Chciałabym opisać swoje wątpliwości i usłyszeć byćmoże inny punkt widzenia. Zobaczyć jak to jest u was. Zależy mi zwlaszcza na opiniach kobiet i mężczyzn po przejściach. Jak to jest u was, jak to rozwiązujecie?
Jestem kobietą po przejściach, mam dzieci. Do tego nieźle zawsze radziłam sobie finansowo... i tu jest pies pogrzebany moi mężowie zarabiali podobnie... po jakimś czasie jednak wyglądało to tak, że ja utrzymywałam dom, dzieci, spłacałam kredyty... a oni się "dokładali".
Wiem, że jestem kobietą KKZB i leczę się z tego. Ale z tym trzeba walczyć już chyba całe życie.
Do sedna - teraz jestem w nowym związku i aby nie popełnić ponownie błędu - "ja utzymuję nas... a on zarabia na siebie i swoje potrzeby" od początku wyraziłam swoje wątpliwości i określilam jasno jak sytuacja finansowa ma wyglądać i jak ma dokładać się do domowego budżetu. Ja płacę kredyt za mieszkanie, utrzymuję dzieci, siebie, opłacam rachunki, place za jedzenie - On dokłada na częśc rachunków, jedzenie, środki czystości - stałą kwotę.
Pomimo co jakiś czas wybuchaja duskusje, są problemy z jego terminowym rozliczaniem się z zobowiązań. Wszystkie inne kwestie w związku są na super poziomie. Ale boję się, że ta finansowa znowu spowoduje rozpad, zwłaszcza że jestem już baaardzo ostrożna i chyba przewrażliwiona na tym punkcie.
Jak wygląda to u was?