Cześć,
chciałbym tutaj podzielić się swoim problemem, wierzę że ktoś będzie potrafił mi pomóc i dać ewentualne wskazówki.
Otóż gdy byłem w liceum zakochałem się bez opamiętania w koleżance z klasy. Niestety, gdy chciałem się do niej zbliżyć dowiedziałem się, że ma już chłopaka (znalazła sobie kogoś, nawet nie wiedziałem kiedy, stało to się tak szybko). W tym stanie nieszczęsnego zakochania musiałem trwać do końca liceum. Było mi momentami potwornie ciężko, zwłaszcza gdy widziałem ich we dwójkę, jako szczęśliwą parę. Często popłakiwałem w domu. Na studniówce też było mi koszmarnie ciężko. W końcu gdy skończyło się liceum, poszedłem na studia pełen optymizmu, że być może na studiach znajdę tę drugą połówkę. Niestety, ale historia mi się w zasadzie powtórzyła. Poznałem wspaniałą Kobietę, doskonale spędzało nam się razem czas, bez problemu się dogadywaliśmy. W końcu zaprosiłem ją w ładne miejsce, przytuliłem do siebie i...dowiedziałem się, że od czterech lat jest w szczęśliwym związku (to było na samym początku II semestru, teraz jestem na III). Coraz gorzej sobie z tym radzę. Cały czas chce mi się po prostu ryczeć, nie mogę przestać o niej myśleć. Tak, wiem, jest cała masa ludzi, którzy mają dużo gorsze i cięższe problemy. Ja jednak chciałbym poradzić sobie jakoś ze swoim. Bardzo Was proszę, powiedzcie jakie działania mogę podjąć, żeby się po prostu odkochać? Najgorsze jest to, że widzimy się codziennie na wykładach, ćwiczeniach czy lektoratach z języka obcego. Nie radzę sobie z tym.
Nie wiem co jeszcze dopowiedzieć. Mam 21 lat, nigdy nie miałem kobiety. Szczerze mówiąc to nawet nie muszę mieć, byle żebym się odkochał i mógł sobie normalnie żyć, nie popadając w te ciężkie stany depresyjne. Nie chcę zakochać się po raz kolejny nieszczęsliwie...
Zdaję sobie sprawę z tego, że najłatwiejszą rzeczą jest po prostu znalezienie sobie kogoś innego. Ale to też nie jest takie proste.