MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

Temat: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Małżeństwem jesteśmy od 16 lat.Poznaliśmy się w okresie studiów, odpaliło uczucie, po roku ślub.
Pierwsza praca, mieszkanie i pierwszy samochód na kredyt.
Mamy dwie cudowne Córki w wieku - 5 i 8 lat.
Żona jest jedynaczką, ja pochodzę z wielodzietnej rodziny ale pochodzimy z "dobrych" domów.
Mamy wady, które były nam znane - ona:nie dopuszcza krytyki pod swoim adresem, ja:konsekwentny, uparty,bywam nerwowy.
Po narodzinach naszej pierwszej Córki zacząłem zauważać (wcześniej powtarzali mi to wszyscy ale silnie bagatelizowałem),że zarówno Ona jak i Jej Rodzice nie dopuszczają kompletnie żadnych uwag, krytyki w stosunku co do swoich zachowań, poczynań. Teściowa-emerytowana urzędniczka wysokiego szczebla, Teść-od dwóch lata na emeryturze (lekarz). Przykładów możnaby mnożyć, np. teść wrócił po całonocnych libacjach w agancji towarzyskiej,potargany, bez pieniędzy. Bura przez 2-3 dni a później teza, że to wina kolegi,który go wyciągnął a teść nic nie winny. Innym razem podczas spotkania rodzinnego teść troszkę przesadził z alkoholem i zrobił awanturę niczym nastolatek na wiejskiej dyskotece. Czyja wina? Oczywiście wszystkich wokół,którzy polewali (zaznaczam, że teściowa całą imprezę siedziała obok niego).
Analogicznie sytuacja dotyczy mojej Żony, która faktycznie jest wyjątkową osobą ale w ich oczach awansuje do roli ponadczłowieka,ponadkobiety...krążą już legenda w rodzinie, że jakby przygotowała zupę z kamieni "byłaby najsmaczniejsza na świecie". Teściowie bardzo często podkreślają Jej walory...kobiecość, inteligencje, zaradność itp. Cokolwiek by nie zrobiła "nie tak" - także będzie wszystkich wina. Zostawiła samochód nie zaciągając ręcznego - wina ręcznego, nie zapłaciła podatku za działalność - wina urzędu skarbowego bo powinni sms informować a nie listownie, zgubiła kluczyki do samochodu - wina kluczyków. Do pewnego momentu lekceważyłem temat. Później zacząłem reagować już agresywnie...i tutaj nastąpiła moja osobista klęska. Dzisiaj bym to bagatelizował, lekceważył nadal. Przyjął zasadę, że to taki typ ludzi i tyle. Zaznaczam, że przy każdej imprezie, spotkaniu w/w sytuację zauważały nawet osoby postronne. Taki jakiś rodzinny narcyzm w stosunku co do swojej rodziny. Najpiękniejsi, najmądrzejsi, najlepsi.
Oczywiście rady, rady i wizję jak się powinno robić to czy tamto.Oczywiście nie przekładało się to w rzeczywistym realu. Przykład: nigdy nie zabrali wnuczek na jakieś wyjście (na lody,do kina) a mieszkają dosłownie 200 metrów od nas, nie zaprosili nigdy na obiad niedzielny. Żyli swoim życiem. Celowo opisuje tą sytuację, ponieważ uważam, że ona ma realny wpływ na to co stało się w "naszym związku". Relanie dzisiaj patrząc są to ludzie, którzy wykorzystują innych do osiągnięcia własnych celów, kreują się na osoby którymi nie są. Najbardziej liczy się fakt aby mówiono o nich dobrze i z ogrmną wyniosłością "wielkich" ludzi.
Po narodzeniu naszej drugiej Córki (5 lat temu) kupiliśmy domek szeregowy obok miejsca zamieszkania. Ja w tym czasie otrzymałem ofertę pracy z drugiego końca Polski...wyjechałem na roczny kontrakt. Było ciężko ale zarobiłem na wykończenie nowego "gniazdka". Praca od rana do wiczora. Moi rodzice pomagali przy dzieciach. Ja przyjeżdżałem co tydzień tylko na sobotę i niedzilę. Nasze relację mocno się "ochłodziły".
Nie zwróciłem jednak na to uwagi...byłem "zapchany" natłokiem obowiązków ale tęskniłem cholernie za rodziną.W każdy piątek wsiadałem do samochodu i pędziłem 600 km aby spotkać się ze swoją Rodziną. Z reguły kończyło się to na sobotnich spotkaniach lub wyjściach do znajomych, wypadach do SPA itp. Nie poświęcaliśmy czasu dla Siebie. Po roku wróciłem do Rodziny...znalazłem pracę w lokalnej firmie za dużo słabsze pieniądze. Kierowałem małym zespołem analityków. Zauważyłem, że nasze małżeństwo zaczyna się "rozchodzić". Ciągłe kłótnie, ciągłe wypominanie, ciągle coś nie tak. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci w piaskownicy...ona swoje/ja swoje. Zauważyli to Rodzice, którzy kazali nam żyć obok siebie...bo dzieci, bo opinia, masa argumentów abyśmy byli razem. Nieważne szczęście nas samych, ważne aby utrzymać Rodzinę, Małżeństwo. To Żona chciała odejść, to ja. I tak w kółko.Takie życie "bez polotu". Praca-dom-dzieci. Schemat mocno powtrzalny. I wtedy...pojawił się On (Pan X).
O Panu X słyszałem z opowieści mojej Żony. Był Jej Kolegą,Przyjacielem, taką bratnią duszą. Często powtarzała, że zawsze mogła na niego liczyć a z drugiej strony wiedziała, że on zawsze chciał od niej "coś więcej". Ona nie była tym zainsteresowana. Nie był "w jej stylu" - powtarzała często. Czasmi był męczący i nachodził ją często - wtedy jak była zmęczona i nie miała "interesu" mówiła Rodzica, że nie ma Jej w domu a kiedy przekraczał "granicę" szybko ustawiała go do pionu. Kiedy potrzebowała zaś pomocy on zawsze służył pomoca. Relację się "rozjechały" - Ona poznała mnie, zakochaliśmy się w sobie, po roku slub itd. On znikł z naszego horyzontu. Oczywiście gdzieś pojawiał się w opowiesciach ale zawsze puszczałem to między wierszami. Paiętam sytuację, kiedy dzwonił do niej kilkanaście razy a ona nie odbierała telefonu i drwiła z niego (bylismy już małżeństwem) - wtenczas nie wytrzymałem i wysadziłem ją na środku skrzyzowania aby wracała do domu na pieszo...nie dlatego, że on dzwonił.Zszokowała mnie Jej reakcja. Oczywiście dzisiaj sytuację można przedstawić "po swojemu" i pokazać mnie jako złego człowieka, męża, który wysadził żonę na środku miasta i kazał wracać piechotą do domu. Z perspektywy czasu - to zachowanie uważam za mało dojrzałe dzisiaj ale cóż - stało się. Spotkali sie przypadkowo kilka razy ale Ona nie była zainteresowana relacją z nim - kochała mnie wtenczas i uszanowała moje zdanie.
Obok naszego szeregowca stał skrajny dom szeregowy...ktoś go kupił ale nic w nim nie robił. Stał pusty. Aż któregoś popołudnia, ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem Pana X ze swoją Rodziną. Uwaga - to dom który graniczy z naszym tylko ścianą. Paranoja - pomyslałem ale nie chciałem byc uznany za "chorobliwego zazdrośnika" więc temat "odpuściłem. W środowisku znajomych faktycznie byłem uznawany za "zazdrośnika" i w pełni się z tym zgadzam. To zdecydowanie moja wada - mam piekną Żonę, z wadami jak każdy ale to także wynikało z pewnej kwestii. Mianowice Żona w domu była wychowywana bardzo tradycjonalnie, niby wszystko jej było wolno ale zawsze czuwała Mama "z twardymi zasadami". Miałem wrażenie jakby Żona w młodzieńczych latach się "nie wyszalała". Miała "ciągoty" do koleżanek o wątpliwej jakości - rozwódki, koleżanki w tzw. wolnych związkach, kolżeanki, które zostawiały swoich mężów i wyjeżdzały "same" na wakacje. Nie interesował Ją model Rodziny, małżeństwa "tradycyjnego". Czasami powtarzała, że się "dusi". Ja ograniczyłem Jej towarzystwo,ponieważ zauważyłem, że jest podatna na wpływy i tzw. "rozluźnione relacje". Widziałem to i zbagatelizowałem uważając, że sam mam na to realny wpływ...odciąłem znajomych "po przejściach", wyjazdy do SPA "z koleżankami". Zdecydowanie zbudowałem taką klatkę, którą chciałem zbudować aby Ją i Nas ochronić...nie zauważyłem, że zabijam Jej swobodę, wolność. Przyznaje - mój błąd. Przyznam szczerze - to był ogromny błąd. Wracjąc jednak do meritum...
Żona zaczęła się mocno oddalać, ja także. Żyliśmy swoją pracą i doprowadziliśmy do tego, że ja - kanapa i latop, Ona - przeglądanie ciuchów i zakupy online. Liczyły się dzieci i gospodarstwo domowe przez duże G. Były oczywiście spotkania ze znajomymi w każdą sobotę. Postrzegani bylismy jako "dobre" małżeństwo. W środku jednak ani Ona ani Ja nie bylismy szczęśliwi. Pogoń za pieniądzem, za pracą. Takie "byle jakie życie".
Po drodze nawet byliśmy u adwokata kilka razy i prawie mięlismy się rozstawać...ale zawsze było jakieś "ale".Ona szukała pomocy u Rodziców, Teściów, ja u Przyjaciół. Było źle. Czułem, że już Jej nie zalezy, mi także nie zależało.
Wtedy pojawił się ON - Pan X, sąsiad zza ściany, przyjaciel, bratnia dusza. Żona opiwedziała Jemu historię jak to nie jest szczęsliwa, płakała. On to świadomie wykorzystał. Przecież mógł przyjechać i porozmwiać ze mną ale Jemu nie chodziło o Nas...chodziło o Nią.Zaczeło się od pocieszania i codziennnych sms, telefonów...ona wyżalała się Jemu a on Ją pocieszał. Na Jej pytanie czy nie przeszkadza to Jego Żonie - odpowiedał, że nie. Przecież on żyje w normalnym związku - nie to co moja Żona. On cały czas chciał wykorzystać tą sytuacje. Mało tego na spotkanie z moją żoną przywiozła go jego żona ... mojej żonie opowiadał, że żyje w takim związku otwartym i pełnym zaufania czym zbił jej czujność. Jak się później okazało , po mojej rozmowie z jego żoną - swojej zonie powiedział, że jedzie na spotkanie z KOLEGA z klasy a nie PRZYJACIÓŁKĄ. Sama się rzekomo zdziwiła jak zobaczyła moją żonę...ale nie chciała robić "rabanu". Wysadziła go i pojechała do domu, do dziecka. Zona opiwedziała Jemu historię całego naszego życia i mocno "nagięła" fakty pod zaistniała okoliczność. Później schemat już znany...chowanie telefonu pod pouszkę, sms od rana do wieczora, rozmowy po nocach, potajemne spotkania. Oczywicie u nas było coraz gorzej...doszliśmy już do momentu, drogi bez wyjścia. I nagle dwa lata temu dostalismy "spory" rachunek za telefony komórkowe. Chcąc wyjaśnić sytuację zamówiłem u operatora bling szczegóły. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałem.Przyszedł listownie...okazało się, że rachunek "nabiła" nasza Córka, która kontaktowała się z kuzynką z Norwegii ale zaciekawiło mnie, że na jeden numer wysłano - 600 sms, 7 godzin rozmów (o 23.00, o 23:30) z tel mojej żony. Szok, niedowierzanie. Sprawiłem - to był jego numer. Wróciła Żona z pracy...rozpłakałem się. Pakowaliśmy się własnie na wyjazd sobonio-niedzielny. Była moja Mama. Arogancja i butność mojej żony przeszyła nas mocno. "Co Wy się czepiacie", "to po koleżeńsku" i inne bzdurne wytłumaczenia. Płakałem. Widziałem, że jest inaczej. Mama która przyjechała zaopiekowac się naszym psem...siadła z wrażenia.Na reakcje mojej zony odpowiedziała: "Synu, chyba wiesz gdzie są buty i walizka". Nie zaregaowałem. Przecież są dzieci. Pojechaliśmy na wyjazd...atmosfera fatalna, gorzej niż zła. W międzyczasie nasłuchałem się opowieści, że to moja wina, że byłem zaborczy - cała masa argumentów przeciwko mnie.No nic...nie odpuściłem. Skoro nic się nie wydarzyło złego to poprosiłem moją Żonę aby przekazała mi telefon a ja kupie jej nowy. OCzywiście silnie broniła swojej racji.Telefon oczywiście wysłałem do ekspertyzy do dwóch firm...po otrzymaniu raportu "opadły mi ręce". Od 18 miesięcy były sms od rana do wieczora, częste spotkania "na kawę". Kontakt od poniedziałku do piątku i zawsze kiedy mnie i zakładam jego żony nie było obok. Rekord - 800 sms, 16 godzin rozmów od niej do niego, w druga stronę jeszcze więcej. Masę memów, grafik, sentymentalne melodie itd.Spakowałem Żonę, spakowałem dzieci i wysłałem na "dodatkowe wakcje". W tym czasie spotkałem się z moimi przyjacielami (bardzo zaufanymi).To nie było właściwe posunięcie...każdy miał inną "wizję".Przegadaliśmy 2 dni i 2 noce i wypiliśmy chyba skrzynkę whisky.W poniedziałek pojechałem z jednym z moich przyjaciół do psychologa...i spędziłem tam 4 godziny.Pani Dr nie pozwoliła mi zostać samemu więc wszyscy wzięli mnie w opiekę jak małe dziecko (ojciec, bracia, pzyjaciele). Od żony dostawałem sentymentalne sms o miłości, kochaniu, małżeństwie w ilościach "tonowych", odwdzięczałem się tym samym ale jakoś przeczuwałem, że "gra". Psychicznie byłem poniżej kreski i w totalnej rozsypce.Myslałem o najgorszym.Miałem dwie polisy na życie, dodatkowo u brokera wykupiłem dwie dodatkowe i wsiadłem w samochód...myślałem co robię.Wiedziałem,że tylko jeśli skończe z sobą to tylko w wypadku samochodowym - wtenczas zabezpiecze moją rodzinę.Finansowo.Przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem przed siebie.Przejechałem 20 km i wyjechałem na autostradę. Zerknąłem na pobocze raz,drugi.Zauważyłem buciki z baletu mojej Córki.Momentalnie się ocknąłem i wróciłem do domu.W pracy totalana porażka...3 paczki papierosów i wypalanie kolejnych sekund. Byle do 17-stej.Powrót do pustego domu.Dramat.Po powrocie porozmawiałem z Żoną..."przesadzasz", "chorobliwa zazdrość" i rozmowa z Teściami,którzy bronili tezy, że "nic się nie stało" a ja mam wybaczyć i iść do przodu".Finalnie-psycholog co 2 dni,silne leki depresyjne.Wszyscy udawali, żyli jak gdyby nic się nie stało. Ja już wiedziałem...co się wydarzyło ale chciałem to usłyszeć od niej...nie usłyszałem.Mijały kolejne tygodnie a mi wcale nie było lepiej...zawodowo wyniki jakoś się broniły ale to raczej praca zespołu i odcinanie kuponów od tytanicznej pracy sprzed AFERY.Skupiłem się na sobie-siłownia,bieganie i Dzieciaki.O nią dbałem...wysyłałem wiersze,piekne cytaty, gotowałem wyszukane obiady.Pomagałem Jej we wszystkim.Po 3-4 miesiącach temat zaczął się przewijać codziennie i to nie tylko ja inicjowałem rozmowę. Moja Żona zapragnęła mieć 3-cią Córkę.O co chodzi pomyślałem?Zapytałem sprawdzonej Pani psycholog...chce się zakotwiczyć przy Panu.Ona też się starała...kupiła jakąś markowa koszule, zabrała na wyjazd za który zapłaciła, zamówiła bilety do teatru.Nadal nic nie mówiła i  broniła tezy, że to "były żarty".Przełom nastąpił w Święta przy składaniu życzeń..."było mi z nim dobrze, nie będę ukrywać.On spełniał każde moje deficyty poza cielesnymi bo tego mi nie brakowało.Nie zdradziłam Cię.Przysięgam na nasze dzieci".Po Świętach jeszcze bardziej sie rozchwiałem i postanowiłem "jakoś" to zakończyć.Zadzwoniłem do Pana X a on zaproponował spotkanie u siebie.Poszedłem...oczywiście nic się nie dowiedziałem.Rozmawiał tylko o sobie, nic o dziecku,nic o Żonie.Mało tego ilekroć chciałem iść do toalety-szedł za mną twardo.Wiedziałem,że jego Żona nie wie.Bał się, że wrócę do tematu.Widziałem to po nim.Nagle na ogródku pojawiła sie moja Żona a On potwierdzał już wcześniej ułożoną litanie,że nigdy się nie spotkali, że ja zazdrosny.Takie tanie kawałki na zabicie faktów.O zgrozo Moja Żona broniła tej tezy wspólnie z nim...znam Ją.Wiedziałem i widziałem,że kłamie.Upokorzyła mnie przy nim.Nazajutrz oczywiście L4 i kawa z Panem X.Sądziłem,że podejdzie po męsku.Niestety-nie.Moja wiedza była ponad nim. Dzisiaj żałuje, że wogóle dopuściłem do tej rozmowy,spotkania.Oczywiście machaliśmy sobie cześć, jego Żonie także.Nie  daje wiary,że Ona nie widziała.Nie wierze,że nie zauważyła.Później spotkaliśmy się na placu zabaw przypadkiem z dziećmi, wypiliśmy piwo w restauracji obok aż zanou przełom-moja Żona na imrezie u moich Rodziców...uswiadomiła mojej Mamie co Ja robię.Dopuszczam do swojego domu "wroga".A więc targany znowu emocjami przy pierwszym spotkaniu z Panem X powiedziałem, że ta znajomość jest skończona i, że nie ma sensu się nawzajem oszukiwać, że zostaniemy kolegami.Żona nadal nic nie mówiła.W międzyczasie kupiliśmy działkę w pobliżu,projekt.Zaciągnęliśmy kredyt i zaczęliśmy budowę nowego domku (dom marzeń :)).Ona tego nie unosiła też psychicznie...widziałem. Całą złość przelewała na wszystkich...o dziwo na jego żonę, na mnie, na dzieci.I znowu przełom w ferie..."tak spotykałam się z nim,tak wyznał mi miłość,tak kochał mnie całe życie,zauroczyłam się, tak chciałam odejśc ale on ma rodzinę i to kazałam uszanować,tak stworzyliśmy taki układ między sobą który miał nikogo nie ranić (taki układ w dorosłym życiu ma swoją nazwę-tak uważam),dobrze się bawiłam itp., miałam Ciebie dość".To już był mały sukces - powiedziała mi o tym sama.Po całej sytuacji zadzwoniłem do jego żony i opowiedziałem o tym wszystkim.Oczywiscie opowiedziałem w wersji light szanując jej emocje.Po dwóch dniach zadzwoniłem i zaprosiłem na kolację bez dzieci.Nie przyszli.On sie wzbraniał i zrzucił na mnie i moją chorobliwą zazdrość,kreował się na dobrego kolegę.
Sprawa zamknięta.Nadal mieszkamy ściana w ścianę.Ja finalnie spadłem zawodowo ze "stołka" i zaczynam od początku.Nie wiem co dalej, boje się jutra,kocham Ją pomimo,że skrzywdzilismy siebie nawzajem b.mocno.Najbardziej jednak przeraża mnie manipulacja.Dzisiaj moja Żona zmienia mocno stanowisko (ół roku temu/dzisiaj):

on szarmancki/zwykły ściemniacz (dzisiaj)
on pewny siebie/tchórz i smieszny frajer (dzisiaj)
ona ma wszystko/żałosna-ma męża który jej nie kocha i poznał ją w dołku a ona się łudzi (dzisiaj)
oni są szczęśliwi/żałośni ludzie, tragicznie, istna komedia jak "grają" między sobą
ona pisała bo było jej z tym dobrze/on pisał i latał za nią więc go wykorzystała, on jest bez honoru i zawsze się dawał wykorzystywać

Przerażenie moje sięgneło zenitu podczas spotkania u naszych znajomych. Żona po kilku drinkach "wyśmiewała" się z niego i opowiadała wszystko z tej relacji żoną moich przyjaciół. Następnego dnia zadzwoniła do mnie Żona mojego przyjaciela. Była przerazona jak można tak manipulować uczuciami, ludźmi dla własnego "interesu". Moja żona tak podsumowała tą relację: zauroczyłam się a on się biedny zakochał...teraz wiem,że kocham mojego Męża na nowo. Ja to odbieram inaczej: teraz czuje się szczęśliwa.Dzięki tej relacji każdy coś zrozumiał". Mnie nadal ona przeraża w jakimś stopniu. Finalnie bawiła się i nim i mną.

Ja postanowiłem postawić i pokochać przede wszystkim siebie...i jakoś tracę w sens "My", chyba korzystniej wyjdzie "Ja".
I na zakończenie podsumowanie moich Teściów: "Ty wepchałeś w ramiona", "On zwykły szmaciarz", "Nie na takiego Ją stać", "Zawsze można się zakochać i odkochać"...oczywiście nigdzie nie ma miejsca dla mnie i dla moich dzieci. Jest tylko miejsce dla niej. On to wykorzystał...słodził, pisał wiersze, wysyłał sentymentalne sms. Wykorzystał TO.Dzisiaj pozostawił pobity wazon,który sklejamy razem. Ona mówi , że najwazniejsza jest wolność i szacunek. Ja mówie: zaufanie i uczciwość. I to jest chyba najwiekszy problem:(

Jego żona broni go mocno. Myślę, że bardziej chodzi o utrzymanie rodziny i usadzenie męża przy sobie. Mają bardzo dobry status materialny. To też dużo wnosi. Dla mnie zdrada zaczyna się w momencie manipulacji, mijanki, knucia i ukrywania...czy się mylę?

Moja Pani Psycholog stwierdza jednoznacznie: lepiej brzmi Pana: "nie byłem dobry" niż każda tania bajka wciskana w czyjeś sumienie. Uważa też, że problem jest w niej...nie we mnie, nie w nim. I to mnie przeraża najbardziej.

Wiem, że miała kontakt co najmniej 1,5 roku....a co jeśli to trwało latami???

Przepraszam za nieład literacki ale nadal nie mogę dojść do poziomu zero. Wiem jednak, że muszę być odważny...dla niej, dla nich, dla siebie.
Dzisiaj dostałem propozycję pracy z innego miasta...znowu większe pieniądze i ciekawe perspektywy. Najchętniej wyjechałbym z Nimi i zaczął wszystko od ZERA.  W bloku z wielkiej płyty i 15-letnim Fordem. Zrozumiałem, że być a nie mieć:(
Ale się rozpisałem...jak humanista a jestem urodzonym ścisłowcem :)

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Straciłem chyba kwadrans na czytanie tych wypocin i nie wiem o co chodzi. Skrótowo:
1. Masz dziwnych teściów i dziwną żonę, którzy nie przyjmują wszelkiej krytyki i wszystko co złe zwalają na innych.
2. Za ścianą mieszka były facet żony, z którym łączy ją dziwna relacja, niby mu pomaga, ale go wyśmiewa.
3. Ty nie wiesz jak się w tym odnaleźć, więc starasz się olewać temat i w ogóle się tym nie przejmować.
No i?

3

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Dzięki za poświęcony czas na moje "wypociny". Brak doświadczenia zrobił swoje:)

No właśnie...to no i co dalej...

Jeszcze nie stoję twardo na ziemi aby podejść do tego "bez emocji".

Mała uwaga do pkt 2 - ten facet twierdzi , że kocha ją całe życie i kochać będzie.  Idealne zejście z przyjaciela do partnera.

Pkt 3 - właśnie nie mogę się w tym odnaleźć (od dłuższego czasu), chyba nikt by nie mógł. Po omacku szukam winnych, także w sobie. To chyba nie jest ta droga...

4

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Opisałeś wszystko tak literacko, że dochodząc do końca człowiek nie pamięta co było na początku tongue
Po pierwsze. Różnie jest z tymi dawnymi miłościami. Być może pan X zawsze kochał Twoją żonę. To wcale nie jest wykluczone. Szczególnie że być może nie wiedział, ze ona ma zrytą psychikę. Ale być może wcale jej nie kocha tylko chce pobzykać. Nie dowiemy się.
Po drugie. Być może Twojej żonie taki pocieszyciel jest potrzebny. Ty jesteś taki jaki jesteś (nie twierdzę, ze zły), ale on okazuje jej zainteresowanie, pociesza ją itp. A kobiety lubią jak się im okazuje zainteresowanie i się je pociesza. A już szczególnie kobiety znudzone życiem i małżeństwem. Tak naprawdę czasem tak jest, że w związku pojawia się kryzys czy tam wypalenie i to nie jest nic aż takiego poważnego i da się to pokonać, ale z przypadku pojawia się jakaś osoba, która powoduje że to wszystko się rozpada. Być może pan X jest taką osobą, która "wstrzeliła się" w odpowiedni moment.
Po trzecie. Jak w związku się psuje to zazwyczaj winne są obie strony. Idę o zakład, że jak większość osób w wieloletnim związku osiadłeś na laurach i wszystko Ci spowszedniało. Pojawiło się zniechęcenie i rozczarowanie, nuda. Na pewno na to wszystko nie pomogła praca 600km od domu. No i wtedy pojawił się on, tak jak napisałem w punkcie drugim. Ale oczywiście żona też jest winna bo w zdrowym związku nie powinna szukać pocieszenia w ramionach pana X tylko pójść z Tobą na terapię czy tam coś w tym stylu.

5

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Coś, co zmartwionemu86 zajęło 15 minut, mi 20 wink
Się trochę, autorze, rozpisałeś... Jeśli Ty się w tym pogubiłeś, to co my- czytający- mamy powiedzieć tongue poszedłeś do psychologa, a Twoja małżonka (według teściów i jej samej) jest bez winy- dobre. Sam też zauważyłeś, że jej przyjaciel ,,wykorzystał" ochłodzenie waszych relacji- plis, ona jest pełnoletnią i swój rozum ma. Pewnie taki wiecznie zadurzony w niej kolega korzystnie wpływa na jej ego. Ale mniejsza o to.
W Twoim poście nie widzę żadnych pytań o radę, więc...
A, teściów też masz fajnych smile

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

6

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Oczywiście winę za kryzys biorę w dużej mierze na siebie...fakt.
Zastanawiam się tylko co dalej?
Żona mówi o dziecku, nie utrzymuje (tak zakładam) relacji z Panem X.
Najchętniej wyjechałbym do innego miasta i zaczął "od nowa".
Reakcja Teściów oraz Jej samej jest wynikiem tego co napisałem.
Oczywiście mam "swoje za kołnierzem" ale nadal uważam, że brzmi lepiej niż "nic się nie stało".
Kocham swoją Żonę, kocham swoje Dzieci...ale cholernie się boje aby sytuacja nie miała Replaya.
Żona nie zakończyła tego świadomie. Zakończyłem to Ja. Oczywiście słysz informację od niej samej:
raz, że chciała zakończyć na dniach ale "akurat" ja przeszkodziłem a innym razem, że chwyciłem za rękę w ostatniej chwili.
Kontakt codziennie...od 7:45 (7:40 wyjeżdżałem do pracy): 30-40 sms dziennie, telefony, nocne rozmowy kiedy ja byłem w delegacji.
On jest żonaty, ma dzieci. Ustalili, że kiedyś będą razem...aczkolwiek on zadeklarował, że jest gotowy już odejść od żony, co rzekomo zblokowała moja żona nie chcąc rozbijać rodziny. Gdyby był sam...kto wie.
Nie chce rozliczać, nie chce wyjaśniać, nie chce sprawiedliwości...ja już większość wiem (w przeciwieństwie do jego żony).
Nie mam doświadczenia w takich sprawach - nie wiem jakie kroki wykonać, na co zwrócić uwagę, co dalej....?

7

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)
PIOTR L. napisał/a:

Oczywiście winę za kryzys biorę w dużej mierze na siebie...fakt.
Zastanawiam się tylko co dalej?
Żona mówi o dziecku, nie utrzymuje (tak zakładam) relacji z Panem X.
Najchętniej wyjechałbym do innego miasta i zaczął "od nowa".
Reakcja Teściów oraz Jej samej jest wynikiem tego co napisałem.
Oczywiście mam "swoje za kołnierzem" ale nadal uważam, że brzmi lepiej niż "nic się nie stało".
Kocham swoją Żonę, kocham swoje Dzieci...ale cholernie się boje aby sytuacja nie miała Replaya.
Żona nie zakończyła tego świadomie. Zakończyłem to Ja. Oczywiście słysz informację od niej samej:
raz, że chciała zakończyć na dniach ale "akurat" ja przeszkodziłem a innym razem, że chwyciłem za rękę w ostatniej chwili.
Kontakt codziennie...od 7:45 (7:40 wyjeżdżałem do pracy): 30-40 sms dziennie, telefony, nocne rozmowy kiedy ja byłem w delegacji.
On jest żonaty, ma dzieci. Ustalili, że kiedyś będą razem...aczkolwiek on zadeklarował, że jest gotowy już odejść od żony, co rzekomo zblokowała moja żona nie chcąc rozbijać rodziny. Gdyby był sam...kto wie.
Nie chce rozliczać, nie chce wyjaśniać, nie chce sprawiedliwości...ja już większość wiem (w przeciwieństwie do jego żony).
Nie mam doświadczenia w takich sprawach - nie wiem jakie kroki wykonać, na co zwrócić uwagę, co dalej....?

"Ukochana" wali Cię po rogach od kilku lat a Ty ujadasz po kątach. Nie tylko ona była w waszym związku nieszczęśliwa, Ty też, jednak nie wywinąłeś jej takiego numeru. Piszesz, że Ty zakończyłeś tą ich relację... dobre sobie. Gwarantuję Ci, że nic nie jest zakończone. Miałam podobną sytuację, też wykryłam romans mojego męża, gorące smsy po 100 szt dziennie, też tłumaczenie, że to "żarty" i że już z tym skończy. Myślisz, że zakończył? A skąd! Kupił drugi telefon, który trzymał w pracy! Z perspektywy czasu, żałuję, że od razu nie odeszłam. Zmarnowałam parę miesięcy na walkę, która z góry była przegrana. Nie widzisz, że ten związek nie ma sensu? Ona Cię nie chce, przecież "uzgodniła" ze swoim kochasiem, że kiedyś będą razem. Jesteś jej w stanie zaufać? Śpisz spokojnie? Nie dostajesz ataku paniki jak widzisz ją z telefonem? Idę o zakład, że tak. To się już nie zmieni. Będziesz się budził i zasypiał z milionem wątpliwości w głowie, z ciągłym lękiem, czy dalej nie doprawia Ci rogów. Chcesz dla siebie takiego życia? Łudzisz się, że zarwie kontakt, który trwał latami. Nie bądź naiwny. Przejrzyj na oczy, że od początku żyjecie w trójkącie. Oczywiście, to że mieszkacie przez ścianę to czysty przypadek, a nie zaplanowana akcja "zakochanych". Eh...
Puść ją wolno. Niech sobie do niego leci. A na Twoim miejscu powiedziałabym wszystko jego żonie, niech wie z kim ma do czynienia. Szczerze żałuję, że nikt wcześniej nie doniósł mi o poczynaniach mojego męża, bo jak się potem okazało, to dużo osób o tym wiedziało. Jego żona powinna mieć szansę na ułożenie sobie życia z wartościowym człowiekiem, który szczerze ją pokocha.
Na Twoim miejscu wystawiłabym pani walizki i niech spada do kochasia, daleko nie ma. A Ty weź się w garść i zawalcz o siebie, bo o nią nie ma sensu. Powodzenia wink

8

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Na mój gust, póki on jest waszym sąsiadem- takie akcje mogą się powtarzać, a Ty wiecznie nie możesz "czuwać" nad poczynaniami żony. Poza tym oni sobie ,,ustalili", ale ona to zatrzymała- medal za to się należy big_smile Oboje musicie chcieć tworzyć rodzinę.
I nie bierz całej winy na siebie. Jasne, zawiniłeś (zamykanie kogoś w złotej klatce nie może się udać), ale to jej nie usprawiedliwia i nie upoważnia do zdrady emocjonalnej (o ile tylko).
Swoją drogą- żoną czuje skruchę? Wie, że niefajnie postąpiła? Próbuje coś naprawić, aby między wami grało?
To naprawdę zły moment na powiększanie rodziny.

Naiwna911 napisała bardziej dosadnie, jak opisana przez Ciebie sytuacja wygląda.

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

9

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Analogicznie jak z moją bratową. Brat wyjechał do Berlina - pracował po 12 godzin na dobę, wynajmował mały pokoik - 7 m2 (jest informatykiem). Też chciał wszystkich "zaspokoić". Bratowa nawiązała relację ze swoim przyjacielem ze szkolnej ławy. On rodzina, 2 dzieci. Cała akcja trwała prawie 2 lata.
Finalnie...okazało się, że to wina mojego brata, który nie poświęcał Jej czasu. Ciekawe, że ten układ odpowiadał jej i nic nie mówiła mojemu bratu.
On zarabiał na pustaki, dachówkę, okna....a ona bawiła się ze swoim przyjacielem. W tym czasie zostawiała dzieci u swoich rodziców i znikała z domu.
Naturalnie w niedziele do kościoła, gra na emocjach Brata, który lądował w domu co 2 tygodnie i wielkie I love You.
Jak cała sprawa wyszła na jaw..te same historyjki: po koleżeńsku, żarty, o co problem robi itp.
Finalnie przyjaciel wrócił do żony, która przeszła załamanie nerwowe (podobno ciągał się z nią po szpitalach rok czasu).
Bratowa oczywiście wszystko zrzuciła na niego...jakie to było "żałosne". Zaznaczam, że jest kobietą na poziomie a wytłumaczenia tej sytuacji były na poziomie nastolatki z gimnazjum.
Dom sprzedali, wyprowadzili się do Niemiec...i zaczęli wszystko od początku.

Co radzę:

1. Zmiana miejsca zamieszkania
2. Rozmowa z jego żoną - nie ma sensu (zakładam, że sprawdziła i wie więcej niż się Tobie wydaje)

PAN X to człowiek pozbawiony HONORU.
Dzisiaj żona naśmiewa się z tej relacji a nie tak dawno świata poza nim nie widziała. Żałosne.
Mało tego wyciąga wszystkie fakty z tej relacji. Facet może i jest nią zaślepiony - fakt.
Nie zdziwiłabym się gdyby jemu mówiła zupełnie co innego.

Świat dwulicowych ludzi...żałosne.
A teściowie zapewne Kościół co niedziele i "wyszukane" towarzystwo...skąd ja to znam.

A tak nawiasem - zapewne jego żona nigdy nie posunęłaby się do takiej manipulacji.
Zapewne to poczciwa osoba.

10

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Czy żałuje? Nie wiem ... raz mówi, że żałuje (wtedy opowiada szczegóły tej relacji) innym razem, że owinęła go sobie wokół palca, przecież widziała ,ze ma do niej słabość. Nie to mnie przeraża...przeraża mnie jak ona nim sobie wyciera teraz sumienie, wcześniej wycierała mną.
Tak samo jak ze mnie, teraz ironicznie
Opowiada o tej relacji i dosłownie z niego DRWI.
Dałem możliwość wyboru? Mogła odejść...wtedy zaczęły się lamenty, płacze.
Dwa lata "w mocnym zawieszeniu" to już chyba przesada.
Zgadzam się: nie byłem dobry, nie zauważałem Jej ale chyba to lepiej brzmi (dojrzalej) aniżeli: nic się nie stało.
I wcale nie chce robić z siebie ofiary...

Zastanawiam się jak moja Żona mogła z NIĄ rozmawiać, jak mogła tak "grać":(

11

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)
PIOTR L. napisał/a:

Czy żałuje? Nie wiem ... raz mówi, że żałuje (wtedy opowiada szczegóły tej relacji) innym razem, że owinęła go sobie wokół palca, przecież widziała ,ze ma do niej słabość. Nie to mnie przeraża...przeraża mnie jak ona nim sobie wyciera teraz sumienie, wcześniej wycierała mną.
Tak samo jak ze mnie, teraz ironicznie
Opowiada o tej relacji i dosłownie z niego DRWI.
Dałem możliwość wyboru? Mogła odejść...wtedy zaczęły się lamenty, płacze.
Dwa lata "w mocnym zawieszeniu" to już chyba przesada.
Zgadzam się: nie byłem dobry, nie zauwwtażałem Jej ale chyba to lepiej brzmi (dojrzalej) aniżeli: nic się nie stało.
I wcale nie chce robić z siebie ofiary...

Zastanawiam się jak moja Żona mogła z NIĄ rozmawiać, jak mogła tak "grać":(

Nie bądź naiwny, z nim pewnie z Ciebie nabijała się w podobny sposób. Serio myślisz, że zerwie kilkuletnią znajomość tylko dlatego, że w końcu tupnąłeś nogą?
Nie byłeś dobry? Straszne. Ona zapewne była wzorem cnót wszelakich. W każdym związku zdarzają się dołki, kryzysy. Nie każdy jednak decyduje się wtedy szukać na boku. Generalnie szczerze współczuję Ci krótkowzroczności. Dasz jej na bank koleją szansę. Ona się nie zmieni. W końcu i tak odejdziesz, może za parę lat, jak nakryjesz ją na czymś jeszcze gorszym. Masz satysfakcję, że z niego drwi? Wyobraź sobie jak przez te lata obydwoje drwili z Ciebie. Nie daj się nabrać na jej płacze, bo to stała zagrywka "zdradzaczy". Ona nie płacze, bo jej głupio za to co zrobiła, a płacze tylko dlatego, że się wydało i musi teraz z ukochanym zejść do podziemia i kombinować jeszcze bardziej. W nowym roku życzę Ci więcej trzeźwości umysłu. Uwierz, przechodziłam przez podobne piekło, jak tego nie zakończysz, to nie będzie lepiej wink

12

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

naiwna911 - serdecznie dziękuję za zdroworozsądkowe uwagi.

Szczerze - dwa lata to zdecydowanie za długo na takie "marnotrawienie życia". Z tym się zgadzam.
Mnie nie przeraża relacja,która się zawiązała między nimi. Zejście od przyjaźni do miłości to wręcz idealny "układ".
Dzisiaj wiem, że Jej zachowanie "po tym" oraz ocena Teściów kompletnie mnie "rozwaliła".
Masz rację...trzeba zainwestować w "siebie".
Czas pokaże co dalej....nie będę Jej kontrolował, nie będę jej sprawdzał czy zeszli do podziemi.
Jeśli tak - to Jej świadomy wybór...
Ta sytuacja jest kolejnym dowodem na to, że ludzie wierzą w to co chcą i na każdą teorię znajdą wytłumaczenie i dowód, najlepiej w taki sposób żeby oni sami byli w porządku..
Nie mówię, że byłem idealny, bo nie byłem.
Dużo się nawzajem nauczyliśmy przez ten rok, szkoda, że tak późno.
Mówią ,że od zdrady fizycznej można uciec,wsiąść i odjechać gdzieś od osoby,z którą się zdradziło partnera...natomiast nie ma ucieczki od zdrady emocjonalnej,bo zdradza się partnera całym swoim wnętrzem,a przed sobą samym nie ma ucieczki...zdrada emocjonalna jest sprzedaniem całej swojej osoby bez reszty innemu człowiekowi i odtąd nie należę już do partnera,do siebie samego,tylko do osoby trzeciej...
...kocham Je (moje Kobiety) najbardziej na Świecie ale wiem ,że nie jesteśmy Bogami aby wymierzać sprawiedliwość „po swojemu”.

    Gdybym nie miał sobie nic do zarzucenia i był IDEALNYM mężem zapewne bym odszedł. Wiem też, że bardzo ciężko jest zaufać po czymś takim a sama myśl o TYM katuje mnie mocno każdego dnia.

Ona dzisiaj mówi: KOCHAM TYLKO CIEBIE a najgorszą KARĄ dla niego jest fakt, że nigdy mnie nie miał i mieć nie będzie....

Sądzi, że tym mnie przekona...no nie,  to tym bardziej mnie dystansuje i stawia OBOK:(

Podpisuje nowy kontrakt i zaczynam nowy zawodowy etap, stawiam na siebie...jakoś ponownie do MY muszę chyba na nowo dojrzeć i uwierzyć:(

13

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Piotrze...jeszcze jedno. Zapewne "jakiś" plan jest ułożony na każdą ewentualność. Uwierz.
Szczerze współczujesz wszystkim i odważnie wziąłeś odpowiedzialność "za wszystkich", chociaż uważam, że też masz coś na swoim sumieniu (dobrze ,że masz tego świadomość). Od mojej bratowej odsunęli się wszyscy dosłownie i to dla niej chyba największa kara...brat się zdystansował, dzieci, rodzina.
Tak się kończy jeśli ktoś bawi się czyimiś uczuciami. Jedna zasadnicza różnica, że moja bratowa po długim namyśle pojechała do żony swojego przyjaciela (ex-kochanka)  i przeprosiła w "cywilizowany" sposób i zakończyła tą relację widząc "co ma do stracenia". Oczywiście jego żona wysłuchała jej wersji a następnie wywaliła za drzwi.
Z Twojego opisu jasno wynika, że Żona w świadomie wchodziła w ta relację a teraz oczekuje, że wszyscy będą nadal jej "czapkować".
Dziwie się, że Jego żona jeszcze jej nie spoliczkowała - tym bardziej , że mieszkacie obok.
No chyba, że uknuli plan przeciwko tobie a on jawi się jako ten szlachetny,dobry człowiek. Nie sądzę jednak, że naiwność ludzka może sięgać tak wysoko.
Zaproponuj żonie wyprowadzkę...zobaczysz jaka będzie reakcja.
Co do dziecka? Myślę, że ona zobaczyła co ma do stracenia i "łapie" się wszystkich sposobów aby zatrzymać, utrzymać swoją rodzinę "w całości".
Nie uważam, że to jest właściwa droga ale nie jestem Wami.
Co do jej zachowania i ośmiewania jego? To wg mnie kolejny dowód, że odcięła z nim kontakt i wyciąga kolejne fakty aby się uwiarygodnić.
Nie uważam jak moja przedmówczyni, że ma z nim kontakt. Niby dlaczego? Raczej uważam, że RÓŻOWE OKULARY spadły.
Widać wyraźnie, że poświęciłeś DUŻO dla ratowania małżeństwa, relacji,rodziny. Chyba ona to też widzi, co?

Niektórych stać tylko na tanie uniki. Spokojnie - to nie Ty oszukiwałeś.
Teraz ona obwinia Ciebie, Jego, jego Żonę (o zgrozo) i cały świat a ona taka pokrzywdzona myszka....identycznie jak z moją bratową.
No jednak ona stanęła wyżej aniżeli twoja zona - zakończyła to oficjalnie a nie miotała się aby wyjść z całej sytuacji "bez uszczerbku na własnym JA".
Inni powiedzą, że jesteś tchórzem, że się miotasz, że mazgaisz. A ja doskonale pamiętam mojego brata i uważam zupełnie inaczej.
To wymaga ogromnej ODWAGI, ogromnej WALKI, ogromnej DETERMINACJI i chyba ogromu MIŁOŚCI!!!
Pogubiłeś się mocno w tej całej relacji ale faktycznie nie każdy odnajduje się w takiej sytuacji i myśli "normalnie".

Przesłałam link dla mojego brata...może napisze do Ciebie na priva. Życie. Masakra!

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Znam to ze swojego podwórka. Jak dobrze, że tutaj zajrzałam.Idzie nowy rok - czas na zmiany.Znam kilka par po romansach i tylko jedną, której udało się przetrwać i odbudować właściwą relacje.Znam swój przypadek...co mogę podpowiedzieć: nie wierz w nic, nie słuchaj nikogo.
Znam te sms i codzienne zwierzania jak to źle podałam zupę, czy jak się źle zajmowałam nim.Znam te wyjścia z kolegami na piwko i "dziwne" szkolenia o których nikt w jego firmie nie słyszał.Znam te teściowe, które bronią swoich dzieci i oczekują filmów video bo to moja obsesja.
I dziękuje Bogu, że łajdaka i jego rodzinki już nie muszę oglądać.Przynajmniej domek postawił, samochód zostawił i tak sie zakochał - odszedł z 1 walizką i ze starganą reputacją.
Sylwestra spędzam z dziećmi ... on na wynajętej kawalerce zapewne fajnie się bawi.
Ja napisałam list do niej i do jej męża. A co z tym zrobią? Niech robią co chcą. Mam to gdzieś. Ona też zostawiła swoje dziecko z mężem. Piotr inni maja racje...klaki na dół. Ona chciałaby miec i rodzine i zabawe. No ma żonka problem...ty to "olej". Szkoda dzieci tylko. Wszystko to będzie przypadek a ty furiatycznie sie czepiasz. I do tego pewnie jestes agresor. To tak jak u mnie. Wolnośc moja jedyna...

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

I tak na zakończenie starego roku...myślałam, że mnie już nic nie zszokuje po moim rozpadzie SOLIDNEGO MAŁŻEŃSTWA ale twoja historia mnie zastanawia a właściwie reakcja żony. I tak się zastanawiam:

1. ZACHOWANIE ŻONY

   Żona z niego drwi i wyciąga wszystko na niego aby sama się "oczyścić". On może i zakochany ale kompletnie pozbawiony jakiegoś szacunku do siebie.
   Przecież to wręcz patologiczne zachowanie...z kimś się umawiać na bycie kiedyś razem a teraz wyśmiewanie się z niego.
   Tak się zastanawiam czy żonka nie gra nadal na dwa fronty. Hmm...jeśli nie to on kompletnie pozbawiony jest jak dla mnie męskich genów. Być może      dlatego pozwala po sobie skakać.Kobiety tego nie cierpią...flaki z olejem/nie facet. Śmiem twierdzić, że go faktycznie owinęła wokół palca.

2. JEGO ŻONA

   Wg. mnie ona także go lekceważy a twoja się nim zainteresowała, zatroszczyła a i przy okazji przyjacielskie stosunki.
   Co mówi twoja żona o jego żonie? Co on jej opowiadał? Ciekawi mnie to bardzo.
   Przyjazd z żoną na spotkanie z twoją żoną to już szczyt manipulacji z jego strony. No tak...chciał się POKAZAĆ zapewne.
   Głupi facet jak dla mnie.

3. WYPROWADZKA

   Jak najbardziej wskazana...jak najdalej od teściów i tego śmiesznego Pana X.
   Tradycjonalne wychowanie nie polega na skakaniu w bok. Jak się panna nie wyszumiała to proponuje lot F16...przejdzie szybko.
   Sugeruje, że masz solidne wykształcenie. Nie musicie ascetycznie obniżać drastycznie standardu życia ale faktycznie BYĆ nie MIEĆ. Mądre.

4. NIE BĄDŹ TAKI JAK ON

   Nie wysyłaj sentymentalnych sms, muzyki miłosnej, wierszyków.To działa na niekorzyść w tym momencie. Tego my kobiety nie znosimy w przesadzie.
   Uważam, że on się tym pogrążył. Wyszedł na mięczaka, który nie dość, że biegał za nią jak piesek na każde zawołanie to jeszcze przynudzał.
   Jej było z tym dobrze...to fakt. Widzisz jakoś ci nie powiedział prawdy...te typy tak mają.Zawsze wrócą z podulonym ogonkiem.I gwarantuje tobie       dzisiaj, że nadal biegałby wokół budy gdyby było to jemu dane. Nawet jak suczka obrzuciłaby go błotem. Ona też straciła szacunek    do niego.Uwierz.Kundel a nie rasowy pies.
   
5. TWOJE POSTĘPOWANIE

   Oj Kochany, coś mi się wydaje, że masz sporo namieszane w tej relacji.Zapewne nie zdradzałeś swojej żony bo wyczuwalny jest twój stosunek do tych    kwestii ale w jakiś sposób też miałeś może większy niż opisujesz wpływ na to co się stało. A on jak chciał pomóc to dlaczego nie zadzwonił, nie    spotkał się z tobą? Pytanie czy on nie chciał czy też ona tak nim posterowała aby nie chciał zadzwonić.Teraz napuszcza ciebie na niego...zabawne.

Ja szybko załatwiłam mojego wybranka i wydawałoby się DOBREGO człowieka. Nie pozwoliła na to moja GODNOŚĆ. On tej godności nie ma a jego żona zapewne też ma o nim wyrobione zdanie...dla mnie to dupa nie facet. Ty nabroiłeś ale masz cywilną odwagę się do tego przyznać. Oni się utopią w tym szambie. Kwestia czasu. Rób swoje. Kochaj Je...nie saze , że ma z nim kontakt a jesli tak to dziewczynka z zapałkami świetnie się bawi. Sądze jednak, że ona skończyła a teraz trzeba to jakoś wyprostować. Zauważ jeszcze jedno...kiedyś go nie chciała, teraz też go nie chce o czym świadczy jej podejście. A on będzie biegał...żałosny typek. A jeśli jego żona wie więcej i gra przed nim to już nawet nie chce o nim słyszeć. On powinien ze swoją żoną solidnie porozmawiać, zabrać samą na wypad nad morze, w góry. Przeprosić i opowiedzieć o wszystkim...nie sądze aby było go na to stać. Szczerze.

Odp: MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Piotrze, jeszcze jedno: bądź sobą i kochaj swoje Dzieci...zrób trzy kroki wstecz.
Ona teraz zaczyna "doceniać" Rodzinę, Ciebie, Małżeństwo ale analogicznie do mojej sytuacji Ty także nie jesteś człowiekiem pozbawionym AMBICJI.
Czy dacie radę? Nigdy nie ma tej gwarancji. Nie zniżaj się do poziomy zdrady, manipulacji, kombinowania i odrywania się tym samym.
Pan X zapewne będzie się kręcił i kręcił wszystkimi - swoją żoną, twoją żoną, tobą. Gratuluje odwagi...ale ty kochasz za bardzo. Czasami to błąd:(
Finalnie...spakowałbym rodzinę i wyjechała. Gdybym tylko wiedziała wcześniej. Ty już to wiesz...bądź MĄDRY!!!

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » MANIPULACJA PRZEZ DUŻE "M" a Ja ją nadal Kocham ... jeszcze :)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018