netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

"Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

92 odpowiedzi14 977 wyświetleńzałożony przez MaciekM, 11.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 93 ]

1 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-11 17:06:35)

Temat: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Witajcie.

Może nie powinienem o tym pisać na forum ale nie daję sobie rady. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia osoby trzeciej, bo wszyscy moi znajomi, a także rodzina, radzą mi abym z moją Ukochaną dał sobie spokój, gdyż ona "nie nadaje się do związku", z kolei jej znajomi twierdzą, że to wszystko moja wina i że nie mam się co o nią starać bo zawaliłem.
Bardzo z kolei wierzy we mnie... moje szkolne zauroczenie sprzed lat a aktualnie dobra koleżanka smile

Mam mętlik w głowie...

Z góry ostrzegam, że post jest długi, niemniej proszę o przeczytanie całości przed wydaniem werdyktu...

Miesiąc temu zostawiła mnie moja ex, z którą byłem 5 lat. Przez te 5 lat byłem całkowicie pewien, że to "ta jedyna". Zresztą ona mi powtarzała wielokrotnie, że nią jest, że chce spędzić ze mną resztę życia...

Poznaliśmy się na studiach. Przez pierwsze dwa lata było cudownie, nabrałem przekonania, że to kobieta idealna i z nią chcę być. Pasowaliśmy do siebie perfekcyjnie. Po roku bycia razem ja ciężko zachorowałem (przewlekle), choroba ta bardzo mi dokucza, Ona to widziała i starała mi się pomagać. Po 3 latach bycia razem zamieszkaliśmy wspólnie. Po kilku miesiącach zaczęły się kłótnie - o bałagan - ja jestem strasznym bałaganiarzem (mimo prób zwyczajnie nie panuję nad tym), ona lubi porządek. Okresy tych kłótni były koszmarem, jednak szybko - po 2 dniach lub nawet tego samego dnia - się kończyły i znowu było cudownie.

Po 4 miesiącach mieszkania razem się zaręczyliśmy. Przez następne miesiące zajmowaliśmy się głównie planowaniem ślubu - miejsce, wystrój, muzyka itd...

Pierwszy bardzo poważny zgrzyt nastąpił, gdy w kłótni o jakąś drobnostkę mnie zwyzywała. Absolutnie tego nie akceptuję, więc położyliśmy się spać pokłóceni. Następnego dnia ona miała pewne ważne wydarzenie, na którym chciała abym z nią był (naprawdę ważne i stresujące). Byłem na nią tak zły, że nie poszedłem, mój błąd... Gdy wróciła, rzuciła we mnie pierścionkiem ale udało mi się ją przeprosić i ugłaskać, aby mnie nie zostawiała. Tego samego dnia już byliśmy znowu radosną parą, widziałem w jej oczach szczęście.

W międzyczasie nadal czasami kłóciliśmy się o porządki i inne rzeczy. Ona często robiła rzeczy w trakcie kłótni których nie akceptowałem - wychodziła i znikała gdzieś na cały dzień (albo nawet na noc a ja umierałem ze strachu, po fakcie dowiedziałem się że nocowała u koleżanki). Bywało, że była w trakcie tych kłótni bardzo agresywna, co wcześniej jej się nie zdarzało.
Próbowałem z nią rozmawiać, ale kończyło się to zwykle taką histerią z jej strony, że po X miesięcy się poddałem, uznałem, że kocham ją pomimo jej wad i że je akceptuję. Co gorsza, zacząłem sam się tak zachowywać, kilkukrotnie wychodziłem z mieszkania w trakcie kłótni ale nie umiałem bez niej wytrzymać, już po paru minutach czekałem na sms w stylu "wróć do mnie", zwykle nadchodził i wtedy się łatwiej dogadywaliśmy...

W międzyczasie straciła kontakt z ojcem - psychopatą mającym obsesję kontroli, który obraził się na nią z powodu, iż go nie posłuchała w jakiejś drobnej sprawie (domagał się przeprosin, nie otrzymał ich) i nie odzywał do niej przez 2 lata. Gdy Ona ciężko zachorowała, utrzymywał z nią kontakt przez 2 miesiące ale znowu go zerwał z powodu jakiejś pierdoły. Do dziś nie mają kontaktu.

Pomimo kłótni, było nam razem naprawdę dobrze.

Spędzaliśmy ze sobą 7 dni w tygodniu, praktycznie potraciliśmy kontakt ze wszystkimi znajomymi, jak to określił mój kumpel "byliśmy przyspawani do siebie". Zawsze rozmawiało nam się ze sobą cudownie. Po jakimś czasie Ona zaczęła utrzymywać kontakty ze swoim przyjacielem z dawnych czasów. Przyjaciel ten zachowywał się podejrzanie, jakby mu na czymś zależało (potrafił np. wysyłać smsy w stylu "właśnie myślałem o Tobie"). Wzbudziło to moją silną niechęć do niego, odwzajemnioną z pełną siłą. Powiedziałem Mojej, że nie podoba mi się jego zachowanie, mimo to nie zabraniałem jej kontaktów z nim, byłoby to bez sensu. Ona była świadoma, że się BARDZO nie lubimy z tym jej kolegą.
Kolega ten jak się później okazało, będąc w pozycji przyjaciela, systematycznie podkopywał moją pozycję.

Nasze problemy wzmogły się niecały rok temu. Ja miałem problem z pracą (ciągle oferowano mi tylko praktyki), gdy już ją znalazłem, była w innym mieście. Ukochana wpadła w strasznego doła, płakała. Bała się, że... znajdę sobie kogoś innego w innym mieście (!!!) czy że w zasadzie zostanę poderwany. Ostatecznie zgodziła się ze mną przeprowadzić. Parę tygodni później przyznała, że bała się tak bardzo, że jakaś kobieta mnie poderwie, że chciała mnie zostawić. Nie wiem skąd to przypuszczenie. Podobno kobietom się podobam, ale zawsze byłem wierny! Zawsze jej mówiłem że tylko ją kocham! Było to zresztą prawdą, nigdy bym się za inną nawet nie obejrzał...

Pracę tą straciłem ją po 3 miesiącach gdyż nie byłem w stanie wytrzymać podejścia kierownictwa do młodych pracowników (mobbing aż miło). Ona też w międzyczasie została zwolniona ale szybko pracę znalazła, na szczęście. Ja po tamtej pracy zaliczyłem miesięczne "wakacje" ale robotę w końcu znalazłem. Dochodziło do małych spięć, gdyż nie rozumiała, dlaczego ciągle mam nadgodziny (standard w korpo), była też zazdrosna o koleżankę z pracy, z którą nic mnie nie łączyło.

Problemem stało się też to, że nie umiałem poradzić sobie z pewnymi sprawami, np. imprezującymi sąsiadami - gdy ja próbowałem podejmować interwencje, nie było rezultatu. Gdy ona szła załatwić sprawę, było skuteczniej. Na początku jej się podobało to, że jest taka skuteczna, jednak wkrótce zaczęło ją to męczyć.

W nowym mieście prawie nikogo nie znaliśmy. W pewnym momencie nawiązała kontakt ze swoim byłym, którego całe życie najpierw kochała przez ok. 5 lat, potem nienawidziła (była z nim 2 razy, dwukrotnie ją zostawiał w tym raz w bardzo trudnym dla niej momencie). Facet to typowy psychopata-manipulator, który bawił się jej uczuciami. Z charakteru bardzo podobny do jej ojca. Zarzekała sie, że nigdy nie chciałaby być z kimś takim, że ceni mnie (jestem typem wrażliwego romantyka, takiego gościa co najchętniej by z nią siedział gdzieś na łące i patrzył w gwiazdy).
Po kilku miesiącach facebookowej bajery w pewnym momencie on stwierdził, że zrywa z nią kontakt "bo coś nadal do niej czuje". Miesiąc później nastąpił poważny kryzys, gdyż Ona stwierdziła, że też nadal do niego coś czuje. Nie potrafiła powiedzieć mi, gdy prosiłem aby powiedziała, że mnie kocha. Nastąpił tydzień "przerwy" w naszym związku, istny koszmar, myślałem nad popełnieniem samobójstwa, raz będąc w Złotych Tarasach o mało po prostu nie przeskoczyłem przez barierkę na najwyższym piętrze żeby polecieć w dół, powstrzymałem się w ostatniej chwili. Ciągłe kłótnie i poczucie beznadziei, jednak po tygodniu udało nam się pogodzić. Powiedziała, że jest pewna swoich uczuć i że mnie kocha. Było to w połowie marca.
Później dowiedziałem się, że... spotkała się z nim za moimi plecami. Odbyli długą rozmowę. Przekonała się tym samym, że nic do niego nie czuje i że jestem dla niej jedynym. Myślałem, że już będzie dobrze.

Tuż przed historią z byłym, udało mi się ściągnąć ją do mojej firmy (jedna z najlepszych firm na rynku, Ukochana nie wahała się długo).

Potem zaczął się dla nas bardzo ciężki okres trwający od początku kwietnia do połowy maja. Wynajęliśmy mieszkanie, którego właściciel nas bezczelnie oszukał (jednego z dwóch pokoi nie dało się używać ze względu na odór tam panujący). Co gorsza, okazało się, że nie ma obiecanej ciszy i spokoju, gdyż obok mieszka grupa wiecznie imprezujących Arabów. W pracy mieliśmy ogromną ilość stresu związaną z ogromem pracy (12-14h dziennie), co więcej, jej przełożona źle traktowała moją Ukochaną, co ją bardzo dobijało. Próbowałem ją podtrzymywać na duchu, sugerowałem wspólną wizytę u managera, ale moja Ukochana nie dała rady się przełamać. W międzyczasie bardzo pogorszył się mój stan zdrowia, co poskutkowało wypowiedzeniem umowy przez pracodawcę po 7 miesiącach. Pomimo tego, że dawałem z siebie 110%, nie byłem w stanie spełnić oczekiwań.

W międzyczasie nachodził nas właściciel mieszkania, groził natychmiastową eksmisją, próbował zmuszać do podpisywania różnych świstków. Groził że nas wystawi z pomocą policji. Nikogo nie znałem w nowym mieście, jedynie mieszkał tam mój kuzyn mający kilkutygodniowe dziecko. Były Ukochanej pracuje w policji, więc poprosiłem ją aby to jego ściągnąć na umówione spotkania. Niby relacje między nimi były wyprostowane, ale jednak chyba nie do końca, gdyż miała mi bardzo za złe, że musiała poprosić go o pomoc. Był to jednak wybór racjonalny. W razie awantury z policją byłby nieocenioną pomocą (prawo było po naszej stronie, ale policjanci nie muszą znać prawa cywilnego...).

Popadłem wtedy w depresję (jak się okazało już po zerwaniu, mam niedoczynność tarczycy i stąd stany depresyjne). Przestałem dbać o siebie, potrafiłem tydzień się nie golić, parę razy zdarzyło mi się przyjść w niewyprasowanej koszuli do firmy, spędzałem wieczory na oglądaniu TV czy przeglądaniu głupot w internecie aby tylko zabić wszechogarniający stres.

Okres ten był pełen kłótni. Co gorsza, kłótni w których często występowała agresja.
Na przemian mieliśmy tygodnie gdy gruchaliśmy jak dwa gołąbki i tygodnie w których był istny Czarnobyl. Ciągle byłem zestresowany, nie miałem ochoty na seks. Po drugiej odmowie obraziła się, ja potraktowałem to jak próbę zmuszania mnie do niego, powiedziałem wtedy coś bardzo raniącego (chodziło mi o to, że do seksu potrzebuję nastroju, ale forma w jakiej to powiedziałem była tragiczna i bardzo ją dotknęła). Dotknęło ją także to, że pomyślałem, że chciała mnie zmusić do seksu. Przez kilka tygodni nie była w stanie się przełamać aby ze mną uprawiać seks, udało się to po kilku tygodniach, niemniej sytuację tą bardzo rozpamiętywała i widać było, że ją to boli.

Na majówkę wyjechaliśmy na wymarzoną wycieczkę. Była ona totalnym niewypałem. Nie wziąłem dość ciepłych ubrań i w efekcie pierwszego dnia wyklinałem na czym świat stoi, niemniej ostatecznie udało nam się miło spędzać czas... do czasu. Pokłóciliśmy się o totalną bzdurę (z jej winy) i prawie cały wyjazd straciliśmy na kłótnię...

Po powrocie powiedziała, że dajemy sobie czas do końca sierpnia i jeśli nie uda nam się dogadać - rozejdziemy się. Zgodziłem się na taki okres próbny. Starałem się dbać o nią, chociaż nie zawsze mi wychodziło (np. ciągle były problemy ze sprzątaniem, zapominałem o tym zupełnie pomimo jej próśb). Prawie zupełnie przestaliśmy się kłócić, chociaż nadal zdarzały mi się wieczory przed komputerem dla zabicia stresu. Aby tego unikać, chodziliśmy razem do parków, spacerowaliśmy, chodziliśmy na obiady do różnych lokali...
Było O NIEBO lepiej niż przedtem.

W czerwcu dobiła nas wiadomość, że firma przeprowadza zwolnienia grupowe i ja padłem ich ofiarą, po 7 miesiącach pracy. Zaproponowałem powrót do naszego starego miasta, na początku się opierała ale w końcu się zgodziła. Miałem szukać pracy w obu miastach, namawiała mnie nawet do szukania pracy w innych miastach Polski. Wcześniej aby ze mną być, odrzuciła ofertę pracy w Londynie.

Postanowiłem najpierw poddać się operacji, która przywróciłaby mi szansę na normalne funkcjonowanie. Ukochana przyjęła to bardzo źle, obawiając się, że cały proces się przedłuży i że długo pozostanę bez pracy. Ja miałem nadzieję, że po przeprowadzeniu badań i dokonaniu jej prywatnie, zajmie to, wraz z rehabilitacją, maksymalnie miesiąc.

W długi weekend wyjechała do swojej rodziny w odwiedziny. Codziennie zasypywała mnie smsami iż mnie kocha, rozmawialiśmy przez telefon bardzo czule, kupiła mi koszulę... po powrocie poszła w niedzielę do biura, gdy ją odebrałem pokłóciliśmy się. Po powrocie do domu oddała mi pierścionek i powiedziała, że przemyślała to, że myślała nad tym od 1,5 roku (!), że moje zachowanie od dawna jej przeszkadzało. Powiedziała mi, że od 4 dni była na to zdecydowana. Byłem w szoku, przecież jeszcze przedwczoraj tak mnie zapewniała o swojej miłości... ba! Tydzień wcześniej rozmawialiśmy o ślubie!

Próbowałem z nią rozmawiać. Po wielu rozmowach wyciągnąłem z niej, co jej we mnie przeszkadzało. Chyba podświadomie myślałem, że skoro ja akceptuję jej wady z powodu jej zalet i miłości do niej, to ona też mi pewne rzeczy potrafi wybaczyć i zaakceptować... a jednak nie.

Ukochana zażądała ode mnie całkowitego zerwania kontaktu. Zero smsów, telefonów. Bardzo to przeżyłem.
Gdy spytałem czy mnie kocha, przez chwilę się zastanawiała. W końcu powiedziała "chyba... nie. Na pewno nie. Czuję do Ciebie coś w rodzaju instynktu macierzyńskiego, opiekowałam się tobą bo jesteś nieporadny, ale to nie miłość".

Najbardziej zerwanie doradzał jej... nie cierpiący mnie jej przyjaciel o niejasnych intencjach.

Przez 3 dni byłem w stanie skrajnej rozpaczy. Chciałem się po raz kolejny zabić. Nieopatrznie zwierzyłem się kuzynce Ukochanej, z zastrzeżeniem, aby broń Boże nie mówiła o tym Ukochanej, bo ona odbierze to jako szantaż emocjonalny. Oczywiście kuzynka wypaplała jej od razu, czego efektem był wściekły telefon od Ukochanej.

Po 2 dniach się wyprowadziłem. Dla "pokrzepienia serca" kontaktowałem się z przyjaciółką Ukochanej (a moją dobrą koleżanką) i rozmawialiśmy o tej sprawe. Ukochana po raz kolejny się wściekła, że ją "osaczam", gdy w odpowiedzi poprosiłem żeby mnie nie traktowała jak stalkera, padło: "dałeś mi powody". Powiedziałem, że nie będę jej przecież nachodził, to poniżające, poza tym i tak jej do niczego nie zmuszę.

Przez pierwszy tydzień byłem strzępkiem nerwów, nic nie jadłem.

Postanowiłem nie odzywać się, na zasadzie - jak zatęskni to zmieni zdanie (mimo wszystko mieliśmy mnóstwo dobrych momentów a i byliśmy do siebie bardzo przywiązani), jak nie zatęskni to niczym jej decyzji nie zmienię...
Po 1,5 tygodnia wydawało się, że będzie lepiej. Wróciła nadzieja na jej odzyskanie, bardzo mocno nad sobą pracuję. Byłem u psychologa, badania krwi wykazały, że mam chorą tarczycę i stąd brało się większość nieakceptowanych przez Ukochaną zachowań z mojej strony.

Gdy zostaliśmy pozwani przez właściciela mieszkania które wynajmowaliśmy, ona stwierdziła, że kontaktujemy się tylko w tej sprawie i tylko mailowo.

Parę dni temu weszła na mój profil na Linkedin. Ucieszyłem się smile jednak wczoraj usunęła mnie ze znajomych. Znowu dół jak diabli...

Mija miesiąc, Ona ciągle mi się śni. Nie mogę patrzeć na inne kobiety.

Miałem dokładny plan co ze sobą robić. Jak się zmienić aby ją odzyskać. Pracuję nad sobą bardzo intensywnie. Nie potrafię przestać o niej myśleć. Nie umiem się "oderwać"...

2

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Wdg mnie, Twoja 'ukochana' zachowuję się jak smarkata małolata ...
Przeszkadzały jej Twoje wady ... ale o swoich już zapomniała ? Agresja w związku ? Wyzwiska - też to kiedyś przechodziłam ale moj partner się opamiętał ..
Sądzę że duży wpływa na jej decyzję mógł mieć jest ex.. Takie mam odczucia, że mógł zamieszać jej w głowie przez co potem zaczęła rozmyślać na zakończeniem związku ..
Jedno jest pewne-przestała Cie kochać, tak jak to powiedziała.. Bo jeżeli się kocha, to nie odchodzi się od tak i do tego zrywa wszelki kontakt.. 'usunięcie ze znajomych na portalu ' - ? status związku na fb też od razu zmieniła ?  ...

Napisałeś :

, z kolei jej znajomi twierdzą, że to wszystko moja wina i że nie mam się co o nią starać bo zawaliłem.

Jej znajomi zawszę będą bronić JEJ a Twoi Ciebie. Więc nie przejmowała bym się tym co mówią JEJ znajomi ..
Ty zawaliłeś hmm... Nie widzę w tym co tu napisałeś tylko i wyłącznie Twojej winy..
Związek to partnerstwo.. i o dobre stosunki powinny dbać obie strony..
Co do choroby - Sam sobie jej nie wybrałeś prawda? Powinna o tym pamiętać i zrozumieć..
Co do bałaganiarstwa, fakt. Jeśli na prawdę zostawiałeś okropny bałagan a ona w kółko po Tobie sprzątała to, to nie było fajne a wręcz męczące.. Jeśli o tym zapominałeś było trzeba porozklejać sobie karteczki z napisami "Posprzątaj po sobie" w miejscach gdzie najczęściej przebywasz -wtedy byś nie zapominał . No ale cóż.. Mimo wszystko to nie jest wystarczający powód by zaraz zrywać zaręczyny i kończyć związek .

No ale stało się.. Samobójstwo to nie jest żadne rozwiązanie mój drogi . Ile ludzi (dzieci!) jest okropnie chorych a dali by wszystko za to co Ty masz... niespełniona miłość- to jest przyczyna chęci zabicia się ? Zrobisz największą głupotę jaką tylko mógł byś wymyślić !!!
Teraz może Ci się wydawać że świat Ci się zawalił ..ALE NIE ... Tak nie jest  .. Idź do hospicjum i powiedz ciężko choremu pacjentowi że  odebrać sobie życie z powodu rozstania z dziewczyną - to co powie Ci taka osoba, może być wystarczającym demotywatorem aby chciało Ci się żyć..
Więc się nie łam, i ŻYJ ! na nowo..

Pozdrawiam

3 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-11 15:27:27)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Facebooka usunęła big_smile podobnie zresztą zrobiła w trakcie tej "przerwy" parę miesięcy temu.


Nie chcę się zabijać, chciałbym ją odzyskać. Da się sprawić, aby osoba która przestała kochać, pokochała ponownie...?

Myśli samobójcze czasem mnie nachodzą, ale nie chcę tego realizować. Są one wywołane chorobą (bardzo dokuczliwą) ale przede wszystkim tym... że ona stanowiła całe moje życie. Że bez niej... nie mam nic. Stała się moim celem życiowym, a uszczęśliwianie jej moim ulubionym zajęciem. Uwielbiałem sprawiać jej niespodzianki, przynosić prezenty (od biżuterii po kinder-niespodzianki smile ) bez okazji, mówić jej jak bardzo jest dobrą, piękną i mądrą osobą, aby zawsze czuła się atrakcyjna, mądra i dobra (miała niską samoocenę). Pomagałem jej spełniać jej marzenia. Powiedziała zresztą, że te 5 lat będzie wspominać dobrze a związek ze mną dużo jej dał...

Ech... nie wiem co ze sobą zrobić. To znaczy wiem. Ale bardzo chciałbym do niej wrócić.

4

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Jak wrócić - Ci nie poradzę..
Nie sądzisz że dość się już starałeś ?
To jej wybór.. Sama go podjęła, i sama się od Ciebie odizolowała jakbyś trędowaty był..
"dobrą, piękną i mądrą osobą, aby zawsze czuła się atrakcyjna, mądra i dobra" - najwidoczniej nią nie była, skoro tak przedmiotowo potraktowała człowieka, który tak ją kochał i darzył uczuciem.. 
Dla mnie zachowanie -małolaty a nie dojrzałej kobiety która myślała o małżeństwie.. 

hmm

5

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ech. Mnie też to uderzyło w jaki sposób mnie potraktowała, zwłaszcza, że zawsze wydawała mi się bardzo dojrzała, zwłaszcza w porównaniu z rówieśniczkami (ma 25 lat).

6

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Czytam, czytam i sobie myślę: to chyba jakaś miłosna historia gimnazjalistów, no ale te studia tu nie pasują.
Maćku to nie miłość: to uzależnienie od osoby, to przyzwyczajenie, to strach przed nieznanym, strach przed samotnością.
I nie pisze tylko o braku zaangażowania z jej strony, ale również z twojej strony. To 5 lat życia w temperamentnej kłótni, wzajemnych oskarżeń i huśtawki emocjonalnej.

MaciekM napisał/a:

Postanowiłem najpierw poddać się operacji, która przywróciłaby mi szansę na normalne funkcjonowanie. Ukochana przyjęła to bardzo źle, obawiając się, że cały proces się przedłuży i że długo pozostanę bez pracy. Ja miałem nadzieję, że po przeprowadzeniu badań i dokonaniu jej prywatnie, zajmie to, wraz z rehabilitacją, maksymalnie miesiąc.

Tego już w ogóle nie rozumiem. Jak można drugiemu człowiekowi robić pretensje, ze musi się leczyć? Kasa ważniejsza niż ty?
Egoistka to za łagodnie powiedziane.

Tobie radziłabym zająć się sobą. Unormować sprawy hormonalne, te z pracą i mieszkaniem. No i psycholog.
Odseparujcie się od siebie, bo niszczycie siebie nawzajem. A nie na tym miłość polega.

7

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Maciek. No dobrze... Tak bardzo chcesz ja odzyskac ze zdarza sie cud. Ona wraca. Wskakuje Ci w ramiona... 'tadam!'. No i co dalej?odkreslasz to co bylo gruba kreska i zakladasz klapki na oczy? Wylaczasz strach przed tym co bedzie jezeli ona jeszcze raz Cie zostawi?
Bedziesz pezrefleksyjnie szczesliwy? Myslales o tym? Niech pije, bije ale niech bedzie? Czy takie wlasnie podejscie masz?
Domyslam sie ze jest Ci ciezko, ale czy byloby Ci latwiej zyc z nia gdyby teraz przyszla z cala dobrocia inwentarza?

8 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-11 18:02:04)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
Aniaa34 napisał/a:

Czytam, czytam i sobie myślę: to chyba jakaś miłosna historia gimnazjalistów, no ale te studia tu nie pasują.
Maćku to nie miłość: to uzależnienie od osoby, to przyzwyczajenie, to strach przed nieznanym, strach przed samotnością.
I nie pisze tylko o braku zaangażowania z jej strony, ale również z twojej strony. To 5 lat życia w temperamentnej kłótni, wzajemnych oskarżeń i huśtawki emocjonalnej.

MaciekM napisał/a:

Postanowiłem najpierw poddać się operacji, która przywróciłaby mi szansę na normalne funkcjonowanie. Ukochana przyjęła to bardzo źle, obawiając się, że cały proces się przedłuży i że długo pozostanę bez pracy. Ja miałem nadzieję, że po przeprowadzeniu badań i dokonaniu jej prywatnie, zajmie to, wraz z rehabilitacją, maksymalnie miesiąc.

Tego już w ogóle nie rozumiem. Jak można drugiemu człowiekowi robić pretensje, ze musi się leczyć? Kasa ważniejsza niż ty?
Egoistka to za łagodnie powiedziane.

Tobie radziłabym zająć się sobą. Unormować sprawy hormonalne, te z pracą i mieszkaniem. No i psycholog.
Odseparujcie się od siebie, bo niszczycie siebie nawzajem. A nie na tym miłość polega.

Ech, wychodzą wady słowa pisanego.

Może tak to wygląda (jak jakaś wieczna wojna) jak opisałem tylko poszczególne istotne dla sprawy fakty, ale tak nie było. Zaraz wyjaśnię - gdybym miał opisywać każdy dzień, to książkę bym musiał wydać... przez 5 lat trochę się tego nazbierało...

Wierz mi, że to nie była "gimnazjalna miłość". To była prawdziwa miłość, zresztą pierwsza w moim i jej życiu bo wcześniej byliśmy tylko w krótkich związkach, w których można mówić tylko o zauroczeniu, nie miłości.
Tutaj było zupełnie inaczej.
I nie jest tak, że był to stan permanentnej kłótni. To się zdarzało, poza tym najgorszym okresem, parę razy w miesiącu albo wcale, pozostałe dni były bardzo miłe i przyjemne. Problemem było to, jak te kłótnie wyglądają. No i gdy nastał okres, w którym stały się częste, kilka razy w tygodniu. Ale ten okres, jak to słusznie określiłaś - huśtawki emocjonalnej, się skończył.
Oskarżeń? Nie oskarżałem nigdy jej o nic. Nawet tą historię z byłym puściłem w zapomnienie chociaż znane mi osoby to odradzały i zalecały "krzyż na drogę".

Uzależnienie? Pewnie tak. Strach przed samotnością? Nie, gdybym chciał to nie miałbym specjalnego problemu ze znalezieniem sobie nowej partnerki, jestem atrakcyjnym facetem. Problem w tym, że nie chcę. Nie mogę nawet patrzeć na inne kobiety...

Co do operacji - chodziło jej o to, że chciała abym pracował i dopiero potem zajął się zdrowiem bo obawiała się że potrwa ten proces z pół roku a nie mieliśmy oszczędności. Niemniej nasza branża jest mała i po prostu spaliłbym się u kolejnego pracodawcy a kto wie czy mój stan zdrowia nie pogorszyłby się jeszcze bardziej, dlatego ja chciałem zrobić to jak najszybciej a potem praca, gdyby się przedłużało to i tak bym musiał czegoś poszukać.


Lancacter napisał/a:

Maciek. No dobrze... Tak bardzo chcesz ja odzyskac ze zdarza sie cud. Ona wraca. Wskakuje Ci w ramiona... 'tadam!'. No i co dalej?odkreslasz to co bylo gruba kreska i zakladasz klapki na oczy? Wylaczasz strach przed tym co bedzie jezeli ona jeszcze raz Cie zostawi?
Bedziesz pezrefleksyjnie szczesliwy? Myslales o tym? Niech pije, bije ale niech bedzie? Czy takie wlasnie podejscie masz?
Domyslam sie ze jest Ci ciezko, ale czy byloby Ci latwiej zyc z nia gdyby teraz przyszla z cala dobrocia inwentarza?

To prawda. W przypadku najdrobniejszej sprzeczki pewnie byłbym przerażony czy mnie zaraz znowu nie zostawi.

9

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tak sobie myślę, że być może też obraz przysłaniają mi pierwsze 3 lata związku, kiedy to wręcz nie potrafiliśmy się na siebie złościć i nie kłóciliśmy się prawie wcale (co to są dwie drobne sprzeczki przez 2,5 roku?). Popsuło się gdy zamieszkaliśmy razem. Czyżbyśmy po wspólnym zamieszkaniu i zwłaszcza pracując razem, mieli "za dużo siebie"? Ale czy gdyby tak było, to czy byśmy umierali z tęsknoty przy rozstaniu na choćby 1 dzień, jak to miało miejsce?

Nie mogę tego zrozumieć...

10

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
MaciekM napisał/a:

Ale czy gdyby tak było, to czy byśmy umierali z tęsknoty przy rozstaniu na choćby 1 dzień, jak to miało miejsce?

Nie mogę tego zrozumieć...

Sam przecież mówiłeś, że to mogło być już bardziej uzależnienie...
Nie ma już sensu rozpamiętywać, zajmij się sobą zamiast myśleć, co zrobić by wróciła.
Najważniejsze jest teraz, żebyś o niej zapomniał. Wtedy szybciej "wyzdrowiejesz". Wiem, co mówię smile

11 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-11 18:33:47)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Nie wiem. Może. Uzależnienie jako takie mi się nigdy nie przytrafiło więc zwyczajnie nie wiem. Nie było nigdy u mnie wątpliwości w stylu "źle mi z nią ale bez niej sobie nie poradzę" czy coś, faceci chyba ogólnie raczej nie mają tego rodzaju odczuć. Mi z nią było dobrze, machnąłem ręką na jej wady bo jej zalety je przesłaniały :)

Bardzo mi na niej zależało każdego dnia związku, nawet w tych złych dniach, zawsze chciałem dla niej jak najlepiej. Byłem przekonany, że to będzie ta jedyna, tak do siebie pasowaliśmy... Tylko nie umieliśmy się kłócić... Może tak musiało być...

12

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
MaciekM napisał/a:

Wiem natomiast, że bardzo mi na niej zależało każdego dnia związku, nawet w tych złych dniach, zawsze chciałem dla niej jak najlepiej.

Rozumiem, ale jej już chyba nie zależało tak bardzo... Nikogo nie można zmusić, do niczego.

MaciekM napisał/a:

Byłem przekonany, że to będzie ta jedyna, tak do siebie pasowaliśmy... Tylko nie umieliśmy się kłócić... Może tak musiało być...

Nie rób sobie wyrzutów. Postaraj się, z całych sił, zapomnieć o niej. Nie dręcz się i nie chciej powrotów. Wiem, co mówię. Przeżywam teraz coś podobnego. Jest mi jednak łatwiej, bo się całkowicie odcinam.
To pomaga. Sam się zdziwisz, jak szybko się uporasz z "tematem" i jak szybko zaczniesz myśleć do przodu i pozytywnie smile
Nie ma w tym nic złego!

13

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Sorry, może to zabrzmi źle, ale mnie tacy kolesie jak Ty przerażają tongue "Chciałem na całe życie, byłem romantykiem, ona mogłaby mi nasrać na głowę, ale ważne, że by była..." - przykro mi, ale kobiety to widzą, czują. A Twoja ex w dodatku wyniosła kiepskawy wzór faceta z domu i pewnie ją instynktownie ciągnie do drani, a nie do takiej romantycznej kluseczki jak Ty. Z tego co piszesz to czasami ona miała większe jaja niż Ty (uciszanie sąsiadów) i to pewnie w niej narastało.

Ona niekoniecznie chciała źle, ona sama nie wie czego chce, dlatego odeszła i stara się odciąć. Ale to lepiej dla Ciebie, możesz wyciągnąć wnioski, że zagłaskać na śmierć też się da. Weź się w garść i do przodu wink

14

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

rozpamietywanie nic nie da w niczym nie pomoze tylko pogorszy. sproboj pogodzic sie z rzeczywistoscia. zrobiles juz wszystko, mysle ze byles za dobry... wierze w to ze moze nie jutro ani pojutrze ale kiedys napewno spotkasz osobe która doceni twoje zalety i ktorej twoje wady nie beda przeszkadzac daj sobie czas. zobaczysz ze za jakis czas ''bedziesz sie smial z łez'' wybor nalezy do ciebie mozesz wybrac pogodzenie sie z tym albo tkwienie(emocjonalnie) w minionym juz zwiazku chlopie wybieraj!!!!! zycie jest zbyt krotkie aby tracic czas na łzy

15

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
Weronika25 napisał/a:

rozpamietywanie nic nie da w niczym nie pomoze tylko pogorszy. sproboj pogodzic sie z rzeczywistoscia. zrobiles juz wszystko, mysle ze byles za dobry... wierze w to ze moze nie jutro ani pojutrze ale kiedys napewno spotkasz osobe która doceni twoje zalety i ktorej twoje wady nie beda przeszkadzac daj sobie czas. zobaczysz ze za jakis czas ''bedziesz sie smial z łez'' wybor nalezy do ciebie mozesz wybrac pogodzenie sie z tym albo tkwienie(emocjonalnie) w minionym juz zwiazku chlopie wybieraj!!!!! zycie jest zbyt krotkie aby tracic czas na łzy

Łzy już dawno za mną.
Najtrudniejsze były dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze - wyrzuty sumienia za wszystkie razy kiedy ją zraniłem (dopiero po kilku dniach ktoś musiał mi uświadomić, że ona w tym temacie wcale mi nie ustępowała). Po drugie - że... nagle nie ma z kim pogadać tongue spędzaliśmy ze sobą prawie 24/7 i cały czas niemal rozmawialiśmy, teraz nie było nagle do kogo gęby otworzyć...

16

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Powiem ci tak - ja nie wierzę w coś takiego jak trudne związki. Związek dwojga ludzi to z założenia relacja pełna zrozumienia, miłości i wsparcia. To nie chodzi o to, żeby się żreć a potem pogodzić. Cały wic w tym, żeby tego żarcia się unikać. Jeśli związek to niekończące się przeplatanie dobrych i złych tygodni jak piszesz, to jaki ma to sens?
Co do tego że kłótnie się zaczęły po wspólnym zamieszkaniu no to niestety, to jest taki wielki test. Dlatego jestem całkowicie za tym, aby mieszkać razem przed ślubem. Pewne rzeczy po prostu widać dopiero wtedy i bycie ze sobą 24/7 weryfikuje, czy nam to pasuje czy nie. Więc jak to się nie sprawdza, to nagle magicznie nie stanie się lepiej. Po prostu tak to nie działa.

A co do uczucia pustki - to minie, tylko musisz sobie twardo powiedzieć że rozstanie nie zakończyło twojego życia.

17

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ten okres naprzemiennego słońca i burzy trwał 1,5 miesiąca. W pozostałym kłóciliśmy się czasem, ale chyba nie częściej niż inne pary...

18

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Maćku bardzo dobrze Cie rozumiem, sama choruje na niedoczynność tarczycy , wiem czym jest huśtawka nastrojów, bardzo złe samopoczucie, moj były tez nie potrafil zaakceptować tego, czasem byłam smutna bez powodu , zdarzało mi sie płakać, wiedział o tym , wiedział ze jestem chora i czym to skutkuje, mimo to jak mnie zostawił określił ze zachowuje sie jak rozpuszczona gimbusiara. Twoja była tez tego nie akceptowała , nie akceptowała Twoich wad a o to własnie chodzi w byciu razem , o to chodzi w miłości. Myślę ze powinniście odpuścić bo ona zachowuje sie co najmniej jak rozwydrzona małolata która nie wie czego chce , znajdziesz kogos lepszego smile Trzymam kciuki !

19

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Mi powiedziała, że "chorobę traktuję jako usprawiedliwienie"...

Ech. Już wydawało mi się, że będę sobie radzić lepiej... ale wystarczyło, żebym znalazł zwykły kubek... mieliśmy dwa takie same kubeczki. Kupiliśmy je razem na promocji, są bardzo sympatyczne ale nie ma w nich niby nic niezwykłego, Ukochana nie darzyła ich szczególnym sentymentem, dla mnie z kolei były niezwykłe, bo zawsze piliśmy z nich razem herbatę... Wziąłem jeden z nich. Chyba jej go oddam bo gdy tylko go widzę, zaraz do mnie wszystko wraca...

20

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Sentymentalny? A to zwykle kobiety przywiazuja sie wlasnie do takich drobnych rzeczy jak przedmioty, prezenty, daty. Najlepiej wszystko w cholere wywalic co sie z dana osoba kojarzy.

21

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Oj, tego to zrobić nie potrafię...
Chyba za wcześnie na to...

22 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-15 14:56:10)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Teraz mnie jeszcze postanowiła podobijać "nakreślaniem granicy". Ostentacyjnie zwraca się do mnie w mailach (dot. procesu) per "Macieju" i podkreśla, że "nigdy, ale to nigdy nie będzie między nami jak dawniej".

Da się jakoś wytłumaczyć kobiecie, że mnie tylko dobija i że jej działania są zbędne? Bo jak próbowałem to tylko wyniknęła z tego niemiła wymiana zdań...

23

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Pewnie specjalnie gra Ci na nerwach, sadze ze wszelkie interwencje moga miec odwrotny skutek raczej.

24

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tylko dlaczego?

Nie zdradziłem jej, nie zostawiłem z dzieckiem, nie ma się za co mścić, przynajmniej teoretycznie.

25

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Zaczniesz drazyc to jeszcze powie, ze sie brzydzi Tobą i taki to finał. Nie wiem po co z nia sie kontaktujesz.

26

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Swoje rzeczy musze odebrać jak wróci z urlopu, no i kwestia naszego procesu (jesteśmy stroną pozwaną w postępowaniu cywilnym).

27

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
tbr napisał/a:

To nie chodzi o to, żeby się żreć a potem pogodzić. Cały wic w tym, żeby tego żarcia się unikać. Jeśli związek to niekończące się przeplatanie dobrych i złych tygodni jak piszesz, to jaki ma to sens?

Ja byłem w takim związku, gdzie kłótnia/sprzeczka była raz na 1-2 tygodnie i to przez kilka miesięcy. Faktycznie jest to męczące i często rozmawialiśmy, że tak być nie może, że do niczego to nie prowadzi. W końcu się rozstaliśmy, ale zupełnie z innych powodów.

tbr napisał/a:

Co do tego że kłótnie się zaczęły po wspólnym zamieszkaniu no to niestety, to jest taki wielki test. Dlatego jestem całkowicie za tym, aby mieszkać razem przed ślubem. Pewne rzeczy po prostu widać dopiero wtedy i bycie ze sobą 24/7 weryfikuje, czy nam to pasuje czy nie.

To prawda, też tak zawsze uważałem, że trzeba zamieszkać przed ślubem. Tylko, że jeśli związek się rozpadnie to drugi raz zamieszkać z inną dziewczyną już ciężko, bo człowiek jest "sparzony"

Faktycznie najlepszym rozwiązaniem jest uciąć kontakt całkowicie. Wszystkie przypominające rzeczy schować lub wyrzucić. Ja niestety nie potrafię odciąć się w 100% i dlatego ciągle myślę o swojej byłej. Zresztą ona też nie potrafi się odciąć.

28

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Mnie chłopie zostawiła na 3 m-ce przed ślubem i to jeszcze na moje pytanie czy to koniec powiedziała TAK i koniec kontaktu. Za tydzień już imprezowała.

29

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Nie wiem, Ty żyjesz jeszcze tym uczuciem, a ona ma Cie juz za 'kolegę', więc te wszystkie podkreślenia waszego stanu tylko na Ciebie działają źle. Szkoda, że nie ma juz empatii, ale tak bywa. Musisz to przetrwac i lepiej ograniczyc kontakt tylko do załatwienia tych spraw.

30 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-19 22:55:21)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Moja ex czuje się osaczana.

Tak mi wczoraj napisała. Dowodami na to miałyby być następujące okropne zbrodnie:

1) rozmowa w dniu zerwania z jej kuzynką, a moją dobrą koleżanką, o której pisałem w 1. poście (kiedy to się zwierzyłem z chęci popełnienia samobójstwa, prosiłem o dyskrecję ale niestety wypaplała od razu wszystko mojej ex) - my fail, fakt, ale nie chciałem przecież źle, nie chciałem żeby o tym wiedziała, jakbym chciał ją szantażować to przecież napisałbym do niej a nie męczył osobę trzecią!
2) kontaktowanie się z naszą wspólną koleżanką aby zasięgnąć rady/pocieszenia (sama koleżanka nie ma nic przeciwko, pytałem kilka razy)
3) nasze rozmowy sprzed mojej wyprowadzki miesiąc temu, kiedy to próbowałem namówić ex do zmiany decyzji,
4) kilka sms wysłanych gdy SAMA do mnie zadzwoniła aby mi zacząć dyktować z kim mogę rozmawiać a z kim nie, dodanie do jednego z maili dot. procesu wiadomości, że dowiedziałem się, że mam chorą tarczycę i stąd były moje zachowania których nie akceptowała,
5) upatrywanie cienia nadziei w tym, że wyświetliła mój profil na linkedin (wie to od koleżanki z pkt 2)
6) upatrywanie nadziei w spotkaniu na którym miałem zabrać swoje rzeczy (jw.)
7) zapytanie jednej naszej wspólnej znajomej w smsie co mógłbym zrobić aby Ukochaną odzyskać (tego dnia gdy zerwała)

Podobno z tego powodu nie śpi po nocach, nie może jeść, schudła. Zostałem potraktowany jakbym był stalkerem napastującym ją setkami smsów/telefonów/innych form narzucania się.
Czy ona zwariowała do reszty, czy ja zwariowałem?

Da się ją jakoś uspokoić, wytłumaczyć, że nie mam w planach jej męczyć ani nic?

31 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-19 23:08:44)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tłumaczenie to juz osaczanie. Raz powiesz i starczy. Zachowujesz sie pozniej jak kolega. Umiesz? Chyba nie...
Słownie nic nie zdziałasz, tylko czynami, a te ją naciskają. Moze czuje sie winna ale decyzji zmienic nie chce/nie umie.

32

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Wysłałem jej krótkiego maila z wyjaśnieniem, jak rozumiem teraz dać sobie spokój i niech sobie myśli co chce

33

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Mysle, ze nawet to nie było potrzebne bo już to zrobiłeś i ona rozumie, że Cie skrzywdziła. Rozmowy na ten temat juz tylko będą boleć, bo macie inne spojrzenie na siebie. Ona chciałaby sie odciąć, a Ty szukasz nadziei.

34

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tak było na początku po rozstaniu, gdzie motorem do odbudowania samego siebie była "walka" o nią. Ale to bez sensu, ona mnie nie chce. Od jakiegoś czasu nie mam już nadziei. Może co najwyżej łudzę się, że może za ileś miesięcy/lat jeszcze nasze drogi się zejdą. Ale wiem, żeby nie uwzględniać w swoich planach już tej osoby.

35

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

bardzo ci wspołczuje Maćku. wiem w jakiej s ytuacji sie znajdujesz. niestety jedyna opcją jest całokwite odciecie sie od ex. taka jest prawda i innego wyjscia jie ma. Pozdrawiam i Trzymam Kciuki big_smile

36

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Staram się odciąć ale sporo mamy spraw do pozamykania, jest kicha hmm

37 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-22 14:35:05)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Przyjechałem po swoje rzeczy. Ona wyprowadziła się przedwczoraj. Okazało się, że zostawiła sporo naszych wspólnych rzeczy a także prezenty ode mnie (nie wszystkie, część).

Będę szczery, popłakałem się. Jak ja mam wyrzucać rzeczy które jej kupowałem?
Nie wytrzymałem. Napisałem jej sms co o tym mysle.

Wywiązała się między nami długa rozmowa. Po długiej serii wyrzutów z obu stron dotyczących aktualnego zachowania (ona nie współpracuje w sprawie procesu, ostentacyjnie się odcina itp., z kei mi ma za zle że się wściekam o powyższe). Sporo sobie wyjaśniliśmy.

Opisała mi co miała mi za złe w związku - brak poczucia bezpieczeństwa i stabilności (podejrzewam że przez to że ciągle tracę pracę), to że pomyślałem że chciała mnie zmusić do seksu, to że się nie angażowalem w obowiązki domowe (nie do końca moim zdaniem bo wielu rzeczy nie widziała, jak np tego że  to ja mylem podłogi i sprzęty w łazience), że wreszcie przesiadywałem na komputerze. Wiem, że ma rację.

Pomimo tego była to dla niej trudna decyzja.

Twierdzi, że nie chce mnie ranić, że odcina się właśnie po to, żebym nie cierpiał. Wierzę jej...
Ma mi za złe, że jej zachowania interpretuje jako wymierzone przeciw mnie.

Jestem w punkcie wyjścia. Najchętniej bym do niej pojechał z wielkim bukietem kwiatów , prosił o wybaczenie i żeby do mnie wróciła. Kocham ją sad

38

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Boooooooże stary... jak czytam twoją historię to zastanawiam się czy pakować się w coś takiego jak związek.... ja jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny i jak mam coś takiego przeżywać co ty to wolę sobie odpuścić...

39

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Maćku,chciałabym ci napisać tutaj coś optymistycznego,ale ty czekasz na słowa w sensie,że- ona do ciebie wróci.Powiem Tobie tak,spytałeś czy osoba która przestała kochać może poczuć miłość ponownie?Wiesz,ja mam podobną sytuację,przestałam kochać i powiedziałam to mojemu.Zbyt dużo rzeczy przeszkadzało od kilku już lat zarówno mnie jak i jemu,zbyt dużo kłótni o różne rzeczy,zbyt mało zrozumienia,wsparcia dla drugiego.To zaowocowało wypaleniem uczucia z mojej strony i  nie umiem wykrzesać od siebie już nic.Przypuszczam,że tak samo jest z Twoją dziewczyną.Wiesz,nie można nikogo zmusić do miłości,moja tez wydawała mi się wieczna  i po grób...Dobrze,że jest uczciwa i nie chce tego ciągnąć wbrew sobie i dobrze,że jesteście przed ślubem i bez dzieci.Zauważ te plusy w całej tej sytuacji proszę.Wiesz co powinieneś zrobić? Zająć się sobą,wymazać ją z pamięci,przestać otaczać się wszystkimi rzeczami od niej,bo nigdy nie otrząśniesz się z tego,rozumiesz?Będziesz na nowo i codziennie żył tym,co już nie istnieje.Musisz się z tym oswoić,choć to trudne,wiem.Im szybciej,tym lepiej.Nie rozmyślaj dlaczego,nie wspominaj,żyj tak,jakby jej nie było.Wiem,że jest wspólna sprawa w sądzie,to załatwiajcie ja urzędowo,nie szukaj nadziei w mailach,które ci przysyła. Uświadom sobie fakt,że już nie jesteście parą,że każde z was żyje osobno i układa sobie życie od nowa.Nie dopuszczaj myśli,że może jednak,że to wszystko minie,że znowu będzie wspaniale.Jeśli powiedziała ci po 5 latach,że nie kocha cię,to niestety musisz to przyjąć i pogodzić się z tym.A jak już z tym się uporasz,co potrwa na pewno,wówczas będziesz w stanie otworzyć się na nową miłość,która może pojawić się w  najmniej oczekiwanym momencie.Trzeba tylko w to wierzyć i nie czekać zbyt mocno na to,życie jest naprawdę zaskakujące i nieprzewidywalne.
Weź się za siebie człowieku,bo szkoda życia.Daj sobie szansę,a kiedyś znajdzie się ta, która doceni w pełni twoją osobę.

40

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
Jack Orlando napisał/a:

Boooooooże stary... jak czytam twoją historię to zastanawiam się czy pakować się w coś takiego jak związek.... ja jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny i jak mam coś takiego przeżywać co ty to wolę sobie odpuścić...

Ja mimo wszystko nie żałuję, ten związek to było świetne 5 lat.

opal74 napisał/a:

Maćku,chciałabym ci napisać tutaj coś optymistycznego,ale ty czekasz na słowa w sensie,że- ona do ciebie wróci.Powiem Tobie tak,spytałeś czy osoba która przestała kochać może poczuć miłość ponownie?Wiesz,ja mam podobną sytuację,przestałam kochać i powiedziałam to mojemu.Zbyt dużo rzeczy przeszkadzało od kilku już lat zarówno mnie jak i jemu,zbyt dużo kłótni o różne rzeczy,zbyt mało zrozumienia,wsparcia dla drugiego.To zaowocowało wypaleniem uczucia z mojej strony i  nie umiem wykrzesać od siebie już nic.Przypuszczam,że tak samo jest z Twoją dziewczyną.Wiesz,nie można nikogo zmusić do miłości,moja tez wydawała mi się wieczna  i po grób...Dobrze,że jest uczciwa i nie chce tego ciągnąć wbrew sobie i dobrze,że jesteście przed ślubem i bez dzieci.Zauważ te plusy w całej tej sytuacji proszę.Wiesz co powinieneś zrobić? Zająć się sobą,wymazać ją z pamięci,przestać otaczać się wszystkimi rzeczami od niej,bo nigdy nie otrząśniesz się z tego,rozumiesz?Będziesz na nowo i codziennie żył tym,co już nie istnieje.Musisz się z tym oswoić,choć to trudne,wiem.Im szybciej,tym lepiej.Nie rozmyślaj dlaczego,nie wspominaj,żyj tak,jakby jej nie było.Wiem,że jest wspólna sprawa w sądzie,to załatwiajcie ja urzędowo,nie szukaj nadziei w mailach,które ci przysyła. Uświadom sobie fakt,że już nie jesteście parą,że każde z was żyje osobno i układa sobie życie od nowa.Nie dopuszczaj myśli,że może jednak,że to wszystko minie,że znowu będzie wspaniale.Jeśli powiedziała ci po 5 latach,że nie kocha cię,to niestety musisz to przyjąć i pogodzić się z tym.A jak już z tym się uporasz,co potrwa na pewno,wówczas będziesz w stanie otworzyć się na nową miłość,która może pojawić się w  najmniej oczekiwanym momencie.Trzeba tylko w to wierzyć i nie czekać zbyt mocno na to,życie jest naprawdę zaskakujące i nieprzewidywalne.
Weź się za siebie człowieku,bo szkoda życia.Daj sobie szansę,a kiedyś znajdzie się ta, która doceni w pełni twoją osobę.

W sumie racja.
Teraz byłem w szpitalu to pierwszego dnia prawie miałem łzy w oczach że czuję się tam cholernie samotny bo gdyby była ze mną to byłaby przy mnie cały czas. Ostatniego dnia, jak wychodziłem, stwierdziłem, że nie było tak źle, jakoś to przeżyłem smile co było, minęło

41

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

widzisz smile i tego się trzymaj-masz siłę,by żyć bez niej,dasz radę!miałeś wspaniałych 5 lat,ale schowaj je już do szuflady i zamknij na klucz.Zamknięty rozdział,czekasz na nowy.Jesteś jeszcze młodym człowiekiem i życie przed tobą.

42

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Problemem jest to, że w sumie nie wyobrażam sobie związać się z kimkolwiek po tej sytuacji. Z jednej strony nie umiałbym zaufać tak, z drugiej miałbym w tyle głowy że na pewno mnie zostawi, no i gdzie ja znajdę taką dobrą i mądrą kobietę sad ona była praktycznie ideałem. Szkoda, że tak to się skończyło.

43

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
MaciekM napisał/a:

no i gdzie ja znajdę taką dobrą i mądrą kobietę sad ona była praktycznie ideałem

Następna też będzie ideałem smile o to się nie martw smile

44

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
marek987 napisał/a:
MaciekM napisał/a:

no i gdzie ja znajdę taką dobrą i mądrą kobietę sad ona była praktycznie ideałem

Następna też będzie ideałem smile o to się nie martw smile

dokładnie tak,daj sobie czas i nie myśl wstecz,zaufaj sobie,a dasz radę

45

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
marek987 napisał/a:
MaciekM napisał/a:

no i gdzie ja znajdę taką dobrą i mądrą kobietę sad ona była praktycznie ideałem

Następna też będzie ideałem smile o to się nie martw smile

Fajnie by było smile chociaż jak widzę w niektórych tematach z jakimi babami ludzie się użerają, Życzliwy czy Jacek chociażby, to aż ciarki przechodzą tongue

46

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Przesiadywanie na forum w wątkach o PROBLEMACH da Ci tylko zaciemniony obraz rzeczywistości i tylko te problemy będziesz widział.

47

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Mi nawet nie o problemy chodzi bo te są wszędzie, tylko o to jakie postawy niektórzy potrafią prezentować, a w porównaniu do pewnych "bohaterek" niektórych tematów to moja ex jest naprawdę aniołem.

A przeglądam bo jestem ciekaw jak inne przypadki się rozwijają tongue i dość krzepiące jest jak idzie dobrze, jak np. u Grzesia

48 Ostatnio edytowany przez Meteor (2014-07-30 23:07:15)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Przeczytałem Maciek Twoją historię i powiem Ci szczerze, ja mam 40-tkę na karku za miesiąc, żona 37 lat, a zachowywała się podobnie. Wciąż afery, lekceważenie, nie noszenie zdjęcia w portfelu, obrączki, pierścionka zaręczynowego, wynoszenie pościeli do innego pokoju, pranie tylko swoich rzeczy, kupowanie śniadania tylko dla siebie i własnej córki, robienie obiadu tylko dla siebie, ostentacyjne wychodzenie do koleżanki, czy na piwo samej, nie odwiedzanie moich znajomych, czy rodziny, unikanie mojej mamy, czy obwinianie jej o jakieś wymyślone sprawy. Dużo tego było, więc jeśli ktoś mówi, że niedojrzałe zachowania zdarzają się tylko w wieku 20+, to Cię rozczaruję, ja miałem takie jazdy, że ciężko to sobie wyobrazić, zresztą pisaliśmy o tym w moim temacie, łącznie z przemocą.
Ja też wyszedłem, miałem dość, kiedy mi powiedziała że się z kimś spotyka, dziś 17 dzień i nic się nie zanosi na zmianę. Kocham ją wciąż, ale wiem, że to nie ma sensu. Jak będzie chciała zmiany wróci, ale po zdradzie, prawdziwej, czy nie, nie wiem czy będę w stanie żyć z nią znowu. Coś ma sens lub nie ma.
Rozumiem, że u Ciebie cisza? Może lepiej się teraz przekonać, niż jak ja po ślubie. Zresztą rozwodem i alimentami groziła mi już od samego początku. Potem było znowu fajnie, potem znowu źle i tak w kółko.
Trzymaj się, musimy jakoś dać radę smile
Była ona również dla mnie moim ideałem, mimo tych rzeczy które nam nie wyszły, ale wiem że muszę o niej zapomnieć, choć jest mi cholernie trudno.

49 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-30 23:24:39)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

U mnie na szczęście nie było aż tak hardkorowych zachowań jak te które prezentowała Twoja żona. I pewnie nigdy aż tak by się nie zachowała - inny typ osobowości, ale kto wie jak daleko by to zaszło po latach? Mojej ex uczucie się zwyczajnie wypaliło i sporo w tym było mojej winy, niestety.

Co u mnie? Muszę się kontaktować z byłą w sprawie naszego procesu a że ona ciągle coś w tym temacie zawala (ponoć ma bardzo dużo pracy, możliwe) to w końcu nie wytrzymałem i jakieś 2 tygodnie temu ją opierniczyłem (bez bluzgania oczywiście, ale dostała parę stanowczych maili odnośnie swojego zachowania). Będąc po odbiór rzeczy wymieniłem z nią parę smsów odnośnie zostawienia przez nią części prezentów ode mnie. Stwierdziła, że wcale jej nie kocham, że tak nie zachowuje się ktoś kto kocha, że przez czas od rozstania "potwierdziłem, że wcale mnie nie znała a decyzja o zerwaniu ze mną była słuszna". Że jest mną "rozczarowana". Czyli standardowo. Widzi tylko moje zachowanie (opierdziel w mailu), to że sama go wywołała swoim olewstwem w ważnej sprawie (jak przegramy to będziemy 15 000 do tyłu) już jakoś do niej nie dociera. Próbowałem jej wyjaśnić ale nie wiem czy mi się udało. Napisała mi też, że decyzja o rozstaniu była trudną decyzją i że było sporo argumentów za tym, żeby ze mną zostać ale zabrakło jej uczucia i wiary w to że się kiedyś zmienię.

W międzyczasie wzięła swoje rzeczy które były u moich rodziców (po poprzedniej przeprowadzce, gdy pomagał nam mój tata, część tam została). Chciała żebym wysłał to kurierem ale było tego dużo, nie miałem ochoty robić za tragarza gdy mnie potraktowała tak jak to zrobiła.

Bagno. Co nie zrobię to tylko zanurzam się głębiej. Poddałem się, to jest bez sensu, jest tylko gorzej. Nawet jak przychodzą rzeczy w kwestii procesu to już się z nią nie kontaktuję.

Od tygodnia nie mamy już kontaktu w ogóle i dobrze.

Wczoraj na "zerwanie stosunków dyplomatycznych" ze mną zdecydowała się jej kuzynka, pomimo wcześniejszych zapewnień o neutralności (ściema jak diabli) i chęci kontynuowania znajomości. Rzekomo z powodu moich maili które ex jej pokazała, choć maile te mają kilka tygodni a jej się nagle przypomniało wczoraj. Też "jest mną rozczarowana".
Jak chce to z Bogiem, jakoś mi nie żal po tym, jak mnie podkablowała a później nakręcała moją ex przeciw mnie.

50

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Zasada jest prosta, Twoi znajomi zostaną z Tobą, jej znajomi i kuzynka zostaną z nią. Zapomnij o kuzynce, nic nie zmienisz, ona już ją przeciągnęła na swoją stronę.

51

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ona z nią była od samego początku i to było widać. Myślałem jednak, że faktycznie będzie neutralna a tu okazuje się, że mnie aktywnie zwalcza, w tej sytuacji nawet jakbym Ukochanej czymś zaimponował, wywarł dobre wrażenie, pokazał jej zmianę to kuzynka i tak mnie jej obrzydzi (są jak siostry i każda ma duży wpływ na drugą).

Tak czy owak, pozamiatane. Ch*j, dupa i kamieni kupa.

52

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Mnie czeka jeszcze koszmarny rozwód, gdzie będzie się starała udowadniać moją winę. Dała już temu przykład, składając fałszywy pozew o przemoc w rodzinie w styczniu. Dało mi to już znak, że ta kobieta zdolna będzie do wszystkiego. Ale łudziłem się, że to jeszcze poukładamy, a potem już słyszałem teksty, że nie ma nadziei już od stycznia, że się nie chcę od niej odczepić, ja wracam, a ona mi ulega, bo mam tyle uroku, ale potem znowu coś robię i ma mnie dość, o rozstaniu mówiła już od września, czy października i tak sobie tkwiliśmy w związku, raz lepiej raz gorzej. Szkoda czasu, i co z tego że to Twój ideał, super chwile, seks idealny, ale są granice.

53

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Fałyszwe oskarżenie o popełnienie przestępstwa to też przestępstwo. Radzę iść na policję.

54 Ostatnio edytowany przez Meteor (2014-07-31 00:01:32)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
MaciekM napisał/a:

Fałyszwe oskarżenie o popełnienie przestępstwa to też przestępstwo. Radzę iść na policję.

Powództwo było cywilne, nie opłaciła opłaty sądowej, sprawa była dla mnie straszakiem, popatrz co ja mogę Ci zrobić, Ty byłeś na policji i na obdukcji, ja też byłam na obdukcji i złożyłam pozew. Tak to zadziałało. Kiedy ją nagrywałem w styczniu, zaczęła krzyczeć: "co znowu mnie będziesz bił?!" Zbaraniałem, ona mnie tłukła, a tu taki zwrot, zupełne przeinaczenie prawdy. Zdolna była dosłownie do wszystkiego. Dlatego muszę się szykować na naprawdę ciężkie przeżycia.

55

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Współczuję. I coraz bardziej cenię swoją Ukochaną tongue

56

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ukochana niespecjalnie wytrwała w postanowieniu zerwania kontaktu. Parę dni temu napisała do mnie maila, że chce z powrotem swoje notatki z angielskiego (były w domu moich rodziców, zostawione tam po przeprowadzce z jednego miasta do drugiego). Wcześniej kazała mi wszystko co jest w domu moich rodziców, poza zestawem obiadowym, ("i tak są tam tylko notatki ze studiów") wyrzucić. Z własnej inicjatywy nie wyrzucałem książek itp. ale notatki zgodnie z jej życzeniem poszły do kosza. Teraz ma pretensje, że wyrzuciłem jej misternie przygotowywane notatki z angielskiego. Tego że sama kazała jakoś nie pamięta.

Przy okazji dowiedziałem się, że z poprzednich maili wysnuła jakieś kosmiczne wnioski, że niby twierdzę, że moje wady pojawiły się przez nią (!), próbowałem jej jakoś wyjaśnić ale wszystko wie lepiej ode mnie.

Jeszcze mi nieszczerość zarzuca - że niby teraz mam pretensje że spotkała się potajemnie z byłym, a sam 2 mc wcześniej zgodziłem się aby się spotkali. Tak, zgodziłem się - ale wówczas był on kolegą, co więcej obiecała, że zerwie z nim kontakt jeśli będzie coś kombinować. Nie dość, że nie zerwała to jeszcze spotkała się z nim gdy był "obiektem westchnień", w dodatku za moimi plecami, no na to to się nie pisałem!

Widzę, że pomimo zerwania u niej dalej funkcjonuje mechanizm, że ona zawsze jest niewinna a ja zawsze jestem winny. Jak ja ją czymś wkurzę - moja wina. Jak ona mnie czymś wkurzy - moja wina że się wkurzyłem.

Napisałem, że nie chcę więcej kontaktu mailowego skoro ma on prowadzić tylko do wypiętrzania nieporozumień, że jeśli będzie mieć sprawę to niech dzwoni ale nie ma więcej do mnie pisać. Na razie cisza.

Po raz pierwszy od 4 lat mam ochotę napić się wódki.

57

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Póki są emocje, coś tam jeszcze walczy w środku. Ale sam widzisz, pojawiła się i spustoszenie w głowie. A już było dobrze. Nie wiem, czy te nasze kobiety wiedzą, że jak zapuka z największą pierdołą pod słońcem, to nie pozwolą nam o sobie zapomnieć. Nie zrozumiem psychiki kobiet. Nie dadzą Ci odejść w spokoju. Chyba jedyny sposób by odejść to ZERO kontaktu. Ale jakie to trudne sam wiem najlepiej, jeden głupi sms wczoraj o treści typu nic i już nocka z głowy.

58

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

myślę, że akurat ta moja nie dręczy mnie celowo, po prostu czegoś ode mnie chciała - niemniej efekt jest taki, że mam ochotę się upić.

I jeszcze tekst: "uważałam, że te 5 lat to były najlepsze lata mojego życia, ale teraz widzę, że wewnątrz Ciebie jest osoba, z którą nie chcę mieć nic wspólnego". Nóż prosto w serce.

59

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Sam widzisz, że nie tylko chodziło o notatki, a też o to żeby Ci dokopać. Tak już jest, że ten kontakt na tym etapie rzadko buduje, a częściej zostawi Cię w gorszym nastroju. Ja też tak mam, 19 dni starałem się zapomnieć a tu jeden głupi sms i zwracam już uwagę, że wyjechała i to nie samochodem. Masakra, nie chcę sobie nic dopowiadać, ale myśli same kreują scenariusze

60

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ona jeszcze jest bardzo zdziwiona, "co mi niby takiego zrobila". Wypisuje, ze "poznała mnie lepiej przez ten miesiac niż przez 5 lat" i tym podobne kretynizmy.

61

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Pewnie sie zmieniłeś. Szkoda, że nie rozumie, że to przez to zerwanie.

62

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Spójrzcie na pozytywy.
Będziecie silniejsi psychicznie.
Przeważnie jak człowieka życie przetestuje to wraca silniejszy.
Ja miałem podobnie, znajomość trwała dwa lata, potem moja ukochana z klasy związała się z głąbem z zawodówki a teraz jest utrzymanką Biznesmena wink
Wówczas serce mi pękło ale dziś już żadna nie jest wstanie mnie zranić.

63

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Raczej mnie to nie wzmocni ale na przyszłość na pewno będę ostrożniejszy w nastawianiu się na to, że z kimś spedze całe życie

64

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Myślę, że mam bardzo podobną sytuację. Chociaż byłam dobra i starałam się, to on po 3 latach usunął mnie ze swojego życia. Też było nam dobrze, pomimo niektórych kłótni.. Też usłyszałam, że nad zerwaniem myślał od pół roku.. Ja piszę, dzwonię, robię co mogę, ale on już nie chce mnie znać.. Ja wybaczałam kłamstwa i jego różne "przygody" na boku, a to ja zostałam z niczym..
Też jestem w rozpaczy i myślę o samobójstwie bo życie bez niego nie ma już sensu..
Ale z drugiej strony powiem Ci, że ona nie zasługuje na Ciebie skoro tak się zachowuje, a ten Mój nie zasługuje na mnie.. Tylko wiem, że ciężko jest to sobie przyswoić i zacząć życie od nowa, bo sama jestem w takiej sytuacji... Jest beznadziejnie i musimy tylko czekać.. na lepszy loc, na szczęście - nie wiem...

65 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-04 22:32:12)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Jak zawsze przy takich rozstaniach chodzi o to, że zycie nie ma sensu bez danej osoby. No to po co zyc?
Szczegolnie jak w trakcie wybacza sie zle rzeczy, nawet przygody. Tylko sami siebie unieszczesliwiacie bedac z kims tylko z powodu "braku sensu zycia samemu/samej".

Posty [ 1 do 65 z 93 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026