netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Finanse w związku

76 odpowiedzi16 844 wyświetleniazałożony przez Tendre77, 23.12.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 77 ]

1

Temat: Finanse w związku

Chciałabym opisać swoje wątpliwości i usłyszeć byćmoże inny punkt widzenia. Zobaczyć jak to jest u was. Zależy mi zwlaszcza na opiniach kobiet i mężczyzn po przejściach. Jak to jest u was, jak to rozwiązujecie?
Jestem kobietą po przejściach, mam dzieci. Do tego nieźle zawsze radziłam sobie finansowo... i tu jest pies pogrzebany moi mężowie zarabiali podobnie... po jakimś czasie jednak wyglądało to tak, że ja utrzymywałam dom, dzieci, spłacałam kredyty... a oni się "dokładali".
Wiem, że jestem kobietą KKZB i leczę się z tego. Ale z tym trzeba walczyć już chyba całe życie.
Do sedna - teraz jestem w nowym związku i aby nie popełnić ponownie błędu - "ja utzymuję nas... a on zarabia na siebie i swoje potrzeby" od początku wyraziłam swoje wątpliwości i określilam jasno jak sytuacja finansowa ma wyglądać i jak ma dokładać się do domowego budżetu. Ja płacę kredyt za mieszkanie, utrzymuję dzieci, siebie, opłacam rachunki, place za jedzenie - On dokłada na częśc rachunków, jedzenie, środki czystości - stałą kwotę.
Pomimo co jakiś czas wybuchaja duskusje, są problemy z jego terminowym rozliczaniem się z zobowiązań. Wszystkie inne kwestie w związku są na super poziomie. Ale boję się, że ta finansowa znowu spowoduje rozpad, zwłaszcza że jestem już baaardzo ostrożna i chyba przewrażliwiona na tym punkcie.

Jak wygląda to u was?

2

Odp: Finanse w związku

Ja jestem młoda, ale może się tez wypowiem. Mieszkamy razem od pół roku. Ja płace za jedzenie, ktorego nawiasem mówiąc niewiele zjadamy *około 600 - 700 zł), poniewaz mamy obiady w pracy. On opłaca mieszkanie, rachunki, samochód - swój, chociaz oczywiscie gdy jest potrzeba to mnie wiezie. Z tymm, ze ja zarabiam dużo, duzo mniej, stąd ten dość niesprawiedliwy podział.

3

Odp: Finanse w związku

No właśnie ... to zrozumiałe
Zależy natomiast mi na opiniach osób z dorobkiem. On wprowadza się do mnie. Ma dzieci i alimenty. Nie chcę by On zarabiał tylko na siebie i swoje zobowiązania.

4

Odp: Finanse w związku

Witaj.

Tendre77 napisał/a:
Miedzy_niebem_a_ziemia napisał/a:

Ja jestem młoda, ale może się tez wypowiem.

Zależy natomiast mi na opiniach osób z dorobkiem.

Na forum każdy ma możliwość wypowiedzenia się, wyrażenia swojej opinii, jeżeli jest osobą pełnoletnią. Zatem uszanuj to, że dziewczyna włączyła się do dyskusji - inni pewnie też się wypowiedzą, z różnym bagażem osobistych doświadczeń i przedziałem wiekowym.

Jest takie przysłowie: "Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi". W Twoim przypadku warte zastosowania. Inaczej okradasz siebie i swoje dzieci.

Pozdrawiam.

5 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-12-23 12:27:27)

Odp: Finanse w związku

W moim związku nigdy nie było podziału kasy typu ja płacę za to ona płaci za to. Kasa jest wspólna plus każdy zatrzymuje sobie jakiś grosz na swoje wydatki. Twój zwrot ,,są problemy z jego terminowym rozliczaniem się z zobowiązań" przypomina mi bardziej podejście pracownika firmy windykacyjnej niż partnerki smile. Ale skoro coś ustaliliście to powinien się z tego wywiązywać. Jeśli nie to może pewnego dnia zabraknąć rano pasty do zębów albo chleba na śniadanie przecież za to miało zapłacić Twoje kochanie smile.
Może się czegoś nauczy smile.

6

Odp: Finanse w związku

żyworódka... dlatego napisałam, że to zrozumiałe
oczywiście każdy punkt widzenia jest dla mnie istotny i za każdy głos w dyskusji dziękuję... a zrozumienie to dotyczyło tego, że jest duża różnica w zarobkach i są na dorobku. Ja w pierwszym związku kiedy byliśmy na dorobku i składaliśmy się oboje na wspólne życie inaczej patrzyłam. Teraz mając dzieci i zobowiązania też oczekuję innych rozwiązań dostosowanych do obecnej sytuacji

7

Odp: Finanse w związku
zwykły facet napisał/a:

są problemy z jego terminowym rozliczaniem się z zobowiązań" przypomina mi bardziej podejście pracownika firmy windykacyjnej niż partnerki smile. Ale skoro coś ustaliliście to powinien się z tego wywiązywać. Jeśli nie to może pewnego dnia zabraknąć rano pasty do zębów albo chleba na śniadanie przecież za to miało zapłacić Twoje kochanie smile.
Może się czegoś nauczy smile.

no właśnie... dobre
widzisz, dlatego mam obiekcje aby dopominać się o to "rozliczenie" bo nie chce byc windykatorem. Ale nie może byc też tak, że Ja Go kocham więc Go utrzymuję i nie dopominam się o kasę, a On mnie kocha, i to wystarcza...

Wiem, że opinie mogą być bardzo różne, szukam rozwiązania bo jako kobieta za bardzo kochająca, mam tendencję do odpuszczania, usprawiedliwiania, w imię mojej wielkiej miłości...

8

Odp: Finanse w związku

U nas to jest tak. Kazdy ma swoje konto i swoje zobowiazania. Maz ma kredyt i samochod, prad oraz gaz. Ja mam telewizje, internet, telefon. Jedzenie kupujemy wspolnie. Bo skoro on jest w sklepie a wie ze w domu nie ma mleka to co? Nie kupi tylko mnie wysle? Nie mamy kolejek w kupowaniu jedzenia. Jak mam ochote to ide do sklepu i robie zakupy na obiad i ciasto dla nas a jak on chce to sam ogolaca sklep i przywozi mi je do domu proszac o obiad. Uwazam ze jak dwoje ludzi mieszka razem to powinni oboje placic rachunki. W koncu oboje uzywaja wody czy swiatla. Dlatego nie rozumiem dlaczego ty za wszystko placisz? Wszystkie rachunki. Rozumiem kredyt ktory jak mniemam jest na twoje nazwisko, rozumiem po trochu dzieci ktore sa w wiekszosci twoje (jesli twoj obecny partner nie jest ich biologicznym ojcem ani nie przeprowadziliscie procesu adopcji) ale dlaczego cala reszte? Mieszka z wami? Tak. Uzywa wody? Pewnie. Pali swiatlo w lazience jak korzysta z toalety? Podejrzewam. To niech on placi za te media. Czemu zyje jak truten?

9

Odp: Finanse w związku

Sadie - On oczywiście się dokłada. To nie jest tak, że jest trutniem, ale ciągle są spięcia na tej lini, bo pomimo, że uzgodniliśmy stałą kwotę, którą on wkłada do budżetu na koszt wspólnego życia, to stale słyszę "nie mam, bo musialem pożyczyć, nie mam, będę miał w przyszłym tygodniu bo premia, bo praca, bo dzieci..." a ja rachunki, kredyt i jedzenie muszę kupić na bieżąco i nie mam jak jego wkladu brać pod uwagę. Uważacie, że jestem przewrażliwiona?

Wiem, że mogą się posypać gromy, że jak jesteśmy razem to powinno być wspólnie, ale...
Przez całe życie pracuję, dorabiam się, spłacam kredyt... i teraz miłość ... on wprowadza się do mnie... ponieważ to moje mieszkanie to ja płacę kredyt... to ja płacę za telewizor, ekspres, meble... On mieszka i korzysta z tego wszystkiego bo to jest przecież MOJE...
to może sprawiedliwie byłoby, żeby to On kupił mieszkanie i spłacał kredyt, a ja na pół roku wprowadze się do niego...

10

Odp: Finanse w związku

Jeśli mieszkacie razem to przyznam, że dla mnie to jest dziwne zachowanie. Jeśli ktoś się decyduje na związek to powinien brać pod uwagę wszystkie aspekty wspólnego życia dzieci,kredyty itp. Dla mnie to trochę zalatuje wykorzystywaniem sytuacji. Mam kobietę która dobrze zarabia za wszystko płaci więc nie muszę się wysilać a jak zacznie zrzędzić o kasę to coś się wymyśli i tyle...

11

Odp: Finanse w związku
żyworódka napisał/a:

Na forum każdy ma możliwość wypowiedzenia się, wyrażenia swojej opinii, jeżeli jest osobą pełnoletnią. Zatem uszanuj to, że dziewczyna włączyła się do dyskusji - inni pewnie też się wypowiedzą, z różnym bagażem osobistych doświadczeń i przedziałem wiekowym.

Z całym szacunkiem do Miedzy_niebem_a_ziemia - owszem, forum dyskusyjne jest po to, by każdy mógł przedstawić swoje zdanie. Ale skoro autorka od początku napisała, że zależy jej na opiniach konkretnych osób po konkretnych przejściach, to czemu tego nie uszanować? Po co Tendre77 ma się przedzierać przez gąszcz niepotrzebnych jej postów?


A na temat: Tendre, chyba nie potrzebujesz pytać, jak to jest u nas, bo co Ci to da? Zastanów się, co i dlaczego robisz źle? Przyciągasz samych pasożytów. Ten sam problem miałaś z mężami, ten sam masz z obecnym partnerem, więc robisz coś, co pozwala KAŻDEMU widzieć w Tobie osobę, którą można, za przeproszeniem, wydoić, a szanować nie trzeba. Po co Ty w ogóle otwierasz u siebie darmową noclegownię i jadłodajnię? Po co przyjmujesz te wszystkie sierotki pod dach Twój i Twoich dzieci?

12

Odp: Finanse w związku
BabaOsiadła napisał/a:

Tendre, chyba nie potrzebujesz pytać, jak to jest u nas, bo co Ci to da? Zastanów się, co i dlaczego robisz źle? Przyciągasz samych pasożytów. Ten sam problem miałaś z mężami, ten sam masz z obecnym partnerem, więc robisz coś, co pozwala KAŻDEMU widzieć w Tobie osobę, którą można, za przeproszeniem, wydoić, a szanować nie trzeba. Po co Ty w ogóle otwierasz u siebie darmową noclegownię i jadłodajnię? Po co przyjmujesz te wszystkie sierotki pod dach Twój i Twoich dzieci?

!! trafiłaś w sedno!! to prawda przyciągam pasożytów!! ale myślałam, że tym razem będzie inaczej... postawiłam sprawę jasno... tylko, że po kilku miesiącach zaczyna się to samo... jęczenie... nie dotrzymywanie zobowiązań... a winna jestem ja... bo się upominam, a przecież co to za miłość skoro się upominam

chcę byc twarda i dbać o własne interesy i swoich dzieci, staram się jednak w tym wszystkim być sprawiedliwa i widzieć też stanowisko i argumenty drugiej strony
Dlatego pytam jak to jest u was rozwiązane, przecież nie jestem jedyna osobą, która jest po kilku związkach i układa sobie życie po raz "n-ty". Too forum jest pełne kobiete z "jajami", zależy mi na ich "chłodnym" wypracowanym spojrzeniu.
Wielkie dzięki :-)

13

Odp: Finanse w związku

Właściwie to rachunek jest prosty. Nie może być takiej sytuacji, że Ty płacisz za wszystko a on się dokłada. Z jakiej racji? dokładać to się można jak się śpi na kanapie u przyjaciela ze 2-3 razy w tygodniu, a nie jak się wprowadza do kogoś.
Jego wykręty "nie mam, pożyczyłem, zapłace  w przyszłym miesiącu" są dowodem na to, że on wie, że Ty i tak go utrzymasz, bo masz pieniądze. Niech spróbuje zadzwonić do np TP i im powiedzieć, że nie zapłaci rachunku, bo nie ma bo pożyczył. Na pewno powiedzą mu "och dobrze, to my za pana założymy, ale prosze się postarać w przyszłym miesiącu". Żart, i Ty musisz tak samo postępować.
Prąd i i wodę powinniście dzielić 2/1, ponieważ Ty masz dzieci i razem z Tobą więcej zużywacie niż on jeden. Natomiast ogrzewanie, telewizor, internet i co tam jeszcze na pół. Prosta sprawa. I nie możesz dać się wciągnąć, że on nie ma. Nie jesteście małżeństwem, nie macie wspólnego majątku w związku z tym nie masz żadnego formalnego prawa, żeby za niego poręczać. Nie daj się dziewczyno, bo widze, że on taki pasożyt- darmozjad.

14

Odp: Finanse w związku

Tendre77 -mysle ze nie powinnas miec zadnych oporow upominania sie o finansowanie.Tu moze sie naraze mezczyzna ale wiekszosc z nich to wygoni panowie,jakby nie bylo to napewno gotujesz ,sprzatasz,pierzesz ....... to sie nie liczy.....!!!!!!pilnuj swoich finansow,dzisiaj jest rzadkoscia aby spotkac takiego faceta ktory bedzie dbal o Twoje dzieci,bedzie raczej dbal o swoje ale i zdarzaja sie tez takie egzemplarze ze nie beda dbac o Twoje i swoje !!!powodzenia !!

15

Odp: Finanse w związku

Mnie niestety utrzymuje dziewczyna, niestety, bo czasem źle się z tym czuję. Taki darmozjad wink Ona nie widzi w tym nic złego i że jak zacznę pracę to wtedy pomyślimy.

16

Odp: Finanse w związku

Co to w ogóle znaczy, że się "dokłada"???  Ja się dokładałam co najwyżej na wódkę ze znajomymi.

Moi rodzice zawsze powtarzali, ze na moje opóźnienia żaden bank, dostawca prądu, gazu, wody, spółdzielnia nie będą czekali bez wyciągania konsekwencji. I jeśli zobowiązałam się zapłacić za internet, czy ratę za prąd- nie było, ze nie mam. "Jak nie masz- idź i znajdź". Teraz, kiedy mieszkam już osobno- nie ma rozliczania, kto za co zapłaci i ile. Masz kasę- odłóż trochę dla siebie, ale resztę wrzucasz do wspólnego worka. I wtedy zastanawiamy się- jak za wszystko zapłacić. Mam zapłacić za kartę kredytową zaciągniętą "przed" związkiem- ok, ale nie oznacza to, że mam usprawiedliwienie i mogę darować sobie część "wspólną"- szczególnie media i jedzenie.  Postaw się, coś mi mówi, że usprawiedliwiasz go sama przed sobą i pobłażasz mu ze względu na to, ze masz dzieci i czujesz się za nie odpowiedzialna w pojedynkę. Nie tak to ma wyglądać. A skoro on zamieszkał pod Twoim dachem, to on powinien czuć się zażenowany, że go w tym względzie utrzymujesz.
I skoro była już rozmowa- przypominaj mu o tym, bo i on zgadzał się na pewne warunki. Dlaczego Ty masz dotrzymywać niepisanej "umowy" a on nie? Ma jakiś immunitet na niezależność finansową? Co on- rajski ptak, utrzymywany dla przyjemności, żeby czasem zaćwierkał ku uciesze domowników? Jakbyś chciała coś utrzymywać, kupiłabyś sobie zwierzątko.

17 Ostatnio edytowany przez KrólowaKurnika (2011-12-25 18:08:23)

Odp: Finanse w związku

Pewne jest to, że taka sytuacja nie może mieć dalej miejsca. Facet musi zacząć dokładać się do jedzenia, do środków czystości i wszystkich rachunków.
Musi nauczyć się, że najpierw załatwia się najważniejsze sprawy finansowe, a dopiero potem ewentualnie pożycza się komukolwiek pieniądze. Jeżeli się do tego nie dostosuje, to nie będzie sensu ciągnąć tego dalej.

Jesteś kobietą po przejściach. Po tym co piszesz wnioskuję, że należysz do osób obrotnych, zaradnych, ambitnych. Wychowujesz dwójkę dzieci. Potrzebujesz partnera w związku, który będzie dotrzymywał Ci kroku. Kompana, który będzie myślał o wspólnym życiu poważnie. Darmozjad z którym nic nie można zaplanować, któremu miałabyś sponsorować dach nad głową tylko dlatego że go kochasz, stanowczo odpada.

18

Odp: Finanse w związku

Witaj,zdołował mnie twój post...kobieta po przejściach jak ja i znów jakieś problemy.Czyli u nikogo nie ma długo i szczęśliwie.Takie zachowanie nie wróży dobrze.ja bym zrobiła eksperyment i powiedziała:kotku przez to że się nie dokładasz ja jestem bez grosza,nie mam na ciucha,dzieci chodzą w starych nic nie mogę odłożyć a mam tyle planów.Milutko i słodko.Jak przytaknie a potem będzie się odgrywał i stroił fochy to nie jest dobrze.ja tak zrobiłam,niby się zgadzał ale tym że powiesz co myślisz człowieka nie zmienisz.dziś on utrzymuje swój samochód,płaci swoje i mamy rachunki,kupuje do domu to co on uzna za stosowne a ja nas żywie z pensji 1000zł.nie mam pojęcia ile zarabia,pewnie ok 5 tys,nie pyta mnie o zdanie gdy coś kupuje.mieszkamy u niego,mieszkanie na jego mamę i jeszcze ma pretensje że nie dokładam się do zabudowy w kuchni...a nie mamy nawet ślubu.nic u nas nie jest moje.więc proponuje albo znosić albo się konsekwentnie kłócić.ja tak robiłam i byłam krok od wyprowadzki.Faceci to świnie

19

Odp: Finanse w związku

A znasz to? Kochajmy sie jak bracia liczmy sie jak Zydzi.
Milosc swoja droga a finanse swoja. Sama miloscia czlowiek nie przezyje.
Dla mnie facet ktory unika odpowiedzialnosci finansowej to czerwony alarm w glowie. Mezczyzna nieslowny i niekonsekwentny. Jesli sytuacja sie nie poprawi to albo powazna rozmowa albo pokazac drzwi. Bo im dalej w zajomosc tym gorzej bedzie.

20

Odp: Finanse w związku

Znam taką rodzinę, klasycznie 2+1. Byłam świadkiem w sklepie spożywczym. On kupuje cos dla siebie za swoje pieniadze, ona kupuje dla siebie i dziecka za swoje. Patologia.

21

Odp: Finanse w związku

Witajcie moje drogie Panie. Przyszło nam żyć w czasach, gdzie to faceci są na naszym utrzymaniu. Za bardzo pokazujemy im ,że dobrze sobie radzimy w zarabianiu ( czasani niewielkich kwot), z prowadzeniem domu, wychowywaniem dzieci i innych czynności, a oni to wszystko wykorzystują. Gdy robi się źle, albo cos nie pasuje to winę zwalają na nas, zostawiaja z wszystkim na głowie i odchodzą. Tak, ja właśnie  doświadczyłam podłości od byłego partnera. Bylismy 10 lat razem. Zaczęło sie psuć, jego dziaolalnośc padala, bylo coraz trudniej finansowo, ale nie szukał nowych zleceń - pewnie myślał, że ja za niego je zdobędę. W rezultacie zostałam sama z dzieckiem, z jego dlugami ( żyrowałam mu kredyt). Sama nawet nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, nasuwają mi się nawet mysli samobójcze.

22 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-12-26 16:31:33)

Odp: Finanse w związku
Sarenka napisał/a:

Znam taką rodzinę, klasycznie 2+1. Byłam świadkiem w sklepie spożywczym. On kupuje cos dla siebie za swoje pieniadze, ona kupuje dla siebie i dziecka za swoje. Patologia.

Sarenko, dlaczego zaraz patologia?
Co rodzina to pomysł na finanse, problem pojawia się dopiero wtedy gdy nie dotrzymywane sa warunki umowy, tak jak u autorki wątku.

Na poczatku jest oczekiwanie na zmianę, sytuacja staje się coraz bardziej napięta...i zrywamy "umowę" albo negocjujemy aneks mając nadzieję na poprawę.

16l z pasożytem nauczyło mnie jednego-im mniej wspólnego, tym lepiej.
Obecnie sama dbam o utrzymanie swojego domu, dzieci a mój mężczyzna o swoje sprawy.
Mieszkamy razem 6 rok - u niego.
Moje dzieci mieszkają w moim domu i są już dorosłe ale jeszcze nie zupełnie samodzielne finansowo. Pomocy finansowej ojca  nie miały. A nie wyobrażam sobie, by obcy dla nich facet płacił na ich utrzymanie.

Życie codzienne:
Mamy umowę terytorialną czyli to co trafia do jego domu płaci on, co do mojego płacę ja.   Zasada bardzo prosta.

Zapełnianie lodówki to u nas sprawa myśliwego skoro to ja spędzam czas w kuchni. Jak nie zrobi zakupów to nie dostanie papu.
Niedocenianie własnego wkładu w organizacje domu jest błędem. Moja praca w ugotowanie obiadu miałaby byś nic nie watra?
Szanujmy się to i nas będą szanować smile

Inwestycje np:
Przeprowadzałam u siebie remont instalacji, zrobił projekt, udzielił porad, nadzorował ale to ja finansowałam. Moje zaangażowanie w wygląd jego domu jest jeszcze większe, bo na co dzień tam mieszkam ale zasada obowiązuje.
Oczywiście jak jego fundusz nie uwzględnia jakiegoś bibelota to przecież nikt mi nie zabrania kupić big_smile

Kochamy się, wspieramy, radzimy, dbamy...ale nie mieszamy do tego finansów.

Myślę, że młode mężatki mogą nie zrozumieć mojego podejścia do tej sprawy. Ale ja dużo przeszłam przez mieszanie uczuć z pieniędzmi. Teraz dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo.

Tendre, a Twój mężczyzna miałby się gdzie wyprowadzić gdybyś już nie chciała czekać na poprawę sytuacji?

23

Odp: Finanse w związku

Widzę, że same zaradne babeczki się wypowiadają, macie rację. Nie mogę czuć się jak "zobowiązana" bo mam dzieci, w których wychowanie On się angazuje /Alleluja o wiele bardziej niż tatusiowie/ bo w końcu macie rację, Ja robię wszystko i do tego finasnuje dom, więc dlaczego On ma robić albo jedno albo drugie, albo pomaga, albo dokłada się finansowo.
Przeprowadziliśmy rozmowę i postawiłam sprawę na ostrzu noża, nie chcę być już ostatnia w ogonku zobowiązań.

Wiemy o ile łatwiej jest jak ludzie wspólnie dorabiają się od zera w małżeństwie, a tutaj człowiek już pokiereszowany i w dodatku z doświadczeniami złymi, ostrożny, przewrażliwiony ... i dobrze bo nie tak naiwny... miłość to nie tylko górnolotne słowa... to oparcie, szacunek, wspólne zobowiązania. To dla nas jest wartością.

dorcia2003 masz rację - pokazujemy, że sobie radzimy, pokazujemy, że umiemy, że zrobimy i zapędzamy się w robienie wszystkiego i płacenie za wszystko, bo przecież nie chcemy okazać słabości... czasami probowałam trochę okazać się słabsza, to w zamian słuchalam "no ale jak to, to sobie nie radzisz, może jesteś rozrzutna, zrezygnuj z tego czy owego"!! A dlaczego mam rezygnować z czegoś, bo on sobie nie radzi...

Od poprzedniego partnera często słyszalam, że powinnam dokladać do niego, bo co to za związek kiedy mnie stać na wszystko a jego nie? Więc jadąc np na wakacje miałam wybor - jadę sama i zajmuję się dzieckiem sama na urlopie, albo biorę go ze soba i płacę za niego... pomysł do kitu, bo przez cały urlop słuchalam, że on wypoczywa bo jest na urlopie, a za dziećmi latałam ja...

24

Odp: Finanse w związku
dayzi napisał/a:

Tendre, a Twój mężczyzna miałby się gdzie wyprowadzić gdybyś już nie chciała czekać na poprawę sytuacji?

właśnie nie... do tej pory wynajmowal mieszkanie, bo swoje właśnościowe zostawił byłej żonie, oczywiście zrobił to dla dzieci... bardzo wygodnie

pechowa29 - coraz wiecej jest kobiet po wielokrotnych przejściach, a to dlatego, że nie chcemy godzić się na bylejakość i walczymy o swoje

dorcia2003 nie myśl negatywnie... jesteśmy kobietami, jesteśmy silne, do tego masz dziecko! finanse to walka o godne życie i sprawiedliwość, ale nie koniec świata. Ja bardzo długo spłacałam długi poprzednich związków, głupio wspierałam i pożyczałam, by nawet słowa dziękuję nie usłyszeć... nigdy więcej nie dam się wrobić w taką "miłość" zwłaszcza jednostronnie korzystną!!

doradzajcie, piszcie!! to dla mnie bardzo ważne i dla wielu kobiet zapędzonych w robienie wszystkiego pod płaszczykiem równouprawnienia.

25

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:
dayzi napisał/a:

Tendre, a Twój mężczyzna miałby się gdzie wyprowadzić gdybyś już nie chciała czekać na poprawę sytuacji?

właśnie nie... do tej pory wynajmowal mieszkanie, bo swoje właśnościowe zostawił byłej żonie, oczywiście zrobił to dla dzieci... bardzo wygodnie

Nawet jeśli nie ma to niech Cię to nie zmyli i niech Cie przypadkiem na litość nie weźmie. Jest dorosły i swój rozum ma, a mężem Twoim nie jest. Także bądź czujna!

A co, jeśli można wiedzieć, ustaliliście po tej rozmowie?

26

Odp: Finanse w związku
Teo napisał/a:

A co, jeśli można wiedzieć, ustaliliście po tej rozmowie?

że pieniądze które mi daje na życie i rachunki ma traktować jak opłatę - czyli nak jak czysz czy gaz - musi być zapłacone - a jak nie to niech wynajmie sobie lokum i niech wynajmujący się nad nim lituje... ostro wiem

27

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:
Teo napisał/a:

A co, jeśli można wiedzieć, ustaliliście po tej rozmowie?

że pieniądze które mi daje na życie i rachunki ma traktować jak opłatę - czyli nak jak czysz czy gaz - musi być zapłacone - a jak nie to niech wynajmie sobie lokum i niech wynajmujący się nad nim lituje... ostro wiem

Ależ bardzo dobrze! A co on na to??

28

Odp: Finanse w związku
Teo napisał/a:

Ależ bardzo dobrze! A co on na to??

rozumie, też mu z tym źle, jednakże dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane więc...
zobaczymy w przyszłym miesiącu... wszystko w jego rękach
będę konsekwentna

A są tutaj osoby u których dysproporcje w "stanie posiadania" też rodzą konflikty? Jak sobie z tym radzicie?

29

Odp: Finanse w związku

Hej witaj,nie zagłębiając sie juz w powszechnie znany temat na czym zbudowałam swój związekchciałam ci opisać dzisiejszą sytuacje.Mój stan posiadania?konto z zawartościa ok 4 tys,400zł alimentów z funduszu i 1000zł pensji.On- dwa auta wartości ok 30tys.,dosyć dochodowa firma,sprzęt na ok 70 tys.Żadnych nieruchomości na siebie...wszystko mamusi.Zrobiłam prawko za swoje,odebrałam i nie jeżdzę.Sylwestrowa prywatka a on atakuje mnie że jego autami nie bedę jeżdzić.Bo kiepski ze mnie kierowca.Mówię że kupie auto a cała jego rodzinka że głupia jestem bo nie wiem ile to kosztuje.OC bo on mi swoich zniżek nie udostępni,gdybym tak miała stłuczkę...Gdy kupie strucla to na warsztat,on nie będzie robił.Jego ciotunia-auto,siostra z pensją jak moja-auto.Zaszczuli mnie dziś jak psa.A ja po godzinę dwadzieścia w autobusach,potem pół godziny na dworzu pod jeszcze nie otwartym lub juz zamkniętym sklepem bo czekam na autobus lub przyjechałam za wcześnie.To jest partnerstwo,wspieranie?zarabia sporo a chciałby bym robiła na nasze jedzenie.tylko.W życiu nie chciała bym już z nikim mieszkać.Podziwiam Cię ze ci się jeszcze chce.ja zaczynam mieć dosyć

30

Odp: Finanse w związku

Jeśli jesteśmy MY to całą kasę oddaję do domowego budżetu i RAZEM decydujemy, na co te pieniądze wydamy.
Jeśli jestem JA i ONA to zostawiam sobie wszystkie lewe dochody dla siebie (na swoje przyjemności), a i z tych legalnych funduszy coś u czknę dla siebie wink
Związek to JEDOŚĆ i niema tu mowy TWOJE czy MOJE big_smile

31

Odp: Finanse w związku
enco napisał/a:

Jeśli jesteśmy MY to całą kasę oddaję do domowego budżetu i RAZEM decydujemy, na co te pieniądze wydamy.
Jeśli jestem JA i ONA to zostawiam sobie wszystkie lewe dochody dla siebie (na swoje przyjemności), a i z tych legalnych funduszy coś u czknę dla siebie wink
Związek to JEDOŚĆ i niema tu mowy TWOJE czy MOJE big_smile

Tak może pisać osoba, która nie ma złych doświadczeń.
Autorka wątku celowo na początku określiła, że do takiej grupy nie należy.
Enco, chyba nie proponujesz Tendre, by w imię JEDNOŚCI rujnowała swoją rodzinę by on mógł utrzymywać swoja? Wszak skoro są RAZEM to jego np.alimenty są również jej wydatkami.

Oj Dziewczyny życzę, by nikt Wam nigdy konta nie wyczyścił w imię JEDNOŚCI.

32

Odp: Finanse w związku

ja jestem przeciwniczka wspólnego majątku, nigdy nikomu nie można ufać w 100 procentach. Moim zdaniem każda osoba powinna mieć osobne konto plus konto wspólne na które odkłada sie mniej wiecej tyle samo kasy.

Moje doświadczenia ponadto nauczyły mnie mnie że jeśli facet nie szanuje mojej opinii, sa kłutnie o kase albo mnie obraża to lepiej uciekać paląc za sobą mosty.

I jeszcze jedno ja byłam wychowana w przeświadczeniu że to facet utrzymuje rodzinę i na męża czy też partnera szuka się takiego który zapewni rodzinie utrzymanie, ale skoro mamy uprawnienie co wydaje mi się ze koszty utrzymania twoich dzieci powinny iść z alimentów a reszta po połowie. W moim światopoglądzie zawsze bedzie się przewijało to przekonanie o tym ze to facet utrzymuje rodzine, zreszta większość z nich więcej zarabia i nie mogłabym być z facetem który wymagałby ode mnie abym to ja go utrzymywała lub musiała się dopominać.

33

Odp: Finanse w związku
dayzi napisał/a:

Tak może pisać osoba, która nie ma złych doświadczeń.
Autorka wątku celowo na początku określiła, że do takiej grupy nie należy.
Enco, chyba nie proponujesz Tendre, by w imię JEDNOŚCI rujnowała swoją rodzinę by on mógł utrzymywać swoja? Wszak skoro są RAZEM to jego np.alimenty są również jej wydatkami.

Oczywiście, że nie zresztą z tego, co pisze autorka postu to on a nie ona ma problemy z terminowym rozliczaniem się ze zobowiązań tylko on.
Zresztą autorka wzięła na swoje barki i tak więcej niż on.

xnikitax napisał/a:

ja jestem przeciwniczka wspólnego majątku, nigdy nikomu nie można ufać w 100 procentach. Moim zdaniem każda osoba powinna mieć osobne konto plus konto wspólne na które odkłada sie mniej wiecej tyle samo kasy.

Brak zaufania w związku? To, co to za związek? Mam być z kimś a jednocześnie nie ufać mu? Bo być może kiedyś puści mnie w samych skarpetach?
Czy dzisiaj tak wyglądają związki? Ja pierdziu, wiem, że już jestem stary, ale nie mógłbym być z kimś, kto patrzy przez pryzmat portfela, a nie serca.
W takim razie, co Wy (niektórzy) nazywacie miłością? Popęd płciowy + (po)pęd za kasą? Jeśli tak to miejcie na tyle odwagi i honoru i nie wstępujcie w związki małżeńskie, bo to czysta profanacja. Żyjcie sobie na kocią łapę i nie mieszajcie do tego boga, przysięgi i innych ludzi. Co dla takich ludzi znaczy przysięga? Nic? To tylko wszystko na pokaz, bo tak wypada, bo tak musi być?
Możecie po mnie "jeździć", ale, mimo że szanuje poglądy innych to z takimi się nie zgadzam. Gdzie podziały się dzisiaj te najwyższe wartości?
Wygląda na to, że teraz można je kupić za odpowiednią cenę. Puki tak będzie nie będzie szczęśliwych rodzin, bo wystarczy deficyt budżetowy i szlak trafia "kochającą" się rodzinkę.
Niestety by to zrozumieć trzeba kochać bezwarunkowo, co wbrew powszechnym opiniom jest możliwe i czego Wszystkim życzę. :)

34

Odp: Finanse w związku

enco -  niestety taki jest świat że ufać nie można nikomu, ja mma za dużo złych doświadczeń jak i widziałam wśród znajomych że na zaufaniu sie traci. nIestety w życiu trzeba myśleć o sobie i zabezpieczać swój tyłek. Co do małżeństwa dla mnie jst ono tylko kontraktem między dwojgiem ludzi również kontraktem o charakterze ekonomicznym bo tworzy podstawową jednostę gospodarczą jaką jest rodzina i małżeństwo daje pewne gwarancje ekonomiczne ale niesie też za sobą pewne ryzyko w tym zakresie. Dla samej miłości małżeństwa nie trzeba zawierać.

35

Odp: Finanse w związku
enco napisał/a:

W takim razie, co Wy (niektórzy) nazywacie miłością?

Jaki piękny jest związek uczuciowy zwany miłością, gdy nie jest z musu ani przymusu. Gdy mężczyzna kocha kobietę (i odwrotnie)za to ze jest a nie bo przy nim/niej to mi będzie wygodniej. Zauroczenie przechodzi w zakochanie potem w dojrzałą miłość podparta przyjaźnią...ale nie zawsze tak jest, początkowa faza mija, namiętność wygasa, zostaje ekonomia. Poukładani ludzie się rozstaną w miarę prosto, finansowo pogmatwani będą się plątać, bo kredyt, bo dom, bo coś...

Enco, czy nie prościej nie mieszać pieniędzy z miłością?

36

Odp: Finanse w związku

Oczywiście w założeniu: ludzie się kochają, pobierają i wszystko jest wspólne. A po tym wspólnym facet się zmywa, długi do spłacenia zostają temu który zarabia i mają co mu zabrać, alimenty na dzieci ZAWSZE są za wysokie dla płacącego, zawsze za niskie dla pobierającego... no i niestety przeważnie po rozstaniu każdy dba o siebie...

z pięknej, ufnej miłości zostały mi zgliszcza i długi do spłacenia, pożyczone facetowi pieniądze nie do odzyskania... trudno więc ufnie patrzeć na kolejny związek... zwłaszcza, że ja płacę kredyty i rachunki. Przez niego mam dzieciom ograniczyć jedzenie, albo sobie mniej kupić...??

ja już wiem czego chcę lub nie chcę ale szukam nadal być może panaceum, ale tak jak dziewczyny mówią, w imię miłości nie oddam wszystkiego

też bym chciała aby to mężczyzna utrzymywał mnie i dom, jak powiedział kolega wcześniej - czy On jest ozdobą i nie ma siebie i domu utrzymywać bo ma zaradną kobietę???

Nie jestem kobietą, która wykorzystuje, nie chcę mieć wyrzutów sumienia z powodu czegoś co mi się należy, a tak co miesiąc się czuję upominając o pieniądze.

37

Odp: Finanse w związku

Ustalcie ile wynoszą Wasze rachunki i opłaty i podzielcie na pół, każdy tyle samo, odkładacie tyle i tyle, również jednakową kwotę, to co zostanie dla Was z osobno oczywiście każdemu z jego własnej wypłaty

38

Odp: Finanse w związku

Cóż moje wyobrażenie szczerego uczucia jest inne i w prawdziwej (mojej) miłości nie ma miejsca na kalkulacje ekonomiczne.
Przykre jest to, co piszecie, ale staram się to zrozumieć. Sam patrzę na świat i ludzi w odmienny sposób.
Dla mnie niema złych ludzi, choć też wielokrotnie moja wiara w nich została nadwątlona to dalej tak uważam.
Czasami dostaję tak mocno, że ciężko mi się podnieść, ale gdy już to zrobię to znów im wierzę i ufam. Ale ja nie potrafię inaczej.
Moje wyobrażenie partnerskiego uczucia porównałbym do macierzyńskiej miłości gdzie matka sama nie będzie jadła byle tylko jej dziecko nie chodziło głodne.
Wiem, że to zbyt przejaskrawiony przykład, ale oddaje mniej więcej sens.
Będąc z kimś nie potrafię przeliczać zysków i strat, kalkulować na chłodno, bo chcę by ta osoba była szczęśliwa bez względu na ponoszone przeze mnie koszty.
Oczywiście chciałbym by ta osoba podchodziła do tego tak samo bo, gdy uczucie wygaśnie, (choć lepiej żeby się to nigdy nie stało) rozstać się w zgodzie i przyjaźni wszak kiedyś łączyło nas coś wyjątkowego.
Tylko znaleźć taką osobę chyba jak trafić szóstkę w lotto?

dayzi napisał/a:

Jaki piękny jest związek uczuciowy zwany miłością, gdy nie jest z musu ani przymusu. Gdy mężczyzna kocha kobietę (i odwrotnie)za to ze jest a nie bo przy nim/niej to mi będzie wygodniej. Zauroczenie przechodzi w zakochanie potem w dojrzałą miłość podparta przyjaźnią...
Enco, czy nie prościej nie mieszać pieniędzy z miłością?

Oczywiście, że tak, ale ludzie niektórzy niestety mieszają a później "dramaty" w stylu była kasa była miłość, kasy brakło niema miłości, ale to świadczy tylko o jednym, że tak naprawdę to tej miłości nigdy nie było.
Pięknie zdefiniowałaś prawdziwą miłość i ujęłaś w swoim poście.
Wyrazy szczerego uznania.

39 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2012-01-02 10:41:08)

Odp: Finanse w związku

enco - ja dokładnie tak samo jak ty ufam, wierzę i po raz kolejny podnoszę się po ciosie
ale ja mam dzieci!!! nie mogę stawiać uczucia i finansów na szali, kiedy później to ja muszę się zastanawiać co dać dzieciom jeść i za co zapłacić rachunki...
nie interesuje mnie bezinteresowne zaufanie, bo to jest zwykła głupota... skoro trzy razy sie sparzyłam

ponadto ja mam byc ufna i dzielić wszystko na pół, pozwolić komuś korzystać ze wszystkiego czego się dorobiłam? a co druga strona?
nie interesują się dziećmi, nie płacą alimentów, nie oddają długów... jeżeli po raz kolejny dopuszcę do takiego poczucia "bezkarności" u mojego partnera, to źle świadczy o moim instynkcie samozachowawczym

nie chcę dyskutować na temat tego czy miłość oznacza ślepe zaufanie i dzielenie sie wszystkim, bo to nie jest przedmiotem
przedmiotem jest jak ułożyć stosunki finansowe tak by nie wykorzystywać i nie dać się wykorzystać


PS. ślubu nie mamy... ale taka ciekawostka z mojego poprzedniego związku:
mimo braku ślubu, eks mojego partnera złożyła w sądzie wniosek o wyrównanie standardów życia czyli wieksze alimenty dla jej dziecka /czyli ich z poprzedniego związku/ popierając to informacjami o moim majątku... uczucie uczuciem, ale to juz szczyt... a sąd gdybyśmy byli małżeństwem mógłby się do tego absurdu przychylić i wtedy On zarabiałby tylko na alimenty, utrzymanie rodziny byłoby na mojej głowie

40

Odp: Finanse w związku

... no i mleko sie rozlało :-( znowu problemy... sam stwierdził, że postąpi honorowo i sie wyprowadzi... ok
później deklaracje, że tego nie chce... że będzie lepiej...
ależ jestem wściekła... znowu...
cholera jak ja moge to robić swojej rodzinie...
ale jestem konsekwenta pomimo, że boli jak diabli...

41

Odp: Finanse w związku

Poprosiłaś mnie o wypowiedź..więc się ustosunkuję smile Nie  ma złotego środka pomiędzy zaufaniem miłością a rozsądkiem w dzieleniu wspólnych wydatków, moją metoda na wszystkie kłopoty jest rozmowa - szczera do bólu ale z zachowaniem ostrożności w dobieraniu słów, bo bardzo łatwo urazić męską dumę, bardzo też łatwo popaść w obsesję wynikającą z poprzednich doświadczeń. Ja znam tą sytuację, kiedy sama utrzymywałam dom i okres czasu kiedy dobrze zarabiałam poszedł na marne, bo wszystko zostawiłam swojemu byłemu...ale wiem, że model WSZYSTKO WSPÓLNE  sprawdza się najlepiej, na przykładzie moich rodziców, na przykładzie znajomych małżeństw i teraz na przykładzie mojego obecnego związku. Nie mamy przed sobą tajemnic, na początek miesiąca rozmawiamy jakie są wydatki, kredyt, opłaty, paliwo, orientacyjnie żywność plus nasze jakieś stałe hobby. To co zostaje z naszych wypłat dyskutujemy, czy kupujemy jakieś ciuszki, kosmetyki, coś do mieszkania, czy zostawiamy na wakacje, czy idziemy na imprezę, czy kupujemy komuś prezent i za ile. Oczywiście zdarzają się nieprzewidziane wydatki ale o nich też się wzajemnie informujemy. Kiedy coś zarobimy dodatkowo podobnie. Naprawdę podstawowym błędem w niemal każdym związku jest brak umiejętności komunikacji i jasnego wyrażania swojego zdania, albo robimy to na przełaj, okrężną drogą, albo porównujemy do poprzednich sytuacji, doświadczeń. NIE tędy droga - jeśli jedna rozmowa nie skutkuje, trzeba kolejnych. Ale od początku i konsekwentnie, bez obawy "ojej on nie zrozumie, zostawi mnie" trzeba głośno mówić o swoich wizjach związku i wszystkich jego aspektach w tym również finansowych, tu nie ma miejsca na honor i jakieś tam skrupuły. Uwierz mi, że lepiej się oddycha kiedy nei boisz się mówić wprost o tym co czujesz i co chciałabyś. jeśli twój partner nie chce tego słuchać, albo zrozumieć, to niestety trzeba zadać sobie pytanie, po co się męczyć? Nie ma ideałów i każdy z nas w czymś nie dopisuje ale kwestie finansowe są bardzo ważne. Zadaj sobie pytanie, czy jesteś pewna, że gdybyś nagle straciła pracę albo dobry dochód, to on Ci we wszystkim pomoże? Kłótnie o kasę mogą być, to oczywiste, bo coś co Ty uznasz za potrzebne on może uznać, że nie i na odwrót, ale czasami można pójść na ustępstwo i z czegoś zrezygnować samemu analizując czy aż tak bardzo rzeczywiście tego potrzebuję. Ja przekonałam mojego partnera na przykład do kupna droższego sprzętu agd zwracając uwagę na ich energooszczędność albo inne walory, potem był zadowolony, choć wcześniej marudził smile innym razem chciałam kupić na przykład sobie auto ale dałam się przekonać że to odkładamy na później, bo są ważniejsze wydatki i narazie mam dojazd do pracy. Wiesz musiałabyś mi napisać bardziej szczegółowo jak on reaguje na takie rozmowy...to może coś doradzę smile

42 Ostatnio edytowany przez SadCryingWoman (2012-01-13 12:06:34)

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:

Nie chcę by On zarabiał tylko na siebie i swoje zobowiązania.

Więc mu o tym powiedz smile
Jeśli ma być dobrze, to będzie dobrze. I na pewno przez to nie rozpadnie się wasz związek. Jeśli się rozpadnie tzn, nie był wart smile
To on powinien dbać o Ciebie wink

43

Odp: Finanse w związku

cynhia - a jak u was wyglądał początek? bo też to jest problemem.
macie wspólne gniazdko od początku? Ja mam dom, spłacam kredyt, On wchodzi w to wszystko z "walizką" i korzysta
wydatki na pół nie zdadzą egzaminu bo tak jak i zarobki są na diametralnie różnych poziomach

44

Odp: Finanse w związku
SadCryingWoman napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Nie chcę by On zarabiał tylko na siebie i swoje zobowiązania.

Więc mu o tym powiedz smile
Jeśli ma być dobrze, to będzie dobrze. I na pewno przez to nie rozpadnie się wasz związek. Jeśli się rozpadnie tzn, nie był wart smile
To on powinien dbać o Ciebie wink

On to rozumie. Mówi, że chce całej wspólnoty i też boi sie zostać z niczym... tylko ja nie wiem co gorszego może go spotkać po tym jak wszystko zostawił byłej żonie i jego stan posiadania jest mało imponujący

ciężko jest nie przerzucać swoich doświadczeń z poprzednich związkow kiedy zostało się oszukanym - teraz dmucham na zimne

oczywiście nie jestem osobą, która jak pojawiają się klopoty zabiera swoje rzeczy i szuka innego, wiadomo życie jest trudne i czasem bywa się pod wozem, czasem na wozie - ale statystyka dla niego jest nieubłagana - sytuacja z kasą nie jest wyjątkiem,a raczej regułą - to mnie martwi

45

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:
SadCryingWoman napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Nie chcę by On zarabiał tylko na siebie i swoje zobowiązania.

Więc mu o tym powiedz smile
Jeśli ma być dobrze, to będzie dobrze. I na pewno przez to nie rozpadnie się wasz związek. Jeśli się rozpadnie tzn, nie był wart smile
To on powinien dbać o Ciebie wink

On to rozumie. Mówi, że chce całej wspólnoty i też boi sie zostać z niczym... tylko ja nie wiem co gorszego może go spotkać po tym jak wszystko zostawił byłej żonie i jego stan posiadania jest mało imponujący

ciężko jest nie przerzucać swoich doświadczeń z poprzednich związkow kiedy zostało się oszukanym - teraz dmucham na zimne

oczywiście nie jestem osobą, która jak pojawiają się klopoty zabiera swoje rzeczy i szuka innego, wiadomo życie jest trudne i czasem bywa się pod wozem, czasem na wozie - ale statystyka dla niego jest nieubłagana - sytuacja z kasą nie jest wyjątkiem,a raczej regułą - to mnie martwi

Dostał blokady życiowej.
Przykra sprawa zarówno dla Ciebie jak i dla niego.
Ale coś mi się wydaje, że ten brak zaufania to dla was wielki problem.
Sparzył się to fakt!
Ale skoro jest z Tobą, to jesteś inna niż jego żona.
Rozmawiajcie dużo, musisz coś zrobić, żeby Ci zaufał.
Może ustalcie sobie, ze jeśli wam się kiedyś nie uda, to nie zostawisz go z niczym, tak jak jego była żona?

46

Odp: Finanse w związku

SadCraingWoman tego akurat może być pewny bo jestem uczciwa, pomimo nieuczciwości moich poprzednich, bo zawsze postępuje tak, jak chce być traktowana
Ale jest róznica pomiedzy zaufaniem, a głupotą
Zawsze na początku deklaracje są szumne, a później samo życie... byłam nawet bliska przepisania części domu na partnera, żeby mu pomóc i dobrze, że zachowałam odrobinę rozsądku... bo teraz byłabym w czarnej d...

47

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:

cynhia - a jak u was wyglądał początek? bo też to jest problemem.
macie wspólne gniazdko od początku? Ja mam dom, spłacam kredyt, On wchodzi w to wszystko z "walizką" i korzysta
wydatki na pół nie zdadzą egzaminu bo tak jak i zarobki są na diametralnie różnych poziomach

U mnie było tak, ja miałam trochę zaoszczędzonej kasy ze sprzedaży nieruchomości na lokatach jak go poznałam. Mieszkałam w wynajętym mieszkaniu, w którym nic nie było moje bo wszystko zostawiłam po rozwodzie mężowi. byłam sama, od początku związku o tym wiedział ile mam kasy i ile zarabiam, On zarabiał jakieś 1500 więcej ode mnie wiec gigantycznej różnicy może nie było, poza tym miał zobowiązania, kredyty,alimenty,więc jakby wychodziło i tak na to samo mniej więcej..podobnie jak ja wszystko zostawił byłej żonie i synowi a sam mieszkał u rodziny, praktycznie podobnie jak ja nic nie miał. Trochę pokupował mi różnych rzeczy do mieszkania. Kiedy postanowił ze mną zamieszkać i założyliśmy wspólne konto często mi robił prezenty, kupował to co lubię a o sobie myślał na samym końcu. Potem ja ruszyłam moje oszczędności i kupiłam auto, którym głownie On jeździ, bo ze mnie jest dość kiepski kierowca jeszcze. Potem postanowiliśmy razem kupić mieszkanie, jak zaczął lepiej zarabiać, ale jego zobowiązania sprawiały że brakowało nam zdolności kredytowej, więc spłaciłam mu to z reszty moich oszczędności. Nie powiem czuję się trochę wykorzystana, ale wiem że stara mi się to zrewanżować. Poza tym decydowaliśmy się już na wspólne życie więc nie kalkulowałam tego w ten sposób. Teraz płacimy wszystko razem, ja mam dużo mniejszą wypłatę, a on nadal przede wszystkim myśli o tym, żebym wszystko co potrzebuje miała. Ja sobie zdaję sprawę z tego, że sytuacja może być różna, raz ja, raz on... możemy stracić lepsze zarobki dlatego nie wypominamy sobie co dla siebie zrobiliśmy i kto więcej. W twojej sytuacji masz prawo mieć wątpliwości, on znalazł się w idealnej sytuacji, ale to też może ulec kiedyś zmianie. Nie masz pewności co się w życiu wydarzy.  Ważne jest czy istnieje porozumienie, docenianie i współpraca, wtedy dostając odpowiednie wsparcie, pieniądze nabierają dużo mniejszego znaczenia.

48

Odp: Finanse w związku

No z pieniędzmi jest tak, że jest dobrze dopóki nie zaczyna być źle...
ja boję się popaść znowu w spiralę absurdu, że pomimo iz mieszkaja u mnie i korzystają ze wszystkiego to ciągle słyszę- to twój dom, więc ja nic nie muszę - obłęd

49

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:

No z pieniędzmi jest tak, że jest dobrze dopóki nie zaczyna być źle...
ja boję się popaść znowu w spiralę absurdu, że pomimo iz mieszkaja u mnie i korzystają ze wszystkiego to ciągle słyszę- to twój dom, więc ja nic nie muszę - obłęd

już ci tak mowią? Mowi? Bo jesli tak to trzeba natychmiast z tym zrobić porządek!

50

Odp: Finanse w związku
cynthia napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

No z pieniędzmi jest tak, że jest dobrze dopóki nie zaczyna być źle...
ja boję się popaść znowu w spiralę absurdu, że pomimo iz mieszkaja u mnie i korzystają ze wszystkiego to ciągle słyszę- to twój dom, więc ja nic nie muszę - obłęd

już ci tak mowią? Mowi? Bo jesli tak to trzeba natychmiast z tym zrobić porządek!

poprzedni, ten jeszcze nie, ale tego sie boje, a zupełnie nie wiem jak tego uniknąć... przecież nie sprzedam domu i nie zacznę wszystkiego od nowa...
nigdy nie oczekiwałam od nikogo, żeby inwestował w mój dom... wszystko dotyczyło tylko wspólnej pracy, materiały finansowałam ja, Oczekuję równego podziału obowiązków

51

Odp: Finanse w związku

Witajcie. Wlasciwie to niewiem od czego zaczac poniewaz moj problem w zwiazku jest duzo wiekszy niz tylko sprawy finansowe jednak o tych sprawach chcialabym wam opowiedziec moze mi pomozecie . Od 4 lat jestem w nowym zwiazku wczesniej bylam przez 10 lat mezatka jednak odeszlam od meza poniewaz zakochalam sie w moim obecnym partnerze. Z moim bylym mezem mam dwoje dzieci , dwoch synow 16 i 7 lat . Starszy syn zostal z moim bylym mezem poniewaz taka byla jego decyzja nie chcial mieszkac z " nowym tatusiem" jakiego mu zaserwowałam , buntowal sie wiec wspolnie razem zmezem zadecydowalismy ze mateusz zostanie z nim a dominik mlodszy syn wowczas 4 letni zamieszka zemna i z moim nowym partnerem. Tak tez sie stalo 4 lata temu dokladnie 12 stycznia odeszlm od meza i przeprowadzilam sie z moim partnerem na nowe wynajete mieszkanie dodam jeszcze ze w zwiazku z ztym ze mamy podzial obowiazkow  wychowywaniu dzieci to ja nie dostaje alimentow . Wracajac do sprawy : a wiec wynajelismy mieszkanie i przeprowadzilismy sie tam razem moj partner zadeklarowal sie ze on bedzie placil za mieszkanie a jedzenie i wspolne zakupy bedziemy robic razem i tak bylo dobrze przez 2 miesiace. Problem zaczal sie gdy ja stracilam prace i zostalam calkowicie bez srodkow  do zycia , moj partner jest kierowca wiec w poniedzialki wyjezdzal a wracal w soboty takze bylam caly tydzien sama z 4 letnim dzieckiem bez srodkow do zycia co prawda zarejestrowalam sie na bezrobociu i dostawalam 400 zl ale co to jest 400 zl jeszcze z tego placilam przedszkole 200 zl miesiecznie a jeszcze musialam zapelnic lodowke na sobote bo robert przyjezdzal jak to stwierdzil on mial w domu zawsze pelna lodowke. A jesli chodzi o zakupy ktore mielismy wspolnie robic to zaczely sie problemy bo kazde wyjscie do marketu to byl koszmar ja balam sie robic zakupy niewiedzialam na ile i za ile moge wkladac do koszyka bo on byl zaraz wsciekly robil sie nie mily okropny domnie i mojego dziecka . Niemal ze kazde zakupy konczyly sie klotnia oczywiscie to mijalo i bylo pozniej ok no ale co z tego jak przychodzl kolejny poniedzialek robert wyjezdzal do pracy a ja zostawalam sama bez srodkow do zycia . Pomagala mi mama i pozyczala pieniadze dopuki nie znajde pracy ale to i tak dlamnie byla trauma zaczelam popadac w depresje dostalam nerwice niewiedziala jak mam sobie poradzic wiec zdecydowalam sie na rozmowe z nim i udalo sie zaczal mi zostawiac po 100 zl tygodniowo to juz bylo dobrze bo miala razem z pieniedzmi z bezrobocia jakies nie cale 600 zl po odliczeni przedzszkola no i jeszcze mama mi pozyczala jak mi zabraklo nie bylo tak zle. Po 3 miesiacach znalazlam prace w strazy miejskiej panstwowa robota 1300 zl na reke super cieszylam si bardzo skonczyly sie moje problemy finansowe co prawda robert przestal mi dawac te sto zl tygodniowo no ale mialam cala swoja pensje na zycie wiec jeszcze stac mnie bylo spokojnie na jakies swoje przyjemnosci bylo naprawde dobrze coprawda robert nadal czasami wybuchal napadem zlosci w markecie na zakupach ja nadal jadac z nim na zakupy dostawalam silnej nerwicy chociaz dokladalam sie do zakupow pol na pol widzialam ze on jest typem osoby Bardzo osczednej a wrecz pazerny no ale jakos to zaakceptowalam mialam prace i swoja pensje. Po roku mieszkania na wynajetym mieszkaniu nadazyla sie nam okazja na kupno mieszkania w TBS-ach za odstepne 76 tysiecy trzeba bylo zaplacic noi zrobic remont calkowity zdecydowalismy sie kupic to mieszkanie umowa byla taka robert bierze kredyt na mieszkanie a ja kredyt na remont robert dobrze zarabia 4 ,5 tys. zl. wiec mogl sobie pozwolic na tak wysoki kredyt ja niestety jak pozniej sie okazalo nie ale za wszelka cene chcialam miec swoje mieszkanie ktorego nigdy nie mialam bo zmezem mieszkalismy katem u rodzicow. Kupilismy to mieskanie a wlasciwie robert je kupil zrobil siebie najemca a mnie nawet nie zameldowal mowiac ze pozniej zrobi mnie wspol najemca po moim rozwodzie. Mysle sobie ok. Wzielam kredyt na remont 35 tys. zlotych mialam do placenia 700 zl miesiecznie ale robert powiedzial ze jeszcze bedzie mi dawal spowrotem te 100 zl miesiecznie wiec pomyslalam napewno damy rade bedziemy miec swoje wspolne gniazdko no i tak sie stalo wyremontowalam to jego mieszkanko i zamieszkalismy w piekny mieszkanku . Po jakims czasie zaczelo mi brakowac pieniedzy wiec nic nie mowiac robertowi wzielam pierwsza karte kredytowa , pozniej jak sie ta zkonczyla wzielam droga karte kredytowa , pozniej jak sie ta skonczyla wzielam kolejna karte a pozniej jeszcze kolejna i pozadluzalam sie kompletnie . Zaczelam popadac w coraz wieksza nerwice doszly jakies leki koszmar no ale wzielam sie w garsc stwierdzilam ze jakos trzeba zarabiac dodatkowe pieniadze i znalazlam sposob zaczelam robis paznokcie ( tipsy) poniewaz bylam po kursie ktory zrobilam jeszcze bedac z mezem to potrafilam to robic nawet dobrze. Kupilam towar zrobilam ulotke i poszlam z reklama dzien w dzien roznosilam ulotki gdzie sie dalo . Udalo sie klientki zaczely dzwonic pozniej zaczely wracac polecaly mnie kolezankom i tak mi sie rozkrecil interes znowusz wrocilam do rownowagi finansowej niestety kosztem dziecka bo po pracy wracalam do domu i robilam klientki czasami do poznego wieczora. ale kasa byla robilam zakupy kupowalam chemie jedzenie czasami nawet czesciej niz robert nawet stac mnie bylo na to zeby zaplacic pani ktora przychodzila mi sprzatac w piatki bo ja kompletnie nie mialam na to casu ani sily czasami spalam po 4 godziny bo do 23 robilam klientki a o 4,30 trzeba bylo wstac do pracy i tak wkolko . Po jakims czasie Robert zorientowal sie ze mam za duzo pieniedzy wiec stwierdzil ze on ma problemy finansowe i nie bedzie mi juz dawal tych 100 zl tygodniowo zabral mi je wiec ja znow bylam biedniejsza o 400 zl no ale trudno stwierdzilam ze sobie poradze i tez sobie radzilam finansowo jakos jednak nie dawalam sobie rady z pogodzeniem dwoch prac bylam potwornie zmeczona zaniedbywalam syna i pozniej juz siebie robilam pznokcie klientka a sama mialam pobgryzanez nerwow popadalam w coraz wieksza depresje czesto plakalam zaczelam pic piwka to mnie uspakajalo po pracy jak konczylam klientki dwa trzy piwka i spac i tak codziennie jak juz nie dawalam calkowicie rady bo tak bylam zmeczona to stwierdzilam ze trzeba pojsc na L-4 I Tak tez zrobilam poszlam na L-4 Raz pozniej drogi na chwile wracalam co pracy pozniej znowu l-4 albo opieka i tak w kolko. Bylam w coraz wiekszej depresji dostalam bardzo silna nerwice uspakajalam sie piwkami pijac juz nawet od rana bo wtedy nie mialam klientek i maly byl w przedszkolu. Po jakims czasie zaczelam zaniedbywac klientki przekladalam je na inne dni inne godziny bo chcialam sie napic piwka , mialam coraz mniej pieniedzy wiec przestalam placic jeden kredyt jak juz doszlo do tego ze rozwiazali mi umowe o kredyt odwazylam sie i powiedzialam robertowi o tym ze nie splacalam kredytu on nakrzyczal na mnie strasznie zucal wemnie papierosami mowiac ze jak nie daje rady splacac to mam zocic palenie . No ale zeby uratowac mnie przed komornikiem wzial to na siebie i zaczal splacac ten moj jeden kredyt . troche pomoglo ale nie na dlugo klientek juz nie mialam tak duzo pilam te piwska zaniedbywalam juz wszystko dom syna prace a na dodatek mama mi zachorowala na raka krtani zoperowali ja i byla po trachotomi ( usunieciu krtani) TO MNIE DOBILO!!!  Nie chcialo mi sie zyc zylam z dnia na dzien robilam klientki czasami chodzilam do pracy ale czesciej bylam na l-4 pilam te swoje piwka co prawda nigdy sie nie upijalam ale sam fakt codziennie pilam przestalam placic poloew kredytow bo nie dawalam rady finansowo probowalam rozmawiac na ten temat z robertem ale to nic nie zmienialo na dodatek przez silna nerwice nabawilam sie choroby refluksowej zoladka jakis koszmar tracilam pieniadze na leki na lekarzy gastrologow ale oczywiscie nadal pilam piwka  . Po dwoch latach mama mi zmarla pochowalam ja koncem sierpnia 2011 roku juz kompletnie sie zalamalam kupa kredytow nie placonych ciagle klotnie z robertem o pieniadze o moja przce do ktorej niechce chodzic o mojego syna o dom ze nie dbam i tak w kolko . Poprosila tate o pomoc finansowa zgodzil sie mi pomoc i splacil wszystkie moje karty kredytowe i kredyty praktycznie zostalam tylko z jednym to juz sobie jakos radze finansowo teraz nadal jednak pozostaje problem bo ja niewiem czy to ja nawalilam w tym zwiazku czy robert jest winny niewiem juz nic nadal pije te piwka co prawda troche mniej bo czesto boli mnie zoladek no ale to nie zmienia faktu ze pije jestem kompletnie zaniedbana 33 latka zamknelam sie w domu i boje sie wychodzic na ulice wszystkiego sie boje. Tak wyglada moja historia w dalszym ciagu niewiem co mam robic mysle zeby udac sie do psychologa ale co dalej ? Moze przeczytacie moj post i mi poradzicie co robic ? Pogubilam sie wtym wszystkim! POZDRAWIAM.

52

Odp: Finanse w związku

No nie zazdroszczę.
Sytuacja nieciekawa.
Powinnaś zacząć od psychologa, to na pewno.
Najpierw zrób ten krok.
Nie pij piwa, bo ono zamula myślenie.
Czy Twój mąż, nie widzi, że sobie nie radzisz?
Co mówi na temat Twojego piwka?
W ogóle to jakieś chore, żeby dawał 100 zł. na tydzień. (Dawał i zabierał)
Dziewczyno jesteś taka młoda. Nie szkoda Ci życia na tą farsę?
Męczysz się tylko w tym związku.
Jeśli nie widzisz szans na poprawę Roberta, odejdź z dzieckiem do Twego ojca.
Tylko nie pij! Twój ojciec na pewno martwi się o Ciebie.
Daj mu szansę pomóc sobie!
Jesteś w bardzo trudnej sytuacji w tym związku.
Zrób coś z tym!
Picie piwa Ci w tym naprawdę nie pomoże!
Nic nie stracisz nie piciem! A wiele możesz zyskać!
Pomyśl o sobie, o dziecku. Dziewczyno bierz się w garść.
Bo naprawdę może źle się to dla Ciebie skończyć.
W końcu tych piw będzie więcej, bo będzie Ci się wydawało, że Ci pomaga, odstresowuje, uspokaja...
Do momentu, aż usłyszysz, że jesteś alkoholiczką!(o ile już nie jesteś uzależniona!)
Chcesz tak skończyć?
Wiesz jak ciężko się odbić od dna?

Otwórz oczy i zacznij działać, dla siebie i przede wszystkim dla Twojego dziecka!
Powodzenia smile

53 Ostatnio edytowany przez zakłamani (2012-01-14 04:52:20)

Odp: Finanse w związku

Mamucha11 jak ten Twój Robert Cię traktuje! Jak można kobietę tak poniżać finansowo. Jak przeczytałam jak on Cię traktuje, aż mną wstrząsnęło....ja dobrze Ciebie zrozumiałam? czy może źle przeczytałam coś? On Ci się dokładał tylko 400 zł miesięcznie do jedzenia, gdy straciłaś pracę? wiem że płacił za wynajm a zakupy mieliście robić wspólnie tak było umówione ....ale w momencie gdy Ty straciłaś pracę powinien był całkowicie Ciebie utrzymywać do momentu aż ją znajdziesz....Z tych Twoich 400 zł co dostawałaś zasiłku mogłaś 200 zł opłacić przedszkole a 200 zł mieć na swoje wydatki drobne np: kosmetyk, biustonosz, spódniczkę lub spodnie dla synka, a jedzenie w tamtym trudnym okresie dla Ciebie on powinien był kupować. Przecież on zarabiał 4,5 tysiąca to na pewno stać go było Ci pomóc na pewien czas. Dla mnie to jest totalny szok! Jak można się pozwolić tak traktować....Mi gdyby facet dał tylko 400 zł na jedzenie  gdy jestem w bardzo trudnej sytuacji finansowej a wiem, że On ma 4,5 tys nigdy w życiu już by mnie na oczy nie zobaczył! Od razu byłoby rozstanie i rozwód...Nie wiem taka jestem i się nie zmienię. Jak on traktuje Twojego synka w markecie na zakupach?? To psom daje się jeść chętnie!!! Przecież ludzie mają czasami takie rasy psów, że muszą im kupować więcej jeść niż sami jedzą! i karmią te swoje psy z radością! Sorry za to porównanie ale ten Twój Robert gorzej traktuje na tych zakupach Ciebie i Twojego synka niż psa.Jak mogłaś pozwolić tak obcemu facetowi traktować swojego czteroletniego synka?? Ja też sama wychowywałam syna ale mój syn to miał być zawsze z szacunkiem traktowany przez mojego drugiego męża i tak był traktowany, bardzo dobrze tak jak ja mu kazałam....  ! Dziewczyno! Sorry, ale ta pożyczka na remont jego mieszkania to szczyt sorry że tak napiszę totalnej głupoty.Jak mogłaś coś takiego zrobić? kiedy On tak Ciebie i Twojego syna tak traktował wcześniej finansowo i na zakupach w markecie! i to zabieranie Ci czego? ja dobrze zrozumiałam?? 100 zł miesięcznie przy jego dość niezłych zarobkach??? rozumiem ma kredyt do spłacenia na mieszkanie...ale zabierać kobiecie 100 zł? co to jest w dzisiejszych czasach 100 zł? w ogóle zameldował Cię na tym mieszkaniu?  a teraz jeszcze zaczęłaś pić??! żeby całkiem spaść na dno?? przy takim teraz znowu sorry co napiszę ale dla mnie Twój facet jest potworem a nie człowiekiem....Przestań pić! bo zniszczysz siebie całkiem i pójdziesz na dno...Robert się wtedy Tobą przejmie myślisz??? Dziewczyno ratuj siebie i swoje dziecko, powinnaś pomyśleć o sobie teraz i swoim synku! Pomyśl czy chcesz zniszczyć całkiem sobie życie i swojemu synowi żyjąc z takim beznadziejnym facetem? Przecież on Was oboje potraktował gorzej niż zwierzęta się traktuje! Twoja opowieść o życiu z Robertem jest straszna...Naprawdę dziewczyno ratuj się od tego toksycznego faceta on Cię niszczy. Zobacz co z Ciebie zrobił tylko przez 4 lata?? co będzie dalej? Umiesz sobie wyobrazić siebie przy nim za 40 lat? Jak będziesz wtedy wyglądać? Przecież on już Cię prawie wykończył....Ja bym odeszła od takiego Roberta ale to ja a to jest Twoje życie, które niszczysz i swojemu synowi też...i Ty to nazywasz związkiem? Twój facet Cię nie szanuje wcale i Twojego syna też nie szanuje. Zostaw Roberta i pomyśl o sobie i synie. Ja wychowałam syna sama ale żadnemu facetowi nie pozwoliłam źle potraktować mojego synka i mnie też. Życzę Ci dużo siły w uwolnieniu się z toksycznego związku. Nie znam Cię ale tyle tragedii co tu przeczytałam na forum Twoje życie wstrząsnęło mną prawdziwie.....Ratuj siebie i syna...

54

Odp: Finanse w związku

Ja jestem dosyć młoda i mam mało doświadczeń w tym temacie, ale jednak się wypowiem, bo uważam, że ten temat jest bardzo istotny. Z moich obserwacji wręcz wynika, że nawet największą miłość potrafi zepsuć jakiś niezdrowy finansowy układ albo kłótnie o pieniądze lub też po prostu zwyczajny brak kasy. U mnie w domu rodzice właśnie o pieniądze zazwyczaj kłócili się najbardziej: mama ponoć za dużo wydaje (tak uważa tata), natomiast tata jest dusigroszem i skąpcem i na tym polu zawsze były kłótnie. Ja miałam okazję mieszkać z facetem kilka miesięcy, w mieszkaniu, które on wynajmował i to on płacił za wszystko, bo tak było zanim się wprowadziłam. On po prostu twierdził, że i tak opłaca to mieszkanie, więc to żadna różnica. Jedzenie kupowaliśmy zawsze wspólnie, choć gdy byliśmy razem w sklepie to on zazwyczaj płacił. Myślę, że po prostu było go na to stać i tyle, gdyby brakowało mu pieniędzy to wtedy sytuacja wyglądałaby inaczej. Z resztą mój wkład w to "gospodarstwo" był taki, że ja głównie sprzątałam, prałam i prasowałam, więc byłam gosposią i panią domu, a to przecież ciężka praca. Jakoś tak spontanicznie to wychodziło, bo wracałam do domu wcześniej i lubiłam żeby było czysto i ładnie, z gotowaniem różnie, bo on lubi to robić. To była moja do tej pory jedyna taka "zabawa" w dom, niestety rozstaliśmy się, choć może jeszcze wrócimy do siebie, czeka mnie z nim długa rozmowa i zobaczymy co z tego wyniknie. Myślę jednak, że sprawy finansowe warto obgadać na początku przez zamieszkaniem razem.

55

Odp: Finanse w związku

Tendre77 Witaj,

Należę do tej grupy kobiet co Ty. MUSIMy się postawic nie bać sie mówić o pieniądzach (ja niestety mam z tym problem!!!!)
Jestem samodzielna, zarada z kredytami i opłatami na mojej głowie... i zawsze popełniam ten sam błąd za bardzo się zngażuję i "SZKODA MI JEGO PIENIĘDZY" - w gruncie rzeczy uważam, ze to jest chore. Ale postępuje niezgodnie z logiką.
Pierwszy facet - totalny nieudacznik, ile by nie zarabiał zawsze pusty. Drugi - niedgy nie zapłacił przez 2 lata żadnego rachunku. Kupował tylko jedzenie od czasu do czasu. Ja sobie nieźle radziłam więc to JA nie wymagałam żadnych nakładów finansowych.

Teraz mój obecny związk jest totalną paranoją. Facet starszy 17 lat. Ma swoje mieszkanie. Przyjeżdża do mnie prawie codziennie, głównie na noc rano odjeżdża, czasmi coś ugotuje. U mnie spimy, jemy, kapiemy się,korzystamy z Internetu. Do głowy mu nigdy nie przyszło, zeby zaproponować mi ze sie dołozy do czegoś. Urodziny, święta - prezent dl mnie max 100 PLN. A podobno ma kasę, ma samochód, nieszkanie, nigdzie nie pracuje bo twierdzi, że żyje z zasobów i juz nie musi pracowac do konca życia.... ale sorki, ja tych zasobów nie widzę....i nie czuję.
A juz najbardziej irytuje mnie jak "takie przypadki" opowidają historie o prezentach dla swoich ex po kilka tys. złotych, sponsoringu podrózy, ciuchów, itp. Czy to jest mozliwe że dla jednej mksymlany sknera, a dla drugiej sponsor i książe z bajki?

I wyobraźcie sobie w tym wszystkim jaka ja ostatnio byłam kretynką. Żeby pokazac mu, ze nie mozna byc takim sknersusem, kupiłam mu pod choinke bardzo drogi prezent.... miał młzy w oczach jak to zobaczył.... ale niczego go to nie nauczyło. Sylwestra opłcił z kasy, która wyslał dla mnie jego ojciec, jak zgubiłam kolczyka i marudziałam z tego powodu, oczekując, że zaproponujeże mi kupi nowe.... zmieniał impertynencko temat na zupełnie inny.  JA NAPRAWDĘ MAM Z TYM WIELKI PROBLEM, alebo FACET mnie po PROSTU NIE KOCHA i nie dba O MNIE sad

56

Odp: Finanse w związku

No faktycznie szok ami18 ale trafiłaś na sknerę, porażka. U mnie to on by nie pospał za długo, od razu bym go pożegnała, jeszcze taka duża różnica wieku i takie traktowanie, żałosny facet naprawdę. Sknerą to był pewnie zawsze i że niby taki był cudowny dla żony, to bajki....Naprawdę podziwiam Cię, że z taką sknerą jesteś.

57 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2012-01-16 09:51:11)

Odp: Finanse w związku

ami18 - faktycznie to błędne koło- ja też łapię się na tym, że nie chce wyjść na niezaradną sierotkę i zawsze mam kasę /tak kombinuję, łatam/ nigdy nie powiem "nie kupię, bo nie mam", a faceci widząc, że sie nie migam to wykorzystuję i nie raz pytając o wydatki słyszałam "no coś tam jeszcze mam, parę złotych mi zostało"
Kurczę nigdy nie sypną hojnie groszem, tylko dają wymijające odpowiedzi, żebym przypadkiem nie chciała aby więcej dołożyli... uch Ale jak ja powiem, że nie mam to zaraz jest "no jak to? taka zaradna, niby na wszystko Cie stać a teraz to nie masz?"

też wydawało mi się, że jak facetowi kupię ładny, drogi prezent to jakoś go to zmotywuje do rewanżu... efekt - oni wyprowadzali się duzo bogatsi niż wprowadzali bo prezentów sie nie odbiera - a mi zostawało badziewie i nieoddane pożyczki na "supermenów"

ami18 napisał/a:

A juz najbardziej irytuje mnie jak "takie przypadki" opowidają historie o prezentach dla swoich ex po kilka tys. złotych, sponsoringu podrózy, ciuchów, itp. Czy to jest mozliwe że dla jednej mksymlany sknera, a dla drugiej sponsor i książe z bajki?(

to prawda - ja też słyszę takie opowieści, ale gdzie te obdarowane babeczki? Siedzą cicho, bo nie maja powodu aby narzekać? niech sie ujawnią i sypną trochę przepisami - jak to robicie?

mamucha11 - tutaj finanse to pochodna problemów w związku od podstaw. W twoim przypadku cały ten związek jest problematyczny. Facet nie traktuje ani ciebie ani twojego synka jak rodziny. Ty jesteś znerwicowana nie tylko finansami, ale ogólnym traktowaniem przez partnera i to od samego początku. Co Cię do niego przyciągneło? jak wyglądało twoje życie i finanse z mężem? Jak teraz odejdziesz to możesz złożyć do sądu cywilnego wniosek o zwrot nakladów /te 35 tyś na remont/ powołując się na przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu. Facet nieźle się ustawił twoim kosztem.

58

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:
dayzi napisał/a:

Tendre, a Twój mężczyzna miałby się gdzie wyprowadzić gdybyś już nie chciała czekać na poprawę sytuacji?

właśnie nie... do tej pory wynajmowal mieszkanie, bo swoje właśnościowe zostawił byłej żonie, oczywiście zrobił to dla dzieci... bardzo wygodnie

pechowa29 - coraz wiecej jest kobiet po wielokrotnych przejściach, a to dlatego, że nie chcemy godzić się na bylejakość i walczymy o swoje

dorcia2003 nie myśl negatywnie... jesteśmy kobietami, jesteśmy silne, do tego masz dziecko! finanse to walka o godne życie i sprawiedliwość, ale nie koniec świata. Ja bardzo długo spłacałam długi poprzednich związków, głupio wspierałam i pożyczałam, by nawet słowa dziękuję nie usłyszeć... nigdy więcej nie dam się wrobić w taką "miłość" zwłaszcza jednostronnie korzystną!!

doradzajcie, piszcie!! to dla mnie bardzo ważne i dla wielu kobiet zapędzonych w robienie wszystkiego pod płaszczykiem równouprawnienia.

Jakbym o moim m czytała...... i o sobie.....on swoja kasę wydaje po pierwsze on, po drugie jego syn.. i alimenty ..po trzecie...jeśli coś zostanie to nasz dom i kredyt....
mieszkanie tez zostawił byłej zonie...oczywiście tez zrobił to dla syna...a teraz się dopytuje..kiedy moje sprzedamy..by nam było lżej płacić kredyt na nasz dom.....
Tak jak Ty Tendre.... kilka razy wprowadzałam jakieś zasady.... podział kto co płaci..żeby było sprawiedliwiej....ale wszystko wracało do starego...bo on musiał synkowi coś tam...bo mandat... bo nie ma ...... a ja okradałam siebie i swojego syna.
Taka historia mi się przypomniała .... syn m miał jakieś problemy ze zdrowiem...załatwiłam przez znajomych pobyt w sanatorium w górach- młody miał bezpłatnie ale opiekun  musiał płacić za siebie..... m na początku uzgodnił z matką dziecka że pokryje połowę kosztów pobytu ...zgodziła się ... po czym przed samym wyjazdem oznajmiła że dlaczego ma płacić na wczasy m...skoro syn ma za darmo...i zgadnijcie kto zapłacił???? bo oczywiście miś nie miał tyle .... bo się nie spodziewał.....oczywiście że ja !!!
a najlepsze w tym to..że nawet mnie nie zapytał ....ba..nawet mnie nie poinformował.....po prostu zapłacił z wspolnego konta z kasy na życie ....i dowiedziałam się jak odrzuciło mi tranzakcję w sklepie.... wtedy mi biedny opowiedział swoją historię......
wtedy to nie o kasę miałam pretensję ..ale o fakt że nawet mnie nie poinformował..nie uzgodnił tego ze mną...jakbym miała obowiązek płacić na jego syna z tytułu związku z jego ojcem....

59

Odp: Finanse w związku

Mój były zarabia prowizyjnie i płaci na dziecko, więc jak tylko miał, a zazwyczaj nie miał to dokładał, niestety wydatki były na mojej głowie.

60

Odp: Finanse w związku
chceuciekacstad napisał/a:

Jakbym o moim m czytała...... i o sobie.....on swoja kasę wydaje po pierwsze on, po drugie jego syn.. i alimenty ..po trzecie...jeśli coś zostanie to nasz dom i kredyt....

Najważniejsze to nauczyć się ZDROWEGO EGOIZMU...
Nie dawać wkręcać się w poczucie winy... "jakbyś mnie kochała to byś z pieniędzmi problemu nie miała... przecież to moje dziecko... przecież ja nie mam dziecka na codzień... nie mogę wydać więcej niż mam... itp"

Nie słucham tego jęczenia, nie biorę go do siebie, robię to co jest najlepsze dla mnie i dla mojego dziecka. Konsekwentnie biorę od niego pieniądze na życie i wspólne wydatki. Przecież z waszej miłości nie może czerpać korzyści tylko jedna strona.

Co to znaczy "jeśli coś zostanie"? Czy ma problem z terminowym płaceniem za kredyt czy wydatki domowe?

61 Ostatnio edytowany przez podobna (2014-05-25 13:54:03)

Odp: Finanse w związku

a ja myślałam, ze tylko u mnie występował niesprawiedliwy podział wydatków wink
owszem mieliśmy mniej więcej podzielone kto za co płaci,
ale opórcz tego przy podobnych zarobkach potrafiłam co miesiąc odłożyć jakąś sumę, a on zero
do tego nie miałam problemów z zapłaceniem za coś extra i stopniowo stawalo się to normą, niestety
podobnie jak używanie mojego samochodu do wyjazdow na zakupy, bo pali mniej
błędem było to, ze wszelkie zakupy dla naszego dziecka robiłam ja, płacąc oczywiscie z mojego konta
ex chyba tylko raz w ciagu 10-letniego małżenstwa zaproponował, że kupi młodemu buty
żył chyba w przekonaniu, ze wszystko dla małego finansuje się w cudowny sposób samo i dlatego pewnie teraz uważa, że płaci niebotyczne alimenty, a tak naprawdę jest to dokładnie połowa tego, co wydaję miesiecznie na dziecko, nie licząc, że to na moich barkach spoczywa 90%-owy cieżar wychowania syna
teraz wiem, że to był błąd, ta jego niewiedza, co ile dla dziecka kosztuje
nawet za wizyty i badania w ciąży płaciłam zawsze ja a kiedy w planach był np. remont nigdy nie padło pytanie "w jaki sposób to sfinansujemy?", bo w naturalny sposób odpwoiedzialność za to finansowanie przyjmowałam ja, to był kolejny błąd
jedynym plusem było to, ze od początku mieliśmy oddzielne konta, co ułatwiało mi panowanie nad finansami

ktoś sie wczesniej wypowiadał, ze wszystko powinno być wspólne
jasne, też jestem tego zdania pod warunkiem, że obie strony wyznają taką samą zasadę
związek, w którym jedno jest żywicielem, a drugie pasożytem nie pociagnie zbyt długo, chyba, ze żywicielowi ta rola pasuje, bo pasożytowi zapewne tak wink

62

Odp: Finanse w związku

A czy komuś w tych drugich i kolejnych związkach udało się wypracować normalny układ ?
Ja sama się szamocę z sobą chyba najbardziej .. oboje jesteśmy po rozwodzie - mój syn z nami mieszka, jego syn bywa co 2 weekendy , ma u nas pokój jakby mieszkał.
Na tle finansowym są ostatnio problemy..bo ja przestałam bawić się w rolę żywiciela głównego. Jego alimenty i wydatki dodatkowe dla syna i dla niego samego to jego jedyne zainteresowanie ... bywało tak że musiałam z alimentów syna dokładać do budżetu ...
Obecnie od maja mamy podział : składamy się na wspólne rachunki , kredyt i żywność podstawową .... niektóre rachunki jak za gaz ja płacę większe- no bo ja i mój syn korzystamy z ciepłej wody...a on jest sam...a jego syn jest mniej więc nie ma co go brać pod uwagę ...tak mi powiedział. No ok.... a co z odwiedzinami gości ??? będziemy liczyć temu do kogo przyjechali... heh takie to wszystko zagmatwane ..

63

Odp: Finanse w związku
chceuciekacstad napisał/a:

A czy komuś w tych drugich i kolejnych związkach udało się wypracować normalny układ ?
Ja sama się szamocę z sobą chyba najbardziej .. oboje jesteśmy po rozwodzie - mój syn z nami mieszka, jego syn bywa co 2 weekendy , ma u nas pokój jakby mieszkał.
Na tle finansowym są ostatnio problemy..bo ja przestałam bawić się w rolę żywiciela głównego. Jego alimenty i wydatki dodatkowe dla syna i dla niego samego to jego jedyne zainteresowanie ... bywało tak że musiałam z alimentów syna dokładać do budżetu ...
Obecnie od maja mamy podział : składamy się na wspólne rachunki , kredyt i żywność podstawową .... niektóre rachunki jak za gaz ja płacę większe- no bo ja i mój syn korzystamy z ciepłej wody...a on jest sam...a jego syn jest mniej więc nie ma co go brać pod uwagę ...tak mi powiedział. No ok.... a co z odwiedzinami gości ??? będziemy liczyć temu do kogo przyjechali... heh takie to wszystko zagmatwane ..

Problem w tym, że nie to normalne co wypracowali inni, tylko to co nam pasuje. A wypracowanie dla nas normalnego, satysfakcjonującego układu to bardzo trudna i indywidualna kwestia.
Dlatego pomimo, że wiele osób się wypowiada, nie ma przepisu na dobry uklad, bo przecież każdy ma inny start, inną sytuacje finansową i rodzinną. Ale dzięki temu wątkowi możemy wyeliminowac patologie i sytuacje kiedy jesteśmy ewidentnie wykorzystywani.

64

Odp: Finanse w związku
Tendre77 napisał/a:

Sadie - On oczywiście się dokłada. To nie jest tak, że jest trutniem, ale ciągle są spięcia na tej lini, bo pomimo, że uzgodniliśmy stałą kwotę, którą on wkłada do budżetu na koszt wspólnego życia, to stale słyszę "nie mam, bo musialem pożyczyć, nie mam, będę miał w przyszłym tygodniu bo premia, bo praca, bo dzieci..." a ja rachunki, kredyt i jedzenie muszę kupić na bieżąco i nie mam jak jego wkladu brać pod uwagę. Uważacie, że jestem przewrażliwiona?

Wiem, że mogą się posypać gromy, że jak jesteśmy razem to powinno być wspólnie, ale...
Przez całe życie pracuję, dorabiam się, spłacam kredyt... i teraz miłość ... on wprowadza się do mnie... ponieważ to moje mieszkanie to ja płacę kredyt... to ja płacę za telewizor, ekspres, meble... On mieszka i korzysta z tego wszystkiego bo to jest przecież MOJE...
to może sprawiedliwie byłoby, żeby to On kupił mieszkanie i spłacał kredyt, a ja na pół roku wprowadze się do niego...

To niezła perspektywa do rozważenia na sucho.
Każdy płaci za to, co uważa za swoje, na czym mu zależy. W to inwestuje.
Twoje mieszkanie, Twoje dzieci - to część stała, ale Twojego życia. On płaci na swoje dzieci i stara się nie być ciężarem dla Ciebie. Ale nie ma Ci czego zaproponować. Nie miał okazji Ci dać czegoś wartościowego i stałego (bo Ty to wszystko już masz). Może Twój partner nie jest typowy, ale typowy (przynajmniej wedle mojego rozeznania) facet chce, żeby jego kobieta coś mu zawdzięczała. Chyba że się nie angażuje finansowo, bo ma perspektywę tego, że związek się rozpadnie.

Przykłady:
1/ zrobiłem jej remont, ale się ze mną rozstała, to po co? straciłem na tym związku, napracowałem się i nic z tego nie mam.
2/ skoro ona umie się utrzymać, to do mnie należy zapewnienie rozrywek - jeśli ona się nie przyłączy, to przynajmniej dla samego siebie.

Więc stawiam pytanie, w jakim stopniu Wasz podział wkładu finansowego do wspólnego życia to Twój pomysł i aranżacja. Bo może on ma inny pomysł, ale niech się wypowie - za co zapłaci bez ociągania, z własnej inicjatywy.
A może to powinna być inwestucja, z jego kieszeni, ale na Was oboje? Żeby czuł, że inwestuje.
Poza tym nie jest pomysłem od czapy, aby ustalenia spisać i potwierdzić datą i podpisami Waszymi. Taka umowa między Wami tylko, ale znaczy więcej niż umowa ustna.

65

Odp: Finanse w związku

U mnie jest tak, że mój mąż przynosi swoją wypłatę i daje ją mi. Ja opłacam rachunki, robię zakupy itp. Tak było również przed ślubem, dawał mi swoją wypłatę, a ja odkładałam ją na wesele. Jeżeli mój mężczyzna potrzebuje pieniędzy, to ma kartę do bankomatu bądź mówi mi, żeby ileśtam mu dać. Moja koleżanka natomiast ma taki podział, że ona placi rachunki, a jej partner kupuje jedzenie i chemię.

Posty [ 1 do 65 z 77 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026