Z moim aktualnym mężem znamy się od 16 lat. Pobraliśmy się 4 lata temu i bylismy bardzo zgodnym małżeństwem. Wszyscy uważali nas za wyjątkowo dobraną parę, zresztą my też tak uważaliśmy, mimo że mamy bardzo różne charaktery. Ja - wesoła, wygadana, dusza towarzystwa, on - poważny, zamknięty w sobie, ale mimo to bardzo lubiany przez naszych znajomych, przez swoich pracowników. Przez wiele lat to ja byłam jego jedynym i najbliższym przyjacielem.
Ale do czasu, jak się okazało... Mój mąż prowadzi niewielką firmę, ma kilkunastu pracowników. Kilka miesięcy temu zaczął spędzać więcej czasu z jedną ze swoich pracownic. Nie niepokoiło mnie to, cieszyłam się że znalazł kogoś poza mną z kim będzie mógł pogadać. Szczególnie że o każdym spotkaniu z nią mi mówił, niczego nie ukrywał, poza tym ją znałam, bo pracowała u męża w firmie od kilku lat i ani przez chwilę nie traktowałam jej jako konkurencji. Mój mąż nigdy nie dał mi powodów do zazdrości, nie byl kobieciarzem, ufaliśmy sobie całkowicie... I w końcu się na tym przejechałam. 3 miesiące temu powiedział mi, tuż przed narodzinami naszego dziecka powiedział że ona zaczęła znaczyć dla niego tyle, że nie może już tego przede mną ukrywać. I do tego - z wzajemnością.. Nagle zaczął twierdzić, że relacje między nami się ochłodziły, ale że chciałby bardzo spróbować przywołać te uczucia które były w nas kiedyś... Nawet nie jestem w stanie opisać jakie emocje mną wstrząsnęły gdy sie o tym dowiedziałam. Niby nic się między nimi nie wydarzyło, ale zaczęłam przywoływać wszystko co ostatnio o niej mówił. Zawsze z takim entuzjazmem opowiadał jaka jest fajna, jaki dobry z niej pracownik, itp. Jak ja mogłam niczego nie podejrzewać...
Od tamtej pory sytuacja jest patowa. Przez pierwsze tygodnie nie byłam w stanie sie pozbierać, wypłakałam chyba wszystkie łzy, ale urodził się Mateusz i on zajął wszystkie moje myśli przez jakiś czas. Niby nic takiego się nie dzieje, ale za każdym razem gdy pomyślę, że on się z nią spotyka na codzień w pracy... Że widują się na firmowych imprezach... Prywatne spotkania oczywiście się skończyły, ale ja nie potrafię przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego
Mój cały cudowny poukladany swiat legł w gruzach, mój mąż skruszony stara się jak może, a dla mnie nie ma to już nawet znaczenia. O niej przestaliśmy już rozmawiać, bo kończyło się to za każdym razem tak ogromnym wybuchem emocji, że żadne z nas nie było w stanie tego znieść. Ostatnio ból stał się tak nie do zniesienia że powiedziałam mu w emocjach że mam już dość patrzenia na niego i jego wiecznie nieszczęśliwą minę i niech się wynosi. Powiedział tylko że nigdy nas nie zostawi, że przyrzekł że będzie ze mną na dobre i na złe i widocznie teraz właśnie jest to złe
Nie wiem już co robić... Kocham go i nie chcę wcale się rozstawać, on zresztą też twierdzi że nie chce, ale sama już nie wiem co nim kieruje... Gdy pytam czy mnie kocha, bez wahania mówi że tak, gdy ostatnio zapytałam czy kocha ją.... Powiedział że wciąż jest dla niego ważna, że nie potrafi sobie z tym poradzić.
Czy możemy być jeszcze szczęśliwi, gdy ona wciąż tkwi między nami? Co robić, pomóżcie
(