maz ma cukrzyce spowodowana ostrym zapaleniem trzustki ktora przezyl cudem. Jestesmy razem 5 lat i pierwsze dwa lata przykladowo dbal o swoje zdrowie, kontrolowal cukier nie bral alkoholu do ust. Przeslanie od lekarzy; naduzywanie alkoholu w pana przypadku moze sie skonczyc tragicznie.
Od jakichs 2,5-3 lat wszystko sie uwstecznia. Nie mierzy cukru twierdzac ze tyle lat zyje z chorob ze czuje ile musi wziac. Zaczal rowniez pic. Zdarzaly sie upijania na maksa, codziennie jest piwo lub dwa lub wiecej, nie wiem i nie chce tego kontrolowac. Niekontrolowany poziom cukru rzadzi humorem i nastrojami mego meza. Jesli ma dobry dzien i niewiele wypil zachowuje sie normalnie. Jesli nie: jest wsciekly, czasem agresywny, zachowuje sie nieracjonalnie albo przesypia wieczor.
Nasze malzenstwo nie istnieje. Zyje z obcym czlowiekiem. Sex nie interesuje go zupelnie. Mielismy tyle rozmow i klotni, powiedzialam ze jesli nie zacznie sie kontrolowac to nie ma sensu byc nadal razem bo to nie malzenstwo. Na chwile jest lepiej potem znow powtorka. Ile juz razy slyszalam zapewnienia ze od teraz to ....... Czasem marze wrecz o spakowaniu walizek i zyciu gdzies bez tej emocjonalnej hustawki i zastanawiania sie kiedy cos mu sie stanie. Mamy syna, 4 lata. Zawsze twierdze ze nadal trwam przy mezu dla dziecka ale co nasze dziecko z tego ma? Ojca nie widuje zbyt czesto. Juz przestalam wierzyc ze cos sie zmieni. Trwam w oczekiwaniu na jego chorobe albo smierc. Moze lepiej jest odejsc?
Podobne tematy
Jeśli go nie kochasz, wasze małżeństwo nie istnieje, seksu brak, mąż nie interesuje się synem, a dziecko widzi, jak się kłócicie, to na co jeszcze czekasz?
Ty masz emocjonalną huśtawkę, a syn to co ma? Jakie wzorce wyniesie z domu?
Gdybyś nie miała dziecka, to mogłabyś np. próbować namówić męża na terapię. Bo takie uwstecznianie się pachnie mi depresją. Ale jest dziecko, które powinno mieć szczęśliwą mamę i szczęśliwego tatę. A skoro ojciec ma je gdzieś...
Tak, masz racje.
Czy go nie kocham? Nie kocham tego czlowiek kim jest teraz. Z drugiej strony jest to choroba, to czym sie stal jest wynikiem zaniedbanej choroby. Cukrzyca jest czesto bagatelizowana ale teraz na wlasnej skorze przekonalam sie co to jest. Czasem porownuje to do schizofrenii.
W sumie chyba sama wiem co mam robic dalej. Dzieki.
Jesli ktos mial podobne przezycia prosze o doswiadczenia.
kochana ! mam podobne doświadczenia domowe. mój ojciec urodził się słaby genetycznie... po 30 miał uraz kręgosłupa. od tamtej pory zaczął pić... zaczęło się od kilku piw, potem już 9 dziennie... i tak codziennie. po kilku latach rozwalona totalnie wątroba - wirusowe zapalenie typu B. wiadomo musiał przejść na dietę, zazywać leki. trwało to rok czasu. po tym bardzo wyzdrowiał... więc znów zaczęło się picie... i znów kilka piw dziennie, potem 10, potem jakieś balsamiki, wódeczki... jak miałam 16 lat ojciec zachowawał się już jak psychol... w połączeniu z lekami zrobił się bardzo agresywny, rzucał się do nas z nożem... wykręcał ręcę, bił... ale mama zawsze mówiła : BRUDÓW SIĘ NIE WYNOSI Z DOMU. chciałam nie raz dzwonić na policję a ona że nie... bo wstyd przed sąsiadami. postanowiła że zacznie nad nim sama pracować... postraszyła go rozwodem.... parenaście razy spali osobno... ojcu dało do myślenia... wziął się za siebie, mniej zaczął pić, mama stała się wręcz nietykalna, idealna. a ja jako jedynaczka obrywałam za wszystko
wiecznie co by się nie zepsuło na mnie, krzyki na mnie, wyzwiska, znęcanie psychiczne. z nastolatki zaczęłąm się czuć jak baba 80 letnia co już chce umrzeć bo ma dosyć życia. łapały mnie różne depresje, szukałam towarzystwa co mnie będzie wieczorkami wyciągać z domu, zaczęło się picie, palenie, dyskoteki... mój raj bo odpoczywałam od ojca. tak sobie dotrwałam do 20... urwały się kontakty ze złym towarzystwem ... zaczęła się depresja bo co dalej... już nie mam nic co będzie dla mnie odskocznią od ojca. musiałam siedzieć w domu... i znów słyszałam krzyki ojca itp. w tym momencie ojciec potrafi wypic flaszkę i nie opić się.... ale alkohol mu zrył psychikę
strasznie mi uprzykrza życie... pisałam nawet w innych watkach. matka go nie zostawi bo kocha.
morał taki : pomóż męzowi puki wcześnie... jeśli nie będzie chciał się zmienić zostaw go bo naprawdę szkoda waszego zdrowia i psychiki. ja mam teraz 21 lat i jakoś nie widzę radości w życiu. mam chłopaka i czekam na to aż się zaręczymy i stworzymy rodzinę... jest normalny ...przynajmniej normalniejszy jak ja. mam nadzieję że uciekniemy daleko od ojca.
nie dopuść tez do tego że podczas ratowania rodziny przeoczysz swoje dziecko. tak jak moja matka. o mnie zapomniała i doprowadziła ona że nienawidzę ojca
robiła tak żeby między nimi dobrze się układało ale nic nie zrobiła zeby układało się między mną a ojcem.
Dziekuje za wpis. Wczoraj znow scena, a dzis puste puszki po piwie i drinkach. Zastanawiam sie kiedy szlag trafi jego kawalek zdrowej trzustki.
alkohol wyjada mózg ... pijący jak dziecko - ciężko wytłumaczyć bo on i tak wie co dla niego dobre. nie zdaje sobie sprawy że to kwestia kilku lat i znów mu coś się stanie jakaś choroba będzie. najgorsze co może być jak alkohol źle wpływa na psychikę wtedu odbija się na całej rodzienie
nie da się żyć. aż wstyd przyznać ale ja czasami sie dziwię że nienormalnie to i ciężkie do uwierzenia że można żyć spokojnie i zwyczajnie. całe życie mam istny " burdel " .... nie wiem czy nauczę się żyć inaczej niż dotychczas... boję się że będę taka sama jak on... pić napewno nie będę bo mnie po 1 piwie juz odrzuca ... 3 piwa a ja pijana. ale boję się że będę taka agresywana.
oby Twój syn nie miał takiego nastawienia jak ja i takich przeżyć. pocieszenie że niektórzy mają gorzej gdy mają ojców czy matki menelów którzy wolą być bezdomni... niż żyć jak cywilizowani ludzie. dobrze że mój ojciec nie siedzi pod sklepem i pije, że nie sprowadza kolegów ... tyle plusu z tego wszystkiego