Ze swoim chlopakiem jestem juz ponad rok. Jak w kazdym zwiazku mamy lepsze i gorsze dni, wybuchaja klotnie i drobniejsze sprzeczki, jednak problemem jest jego zachowanie w takich sytuacjach. Najwieksza bzdura doprowadza do tego, ze przez dluzszy czas albo sie do mnie nie odzywa albo odnosi w nieprzyjemny sposob. Nie chodzi tu o wyzwiska, tylko o to, ze jest lodowaty i oziebly. Najmniejsze nieporozumienie budzi u niego watpliwosci co do tego czy powinnismy byc razem. Jezeli nasze zdanie na jakis temat jest inne, od razu dochodzi do wniosku ze do siebie nie pasujemy i jestesmy z dwoch roznych swiatow. Czuje sie niestabilnie i ciale sie boje, ze mnie zostawi. Z tego powodu czesto pierwsza wyciagam reke na zgode i przepraszam go w sytuacjach kiedy ewidentnie racja lezy po mojej stronie. Mam wrazenie, ze przez takie sytuacje on traci do mnie szacunek i wydaje mu sie, ze moze robic co chce, bo ja i tak puszcze to w niepamiec. Zdarzalo sie, ze mielismy ciche dni, czy tzw, przerwy, ktore ja odbieralam jako rozstanie. Na codzien bardzo sie kochamy i czuje, ze mu na mnie zalezy. Odnosze jednak wrazenie, ze on umie byc ze mna tylko na dobre, ale na zle juz niekoniecznie. Zwiazek kojarzy mu sie z sielanka i nie umie radzic sobie z problemami, ktore zdarzaja sie kazdym parom. W sytuacjach podbramkowych, bagatelizuje problemy i oskarza mnie o to, ze jestem malo zaradna. Mam cale zycie chodzic usmiechnieta, nie moge miec zlego humoru czy mowic, ze cos jest nie tak. Zauwazylam sie, ze moj facet w ogole mi sie nie zwierza, ze wszystkim stara radzic sobie sam i chce z naszego zwiazku uczynic taki "zaklamany raj", w ktorym sa problemy, ale mowic o nich nie mozna.
Oczywiscie w zaden sposob nie chce tu z nikim sie porownywac i odnosic skali swojego problemu do problemow dotykajacych innych. Po prostu zastanawiam sie w jaki sposob z nim porozmawiac, aby to poskutkowalo i cokolwiek sie zmienilo. Prosze o porade.
Podobne tematy
Napisałaś, że Twój partner umie być z Tobą tylko "na dobre". Ty również.
Przy lada różnicy zdań kucasz przed nim i udajesz małą, przestraszona dziewczynkę.
Przytakujesz nawet wówczas, gdy on ewidentnie nie ma racji.
Dlaczego to robisz? Dlaczego zagłaskujesz problemy? Nie odzywa się? Trudno.
Jest zimny i z dystansem? To omijaj go wielkim łukiem. Bojkotuj jego i takie jego zachowanie.
Wczesniej probowalam bojkotowac takie zachowanie, jednak skutkowalo to tym, ze albo on udawal, ze nic sie nie stalo, albo jego lodowatosc trwala za dlugo i znow sie lamalam. Moim problemem jest niecierpliwosc i to, ze jestem osoba bardzo pokojowa. Latwo przychodzi mi wyciaganie reki na zgode, robie to zazwyczaj dla tzw. "swietego spokoju". Chcialabym z nim porozmawiac i wprawic go w zastanowienie nad tym jak postepuje. Nie chce w zaden sposob z nim "walczyc" i stwarzac problemow do klotni. Zalezy mi na tym zeby on to zrozumial, to jak ja sie czuje w takich chwilach, zeby nauczyl sie dostrzegac swoje bledy i za nie przepraszac.
4 2012-01-09 00:20:13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-09 00:23:27)
Jeśli chcesz, by on dowiedział się o Twych uczuciach spowodowanych jego zachowaniem, to... powiedz mu o nich.
Jeśli zaś zależy Ci na tzw. świętym spokoju, to bardzo Ci współczuję i proponuję, byś pomyślała, że za kilka lat każdy Twój partner wejdzie Ci na głowę, będzie Cię lekceważył. A o szacunku do siebie, zapomnij.
***
Nie masz wpływu na jego zachowanie, ale masz wpływ na swoje. Skorzystaj z tego.
A propos tego, aby mu o tym powiedziec... on zapewne znow uzna, ze faktycznie jest do niczego i powinnismy sie rozstac. Nie jest dla mnie wystarczajaco dobry. Moj chlopak jest bardzo wyrachowany i zasadniczy. W kryzysowych sytuacjach jest twardy i mowi bardzo formalnym tonem. Ja jako osoba wrazliwa czasami sobie z tym nie radze. Ja placze, on przemawia do mnie lodowatym glosem. W koncu jakos dochodzimy do porozumienia, jedynie ja zostaje z urazonym ego. W tym rzecz, ze jesli bede postepowac inaczej niz dotychczas, on po prostu mnie zostawi.
Twój partner:
* często traktuje Cię z dystansem
* jest wściekły, gdy masz odmienne zdanie
* często grozi Ci zerwaniem
* wymaga posłuszeństwa i podporządkowania
* w sytuacjach kryzysowych jest wobec Ciebie twardy i mówi formalnym tonem (czyli z lekceważeniem)
* swoim zachowaniem doprowadza Cię do płaczu
* twierdzi, że do siebie nie pasujecie
* bagatelizuje problemy
* szantażuje Cię
* uznaje Cię za osobę mało zaradną, itd.
Faktycznie, dobry pan. Łaskawy pan. Pozwala Tobie siebie kochać. Powinnaś podejmować go pod kolana i być wdzięczną do końca swego życia.
Zgadzam sie z Wielokropkiem. Sama wspomnialas, ze dobry zwiazek to zwiazek na dobre i na zle. W kazdym, nawet najbardziej dobranym zdarzaja sie jakies konflikty, predzej czy pozniej. Czasami zdarza sie, ze partner w sytuacji konfliktowej zachowuje sie nieodpowiednio, ale kiedy emocje opadna, powinien nastapic czas na przeanalizowanie tej sytuacji i tego zachowania, odnalezienia rozwiazania. Jest czas na slowa "przepraszam, glupio sie zachowalem". Nie ma bagatelizowania.
Sama napisalas, ze dla Twojego partnera zwiazek to sielanka. I mysle, ze on celowo sobie te sielanka urzadza, ale Twoim kosztem. Wie, ze i tak pierwsza wyciagniesz reke do zgody, ze wszystko wybaczysz, ze bedziesz postepowac wbrew sobie, byleby tylko go nie stracic. Wie, ze nie musi sie starac, bo i tak wezmiesz na siebie jego wine i wszystko odwalisz za niego. Dobrze mu w poczuciu, ze jest panem i wladca, a Ty sluzaca.
Moja rada jest prosta: uciekaj od niego jak najdalej, bo skoro do tej pory sam z siebie nie mial wyrzutow sumienia, ze Cie rani, to tym bardziej nie bedzie ich mial pod przymusem. A na odchodne powiedz mu, ze partnerka idealnie do niego pasujaca jest chyba dmuchana lala - nigdy nie ma zlych humorow, pretensji i odmiennego zdania na jakis temat.
Też byłam tak traktowana przez partnera i nic z tego dobrego nie wyszło, dojrzałam do zakończenia związku, kiedy już popadłam w nerwicę depresyjną, z której się lecze, jednak u mnie były jeszcze kłamstwa i oszustwa.
Po upływie miesiąca od rozstania poczułam się lepiej i moje dobre samopoczucie z upływem czasu bardziej się rozwija.
Pracuję nad sobą i swoimi emocjami - nie pozwól, byś jak ja musiała się leczyć, by móc normalnie funkcjonować.
Będę tu zaglądać, bo mój były chce bym po raz 12 do niego wróciła, więc Twój i mój wątek postanowiłam czytać codziennnie ![]()
Z doświadczenia wiem, że rozmowy o problemach są niemożliwe z takim osobnikiem, bo dla niego największym problemem jest to, że powinien przeprosić, a tak trzaśnie sobie drzwiami, poczeka, aż Ty zmiękniesz i przepraszać już nie musi - u mnie tak właśnie było.
9 2012-01-11 20:47:11 Ostatnio edytowany przez mata hari (2012-01-11 20:48:22)
Miałam taki sam problem jak Ty i aleks911. Będąc osobą, która sobie nie da w kaszę dmuchać, to jest bardzo ciężko, bo taki typ to 'pan i władca' i wie, że nie odejdziesz, jest Ciebie zbyt pewny. Ja kiedyś pozbierałam się w sobie, tydzień myślałam nad tym czego od życia oczekuję i że to nie to w co się wpakowałam - przemyślałam sprawę i zerwałam. Tylko wtedy pan despota widział, że podjęłam pewnie decyzję, z której nie zamierzałam się wycofać. Niestety wtedy mu się przypomniało: rozmowy po nocach, pomagał mi w każdej sytuacji o każdej porze, mogłam dzwonić z płaczem z samego rana jak mi coś nie wyszło - zawsze był obok. No i postanowiłam dać mu szansę. Kilka miesięcy ok. Potem historia ze zrywaniem i wracaniem powtarzała się kilka razy. Teraz mam dość: nie będę nikogo przepraszać za to, że ktoś źle zrozumiał moje słowa i lecieć na zawołanie pana i władcy (mimo tych wielu dobrych chwil). Mi się wydaje, że jeżeli facet zachowuje się w ten sposób to dlatego, że jest Ciebie zbyt pewny, no ale z drugiej strony śmierdzi trochę despotą, za co ja dziękuję.
10 2012-01-11 22:58:32 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2012-01-11 23:02:28)
Powiem Ci, że mój chłopak też taki bywa. A raczej był na początku naszego związku. Nie będe opisywać bo Ty już to przedstawiłaś, może tylko u mojego było to mniejszego kalibru
W każdym razie u niego było tak, bo, jak mi po dłuższym czasie powiedział, podświadomie wiedział, że go nie zostawie, więc mógł mnie traktowac jak chciał. Ja byłam szaleńczo zakochana a on tak nie do końca. Podstawową sprawą jest pokazać takiemu człowiekowi, że nie jesteś jego własnością i możesz go zostawić jak Ci się zachce. Najlepiej to zrobić jak już się przeleje czara goryczy. Jak definitywnie nie ma racji to nie można o tym nie mówić. Pofocha się ale zobaczy, że masz swoje zdanie i nie ustąpisz. Trzeba troche zacisnąć zęby. I oczywiście porozmawiaj z nim, że zachowuje się jak rozpieszczony dzieciak a nie jak dojrzały mężczyzna. Jeżeli bedzie gorzej, przestanie się odzywac to wyjdzie na to, że widzi tylko siebie i autorytaryzm przekracza jego miłość do Ciebie. Jak to go ruszy i zmieni, to będzie dobrze, przynajmniej u mnie podziałało, tzn mojemu zdarzają się humory choć sam potrafi być mocno złośliwy, ale poza tym jest ok ![]()
Generalnie rzecz biorac zawsze dochodzimy do porozumienia. Moze jestem glupia, typowa dziewczyna, ale dla mnie duze znaczenie ma to jak facet o mnie zabiega i chce naprawic swoj blad. Nawet wtedy, gdy uzyje tylko slow: Kochanie nie gniewaj sie czy zaproponuje cos co zmieni nastroje. Chociazby: Glupio mi, ze klocimy sie o takie glupoty. Wyjdzmy na spacer dla ukojenia emocji. To naprawde jest cenne, nawet gdy nie zawiera konkretnego slowa: przepraszam.
Oczywiscie moglabym w takiej sytuacji zerwac z nim tak jak mowicie, ale czy kochajac druga osobe, to na pewno jest powod do tego by sie rozstac?
Zalezy mi przede wszystkim na tym, zeby zmienic jego zachowanie w takich sytuacjach, zeby nauczyl sie rowiazywac nasze spory na zasadzie obustronnego porozumienia, a nie moich slusznych czy nie slusznych przeprosin. Wiem, ze proba zmiany sposobu myslenia faceta graniczy z jakims cudem, ale na pewno mozna zrobic cos co go nakieruje na odpowiedni tor.
Uwazam, ze niekoniecznie powinno sie to rozgrywac w atomosferze klotni i zlosci...
Jakis pomysl?
rok czasu to jest mało, to bardzo krótki czas,
widzisz ty chciałabyś zmienić jego nastawienie do problemów a on pewnie myśli to samo,
przykro ci i płaczesz bo cie nie rozumie i nie widzi twoimi oczami...
problemy stare jak świat..
pomysł...nie zmieniaj go na siłę i siebie tez nie kształtuj pod niego, nie przepraszaj jeśli nie czujesz że zawiniłaś,mów co cie boli nawet gdyby sie to nie spotkało z aprobatom...
wiesz, czasami dobrze jest mieć świadomość tego co nosi w sobie partner...
ja mam np.taką przesadę w sobie że,jak partner wykazuje w moją stronę duże zainteresowanie to sobie myślę ze mnie kontroluje(ja mam bzika na punkcie wolności własnej)...ale on już zna to że tak mam i mi mówi ze śmiechem: tak, tak dzwonie żeby cie skontrolować he i sie sytuacja rozładowywuje...
dystans jest potrzebny chociazby dla własnego zdrowia
Mam dokładnie to samo, gdy mam inne zdanie w danej sprawie słyszę " mamy odmienne poglądy";/ Ale przecież niekoniecznie jego pogląd jest dobry! Ale nie przemówisz;/ Wiesz, ja zrobiłam tak,że przestałam się udzielać w ważnych sprawach ale nic nie pomogło;/ Moim zdaniem on czuje,że "ma Cię w garści" i nie musi wyciągać ręki bo wie,że TY to zrobisz.. Albo zacznie udawać nagle,że jest wszystko okey.
yyy więc zastanów się czy chcesz byc ze swoim facetem, skoro to Ty zawsze wyciągasz ręke,
związek polega na kompromisach ;p