Witam :d
Rozstałam się z mężczyzną mojego życia (raczej on zemną ) ja tylko się na to zgodziłam...
Kocham go jak nikogo na świecie,jest dla mnie wszystkim.Pozwoliłam mu odejść tylko dlatego,że nie dałam mu tego czego oczekiwał.Zabrakło rozmowy,wsparcia itp.Teraz wiem gdzie popełniłam bład a on szansy już nie chce mi dać-mówi,że ją miałam i nie wykorzystałam.Bardzo mnie to boli,ale jak jego musiało to boleć,był sam.Zamiast go słuchać-ja tylko wysłuchiwałam,nie słyszałam tego niewypowiedzianego i nie starałam się zrozumieć.
Teraz wygląda to tak że to czego nie dałam mu ja,da mu inna...Wtedy kiedy miałam walczyć nie walczyłam.Płace za to każdego dnia i płacić będę do końca.
Nasze plany,marzenia zrealizuje z kim innym,a ja tylko się przyglądam i teraz widze co miałam...
Jedynie co mogłam zrobić w tej sytuacji to pozwolić odejść,skoro jest dla mnie najważniejszym człowiekiem,zapomnieć o sobie i zrobić to dla niego.
Chcę się z tym pogodzić,ale nie potrafię...Może jakieś mądre rady?