronil czy obstawial za mna bo niema takiej potrzeby jak go prosze o cos to niema czasu a jak z jego rodzinki dzwonia do niego bo cos chca to leci az sie pali nie liczy sie z moim zdaniem wogole. i tu przystane na powiedzeniu JAK SIE OZENISZ TO SIE ODMIENISZ... to jest prawda nie znalam meza z tej strony wydaje mi sie ze on wogole nie dorosl do roli ojca ja probowalam z nim rozmawiac nawet u psychologa bylam ale to na nic on twierdzi ze to ja mam problem ale powiedzcie mi czy ja naprawde oczekiwalam duzo?poprostu chcialam by spedzal z nami wiecej czasu by odcial pepowine od mamy ale nie on sie nie zmieni nawet nam jest ciezko finansowo a on mamie pomaga splacac kredyt uwazam ze jest nie wparzadku mielismy niedawno kryzys poniewaz ja powiedzialam mu ze koniec ze splacaniem kredytu powiedzialam to jego matce i wybuchla wojna jak ja moglam sie odezwac a on powiedzial ze nie bedzie sie odzywal bo powiedzial ze pomoze mamie i tak bedzie nienawidze tesciowej niegadalam z mezem 3 tyg. jak pogadalismy to un mimo wszystko uwazal ze dalej bedzie splacal kredyt powiedzialam ze to bedzie koniec powiedzial ze dobra nie bedzie splacal ale jakims dziwnym trafem zniknely pieniadze akurat taka kwota jak na rate i on twierdzi ze nie wie gdzie jest kasa ja wiem ze dal na rate mamie.proowalam to jako uratowac porozmawiac ale ja juz nie daje rady przestalam go kochac nawet od 2 lat sypiam z nim raz czy 2 miesiacy i to na dodateg sie zmuszam juz tak nie chce chcialabym odejsc ale niemam pracy do rodzicow nie moge moze raczej nie chce poniewaz bedzie narzekanie.gdy dzieci pytam kiedy bawili sie z tata odpowiadaja ze mamo ale TATO ALBO SPI ALBO JEST W PRACY.mam naprawde dosc nie chce byc z kims kogo przestalam kochac bo wydaje mi sie ze to bez sensu a dla dzieci?? i tak nie poswieca im czasu...ja popelnilam taki blad ze wyszlam za maz za szybko bo chcialam sie wyrwac z domu a rodzice powiedzieli mi ze jak chce sie wyprowadzic to musze wziasc slub...ZYCZE WAM KOBITKI DUZO SZCZESCIA W ZYCIU MOJE SZCZESCIA TO JEDYNIE DZIECI...
KInia ja wychodząc za mąż nie kochałam swojego męża ,Ty go dopiero teraz nie kochasz, seksiku też nie lobie z nim ,no ale czasem trzeba z obowiązku małżeńskiego,
jak nie chcesz się rozejść to trzeba robić dobrą minę do zlej gry. i może gdzieś na boku znałeś sobie tą drogą miłość w miarę rozsądku.