Witam szanowne forumowiczki,
Pytanie kieruje do wszystkich, którzy są w stanie w jakikolwiek rozsądny sposób mi pomóc. Nie interesują mnie nieprzemyślane, głupkowate, nieżyciowe (choć mój problem jest taki... nieżyciowy) i złośliwe odpowiedzi. Jak mawiał Tuwim "błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia nie oblekają tego faktu w słowa" - tak więc proszę - nie komentuj jeśli nic sensownego Ci się nie nasuwa.
Do rzeczy:
Marzeniem jest jak się co poniektórzy zdążyli domyślić - pewna dziewczyna - mógłbym rozpisywać się o tym jak jest wspaniała, ale jestem pewien, że byłbym subiektywny, więc sobie daruje. Znam ją 7 lat... nie chcę opisywać poszczególnych etapów znajomości, ale powiem tylko, że wiele wskazywało na to, że kiedyś ja podobałem się jej bardziej niż przeciętny facet, a ostatnimi czasy nie byłoby dziwnym gdyby to Ona domyślała się jak bardzo sama mi się podoba. Rzecz jasna sytuacja wcale nie jest tak prosta jak ją przedstawiłem - ja, w czasach kiedy podobałem się jej miałem dziewczynę. Rozstałem się z nią rok temu... równo rok temu - w Boże Narodzenie. Kiedy zorientowałem się, że Ona podoba się mi? 3 może ponad 4 lata temu. Wcześniej traktowałem ją jako świetną koleżankę może nawet byłaby przyjaciółką gdyby nie fakt, że moja dziewczyna była tak zaborcza, że wykasowała mi jej numer telefonu. Zrozumiałem z czasem, że to bez rozmów z Nią czuje się dziwnie, bez jej uroczego uśmiechu i tych czułych, uśmiechniętych oczu. Biłem się z myślami. W końcu Ona też ma faceta. Są ze sobą 5 lat, ja rozstałem się ze swoją dziewczyną po ponad 5 latach. (mam 24 lata). Teraz gdy jestem sam jest mi jeszcze gorzej - wcześniej miałem cel - rozstać się z dziewczyną tak żeby ta nie cierpiała (dziś jest szczęśliwa - chyba - w związku z innym), miałem cel upewnić się w swoim uczuciu i udało mi się. Teraz... stoję przed decyzją - powiedzieć jej o tym jak bardzo mam do niej słabość, co do niej czuję i postawić na szali to co mam teraz, czy nie ryzykować - w końcu mogę stracić kontakt z najbliższa mi kobietą. Boje się, że stracę z nią kontakt. Wiem, że Ona mnie bardzo lubi, wiem, że traktuje mnie poważniej niż kolegów, ale nie wiem czy to nie jest po prostu zwykła przyjaźń. Poza tym jest w związku - czy warto ryzykować czyjeś szczęście, jeśli ich związek jest udany tylko po to by oznajmić komuś swoją miłość i to wszystko spieprzyć (bo przecież tak może się zdarzyć). Czasami żali mi się, że straciła zaufanie do swojego faceta, czasami żartuje w sposób dwuznaczny (np mówiąc, że jej chłopak wie, że my (czytaj ja i Ona) będziemy razem, że chciałaby mnie pocałować, żeby mieć porównanie albo wielce rozbawiona żartuje, że kiedyś (tj te 6-7 lat temu) była na mnie, tu cytuje "zjarana jak małolatki na swojego idola". Oczywiście powierzchowność tego tekstu wynika z abstrakcyjnego porównania, a nie z jej płytkości. (czy ja jej bronię przed złymi opiniam?:))
Wydaje mi się, że wyraziłem się jasno - chcę więc spytać Was drogie dziewczyny/kobiety - czy powinienem wyznać jej co czuje i ewentualnie stracić najbliższą mi przyjaciółkę, czy darować sobie i liczyć na łut szczęścia tj na ich cudowne rozstanie?
Być może to głupie, ale postawcie się w mojej sytuacji - to najdroższa mi kobieta, jest zadowolona ze swojego związku chociaż czasami rzuca dziwne aluzji (kiedyś spytała mnie - jak byłem jeszcze z dziewczyną - czy jeśli Ona byłaby wolna i ja też to czy mogłoby coś między nami być - nie odpowiedziałem). Proszę również abyście nie brały jej tekstów aż za bardzo do siebie - ja mogę dopisywać im znaczenia, ale być może to były naprawdę zwykłe żarty.
Pomóżcie! Z góry dzięki:)