Witam, wszystkich na poczatku przedstawie sie jestem Ania i mam 27 lat,na to forum trafiłam za poleceniem przyjaciółki zreszta mojej imienniczki, nawet piszac teraz korzystam z jej uprzejmosci piszac z jej komp... pisze bo licze ze mi pomozecie opowiem o co chodzi. Od 1,5 roku jestem z mezczyzna starszym ode mnie o rok- poznalismy sie kiedy rozwiodlam sie z mezem..dodam ze z pierwszego zwiazku mam syna i ojciec jego utrzymuje z nim kontakty a po awanturach w koncu zmadrzal i dogadalismy sie w kwestii opieki nad dzieckiem itd, i kontakt mamy normalny i nikt na tym nie cierpi jest to kontak typowo "kolezenski" po rozwodzie nie trzeba sie zawsze nienawidziec zwlaszcza kiedy sa dzieci.. no ale dobra do czego zmierzam.... mezczyzna z ktorym jestem jest chorobliwie zazdrosny, poczatkowo smieszylo mnie kiedy robil jakies drobne uwagi o moich znajomych, jednak z czasem zdarzalo sie poklocic mu ze mna bo kolega za dlugo w rozmowie sie na mnie patrzyl albo zazartowal nie tak- wedlug mojego partnera to byl flirt...ale ok staralam sie tlumaczyc itd niby pomoglo byla troche ciszy i spokoju, jednak do czas kiedy z zagranicy przyjechal na urlop ojciec mojego syna i zaczal sie z nim widywac... wiadomo ze pare slow musimy z soba zamienic o dziecku, kiedy ojciec malego przyjechal po niego do przedszkola zadal 2 czy 3 pytania dotyczace dziecka udzielilam odpowiedzi i sobie poszli, wrocilam do mieszkania i uslyszalam od partnera " co tak sobie szepczecie zebym nie slyszal?" wytlumaczylam ze chodzilo o syna i niczego nie szeptalam, ok odpuscil... na drugi dzien bylam chora "kobiece sprawy" zle sie czulam wiec i nastroj byl kiepski-ten wrocil z pracy zaczal sie dziwnie zachowywac w koncu w nocy wybuchla awantura za rzucil mi ze odkad moj byly wrocil ja sie zmienilam i zmienilam podejscie do niego...znow tlumaczylam ze chora ze boli..ok cisza |(zaznacze ze opowiadam o tygodniu przed swietami grudniowymi)...i tak przez tydzien ciagle hasla masz mi pisac kiedy przyjezdza po malego kiedy go przywozi, nie chce slyszec ze byl w mieszkaniu, nie masz prawa go wpuszczac, rozmawiac z nim itd, jak zejdziesz na dół mam cie widziec co robisz itd., powstawaly z tego kłotnie, w wigilie rano jeszcze raz podjelam probe tlumaczenia... tlumaczylam ze to jego kocham z nim jestem z nim zyje itp, a moj byly byl ijest ojcem malego i nie moge ograniczyc im kontaktow bo nie mam podstaw ku temu, zreszta nikt nie ucierpi tylko dziecko bo klei sie do ojca jak do miodu... no dobrze niby dotarlo... ale jak to w dzien wigili od rana masa sms od znajomych z zyczeniami swiatecznymi na ktore odpisywalam z checi z grzecznosci itp., juz widzialam ze dziwnie patrzy na to wiec nawet mowilam co od kogo przychodzi...po wigilii juz poznym wieczorem przyszedl mi sms od siostry zaraz za nim od przyjaciolki a ze przysypialam troszke juz to mnie dzwiek tele ciut wystraszyl ale wzielam ten telefon szlam zapalic i mialam odpisac przy cygarku ale po drodze wstapilam do łazienki na 'siusiu" a ten niby juz straznie spal... nagle wyskoczyl za mna do tej łazienki "moze mi kur... powiesz z kim ty tak wypisujesz' no i sie zaczelo huki na caly blok bo napewno kogos mam i pisze do kochasia i zebym mu lepiej powiedziala kto to i jeszcze ze moze do mezusia bylego pisze...masakra! w pierwszy dzien swiat nie odzywal sie do mnie nawet nie przeprosil za te nocna akcje.. potem jakies zgrzyty nie wytrzymalam malego zawiozlam do ojca wedlug umowy a sama pojechalam do przyjaciolki na chwilke... wrocilam a ten czekal z awantura po klotni zabral sie i pojechal do kolegi, wrocil w czasie gdy wychodzilam po malego.. zrobil mi awanture dlaczego ja jade niech go tatus przywiezie ojcu auto padlo, wkurzylam sie i wyszlam... drugi dzien swiat tez klotnie ze kogos mam albo jestem z bylym... cojest rzecza nie dorzeczna i nie mozliwa ale nic nie dociera i tak na klotniach awanturach grozbach szantazach zlecial caly tydzien do sylwestra nie wytrzymałam tych oskarzen podejrzen wyrzutów awantur poczulam sie juz ponizona tym brakiem zufania kiedy nic zlego nie robilam, spakowalam sie powiedzialam ze jede do ciotki i w sylwestra i pojechalam on przeprosil oczywiscie i zebym pojechala nagle dodam ze zaczal mi wmawiac ze on juz rozumie swoj blad ze on juz taki nie jest nie bedzie ze czuje ze sie zmienil odgrywal komedie okropna na pare godzin przed moim wyjazdem, pojechalam.. ale przez droge przemyslałam ze wcale nie chce tlumaczyc ciotce co sie stalo itd, i mialam zawracac do domu ale ten zadzwonil znow z pretensjami bo mu kocham cie nie napisalam w sms... peklam juz po tym i nie zawrocilam... pojechalam do hotelu wzielam pokoj i sylwestra spedzilam sama z synkiem placzac do poduchy, wrocilam w niedziele bo dostalam telefon pilny i musialam wyjezdzac pilnie w rodzinne strony, no to pisze mu ze stalo sie cos przykrego i wracam bo musze do domu wyjechac..a ten nic tylko pretensje i dalej awantura, w mieszkaniu go nie bylo potem juz nawet tele nie odbieral, siedze przy oknie patrze a ten do auta jak zlodziej idzie...wiecie po to by sprawdzic km na liczniku km przejechane i co jest na nawigacji.... przyszedl do domu pozno w nocy bo on zabiera wszystko co jego i to koniec no ok tylko co ci zrobilam... i wiecie co wymyslil ze sylwestra spedzilam z bylym mezem napewno i on to wie jest tego pewqien na sto procent.... zaraz skoncze opowiadac.
Podobne tematy
wiesz, facet ma poważny problem . . I musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy naprawdę chcesz z nim być . .
Jeśli tak to musisz zdecydować się na jakąś terapię razem z nim u psychologa. Pozdrawiam M . .
Powodzenia :*
Twój partner musi się leczyć, to już podchodzi pod psychozę. Tłumaczenie że on już się zmienił, że już jest inny to okłamywanie samego siebie. Jak pisze Marzena, zastanów się dobrze czy chcesz takiego życia dla siebie i swojego syna.
opowiadam dalej... no i znow tlumaczenie i tlumaczenie i proszenie by sie uspokoil..nie bo on mi nie wierzy bo ja klamie itd., no ale w koncu nad ranem odpuscil... zaczal jak zawsze tlumaczyc sie tym ze bardzo mnie kocha ze boi sie mnie stracic, ze jak by mu nie xzalezalo na mnie to by tak nie robil ze on nie rozumie dlaczego ja reaguje nerwowo ze to nie potrzebne ale ja juz nie wiem jak reagowac spokojnie nie pomaga, histerycznie tez nie dodam ze w histerie wpadam juz z bezsilnosci..., no niby sie dogadalismy ja nastepnego dnia wyjechalam..sytuacja byla taka ze bedac w domu u rodzicow nie mialam czasu na rozmowy takie bylo zamieszanie ale dzwonilam chociaz na minutke na 5 by powiedziec pare slow by nie bylo nie wiadomo czego znowu, ale po 3 dniach znow zaczal wracac do tego ze ma watpliwosci czy mowie prawde ze mu tu cos nie pasuje itd nie wytrzymalam i wybuchnelam co spowodowalo odnowienie oskarzen i zarzucanie klamstwa... i znow grozil rozstaniem zrezygnowana powiedzialam ze jak jest tego pewien i pewien swoich oskarzen i wie ze go klamie to ok niech bedzie koniec udarlam sie na niego on na mnie i sie wylaczyl, po czasie zadzwonil i znow przysiegal ze to sie nie powtorzy.. a ja znow uwierzylam 3 dni byly piekne telefony smsy- sielanka jak dawniej, wracalam do domu szczesliwa ze juz bedzie dobrze steskniona bo przeciez wciaz kocham..przyjechalam wszystko pieknie ladnie, przytuleni w nocy sobie spalismy spokojnie..czulam spokoj, rano do pracy wyszedl zadowolony ja tez spokojna ze jest ok...i wiecie co...dalam sie nabrac na te pozory... rano moj maly nie szedl do przedszkola przez zmeczenie i moje i jego po dlugiej podrozy... nie chcial wstac o 6ej wiec mu odpuscilam to przedszkole...i bylo mi to na reke bo bylam kosmicznie zmeczona, pozniej zadzwonilam do bylego by przyjechal po malego bo gada ze chce do taty, no i zapomnialam zadzwonic do mojego partnera powiedziec mu o tym ze ojciec dziecka przyjedzie po niego... ojciec przyjechal jak zwykle poprosil o kawe rozmawialismy normalnie spokojnie o dziecku i o sprawach finansowych ktore jeszcze niestety dotycza nas obojga, opowiadal o osobie z ktora sie zwiazal...a tu nagle wpada moj kochany "dziekuje ja juz wszystko wiem" zaczal zbierac swoje rzecxzy uslyszalam ze go oklamuje i wlasnie mi to udowodnil, zebym byla sobie ze swoim bylym- ze jestem siaka owaga i zgadnijcie co zrobil... on mi zainstalowal podsluch w kuchni!!!! byl w pracy wiec nie mogl sluchac calej rozmowy wiec zebral pare zdan wyrwanych z kontekstu i o to zrobil awanture, ale nawet to co powiedzial ze uslyszal jasno wskazywalo na to ze nic mnie z bylym nie laczy mial dowod jasny dowód...i to nie pomoglo!! i tak oskarzyl o zdrade...rozumiecie ze zapierniczal prawie 40 km do domu by zrobic mi te awanture na goraco...tylko przez to ze nie uprzedzilam ze byly przyjedzie po dziecko... stanelam ze łzami w oczach z ponizenia, z bezradnosci, poczulam sie okropnie...wczesniej poprosilam bylego by zabral malego i poszedl by maly nie przygladal sie na to bo dziecko stalo jak oslupiale..kiedy oni wyszli on zostal by mnie dalej gnebic..poczulam ze jest mi wszystko jedno byle przestal sie znecac nade mna bo juz tak to wszystko odczuwam, jak mogl zalozyc mi podsluch przeciez ja nic nie zrobilam by mnie oskarzal odbieral mi wartosc godnosc itd., nikt nie ma przeciez prawa do takich rzeczy.... zostal najpierw gnebil jeszcze chwile a potem znów klekal przepraszal przysiegal ze sie to nie powtorzy ze on sam nie rozumie jak mogl zalozyc ten podsluch... podsluchiwal nawet rozmowy z mama przez tel i kolezanka, zaczal prosic...powiedzialam ok bedzie dobrze byle juz wyszedl bym mogla zostac sama i zaczac plakac nad swoja glupota nie wiem juz jak to nazwac, wyszedl ucieszony itd ze jest ok, zadzwonil potem bym nie zapomniala mu zadzwonic jak byly odwiezie synka i co do minuty mam mu powiedziec ile byl w mieszkaniu. PSYCHOZA!!! Czuje sie winna ze cos przeoczylam ze pozwolilam by doszlo do takiej manii... przyjechal wieczorem powiedzialam ze chce by dal mi czas musze to wszystko przemyslec ze potrzebuje spokoju na pare dni..czuje sie wrakiem po tych tygodniach...wyszedl pojechal do siebie ale wyszedl z hukiem i obrazony ze czepiam sie nie wiadomo o co bo przeciez powinno na pstryk wrocic do normy nie tym razem...nie moge, czuje sie potwornie, czuje lęk strach... czuje ze kocham ale nie chce tak zyc, chce normalnosci.... dzis sie do mnie nie odzywa czeka az przeprosze czy co nie wiem, a jeszcze wczoraj wieczorem pisal smsy ktore jeszcze wiekszy strach we mnie wzbudzily, potem dzwonila mama on w tym czasie tez dzwonil wiec dostalam milion sms z kim rozmawiam itp., juz nie wytlumaczylam nic nie mam poprostu sily..przepraszam ze tak duzo opisalam ale miejcie cierpliwosc do czytania tego i pomozcie błagam...doradźcie, pocieszcie, dajcie opieprz, cokolwiek byle bym uzyskała pomoc od Was bo wstydze sie o tym opowiedziec nawet matce tu mi latwiej...a moja przyjaciolka sama jest po przejsciach i nie chce jej szczegółów opowiadac...by nie wrocily do niej przykre wspomnienia.
Ten Twój facet jest chory! Jego zachowanie jest nie do przyjęcia. Radzę Ci, skończ ten związek. To patologiczna zazdrość.
Wiem coś o takim życiu, moj pierwszy mąż był taki sam. Wytrzymałam rok, potem uciekłam.
Żadne logiczne argumenty patologicznego zazdrośnika nie przekonają. Wszystko jest dowodem zdrady, nawet dziura w rajstopach. To beznadziejne!
Skończ z tym, ratuj siebie i dziecko.
dla mnie ciągłe wypytywanie co gdzie kiedy z kim już są nie do przyjęcia
a podłuchy?
w sprawdzanie licznika w samochodzie?
a naloty w domu?
kochana to nie będzie lepiej facet ma nie wszystko w porządku z psychiką
jesteś młoda jeszcze ułożysz sobie życie z jakimś normalnym gościem
powodzenia
I znowu szok!
Uciekaj od Niego gdzie pieprz rośnie bo zniszczysz siebie i swojego synka! Już raz stał z przerażeniem, całe szczęście tata Go zabrał. A gdyby nie miał gdzie wyjść i musiał oglądać jakiegoś idiotę wrzeszczącego na Jego matkę? A jeśli Twój mąż nie będzie chciał aby Jego synek wychowywał się z takim kretynem? Ja nie chciałabym aby moje dziecko oglądało takie chore sceny, zrobiłabym wszystko żeby zabrać Go z takiego domu. Masz swoje mieszkanie, to jest to o czym tu na forum ( i nie tylko) marzą tysiące kobiet, możesz żyć spokojnie ze swoim synkiem. A jestem pewna, że w przyszłości z normalnym, kochającym człowiekiem. Święta będą spokojne i pełne miłości, a sylwester szampański:))
Trzymam kciuki, powodzenia i dużo, dużo siły.
Tak chce odejsc czuje ze musze to zrobic.... serce bardzo mocno jeszcze kocha ale rozum nakazuje uciekac i to serce najmocniej w swiecie kocha Synka, dlatego chce odejsc póki mam na to czas, ale boje sie co bedzie sie dzialo, boje sie czy on w tym szalenstwie nie zrobi czegos sobie czy mi... dlatego nie wiem jak to zrobic by nie bylo tragedii...bo obawiam sie ze moglo by do czegos zlego dojsc, moze z przerazenia ze strachu leku przesadnie sie tego boje..nie wiem. Dziekuje Wam za wsparcie.
Jego zazdrość jest olbrzymia.
Ty, natomiast, wykazujesz cechy uzależnienia.
Boisz się, by on czegoś sobie nie zrobił. To, często, doskonałe alibi dla pozostania w toksycznym związku. I jakie wsparcie społeczne. Nie dość, że cierpi, to jaka szlachetna. Cierpi, by on niczego sobie nie zrobił. I z takim alibi można żyć do końca dni swoich.
zapomnialam dodac ze dzis od rana zasypuje mnie smsami w których błaga, przysiega, obiecuje ze zrobi wszystko itp... jak mam w to wierzyc skoro to nie pierwszy raz...poza tym ja nawet nie mam ochoty czytac tych sms ani na nie odpisywac, wszystko co przeczytam odbieram juz jak klamstwo i nie wierze, tylko jak bezpiecznie sie z tego uwolnic???
Wielokropku
Ale ja wlasnie tak nie chce... chce zyc normalnie.
nie mam wsparcia społecznego...nikomu o tym dotad nie opowiedzialam, tylko dopiero tutaj mówie....potrzebuje rady jak to zakonczyc.
Nie jesteś w związku formalnym, więc możesz zabrać dziecko, wasze rzeczy i wyjść, zamykając za sobą drzwi.
Gdzie pójść? Wszystko jedno, wszędzie będzie Tobie i dziecku lepiej niż z nim. Są domy samotnej matki, można wynająć pokój (mieszkanie drożej kosztuje), możesz poprosić o pomoc rodzinę, możesz poprosić o pomoc w ośrodku pomocy społecznej, w ośrodku interwencji kryzysowej (tam też jest psycholog)
Anikama, powinnaś odejść od tego, ze tak napiszę Psychola, Bo w tej chwili Twoje dziecko na tym najbardziej cierpi, oczywsicie nie wspominajac o Tobie, rozumiem, ze nie mozesz z nim spokojnie porozmawiac, powiedzieć mu co czujesz , gdy on sie tak zachowuje i postawić chociażby ultimatum, że jeżeli nadal się bedzie tak zachowywał to nie chcesz tego związku..Niszczy wasza miłość a Ty masz już dosyć. Odejść możesz do rodziny, do swojej mamy, gdzie moim zdaniem, będziesz czuła sie najbezpieczniej, Ten zwiazek nie ma bytu. Tak jak Wyżej napisały kobietki, jesteś młoda wiele przed Tobą, jeszcze możesz spotkać normalnego prawdziwego kochającego męzczyzne.
nie mam wsparcia społecznego...nikomu o tym dotad nie opowiedzialam, tylko dopiero tutaj mówie....potrzebuje rady jak to zakonczyc.
Kochana, masz wsparcie społeczne,tutaj na tym forum
nie wiem dlaczego nie powiedziałaś o tym co przeżywasz swoim najbliższym,mamie, siostrze ? w tej sytuacji potrzebujesz swoich najbliższych, którzy nie tylko pociesza ale i pomogą realnie. Jeżeli dobrze zrozumiałam to twój obecny mieszka z wami? Jeżeli tak to powiedz mu otwarcie że kończysz ten związek, zmień zamek w drzwiach,postrasz złożeniem doniesienia na policję o założony podsłuch. Z tego co czytam, twój chłop ma poważne zaburzenia psychiczne kwalifikujące się do szpitalnego leczenia, więc rozmowa z nim nic nie da. Musisz postawić sprawę twardo i punktowo. Nie chcę wyjść na "czarna wronę" ale on tak łatwo nie da się spławić, dlatego ci poradziłam byś o wszystkim opowiedziała swoim najbliższym,możliwe że będziesz potrzebowała ich pomocy. A także pisz tuta,pisz nawet po to by się wyżalić, wszystkie tutaj wesprzemy duchowo bo w realu nie mamy jak
ale zawsze cię wysłuchamy i pocieszymy a także opieprzymy jak będzie potrzeba ![]()
Samisam
nie powiedzialam bo czuje wstyd..moze to dziwne ale to wlasnie czuje, wszyscy w kolo maja mnie za "babe z jajami" a tymczasem dalam sie zaszczuc... chyba przeoczylam moment kiedy wpadlam w jego gre.
Samisam
nie powiedzialam bo czuje wstyd..moze to dziwne ale to wlasnie czuje, wszyscy w kolo maja mnie za "babe z jajami" a tymczasem dalam sie zaszczuc... chyba przeoczylam moment kiedy wpadlam w jego gre.
No niestety jak się kocha to niektóre rzeczy możemy przeoczyć. Najważniejsze, żebyś teraz miała siły na pogonienie psychola.
I naprawdę nie wstydź się opowiedzieć o tym najbliższym, bo to nie TY zrobiłaś coś złego!
Naprawdę mam nadzieję, że uda Ci się pozbyć drania.
18 2012-01-13 15:48:51 Ostatnio edytowany przez samisam (2012-01-13 15:49:23)
Samisam
nie powiedzialam bo czuje wstyd..moze to dziwne ale to wlasnie czuje, wszyscy w kolo maja mnie za "babe z jajami" a tymczasem dalam sie zaszczuc... chyba przeoczylam moment kiedy wpadlam w jego gre.
I to jest nasza tragedia
mnie także wszyscy maja za takowa babę, od początku, to ja załatwiam wszystkie domowe sprawy, to na mnie spoczywa decyzja co jak i za ile, nawet remonty sa na mojej głowie, to ja je zarządzam a moje ślubne szczęście je wykonuje, bo jak to on mówi, jestem bardziej zorganizowana i lepiej się na wszystkim znam, do niedawna mój nie miał nawet własnej karty kredytowej! teraz gdy go życie zmusiło założyć sobie konto, to do mnie pisał jak się ma posłużyć bankomatem
. a ja czasami mażę by być taka słodka niezaradna - to tyle na odsiarczenie powietrza. Anikama, już czas schować wstyd i dumę do kieszeni i opowiedzieć swoim najbliższym o tym co przeżywasz, wierz mi to nie boli
weź także pod uwagę to że możesz być zmuszona opowiedzieć to i swojemu exmężowi, jeżeli to co się odegra wa w twoim domu, zacznie mieć widoczne skutki u twojego synka, bo że on to widzi i czuje to jest jasne jak słońce. Więc dla dobra i spokoju swojego i swojego dziecka pogoń tego maniaka jak najdalej. postrasz go policja, sadem,że dostanie sadowy zakaz zbliżania się do ciebie. Jeżeli twoi bliscy nie będa znali prawdy to nie będa mogli ci pomóc, tak,że: głowa do góry,pierś do przodu i walcz o spokój dla siebie i dziecka.