Sprawa jest moze troche dziwna, troche smieszna. Moj maz uwielbia niespodzianki. Oczywiscie mi robic. Uwielbia wprost ni z tego ni z owego wyskoczyc z czyms co juz wczesniej zaplanowal (krotki wyjazd, koncert, wystawa) i poprostu mnie tam zabrac. Wiekszosc jego niespodzianek jest slodka i super ale tak naprawde czesto jestem poddenerowana, ze musze rezygnowac z moich planow i przyjac niespodzanke. Nie zrozumcie mnie zle jestem mu bardzo wdzieczna, ze tak bardzo sie stara. Mieszkamy w innym panstwie (maz nie jest Polakiem i nie mieszkamy w PL). Jest bardzo opiekunczy i stara mi sie pokazac ciekawe rzeczy w swoim kraju i nie tylko. Dba, zeby mi sie nie nudzilo. Jednak ta jego pasja do niespodzianek zaczyna mnie troche meczyc. Prosilam, lagodnie grozilam, ze nie chce juz i nie przyjme kolejnych niespodzianek ale na nic. Kolejna niespodzianke, o ktorej wiem ale nie wiem szczegolow to nasz wyjazd na Sylwestra. Domyslam sie gdzie jedziemy ale udaje, ze nic nie wiem bo nie chce go martwic, ze za szybko to odkrylam.
Tak sie zastanawiam czy moj maz to taki wyjatkowy przypadek? Tez macie takich partnerow ktorzy ciesza sie na sam widok waszych zdziwionych min?
_______________________________________________________
Wieczne Miasto BG