Nie zaczynałam na forum jeszcze wątku, myślałam, że mnie to ominie, ale to byłoby zbyt piękne.
Po wczorajszej rozmowie z mężem się załamałam, rozbita jestem na milion kawałków. Pokrótce napiszę, otóż półtora roku temu zostałam poinformowana przez męża, że mnie nie kocha i będzie chciał rozwodu. Pierwsza reakcja to szok, niedowierzanie.
Uchodziliśmy przez znajomych, za naprawdę udane małżeństwo. Postanowiłam ratować Nas, chciałam szansy, wahał się długo, wyszło na jaw, że mnie zdradził. Gdy tak się tygodniami zastanawiał zdecydowałam, aby spakował swoje rzeczy i natychmiast zniknął z naszego mieszkania.
Jednak wtedy zmienił zdanie i postanowił zostać z rodziną. Minął rok, Ci co przeżyli zdradę wiedzą, że łatwo nie jest. Nie kontrolowałam, bo uważam, że związek polega na zaufaniu.
I oto w środę poinformował mnie, że musimy porozmawiać, że zdradzał mnie dłużej. Szok co, kiedy, jak? Dzieli ich pół Polski, więc nie jest to łatwe, ale stało się.
Wcześniej powiedziałam mu jasno i wyraźnie drukowanymi literami, że wybaczę jedną zdradę, zero kontaktów z tą ..panią. No i teraz dylemat, mam swoje zasady nagiął je totalnie i ponownie wybaczyć? Twierdzi, że to nie druga zdrada tylko wciąż ta sama. Ale przecież za pół roku może być następna z tą samą ..panią i następna i wciąż będzie się liczyło, ze to jedna?
Powiedział, że teraz zrozumiał, że źle zrobił i ma wyrzuty sumienia(których wcześniej nie miał) i że z nią skończył dość dawno, ale żebyśmy nie żyli w kłamstwie to od tej pory wszystko co było chce wyjaśnić i żyć mając do siebie całkowite zaufanie. Ja wcześniej mu zaufałam, ale znów?? Widzę, że teraz naprawdę jest szczery, wcześniej mówił, że kocha, ale jest nieszczęśliwy, chce żebym to ja teraz zdecydowała, tak żebym to ja była szczęśliwa.
Nie wiem co mu odpowiedzieć, stres, zżera mnie od dwóch dni. Proszę o radę, jakieś podpowiedzi, wiele czytałam tu historii, zawsze szczerze chcecie pomóc. Powiem tak, decyzja należy i tak do mnie. Chyba chcę spróbować, ale czy to się może udać? Żal w mężu teraz widzę szczery, którego wcześniej nie było, teraz on czeka na moją decyzję, poradźcie. Nie mam ciągłego dostępu do forum, ale postaram się zaglądać tak często jak to będzie możliwe, bo mi zależy na Waszym spojrzeniu na tą sytuację.
Korci mnie, aby do niej napisać co o takiej jak ona myślę, ale wiem, że potem będę żałowała. Powie, że do tanga potrzeba dwoje i co? Mąż mówił, że jak zerwał wcześniej z nią to żebrała o widzenie i przyjechała do naszej miejscowości, zgodziła się zostać kochanką byleby tylko się z nią spotkał. Czemu się na to godził? Jakie to żałosne, że też potrafią tacy spojrzeć sobie w twarz? Nie rozumiem tego choć się staram. Miało być krótko.
Podobne tematy
O Boże!
I o to chodzi! Właśnie takich sytuacji się boję, nawrotów, przeżywania wszystkiego od nowa!
Powiem Ci Maju, że nie potrafiłabym chyba kolejny raz...
Tak mi przykro!
Mężczyźni chyba jednak myślą i czują wyłącznie dolną częścią ciała!
Nie mogę od środy na niego patrzeć za tą krzywdę, którą mi wyrządził.
Widzę jednak, że jest teraz szczery, wcześniej ratowaliśmy, ale było jakoś sztucznie, teraz chcę wierzyć, że będzie inaczej.
Mógł nie powiedzieć, lecz stwierdził że teraz na 100% jest pewny, że tylko ja i nie mógł mi nie powiedzieć. Mogł zataić, mógł przemilczeć, ale powiedział, też to doceniam, ale decyzja jest trudna, on czeka obiecałam, że dziś odpowiem, a ja w kropce. Boję się strasznie zaufać, boję się zostać bez Niego, ![]()
Ja na Twoim miejscu nie wybaczylabym zdrady... no ale to zalezy od Was jezeli Ty naprawde widzisz poprawe w jego zachowaniu i chcesz ratowac ten zwiazek moze powinniscie po raz kolejny sprobowac... ale czy bedziesz mogla z nim zyc po tym co Ci wyrzadzil?
Ja na Twoim miejscu nie wybaczylabym zdrady... no ale to zalezy od Was jezeli Ty naprawde widzisz poprawe w jego zachowaniu i chcesz ratowac ten zwiazek moze powinniscie po raz kolejny sprobowac... ale czy bedziesz mogla z nim zyc po tym co Ci wyrzadzil?
Właśnie nie wiem, czy umiałabym tu pies pogrzebany. A za jakiś czas bedę żałowała, że nie dałam szansy:(
Ja bym na razie wstrzymała się z ostatecznymi decyzjami, zaobserwowałabym jego zachowanie i swoje reakcje.
Ja bym na razie wstrzymała się z ostatecznymi decyzjami, zaobserwowałabym jego zachowanie i swoje reakcje.
No jest to opcja do przyjęcia. Chyba tak wstępnie postanowię. Dziękuję
Nigdy nie wiemy co by było gdyby... jak nie sprobujemy nie bedziemy wiedzieli co jest dla nas dobre
A tak teraz myślę, może zlożyć jej niezapowiedzianą wizytę i zobaczyć ich zachowanie wobec siebie?
Niech powie mi w twarz, że sie odczepi , nie bedzie zebrać o spotkanie?
Czy któraś z Was tak może postapiła?
Wiesz, ja też miałam ochotę spotkac się z moją rywalką. Napisałam raz do niej długą wiadomość i wyłozyłam swoje racje, ale tak kulturalnie i bez obelg. Tak, żeby miała nad czym myśleć.
Drugi raz napisałam jej, że chciałabym się z nią spotkać i porozmawiać.
Obie wiadomości pozostały bez odpowiedzi. Później stwierdziłam, że nie będę się zniżać do takiego poziomu, żeby robić jakieś niezapowiedziane naloty bo to trąci desperacją.
Tylko, że ta "moja" niunia nie narzuca się mężowi.
W sumie faktycznie odpuszczę sobie bo to sprawa już zaschła, od dłuższego czasu maż postanowił zerwać to cisza, on opowiedział, że to było z poł roku temu kiedy nie był sam pewny czego chce.
Niby wrocił, ale jak widac nie, w końcu chyba go to przerosło nadeszły wyrzyty sumienia, czuł że musi mi wyznać, że jakiś czas był oszustem. Ale twierdzi, że już koniec.
Mnie tylko martwi, czy jak się ona odezwie, czy znów jakoś nie wpłynie na niego i się nie spotkają. Powiedziałam wczoraj , że o kazdym msm-ie, czy mailu, telef. ma mi powiedzieć, obiecal, ale ... właśnie to ale ciagle nie daje żyć ![]()
kurczę to są tylko jego słowa, że ona żebrała o widzenia - nie jesteś w stanie tego zweryfikować, a zresztą ludzie maja wolna wolę i gdyby on nie chciał...
rozmowa z nią ... nie polecam ponizania się...
dziwne jest dla mnie to, że wczesniej nie miał wyrzutów sumienia, a ty mu wybaczylaś... po co on Ci wogole mówił o tym, że dalej zdradzał... co to za dziwne oczyszczenie siebie kosztem drugiej osoby...
uważam, że jeżeli ktoś zdradzil to zdradzał będzie... jeszcze jestem w stanie zrozumieć wybaczenie komuś, któ pod wypływem chwili się zapomniał... ale nie komuś kto regularnie i z premedytacją sobie tak poczyna... nie wróżę niczego dobrego
kurczę to są tylko jego słowa, że ona żebrała o widzenia - nie jesteś w stanie tego zweryfikować, a zresztą ludzie maja wolna wolę i gdyby on nie chciał...
rozmowa z nią ... nie polecam ponizania się...
dziwne jest dla mnie to, że wczesniej nie miał wyrzutów sumienia, a ty mu wybaczylaś... po co on Ci wogole mówił o tym, że dalej zdradzał... co to za dziwne oczyszczenie siebie kosztem drugiej osoby...
uważam, że jeżeli ktoś zdradzil to zdradzał będzie... jeszcze jestem w stanie zrozumieć wybaczenie komuś, któ pod wypływem chwili się zapomniał... ale nie komuś kto regularnie i z premedytacją sobie tak poczyna... nie wróżę niczego dobrego
Właśnie wyrzuty pojawiły się niedawno i nie umiał z tym żyć.
Fakt mógł mi nie mówić, ale postanowił już być szczerym bo wybrał(mnie) i nie mógłby sobie darować gdyby sie wydało, że kręcił pól roku temu, a ja bym się dowiedziała nie od niego. Wtedy wiedziałby, że nie wybaczylabym, teraz liczył, że uczciwością mnie ujmie. Dalej nic nie wiem
Dam sobie czas, aby zobaczyć, czy bedę umiała z nim żyć jako mężczyzną.
myślę, że prędzej to drugie - strach przed tym, że się wyda
masz rację, znasz siebie najlepiej... jeżeli nie wytrzymasz - to zrobiłaś wszystko co w twojej mocy - boje się, że nie jest tego wart
Uważam, że to z jego strony objaw, że mu na Tobie jednak zależy. Mógł nie mówić, mógł zataić. A chciał być szczery. Skoro wybaczyłaś mu jego zdradę to powinnaś chyba i tę mu wybaczyć, bo to faktycznie ta sama zdrada, jedynie ciągnęła się dłużej niż myślałaś. Teraz wiesz, że wybrał Ciebie, więc jak coś znowu odstawi to bez ceregieli go wyrzuć na zbity pysk. Ale ja bym dała mu szansę się zrehabilitować.
Uważam, że to z jego strony objaw, że mu na Tobie jednak zależy. Mógł nie mówić, mógł zataić. A chciał być szczery. Skoro wybaczyłaś mu jego zdradę to powinnaś chyba i tę mu wybaczyć, bo to faktycznie ta sama zdrada, jedynie ciągnęła się dłużej niż myślałaś. Teraz wiesz, że wybrał Ciebie, więc jak coś znowu odstawi to bez ceregieli go wyrzuć na zbity pysk. Ale ja bym dała mu szansę się zrehabilitować.
Tak chyba zrobię. Dziękuję, chyba czekalam na wpis który by potwierdził to co wstępnie postanowiłam w głowie.
Jeśli tu znów napiszę, że cos się dowiedziałam o nich to powiedzcie, że szanse wyczerpał i koniec z nim, mam powiedzieć dowidzenia
Maja zawsze warto próbować. Musisz tylko dowiedzieć się czy dasz radę żyć teraz z tym nowym ciężarem. Nie dowiesz sie póki nie spróbujesz. To nie jest nowa sytuacja więc wiesz co Cie czeka - brak zaufania, tysiace myśli, podejrzenia, domysły.....Spróbuj, jeśli w miarę upływu czasu zobaczysz, że pozytywne myśli górują nad negatywnymi to ok. Jeśli bedzie źle zawsze możesz odejść.
Dziękuję za wszystkie wpisy dają do myslenia, ciężki wieczór się zapowiada, ale trzeba rozmawiać.
Dziękuję wszystkim za poswięcony czas, jak komuś coś się nasunie to piszcie
Dziękuję za wszystkie wpisy dają do myslenia, ciężki wieczór się zapowiada, ale trzeba rozmawiać.
Dziękuję wszystkim za poswięcony czas, jak komuś coś się nasunie to piszcie
Jestem w tym samym wieku co ty, co więcej mieszkam oddalona od swojego męża prawie 1000km. Kiedy obserwuję i słucham moich tutejszych znajomych, widząc jak niektórzy lekka ręka przekreślają dotychczasowe związki (nie zawsze sa to małżeństwa) no bo: skoro już jej\ego nie kocham to nie mogę się ograniczać" to często mi przychodzi myśl :co ja bym zrobiła,gdyby mój mnie zdradził? I może to zabrzmi naiwnie ....ale wybaczyłabym, dlaczego? bo go kocham, bo znam swojego męża, wiem jakim jest człowiekiem. Prawda jest że przebaczenie przebaczeniem, ale na to bym mu ponownie uwierzyła musiałby bardzo zapracować. Jednak gdyby zdradził mnie po raz drugi, no to już jest inna para kaloszy. Wtedy może się spokojnie pakować, bo przebaczyć można raz, drugi raz za to samo? to już jest przyzwolenie. Ale by nie było, jedna znajoma Czeszka ma chłopa który notorycznie zdradza, ona o tym wiem i już się z tym pogodziła, bo go kocha.
dwie miłości, moja i Martiny.Jak piszesz, decyzję musisz podjąć sama i tylko ty sama musisz zdecydować jaka miłość łączy cię z mężem, musisz się zastanowić czy będziesz w stanie mu te zdrady zapomnieć, bo wybaczyć to już wybaczyłaś. Wiesz sama że dopuki nie zapomnisz to nie będziesz mogła mu ponownie zaufać. A to nie jest łatwe.
Maja 66
Wiesz o tym że co nagle to po diable więc zastanów sie zanim cokolwiek zaczniesz robic .
Stanowczo odradzam pisanie listów i spotykań z rytwalkami- kochankami to bez sensu .Po co narażać się na jej np. wyśmianie ??? czy poniżenie ????
Wiernośc i milośc przysięgał Ci mąż a nie kochanka , więc skieruj swój żal i gniew do niego.
Spróbuj porozmawiac i koniecznie musisz postawic mu warunki na jakich bedzie funkcjonował Wasz związek ,Jak mu będzie zależało to zgodzi się .
Nie rób "maślanych " oczów do niego , bądż stanowcza i konkretna i bacznie obserwuj ale nie szpieguj .
Napisz jak po rozmowie .
Zycze pomyslności i podjęcia słusznej deczyzjii zgodnej z samą sobą ..,
Po prostu tego nie zakończyl od razu i bardzo czesto tak sie dzieje, szczególnie gdy romans wychodzi na jaw a jest już pewne zaangażowanie emocjonalne i fizyczne, od tego nie da się ot tak, odciąć,to wygasało powoli,tkwilo w nim, na szczeście odległość i czas bardzo Ci tu sprzyja, na szczęście zauroczenie nie zawsze przechodzi w miłość, człowiek "trzeźwieje" i pojawiają się wyrzuty sumienia.
Gdyby sie zakochał już by go z Tobą nie było
Trochę sie wybiela na potrzeby chwili, nie usprawiedliwiaj go, zdradził bo sam chcial zdradzić a nie ,że mu sie narzucała, zresztą Ona nie ma tu już żadnego znaczenia, Wy sie liczycie.
Co do wybaczenia, jeżeli widzisz w nim skruchę i mocne postanowienie poprawy to dlaczego nie? Jeżeli jest dobrym człowiekiem to moze jednak warto mimo tego co sie stalo.
Jednak sam fakt tej zdrady świadczy o bardzo duzym kryzysie w Twoim malżeństwie,to sygnał alarmowy, jeżeli tylko skupisz się na skutku bez dochodzenia przyczyny, problem nie zniknie, zakończy sie tylko romans.
Mąż zaczyna być szczery wobec Ciebie i choc ta szczerość jest bolesna jest Wam teraz bardzo potrzebna a czy się uda czy nie , nie dowiesz się nim nie spóbujesz, nie działaj pod wplywem emocji, daj sobie czas na ochlonięcie, a On? Niech czeka.
Jestem po rozmowie, no cóż właśnie dlatego, że go kocham i z tego wynika, że on też jesteśmy razem.
Warunki omówiliśmy, szczególnie jeden jest dla mnie ważny-ma poinformować, gdy ona się odezwie i nie zaczynać z nią żadnych kontaktów.
Muszę zaufać bo inaczej nie miałoby to żadnego sensu. Zerwał już jakiś czas temu, i ufam, że już się nie skusi na żadne kontakty. Dziękuję i postaram się informować co i jak, aby dać innym nadzieję ,że można żyć razem po takich przejściach, albo napiszę, że skończone(co liczę że się nie zdarzy:)
Bywało różnie, lecz ponad rok temu sobie wszystko wyjaśniliśmy i było OK tak mi się przynajmniej wydawało. Wiem, że to mąż mi przysięgał i dlatego do niego mam żal, ona nie miała nic do stracenia. To tak na gorąco, dziękuję za wypowiedzenie się.
Owszem Maju wyjasniliscie sobie rok temu, ale co z jego zaangazowaniem emocjonalnym? Tego nie dalo sie od tak skonczyć, dlatego byl z Toba i nie był.Teraz wiesz , dlaczego kochał ale nie byl szcześliwy. a Ty potrafisz z dnia na dzień zopomnieć?
Nie byl też szczery, ale jego szczerosć w tamtym okresie zniszczylaby Ci psychikę, nie zawsze da się taką szczerość udźwignać,zadreczylabyś sie jego wahaniem, którą wybrac albo bys sie rozwiodla.
W tamtym okresie oboje walczyliscie z własnym bolem, osobno a nie razem, teraz macie szansę naprawde być razem,może jednak posłuchaj męża.
Jeżeli jest szansa by uratować małżeństwo , trzeba ją wykorzystać,odejść zawsze zdążysz.
Jak to niektore kobiety łatwo przechodzą do porządku po zdradzie...podwójnej zdradzie...
Jak łatwo potrafią "wytłumaczyć" czyn męża - chciał przerwać...ale to musiało wygasnąć...to ona błagała o spotkanie...nie mógł z tym żyć...on mnie jednak kocha, tak powiedział...
Maja, życzę Ci wszystkiego dobrego w tym małżeństwie.
Jak to niektore kobiety łatwo przechodzą do porządku po zdradzie...podwójnej zdradzie...
Jak łatwo potrafią "wytłumaczyć" czyn męża - chciał przerwać...ale to musiało wygasnąć...to ona błagała o spotkanie...nie mógł z tym żyć...on mnie jednak kocha, tak powiedział...
Maja, życzę Ci wszystkiego dobrego w tym małżeństwie.
Koma5 w zupełnosci się z Toba zgadazam.
Mój tez tak mowił,ale ja mu nie wybaczyłam i nie żałuje do dzisiaj,a on chyba miał ich kilka, a potem ... juz go nie ma,nie zyje,ale starszy byl ode mnie/no i pił/
Maju zycze Ci powodzenia i szczęścia w miłosci. Oczy miej przez jakis czas jeszcze dookoła głowy,ale nie sprawdzaj ,nie pytaj,bo się zadręczysz.Może Tobie sie uda.Trzymam kciuki.
Mam wrazenie, ze powiedzial nie dlatego, ze chcial byc "szczery", ale raczej dlatego, ze oczekiwal rozgrzeszenia. moze kochanka postawila ultimatum i bal sie, ze wszystko wyjdzie na jaw i straci obie kobiety? A tak powiedzial Tobie, dostal rozgrzeszenie, za miesiac zapomni i... ma poukladane...
Postapil egoistycznie. Skoro rok siedzial cicho ( a ponoc mieliscie wszystko obgadane i wyjasnione ) to powinien do konca zycia siedziec cicho. Cos sie wydarzylo, ze postanowil Ci powiedziec. Mezczyzni nie dzialaja w taki sposob...
Mimo wszystko zycze Wam powodzenia.
kurczę to są tylko jego słowa, że ona żebrała o widzenia - nie jesteś w stanie tego zweryfikować, a zresztą ludzie maja wolna wolę i gdyby on nie chciał...
rozmowa z nią ... nie polecam ponizania się...
dziwne jest dla mnie to, że wczesniej nie miał wyrzutów sumienia, a ty mu wybaczylaś... po co on Ci wogole mówił o tym, że dalej zdradzał... co to za dziwne oczyszczenie siebie kosztem drugiej osoby...
uważam, że jeżeli ktoś zdradzil to zdradzał będzie... jeszcze jestem w stanie zrozumieć wybaczenie komuś, któ pod wypływem chwili się zapomniał... ale nie komuś kto regularnie i z premedytacją sobie tak poczyna... nie wróżę niczego dobrego
Zgadzam się z Tendre w 100%. Gdyby nie chciał to by Cie nie zdradził, a już na pewno nie regularnie.... Moim zdaniem jesli się kogos naprawde kocha to nie robi mu sie takich swinstw, nawet sie o tym nie mysli! Ja zdania swojego nie zmienie. Ty zrób jak uważasz...
Postapil egoistycznie. Skoro rok siedzial cicho ( a ponoc mieliscie wszystko obgadane i wyjasnione ) to powinien do konca zycia siedziec cicho. Cos sie wydarzylo, ze postanowil Ci powiedziec. Mezczyzni nie dzialaja w taki sposob...
Powiedzenie prawdy to egoizm? A jak inaczej otrzymać przebaczenie? Kłamstwa mają krótkie nogi. Mógłby milczeć, wydałoby się za pięć, może dziesięć lat i nie byłoby co zbierać.
Mężczyźni właśnie tak działają - chcą sobie sami poradzić z problemem i go pokonać. Ale gdy nie dają rady, nie mają siły, nie wiedzą co się dzieje i co robić, wtedy się zwierzają i mówią o tym swojej kobiecie. Mogą wcześniej co najwyżej omówić problem z kumplem.
Maju ja w rozmowie zagrałabym w tą samą grę: że ja też zdradziłam na krótko po jego zdradzie .jakoś tak potrzebowałam wsparcia i tak jakoś wyszło. Potrzymałabym go z tydzień żeby zasmakował co to jest za uczucie-w końcu jeżeli mocny związek to w końcu sobie poradzi
Zawsze można próbować ale niech wie ,że Ty też potrafisz i on nie jest całym światem.
To co mówi nie jesteś w stanie zwryfikować-skąd wiesz ,że nie chciał być z nią ale ona się wycofała?? Na bank spowodował dystans i tak szybko nie powinno Ci minąć.
30 2012-01-14 13:24:39 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-01-14 13:37:23)
Maju ja w rozmowie zagrałabym w tą samą grę: że ja też zdradziłam na krótko po jego zdradzie .jakoś tak potrzebowałam wsparcia i tak jakoś wyszło. Potrzymałabym go z tydzień żeby zasmakował co to jest za uczucie-w końcu jeżeli mocny związek to w końcu sobie poradzi
Zawsze można próbować ale niech wie ,że Ty też potrafisz i on nie jest całym światem.
Tak? Okay, facet zasmakował, ale okazuje się, że bardzo kocha swoją żonę i bierze winę za jej zdradę na siebie. Chociaż myśli dalej - ona go zdradziła wtedy, kiedy nie wiedziała, że on też ją zdradził! Więc zrobili to sobie na wzajem. Czyli muszą to pokonać razem, dlaczego tylko on się powinien katować? Ona też jest winna! Wyszło na zero.
A wtedy ona mu mówi: kłamałam specjalnie.
Dlaczego on miałby wtedy nie myśleć, że przez całe życia w taki sposób nim grała?
.
.
.
.
To jest bardzo złe zachowanie. Specjalne prowokowanie i sprawdzanie wytrzymałości faceta? A jakby faceci Was kobiety tak traktowali, to pewnie nie rozumiałybyście, jak tak można robić drugiej osobie?
Zdradził, cierpi, przyznał się, prosi o wybaczenie, zostawia wszystko w rękach kobiety. Czyli teraz czas dla niej, na wyszumienie się, na żniżenie się do najgorszego poziomu, na gierki?
**********************************
Wszystko zależy teraz od tego, czy chce się ratować małżeństwo czy je po prostu rozwalić. A jeżeli się nie wie co robić, to lepiej poczekać i nic nie robić.
Jednak gdyby osoba zdradzona chciała ratować, to musi dać do zrozumienia drugiej osobie, żeby się pilnowała na każdym kroku, jeżeli nie chce mnie kiedyś stracić na zawsze. I moim zdaniem strach przed utratą kochanej osoby będzie najlepszą karą.
31 2012-01-14 14:06:16 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-01-14 14:13:52)
Mężczyźni właśnie tak działają - chcą sobie sami poradzić z problemem i go pokonać. Ale gdy nie dają rady, nie mają siły, nie wiedzą co się dzieje i co robić, wtedy się zwierzają i mówią o tym swojej kobiecie.
Chyba w przypadku świadomej zdrady ta 'definicja' to jakiś absurd?!?
To jest bardzo złe zachowanie. Specjalne prowokowanie i sprawdzanie wytrzymałości faceta? A jakby faceci Was kobiety tak traktowali, to pewnie nie rozumiałybyście, jak tak można robić drugiej osobie?
To nie jest sprawdzanie wytrzymałości faceta. Strach przed stratą kobiety z powodu tego ,że zawiódł to jedno a odczucie identycznego bólu to drugie. Jeżeli zdradziłby raz ...on zdradził i drugi...Ten facet w pełni świadomie przez dłuższy czas oszukiwał swoją partnerkę i to podwójnie. Ja uważam ,że takiemu komuś należy się solidna nauczka.
32 2012-01-14 14:20:51 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2012-01-14 14:25:37)
Okropne, co napisała tu jedna kolezanka - jak można kochac kogoś kto notorycznie zdradza??? A może jeszcze potem przychodzi do zony i z nią idzie do łózka. Ja mozna kochac faceta, który dotyka, całuje, uprawia sex, jest tez pewnie w jakims stopniu emocjonalnie zwiazany z inna kobieta/kochanka? Dziewczyny, trochę szacunku dla siebie!!!!
Ja bym zdrade byc moze wybaczyla- jednorazową, ale nie notoryczny dlugotrwały romans. Takiego faceta tylko wystawić za drzwi i won!!!
Tak jak LapkaPandy napisała - jesli facet notorycznie zdradza to znajdz sobie przyjaciela i tez go wal w rogi. Nie sądze zeby Twoj maz byl ideałem, którego mimo wszystko (zdrady) się kocha, bo moze sie okazać ze np. facet który mieszka za rogiem jest o wiele wartościowszym facetem niz on. Przyzwyczajenie, zaslepienie, brak poczucia wartosci - powoduja ze kobiety toleruja zdrade. Szacunek kobiety dla siebie.
sorry za wyklad - ale nie toleruje notorycznych zdrad!
Jednak gdyby osoba zdradzona chciała ratować, to musi dać do zrozumienia drugiej osobie, żeby się pilnowała na każdym kroku, jeżeli nie chce mnie kiedyś stracić na zawsze. I moim zdaniem strach przed utratą kochanej osoby będzie najlepszą karą.
Przecież Maja66 dała do zrozumienia mężowi, aby sie pilnował.
On zdradził po raz drugi - mimo obietnicy. Nie czuł strachu przed utratą żony.
Można też sądzić, że kochanka postawiła ultimatum (ja albo ona), a wygodny pan postanowił decyzję zostawić kobietom:
Powiem żonie.
- Jeżeli zrobi tak, jak kiedys groziła, czyli wywali mnie, to rozwiąże mi problem i wtedy pójdę do kochanki.
- Jeżeli mi wybaczy, to z nią zostanę i kochance przedstawię mój wybór; Zostaję z żoną, bo...tu padnie; dzieci, rodzina...ble ble)
jednocześnie zażegnane została groźba wydania się - wolal powiedzieć sam.
I pozamiatane!
34 2012-01-14 16:29:34 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-01-14 16:30:02)
Teraz nie rozumiem już wątku.
1. Zdradził, przyznał się, mija rok, dopowiedział wszystko w postaci: "Zanim dostałem drugą szansę zdradzałem wiele razy."
2. Zdradził, przyznał się, mija rok, dopowiedział wszystko w postaci: "Dostałem drugą szansę, ale romansu od razu nie zakończyłem."
To która wersja jest właściwia?
Teraz nie rozumiem już wątku.
1. Zdradził, przyznał się, mija rok, dopowiedział wszystko w postaci: "Zanim dostałem drugą szansę zdradzałem wiele razy."
2. Zdradził, przyznał się, mija rok, dopowiedział wszystko w postaci: "Dostałem drugą szansę, ale romansu od razu nie zakończyłem."To która wersja jest właściwia?
2.
Jednojest pewne odejdz!!! na jakiś czas może sie uda moze nie... pokaż mu że nie kochasz go bezgranicznie.... nie zmarnuj szansy ,,,, nie badz głupia nie wracaj
Witaj Maju.
Ja od siebie dodam, że też mam dość duże doświadczenie i pole do wypowiedzenia się na podobne tematy.
Moim zdaniem jesteś po prostu zbyt naiwna i chcesz wierzyć w poprawę. Sama napisałaś, że niby widzisz jak on teraz szczerze żałuje tego...
A właśnie tak wcale być nie musi... Faceci to naprawdę cwane istoty, grać potrafią lepiej niż Ci się wydaje i nawet sami czasem nie wiedzą co tak naprawdę chcą uzyskać z takich zachowań... Twój mąż sam nie wie czego chce z tego, co napisałaś. Jaką masz pewność, że zdradził Cię dwa razy a nie więcej??
Powiedz... Czy cokolwiek masz potwierdzone i masz pewność co do tego? Nie masz. I miała nie będziesz. Dlatego myślisz, że najlepiej dać ponownie szansę i zaufać... A to błąd.
Już nigdy nic nie będzie tak jak było między Wami.
Dostał jedną wielką szansę być z kobietą, którą "niby" bardzo kocha, w momencie, gdy zgodziłaś się wyjść za niego.
On po prostu ewidentnie wszystko gładko zniszczył i będzie to czynił dalej jak mu wybaczysz..
Życie masz jedno, nie wiadomo co stanie się jutro. To nie jest jedyny facet na tym świecie... Ja osobiście wierzę, że jeszcze gdzieś są ci szczerzy, wierni i kochający mężczyźni... Jakiego i Tobie bym życzyła. Rozumiem, że szkoda ci małżeństwa, tych lat (gorszych i lepszych momentów), czasu spędzonego razem... Ale tak myśleć nie możesz, pomyśl o sobie i o swoim szczęściu...
Wiele kobiet popełnia błąd z ratowaniem związku, który już nigdy nie będzie taki jak przed zdradami a prędzej czy później i tak się rozchodzą albo trwają w tym, bo boją się życia tak na serio. Mąż nie ma odwagi odejść ale swoje na boku robi, a ona trwa w tym byle być z nim i czuć się bezpiecznie jak i psychicznie tak i materialnie. Różnie bywa. Tak samo gdy kobieta szuka kontaktu z kochanką/ami . To jest bez sensu... Czy nie potraficie sobie z tego zdać sprawy...? Nic to nie da, taka i tak swoje myśli i wie. Zdradzane kobiety ma gdzieś i dalej tak będzie robiła... I jak nie ta, to następna. Kobiety też są bezwzględne. Nieliczne przypadki dają sobie spokój tylko, oczywiście gdy ruszy je faktycznie sumienie...
Nie chcę Ci narzucać swojego zdania... Tylko radzę Ci, przemyśl sobie wszystko dokładnie...
Pozdrawiam Cię.
wydaje mi sie ,ze beda ze soba szczesliwi
jesli bedzie maja obojetna i stanowcza
to tylko seks nic sie ma do milosci
pochopne decyzje sa zle
mniej zazdrosci zewnetrznej
faceci lubia jak kobiety tak nadskakuja ,sa zazdrosne i sie bawia tym hi hi
Maju, przeczytałam Twój wątek bardzo dokładnie, mi również nasunęła się wspomniana już wcześniej wątpliwość - czy mąż przypadkiem nie zdecydował się na to szczere wyznanie, bo tamta (przecież była w stanie zgodzić się na wszystko, więc zapewne i posunąć się do wszystkiego) zagroziła, że jeśli nie osiągnie/dostanie ... (tu można sobie wpisać dowolnie), to będzie próbowała się z Tobą skontaktować? Z dwojga złego ? wybrał opcję ,,szczerości?, bo tak było dla niego bezpieczniej. Ja tego oczywiście nie wiem, ale z moich obserwacji wynika, że takie lub analogiczne sytuacje niestety często mają miejsce.
I wreszcie na koniec jedno bardzo mądre zdanie, które kiedyś gdzieś przeczytałam, a które w podobnych okolicznościach pozwala podjąć właściwą decyzję ? nie pozwól odejść mężczyźnie, jeśli wiesz, że potem z bólem będziesz patrzeć jak gdzieś indziej układa sobie nowe życie. Związek zakończyć możesz w każdej chwili, niemniej powinnaś to zrobić dopiero wówczas, kiedy będziesz absolutnie pewna, że nie jesteś w stanie być w nim szczęśliwa. W takiej sytuacji zwyczajnie nie będzie Ci żal, że coś się skończyło, nawet jeśli zajęło dobrych kilka lat. Owszem, będziesz mieć poczucie porażki czy goryczy, ale i świadomość, że tam nie czekało Cię już dobre życie. Dlatego spokojnie zastanów się i sama sobie odpowiedz na pytanie - czy naprawdę tego chcesz czy robisz to raczej ze strachu?
Tak? Okay, facet zasmakował, ale okazuje się, że bardzo kocha swoją żonę i bierze winę za jej zdradę na siebie. Chociaż myśli dalej - ona go zdradziła wtedy, kiedy nie wiedziała, że on też ją zdradził!
Haha, okazuje się że bardzo ją kocha?! chyba sobie żartujesz w tym momęcie! gdyby faktycznie tak naprawde ją bardzo kochał to by jej NIE ZDRADZAL!! taka jest prawda. Nie zdradza sie, jeśli się kogoś kocha. Zdrada jest szukaniem czegoś w drugiej osobie, czego brakuje ów osobie w jej związku. Jeszcze jednorazową zdrade możne wybaczyć, ale nie notoryczną i która sie powtarza! Autorka pisała, że facet ją zdradził raz, pozniej bylo rok dobrze - a przynajmniej teoretycznie dobrze - a pozniej znowu ją zdradzil. I Ty to nazywasz zasmakowaniem? Glupie i plytkie meskie gadanie...
I wreszcie na koniec jedno bardzo mądre zdanie, które kiedyś gdzieś przeczytałam, a które w podobnych okolicznościach pozwala podjąć właściwą decyzję ? nie pozwól odejść mężczyźnie, jeśli wiesz, że potem z bólem będziesz patrzeć jak gdzieś indziej układa sobie nowe życie. Związek zakończyć możesz w każdej chwili, niemniej powinnaś to zrobić dopiero wówczas, kiedy będziesz absolutnie pewna, że nie jesteś w stanie być w nim szczęśliwa. W takiej sytuacji zwyczajnie nie będzie Ci żal, że coś się skończyło, nawet jeśli zajęło dobrych kilka lat. Owszem, będziesz mieć poczucie porażki czy goryczy, ale i świadomość, że tam nie czekało Cię już dobre życie. Dlatego spokojnie zastanów się i sama sobie odpowiedz na pytanie - czy naprawdę tego chcesz czy robisz to raczej ze strachu?
to bardzo fajne zdanie - zapisuję i stosuję :-)
Nie powinno się żyć z kimś tylko ze strachu przed samotnością. Większość kobiet wybaczająca zdrady - notoryczne, długotrwałe boi się - samotności, finansów, odpowiedzialności za dzieci, obowiązków w pojedynkę... i rozumiem to bardzo dokładnie /w końcu sama musiałam sobie radzić ze wszystkim/, ale w 50% przypadków te kobiety i tak radzą sobie same, bo mężowie nie pomagaja przy dzieciach, w domu, nie finansują... a więc bilans wychodzi ujemny, ale są te portki i status mężatki
Maju,
I wreszcie na koniec jedno bardzo mądre zdanie, które kiedyś gdzieś przeczytałam, a które w podobnych okolicznościach pozwala podjąć właściwą decyzję ? nie pozwól odejść mężczyźnie, jeśli wiesz, że potem z bólem będziesz patrzeć jak gdzieś indziej układa sobie nowe życie. Związek zakończyć możesz w każdej chwili, niemniej powinnaś to zrobić dopiero wówczas, kiedy będziesz absolutnie pewna, że nie jesteś w stanie być w nim szczęśliwa. W takiej sytuacji zwyczajnie nie będzie Ci żal, że coś się skończyło, nawet jeśli zajęło dobrych kilka lat. Owszem, będziesz mieć poczucie porażki czy goryczy, ale i świadomość, że tam nie czekało Cię już dobre życie. Dlatego spokojnie zastanów się i sama sobie odpowiedz na pytanie - czy naprawdę tego chcesz czy robisz to raczej ze strachu?
Dzisiaj przeczytałam Wasze wpisy z dwóch dni. Dziękuję za wszystkie.
Rok temu na post taki jak mój na pewno odpisłabym ..kobieto odejdź. Dzisiaj, gdy doświadczylam zdrady, 20 lat małżeństwa patrzę na to trochę inaczej. Olinko wlaśnie najbardziej identyfikuje się z Twoją wypowiedzią.
Nasze malżeństwo przechodzi trudny czas, czas budowania mojego zaufania do męża jego szczerości do mnie. Chcę skonfrontować w trzy pary oczu wydarzenia, co na dzień dzisiajszy jest prawdą:
- czy ta kobieta nadal na coś liczy,
-czy on jej coś obiecuje,
-czy na pewno wie, że wybrał mnie.
Jak sie tylko z nim skontaktuje mąż wyjdzie z taka propozycją.
Nie wiem, czy pomysł dobry, ale czuję, że tego mi trzeba.
Bullinka napisał/a:Postapil egoistycznie. Skoro rok siedzial cicho ( a ponoc mieliscie wszystko obgadane i wyjasnione ) to powinien do konca zycia siedziec cicho. Cos sie wydarzylo, ze postanowil Ci powiedziec. Mezczyzni nie dzialaja w taki sposob...
Powiedzenie prawdy to egoizm? A jak inaczej otrzymać przebaczenie? Kłamstwa mają krótkie nogi. Mógłby milczeć, wydałoby się za pięć, może dziesięć lat i nie byłoby co zbierać.
Mężczyźni właśnie tak działają - chcą sobie sami poradzić z problemem i go pokonać. Ale gdy nie dają rady, nie mają siły, nie wiedzą co się dzieje i co robić, wtedy się zwierzają i mówią o tym swojej kobiecie. Mogą wcześniej co najwyżej omówić problem z kumplem.
Nie chcę go usprawiedliwiać jak bylo, jest wie tylko on. Ja mogę po zachowaniu się domyslać i wnioski wysuwać z tego co mi powie. Czas zweryfikuje, czy dobrze zrobiłam,że zaufałam ponownie, ale czuję, że tak muszę postąpić.
Pytałam małżonka, jak ja mam teraz zaufać i miec pewnosć, że sytuacja się nie powtorzy?
Powiedzial, że gdyby mialo to trwać dalej to przecież nie powiedziałby mi o wszystkim i dalej żylibysmy w klamstwie, ale tego nie chce i mam uwierzyć, że na 100% skończone z nią.
W doradzaniu najgorszy jest fakt Droga Autorko, że Ty skrupulatnie wydzielasz sobie jedynie te odpowiedzi, które daja Ci nadzieje, że wybaczenie ma sens. Widać, że Twoje nastawienie ściśle ukierunkowane jest na wybaczenie- szukasz jedynie kilku wypowiedzi potwierdzających te mysli.
Choc wiem, że ta wypowiedź nie bedzie dla Ciebie teraz istotna- bo chcesz widzieć jedynie szanse na udany zwiazek po romansie Twojego meza..
Nie wybaczylabym zdrady, ani jednej. Co to znaczy np. że ktos ma prawo sie zagubic? W milosci prawdziwej, oddanej, szczerej, takiej jakiej kazda z nas potrzebuje- nie ma miejsca na takie rzeczy. Nic nie tlumaczy romansu, bo gdzie byla wtedy milosc do Ciebie? Że niby nie wiedzial czego chce? to w takim razie juz biorac slub tego nie wiedzial, a przyrzekal Ci wiernosc... Czy w milosci mozna zapomniec, ze sie kogos kocha? albo po prostu odkochac sie na czas romansu i zakochac ponownie? Czy on myslal o Tobie kiedy Cie zdradzal? Czy on myslal w najwiekszych uniesienieniach z kochanka co Ty robisz, myslisz, jak sie w ogole czujesz?
Twoj spokoj psychiczny jest o wiele cenniejszy niz ta codzienna szarpanina o to czy znowu tego nie zrobi.. juz nawet odkladajac sam fakt zdrady na bok... Czy potrafisz budować coś w takim bolu jakim przezywasz w dodatku z osoba, ktora Ci ta krzywde zadala? To dziala jak masochizm... i pamietaj chociaz jedno- nigdy absolutnie nie szukaj usprawiedliwienia dla romansu, bo usprawiedliwienia nie ma..
Dlaczego Ty np teraz go nie zdradzisz? Bo go kochasz? Czyli jednak da sie kochac i nie zdradzac? I ja Ci powiem, że innej odmiany milosci do partnera czy partnerki NIE MA.. -to moje zdanie.
Analizowałam wszystko po stokroć, wiem przecież, że może byc inaczej niz planuję i zakładam. Oczywiście jeśli nastawiłam sie na wybaczenie to nie mogę skupiać się na czyms całkowicie odwrotnym:(
46 2012-01-16 14:55:47 Ostatnio edytowany przez invisible (2012-01-16 14:56:37)
Analizowałam wszystko po stokroć, wiem przecież, że może byc inaczej niz planuję i zakładam. Oczywiście jeśli nastawiłam sie na wybaczenie to nie mogę skupiać się na czyms całkowicie odwrotnym:(
Droga Maju-calkowicie rozumiem powod dla ktorego masz nadzieje, chcesz walczyc, z pewnością "serce by Ci pękło" gdybys musiala odwrocic sie i zrezygnować.. Stawiajac sie w Twojej sytuacji można odczuć tą traume. Wiem jak to jest gdy wybaczasz..wtedy nadzieja wzrasta 100%, widzisz w człowieku szczerą poprawe, starania, zaangazowanie i nie da sie wrecz dopuscic mysli, że on moglby Cie znowu skrzywdzić, bo przeciez go znasz, rozpoznajesz te emocje u niego i czujesz, że teraz mogloby sie Wam udać.. Nie raz przezywałam to z mogloby sie wydawać jedynym mezczyzną na tym świecie, ktory wzbudził we mnie najpotężniejsze emocje, uczucia, wiare..wszystko absolutnie! Tyle lat budowania wszystkiego..
Juz na form przytaczalam watek z kobieta, ktora wybaczyla pol roczny romans, bo mezczyzna sam sie przyznal, w zasadzie nie bylo mowy zeby ona sie o tym dowiedziala z innych zrodel, bo wszystko bylo tak mocno zatuszowane. Przyznal sie bo wydawalo mu sie, że tego zaluje.. Po kolejnych 10 latach okazalo sie, że on ten romans zakonczyl.. na chwile! Dostajac od zony rozgrzeszenie- odczul jakby pozwolenie na kontynuacje. Musisz liczyc sie z tym, że wybaczenie mocno OCIERA sie wlasnie o przyzwolenie na takie rzeczy- mąż dostrzega slabosc kobiety do niego, slabosc tak silną, że wbrew samej sobie ta kobieta jest w stanie być z nim dalej i tworzyc rodzine (mimo wszystko). To partnera mocno podbuduje, jak pierwsze emocje opadną- dotrze do niego ta prawda, że Ty mu wybaczylas, że wybaczysz mu wszystko (takie przemyslenia moga zaistniec)- i zalecałabym liczyc sie z tym.
Nie odpuszczajmy naszych zasad- jeżeli chcemy byc szczesliwe, nie pozwolmy sie krzywdzić.. Raz zadany cios, będzie wracal i wracał.. i raz zadany bol, jeszcze wielokrotnie da o sobie znać.. I raz złamana zasada pozostawia za soba OTWARTĄ furtkę..
W doradzaniu najgorszy jest fakt Droga Autorko, że Ty skrupulatnie wydzielasz sobie jedynie te odpowiedzi, które daja Ci nadzieje, że wybaczenie ma sens. Widać, że Twoje nastawienie ściśle ukierunkowane jest na wybaczenie- szukasz jedynie kilku wypowiedzi potwierdzających te mysli.
Bardzo trafne spostrzeżenie.
Ależ odpowiednie nastawienie to podstawa! Ktoś tu na forum ma takie motto: jeśli chcesz, znajdziesz sposób - jeśli nie chcesz, znajdziesz powód. Maja ma szczere chęci i dobrą wolę - i to jest w porządku. Tylko widzisz Maja - musisz zdać sobie sprawę, że ryzykujesz. Może, ale wcale nie musi się udać. Teraz rozważ najgorszy scenariusz jaki Ci przyjdzie do głowy, kiedy wybaczysz i wyciągniesz rękę do zgody. Wyobraź go sobie. Wyobraź sobie swoje emocje i uczucia jakie Tobą wtedy targają, kiedy okazuje się, że on znowu się "zagubił". Dajesz radę? Przeżyjesz to? Będziesz wiedziała co wtedy zrobić? Jeśli temu najgorszemu scenariuszowi jesteś w stanie podołać - ryzykuj. Jeśli nie, odpuść sobie.
W doradzaniu najgorszy jest fakt Droga Autorko, że Ty skrupulatnie wydzielasz sobie jedynie te odpowiedzi, które daja Ci nadzieje, że wybaczenie ma sens. Widać, że Twoje nastawienie ściśle ukierunkowane jest na wybaczenie- szukasz jedynie kilku wypowiedzi potwierdzających te mysli.
Choc wiem, że ta wypowiedź nie bedzie dla Ciebie teraz istotna- bo chcesz widzieć jedynie szanse na udany zwiazek po romansie Twojego meza..
Nie wybaczylabym zdrady, ani jednej. Co to znaczy np. że ktos ma prawo sie zagubic? W milosci prawdziwej, oddanej, szczerej, takiej jakiej kazda z nas potrzebuje- nie ma miejsca na takie rzeczy. Nic nie tlumaczy romansu, bo gdzie byla wtedy milosc do Ciebie? Że niby nie wiedzial czego chce? to w takim razie juz biorac slub tego nie wiedzial, a przyrzekal Ci wiernosc... Czy w milosci mozna zapomniec, ze sie kogos kocha? albo po prostu odkochac sie na czas romansu i zakochac ponownie? Czy on myslal o Tobie kiedy Cie zdradzal? Czy on myslal w najwiekszych uniesienieniach z kochanka co Ty robisz, myslisz, jak sie w ogole czujesz?
Twoj spokoj psychiczny jest o wiele cenniejszy niz ta codzienna szarpanina o to czy znowu tego nie zrobi.. juz nawet odkladajac sam fakt zdrady na bok... Czy potrafisz budować coś w takim bolu jakim przezywasz w dodatku z osoba, ktora Ci ta krzywde zadala? To dziala jak masochizm... i pamietaj chociaz jedno- nigdy absolutnie nie szukaj usprawiedliwienia dla romansu, bo usprawiedliwienia nie ma..
Dlaczego Ty np teraz go nie zdradzisz? Bo go kochasz? Czyli jednak da sie kochac i nie zdradzac? I ja Ci powiem, że innej odmiany milosci do partnera czy partnerki NIE MA.. -to moje zdanie.
Lepiej bym tego nie ujeła
. Oczywiście zgadzam się w 100% z Twoją wypowiedzią. Z każdym słowem
nie wybaczyłabym jeden... bo zawsze jest druga...itd
Ależ odpowiednie nastawienie to podstawa! Ktoś tu na forum ma takie motto: jeśli chcesz, znajdziesz sposób - jeśli nie chcesz, znajdziesz powód. Maja ma szczere chęci i dobrą wolę - i to jest w porządku. Tylko widzisz Maja - musisz zdać sobie sprawę, że ryzykujesz. Może, ale wcale nie musi się udać. Teraz rozważ najgorszy scenariusz jaki Ci przyjdzie do głowy, kiedy wybaczysz i wyciągniesz rękę do zgody. Wyobraź go sobie. Wyobraź sobie swoje emocje i uczucia jakie Tobą wtedy targają, kiedy okazuje się, że on znowu się "zagubił". Dajesz radę? Przeżyjesz to? Będziesz wiedziała co wtedy zrobić? Jeśli temu najgorszemu scenariuszowi jesteś w stanie podołać - ryzykuj. Jeśli nie, odpuść sobie.
Mogę tylko gdybać, myślę, że gdyby znowu doszło do czegoś do kogoś innego z męża strony już nie byloby czego zbierać:(
Pisaliscie, że nie powinnam, lecz wtedy postąpiłabym niezgodnie z tym co czuję. Mam ograniczone zaufanie, wiem teraz, że więcej nie wybaczę.
Od wczoraj mam ostrą jazdę bez trzymanki.
Paniusia nagabuje męża(w ciągu godziny ) bylo 14 nieodebranych telefonów. Na poczcie mnóstwo informacji (które na początku czytałam-za przyzwoleniem)potem nie chciałam, bo i tak widzę, że ta kobieta czym więcej pisze tym bardziej siebie obraża.
I dobrze, chciałam napisać na początku do niej, ale widzę, że wszystko doskonale wie i siebie określila, nawet barwniejszym słownictwem na jakie mnie byloby stać.
Ciągle nalega na spotkanie w cztery oczy, mąż stanowczo z dwa razy odpisał, że taka opcja nie wchodzi w grę, możemy w trójkę. Z tego nie jest zadowolona, ale się waha. Nie wiem, chybabym na jej miejscu spaliła się ze wstydu,a bedąc kochanką nie poszłabym na spotkanie z żoną. No ale ja to ja.
Dzisiaj mąż blokuje maile i telefony od niej. Powinna zrozumieć, że to koniec i czego ona chce?
Jak można tak się poniżać i siebie nie szanować?
Przewidywaliśmy, że tak szybko nie odpuści ![]()
52 2012-01-17 09:49:03 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2012-01-17 09:59:26)
Zastanawiałam sie dlaczego maż Ci powiedział i teraz wszystko jasne, potrzebuje Twojego wsparcia by skończyć cos czego w ogóle nie powinien zaczynac, sam nie dawał rady bo ta kobieta jest zdesperowana i nie odpuszcza,
Na pewno naobiecywał jej cuda, wianki a teraz chowa sie za zonę, jednak ona wiedziała, że ma do czynienia z zonatym gościem nawet jeżeli " zona go nie rozumie"
Ty nie rozumiesz dlaczego ona walczy, ona, dlaczego chcesz po tym wszystkim z nim byc a tak naprawde należy mu sie wykop od jednej i od drugiej, może by sie zaczął liczyc z uczuciami innych nie tylko swoimi.
No trudno Maju, pomóż mu, jednak by cos uratować ta kobieta musi zniknać z Waszego zycia,zero kontaktu, może gdy bedzie blokował połaczenia sama zrozumie,że to już koniec.
Ta kobieta prawdopodobnie go kocha- dzięki niezliczonej ilości kłamstw Twojego męża. Ja jej współczuję- jasne, mogła zdawać sobie sprawę, że spółkowanie z żonatym nigdy nie kończy się dobrze... ale to on zdradził swoją żonę i zabawił się uczuciami drugiej. Teraz udaje, że jej nie zna, że jest dla niego nikim, zgrywa szlachetnego i zdeterminowanego w oczach żony... a jeszcze parę miesięcy temu to jej opowiadał, że Ty jesteś dla niego nikim, że Wam się nie układa, że jesteś słaba w łóżku...
Natomiast uważam, że zdrada nie jest przypadkiem. To jest coś, czego zdradzający chce i daje sobie na to przyzwolenie. Dlatego świadomie decyduje się na to, żeby sprawić ból drugiej osobie. Między innymi dlatego zdrada jest czymś, czego w teorii bym nie wybaczyła.
Natomiast Ty, Maju, chcesz to zrobić, masz nadzieję. Dlatego poszłabym za radą Olinki i bezdusznego- wyobraź sobie, że rozstajacie się i czy odczuwasz przy tym żal. I następnie- że on znowu zdradza. Co wtedy?
Od wczoraj mam ostrą jazdę bez trzymanki.
Paniusia nagabuje męża(w ciągu godziny ) bylo 14 nieodebranych telefonów. Na poczcie mnóstwo informacji (które na początku czytałam-za przyzwoleniem)potem nie chciałam, bo i tak widzę, że ta kobieta czym więcej pisze tym bardziej siebie obraża.
I dobrze, chciałam napisać na początku do niej, ale widzę, że wszystko doskonale wie i siebie określila, nawet barwniejszym słownictwem na jakie mnie byloby stać.
Ciągle nalega na spotkanie w cztery oczy, mąż stanowczo z dwa razy odpisał, że taka opcja nie wchodzi w grę, możemy w trójkę. Z tego nie jest zadowolona, ale się waha. Nie wiem, chybabym na jej miejscu spaliła się ze wstydu,a bedąc kochanką nie poszłabym na spotkanie z żoną. No ale ja to ja.
Dzisiaj mąż blokuje maile i telefony od niej. Powinna zrozumieć, że to koniec i czego ona chce?
Jak można tak się poniżać i siebie nie szanować?
Przewidywaliśmy, że tak szybko nie odpuści
Naobiecywał kobiecie, zrobił ją w jajko. Sytuacja wymknęła się z pod kontroli...lepiej będzie się przyznać- pomyślał, bo i tak się wyda. Majusia kocha to wybaczy, jak powiem, że jestem prześladowany za niewinność.
Oj pachnie to manipulacją.
Gdyby chciał, zakończyłby romans w sposób nie budzący wątpliwości a nie mówił -baba mnie prześladuje.
Powinien wypić to piwo, a nie rozlewać do kufelków.
Powinien wypic to piwo sam, ale jest za slaby bo zaangazowal sie emocjonalnie, podzielil sie swoim piwem z najwiekszym przyjacielem jakiegokolwiek mial-zoną, teraz razem nosza ten krzyż, sam nie podołal.
On potrzebuje tej kontroli, potrzebuje bo sam nie zakończy tego nigdy, teraz oboje sie wspierają,potrzebuja, tworzą jeden front,myslę, że z czasem będzie dobrze jak ta kobieta zniknie z Waszego zycia.
Maja zrób tak jak Ci serce podpowiada.To musi być Twoja decyzja,żebyś potem nie żałowała ,że zrobiłaś coś w brew sobie.Ja popieram każdą Twoją decyzję jeżeli będzie ona tylko Twoja.Gotowej odpowiedzi nie dostaniesz tak jak i potwierdzenia ,że się uda.Potrzebujesz dużo czasu aby wszystko się poukładało.Życzę Ci dużo siły.
Trudna sytuacja jak diabli
Jeszcze jeden myślę ważny szczegół, o którym wcześniej nie pisałam. Jak zerwał z Tą kobietą pierwszy raz to ona w ten sam dzień próbowała popełnić samobójstwo, nałykała się leków popiła alkoholem, odratowali ją. Co teraz wymyśli, aby zwrócić na siebie uwagę? Cieszę się, że dzieli nas ponad 300km.
I dlatego kontynuował romans, bo ona się truła? No Maja, co Ty piszesz ![]()
Maju, nie wszystko jest czarne lub białe, jak się tu niektórym wydaje. Przechodziłam podobną sytuację tylko nie jestem pewna czy zostałam zdradzona tak fizycznie.Jednakże mój mąż zadurzył się (lub zakochał -jak kto woli) w koleżance z pracy i wiem że gdybym w porę się nie zorientowała że coś się dzieje, sprawy mogłyby posunąć się dużo dalej. Wtedy świat mi się zawalił, wiedziałam,że muszę jakoś funkcjonować bo mamy (wtedy)4 letnią córeczkę (a ona akurat jak na złość zaczęła pytać czy mama z tatą są szczęśliwi, czy się kochają, czy cieszę się że tatuś wrócił z pracy itd.) serce mi pękało,było mi bardzo ciężko a ona biedna patrzyła jak płaczę i jestem smutna. Wszyscy doradzali mi żebym go zostawiła, spakowała manatki i koniec. Jednak mimo wszystko czułam że bardzo go kocham. A najłatwiej jest doradzać, nie będąc samemu nigdy w podobnej sytuacji. Zawsze mówiłam że nigdy nie wybaczę zdrady (bo mimo wszystko czuję się zdradzona) a jednak...jesteśmy razem.
Powiem co myślę teraz, z perspektywy czasu i jak się potoczyły nasze sprawy.
Jeśli nie jesteś pewna czy chcesz odejść to nie podejmuj teraz żadnej decyzji, to nic że mu obiecałaś, jeśli mu zależy to będzie czekał ile trzeba. Poza tym Twoja decyzja może być właśnie uzależniona od tego jak on teraz się będzie zachowywał, czy będziesz czuła że mu zależy i chce się poprawić czy mu to krótko mówiąc wisi. Daj mu odczuć, że wasze "być albo nie być" leży w twojej decyzji ale po części w jego rękach. Tak na prawdę powinien walczyć o Ciebie do ostatniej chwili. Skoro myślisz o wybaczeniu, musisz go bardzo kochać.Myślę, że tak jak u mnie czas może wiele zdziałać.Tzn. daj mu czas, aby mógł poukładać sobie wszystko w głowie i...sercu. Cierpliwość i spokój w tej sytuacji może zdziałać cuda.Ale jednocześnie bądź zdecydowana, postaw warunek - zero kontaktu z nią - to podstawa.Pogadajcie, zapytaj go czy jest świadomy tego, że Ty o tym nie zapomnisz, to zawsze będzie gdzieś w Tobie - zostaw sobie alternatywę (i powiedz mu o tym), że to że teraz jesteś skłonna w ogóle rozmawiać o ewentualnej waszej przyszłości to nie znaczy, że już postanowiłaś że wybaczysz. Nie wiesz przecież jak będziesz się czuła za kilka miesięcy, być może będzie Ci na tyle ciężko, że nie będziesz mogła sobie z tym poradzić (mnie np. tak tąpnęło po 3-4 mies. i teraz już mija rok a ja nadal każdego dnia o tym myślę) I może wtedy postanowisz, że lepiej Ci będzie bez niego. Niech on o tym wie i nie będzie taki pewien, że znów ma Cię w garści i może robić co chce. No i jeszcze jedno, może warto pójść na terapię małżeńską. U nas mój mąż to zaproponował po kilku miesiącach jak widział jak się nadal z tym gryzę. W rezultacie terapia nie wypaliła bo nawet nie mamy z kim dziecka zostawić ,żeby razem tam chodzić ale jeśli coś wymyślę, to może pójdziemy.
Podsumowując,jeśli Tobie zależy to walcz o niego (ale mądrze) i pozwól mu zawalczyć o Ciebie. Na rozstanie zawsze przyjdzie czas. Moja mama powiedziała mi żebym zastanowiła się czy rzeczywiście będę szczęśliwsza bez niego. Bo to nie chodzi tylko o ukaranie go za to co zrobił-to też moje życie i moje poczucie szczęścia tylko czym ono jest...trzeba się zastanowić. Wiedziałam, że nie potrafię bez niego żyć i że muszę spróbować dać szansę przetrwać ten trudny czas. I póki co nie żałuję. Trochę zmianił się mój stosunek do niego i chyba to odczuwa bo pyta czasem czy jeszcze go kocham ale przynajmniej się stara i wiem, że mu na naszej rodzinie zależy. Teraz czasem czuję się jakbym z własnym mężem chodziła na randki.
To co nas nie zabije-to nas wzmocni- 100% prawdy.
Czekam na rozwój wydarzeń...i trzymam kciuki ;-))
Maju, nie wszystko jest czarne lub białe, jak się tu niektórym wydaje. Przechodziłam podobną sytuację tylko nie jestem pewna czy zostałam zdradzona tak fizycznie.Jednakże mój mąż zadurzył się (lub zakochał -jak kto woli) w koleżance z pracy i wiem że gdybym w porę się nie zorientowała że coś się dzieje, sprawy mogłyby posunąć się dużo dalej. Wtedy świat mi się zawalił, wiedziałam,że muszę jakoś funkcjonować bo mamy (wtedy)4 letnią córeczkę (a ona akurat jak na złość zaczęła pytać czy mama z tatą są szczęśliwi, czy się kochają, czy cieszę się że tatuś wrócił z pracy itd.) serce mi pękało,było mi bardzo ciężko a ona biedna patrzyła jak płaczę i jestem smutna. Wszyscy doradzali mi żebym go zostawiła, spakowała manatki i koniec. Jednak mimo wszystko czułam że bardzo go kocham. A najłatwiej jest doradzać, nie będąc samemu nigdy w podobnej sytuacji. Zawsze mówiłam że nigdy nie wybaczę zdrady (bo mimo wszystko czuję się zdradzona) a jednak...jesteśmy razem.
Powiem co myślę teraz, z perspektywy czasu i jak się potoczyły nasze sprawy.
Jeśli nie jesteś pewna czy chcesz odejść to nie podejmuj teraz żadnej decyzji, to nic że mu obiecałaś, jeśli mu zależy to będzie czekał ile trzeba. Poza tym Twoja decyzja może być właśnie uzależniona od tego jak on teraz się będzie zachowywał, czy będziesz czuła że mu zależy i chce się poprawić czy mu to krótko mówiąc wisi. Daj mu odczuć, że wasze "być albo nie być" leży w twojej decyzji ale po części w jego rękach. Tak na prawdę powinien walczyć o Ciebie do ostatniej chwili. Skoro myślisz o wybaczeniu, musisz go bardzo kochać.Myślę, że tak jak u mnie czas może wiele zdziałać.Tzn. daj mu czas, aby mógł poukładać sobie wszystko w głowie i...sercu. Cierpliwość i spokój w tej sytuacji może zdziałać cuda.Ale jednocześnie bądź zdecydowana, postaw warunek - zero kontaktu z nią - to podstawa.Pogadajcie, zapytaj go czy jest świadomy tego, że Ty o tym nie zapomnisz, to zawsze będzie gdzieś w Tobie - zostaw sobie alternatywę (i powiedz mu o tym), że to że teraz jesteś skłonna w ogóle rozmawiać o ewentualnej waszej przyszłości to nie znaczy, że już postanowiłaś że wybaczysz. Nie wiesz przecież jak będziesz się czuła za kilka miesięcy, być może będzie Ci na tyle ciężko, że nie będziesz mogła sobie z tym poradzić (mnie np. tak tąpnęło po 3-4 mies. i teraz już mija rok a ja nadal każdego dnia o tym myślę) I może wtedy postanowisz, że lepiej Ci będzie bez niego. Niech on o tym wie i nie będzie taki pewien, że znów ma Cię w garści i może robić co chce. No i jeszcze jedno, może warto pójść na terapię małżeńską. U nas mój mąż to zaproponował po kilku miesiącach jak widział jak się nadal z tym gryzę. W rezultacie terapia nie wypaliła bo nawet nie mamy z kim dziecka zostawić ,żeby razem tam chodzić ale jeśli coś wymyślę, to może pójdziemy.
Podsumowując,jeśli Tobie zależy to walcz o niego (ale mądrze) i pozwól mu zawalczyć o Ciebie. Na rozstanie zawsze przyjdzie czas. Moja mama powiedziała mi żebym zastanowiła się czy rzeczywiście będę szczęśliwsza bez niego. Bo to nie chodzi tylko o ukaranie go za to co zrobił-to też moje życie i moje poczucie szczęścia tylko czym ono jest...trzeba się zastanowić. Wiedziałam, że nie potrafię bez niego żyć i że muszę spróbować dać szansę przetrwać ten trudny czas. I póki co nie żałuję. Trochę zmianił się mój stosunek do niego i chyba to odczuwa bo pyta czasem czy jeszcze go kocham ale przynajmniej się stara i wiem, że mu na naszej rodzinie zależy. Teraz czasem czuję się jakbym z własnym mężem chodziła na randki.
To co nas nie zabije-to nas wzmocni- 100% prawdy.
Czekam na rozwój wydarzeń...i trzymam kciuki ;-))
Kolejna kobieta, która znalazła się w takiej samej sytuacji co ja. Ja również myślę codziennie o krzywdzie, która mnie spotkała. Nie potrafię zaufać, wybaczyć, bo o zapomnieniu nie może być mowy.
Trudno mi wierzyć w jego słowa- kocham! Bo uważam, że gdyby mnie kochał tak naprawdę, to nie posunąłby się tak daleko, na pewno zaświeciłaby mu się w głowie czerwona lampka.
Wciąż się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam pozwalając mu zostać. Ciągle się miotam, bo gdyby odszedł- cierpiałabym, on jest ze mną- nadal cierpię! I tak się miotam od ponad pół roku!
Kochana putusiu, co zrobił Twój mąż, żeby uniknąć kontaktów z tamtą? Zmienił pracę?
Smutnamonia,
Tak, mój mąż zmienił pracę. tylko że to już było nagrane wcześniej, bo i tak planował się zwolnić.Nie wiem czy to też nie spowodowało takiego "poluźnienia" ich stosunków (była jego koleżanką i jednocześnie przełożoną). Po tym jak się zaczęłam dowiadywać, że coś jest na rzeczy pracowali razem jeszcze 1,5 tygodnia - to był dla mnie koszmar - taka bezsilność. Ale to jeszcze nie było ostateczne zerwanie kontaktów. Potem jeszcze oczywiście był temat świadectwo pracy, które to ona wypisywała i przekazywała, ale od razu powiedziałam, że ma mu wysłać pocztą i jak się dowiem o jakimś spotkaniu to nie mamy już o czym gadać. I tak zrobiła. Dzwonili do siebie jeszcze nie raz a ja dowiadywałam się tego z przeglądu jego połączeń w tel. Oczywiście były awantury, on przepraszał i tłumaczył, że tak tylko zadzwonił zapytać co słychać itd. Bo to przecież tylko przyjaciółka - tak oboje cały czas mówili, że się zaprzyjaźnili, fajnie im się gadało i nigdy do niczego nie doszło. Może i nie doszło ale jestem z nim kilkanaście lat i wiem, jak się zachowywał- z jego strony to było coś więcej. Z jej strony nie wiem, bo rozmawiałam z jej mężem i mówił że w domu nie zachowywała się dziwnie, więc może ona bardziej trzeźwo patrzy na życie. Ani ja ani jej mąż nie wierzymy w taką przyjaźń, w tajemnicy przed nami. Teraz już w ogóle nie wierzę w przyjaźń damsko-męską.
62 2012-01-18 10:24:17 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-01-18 10:43:15)
Witaj putusiu!
To masz dużo szczęścia, że twój mąż zmienił pracę. Mój pracuje z tą kobietą cały czas.Tylko nie twierdził, że to tylko przyjaciółka. Powiedział mi, że się w niej zakochał, ale mnie ne przestał kochać.
Na początku też była tylko chęć zaprzyjaźnienia się, potem stracił głowę. Zdrada też na poziomie emocjonalnym, ale to chyba gorsze, bo w grę weszły uczucia.
Na dzień dzisiejszy żyję w zawieszeniu, bo mąż nie chce zmienić pracy, bo jak twierdzi realizuje się tam, z tamtą panią nie spotyka się, nie dzwoni, ale co tu ukrywać ma ją blisko w pracy.
Dlatego nie potrafię się pozbierać, bo mąż niby mnie kocha, ale tamta nie jest mu obojętna!
Przyjaźń damsko-męska to fikcja!
Dziękuję Putusiu, wiem, że lekko nie będzie lecz widzę, że Ci się udało, mnie na pewno też się powiedzie:)
Od wczoraj czuję jakiś wyjątkowy spokój, wiem, że bedzie ok, acz nie lekko.
Całe szczęście w nieszczęściu, że mąż nie pracuje z tą babą. Dzieli ich wiele kilometrów. Tu w grę też wchodziły uczucia, nie było to jednorazowe pójście do łóżka po imprezie zakładowej. Dlatego nie bylo lekko skończyć im. Wczoraj mąż powiedział, że nie żal mu jej. Ucieszyło mnie to. Znaczy, że wreszcie odciął się. Wcześniej próbował mnie przekonywać, ze ona też się zaangażowała, nie jest jej lekko i takie tam. Nie miałam za grosz dla niej współczucia, sama wiedziała, że może skończyć się nie po jej myśli. Teraz jesteśmy my, jej nie ma. Oby tak juz zostało.
Wiem, że tak jak smutnamonia co dzień bedę myślała. Po jego zachowaniu bedę wiedziała, czy dobrze zrobiłam. Planujemy wyjście do kina, krótki weekendowy wyjazd, czas spędzać więcej czasu ze sobą i rozmawiać. Dzięki za wsparcie
Maju, gdyby kochanka przyjeła rozstanie ze zrozumieniem to by bardzo tęsknil, zył wspomnieniami, idealizowal by ja, jej zachowanie sprawi,że mąz totalnie sie do niej zrazi, weźmie ją za osobe niezrównoważoną emocjonalnie i niebezpieczną, zacznie od niej " uciekac" bo faceci kochaja swięty spokoj.
Mysle, że sie poukłada, tylko potrzeba niestety duzo cierpliwosci.
No to ja mam przechlapane, bo ta "moja" podobno przyjęła ze zrozumieniem fakt, że mój mąż jednak rodzinę wybrał i nie ma do niego pretensji.
No i tak łazi tam po tych firmowych korytarzach, a mój mąż wzdycha (chociaż twierdzi, że nie wzdycha)!