Długo zastanawialam się czy o tym napisać, bo mam wsparcie przyjaciól, z tym, że nie moge ich notorycznie obarczać swoimi problemami. Dlatego też, chce Was prosić o rade.
Chłopak zerwał ze mną w październiku, twierdząc,że "dużo sie zmienilo i nie odpowiada mu moje zachowanie(cokolwiek to znaczy)''
Przez cały czas odkąd sie spotykalismy bylo idealnie, zero kłótni, no chyba, że o to, kto ma pościelić łóżko, bo było tak jakbysmy byli dla siebie stworzeni. Jedyny problem to odległość, jakieś 300km. na poczatku znajomosci, nie chcialam sie w to angazować, bo przezkadzala mi ta odleglosc, ale on mnie zapewnial, ze to nic, ze bedziemy razem, bo to tylko kilka godzin jazdy, ze w tygodniu i tak oboje pracujemy i nie mielibysmy dla siebie czasu. Tymbardziej, ze ja mam taka prace, w ktorej nie pracuje tylko 8h, a wiecej. czesto tez przynosze prace do domu... mam bardzo powazne i odpowiedzialne zajecie, dlatego wiem, ze nie ma, on mnie nic do zarzucenia, jesli chodzi o zachowanie.
Ostatnio mial rozmowe o prace(a wiem, ze to jest cos co chcialby robic) dlatego zyczylam mu powodzenia. I od tego sie zaczelo. Jakies 3tyg. temu. odpisal mi, ze dziekuje, ze o nim pamietam i ze zycze mu dobrze. Pisal tez, ze martwi sie o mnie, bo w ogole sie nie odzywam do niego. I przesylal same buziaki... -na co ja, odpowedzialam mu, ze on tylko utrudnia mi sprawe, bo chcial, abym o nim zapomniala. -byla cisz przez kilka dni i nagle wiadomosc od niego, ze on nie chcial mi wczesniej o tym mowic, bo chce, abym sobie ulozyla zycie i nie myslal o nim, ale mu jest cholernie ciezko beze mnie.
Pogubilam sie we wszystkim. Zrywa ze mna, nagle takie wyznania ? Najgorsze jest to, ze mojej siostry chlopak sie z nim spotkal, bo sie zaprzyjaznili i on mu powiedzial, ze zerwal ze mna tylko dlatego, ze mieszkamy za daleko od siebie.
Ja nie potrafie o nim zapomniec. Kilka razy w tygodniu ze soba rozmawiamy i on zachowuje sie jakby nigdy nic takiego nie mialo miejsca. Opowiada mi co robil, co u niego w domu,pyta o mnie, o moja rodzine. Ostatnio nawet w celach sluzbowych byl w poblizu mojego miejsca zmieszkania i stwierdzil, ze chyba musimy sie zobaczyc, bo dawno sie nie widzielismy. Ale spotkanie nie doszlo do skutku, bo kazde z nas o roznych godzinach bylo wolne.
Uwierzcie mi lub nie.
moge spotykac sie z różnymi facetami, kazda randka wyglada tak samo-nie potrafie sie skupic na rozmowie-choc z nie mam z tym problemu, bo to moj glówny atut i narzedzie pracy.- siedze i myslami jestem z moim bylym facetem.
W polowie stycznia mam bankiet firmowy i moglaym zabrac jakiegos kolege, ale pomyslalm o nim. I powiedzialam mu o tym, on byl zadowolony i powiedzial, ze pomysli o tym. Jutro musze dac odpowiedz z kim wyjezdzam,gdy go pytam czy juz podjal decyzje,on sie nie odzywa
a bardzo chcialabym z nim pojechac, bo wiem, ze bedac z kims innym, bede caly czas myslami znow z nim...
Kurcze, to jest osoba na ktorej mi zależy mimo, ze juz troche czasu minelo. Ciagle o nim mysle i nie potrafie zapomniec. Nawet nie chce. Chce, aby bylo tak jak wczesniej-tzn. znow z nim byc. Bylam nawet gotowa przeprowadzic sie do jego miasta...i zostawic wszystkich, aby byc z nim
Nie wiem, co robic, jak to naprawic... Jeśli ktos jest mi w stanie doradzic, to bede wdzieczna.