Witam Kobietki,
Moj 'problem' w porownaniu z wieloma tutaj opisanymi to zaden problem, ale dobrze mi sie czyta Wasze rady, a wiadomo, ze samemu ciezko czasem ocenic sytuacje.
Mam 25 lat, On jest rok starszy, znamy sie od 15 lat, ale widywalismy sie tylko w wakacje, gdy wyjezdzalam do rodziny. Zawsze uwazalam go za fajnego, przystojnego chlopaka, z ktorym sie dobrze dogaduje, wiem ze z jego strony bylo podobnie, ale zawsze sie z kims innym spotykalismy, wiec nasze relacje byly tylko kolezenskie.
Wszystko sie zmienilo w wakacje - oboje bylismy wolni, a ze zawsze mielismy sie ku sobie, to cos wyniknelo i zaczelismy sie spotykac. Mieszkamy jakies 100 km od siebie, ale to ja przyjezdzalam do rodziny, bo on tam spedzal weekendy, on do mnie nie przyjechal ani razu. Zylismy na smsach. On tlumaczyl, ze nie przyjezdza, bo zniwa, rodzicom musi pomoc, ja to rozumialam, wiedzialam, ze od rana jest na nogach, bo maja duze gospodarstwo. Ale gdy praca w polu sie skonczyla to oczekiwalam, ze przyjedzie. Strasznie sie o to poklocilismy (jestem osoba, u ktorej co na sercu to na jezyku, natomiast on jest bardzo spokojny i opanowany), wykrecil sie, ze jednak musi jechac (minal sie z prawda, moim zdaniem jemu jest sie ciezko oddalic gdzies na weekend, nawet nie zostaje w miejscu gdzie studiowal, zeby wyjsc ze znajomymi, a po prostu jedzie do domu). Zdenerwowalam sie i napisalam mu, ze skoro tak mu ciezko sie ze mna spotykac to powinnismy sie rozstac. Nic nie odpisal. Zeby nie bylo, ze ja taka niedobra i wybuchowa: jeszcze przed tym wydarzeniem przez tydzien sie nie odezwal, chociaz wiedzial, ze w tym czasie mam obrone pracy magisterskiej, gdy w koncu nie wytrzymalam i zapytalam czemu sie nie odzywal to napisal, ze 'jakos tak mu czas zlecial'. Po tym co napisalam rada powinna byc prosta: olej goscia. Skoro jednak pisze, to jest jakies ALE. Otoz On (szczegolnie jak byl podpity na imprezie) czesto mi mowil, ze mnie od dawna kocha, ze wyjedzie do mojego miasta, ze znajdzie tu prace, bedziemy razem mieszkac, czasem mialam wrazenie, ze moglby mi sie oswiadczyc). Po moim smsie, ze nie widze nas jako pary nie rozmawialismy - moze 1-2 smsy, w ktorych chcialam poruszyc temat tamtej rozmowy, on mowil, ze ok (tylko zrobi sobie obiad i wraca), ale nie wrocil. Po miesiacu dostalam smsa z pytaniem co u mnie, nie wiedzialam co napisac, wiec stwierdzilam, ze nie pisze. Na nastepny wieczor znow sms (pora wskazywala, ze moze byc na imprezie, a wiec po piwku) z prosba, zebym co odpisala, a zaraz nastepny z pytaniem czy bedziemy razem. Nie wiedzialam co napisac, rano odpisalam, ze u mnie w porzadku i takie tam, teraz dalej z jego strony cisza.
Nie wiem co o tym myslec. Normlnie to bym odpuscila, ale chlopak jest naprawde dobry, pracowity, nie jest zbyt wylewny i moze czasem niesmialy. Nie wiem za bardzo co takie zachowanie moze znaczyc, a szczegolnie ze pare razy nie udalo mi sie z nim porozmawiac, wiec nie wiem czy teraz by to cos dalo.
Inna sprawa, ze pochodzimy z innych srodowisk, oboje mamy skonczone studia i prace, ale on cale zycie ciezko pracowal na wsi, zadne wakacje, ferie itd, tylko ciezka praca w polu, a jedyna rozrywka to sobotnia zabawa wiejska, ja z kolei pochodze z miasta i dzieki rodzicom troche swiata zwiedzilam, mialam rozne kursy jezykowe, sportowe - takie inwestowanie w siebie. Chcialabym, zeby teraz, kiedy on nie musi w weekendy pracowac, pojezdzil gdzies razem ze mna. Ale naprawde nie wiem czy w ogole zawracac sobie nim glowe. Czasem mam wrazenie, ze zachowuje sie nie jakby mial 26 lat, a 16.
Jesli udalo Wam sie to doczytac to bede wdzieczna za konkretne komentarze ![]()