Witam drogie Panie.
Opowieść długa, ale na pewno jedyna w swoim rodzaju ![]()
Własna analiza:
Cholerny indywidualista i egoista(lecz jeżeli mu na kimś zależy to potrafi zrobić wszystko dla tej osoby). Całe życie kroczy własną ścieżką, uważany za ?duszę towarzystwa?, lecz za takiego nigdy się nie czuł. O ironio woli samotność, ale nie ma tygodnia bez porządnej imprezy. Paradoksów jest więcej. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów z płcią piękną, ale nigdy nie chciał być w związku ? niekoniecznie ze strachu. Nie potrafił wyobrazić sobie jakby to życie wyglądało, po prostu życie singla mu odpowiadało(hello egoizm)...do czasu ![]()
Pod koniec pierwszego roku studiów w W-wie poznałem dziewczynę - Asię...brzmi trywialnie, jak setki innych historii, nie?. Na początku bałem się tej znajomości, bo okoliczności poznania były...dziwne, magiczne. Można powiedzieć: jak to nie było przeznaczenie(lub przypadek), to co to do cholery było? Rozmawialiśmy(tylko lub aż) chyba z 6 godzin, ja jako, że miałem zaplanowany wyjazd do Hiszpanii na wakacje tydzień po tym spotkaniu (na 2 miesiące ? zarobek), nawet nie chciałem kolejnego spotkania. Ot, miło się rozmawiało. Nic nie zaproponowałem. To ona wyszła z propozycją, że się chce spotkać i to już w przyszły dzień...nie potrafiłem odmówić.
Dzień później, rano dostałem telefon - wyjazd za granicę nie wypali, kumpel powiedział firma okazała się nie warta złamanego grosza. Dałem sobie spokój i nie poleciałem. Postanowiłem się spotkać z Asią. Już na dzień dobry postanowiłem, że to będzie tylko koleżeństwo. Postanowiłem ?w głowie?, bo nie znałem jej zamiarów, biorąc pod uwagę fakt, że ona zawsze miała więcej znajomych facetów niż kobiet nie chciałem się wydurnić. A ja dodatkowo od przyszłego roku akademickiego miałem studiować (i studiuję) w innym mieście, oddalonym o ?troszkę? od W-wy ? Wrocławiu. I szczerze nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie w związku.. Całe wakacje spędziliśmy razem, dosłownie. Od rana do nocy marnowaliśmy czas razem, nocą rozmawialiśmy przez telefon/gg/sms?y. I rano od nowa. Jeżeli dawała mi jakieś znaki, że chce czegoś więcej to byłem ślepy, ale nie sądzę. Koleżeństwo zmieniało się powoli w przyjaźń. Ja jej uratowałem kilka razy tyłek i vice versa. Mogliśmy na siebie liczyć. Mnie zdziwiło to, jak szybko można przejść z koleżeństwa na przyjaźń. W moim całym 20sto letnim życiu nie miałem wielu bliskich osób. Zawsze z mnóstwem znajomych, ale tak naprawdę niewyobrażalnie samotnie. Przyzwyczaiłem się.
Pod koniec sierpnia ja poleciałem do UK na dwa tygodnie, ona do znajomych nad morze, również na dwa tygodnie. No i nadal rozmawialiśmy po kilka dobrych godzin dziennie...a ja zacząłem tęsknić i czuć coś więcej. Ona poznała kogoś i chyba wiadomo gdzie to zmierza
Zachowałem się jak pies ogrodnika, przynajmniej po części, bo powiedziałem jej, że od niedawna mi zaczęło na niej zależeć i będę musiał się trochę usunać z jej życia ? niech jej znajomość z tym kimś się rozwija, nie będę tego utrudniał. Wytrzymała z nim niecałe dwa tygodnie, zadzwoniła, chciała się znowu spotykać. Dała mi jasno do zrozumienia, że nie chce psuć tej przyjaźni związkiem i nie wierzy, że z przyjaźni może wykiełkować miłość. Ja to uszanowałem. Powinienem był wtedy zakończyć znajomość, ale nie mogłem. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale moje życie było tak bogate w różne problemy od wielu lat, że stwierdziłem: dam radę
Październik, wyjazd do Wrocławia na studia, ona została w W-wie. Od tego czasu miała kilku adoratorów, ale i tak rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Ja we Wrocławiu poznałem kogoś innego. Koleżanka jak każda inna, ale boję się, że schemat się powtórzy. Magda jest niesamowita, chociaż tak naprawdę dobrze jej jeszcze nie znam. Przyjaciółka z W-wy odkąd jesteśmy oddaleni czasami zachowywała się inaczej ? jakby jej zaczęło zależeć. Dawała różne aluzje, oznaki zazdrości ? że spędzam czas, imprezuje z Wrocławianką, jednak gdy się spotkaliśmy około miesiąc temu wszystko było po staremu, nikt tematu nie poruszył.
Ja obecnie odciąłem się od dwóch pań. Tak naprawdę nie mam nawet pojecia, czy któraś chce coś więcej. Sam nazwałbym siebie dupą wołową, bo gdybym miał wybierać nie mam pojęcia kogo bym wybrał.
Gdzieś spotkałem się z cytatem ??Kochając jednocześnie dwie osoby, wybierz tę drugą, bo jeżeli naprawdę kochałbyś pierwszą, nie zakochałbyś się w drugiej .. ? . No cóż, ja chyba muszę liczyć, że pojawi się ktoś trzeci...
Historia pewnie nudna i tak naprawdę nie wiem czego oczekuję od Was drogie panie (i panowie ? jeżeli jacyś są). Z przyjaciółką spotkam się pewnie dopiero w święta. Nie sądzę, żebym wcześniej z nią rozmawiał, a jeżeli już to jakieś gadki-szmatki. Z Wrocławianką na pewno będę się widział, chyba że nadal będę unikał spotkań. No ale mnóstwo imprez, wspólne wyjazdy z uczelni, jakieś spotkania na piwko...nie chce tracić tego kontaktu.
Wiem, wiem, najlepiej by było po ludzku siąść i porozmawiać. Tylko, że ja nie chce niczego psuć, bo sygnały można źle zinterpretować i nie ukrywam, że mam totalny mętlik w głowie. Nie wiem czy chcę czegoś więcej, bo nie potrafiłbym chyba wybrać...ale obydwie panie są ważne w moim życiu i nie chcę.
Jeżeli ktoś dotarł do końca ? gratuluję. I proszę o jakiekolwiek opinie, przemyślenia. Tak naprawdę nie oczekuję niczego, ale ciekawi mnie jak bardzo chora ta syturacja jest z z perspektywy osoby postronnej.
Dziękuję ![]()