Witam serdecznie.
Chciałabym poznać waszą opinię na temat naszej historii.
Ja druga żona ,mąż wdowiec ma dwie córki[12 lat i 19 lat]. Ze starszą córką problemy były od zawsze [pyskowanie,brak jakiegokolwiek podporządkowania się, żadnej pomocy w domu mąż chciał żeby obie miały jakieś obowiązki ,ale jego żona nie pozwalała bo muszą się uczyć[tylko na naukę kładła nacisk]. I tak to wyglądało ich życie-mąż wymagał to był niedobry tatuś ,a mama na wszystko pozwalała to była fajna.W tym wszystkim co rok wczasy bo dzieci co rok ferie na narty,do Disneylandu do Paryża tatuś załatwił to w ogóle nie było dostrzegane to był jego obowiązek.Doszło do tego że starsza córka potrafiła się do mojego męża miesiąc nie odzywać, chyba że potrzebowała pieniędzy i pewnie dalej by go tak traktowała gdyby nie umarła jej matka[w przeciągu miesiąca chora trzustka]. To zmieniło wszystko został mój mąż z prawie dorosła córką [wtedy prawie osiemnastoletnia]i tą mała wtedy dziesięcioletnią.I co teraz córka która nigdy ojca nie szanowała ma się podporządkować?która nigdy w domu nic nie robiła ma pomagać bo matki brakło?pewnie niektóre córki by mogły to zrobić,ale nie ta tej córce honor nie pozwolił.Więc mąż został tak z tym wszystkim sam i tu chyba bozia nad nim czuwała bo pojawiam się ja -szczęście w nieszczęściu.Szczęście dlatego bo zakochujemy się w sobie na zabój ,a nieszczęście dlatego że tak szybko [3 miesiące po śmierci],ale miłość przychodzi i my naprawdę nie mamy na to wpływu teraz to wiem chociaż przyszło nam zapłacić wysoką cenę za to uczucie.Wszyscy znajomi męża się od nas odwrócili,jego rodzina też, chociaż w tym maczała palce też jego starsza córka.To był trudna decyzja czy mamy być razem ?czy damy radę ?wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie do tego różnica wieku[20 lat chociaż dla mnie i męża niezauważalna]i oczywiście byłam gwoździem do trumny między mężem a starszą córką.Nigdy mnie nie zaakceptowała,nawet wtedy jak zamieszkaliśmy razem[była w ostatniej klasie liceum więc nie miała wyjścia]. Zaraz po maturze się wyprowadziła do brata mojego męża do innego miasta i właśnie od tego czasu brat męża nie utrzymuje z nami kontaktu[nie wiemy co tam było powiedziane,a ze brat męża nie ma dzieci to pewnie nie wie do czego są niektóre zdolne]i jej uwierzył.Córka męża zaczęła studia ma rentę po matce 700 zł a my wysyłaliśmy jej 400 zł co miesiąc.Stwierdziła ,ze za mało i podała męża do sądu gdzie przyznano mu 550zł.Od półtora roku z ojcem i z młodszą siostrą nie utrzymuje kontaktu.Nie była na naszym ślubie ,nawet jak mąż był w szpitalu na operacji to nawet nie zadzwoniła ,a w tym wszystkim najgorsze jest to ze mój mąż to jest najlepszy człowiek jakiego znam tylko za dobry dla wszystkich i za to dostaje po ry....Tak mi go szkoda bo widzę jak on to przeżywa że własna córka go do sądu podała,że nie utrzymuje żadnego kontaktu nawet z siostrą.Przekreśliła tyle lat wychowywania,opiekowania się to właśnie mąż od małego był z dziećmi po lekarzach mąż,na wywiadówki mąż,uczył pływać na nartach i sto innych rzeczy jak to rodzic chciał to robić ,no bo który rodzic chce źle dla swojego dziecka.czy widzicie jakieś wyjście z tej sytuacji?a może ma ktoś podobną sytuację i może coś doradzi?
1 2011-12-06 15:53:14 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-12-08 14:15:28)
Podobne tematy
Czytałam gdzieś, że rodzic ma prawo oczekiwać od dziecka pomocy i kontaktu - niestety chodzi tu o osoby starsze, które mogą domagać się by dziecko zajęło się nimi na starość, więc nie jest to sytuacja nawet podobna. Jednak nie wierzę, by nie było jakiejś możliwości interweniowania w tej sprawie, sprawie finansów oczywiście. Gdzieś z pewnością są jakieś normy, regulujące ile dziecko może w takiej sytuacji oczekiwać.
Jednak co do całej sytuacji - jest dorosła i może robić to co uważa za słuszne. Nie mam dzieci i jest mi trudno wyobrazić sobie co można czuć w takiej sytuacji, kiedy widzi się, że dziecko popełnia błędy. Ale ma do tego prawo i skoro do tej pory ojciec nie miał wpływu na córkę, to wątpię by teraz mu się udało ją doprowadzić do pionu.
Przychodzi mi do głowy pytanie, skąd ona czerpie takie dobre rady, że może pozwać ojca, domagać się pieniędzy itp... No i jeszcze pozostaje jedna kwestia: skoro domaga się pieniędzy od ojca - opiekuna prawnego, to chyba ojciec może domagać się by córka mieszkała w jego gospodarstwie domowym. No i zastanawiam się jak wygląda relacja prawna z wujkiem. Opiekunem jest ojciec, więc na jakiej podstawie córka przebywa u wujka? Mówimy o dziecku pełnoletnim ale studiującym, więc obowiązek finansowania jest, ale pytanie czy dziecko nie powinno pozostawać w tym samym gospodarstwie domowym... Nie wiem jak to jest formalnie niestety.
Gdzieś z pewnością są jakieś normy, regulujące ile dziecko może w takiej sytuacji oczekiwać.
Oczywiście, że są. Sąd powinien kierować się potrzebami dziecka i możliwościami ojca. Tabel z konkretnymi sumami nie ma.
No i jeszcze pozostaje jedna kwestia: skoro domaga się pieniędzy od ojca - opiekuna prawnego, to chyba ojciec może domagać się by córka mieszkała w jego gospodarstwie domowym. No i zastanawiam się jak wygląda relacja prawna z wujkiem. Opiekunem jest ojciec, więc na jakiej podstawie córka przebywa u wujka? Mówimy o dziecku pełnoletnim ale studiującym, więc obowiązek finansowania jest, ale pytanie czy dziecko nie powinno pozostawać w tym samym gospodarstwie domowym... Nie wiem jak to jest formalnie niestety.
Plissss, o czym Ty w ogóle piszesz? Jaki "opiekun", jakie "powinno" zamieszkiwać w tym samym gospodarstwie? Przecież ta dziewczyna jest dorosła, nie ma żadnego opiekuna, jest tylko członek rodziny mający obowiązek alimentacyjny. I to wszystko.
A Niuneczka i jej mąż mogą tylko pogodzić się z wyborem córki.
4 2011-12-07 14:50:05 Ostatnio edytowany przez november (2011-12-07 15:03:48)
november napisał/a:Gdzieś z pewnością są jakieś normy, regulujące ile dziecko może w takiej sytuacji oczekiwać.
Oczywiście, że są. Sąd powinien kierować się potrzebami dziecka i możliwościami ojca. Tabel z konkretnymi sumami nie ma.
november napisał/a:No i jeszcze pozostaje jedna kwestia: skoro domaga się pieniędzy od ojca - opiekuna prawnego, to chyba ojciec może domagać się by córka mieszkała w jego gospodarstwie domowym. No i zastanawiam się jak wygląda relacja prawna z wujkiem. Opiekunem jest ojciec, więc na jakiej podstawie córka przebywa u wujka? Mówimy o dziecku pełnoletnim ale studiującym, więc obowiązek finansowania jest, ale pytanie czy dziecko nie powinno pozostawać w tym samym gospodarstwie domowym... Nie wiem jak to jest formalnie niestety.
Plissss, o czym Ty w ogóle piszesz? Jaki "opiekun", jakie "powinno" zamieszkiwać w tym samym gospodarstwie? Przecież ta dziewczyna jest dorosła, nie ma żadnego opiekuna, jest tylko członek rodziny mający obowiązek alimentacyjny. I to wszystko.
A Niuneczka i jej mąż mogą tylko pogodzić się z wyborem córki.
Pliiiissss nie jestem znawcą, więc na mnie nie najeżdżaj. Pisałam o tym, co domniemuję jako możliwe, że może jest szansa o coś się zaczepić, czegoś poszukać.
Napisałam, że jest dorosła, tylko skoro ona jest dorosła i wyprowadziła się - więc chyba założyła, nawet w teorii, własne gospodarstwo domowe, to z jakiej racji ojciec ma jej dawać kasę?
Wiele zależy od trybu studiów. Jeśli są zaoczne, to jest bardzo duża szansa na to, że zasadność alimentów byłaby podważona. A druga rzecz istotna to to, że na własną odpowiedzialność postanowiła się wyprowadzić.
Niestety nasze kochane prawo tak stanowi.Dziecko może się wypiąć na ciebie bo mu się tam coś nie podoba ,a rodzic ma płacić bo dziecko chce się uczyć.Rola rodzica została sprowadzona do płacenia kasy i tyle ,dla sądu to że nie utrzymuje kontaktu nie ma żadnego znaczenia ma płacić i koniec .A gdzie szacunek do rodzica?nie te czasy niestety .Na kazdym kroku widac materjalizm do czego to doprowadzi? ?Dziękuję wszystkim za odpowiedzi czasem dobrze się komuś obcemu wygadać,nieraz ktoś kto patrzy z boku może spojrzeć na sprawe z innej strony i coś doradzić ,chociaż w tej sprawie wielu wyśc nie ma ,po prostu trzeba czekać może kiedyś córka męża dojrzeje,zmądrzeje kto to wie.Pozdrawiam.
A ja właśnie czytałam na jednym z forów prawnych, że właśnie jest kilka wyjątków, które mogą podważać konieczność płacenia alimentów.
Masz rację, że tu chodzi o szacunek. Dziwne to jest jakieś... i jeszcze to, że brat Twojego męża zajmuje takie a nie inne stanowisko.
Brat mojego mężą to niepijący alkoholik,który nie ma pojęcia o wychowaniu dzieci bo ich nie ma.Natomiast córka mojego męża to świetna aktorka,a po zatym jego brat nigdy mnie nie lubił bo niby za młoda jestem.Nie znając mnie wogóle wyrobił sobie o mnie opinię,że niby lecę na kasę nawet namawiał męża na podpisanie intercyzy bo go puszczę z torbami.Niestety bardzo dużo ludzi tak myśli jak widzi parę z dużą różnicą wieku. Najśmieszniejsze jest to ,że ja sama namówiłam męża na podpisanie rozdzielności majątkowej po ślubie.Dlaczego ludzie nie wieżą,że młoda kobieta może kochać starszego gościa nie dla jego kasy tylko dla tego ze jest super facetem po prostu?Także brat męża nie miał problemu kiedy zeznawał w sądzie przeciwko własnemu bratu-dla męża to była tragedia.Mój mąż to uczuciowy facet i bardzo to wszystko przezywa,cóż mnie pozostało być przy nim , wspierać go i kochać na przekór wszystkiemu i wszystkim.
Witam serdecznie.
Szczęście dlatego bo zakochujemy się w sobie na zabój ,a nieszczęście dlatego że tak szybko [3 miesiące po śmierci],ale miłość przychodzi i my naprawdę nie mamy na to wpływu teraz to wiem chociż przyszło nam zapłacić wysoką cenę za to uczucie.Wszyscy znajomi męża się od nas odwrócili,jego rodzina też chociaż w tym maczała palce też jego starsza córka.To był trudna decyzja czy mamy być razem ?czy damy radę ?wiedzieliśmy że łatwo nie będzie do tego różnica wieku[20 lat chociaż dla mnie i męża niezaóważalna]i oczywiście byłam gwożdziem do trumny między mężem a starszą córką.Nigdy mnie nie zaakceptowała,nawet wtedy jak zamieszkaliśmy razem[była w ostatniej klasie liceum więc nie miała wyjścia].Zaraz po maturze się wyprowadziła do brata mojego męża do innego miasta i właśnie od tego czasu brat męża nie utrzymuje z nami kontaktu[nie wiemy co tam było powiedziane,a ze brat męża nie ma dzieci to pewnie nie wie do czego są niektóre zdolne]i jej uwierzył.Córka męża zaczeła studia ma rentę po matce 700 zł a my wysyłaliśmy jej 400 zł co miesiąc.Stwierdziła ,ze za mało i podała męża do sądu gdzie przyznano mu 550zł.Od półtora roku z ojcem i z młodszą siostrą nie utrzymuje kontaktu.Nie była na naszym ślubie ,nawet jak mąż był w szpitalu na operacji to nawet nie zadzwoniła ,a w tym wszystkim najgorsze jest to ze mój mąż to jest najlepszy człowiek jakiego znam tylko za dobry dla wszystkich i za to dostaje po ry....Tak mi go szkoda bo widzę jak on to przeżywa że własna córka go do sądu podała,że nie utrzymuje żadnego kontaktu nawet z siostrą.Przekreśliła tyle lat wychowywania,opiekowania się to właśnie mąż od małego był z dziećmi po lekarzach mąż,na wywiadówki mąż,uczył pływać na nartach i sto innych rzeczy jak to rodzic chciał to robić ,no bo który rodzic chce żle dla swojego dziecka.czy widzicie jakieś wyjście z tej sytuacji?a może ma ktoś podobną sytuację i może coś doradzi?
Ja się tej 19tce nie dziwię, matka jeszcze dobrze w grobie nie ostygła a tatuś miał już następną panią. na jej miejscu zrobiłabym dokładnie to samo. Ludzie po psie dłużej rozpaczają niż Twój partner po żonie, z którą przeżył co najmniej 20 lat(skoro mieli 19letnią córkę). Zakochanie "na zabój" zakochaniem ale naprawdę nie można była uszanować uczuć dzieci i poczekać chociaż rok ze ślubem i wspólnym zamieszkaniem?
Nic dziwnego, że z drugą córką macie kłopoty, skoro ojciec nie wspierał dzieci rozpaczających po matce tylko zajmował się już nową partnerką. Ciężko będzie to odkręcić.
Właśnie przez takich zaściankowych ludzi bez tolerancji życie jest ciężkie.Takie podejście może miec tylko osoba ,która o miłości nie ma zielonego pojęcia.Tak naprawdę to żal mi takich ludzi co sa tacy płytcy.Ale to twoje zdanie i mozesz je mieć pozdrawiam.
Nie wsciekaj się niunieczka, tylko pomyśl i uszanuj wolę dorosłej córki męża. Może córka nie może zrozumieć ojca. Może związek Twojego męża ze zmarłą zoną był już martwy od długiego czasu i to tłumaczy jego gotowość na nową miłość zaledwie trzy miesiące po pogrzebie, ale dla córki to byla tragedia! Zmarła jej matka, a ojciec szybko ułozył sobie zycie z młodą kobietą. Spójrz na to oczami jego córki. Myślę, ze dla dziewczyny to była trauma, pod której wpływem zerwała z Wami kontakty. Jest dorosła i może robic co chce. A obowiązkiem ojca jest jej alimentowanie do momentu gdy skonczy studia, bez względu na to czy się kontaktują, czy nie. Może gdy upłynie troche czasu, emocje trochę opadną, a córka męża dojrzeje, będzie mozna odbudować rodzinne związki. Na razie trzeba się pogodzić z rzeczywistością. Twój mąż bardzo to wszystko przeżywa więc wspieraj go i podpowiedz, żeby mimo tego, że córka zerwała kontakty starał się dawac jej dowody pamięci i troski o nią. Niech pisze do niej listy, nawet gdy ona na nie nie będzie odpowiadać. Niech to nie będą tylko alimenty.
Nie wsciekaj się niunieczka, tylko pomyśl i uszanuj wolę dorosłej córki męża. Może córka nie może zrozumieć ojca. Może związek Twojego męża ze zmarłą zoną był już martwy od długiego czasu i to tłumaczy jego gotowość na nową miłość zaledwie trzy miesiące po pogrzebie, ale dla córki to byla tragedia! Zmarła jej matka, a ojciec szybko ułozył sobie zycie z młodą kobietą. Spójrz na to oczami jego córki. Myślę, ze dla dziewczyny to była trauma, pod której wpływem zerwała z Wami kontakty. Jest dorosła i może robic co chce. A obowiązkiem ojca jest jej alimentowanie do momentu gdy skonczy studia, bez względu na to czy się kontaktują, czy nie. Może gdy upłynie troche czasu, emocje trochę opadną, a córka męża dojrzeje, będzie mozna odbudować rodzinne związki. Na razie trzeba się pogodzić z rzeczywistością. Twój mąż bardzo to wszystko przeżywa więc wspieraj go i podpowiedz, żeby mimo tego, że córka zerwała kontakty starał się dawac jej dowody pamięci i troski o nią. Niech pisze do niej listy, nawet gdy ona na nie nie będzie odpowiadać. Niech to nie będą tylko alimenty.
Popieram.
Podoba mi się nawet pomysł z wysyłaniem listów do córki.
Twój mąż powinien okazać jej chociaż odrobinę zainteresowania. Niech dzwoni, odwiedza po prostu niech da jej odczuć, że ślub z Tobą nie był pochopną decyzją, i że nie zapomniał o istnieniu swojej córki oraz to, że szanuje pamięć matki.
Ona jest jeszcze młoda i na swój sposób próbuje radzić sobie z tą sytuacją i to nie jest jej wina, że ona nie może pogodzić się z tym, że jej ojciec ma nową żoną. Ona nawet nie poradziła sobie z bólem po stracie matki, a Wy spodziewacie się od niej akceptacji Waszego związku?
Nie za dużo od niej oczekujecie?
Podejrzewam, że ona Wasz ślub odbiera jako brak szacunku do śmierci jej matki. I do tego czuję się pominięta. Wy zajęliście się sobą, a nikt nie wziął pod uwagę, tego, że ona też ma uczucia. Zapytaliście się w ogóle, jak ona sobie radzi z tą sytuacją? Czy ktoś się zapytał, dlaczego tak się zachowuje? Czy wzięliście pod uwagę, że ona może potrzebowała porady specjalisty?
Podejrzewam, że Wy tylko widzicie jej chamskie zachowanie, a nawet nie pofatygowaliście się o to, aby poznać źródło takich zachowań. Z góry założyłaś, że ona jest taka, bo jej matka na wszystko pozwalała. A co możesz wiedzieć o jej matce, skoro jej nie znałaś? I nie powinnaś w ogóle o zmarłej źle się wyrażać, zważywszy na fakt, że ona była, jest i zawsze będzie częścią Waszej rodziny.
Ona dopiero wchodzi w świat dorosłych , potrzebuje Waszego wsparcia mimo tego, że może dawać do zrozumienia, że jest inaczej.
12 2011-12-08 15:07:34 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-08 15:40:57)
(...)
Chciałabym poznać waszą opinię na temat naszej histori.
Prosisz i masz. ![]()
Młoda, 30-letnia kobieta poślubia 50-letniego wdowca z dwójką dzieci, z których jedno jest zaledwie 11 lat młodsze od tejże kobiety. Ślub odbył się 3 miesiące po śmierci pierwszej żony. Starsza córka, w okresie buntu, przenosi się do stryja, nie chce utrzymywać kontaktów z ojcem i jego nową żoną, ale przyjmuje alimenty od ojca.
Tyle faktów. Reszta to Twoja ocena.
Przeczytałam dokładnie wszystko to, co napisałaś. I...
stwierdzam, że z Twoich postów wyziera spora dawka złości, zniecierpliwienia, pogardy, lekceważenia. I do pasierbicy, i do szwagra, i do niektórych osób z forum. Powód? Inne zdanie od Twojego. Mnie też się dostanie, ale trudno. Gwoli wyjaśnienia, by nie było niepotrzebnych przytyków, mam pojęcie o miłości. Mam pojęcie w różnych kolorach, również w zielonym.
Rozumiem, że dla Ciebie ślub i małżeństwo jest ważnym wydarzeniem. Szczęśliwym. Chciałabyś, tak przypuszczam, by inni wokół Ciebie to Twoje zdanie podzielali. A tu pech. Nie wszyscy czują i myślą tak samo, i to samo. Dla niektórych ten czas jest czasem żałoby, czasem smutnym, czasem rozpaczy. Niektórzy nie rozumieją, jak można zaledwie trzy miesiące po pogrzebie żony stawać na ślubnym kobiercu. I nie chodzi tutaj o zaściankowość, brak tolerancji, bycie płytkim. To byłoby zbyt proste. Dla niektórych patrzenie na szczęście bliskiej osoby, w momencie, gdy oni przeżywają tragedię, jest zbyt trudnym do dźwignięcia. Wolą się odciąć i nie uczestniczyć w tej radości. Jak się cieszyć mając łzy w oczach i ściśnięte gardło? Jak się cieszyć, gdy przed chwilą pożegnało się najukochańszą osobę?
I tego ani Ty, ani Twój mąż nie zrozumieliście. Gdybyś choć trochę popatrzyła na rzeczywistość przytomnym wzrokiem, to stwierdziłabyś, że pyskowanie najstarszej Twej pasierbicy jest typowym zachowaniem w okresie buntu (norma rozwojowa dla tego wieku) i przeżywania rozpaczy. Jeśli chcesz pomóc w nawiązaniu, choćby poprawnych, relacji między Twym mężem a jego pierworodną córką, to wczuj się w jej sytuację. Nie oskarżaj. Poczuj. Tym bardziej, że młodsza pasierbica przeżywa to samo, tylko tłumi to w sobie.
***
Znasz tylko wersję swego męża dotyczącą przyczyn konfliktu między nim a córką. Jej wersja, przypuszczam, jest inna. Nie jest to dowodem, że którekolwiek z nich nie ma racji lub kłamie. Każdy ma swoją wersję, a prawda leży pośrodku.
***
Paradoksalnie, im bardziej oschłą, im bardzie raniącą, im bardziej "niegrzeczną" jest Twoja pasierbica, tym bardziej potrzebuje przytulenia, wsparcia, zrozumienia, miłości i czułości. Te jej zachowania stanowią szczelny pancerz chroniący ją przed żalem, smutkiem bólem. To maska.
13 2011-12-09 11:56:52 Ostatnio edytowany przez november (2011-12-09 12:14:41)
Z postu niuniecznki nie wyczułam jakiegoś szczególnego tonu uskarżania się na pasierbicę. Raczej zwykłe opowiedzenie o sytuacji jaka jest, o sytuacji, którą autorka wątku zastała. Zbyt mało zostało powiedziane o przeszłości by zaraz wyciągać zbyt głęboko idące wnioski. Stąd jakoś dziwią mnie te oskarżycielskie wypowiedzi. Poza tym jakoś nie jestem w stanie tłumaczyć zachowania pasierbicy "buntem". Dla mnie jeśli ona nawet w szpitalu ojca nie odwiedziła, to wykracza poza bunt nastoletnie - który i tak jest dość mglistym pojęciem. Nie wiem jak to jest z chemią mózgu, ale jak mniemam, nawet kiedy ma się 19 lat nie traci się zdolności racjonalnej oceny sytuacji. Z całym zrozumieniem dla dziewczyny, że jest w takim wieku, straciła matkę a ojciec szybko się związał z drugą osobą, ale jej zachowania ujawniały się wcześniej, więc nie wiem co ma na celu krytyka osoby, która martwi się o swojego męża i o tym opowiada.
Mi też aż tak nie mieści się w głowie to tempo zakochania po stracie żony, i być może też na miejscu jego córki miałabym mu coś za złe. Ale z drugiej strony właśnie nie wiadomo jaka sytuacja była między nim a żoną, więc uważam, że po jej śmierci miał pełne prawo do tego, by życie sobie ułożyć. Owszem, może to tempo można było trochę spowolnić, ale myślę sobie znowu, czy gdybym była na jego miejscu to chciałabym ukrywać to co się dzieje. Podejrzewam, że nie. Jeśli córka potrafiła się nie odzywać długi czas do ojca, to po prostu nie wierzę w to, że problem z nią wynikł z powodu ślubu tuż po śmierci matki.
Witam ponownie i dziękuję,ze zainteresowaliście się moim wątkiem i za wszystkie odpowiedzi.Nie wiem tylko dlaczego twierdzicie ,że mój mąż 3 miesiące po śmierci żony się ożenił.Po trzech miesiącach się poznaliśmy,a po półtora roku był ślub.Rzeczywiście jego pierwsze małżeństwo było porażką i od dawna nie było między nimi uczucia.Wiem to od męża ,a nawet od jego starszej córki[sama mi powiedziała,że u jej matki zawsze na pierwszym miejscu była praca,a rodzice się bardzo często kłócili].Wiem też,że ciężko było dzieciom gdy po pół roku znajomości zamieszkaliśmy razem,ale tak na prawdę nie mieliśmy innego wyjścia,gdyż ciężko pogodzić prowadzenie sklepu,z obowiązkami domowymi,które mąż musiał wykonywać wszystko sam bo osiemnastoletnia córka w niczym kompletnie mu nie pomagała,gdzie trzeba się zająć młodszym dzieckiem ,a mieć jeszcze czas dla siebie,i spotykać się z kochana osobą.Nie byliśmy w stanie tego wszystkiego pogodzić i wybraliśmy naszym zdaniem mniejsze zło.Czy lepiej zostawiać dzieci same kiedy chcieliśmy się spotkać?bo chyba do tego to ma każdy prawo?woleliśmy być wszyscy razem.Widzę teraz ,że na takim forum ciężko opowiedzieć całą historię bo tylko wtedy każdy mógłby się obiektywnie wypowiedzieć.Tych niedobrych sytuacji było bardzo wiele ,a ja nie jestem w stanie tego wszystkiego opowiedzieć bo by to zajęło dużo czasu.Rozumiem,że córka męża może mieć żal do niego o ten ślub,ale że nawet własną siostrę porzuciła? z młodszą córką mamy zwyczajne problemy jak z każdą nastolatką,Tak naprawdę mamy dobry kontakt,choćby to ,że mówi do mnie "mamo"po prostu ja do tej pory nie miałam styczności z nastolatkami i ich humorami dlatego chciałam się poradzić kogoś bardziej doświadczonego.Ktoś napisał,że mam dużo żalu,tak mam żal ,,że tak potraktowali mojego męża i jak by nie było moją córkę ,a to wcale nie znaczy ,że nie chciałabym żeby te stosunki były normalne.Niestety córka męża swoim zachowaniem ,a również tym co powiedziała za bardzo go upokorzyła i poniżyła,żeby on mógł pierwszy naprawiać te stosunki[choćby to: powiedziała,że jak mój mąż zdechnie to ona chociaż pieniądze po nim dostanie,że matce nigdy nie pomagała to teraz tym bardziej nie będzie pomagać,że w d.... ma stosunki z siostrą i wiele innych rzeczy]Wiem ,ze na podstawie tych paru faktów ciężko obiektywnie ocenić sytuację.
15 2011-12-09 15:25:17 Ostatnio edytowany przez kaisa_malene (2011-12-09 15:31:31)
No faktycznie się mocno pospieszyliście. Tylko po co? Nie mogliście z tym trochę zaczekać? Przecież miłość wam nie ucieknie, a tak naraziliście się bez sensu na krytykę ze strony znajomych i rodziny. I jest to faktycznie brak szacunku dla Twoich pasierbic: przecież one będą płakać nad śmiercią matki jeszcze długo, a Ty im się nagle do domu zwaliłaś po 3 miesiącach. Jakby nie miały innych problemów tylko próbować się teraz dostosowywać do Ciebie. Rozumiem, że byliście bardzo zakochani, ale uważam, że trzeba było poczekać ze ślubem przynajmniej rok. A spotykać byście się mogli mimo wszystko, prawda? Cóż, w obecnej sytuacji nie wiem co Ci poradzić. Nie wiem jak wytłumaczyć córce męża wasze postępowanie, wy chyba powinniście najlepiej wiedzieć. A jeśli wytłumaczyliście, a ona nadal się z wami nie zgadza: trudno, najwyraźniej potrzebuje czasu, by to wszystko przemyśleć. I zgadzam się z wcześniejszą propozycją, że warto dawać jej znać, że nadal się o nią martwicie etc.
Edit: ok, zanim napisałam posta to nie widziałam jeszcze Twojej odpowiedzi. Nadal uważam, że wprowadziliście się wcześnie razem (hah, i mówię to ja, która właśnie się wprowadziłam z moim facetem po pół roku bycia razem, ale my nie mamy dzieci i innych komplikacji). Co do córki: cóż, może jest zatem zwyczajną egoistką i niewiele możecie na to poradzić. Może i lepiej, że z wami nie mieszka, przynajmniej młodszej wam nie będzie buntować.
Widzisz niuneczka ja ciągle czuję jakiś niedosyt.
Ja rozumiem, że ona dała Wam popalić, ale jestem zdania, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie wiem, może Twój mąż kompletnie zaniedbywał relacje z córką i nawet nie postarał się z siebie wykrzesać odrobiny zainteresowania dla córki w obliczu śmierci jej matki.
Być może śmierć matki była kroplą, która przelała czarę.
Tak sobie myślę, że Ty to się przejmujesz tą sytuacją, a Twój mąż olał sprawę. (Jak coś to mnie popraw.) To jest jego córka i powinien zrobić wszystko aby naprawić tą sytuację. Nie tylko dla siebie, ale również dla młodszej córki. Powinien schować dumę do kieszeni i pojechać do niej. Niedługo są święta, jak on usiądzie do wigilijnego stołu? Nie rusza go, to, że starsza córka będzie je spędzać bez najbliższej rodziny?
Spróbuj mu przemówić do rozsądku, że tak nie można. Każdy z Was się wycierpiał więc po co dłużej ciągnąć te pasmo nieszczęść?
Ja wiem, że słowa, które padły z ust jego córki, go zabolały, bo przypuszczam, że chyba miały one zaboleć..córka chciała aby on poczuł taki sam ból, jaki ona odczuwa. Nie myślała o tym, tak na serio, tylko skupiła się na tym, aby go zabolało.
A może Ty spróbuj coś z tym zrobić?
kaisa_malene przeczytaj uważniej powyższy post niuneczki. ![]()
Właśnie z tego powodu ,że mąż od małego był za dziećmi jak i za jedną tak i za drugą to ciężko mu się pogodzić z tym co zrobiła jego córka .Dla tej starszej córki do dwunastego roku życia to był kochany tatuś on ją wszystkiego uczył pływać,jeżdzić na nartach,uczył pisać,czytać,bawił się z nimi,zabierał na wycieczki był cały czas dla nich [z żoną miał złe relacje może dlatego całą miłość przelał na dzieci].Ale kiedy zaczął wymagać od starszej jakichkolwiek obowiązków to przestał być kochanym tatusiem.I dlatego dla męża jest to takie trudne,że jego córka zapomniała o tych wszystkich latach,kiedy była mała i miała wszystko,brać było dobrze ,ale dać coś od siebie choćby najmniejszą pomoc w domu gdzie matka pracuje od 8-19 godz to już za dużo.Na tym tle były między nimi problemy bo ona nigdy nie chciała się podporządkować,a jak pisałam wcześniej mama jej w tym wtórowała [bo musi się uczyć to zero obowiązków].I nawet w tym czasie gdzie były spięcia między nimi to mąż próbował do niej dotrzeć .Proponował wspólne wyjazdy ,pójście na basen,do kina ,ale nie chciała mówiła ,że pójście z ojcem na basen to obciach.To co miał ja na siłę wyciągać?Przestał być fajnym tatą od kiedy zaczął cokolwiek od niej wymagać.I wcale nie zostawił ich samym sobie po śmierci matki.Zabierał obie na wycieczki,na konie ,na rolki byle by same nie były,nawet spały z nim w jednym łóżku.Z obiema chodził po śmierci do psychologa ,a tą starszą w wakacje wysłał 3 razy na wczasy ,żeby odreagowała.Więc jak widać mąż wcale sprawy nie olał.Czy wy nie rozumiecie ,że jego honor został zdeptany ,a jego ojcostwo potraktowane jak niepotrzebny śmieć ,który się wyrzuca do kosza?co ma się dać podeptać bo to jego córka?,która obecnie ma 20 lat więc powinna wiedzieć na co można sobie z rodzicem pozwolić?że nie można go traktować jak śmiecia?a najgorszą rzeczą,której mąż nie może jej wybaczyć to to,że porzuciła tą siostrę ciekawe co ona jej zrobiła,że ją też olała?
18 2011-12-09 17:19:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-09 18:14:44)
No i właśnie swój pierwszy post napisałam taki a nie inny ze względu na bardzo jednostronne potraktowanie tematu. Zdania nie zmieniłam, co więcej ostatni post autorki wątku potwierdził moje spostrzeżenia.
Nigdy nie ma tak, że jedna strona jest cudna, biała, nieskazitelna, bez wad, a druga - mroczna, czarna, zła, mająca wyłącznie same wady. Wierzę w dobre intencje męża autorki, wierzę, że chciał dobrze, ale... .
Stąd moje uwagi o wzięciu pod uwagę zdania córki.
Zgadzam się z jednym.
Ani ojciec, ani jego córka nie przejawiają żadnych chęci naprawienia wzajemnych relacji. Być może czekają na ruch tej drugiej osoby. Tylko jak tu się ruszyć, gdy oboje czują się pokrzywdzeni, niezrozumiani, upokorzeni, etc.?
***
Ach, te literówki. ![]()
Właśnie z tego powodu ,że mąż od małego był za dziećmi jak i za jedną tak i za drugą to ciężko mu się pogodzić z tym co zrobiła jego córka .Dla tej starszej córki do dwunastego roku życia to był kochany tatuś on ją wszystkiego uczył pływać,jeżdzić na nartach,uczył pisać,czytać,bawił się z nimi,zabierał na wycieczki był cały czas dla nich [z żoną miał złe relacje może dlatego całą miłość przelał na dzieci].Ale kiedy zaczął wymagać od starszej jakichkolwiek obowiązków to przestał być kochanym tatusiem.I dlatego dla męża jest to takie trudne,że jego córka zapomniała o tych wszystkich latach,kiedy była mała i miała wszystko,brać było dobrze ,ale dać coś od siebie choćby najmniejszą pomoc w domu gdzie matka pracuje od 8-19 godz to już za dużo.Na tym tle były między nimi problemy bo ona nigdy nie chciała się podporządkować,a jak pisałam wcześniej mama jej w tym wtórowała [bo musi się uczyć to zero obowiązków].I nawet w tym czasie gdzie były spięcia między nimi to mąż próbował do niej dotrzeć .Proponował wspólne wyjazdy ,pójście na basen,do kina ,ale nie chciała mówiła ,że pójście z ojcem na basen to obciach.To co miał ja na siłę wyciągać?Przestał być fajnym tatą od kiedy zaczął cokolwiek od niej wymagać.I wcale nie zostawił ich samym sobie po śmierci matki.Zabierał obie na wycieczki,na konie ,na rolki byle by same nie były,nawet spały z nim w jednym łóżku.Z obiema chodził po śmierci do psychologa ,a tą starszą w wakacje wysłał 3 razy na wczasy ,żeby odreagowała.Więc jak widać mąż wcale sprawy nie olał.Czy wy nie rozumiecie ,że jego honor został zdeptany ,a jego ojcostwo potraktowane jak niepotrzebny śmieć ,który się wyrzuca do kosza?co ma się dać podeptać bo to jego córka?,która obecnie ma 20 lat więc powinna wiedzieć na co można sobie z rodzicem pozwolić?że nie można go traktować jak śmiecia?a najgorszą rzeczą,której mąż nie może jej wybaczyć to to,że porzuciła tą siostrę ciekawe co ona jej zrobiła,że ją też olała?
Podajesz coraz więcej faktów. Moje zdanie troszkę się zmieniło, ale dalej uważam, że wina leży po obu stronach.
A tym bardziej, że Ty wiesz o tej sytuacji tylko ze słyszenia. Nie wiesz jaki był Twój mąż był w czasie trwania jego pierwszego małżeństwa. Skoro upierasz się przy tym, że problem pojawił się w momencie, kiedy Twój mąż, zaczął stawiać wymagania, to widocznie źle wychował swoją córkę i teraz zbiera żniwo swojej "dobroci".
No gdzieś przyczyna leży. Coś miało wpływ na taki stan rzeczy, ale choćbyś nie wiem co napisała, na tema jego córki, dalej będę uważała, że wina nie leży tylko po stronie złej córki.
Mimo wszystko, co by nie było źródłem takiego stanu rzeczy, należy coś z tym zrobić. I uważam, że skoro Twój mąż jest starszy, to powinien pierwszy wyciągnąć rękę. Czy to naprawdę jest takie ważne, aby udowodnić drugiej osobie winę? Myślę, że nie.
Jesteście rodziną. Może odwiedźcie ją i zachowujcie się tak jakby nic się nie stało?
20 2011-12-10 20:20:29 Ostatnio edytowany przez november (2011-12-10 20:26:04)
Może odwiedźcie ją i zachowujcie się tak jakby nic się nie stało?
Nie wiem czy to jest odpowiednie podejście do sytuacji... Bez względu na to, którą byłabym stroną nigdy nie chciałabym udawać. Poza tym przecież autorka nie mówi o jakiejś winie dziewczyny, a tu ciągle jest jakieś szukanie win, dociekanie. Bez urazy, ale powtarzanie mniej czy bardziej trafnego stwierdzenia o winie dwóch stron to tak naprawdę dla mnie jest próba budowania trochę sztucznego obiektywizmu. Wiem, że w wielu sprawach tak jest, ale przecież nie powiecie, że tak jest zawsze.
Autorka przedstawiła sporo by dowieźć troski ojca. Oczywiście można stwierdzić, że widocznie źle wychował swoją córkę. Ale wątpię, by byli rodzice, którzy nigdy w jakiejś sytuacji nie zastanawiali się przerażeni, czy aby ich dzieci zostały dobrze przez nich wychowane.
Niestety, sądzę, że są momenty, w których jest trudno dojść do porozumienia, i są też momenty, w których drogę do niego przymyka się tak ciasno, że przez szparę nie przechodzi światło. Uważam, że tak rodzic, jak i dziecko zasługuje na szacunek. Biorę tu jednak stronę ojca, bo nie wiem naprawdę jak musiałby zawinić, by dziecko dla pieniędzy podało go do sądu, życząc zdechnięcia. Zawsze można powiedzieć, w stosunku do każdego człowieka, który robi coś źle, że został źle wychowany, i że wina leży po stronie rodzica. Ale nie można zapominać, że człowieka kształtuje wiele innych osób, czynników, przeżyć. A i tak, bez względu na to, człowiek wyposażony jest we własne kompetencje umysłowe i sam ocenia rzeczywistość. Tak jak dziecko nie musi być podatne na postawy wychowawcze rodziców.
Dla mnie ważnym argumentem jest tu właśnie to, że pasierbica porzuciła także swoją siostrę. Dlatego tu nie chodzi o rozpatrywanie kto winien. Dla mnie jest to dziwne, że dziewczyna, 19-letnia, mniemam całkiem myśląca, ma gdzieś swoją siostrę. I to już dla mnie świadczy o tym, że ona wszystko i wszystkich olała. Po prostu z własnego widzimisię ma ich gdzieś.
apoteoza napisał/a:Może odwiedźcie ją i zachowujcie się tak jakby nic się nie stało?
Nie wiem czy to jest odpowiednie podejście do sytuacji... Bez względu na to, którą byłabym stroną nigdy nie chciałabym udawać.
Ogólnie jestem za wyjaśnieniem sprawy, ale skoro autorka wątku ciągle podkreśla, że z nią nie da się normalnie rozmawiać, to uznałam, że może chociaż na początek udać, że "nie ma problemu" A jak emocje opadną, powrócić do tematu na spokojnie (?)
Poza tym przecież autorka nie mówi o jakiejś winie dziewczyny, a tu ciągle jest jakieś szukanie win, dociekanie. Bez urazy, ale powtarzanie mniej czy bardziej trafnego stwierdzenia o winie dwóch stron to tak naprawdę dla mnie jest próba budowania trochę sztucznego obiektywizmu. Wiem, że w wielu sprawach tak jest, ale przecież nie powiecie, że tak jest zawsze.
Tak, masz rację. Ja być może doszukuję się winy,dlatego że ciągle kręcimy się wokół tego co mąż kiedyś zrobił. I jakimś cudem nie możemy przejść do czasu teraźniejszego czy przyszłego, bo ciągle powracamy do przeszłości. Dlaczego jej maż, teraz nie może z nią pogadać?bo jest urażony... i może gdybym widziała jakiś cień szansy, że oni chcą coś z tym zrobić, to może uznałabym całkowitą winę pasierbicy, ale tak nie jest. I ja tu właśnie widzę, budowanie sztucznego obiektywizmu.
Autorka przedstawiła sporo by dowieźć troski ojca.
Tak, przedstawiła, ale brak reakcji na podane poniżej propozycje rozwiązania problemu, utwierdza mnie w przekonaniu, że jest coś na rzeczy.
marena7 napisał/a:podpowiedz, żeby mimo tego, że córka zerwała kontakty starał się dawac jej dowody pamięci i troski o nią. Niech pisze do niej listy, nawet gdy ona na nie nie będzie odpowiadać. Niech to nie będą tylko alimenty.
apoteoza napisał/a:Twój mąż powinien okazać jej chociaż odrobinę zainteresowania. Niech dzwoni, odwiedza po prostu niech da jej odczuć, że ślub z Tobą nie był pochopną decyzją, i że nie zapomniał o istnieniu swojej córki oraz to, że szanuje pamięć matki.
Wielokropek napisał/a:Jeśli chcesz pomóc w nawiązaniu, choćby poprawnych, relacji między Twym mężem a jego pierworodną córką, to wczuj się w jej sytuację. Nie oskarżaj. Poczuj.
wielokropek napisał/a:Paradoksalnie, im bardziej oschłą, im bardzie raniącą, im bardziej "niegrzeczną" jest Twoja pasierbica, tym bardziej potrzebuje przytulenia, wsparcia, zrozumienia, miłości i czułości. Te jej zachowania stanowią szczelny pancerz chroniący ją przed żalem, smutkiem bólem. To maska.
apoteoza napisał/a:A może Ty spróbuj coś z tym zrobić?
Jedyne ciągle przewija się czas przeszły starań męża niuneczki. A czy teraz nie można jeszcze raz spróbować? Myślę, że można tylko trzeba chcieć.
Dla mnie ważnym argumentem jest tu właśnie to, że pasierbica porzuciła także swoją siostrę. Dlatego tu nie chodzi o rozpatrywanie kto winien. Dla mnie jest to dziwne, że dziewczyna, 19-letnia, mniemam całkiem myśląca, ma gdzieś swoją siostrę. I to już dla mnie świadczy o tym, że ona wszystko i wszystkich olała. Po prostu z własnego widzimisię ma ich gdzieś.
Najbardziej mi zależy na rozwiązaniu sprawy. Jak mówiłam idą święta i myślę, że można byłoby spróbować ponownie porozmawiać.
22 2011-12-22 01:34:08 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-12-22 11:46:33)
witajcie dziewczyny mam ten sam problem ale to oddzielna bajka pewnie napisze wlasną historię.Byłam trochę w Niemczech,tam ludzie mają inne podejście do rodziny ,bardziej pragmatyczne .Jest tam wiele rodzin które wychowały dzieci i żyją zupełnie szczęśliwie bez nich u nas tak nie jest my Polacy niańczymy dzieci do 60. roku życia.Mam 46 lat a dziś mój ojciec pytał mnie o moją pracę dokładnie tak jak pytał 30 lat temu ,,byłaś grzeczna,,Jesteś młodą mężatką skup się na sobie mężu i jego córce która mieszka z wami może będziecie mieć wspólne dziecko kto wie .nie matkuj mężowi to jego córka jeśli się na nią obraził i ma żal to pewnie słusznie.Jakoś sobie z tym radzi to nie twój problem. Jego obowiązek się zakończył wychował córkę najlepiej jak potrafił i koniec.Ja myślę że powinnaś dać sobie spokój z zabieganiem o względy starszej córki.Nie kocha ojca nie lubi ciebie ma prawo czy wszyscy muszą was lubić?Mam dosyć tego kraju i podejścia do dzieci doszukiwania się traumy we wszystkim co dotyczy dzieci .A dorośli nie mają żadnej traumy i muszą niańczyć nawet dorosłe dzieci.Gdyby była ta twoja starsza pasierbica dobrą osobą to cieszyłaby się że ojciec nie został sam że ma ciebie jedzcie na wczasy do Egiptu z młodszą córką i żyjcie waszą małą rodzinką za rok ,dwa i młodsza pójdzie w świat.Może niepotrzebnie czujesz się winna i chciałabyś ,,dać,,mężowi uczucia córki ale nie musisz tego robić daj mu swoje uczucia i to mu do szczęścia wystarczy
Na forum staramy się pisać poprawną polszczyzną. Pisz staranniej i korzystaj ze słownika. Bardzo Cię proszę także o stosowanie znaków interpunkcyjnych - ciężko czyta się tekst niezawierający przecinków.
Anemonne
witajcie dziewczyny mam ten sam problem ale to oddzielna bajka pewnie napisze wlasną historię.Byłam trochę w Niemczech,tam ludzie mają inne podejście do rodziny ,bardziej pragmatyczne .Jest tam wiele rodzin które wychowały dzieci i żyją zupełnie szczęśliwie bez nich u nas tak nie jest my Polacy niańczymy dzieci do 60. roku życia.Mam 46 lat a dziś mój ojciec pytał mnie o moją pracę dokładnie tak jak pytał 30 lat temu ,,byłaś grzeczna,,Jesteś młodą mężatką skup się na sobie mężu i jego córce która mieszka z wami może będziecie mieć wspólne dziecko kto wie .nie matkuj mężowi to jego córka jeśli się na nią obraził i ma żal to pewnie słusznie.Jakoś sobie z tym radzi to nie twój problem. Jego obowiązek się zakończył wychował córkę najlepiej jak potrafił i koniec.Ja myślę że powinnaś dać sobie spokój z zabieganiem o względy starszej córki.Nie kocha ojca nie lubi ciebie ma prawo czy wszyscy muszą was lubić?Mam dosyć tego kraju i podejścia do dzieci doszukiwania się traumy we wszystkim co dotyczy dzieci .A dorośli nie mają żadnej traumy i muszą niańczyć nawet dorosłe dzieci.Gdyby była ta twoja starsza pasierbica dobrą osobą to cieszyłaby się że ojciec nie został sam że ma ciebie jedzcie na wczasy do Egiptu z młodszą córką i żyjcie waszą małą rodzinką za rok ,dwa i młodsza pójdzie w świat.Może niepotrzebnie czujesz się winna i chciałabyś ,,dać,,mężowi uczucia córki ale nie musisz tego robić daj mu swoje uczucia i to mu do szczęścia wystarczy
Na forum staramy się pisać poprawną polszczyzną. Pisz staranniej i korzystaj ze słownika. Bardzo Cię proszę także o stosowanie znaków interpunkcyjnych - ciężko czyta się tekst niezawierający przecinków.
Anemonne
"Mam dosyć tego kraju" Kraj, to jego mieszkańcy. Także Ty.Nie cierpisz więc także siebie? Czy jakikolwiek kraj nakazuje swoim obywatelom postępować w określony sposób ze swoimi dziećmi? Wyboru dokonujemy my sami. Jeśli Ty i inni ludzie będą rozsądnie postępować, zmieni się
również "kraj". Pozytywne zmiany najlepiej zaczynać od siebie, czerpiąc przy okazji z lepszych wzorów podpatrzonych
chociażby u sąsiadów.
Witaj Niunieczka
Chciałam tylko napisać że bardzo współczuję twojemu mężowi,zaden rodzic nie chciał by usłyszec od swojego dziecka że jak zdechnie to cos tam....Moim zdaniem ta dziewczyna jest strasznie rozkapryszona i samolubna,dziewczyna ma 20 lat a mózg 5 latki-dosłownie.